Wariatka: Tak, taki wizerunek Regulusa też do mnie przemawia. W ogóle uważam, że jest postacią z bardzo dużym potencjałem i aż szkoda, że w kanonie nie było go więcej – chociaż z drugiej strony dzięki temu twórcy fanfików mogą sobie na tej postaci poużywać do woli ;) Bardzo się też cieszę, że udał mi się opis zaklęcia Fideliusa; opisy są o wiele trudniejsze do przetłumaczenia niż dialogi, więc taka pochwała wiele dla mnie znaczy :)
EKP: No worries! Jako czytelnik-weteran doskonale to rozumiem, niemniej jednak cieszę się, że wróciłaś i że nadal podoba Ci się to opo :] Tłumaczenie idzie rzeczywiście szybko, ale to w dużej mierze zasługa samego tekstu, bardzo przyjemnego w "obróbce" :D Dzięki!
Tytuł tego rozdziału to cytat z cyklu utworów Alfreda Tennysona "Idylle królewskie". Niestety nie udało mi się dotrzeć do polskiego tłumaczenia, więc na razie zostawiam go w oryginalnym brzmieniu :)
Rozdział dziesiąty, dziesiąty marca, urodziny Remusa :3 Miłej lektury!
Rozdział Dziesiąty
„The old order changeth..."
Wieczorem następnego dnia Remus i Syriusz czekali na przybycie członków Zakonu. Z tej okazji portret pani Black dokładnie ukryto za grubymi kotarami, a Stworek został oddelegowany do jednego z salonów na piętrze z surowym poleceniem, by wysprzątał go do ostatniej pajęczyny.
Po krótkiej dyskusji Syriusz zmienił się w Łapę: przyjaciele uznali, że lepiej będzie wytłumaczyć ludziom, co się naprawdę wydarzyło, zanim jakiś nadgorliwy czarodziej postawi sobie za cel uratowanie magicznej społeczności przed okrytym złą sławą Syriuszem Blackiem.
Dumbledore przybył jako pierwszy; reszta osób pojawiała się na Grimmauld Place w niewielkich grupkach. Emmelina przyprowadziła ze sobą rumianą czarownicę, której Remus nie znał. Arabella Figg, z nieodłącznymi drutami do robótek ręcznych wbitymi w upięty na czubku głowy kok, dotarła na miejsce wraz z Mundungusem – widząc umęczony wyraz jego twarzy, Lupin domyślił się, że Arabella po raz kolejny wygłosiła mu kazanie na temat jakichś nielegalnych interesów. Kolejnymi gośćmi okazała się para aurorów; Remus zdziwił się, gdy w jednym z nich rozpoznał Kingsleya Shacklebolta. Mężczyzna kiwnął mu głową na powitanie, po czym przedstawił młodą czarownicę, której twarz w kształcie serca otaczała burza fioletowych włosów.
- To jest Nimfadora Tonks - odezwał się.
- Po prostu Tonks - dziewczyna rzuciła towarzyszowi surowe spojrzenie. Remus z trudem powściągnął uśmiech.
Następną przybyłą grupą byli Sturgis, Dedalus i Elfias, a po nich pojawili się Molly i Artur Weasleyowie z najstarszym synem, Billem. Jako ostatni przyszli Moody i Snape, którego oczy zmrużyły się z pogardą na widok Łapy. Gdy Alastor ruszył do kuchni, w której miało odbyć się zebranie, Mistrz Eliksirów został w holu i z obrzydzeniem spojrzał na wyciągniętą dłoń Lupina.
- Widzę, że nawet referencje dyrektora Hogwartu nie są w stanie zapewnić wilkołakowi godziwego zatrudnienia, Lupin – no chyba, że po prostu lubisz chodzić w łachmanach.
Remus uśmiechnął się.
- Zawsze znajdzie się jakaś praca, Severusie, nawet dla istot Mroku - odparł. - I dla tych, który mają za sobą mroczną przeszłość - dodał z lekkim naciskiem.
Snape zacisnął usta.
- Nie zapomniałem tego, co wydarzyło się w zeszłym roku, Lupin. Gdyby to ode mnie zależało, zostawiłbym Blacka na pastwę dementorów, a ciebie, związanego i zakneblowanego, zaoferowałbym im jako przystawkę. Następnym razem postaram się, by Potter i jego świta nie mieli szansy was uratować.
