Rozdział 10

Figowa decepcja

Oczarować - wzbudzić zachwyt, fascynację; urzeczenie, fascynacja"

Definicja ze Słownika Języka Polskiego

SYRIUSZ:

Po niezręcznej rozmowie w dormitorium Syriusz nie widział Lupina przez dwa dni. W ciągu tego czasu razem z Jamesem i Peterem prawie nie zauważyli jego nieobecności. Byli zbyt zaabsorbowani nowymi przedmiotami, zaklęciami do nauczenia, odkrywaniem zamku oraz planowaniem psikusów.

W drugi poniedziałek semestru Syriusz ogłosił swoim przyjaciołom z takim trumfem, jakby był co najmniej Nicholasem Flammelem, który w końcu odkrył, jak stworzyć Kamień Filozoficzny, że OPCM jest jego ulubionym przedmiotem. Przede wszystkim dlatego, że nauczyciel – bardzo młody Auror, który został zdjęty z terenu na rok z powodu zranienia nogi – był najfajniejszą osobą w szkole.

Profesor Anders miał jasne, brązowe włosy, otaczające twarz, która nigdy nie straciła swoich chłopięcych rysów. Lubił wymieniać dowcipne riposty ze swoimi uczniami, jednak kiedy James i Syriusz starali się wrzucić trochę swędzącego proszku pod szaty Snape'a, kiedy ćwiczył on zaklęcie rozbrajające, odkryli, że nauczyciel potrafi wybuchnąć w jednej chwili. Spowodowało to, że prawie czuli współczucie dla każdego mrocznego czarodzieja, który zajdzie mu za skórę.

Poza tym Syriusz lubił OPCM także dlatego, że wiedział, iż jego rodzice by tego nie zaaprobowali, a wszystko co ich oburzało, zmieniało się w cudowne w jego oczach.

Przedmiotem, który najmniej lubił, były eliksiry, które prowadził olbrzymi profesor Slughorn. Miał on brzuch tak wielki, że Syriusz powiedział Jamesowi, że nauczyciel powinien mieć własną grawitację i być może nawet kilka księżyców krążących wokół niego. Był opiekunem Slytherinu, jednak miał zaskakująco wesołe usposobienie do większości studentów, szczególnie tych, którzy mieli wpływowe rodziny albo talent do eliksirów. Z tych dwóch powodów, na ich nieszczęście, natychmiast stawiało to Syriusza i Snape'a w tej samej kategorii.

Na jednej z pełnej udręki lekcji Eliksirów, Syriusz w desperackiej próbie utracenia aprobaty nauczyciela i zostania wyrzuconym z każdej grupy, której członkiem był Severus Snape, udał, że przypadkowo upuszcza Toffi Zmieniającą Kolor Włosów niedaleko kociołka Ślizgona. Ku zachwyceniu Petera i Jamesa, Snape podniósł ją i zjadł, co spowodowało, że jego włosy wydłużyły się i zmieniły kolor na jaskrawo-jasno-zielony.

— Dlaczego dostaliśmy szlaban? – narzekał Peter, kiedy ich trójka spacerowała tego wieczoru po głównym holu po dwóch okropnych godzinach czyszczenia Izby Pamięci bez użycia różdżek. — Przecież jego włosy były w kolorze Slytherinu.

— Dokładnie! – powiedział Syriusz, kiedy usiedli z hukiem przy stole Gryffindoru i zaczęli zapełniać talerze. — W sumie, pomyślałem, że ten kolor będzie mu pasował do oczu.

— Slughorn się z tobą nie zgodził, kiedy mu to powiedziałeś — wymlaskał James z ustami pełnymi potrawki z kurczaka.

— Nie wiem dlaczego. Cokolwiek byśmy nie zrobili, wyszłoby to na dobre włosom Smarkelusa. Butelka szamponu pomogłaby mu pozbyć się tej aury tłustości, którą roztacza.

— Mimo to nie oczekiwaliśmy, że uda nam się z tego wywinąć — powiedział Peter, który pożarł już połowę swojego obiadu.

— Nie wiem, jak odkrył, że to była nasza robota – mruknął Syriusz. Spojrzał na swoje jedzenie podejrzliwie.

— Myślę, że to miało coś wspólnego z tym, że wykrzyknąłeś „frajer!", kiedy Smarkelus zjadł toffi, a potem ze śmiechu spadłeś z ławki, kiedy jego włosy zrobiły się zielone – odpowiedział James.

— Myślę, że mam figę w gulaszu – powiedział Syriusz, nie będąc w stanie zaprzeczyć komentarzowi Jamesa. Nabił na widelec kłopotliwy owoc i pomachał nim w kierunku Jamesa. — Nienawidzę fig! Dlaczego ktoś dałby figi do gulaszu?

— To nie jest figa tylko grzyb – powiedział Peter nakładający sobie już dokładkę.

— To jest figa. Przecież widzę, że to figa. Myślisz, że nie wiem, jak wygląda figa?

