Pokłosie
Nastał już nowy dzień. Słońce zawitało nad zniszczonym przez bitwę Seireitei. Od bladego świtu całe Gotei było już na nogach. W tej chwili największym priorytetem była odbudowa zniszczonych przez ostrzał gigantycznych dział oraz w trakcie licznych walk budynków. Zatem we wszystkich Trzynastu Oddziałach rozpoczęła się gorączka pracy. A pracy było wiele, naprawa uszkodzonych i ponowne postawienie całkowicie zrównanych z ziemią konstrukcji wymagało mnóstwa czasu. Jednak nikogo to nie zrażało, w całym Seireitei panował ruch, niczym w ulu. Od rana do południa Shinigami nie tylko przygotowali wszystko do rozpoczęcia prac na tak szeroką skalę, widoczne były już postępy. Wszystko szło idealnie, jedyną wadą był w sumie tylko hałas.
Komuś to jednak kompletnie nie przeszkadzało…
Drugi Oddział. Jeden z najbardziej zniszczonych, gdyż jeden ze stutonowych pocisków przewiercił się przez sam jego środek. Przetrwało zaledwie kilka budynków. W tym budynek koszar.
Na najwyższym jego piętrze, w ósmej kwaterze, licząc od schodów ktoś spał. Właściciel kwatery. Elian spokojnie drzemał. Fakt, iż wyszedł z walki z Senke bez żadnych ran miał swoje efekty uboczne, jak potworne zmęczenie. Nawet nie dotarł do Czwartego Oddziału. W połowie drogi po prostu padł na ziemię. Yoruichi najpewniej natychmiast zaniosłaby go centrum medycznego, gdyby nie zauważyła, że chłopak po prostu zasnął. Poprosiła grupę Shinigami z Drugiego Oddziału, którzy akurat się na nich natknęli, by przenieśli go do jego kwatery. Kobieta zapewne zrobiłaby to sama, gdyby nie jej rany, które coraz bardziej dawały się jej we znaki. Tłumaczył ją też fakt, iż żołnierze trudem dawali sobie z nim w szóstkę. Chłopak jako Çynegí był zdecydowanie cięższy, niż na to wyglądał, przez bardziej zwartą budowę jego ciała. Jednak jakimś cudem udało się im przenieść go do jego kwatery, gdzie przespał prawie dwie trzecie doby. Wyszło mu to zdecydowanie na dobre.
Była punkt dwunasta. Elian otworzył oczy. Po szesnastu godzinach snu był zdecydowanie wypoczęty (musiał wręcz) i w bardzo dobrym humorze. Wystrzelił z łóżka jak sprężyna.
– No! Witaj nowy dniu! Co dziś nam przynosisz…
Przyniósł hałas. Lekko przytłumione hałasy dochodziły z zewnątrz. Chłopak wyszedł, by sprawdzić, co się dzieje. Szybko zlokalizował źródło dźwięków. Znajdowało się na dole. Podszedł do balustrady i spojrzał w dół. Grupa Shinigami z Drugiego Oddziału prowadziła prace. Elian był nieco zaskoczony.
– Remont jakiś?!
Wszyscy spojrzeli w górę, widząc chłopaka, machającego do nich z góry. Byli mocno zdziwieni faktem, że ktoś tam jest.
– A… - jeden z żołnierzy próbował coś powiedzieć. - Co pan tam robi?!
– Mieszkam tu! To takie dziwne?! To w końcu koszary!
– Ale będziemy przeprowadzać remont tego budynku! Nikogo nie powinno tam być!
– Co znaczy remont?! - chłopak był trochę zaskoczony - Coś jest z nim nie…
Zaczął się rozglądać. Szybko się zorientował, o co chodzi. Po jego lewej z koszarami było wszystko w porządku a z prawej… budynku nie było. Druga kwatera na prawo od Eliana gdzieś znikła. Najwyraźniej pocisk zahaczył lekko, zabierając część budynku ze sobą.
– E… - zdziwił go ten widok (albo jego brak) - Czy tu nie…
– Przepraszam! - rozległ się z dołu - Mógłby pan stamtąd zejść?!
– Co?! A… Jasne…
Chłopak postanowił się z Shinigami nie przekrzykiwać. Wyskoczył za balustradę i wylądował tuż przed nimi. Miękko, bez żadnych obrażeń, zeskoczył z trzeciego piętra, jakby to był zwykły murek.
– Nie ma sensu się wydzierać na całe Seireitei. - skwitował
– Przepraszam. - odezwał się jeden z mężczyzn - Co pan porucznik właściwie robił tam na górze?
– Spałem. - odparł krótko
Mocno ich wszystkich to zdziwiło.
– E… Cały czas?
– No… W sumie dopiero się obudziłem.
– Ale pracujemy już od rana. Gotei rozpoczęło odbudowę całego Dworu.
Tu chłopak się zdziwił. Domyślał się, że spał bardzo długo i pewnie dość głęboko, ale żeby nie obudziły go prace budowlane?
– Ma pan bardzo mocny sen…
– Cóż, dziękuję… chyba. A…
Czuł się nieco zmieszany faktem, że smacznie sobie spał, podczas gdy całe Seireitei starało się odbudować po bitwie, naprawić budynki, wyleczyć rannych…
Nagle Eliana olśniło. Miał przecież coś do zrobienia…
– Do diabła! Przecież miałem iść do Czwartego Oddziału!
