Spokojnie, ludzie, żyję i miewam się jako tako.
Na początek maja wam wrzucam ten oto rozdział, tak na umilenie majówki. Przepraszam, że nie z Fantastycznych, ale kilka ostatnich dni to tak skakałam po kilku różnych fikach i tak jakoś wyszło, że na ten miałam największą ochotę to wytworzyłam rozdział.
Toris zmierzał w kierunku szkoły z ciężkim sercem. Podejrzewał, że jego taneczny „wyrok" już zapadł i zostanie mu ogłoszony przez Feliksa przed lekcją historii lub w jej trakcie. Już wcześniej dostał od Elizabety SMS-a że nie musi panikować (zbytnio) i że podszkolą go bez dodatkowej publiki, żeby oszczędzić mu stresu. Jak na razie rzeczą, która wzbudzała w nim największe zaniepokojenie, był fakt, że nie przypominał sobie, żeby dawał Węgierce swój numer. Niby była szansa, że miała go albo od Alfreda, albo od Feliksa, ale i tak…
Co do Amerykanina, to on także został, ku swemu ubolewaniu, zaliczony do tej dodatkowej publiki, co w sumie było Torisowi na rękę. Litwin wychodził z założenia, że im mniej ludzi będzie świadkami tego żałosnego widowiska, jaką będą jego lekcje tańca, tym lepiej dla jego samopoczucia. Bo jakoś wątpił, żeby tych kilka sesji czekających go przed nieszczęsną imprezą halloweenową, cokolwiek mu pomogły.
- Chyba ostatnio za dużo czasu spędziłem w towarzystwie Feliksa – mruknął, wznosząc oczy ku niebu z zamyśloną miną. - Wychodzi na to, że pesymizm jest zaraźliwy…
Rozejrzał się wokół by sprawdzić, czy blondyna nie ma nigdzie w pobliżu, jednak w tłumie uczniów zmierzających na lekcję nie dostrzegł znajomej sylwetki Polaka. Nie niepokoiło go to zbytnio. Z tego, co jak do tej pory wywnioskował z ich znajomości, Feliks należał do tego typu ludzi, którym na lekcje się nie śpieszyło, więc spodziewał się, że spotka go tuż przed dzwonkiem, albo już w klasie. Była też możliwość, że po prostu go nie zauważył, bo do najwyższych nie należał.
Niepokoić zaczął się w momencie, w którym Feliks nie pojawił się w klasie nawet po tym, jak profesor Collins zaczął zajęcia. Zamiast słuchać nauczyciela i robić notatki z lekcji, postukiwał nerwowo palcami w blat, wpatrując się w drzwi, w oczekiwaniu na to, że lada moment Polak wpadnie zdyszany do sali, zacznie się tłumaczyć Collinsowi dlaczego się spóźnił, a po wysłuchaniu kazania i być może zarobieniu kolejnej odsiadki po lekcjach, zajmie miejsce obok niego (jakoś tak się złożyło, że od czasu akcji z Cindy na historii siedzieli razem).
- Okej, w którym momencie zacząłem się tak przejmować co się z nim dzieje? - westchnął, kiedy minęła już połowa lekcji, a Feliksa nadal nie było. - Hmm… chyba tym momencie, w którym Alfred opowiedział mi tę budującą na duchu historyjkę ze swojej poprzedniej szkoły… albo może kiedy Owen się do niego doczepił?
Na wysłanego SMS-a też nie dostał odpowiedzi, więc postanowił zasięgnąć informacji u najlepszego możliwego źródła, czyli napisał do Elizabety. Odpowiedź dostał, zanim zdążył schować telefon z powrotem do kieszeni.
Od: Elizabeta
Żarty sobie ze mnie stroisz? Na sto procent dotarł do szkoły, bo szliśmy razem. Macie jakiś test czy co?
Do: Elizabeta
Mamy, ale nie dziś. To co, zabłądził, że na lekcje nie trafił?