— Nie kłóciłbym się z Peterem na temat niczego, co jest związane z jedzeniem, stary – rzekł James, pokazując chłopca zataczając rękami duży okrąg, który insynuował, jakby Peter wyglądał jak mini Slughron.

Syriusz przyjrzał się pomarszczonej, czarnej kulce, która nabita była na jego widelec, a potem odgryzł kawałek.

— Och. To grzyb.

Peter uśmiechnął się z wyższością, ale nie mógł nic powiedzieć, ponieważ usta miał pełne jedzenia.

— Nie patrz tak na mnie! To wyglądało bardzo podejrzanie! To mogło być coś, co Smarkelus włożył do mojego jedzenia próbując się zemścić!

James podniósł brwi.

— To prawda! – nalegał Syriusz. — Zmylił mnie ten jego figowy wygląd!

— Czy wy, chłopcy, jesteście poważni? – zapytała Lily Evans, kiedy gwałtowna gestykulacja Syriusza spowodowała, że kawałek grzyba-wygladajacy-jak-figa zleciał z widelca i wylądował na jej talerzu.

— Nie, tylko ja – powiedział dumnie Syriusz. — Syriusz Black!

Większość Gryfonów siedzących niedaleko westchnęło na tą deklarację, a Lily ze wstrętem wygrzebała kawałek grzyba ze swojego talerza.

Kiedy obiad się skończył, chłopcy byli w wesołych humorach i szli w kierunku pokoju wspólnego w sposób, w który profesor McGonagall określała, jako zakłócający porządek publiczny.

— Zagrajmy w eksplodującego durnia — zasugerował James. — Ma ktoś talię?

— Ja mam! – powiedział Syriusz, podskakując i biegnąc do dormitorium. – Pójdę po nią!

Wpadł do pokoju i na kolanach prześlizgnął się do kufra. Kiedy tylko wyłowił stamtąd paczkę kart i zatrzasnął wieko, zauważył, że nie jest sam w pokoju. Remus Lupin leżał na łóżku zwinięty w kłębek z książką w dłoni, patrząc na Syriusza ostrożnie. Wyglądał okropnie. Jego twarz była wyciągnięta i biała, a oczy miał tak mocno podkrążone, że wyglądały, jakby ktoś go w nie uderzył.

— Wyglądasz okropnie, Świrus — powiedział mu Syriusz.

— Nic nie mogę zrobić ze swoim wyglądem. Wiń moich rodziców. To ich geny.

Lupin miał spokojny zarówno głos, jak i wyraz twarzy, ale Syriusz zauważył napięcie w jego oczach oraz to, że skulił się jeszcze bardziej, jakby starając się ochronić.

— Nie, chodzi mi o to, że wyglądasz na chorego.

— Byłem u Madame Pomfrey. Nic mi nie będzie.

Syriusz spojrzał na niego nieprzekonany. Obraz małych, cienkich i pokrytych bliznami nadgarstków pojawił się w jego umyśle. Co ciekawe poczuł przypływ gniewu, ale nie wiedział dlaczego. Zanim zorientował się co robi, skoczył do przodu i wyrwał Lupinowi książkę z jego zaskoczonych dłoni.

— Hej! Oddaj to!

Lupin sięgnął gniewnie po książkę, ale Syriusz cofnął się w ostatniej chwili i mniejszy chłopiec sturlał się z łóżka, lądując na twardej podłodze. Wydał z siebie dziwny, skowyczący jęk bólu, przypominający Syriuszowi kopniętego szczeniaka. Syriusz oczekiwał, że Lupin wstanie i zaatakuje go ponownie, ale on jedynie leżał przez chwilę na podłodze, a potem opierając się na łóżku uklęknął, a następnie się na nie wspiął.

— W porządku – powiedział, a jego głos zabarwiony był zmęczeniem. — Możesz ją zatrzymać, jeśli tak ci się podoba.

Syriusz nie był w stanie nic odpowiedzieć. Wpatrywał się w podłogę, gdzie plama ciemnej czerwieni pokrywała miejsce, w które upadł Lupin. Chłopiec znów zwinął się w kłębek, obrócony tyłem do Syriusza i tak jak Syriusz oczekiwał, mógł zobaczyć ciemną plamę krwi na tyle szkolnych szat Remusa.

— Kto cię zranił?

— Wyjdź! Zatrzymaj cholerną książkę, jeśli chcesz, i wyjdź!

— Czy to był twój…

— Wyjdź! Wyjdź! WYJDŹWYJDŹWYJDŹ! — Lupin obrócił głowę i Syriusz spojrzał w parę dzikich złoto-bursztynowych oczu. Wyglądały na ogromne na jego małej twarzy i nie do końca zdrowe na umyśle, jakby należały do zwierzęcia zamkniętego przez długi czas w małej klatce.

Syriusz cofnął się, nagle czując irracjonalny strach przed małym chłopcem przed nim. Kierowało nim coś głęboko wewnątrz niego – prymitywny instynkt, który zdawał się krzyczeć: „uciekaj, uciekaj!"