I bez ostrzeżenia wystrzelił do przodu.
– Miłej pracy, chłopaki!
Wszyscy „chłopacy" spoglądali na pędzącego Eliana z pewną dozą przerażenia.
– Po co on musi iść do Czwartego Oddziału? - spytał jeden z nich
– Lepiej nie pytaj, kolego. - odparł drugi - Naprawdę lepiej niektórych rzeczy nie wiedzieć.
Co takiego miał ważnego tam do załatwienia? Odwiedziny…
Jedna z sal Czwartego Oddziału. Stosunkowo pusta, zważywszy na fakt, że po bitwie rannych było wielu. Tu były tylko dwie osoby.
– Hmpf!
Deja vu…
– Shichi-san, chyba jeszcze za wcześnie…
– Mówiłam już, wszystko ze mną dobrze! Ile tu mam siedzieć?!
Isane znów starała się przekonać dziewczynę, by nie robiła żadnych głupich rzeczy, jak próba wymknięcia się ze szpitala, gdy jeszcze nie całkiem doszła do pełni formy. Jeszcze tego nie zrobiła, ale miała na to ochotę, szczególnie gdy Kotetsu oznajmiła, że Shichi ma tu zostać jeszcze przez jeden dzień.
– Myślę, że nie powinnaś wychodzić ze szpitala. Bezpieczniej będzie, jeśli…
– Nic mi nie jest! - dziewczyna była bardzo trudnym pacjentem - Chyba wiem lepiej, co się z moim ciałem dzieje!
– Ale… Twój organizm przeżył ogromny wstrząs. Nawet jeśli czujesz się dobrze twoje organy mogą wciąż być uszkodzone, a to jest niebezpieczne przy twoim trybie życia. Proszę, Shichi-san, zostań tu jeszcze na ten czas, to dla twojego dobra.
Niestety Isane nie była zbyt asertywna, skoro musiała dopraszać się, by pacjent został w szpitalu. Chociaż ten fakt zdawał się w jakiś sposób na Shichi działać. Czuła się nieco zmieszana.
– Ech… Ładnie prosisz?
– No… tak. Zależy mi na tym, byś była cała i zdrowa. Nie chciałabym, żeby coś ci się stało…
Te słowa mocno dziewczynę zaskoczyły. Zdziwiła ją taka troska, głównie dlatego, że nie była z Isane zbyt blisko. Było jej jeszcze bardziej głupio.
– No… No dobra, zgoda. - nadal starała się grać twardą - Mogę zostać. Możesz już iść, wypełnić jakieś raporty, czy coś… Ja tu sobie posiedzę i… poleżę.
– A, racja, raporty! - Kotetsu nagle olśniło - Muszę się tym zająć, teraz dużo się tego zebrało… Do zobaczenia później, Shichi-san!
– Mhm.
Wyszła, zostawiając siódemeczkę samą. O dziwo nie myślała o ucieczce. Siedziała skulona na łóżku, przytulając się do swoich nóg i rozmyślała. Czuła się jakoś nieswojo. Była teraz w Społeczeństwie Dusz, w miejscu pełnym Shinigami, pełnym wrogów… Przynajmniej tak myślała do tej pory. Wcale się tak jednak nie czuła, wszyscy tutaj byli dla niej wyjątkowo mili, nie interesowali się, kim jest lub kim była. Nie potrafiła tego pojąć.
„Nawet po tej bitwie, nawet po tym, jak dowiedzieli się kim jestem… Dla nich nie jestem wrogiem…"
Zamyślona niemal nie dostrzegła, że przez otwarte okno ktoś wchodzi.
– Starszy Braciszek melduje się na rozkaz, Pani Siostrzyczko!
Shichi była mocno zaskoczona widokiem Eliana, wchodzącego oknem.
– Pomyślałem, że zrobię ci niespodziankę.
– A… To czemu nie drzwiami…
– Przecież mówiłem. To miała być niespodzianka. Przyszłoby ci do głowy, że wejdę oknem?
– No… no nie.
– A widzisz?
Elian przysiadł sobie koło niej. Był w doskonałym humorze. Dziewczyna o dziwo nie całkiem.
– Coś taka zamyślona?
– Wszyscy tu są dziwni…
– Dziwni? Całkiem mili, ale żeby dziwni?
– No właśnie. Są dla mnie tacy mili, życzliwi… Nie wiem czemu. Przecież wiedzą już, kim jestem. I mimo to nie mają urazy… A jak było z tobą?
– E… - chłopak na chwilę się zawiesił - W moim przypadku to było trochę… bardziej… skomplikowane. W sumie chyba do mnie też jeszcze nie przywykli. Dalej dziwnie się na mnie patrzą…
Tymi słowami raczej nie poprawił jej humoru. Chłopak wolał zmienić temat.
– A tak w ogóle… Jak ci się tu podoba?
– Szczerze?
Shichi jeszcze bardziej się skuliła. Dla chłopaka wydało się to niepokojące. Na szczęście bezpodstawnie.
– NUUUDNO TU! - wrzasnęła - Nikt tu nie potrafi się dobrze bawić!
– Cóż… - Eliana mocno zaskoczyła ta reakcja - W końcu wszyscy są tu w pracy…
– To nie powód, żeby być nudnym. A każą mi tu siedzieć jeszcze cały dzień?