Łapa zawarczał groźnie i obnażył kły. Severus parsknął z pogardą.
- Wzruszające - zadrwił, ominął ich i zszedł do kuchni. Remus westchnął z rozdrażnieniem i ruszył za nim z Syriuszem u boku.
Członkowie Zakonu zajęli już swoje miejsca i teraz z oczekiwaniem wpatrywali się w Dumbledore'a. Łapa schował się pod stołem, a kiedy Remus usiadł obok dyrektora, ten wstał i rozpoczął zebranie.
- Dziękuję wam, przyjaciele, że się tu dzisiaj zjawiliście - powiedział i objął wzrokiem zgromadzonych. - Oryginalny Zakon Feniksa powstał w czasie Pierwszej Wojny. Alastorze, Emmelino, Elfiasie, Arabello, Mundungusie, Sturgisie, Dedalusie, Remusie – walczyliście wtedy na pierwszym froncie. Wielką pomocą służyli nam również ci, którzy przekazywali bezcenne informacje... Artur i Severus.
Remus patrzył, jak pan Weasley rumieni się po koniuszki włosów, a Mistrz Eliksirów szorstko kiwa głową. Kto by pomyślał, że Snape był wtedy po naszej stronie?
- Dziś dołączają do nas nowi członkowie. Przedstawcie się, proszę. Molly, czy możesz zacząć?
Pani Weasley z lekkim rumieńcem na policzkach zaczęła mówić.
- Mam na imię Molly i jestem żoną Artura. W czasie Pierwszej Wojny nie byłam w stanie brać aktywnego udziału w ruchu oporu, ale tym razem jestem gotowa.
Jej syn uśmiechnął się.
- Bill Weasley; jestem jednym z siedmiu powodów, przez które mama była wtedy zajęta.
- Hestia Jones - głos zabrała rumiana czarownica. - Pracuję w Świętym Mungu i... no cóż, byłam dobrą przyjaciółką Alicji Longbottom.
Remus słuchał, jak przedstawiają się z kolei Kingsley i Tonks; poważny, głęboki głos ciemnoskórego aurora wyraźnie kontrastował z beztroskim tonem dziewczyny. Ona jeszcze tego nie rozumie, pomyślał nagle Lupin. Jest taka jak my wiele lat temu... pewna, że jesteśmy w stanie przezwyciężyć wszystko, co ma dla nas w zanadrzu druga strona... jeszcze nie straciła żadnego z przyjaciół... i nie stanęła oko w oko z wrogiem.
Remus potrząsnął głową i zmusił się do ponownego skupienia. Dumbledore znów zabrał głos.
- Działania Voldemorta zabrały nam wielu ludzi - zauważył stary czarodziej i zignorował westchnienia, jakie imię Czarnego Pana wyrwało z kilku gardeł. - Poświęćmy chwilę, by ich wspomnieć.
James i Lily, pomyślał Lupin. I Peter... Peter, którego znałem. Pod stołem Łapa trącił nosem jego kolano i Remus domyślił się, że jego przyjaciel również ich wspomina.
- Zanim zaczniemy, jest jeszcze jedna osoba, którą powinniśmy dopuścić do naszego zgromadzenia – utracony towarzysz, którego udało nam się odzyskać. Remusie, może zechciałbyś wytłumaczyć całą sytuację?
Lupin wstał z miejsca; powtarzał sobie tę przemowę cały dzień. Kiedy zaczął mówić, wszystkie twarze zwróciły się z zaciekawieniem w jego stronę.
- Trzynaście lat temu jeden z moich najlepszych przyjaciół i jego żona zostali zamordowani przez Voldemorta; straciłem wtedy również dwóch innych bliskich przyjaciół. Przez dwanaście lat wierzyłem, że to Syriusz Black jest odpowiedzialny za zdradę i śmierć Jamesa i Lily Potterów oraz Petera Pettigrew – to wydawało się jedynym sensownym wytłumaczeniem. W zeszłym roku odkryłem jednak, co się tak naprawdę wydarzyło: to Peter zdradził swoich przyjaciół. Upozorował własną śmierć, a Syriusza, który jako jedyny znał prawdę, skazał na pobyt w Azkabanie. Syriusz był – i jest – niewinny.