Wtedy jednak Lupin odwrócił głowę i zaczął mamrotać:

— Odejdź, cofnij się, odejdź, proszę, proszę, nie teraz…

Jedyne co Syriusz mógł zobaczyć były zbyt chude plecy, trzęsące się i krwawiące przez szaty. Widok, który zdawał się nakładać na obraz w jego głowie - małych, pokrytych bliznami nadgarstków.

Z wahaniem, podszedł bliżej i położył książkę na łóżku Lupina koło jego stóp. Nawet one, jak zauważył, wydawały się kulić w sobie. Cofnął się i wymknął z pokoju.

,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,

Syriusz nie wspomniał o incydencie, ani Peterowi, ani Jamesowi, tak jak oni w ogóle nie skomentowali, że Lupin wrócił. Syriusz trzymał wspomnienia o tych wydarzeniach zamknięte w najdalszych zakamarkach umysłu, gdzie mógł je odtwarzać od nowa w spokojniejszych momentach – takich jak Historia Magii (której uczył duch, profesor Binns. James twierdził, że prawdopodobnie zanudził się na śmierć swoimi własnymi lekcjami. Binns nawet nie zauważył, że każdy z jego uczniów na koniec lekcji wylądował na swoim nosie co najmniej raz, ponieważ James spędzał wesoło czas podczas lekcji, wiążąc ludziom sznurowadła fajnym zaklęciem, które znaleźli w bibliotece).

Syriusz nie wiedział, co zrobić z tym, co widział. Z jednej strony czuł, że powinien komuś powiedzieć, z drugiej jednak, co dziwne, odczuwał to jako zdradę zaufania – nawet jeśli niczego nie obiecywał Lupinowi, ani nawet go nie lubił.

Czasem wpatrywał się w tył głowy Lupina, który siedział na przedzie klasy, wyglądając na małego, pilnego i podatnego na zranienie. Próbował wtedy wyobrazić sobie dorosłego, który łapie go i bije tak mocno, że krwawi przez swoje szaty, robiąc blizny na jego skórze, przez które chłopiec, nawet w najcieplejszą pogodę, musi nosić długie bluzy.

Kiedy o tym myślał, znów ogarniał go dziwny, palący gniew i musiał powstrzymać się od podskoczenia do Lupina i potrząśnięcia jego chudymi ramionami oraz krzyczenia na niego. Nie wiedział, co prawda, co by krzyczał. Może: „Dlaczego starasz się to ukryć? Wiem, co ci robią!", albo: „Powiedz komuś, ty głupi, szalony chłopaku! Powiedz komuś dorosłemu, abym nie musiał już o tym myśleć!"

A może po prostu: „Dlaczego pozwoliłeś mi zobaczyć? Dlaczego pozwoliłeś mi o tym wiedzieć?"

Nie mógł powstrzymać się od obserwowania, jak Lupin chodzi spokojnie po szkole z klasy do klasy. Patrzył, jak pomaga małej Alice Richards, kiedy uderzyła się w głowę, gdy schodek zniknął spod jej prawej stopy. Podniósł jej książki i zaoferował, że zabierze ją do skrzydła szpitalnego. Syriusz nawet pewnego dnia ukrył się za półką w bibliotece i wpatrywał się w Lupina, który cicho siedział po turecku na podłodze w sekcji zaklęć, czytając książkę z wyrazem pogodnego spokoju na twarzy, którego Syriusz nie potrafił zrozumieć. Złościło go to równie mocno, jak jego blizny, cały czas chciał krzyczeć: „Nie bądź spokojny! Nie bądź szczęśliwy! Nie możesz być, kiedy jesteś bity i mały i nie masz żadnych przyjaciół! Czemu nie jesteś smutny? Czemu nie walczysz?"

James i Peter pochłonięci swoim jedenastoletnim skupieniem na samych sobie i na swoich światach zabaw, nie wydawali się zwracać uwagi na nowe zainteresowanie Syriusza „Obserwowanie Lupina". Czasem Syriusz również o tym zapominał, dołączając do nowych psikusów płatanych Ślizgonom i podpuszczaniem Snape'a z oddaniem godnym prawdziwego Gryfona. Przynajmniej do czasu, aż jego uwagę znów nie przyciągnęła płowa czupryna.

Syriusz nie wiedział, ile tygodni minęło, kiedy pewnego wieczoru podniósł głowę znad swojej gry w szachy z Peterem i zauważył Lupina, ubranego w pelerynę i kierującego się do dziury w portrecie.

— Gdzie leziesz, Świrus! – krzyknął, powodując, że chłopiec podskoczył gwałtownie i obrócił się, aby na niego spojrzeć. Od tamtej nocy nie zamienili ze sobą nawet słowa.

— Do domu. Zobaczyć mamę.

Lupin obrócił się i pośpiesznie przeszedł przez dziurę w portrecie, zanim Syriusz mógł mu zadać kolejne pytanie.

— Czemu cię to obchodzi? – zapytał Peter.

— Nie obchodzi.

Syriusz rozproszył swojego pyzatego przyjaciela od zadawania kolejnych pytań, spokojnie ruszając się tak swoją królową, że był szach-mat.