– Serio? Tyle czasu? Dziwne to trochę… W sumie to cieszę się, że mnie jednak posłuchałaś. Pomimo tego co się działo jednak zostałaś i cierpliwie czekałaś. Bardzo dojrzale z twojej strony.
– Um…
Siódemeczka nie wiedziała, od czego ma zacząć. Chłopak nie wiedział jeszcze, co się naprawdę wydarzyło…
– No bo… jeśli o to chodzi…
– Coś nie tak?
Dziewczyna nie miała już wyboru. I tak prędzej czy później by się o tym wszystkim dowiedział… Zaczęła opowiadać mu, co działo się w Czwartym Oddziale podczas jego walki z Senke.
Tymczasem wszystko miało się jak najbardziej ku lepszemu. Ranni żołnierze mieli się coraz lepiej, wszystko zaczęło wracać do normy. Nawet pielęgniarki były już w lepszych humorach, zadowolone z tego, że wszystko miało się ku lepszemu. Dwie z nich spokojnie sobie rozmawiały, przechodząc korytarzem. Nagle, mijając pewne drzwi uderzyła w nie potężna fala dźwiękowa, będąca autorstwa…
– ŻE NIBY JAK?!
Im dłużej Elian słuchał, tym bardziej był w szoku. Jednak totalnie zszokował go koniec tej opowieści, gdy dowiedział się, że Shichi omal nie straciła życia, ratując Yoruichi, która była zbyt blisko walki chłopaka z Raashí.
– I… - z trudem mogła dokończyć, mając przed sobą jego przerażoną twarz - Po… wszystkim znaleźli nas Shinigami z Czwartego. Mnie przynieśli tutaj, a Yoruichi-sama zajęła się tobą. To tyle…
Chłopak nadal przetwarzał to, co usłyszał. Przez ten czas nawet nie drgnął, jakby zawiesił się w przestrzeni, wciąż racząc dziewczynę swoją zszokowaną miną, z rozdziawioną szczęką. Właśnie do niego docierało, że jego siostrzyczka dogorywała zaledwie kilkadziesiąt metrów od niego, podczas gdy on demolował Seireitei jako Makuta.
Shichi coraz bardziej niepokoiła się faktem, że chłopak siedział obok niej, bez słowa się w nią wpatrując. To milczenie było dla niej przerażające, jakby chłopak gromadził siły i wszystkie pierwiastki, by wybuchnąć. Skuliła się jeszcze bardziej, wręcz powoli zaczęła kurczyć się, jakby zapadać do środka.
– P… przepraszam… - zaczęła mówić - T… tylko że nie miałam innego wyjścia… oni…
Faktycznie wybuchnął…
– Za co ty mnie przepraszasz?! Zrobiłaś najlepszą rzecz, jaką tylko mogłaś! Uratowałaś cały oddział!
Shichi właśnie została pozytywnie zaskoczona.
– Musisz tylko jeszcze popracować nad ratowaniem komuś życia. - Elian znów był w świetnym humorze - Na przyszłość upewnij się, że ciebie potem nie trzeba będzie ratować.
– Jasne… - nadal było mocno zdziwiona, nie wszystko do niej docierało - I się nie wściekasz?
– Pewnie że nie! Teraz już wiem, czemu wszyscy są dla ciebie tu tacy mili. Dzięki tobie Czwarty Oddział jest jedynym, który wyszedł z tej bitwy niemal bezstratnie. Jesteś tu małą bohaterką.
Dziewczynie spadł kamień z serca. Poczuła tak wielką ulgę, że nie miała pojęcia, co ma dalej robić. Dopiero po chwili przyszło jej coś do głowy. Nagle rzuciła się chłopakowi na szyję i przytuliła się, jak najmocniej tylko mogła. Elian mało nie zleciał z łóżka, i z wrażenia, i przez impet uderzenia.
– Nikt w świecie nie ma takiego braciszka!
Jedyne co mógł zrobić, to również ją przytulić.
– No… Tak, tak, jestem super…
Nie ważył się jej puścić, póki ona tego nie zrobi. Tak właśnie się stało, dopóki Shichi sama nie uznała że wystarczy, dopóty jej nie puszczał. W końcu jednak oderwali się od siebie.
– Cóż, muszę już lecieć. - odparł chłopak - Jeszcze do ciebie wpadnę, tymczasem muszę kogoś tu jeszcze odwiedzić…
– Kogo? - natychmiast zapytała
– A…
Nie zdążył odpowiedzieć. Dziewczyna nagle nadymała buzię i zmierzyła go wzrokiem.
– Masz jakąś inną siostrzyczkę? Ukrywasz ją przede mną?
– Że… Jak… E… - Elian był kompletnie skonfundowany - Skąd! Jesteś moją jedyną Panią Siostrzyczką, jaką mam! Serio!
Zabrzmiało to jak oskarżenie. Nie bardzo wiedział, o co jej chodzi, ale trochę się zaniepokoił, Shichi jeszcze raz zlustrowała go wzrokiem… Po czym wyszczerzyła się w uśmiechu. Tak bez ostrzeżenia.
– Jak tak, to spoko. Możesz iść.
Dopiero po chwili zrozumiał, co się właściwie stało. Siódemeczka najwyraźniej wracała do formy… On również się uśmiechnął.
– Jasne, dzięki. - podniósł się z łóżka - A raczej…
Nagle stanął na baczność i zasalutował.