W kuchni rozległy się ciche pomruki. Dumbledore podjął wątek.
- Istnieje troje innych świadków, którzy mogą potwierdzić to, co powiedział Remus, jako prawdziwe: Hermiona Granger, Ronald Weasley i Harry Potter.
Na dźwięk imienia Harry'ego szepty przybrały na sile.
Łapa wyszedł spod stołu i zmienił się w Syriusza. Hestia wrzasnęła cicho i zakryła usta dłonią. Kingsley pokiwał głową, a Tonks uśmiechnęła się od ucha do ucha. Black odpowiedział jej własnym, krzywym uśmiechem i usiadł na wolnym krześle obok Remusa. Rozejrzał się dookoła i na widok wszystkich zszokowanych, niedowierzających twarzy uśmiechnął się nieco szerzej.
- Dajcie spokój – chyba nikt mi nie powie, że po raz pierwszy widział psa zmieniającego się w niesłusznie oskarżonego seryjnego mordercę!
Ze wszystkich zebranych to Moody rozluźnił atmosferę swoim głośnym parsknięciem. Stary auror wstał z krzesła, obszedł stół i położył rękę na ramieniu Blacka.
- Uważam się za dobrego znawcę ludzkich charakterów - burknął. - Więc nic nigdy nie zaskoczyło mnie bardziej niż twoja zdrada. Dobrze, że znów jesteś z nami!
Po tym wyznaniu Syriusz zatonął w uściskach i życzeniach wszystkiego najlepszego. Niektórzy członkowie Zakonu nie wstali jednak ze swoich krzeseł: Remus widział, że oczy Hestii Jones wciąż są okrągłe jak spodki i bez mrugnięcia wpatrują się w jego przyjaciela, jakby był jakąś fatamorganą. Molly również wyraźnie miała się na baczności, ale Artur uśmiechał się szeroko. Snape obserwował całą scenę z miną kogoś, kto właśnie połknął coś wyjątkowo gorzkiego i cuchnącego. Może Wywar Tojadowy?, pomyślał Remus z uciechą.
Dumbledore przywrócił porządek zebrania, by przejść do kolejnych spraw.
- Panie i panowie, nasze dzisiejsze spotkanie ma dwa zasadnicze cele: po pierwsze – jak się zapewne domyślacie, skoro Zakon Feniksa został reaktywowany – Voldemort po raz kolejny przybrał ludzką postać. Udało mu się to dzięki prastaremu rytuałowi, w którym zasadniczą role odegrał Harry Potter – przyczyna jego upadku sprzed lat.
Dyrektor pokrótce opisał to, co wydarzyło się na cmentarzu; jego opowieści towarzyszyły zszokowane sapnięcia i intensywne szepty. Pozwolił, by groza sytuacji w pełni do wszystkich dotarła, i odchrząknął.
- Voldemort popełnił dwa błędy – w swojej arogancji nie zabił Harry'ego, kiedy miał taką okazję, i dzięki temu chłopcu udało się uciec, a my dowiedzieliśmy się o powrocie Toma Riddle'a. Po drugie zaś, powodowany pragnieniem zemsty, Voldemort użył krwi Harry'ego, by nadać pełną moc zaklęciu wskrzeszającemu. To wzmocniło więź między nimi, która powstała, kiedy Harry był niemowlęciem, i chociaż ta więź stanowi dla chłopca potencjalne zagrożenie, to o wiele bardziej zagraża Voldemortowi... który w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy – inaczej nigdy nie wybrałby Harry'ego na swoją ofiarę. Jednak mimo iż Harry zdołał uciec, wciąż grozi mu niebezpieczeństwo. Za dwa dni kończy się semestr, więc musimy się zatroszczyć o odpowiednią ochronę dla niego; schronienie, jakie ofiarowała mu siostra Lily, zapewnia mu bezpieczeństwo, gdy przebywa na Privet Drive, i nie sądzę, by miał zostać zaatakowany na ulicy, ale mimo to prosiłbym cię, Arabello, abyś razem z Mundungusem na zmianę czuwała nad Harry'm. Jak lubi mawiać Alastor, niech przyświeca nam zasada stałej czujności - stary czarodziej spojrzał na twarze zebranych. - Jeśli natomiast chodzi o samą więź, to ważne jest, abyśmy dowiedzieli się, jak może ona wpłynąć na Harry'ego. Remusie, chciałbym, abyś przestudiował te stare pisma, które posiadasz – z pewnością znajdują się tam bezcenne informacje.