Od: Elizabeta
Nie mam zielonego pojęcia co odwalił, ale jak go znajdę i się dowiem, że nie poszedł na historię bo mu się nie chciało albo coś w tym stylu, to go ukatrupię.
Do: Elizabeta
Jesteś pewna, że wszystko jest ok? Bo skoro najskuteczniejszej agencji wywiadowczej w tej szkole brakuje informacji, to zaczynam się niepokoić.
Od: Elizabeta
Nie mam pojęcia, co wy macie z tą agencją wywiadowczą i może cię to zaskoczyć, ale nie jestem wszechwiedząca. Tak swoją drogą, próbowałeś najpierw napisać do niego, zanim skontaktowałeś się ze mną?
Do: Elizabeta
Wyobraź sobie, że o tym pomyślałem, jak na razie zero odpowiedzi. I tak, poczułem się zaskoczony.
- A może pan Laurinaitis podzieli się z nami tym, co tak skutecznie odrywa jego uwagę od lekcji?!
Toris o mały włos nie wypuścił telefonu z rąk, słysząc nad sobą zdenerwowany głos profesora Collinsa. To, że wyjątkowo udało mu się poprawnie wypowiedzieć jego nazwisko, stanowiło w tej chwili marną pociechę. Przełykając cicho ślinę uniósł głowę i spojrzał na historyka, ostro przy tym kombinując nad jakąś sensowną wymówką.
- Umm… ja tylko… sprawdzałem która godzina – wydukał, ukradkiem wychodząc z menu wiadomości.
- Czyżby moje lekcje tak cię nudziły?
- Nie! Ja tylko… eee… - Powiedzenie, że martwił się o kolegę, w chwili kiedy uwaga całej klasy była na nim skupiona, było zdecydowanie marnym pomysłem. Zwłaszcza, że co najmniej parę osób (o ile nie wszyscy) na pewno skojarzyłoby, o kogo chodzi, w związku z czym homoseksualny cyrk rozkręciłby się jeszcze bardziej, a Feliks, kiedy by się już znalazł, zapewne urwałby mu łeb.
- Rozumiem, że nie masz żadnego usprawiedliwienia – stwierdził profesor z przyganą. - Jako że to twój pierwszy wybryk, poprzestanę tylko na upomnieniu. Prosiłbym jednak, żebyś na przyszłość zachowywał się jak na wzorowego ucznia przystało.
Toris skinął głową, wbijając spojrzenie w blat ławki, kątem oka obserwując przy tym nauczyciela. Kiedy tylko upewnił się, że Collins go nie przyuważy, ponownie otworzył menu wiadomości, chcąc przeczytać SMS, którego dostał międzyczasie.
Od: Elizabeta
Okej, mnie też nic nie odpisał, oficjalnie ogłaszam stan zaniepokojenia.
Ledwie zdążył odczytać jedną wiadomość, dostał następną.
Od: Elizabeta
Swoją drogą to słodkie, że się tak o niego troszczysz. Mam nadzieję, że się nie zawiodę.
Najchętniej zapytałby, co miała przez to na myśli i o jaki zawód dokładnie chodziło, ale wolał nie ryzykować ponownego przyłapania na korzystaniu z telefonu. I tak został jakiś kwadrans do końca lekcji, wystarczyło tylko uzbroić się w odrobinę cierpliwości.
- Słowo daję, nie mam pojęcia, o co tej kobiecie chodzi – mruknął, podpierając głowę na rękach. - Chociaż… im dłużej ją znam, tym bardziej jestem pewien, że nie chcę znać jej planów.
Reszta lekcji upłynęła mu na wpatrywaniu się z otępieniem w tablicę i zastanawianiu się, co jest dziwnego w martwieniu się o kogoś, oraz od kogo pożyczyć notatki z dzisiejszych zajęć.
Po dzwonku spakował swoje rzeczy i ruszył w kierunku sali od hiszpańskiego. Szybko rzucił okiem na telefon, jednak żadnych nowych wiadomości nie otrzymał.