– Starszy Braciszek, Ahage Elian, odmeldowuję się!
Zrobił w tył zwrot i naprzód marsz w stronę drzwi. Shichi zdążyła jeszcze również zasalutować.
– Ruszajcie, żołnierzu! Ku chwale!
– Tak jest, Pani Siostrzyczko!
I Elian odmaszerował w stronę wyjścia, pozostawiając dziewczynę w wyśmienitym humorze.
– Mówiłam, że wszystko się ułoży. - odezwała się Niki
– Ano. Znowu miałaś rację. Jak zawsze.
– Ludzie, którzy tu są nie są tacy jak ci, których znasz. Dla nich nie liczy się to, kim jesteś, lecz to, czego dokonujesz. Uratowałaś dziś mnóstwo istnień, to jest najważniejsze. Dlatego są dla ciebie tacy życzliwi. Wielu z nich ocaliłaś życie.
– Pewnie, że są mili! Wszyscy tu są fajni! Tylko…
Shichi nagle zrobiła się bardziej ponura.
– Co będzie dalej? Bitwa się skończyła, ale to nie koniec. Oni nie dadzą za wygraną, w końcu tu wrócą. Co wtedy? Co jeśli Nii-sama zjawi się osobiście i…
– Nie przejmuj się tym teraz, Shichi. Teraz musisz przede wszystkim odpocząć. Połóż się i zregeneruj siły.
Dziewczyna posłusznie położyła się na łóżku. Przykryła się i zaczęła wpatrywać się w sufit. Nagle uśmiechnęła się szeroko.
– Masz rację, wszystko będzie w porządku. Onii-chan pewnie już coś wykombinował.
Nawet jeśli, rzeczony w tej chwili miał inne zajęcia.
Elian szedł korytarzami szpitala. Uśmiech nie znikał mu z twarzy, nadal miał wyśmienity humor. Jednak czuł się trochę dziwnie, widząc tych wszystkich Shinigami, poranionych, poharatanych podczas bitwy. Było mu trochę głupio, że on sam z pojedynku z Raashí Senke wyszedł właściwie bez żadnych obrażeń. Mimo wszystko nadal było mu wesoło. Co tylko kogoś spotkał, natychmiast musiał się z nim przywitać, pozdrowić, życzyć powrotu do zdrowia, itp. I tak tanecznym krokiem frunął prosto przed siebie. Aż nagle podczas jego wycieczki po Czwartym Oddziale zdarzył się moment, że musiał wykonać zakręt. I wykonał ów manewr. I nie spodziewał się, że…
– KYAAAAAAAAAAAAA!
Mało nie padł trupem ze strachu. Tuż za zakrętem natrafił na przeuroczą pani kapitan Unohanę. Choć można ją uznać za ostatnią osobę, jakiej można się wystraszyć, to Elian miał na ten temat nieco inne zdanie. Znał się na ludziach, potrafił czytać w ich duszach, jak w otwartej księdze. Czuł od pani kapitan coś złowrogiego, jakby pod swoją zwyczajną, niesamowicie sympatyczną i przesłodką osobowością skrywała mroczną, demoniczną część swojej natury. Dlatego był jedną z bardzo niewielu osób, na które jej urok nie działał. I chyba był jedyną osobą, która przebywając z nią czuła taki niepokój.
Unohana z kolei nawet nie drgnęła, nawet zważywszy na to, że chłopak wrzasnął wniebogłosy prosto w jej twarz. Nie przywitała go jednak swoim uśmiechem, jak miała to w zwyczaju. Widząc go była mocno zaskoczona. I nie chodziło tu tylko o to, że wszedł tu oknem i nikt w ogóle nie wiedział, że tu jest. Chodziło tu o coś jeszcze…
– Ahage? Co tu robisz?
– A… - chłopak z lekka się zawiesił - No… Ja tylko… Z Shichi się zobaczyć… Ale z nią wszystko jest, jak widzę w porządku to… Teraz szedłem do…
W międzyczasie zapomniał z wrażenia, dokąd się wybierał. Wycelował palec w losowo wybranym kierunku.
– Tam. No i… - skłonił się - Do widzenia!
Wystrzelił w stronę, którą wcześniej wskazał. Zatrzymał się dopiero przed następnym zakrętem, by móc schować się za rogiem. Unohana spokojnie się temu przyglądała, jednak zaskoczenie nie znikło z jej twarzy.
– Jesteś bardzo dziwną osobą, Ahage-san…
Elian w międzyczasie starał się dojść do siebie.
– Rany… Ch… chyba przeżyłem zawał… Nie powinno się tak wyrastać spod ziemi, słowo daję…
– Dobrze spałeś?
– KYAAA…
I znów to samo. Znowu wrzasnął, gdy ktoś pojawił się tuż obok niego, dosłownie jak spod ziemi. I szybko zatkał mu usta ręką.
– Nie wydzieraj się. To szpital, pamiętasz?
Elian natychmiast rozpoznał ten głos. Dłoń puściła go.
– Yoruichi-san?
– A któż by inny?
Kobieta była w świetnym humorze. Chłopak zaś nadal był nieco skołowany.
– To jak się spało?
– E… Cóż, bardzo… długo. A…
Dopiero teraz miał okazję dokładniej przyjrzeć się Yoruichi, która nie tylko była w nadzwyczajnie dobrym humorze, ale i formie.