Lupin skinął głową. Dumbledore przydzielał kolejne zadania wszystkim siedzącym przy stole osobom: Elfias, który jako tłumacz regularnie kontaktował się z ludźmi na podobnych stanowiskach w innych krajach, został poproszony o zacieśnienie międzynarodowych relacji przez zwiększanie świadomości magicznych społeczeństw o powrocie Voldemorta i jego zwolennikach (Charlie Weasley, chociaż nieobecny, został zgłoszony do takiej samej roli); Snape zgodził się nadal wykonywać swoją tajemniczą misję dla Zakonu, co Syriusz skwitował dość głośnym parsknięciem. Pozostali mieli natomiast gromadzić informacje na temat popleczników Czarnego Pana wykorzystując swoje różnorodne zawody i statusy społeczne.
- Czas jest dla nas na wagę złota - przypomniał dyrektor. - Dzięki Harry'emu nasza pozycja jest już na starcie dużo silniejsza, niż można się było spodziewać, ale nie możemy pozwolić, by ta cenna przewaga poszła na marne. Syriusz uprzejmie zgodził się udostępnić nam swój dom jako Kwaterę Główną – to tu powinny docierać wszystkie uzyskane informacje.
Oficjalna część spotkania dobiegła końca i zebrane towarzystwo podzieliło się na mniejsze grupki. Remus zagadnął Hestię.
- To Emmelina powiedziała mi o Zakonie - przyznała kobieta. - Wytłumaczyła mi, przez co wszyscy przeszliście za pierwszym razem... opowiedziała o niebezpieczeństwach, z którymi się mierzyliście i o tym, ile poświęciliście dla tej sprawy. Nie pamiętam zbyt wiele z tamtego okresu. Tylko mrok...
- Skąd znasz Alicję? - spytał Remus, ciekaw przyjaźni między tą niepozorną, nieśmiałą czarownicą i ekstrawertyczną żoną Franka Longbottoma.
- Mieszkała obok nas. Była dla mnie jak starsza siostra – bardzo miła... bardzo opiekuńcza - Hestia zamilkła na chwilę. - Wiedziałam, że przydarzyło jej się coś złego, ale nie miałam pojęcia co. Dopiero kiedy zaczęłam szkolenie w Świętym Mungu jako asystentka uzdrowiciela, dowiedziałam się, że jest tam pacjentką.
Hestia spojrzała na Remusa i mężczyzna dostrzegł w jej oczach stalowy, ognisty błysk, który wcześniej wielokrotnie widział, kiedy patrzył w lustro.
- To, co przydarzyło się Alicji i Frankowi, było kompletnym barbarzyństwem. Chcę zrobić wszystko, co w mojej mocy, by coś takiego nigdy się już nie powtórzyło.
Na drugim końcu kuchni Dumbledore prowadził dyskusję z Syriuszem.
- Jestem pewien, że Harry jest bezpieczny pod dachem siostry Lily, ale martwię się, że niebezpieczeństwo może grozić jego najbliższym.
- Ma pan na myśli jego szkolnych przyjaciół?
- Rona i Hermionę - dyrektor pokiwał głową. - I prawdopodobnie pozostałych Weasleyów, skoro traktują go jak członka rodziny. Chciałbym znaleźć dla nich bezpieczne schronienie, przynajmniej do początku przyszłego roku szkolnego.
Syriusz uśmiechnął się.
- Pyta pan, czy mogą się tutaj wprowadzić? Oczywiście – ten dom jest wystarczająco duży.
- Dziękuję ci - odparł ciepło stary czarodziej. - Teraz muszę tylko podsunąć Molly jakiś dobry powód dla tej przeprowadzki...
Black wzruszył ramionami.
- Może jej pan powiedzieć, że potrzebujemy każdej dostępnej pomocy przy sprzątaniu. To na pewno nie będzie kłamstwo!
Błękitne oczy Dumbledore'a błysnęły radośnie.
- Molly, moja droga! - zawołał. - Czy mogę cię prosić na słowo?