- Pytanie tylko, czy mam się martwić bardziej, czy też niekoniecznie? - mruknął, wpatrując się w ekran jakby w oczekiwaniu, że odpowie na każde jego pytanie. - Bo z jednej strony na razie nie muszę zawracać sobie głowy zbliżającą się taneczną kompromitacją, z drugiej może szykują jakiś podstęp… a z trzeciej nadal nie wiem, czy przypadkiem jednego z moich „nauczycieli" ktoś nie przerobił na pasztet.
Odpowiedź na to pytanie, a przynajmniej jego część, nadeszła nadspodziewanie szybko. Wydawało mu się, że w jednym z bocznych korytarzy, które przed chwilą minął, mignęło mu coś znajomego. Cofnął się parę kroków i z pewną dozą ulgi stwierdził, że udało mu się znaleźć Feliksa. Stał przed drzwiami prowadzącymi do gabinetu dyrektora i rozmawiał z panią Shaw. Jakikolwiek był temat rozmowy, z pewnością nie był on przyjemny, Polak wyglądał, jakby był na skraju załamania nerwowego, zaś mina szkolnej psycholog wyrażała szczere zmartwienie. Litwin miał szczerą nadzieję, że nie chodziło o jakiś nowy wybryk, związany z domniemaną orientacją blondyna, ale nie potrafił wymyślić innego powodu, dla którego Feliks rozmawiałby teraz z psychologiem. Może właśnie dlatego zamiast udać się na następną lekcję, tak jak powinien był to zrobić, zaczął iść w tamtym kierunku.
- Jeszcze nic nie jest przesądzone, nie ma się co na zapas denerwować – dobiegł jego uszu głos pani Shaw, gdy podszedł dostatecznie blisko. - Porozmawiam z dyrektorem, to na pewno tylko pomyłka, którą da się wyjaśnić. Wiem, że nie masz najlepszych kontaktów z ojcem, ale proszę, spróbuj do niego zadzwonić, a nuż uda się rozwiązać całą sprawę polubownie.
- „Nienajlepsze kontakty" to bardzo eufemistyczne określenie dla opisania naszych wzajemnych relacji – odburknął Feliks, zakładając ręce za siebie. Wbił palce w swoje przedramiona z taką siłą, że aż pobielały mu knykcie. - Nie chcę nigdzie dzwonić, bo wiem, że to bez sensu. Jestem pewny, że to nie jest przypadek i wiem że mój telefon nic nie zmieni, nawet gdybym zagroził że się potnę albo coś. Jak to w ogóle przeszło? Podobno to uczniowie wybierają sobie przedmioty, przy KONSULTACJI z rodzicami i szkolnym konsultantem...
- Nie mam pojęcia, Feliks – westchnęła psycholożka – Jak już mówiłam, porozmawiam na ten temat z dyrektorem. Ale nawet jeśli obecną decyzję uda się odwołać, to twoi rodzice będą musieli zaaprobować nowy plan zajęć.
- Oboje? - zapytał Polak ponuro.
- To już nie zależy ode mnie. Dasz radę pójść na zajęcia, czy wolisz poczekać na rezultat mojej rozmowy z dyrektorem i przy okazji nieco ochłonąć?
- Poczekam… szczerze wątpię, żebym był w stanie skupić się na lekcji...
Psycholog kiwnęła głową, po czym zniknęła w gabinecie dyrektora. Z kolei Toris zastanawiał się, czy najlepszym rozwiązaniem nie będzie jak najszybsze ulotnienie się i puszczenie tego, co zdołał usłyszeć, w niepamięć. Skoro sprawa nie dotyczyła żadnych nowych przejawów homofobii, ani niczego podobnego, to raczej nie powinien się wtrącać…
Feliks sięgnął do kieszeni po telefon, chcąc jakoś umilić sobie czas oczekiwania. Uniósł brew, widząc kilka nieprzeczytanych wiadomości.