– A tobie nic już nie jest? Wyglądasz… W porządku.
– Jasne, że w porządku. - odparła z uśmiechem - Natu nie zadał mi żadnych poważnych obrażeń, tylko powierzchowne rany. Panie z Czwartego Oddziału szybko mnie poskładały.
– To świetnie…
– Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz, kolego!
– A…
Chłopak nie wiedział, co ma na to odpowiedzieć. Głównie dlatego, że sam skierował kiedyś te same słowa w jej stronę…
– Jak się miewa Shichi?
– Całkiem nieźle. - Elian pozytywnie zareagował na zmianę tematu - Musi tylko zostać tu jeszcze na jakiś czas.
– Pewnie nie jest zadowolona z tego powodu? Nie lubi siedzieć w miejscu.
– Myślę, że jakoś to przeżyje…
– Ona tak. A co z resztą?
Oboje uśmiechnęli się w duchu, mając przed oczyma te same obrazy gehenny, jaką będą przechodzić ze srebrnowłosą dziewczyną członkowie Czwartego Oddziału.
– No cóż, pozostaje nam się zawczasu ulotnić. - skwitowała Yoruichi - Chodźmy.
– Zaraz, wychodzisz?
– Pewnie. Skoro jestem już w jednym kawałku, nie mam tu nic do roboty. Więc wychodzę. A ty? Idziesz ze mną?
– A… Tak, jasne. Wychodzimy…
I oboje skierowali się w stronę wyjścia.
W całym Seireitei praca wre. Wszyscy uwijają się jak mrówki, by odbudować dwór. Nie tylko zwykli żołnierze, dowódcy również mieli sporo roboty. Nie tylko z raportami, nie tylko z logistyczną stroną tych wszystkich prac. Szczególnie jeden z kapitanów uwijał się niczym… pszczółeczka.
Koszary Drugiego Oddziału. Jeden z budynków, gdzie mieściły się kwatery. Na balkonie, prowadzącym do kwater na piętrze ktoś się pojawił. Szybkim chodem kierował się do jednego z pokoi. Postać ta nosiła na sobie haori…
Suì-Fēng wydawała się czymś mocno zdenerwowana.
– Mam nadzieję, że jeszcze się nie ulotnił.
Docierając do drzwi, szybkim ruchem je otworzyła.
– Hej, Ahage!
Rozejrzała się szybko po jego kwaterze. Nie było go tam.
– Szlag by to! Spóźniłam się…
Wymknął się jej. Niedobrze, musiała szybko znaleźć Eliana. Próbowała coś wykombinować, przypomnieć sobie, w jakich miejscach zwykle przebywał. Zaczęło nerwowo chodzić po tarasie.
– Gdzie on się mógł schować? Myśl, przecież cały czas gdzieś ucieka. Gdzie zazwyczaj…
– Halo! Kto tam znowu łazi?!
Jej myśli przerwał czyjś krzyk, dochodzący z dołu.
– Ile mam powtarzać?! Tu trwa remont, nie wolno wchodzić na górę…
Suì-Fēng podeszła do balustrady, by ustalić źródło krzyków. Na dole pracowała ekipa budowlana, odpowiedzialna za remont budynku, w którym kapitan właśnie była. Widząc ją Shinigami byli mocno zaskoczeni.
– Pa… pani kapitan?
Kobiecie natychmiast przyszło coś do głowy. Z pewnością go widzieli… Wyskoczyła nagle za balustradę, lądując prosto przed skołowanymi żołnierzami. Wszyscy stanęli na baczność.
– Melduję, że prace idą zgodnie z planem… - zaczął jeden z nich, brygadzista
– Nie po to tu jestem. - przerwała mu - Ahage. Widzieliście go tu?
– Pan porucznik? Ten… drugi? Tak, był tu. Spał u siebie w pokoju, co nas trochę zdziwiło. Myśleliśmy, że przed pracami opróżniono wszystkie kwatery, jednak…
– Dokąd poszedł?
– Mówił, że idzie do Czwartego Oddziału. - odezwał się młodszy - Nie wiemy po co…
Kobieta nie interesowała się już dalszym ciągiem. Wiedziała, gdzie jest Elian. Tylko to było dla niej istotne.
– Nie przerywać prac. Wszystko ma być tak, jak zaplanowano.
Wszyscy zasalutowali.
– Tak jest!
Suì-Fēng wystrzeliła przed siebie. Żołnierze nadal byli mocno skołowani.
– Ciekaw jestem, czemu go szuka, coś się stało? - spytał jeden z nich
– Lepiej nie pytaj, kolego. - odparł drugi - Naprawdę lepiej niektórych rzeczy nie wiedzieć.
Eliana nie było już jednak w Czwartym Oddziale. Był zupełnie gdzie indziej…
– Ach, zapomniałam już, jakie to uczucie! Dawno nie miałam możliwości wybrać się na przechadzkę po Seireitei.
Yoruichi była zachwycona tym spacerem. Jej towarzysz czuł się zgoła odmiennie…
– A ty co taki ponury?
– Kto? Ja? Nie, tylko…
Elian czuł się trochę nieswojo w jej obecności. Sam do końca nie wiedział czemu. Powinien być raczej zadowolony, dawno nie mieli okazji, by swobodnie porozmawiać. Więc co jest z nim nie tak? Z jednej strony cieszył się, że mogą wspólnie spędzić czas, z drugiej czuł się jakby zakłopotany, skrępowany. Nie wiedział, czemu…
– W sumie… - chłopak starał się przełamać - To zastanawiam się, skąd taki stan rzeczy. To znaczy, czemu ci na to pozwalają, skoro nadal jesteś uznawana za wygnaną…
– Rany, ty to potrafisz zepsuć piękno chwili! - Yoruichi spojrzała na niego z wyrzutem
– A…. Wybacz. Ja tylko głośno myślę…
Elian jeszcze bardziej się zawstydził.
– Nie powinieneś tyle dumać. Skoro Gotei nie widzi problemu w tym, że sobie spaceruję, to ciesz się wraz ze mną. Dzięki temu będziemy mogli częściej się widywać.
– W sumie…
– A przy okazji, mam do ciebie sprawę.
Chłopak gwałtownie się zatrzymał.
– Coś się stało?
– Chodzi tylko o drobną przysługę. - kobieta stanęła naprzeciw niego - Wszystko wskazuje na to, że zostanę tu jeszcze na jakiś czas. Nie mógłbyś mnie przenocować?
– Co… E… - na krótką chwilę się zawiesił - Co masz na myśli mówiąc… przenocować?
– A co znaczy to słowo? Pytam, czy nie mogłabym spać w twojej kwaterze. No wiesz, razem z tobą.
Chłopakowi zaczęło rosnąć ciśnienie. Zwrot „spać razem z tobą" był dosyć dwuznaczny, a Elian oczyma wyobraźni widział właśnie „to drugie" znaczenie.
– No… ten… A to nie mogłabyś zatrzymać się u Suì-Fēng? Kwatera kapitańska jest chyba bardziej przestronna…
– Zapomniałeś już, że dowodzi oddziałem? Nie będę jej zawracać głowy, szczególnie teraz, gdy ma tyle roboty.
– No ale…
Kobieta podeszła do niego bliżej. Jak dla niego aż nazbyt blisko…
– Oj, przestań! Nie daj się prosić.
Oj, miał zamiar dać się prosić. Z jakiegoś powodu nie spodobała mu się koncepcja mieszkania w jednym pokoju z Yoruichi której różne szalone pomysły do głowy przychodziły…
– Daj spokój, będziemy się świetnie bawić razem…
To go nie przekonało. Nie chciał wiedzieć, co to za „zabawy". Miał zamiar jakoś się przed nimi wybronić, wymyślić jakąś wymówkę… Jednak coś go uprzedziło…
– Uwaga na dole!
Krzyk dochodził z góry, z jednego z budynków, czy też jego szkieletu, gdyż ten dopiero powstawał. Z wysokiego na kilka pięter rusztowania spadła wielka drewniana bela, lecąc prosto na Eliana i Yoruichi. Oboje spojrzeli w górę. Tylko tyle zdążyli zrobić.
Potężny huk, który wystraszył całą okolicę. W szczególności Shinigami, pracujących na górze, którym się ta bela wyślizgnęła. Mieli nadzieję, że nikomu nic się nie stało. Na szczęście nie, choć tego, co ujrzeli się nie spodziewali.
Kobieta odruchowo odskoczyła, mając nadzieję, że jej towarzysz zrobi to samo. Nie zdążył… Lecz problem rozwiązał inaczej. Belka wylądowała dokładnie na jego plecach. Chłopak nie ugiął się nawet pod jej ciężarem, zaledwie pochylił, za to zdołał ją zatrzymać. I to bez większych problemów. Mocno zaskoczył tym wszystkich.
– Wszystko… w porządku? - spytała ciemnoskóra
– Czy w porządku…
Elian nawet się nie pocił, biorąc pod uwagę, że miał na plecach ważącą tonę belę. Był nawet w stanie unieść głowę i spojrzeć na kobietę z szerokim, diabelskim uśmiechem.
– Chyba drzazga mi wlazła.
Tym jeszcze bardziej ją zadziwił. A wręcz patrzyła na niego zszokowana. Chłopak uznał, że ta pozycja jest mocno niewygodna i postanowił się wyprostować. Belkę postawił na ziemi, do pionu, trzymając ją, by nie upadła. Spojrzał do góry.
– Hej, panowie! Upuściliście coś!
Wszyscy patrzyli się na niego z szokiem. Chyba pierwszy raz widzieli, żeby ktoś bez szwanku wyszedł z przygniecenia czymś tak ciężkim. A Elian nie miał problemów, by to jeszcze unieść. Przerażał ich…
– E… Na pewno wszystko dobrze, poruczniku? - spytał jeden z nich, którzy jako pierwszy się otrząsnął
– Tak, czemu pytasz? - chłopak odparł, jakby nie rozumiał, o co chodzi
– No bo… Właśnie przygniotła pana drewniana bela i…
– Właśnie, weźmiecie ją? Trochę niewygodnie się ją trzyma.
– A… Tak, już…
Gdy reszta ekipy się ocknęła mogli go „odciążyć". W sumie ciężko tak to nazwać, biorąc pod uwagę, że musieli się z nią mocować w dwudziestkę.
– No proszę… - Yoruichi spojrzała na chłopaka z podziwem - Nie miałam pojęcia, że masz tyle siły.