- Mhm… widzę, że moja osobista gwardia nie śpi – mruknął, patrząc kto się do niego dobijał. - Lepiej im poodpisywać, zanim dojdą do wniosku, że umarłem albo coś w ten deseń.
Toris otworzył usta, żeby oznajmić, że niewiele brakowało, i zapytać dlaczego nie było go na lekcji (udając przy tym, że dopiero co przyszedł i nie słyszał ani słowa z jego rozmowy z panią Shaw) i z w miarę czystym sumieniem iść na hiszpański. Jednak zanim zdążył się odezwać, z ust Polaka wydobyło się coś pomiędzy westchnieniem a warknięciem. Przez chwilę Litwin był pewny, że ów odgłos był zadedykowany jemu, póki nie zauważył, że blondyn wciąż wpatrywał się w ekran telefonu, który zaczął wibrować w jego dłoni.W języku polskim Toris kojarzył tylko kilka słów, ale nie musiał biegle władać tym językiem, żeby stwierdzić, że ktokolwiek zadzwonił do Feliksa i z kimkolwiek zaczął teraz rozmawiać, z pewnością nie był tym faktem zachwycony. Właściwie sprawiał wrażenie, że ledwie udaje mu się powstrzymać przed tym, żeby nie zacząć krzyczeć albo nie pieprznąć telefonem o ziemię. Rozmowa nie trwała długo, głównie dlatego, że Feliks ją zakończył i wcisnął telefon do kieszeni, ignorując fakt, że kilka sekund później urządzenie znów zaczęło wibrować.
Teraz Litwin miał pewność, że to nie jego sprawa, że powinien jak najszybciej się zawinąć i pójść na lekcje jak grzeczny chłopiec, zanim zostanie zauważony. Problem w tym, że zanim zdążył wcielić ten zamiar w życie, Feliks jak na komendę odwrócił się w jego stronę. Toris spodziewał się, że Polak znowu na niego naskoczy, oskarżając o stalking, ewentualnie odgrażając się, że w końcu zgłosi to na policję i gdyby miał być szczery, wcale by go za to nie winił. Nie spodziewał się za to, że zobaczy łzy w jego oczach i że na jego twarzy zamiast irytacji gościć będzie rezygnacja.
- Nawet nie jestem zdziwiony – stwierdził Feliks, machnąwszy ręką.
- Czym? - zapytał ostrożnie Toris.
- Tym, że akurat ty pojawisz się w najmniej odpowiednim momencie. Jakoś podejrzanie często ci się to zdarza. - Blondyn szybko przetarł oczy rękawem bluzy, po czym podszedł do schodów prowadzących na dach i usiadł na jednym ze stopni. - Nie wiem czy zauważyłeś, ale nie jestem w najlepszym nastroju na rozmowę, więc jak masz do mnie jakiś interes to zgłoś się później... Idź na lekcje, jak na wzorowego ucznia przystało, czy coś...
- Jesteś już drugą osobą dzisiaj, która przypomina mi o zachowywaniu się na miarę wzorowego ucznia. - Wbrew sugestii Polaka i swoim wcześniejszym zamiarom, zignorował fakt, że było już po dzwonku i również zajął miejsce na schodach.
- Z tego tytułu odpalił ci się tryb buntu i uznałeś, że olewasz lekcje. No chyba, że masz do mnie naprawdę pilną sprawę…
- Właściwie to chciałem się tylko dowiedzieć dlaczego nie było cię na historii.
- Bo próbowałem ogarnąć burdel, jakim jest moje życie… nie wiem, jak długo sobie tu stałeś i ile słyszałeś, ale nie chce mi się wyjaśniać wszystkiego – mruknął Feliks, opierając czoło na kolanach.
- Skąd pomysł, że byłem tu od dłuższego czasu? - zapytał Toris, podpierając głowę na rękach.
- Bo miałeś minę jak przyłapany na gorącym uczynku, a potem to już wyglądałeś, jakby cię mieli zaraz ściąć.
- Cóóóż… przyznaję, że spodziewałem się po tobie bardziej… gwałtownej reakcji na mój widok? - stwierdził Litwin, drapiąc się po karku.