– Cóż… Ja chyba też nie. - chłopak czuł się trochę zakłopotany - Chyba wszystkich wystraszyłem…
– Skoro już po sprawie, to może wrócimy do tematu?
Znów zbliżyła się do niego na niebezpieczną odległość, dodatkowo obejmując go ramieniem. Elian jeszcze bardziej się w sobie zamknął.
– To jak?
– A …Nie można tego przełożyć na… kiedyś? No bo… - starał się wymówić - E… co oni tu w sumie budują?
Postanowił zmienić temat, kierując wzrok na budynek, z którego belka go „nie" zmiażdżyła. Miał nadzieję, że się tym zaciekawi, choć za bardzo w to nie wierzył. Zaciekawiła się, o dziwo…
– Hę? No właśnie… - puściła go, skupiając się na placu budowy - Wygląda na to, że budują coś w posiadłości Kuchiki…
– Kuchiki? - chłopak ożywił się, słysząc to nazwisko
– Tak, jeden z czterech wielkich rodów szlacheckich w całym Seireitei. Jesteś tu od kilku miesięcy i o tym nie wiedziałeś?
Jasne, że wiedział. Jednak wcześniej nie skojarzył tego z pewnym faktem. Wszak zna pewną osobę stamtąd. I to bardzo dobrze…
– Widzę że nasz mały Byakuya czerpie pełnymi garściami z bycia kapitanem. - odparła ciemnoskóra, z nutką rozbawienia w głosie - To na pewno dozwolone, wykorzystywać swoich podwładnych z Szóstego Oddziału do odbudowy własnej rezydencji? A ty jak myślisz, Elian…
Odwróciła wzrok w jego stronę. Już dawno go tam nie było, nawet nie zauważyła, kiedy chłopak się ulotnił. Kierując się w sobie tylko znanym kierunku. Kobietę bardzo to zaciekawiło. Choć domyślała się, dokąd się wybrał…
– Co też on może chcieć od rodu Kuchiki?
W międzyczasie w Czwartym Oddziale.
– Dokąd poszedł?
Suì-Fēng nadal szukała Eliana. Trop zaprowadził ją do Centrum Medycznego. Rozmawiała w tej chwili z kapitan Unohaną.
– Tego nie wiem, od tamtej pory go nie widziałam.
– Szlag by to!
Kobieta była mocno zdenerwowana tą sytuacją. Wręcz rozeźlona, wszystko wymykało się jej spod kontroli. Jeśli zaraz go nie znajdzie…
– Kapitan Suì-Fēng, czy mogę spytać, czemu Ahage-san nadal jest…
– Pracuję nad tym. - warknęła
Nie wiedziała, gdzie ma go jeszcze szukać, nic nie przychodziło jej do głowy. Zresztą nie miała wiele czasu na zastanawianie się…
– Siemka!
Poczuła, jak ktoś wskakuje jej na plecy. Suì-Fēng straciła równowagę pod wpływem ciężaru i runęła na podłogę. Zdezorientowana nie dostrzegła, co tak właściwie się stało. Próbowała się podnieść, jednak coś jej to utrudniało, jakby ktoś ją przytrzymywał. Szybko dowiedziała się, kto… Srebrzysta czupryna wychyliła się zza jej pleców.
– Tutaj jestem, pszczółeczko.
Kobieta natychmiast się uwolniła od niej, zrywając się na równe nogi. Zdecydowanie nie spodobał się kontakt z nią. Strach pomyśleć, co siódemeczce chodziło po głowie…
– Shichi, co ty mi ro… Nieważne zresztą. - szybko się uspokoiła - Nie mam czasu na wygłupy, jestem zajęta…
– Chciałaś odwiedzić Yoruichi-sama? - dziewczyna wypaliła natychmiast
– E…
Suì-Fēng nie wiedziała, że Yoruichi jest tutaj. W ogóle nie wiedziała, co się z nią działo od momentu, w którym spotkała ją na polu bitwy. Później nie przyszło jej do głowy sprawdzić, co dzieje się z jej idolką. Źle się z tym czuła… Co zaczęło odmalowywać się na jej twarzy, jednak czując na sobie wzrok Shichi natychmiast się opamiętała.
– To… To nie twój interes. Mówiłam, że nie mam czasu…
– To dobrze, bo jej tu nie ma. - znów jej przerwała
Powoli zaczęła tracić do niej siły. Suì-Fēng po prostu odwróciła się i skierowała w stronę wyjścia. Przeszła zaledwie parę kroków…
– Nie szukasz może Eliana?
Zatrzymała się. Z powrotem podjęła trop… Odwróciła się z powrotem w stronę dziewczyny.
– Wiesz, gdzie jest?
– Może… No ale…
Siódemeczka położyła palec na podbródku, jakby się nad czymś zastanawiała.
– Nie chcę ci przeszkadzać, w końcu jesteś zajęta… No i nie masz czasu na wygłupy…
Żółta lampka. Kapitan zaczęła się coraz bardziej denerwować.
– To nie pora na żarty! Powiedz mi, gdzie on jest, to bardzo ważne!
– Cóż… - nadal udawała zamyśloną - Gdzie jest Onii-chan… To zależy…
– Niby od czego?
– Hmm… A bardzo ładnie mnie prosisz?
Suì-Fēng ze złości przeszła w zdezorientowanie. O co jej w ogóle chodziło?