- Dlaczego? Bo znowu byłeś świadkiem tego, jak się popłakałem? Czy że przyłapałeś mnie na sesji z psychologiem, co jasno świadczy, że mam nierówno pod sufitem?
- Byłem raczej pewny, że znowu naskoczysz na mnie z tym, że cię prześladuję.
- Może kiedy indziej… dziś to już mi się po prostu żyć odechciewa…
- Czy jest sens pytać cię, co dokładnie się stało? - zapytał ostrożnie Toris.
- Chwilę temu powiedziałem ci, że nie mam ochoty opowiadać ci historii swojego życia, więc chyba nie. Kurwa mać, chyba zaraz wyłączę ten telefon w pizdu – warknął Feliks, czując jak jego telefon po raz kolejny zaczyna wibrować.
- Kto się do ciebie dobija z takim zacięciem?
- Zmora mojego życia.
- To niezbyt dok… chwileczkę – mruknął Litwin, kiedy to dla odmiany jego telefon zaczął dzwonić. - Halo?
- Okej, na geografii też się nie pojawił, teraz zaczynam się poważnie niepokoić – z słuchawki wydobył się głos Elizabety – tym bardziej, że nie odbiera.
- Eee… myślę, że możesz odwołać alarm – stwierdził Toris, zerkając na Feliksa, gdy poczuł stuknięcie w ramię. Z lekko zdziwioną miną podał mu telefon.
- Nic mi nie jest… tak jakby… - oznajmił Polak, przykładając telefon do ucha. - Przepraszam, wcześniej nie miałem czasu zerknąć na swój telefon… Akurat jak miałem wam poodpisywać, to zadzwonił ten buc, długo nie pogadaliśmy, zamieniliśmy tylko kilka ciepłych słów. Od ciebie nie odebrałem, bo myślałem, że to znowu on. Nieee… chodzi o rejestracje, gdyby chodziło o tamtą sprawę, to pewnie przyjechałby tu osobiście, żeby mnie zamordować za bycie wybrykiem natury… Pogadamy na przerwie na lunch, dobra? Mhm, dzięki… okej, przekażę mu. - Po tych słowach zakończył połączenie i oddał urządzenie jego prawowitemu właścicielowi.
- Co masz mi przekazać? - zapytał Litwin, odbierając swoją własność.
- Że dziś po lekcjach idziemy cię trochę rozruszać. Znaczy, na pewno Lizzie będzie próbowała to zrobić. Ja nie wiem, czy będę miał siły na cokolwiek poza dowleczeniem się do pokoju – odparł Feliks.
- Miałem taką cichą nadzieję, że o tym zapomnicie – westchnął brunet ponuro.
- Chciałbyś.
- No chciałbym.
Feliks prychnął cicho, po czym na kilka minut zapadła cisza. Ku swojemu zdumieniu Toris dość spokojnie przyjmował fakt, że powinien być teraz na lekcji i zapewne będzie miał spory problem z tytułu opuszczenia jej bez dobrego powodu.
- Nie będziesz miał kłopotów za to, że… - zaczął Litwin, jednak przerwał mu odgłos otwieranych drzwi, na który Polak poderwał się jak oparzony. Z gabinetu dyrektora wyszła pani Shaw, a minę miała nieszczególnie wesołą.
- Słowo daję, jeśli ten człowiek wygra następne wybory na stanowisko dyrektora, to chyba zmienię pracę – burknęła pod nosem psycholog. - Spokojnie, Feliks, udało mi się jakoś to wszystko odkręcić, będziesz mógł normalnie wszystko załatwić… tylko nadal musisz to ustalić ze swoimi rodzicami.
Blondyn odetchnął głośno z ulgą i kiwnął głową, wyraźnie się rozluźniając. Za to Toris poczuł się nieco spięty, kiedy kobieta przeniosła wzrok na niego.
- Toris? A co ty tu robisz? Nie powinieneś być na lekcji? Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że coś przeskrobałeś? - zapytała ze zdziwieniem.
- Nie, nic nie przeskrobałem… chociaż pewnie i tak będę miał kłopoty za nieobecność na hiszpańskim – odparł chłopak z lekkim zakłopotaniem, nie do końca pewny, jak ma się wytłumaczyć.
- Jaśnie kolega chciał się upewnić, czy wszystko ze mną w porządku po tym, jak nie było mnie na historii – oznajmił Feliks, obdarzając bruneta przelotnym spojrzeniem.
- Hmm… może to nawet i lepiej, że nie siedziałeś tu sam, czekając na mnie. Mimo wszystko wypadałoby wam wrócić na zajęcia, chociaż po twojej minie, Feliks, widzę, że nie masz na to zbytniej ochoty – westchnęła psycholożka.
- Czyta mi pani w myślach…
- Jak na wiedźmę przystało. No dobrze, usprawiedliwię was, ale to już ostatni raz. Ty, Feliks, ostatnio opuściłeś zbyt wiele zajęć, a ty, Toris…
- Jak znowu usłyszę coś o zachowywaniu się jak na wzorowego ucznia przystało, to chyba zacznę krzyczeć – stwierdził Litwin, wznosząc oczy ku niebu. - Czy wszyscy w tej szkole postrzegają mnie w ten sposób?
- Myślę, że znakomita większość – stwierdziła pani Shaw z namysłem. - Ale to się może szybko zmienić, bo z tego co widzę Feliks ma na ciebie większy wpływ, niż ty masz na niego.
- A to co niby miało znaczyć?! - zapytał Feliks, patrząc na psycholog podejrzliwie. Po minie Torisa dało się stwierdzić, że pomyślał dokładnie to samo.
- Pozostawię to waszej domyślności, a teraz wybaczcie, muszę zamienić słówko z panem Collinsem, panią Elswick i… z kim masz teraz zajęcia, Toris?
- Z panią Montero.
- Rozumiem… muszę się też przygotować do zajęć. Jedyne, o co chcę was prosić, to żebyście nie szwendali się niepotrzebnie po szkole.
- Jasne – odpowiedzieli jednocześnie. Psycholożka obdarzyła ich lekkim uśmiechem, po czym poszła załatwiać swoje sprawy. Kiedy zniknęła za załomem korytarza, Feliks odwrócił się na pięcie i zaczął schodzić po schodach.
- Hmm… wydaje mi się, że powinna była nas raczej odprowadzić do biblioteki albo do jej gabinetu – stwierdził Toris, ruszając za blondynem. I tak nie miał lepszych rzeczy do roboty. Pójście na hiszpański wydawało mu się bezsensowne, skoro pani Shaw poszła usprawiedliwić jego nieobecność.
- Tylko że w przeciwieństwie do naszego drogiego dyra, pani Shaw wierzy w to, że uczniowie tej szkoły są istotami rozumnymi i potrafią podejmować samodzielne, przemyślane i o dziwo mądre decyzje – odparł Feliks.
- Myślałem, że dyrektor jest spoko – zdziwił się Litwin.
- Niby tak, ale zaryzykowałbym stwierdzenie, że nie jest najlepszą osobą na tym stanowisku. Typek, który pomazał mi szafkę, o dziwo nie był to Owen, dostał tylko upomnienie. W dodatku za niszczenie mienia szkoły, a nie psychiczne znęcanie się. A chwilę temu miałeś okazję podziwiać interwencję szkolnej psycholog, bo zaaprobował „moją" rejestrację na kursy z przedmiotów, na które sam z siebie nigdy w życiu bym się nie zapisał.
- Czekaj chwilę… przecież rejestracja zaczyna się dopiero na początku listopada!
- Wiem o tym, więc wyobraź sobie moje zdziwienie, kiedy dziś rano, w drodze na historię, psycholożka zatrzymała mnie na korytarzu i stwierdziła, że jest nieco zdziwiona moją decyzją co do wyboru kolejnych przedmiotów.
- Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że jakiś szkolny żartowniś zapisał cię na jakieś dziwne przedmioty, a dyrektor to przyklepał? - zapytał Toris z niedowierzaniem.
- Nie no, aż tak niekompetentny nie jest… tylko że uczniów najwyraźniej uważa za debili i wychodzi z założenia, że ich rodzice wiedzą lepiej, czego chcą się uczyć.
- Chyba trochę nie rozumiem – uznał Litwin po chwili namysłu. - A tak na marginesie, gdzie idziemy?
- Ja idę do parku, a skoro leziesz za mną, to chyba można uznać, że idziemy do parku – odparł Feliks, oglądając się przez ramię na bruneta. - Nie ma tu wiele od rozumienia, po prostu mój ojciec jak zwykle jest szmatą. Więc jeśli znowu masz zamiar unieść się gniewem sprawiedliwych, jak powiem, że wolałbym nie mieć ojca, to może lepiej od razu wróć się do biblioteki.
- Chyba tym razem wolę poczekać na twoje wyjaśnienia – mruknął Toris, uciekając spojrzeniem w bok. - O ile zechcesz mi cokolwiek wyjaśniać w tej sprawie.
- Co tu jest do wyjaśniania… mój ojciec mnie nienawidzi i tyle.
- No… ale jakiś powód chyba musi być?
Feliks w odpowiedzi wzruszył ramionami, maszerując wprost pomiędzy drzewa rosnące w szkolnym parku. Toris szedł za nim, póki nie zatrzymał się w odległej części parku, w pobliżu szopy na narzędzia.
- Więc… - zaczął Litwin, przysiadając na pobliskiej ławce, widząc, że blondyn nie kwapi się, żeby rozwinąć temat. - Twój ojciec zapisał cię na kursy z przedmiotów, na które nie chcesz iść, bez twojej wiedzy i to jeszcze przed czasem rejestracji, dobrze rozumiem? Dlaczego? - zapytał, gdy Feliks skinął głową. - I jak w ogóle dyrektor mógł to zaakceptować bez twojej zgody?
- Bo ja wiem? Mówiłem, że na moje to dyro uważa nas za upośledzone jednostki, które nie umieją samodzielnie myśleć. - Polak zajął swoje ulubione miejsce na ziemi, złapał za jakiś leżący na uboczu patyk i zaczął ryć nim w podłożu, żeby zająć czymś ręce. - A dlaczego? Z tego samego powodu, dla którego chodzę do tej szkoły - bo on tak chciał. - Na chwilę przerwał swoje twórcze zajęcie i spojrzał na bruneta. - Może zacznę od początku, bo po twojej minie widzę, że by się przydało.
- Na pewno ułatwiłoby mi to zrozumienie twojej sytuacji i to, dlaczego aż tak nie znosisz swojego ojca – przyznał Litwin.
- Bo przez całe moje życie nie dał mi powodu, dla którego miałbym go chociażby tolerować – mruknął Feliks, wracając do rozkopywania ziemi obok siebie. - Odkąd pamiętam, traktował mnie jak przykry obowiązek, a nie jak swojego syna. Nigdy w życiu nie usłyszałem od niego ani jednego słowa pochwały… zawsze tylko wieczne pretensje. Dlaczego tak słabo ci poszło na sprawdzianie, dlaczego inni mają lepsze oceny od ciebie, dlaczego zamiast się uczyć, marnujesz czas na gryzmolenie jakichś niestworzonych rzeczy. Dla niego to, że jestem artystycznie uzdolniony, jest większym wstydem niż gdybym był typowym patolem.
- A czy ty przypadkiem nie dostałeś stypendium właśnie za zdolności artystyczne? - zapytał Toris ze zdziwieniem.
- I to był jedyny przypadek, kiedy było mu to na rękę. Swoją drogą fajnie się to odbyło… wracam z kina do domu i dostaję polecenie „pakuj się, jutro lecisz do Stanów Zjednoczonych, za tydzień masz rozpoczęcie roku w nowej szkole". Zajebista niespodzianka muszę przyznać, nawet mama zrobiła wielkie oczy.
- Chwila… ale jak…
- Normalnie, ja się zapisałem do zwykłego liceum, a w międzyczasie mój wspaniały ojciec uważnie przestudiował warunki konkursu na stypendium, buchnął z mojego pokoju kilka prac, zgłosił mnie, przedstawił moje prace komisji i oto jestem. Tych kilku znajomych, których miałem ze starej szkoły, przestało ze mną rozmawiać, bo myśleli, że zrobiłem to specjalnie, a jeden z nich startował o to stypendium. Z tym, że on podobnie jak ty harował nad książkami, a ja „wykpiłem się" kilkoma durnymi rysunkami.
- Okej… jak tak to przedstawiasz, to faktycznie nie brzmi, jakby należał mu się tytuł ojca roku.
- Nie no, kurwa, jemu to się należy tytuł ojca stulecia – warknął Feliks, ściskając patyk tak mocno, że złamał się w pół. - Najpierw wpycha mnie tu za zdolności artystyczne, a potem próbuje mi opchnąć plan godny kogoś, kto wybiera się na studia medyczne albo inżynierskie. Bo po co mi historia sztuki albo koło artystyczne, do którego należę, chemia i fizyka przydadzą mi się bardziej.
- Dlaczego jest na to taki cięty?
- Bo, cytuję, „nie dasz rady się z tego utrzymać". I zanim spróbujesz powiedzieć, że to wszystko z troski, to od razu powiem, że to bujda. On po prostu umyślił sobie, że jak już się dorobił dziecka, to wyhoduje z niego coś, czym można się pochwalić.
- Nie może być aż tak zły… - mruknął Toris, podciągając nogi na ławkę i opierając głowę na kolanach.
- Zmienisz zdanie, jak go kiedyś spotkasz, a wierz mi, może być nawet jeszcze gorszy. – powiedział cicho Feliks, odrzucając resztki patyka na bok. - Nie mam pojęcia, czy nadal będziesz się upierał przy tym, żeby być moim kumplem, ale jeśli tak, to módl się, żebyś nigdy nie miał okazji poznać Aleksandra Łukasiewicza.
Mam wrażenie, że trochę przynudzam...
No ale to szkolny fik, tutaj nie będę się bawić w pościgi, wybuchy, magiczne moce...
Chyba... nie... jeszcze...
No w każdym razie magicznych mocy na bank nie będzie :v
Co do następnego rozdziału... hmm...
Zaryzykowałabym stwierdzenie, że będzie ze smoka, albo z 2p (kajam się i przepraszam, że nie podołałam z dociągnięciem projektu "kilka rozdziałów pod rząd" do końca). Aczkolwiek w kwestii tego co będzie następne (wyobraźcie sobie, że zaczęłam od kolejnego rozdziału z Fantastycznych a skończyłam tutaj), to sama sobie ostatnio nie ufam, więc nie bierzcie mojego gdybania za pewnik.
Tak lojalnie uprzedzam.
Poza tym, ostatnio znowu nawiedzają mnie pomysły do dwóch fików, które kiedyś planuje zacząć pisać (tj. Pottertalia i coś czego nawet nie potrafię określić co to dokładnie jest), więc tak trochę cierpię. Za ten stan rzeczy będę obwiniać KOGOŚ :v
Bo tak.
Och, no i jeszcze jedna sprawa.
Mój kot jest dupkiem, nauczył się tak ogryzać kawałki piersi z kurczaka, żeby wypluć ten fragment w którym chowam kawałek tabletki.
A tak na poważnie - jbc to ja się nie znam na amerykańskim systemie szkolnictwa, posiłkuje się tymi informacjami które znajdę w necie i pomocą kogoś, kto ma styczność z tą gałęzią czarnej magii, więc jak gdzieś zrobię błąd to very bardzo przepraszam :v