– Co… To nie jest śmieszne, po prostu…
– Jasne, że nie jest śmieszne! - spojrzała na nią z wyrzutem - Nie możesz żądać od wszystkich, że zrobią, co każesz. Trzeba czasem poprosić.
– Co racja, to racja.
Do tej pory kapitan Unohana obserwowała spokojnie całe to przedstawienie. Postanowiła jednak do niego dołączyć. Suì-Fēng widząc, że nie ma szans z obiema naraz musiała się poddać.
– No dobrze… Proszę…
– Trochę bardziej się przyłóż! Z uśmiechem!
Jakimś cudem kobieta zdołała zmusić się do uśmiechu, choć miało się wrażenie, że najchętniej zamordowałaby srebrnowłosą gołymi rękami, z takim właśnie uśmiechem.
– Bardzo cię o to proszę, Shichi-san… - wycedziła przez zęby
Dla dziewczyny najwyraźniej to wystarczyło. Posłała w stronę kobiety uśmiech, znacznie mniej morderczy.
– No widzisz, potrafisz być miła. Wszak pszczółeczki są miłe, słodkie, nie rób z siebie szerszenia…
– Możesz mi w końcu powiedzieć, gdzie on jest… proszę? - dodała, widząc powrót srogiej miny dziewczyny
– Onii-chan? Widziałam, jak wychodził razem z Yoruichi-sama.
– Jest razem z…
Natychmiast pobiegła w stronę wyjścia, nie zważając już na krzyki Shichi.
– Hej! A gdzie „do widzenia"!
Suì-Fēng już jej nie słyszała.
– Rany, ciężki z niej przypadek…
Dziewczyna z kolei powędrowała w głąb korytarzy. Na miejscu została tylko pani kapitan.
– Czy każdy z nich jest tak… osobliwy?
Niestety, czego kobieta jeszcze nie wiedziała, Eliana nie było już wraz z Yoruichi. Chłopak postanowił odwiedzić kogoś jeszcze…
W rezydencji rodu Kuchiki panował spokój i przyjemna cisza. Miało się wrażenie, jakby wojna zupełnie nie dotknęła tego miejsca. Wszystko odbywało się tu w absolutnej harmonii…
– Proszę bardzo, Rukia-sama.
Jedna ze służek przyniosła właśnie dziewczynie gorącą herbatę. Rukia przebywała w tej chwili w swoim pokoju, gdzie kurowała się po bitwie.
– Dziękuję, możesz odejść.
Służka skłoniła się, po czym wyszła. Kuchiki wzięła łyk herbaty.
– Mam nadzieję, że w Seireitei wszystko jest w porządku. - głośno myślała - Zastanawiam się, czy Shichi ma się dobrze. Nie wiem, jak zniosła to, co się wydarzyło przed bitwą. No i gdzie się podziewa…
Nie potrafiła wymówić tego imienia. Wiedziała już co działo się z Elianem podczas walk, głównie od swojego brata. Nie wiedziała natomiast, co było potem. Martwiła się o niego, widziała rozmowę Senke z generałem Yamamoto na przedmurzu Seireitei. Widziała, że on również tam był, widziała, że on z trudem znosił tą sytuację. Później nie miała okazji się z nim zobaczyć. Dla niej bitwa była krótka, niemal na samym jej początku natknęła się na jednego z oficerów Raashí, z którym nie była w stanie walczyć. Zadał jej ciężkie rany, uratował ją dopiero jeden z wyższych rangą Shinigami. Gdy obudziła się w swoim pokoju było już po walce. Cały ten czas była myślami z chłopakiem.
– Gdybym tylko mogła z nim porozmawiać…
– Witam panienkę Kuchiki!
Tego zupełnie się nie spodziewała. W drzwiach jej pokoju stał nie kto inny, jak właśnie Elian. Dla dziewczyny ten widok był porażający, nie była w stanie niczego powiedzieć. Chłopak wszedł do środka, zamykając drzwi.
– Pomyślałem, że wpadnę odwiedzić mojego króliczka.
Jak tylko Rukia usłyszała „króliczek" natychmiast odzyskała mowę.
– Co ty… Jak ty tu wszedłeś?!
– Nie widziałaś? Drzwiami.
– Nie o to pytam! Strażnicy cie tu wpuścili?! Tak po prostu?!
– Strażnicy? - chłopak nie rozumiał, o co jej chodzi - Jacy strażnicy? Nie widziałem nikogo po drodze…
– Włamałeś się tutaj?!
– Że ja?! - Elianowi nie spodobało się to określenie - Masz mnie za jakiegoś złodziejaszka?! Ja się nie włamuję…
– To niby jak tu wszedłeś, skoro strażnicy cię nie…
W tym momencie otworzył drzwi. Rukia ujrzała przepiękny ogród, w którym zawsze spędzała wolny czas, a tuż za nim… Ogromną wyrwę w murze okalającym całą rezydencję.
– Nikt nie wpadł na to, żeby to jakoś obstawić?
Dziewczyna nie miała więcej pytań. Chłopak zamknął drzwi z powrotem.
– Zostawmy to. Byłem ciekaw, co się z tobą działo. Przechodziłem akurat obok, więc postanowiłem się dowiedzieć czegoś. Popytałem służbę i dowiedziałem się, że jesteś tutaj.
Elian podszedł bliżej i przysiadł obok Kuchiki.
– Swoją drogą, czemu się nie chwaliłaś, że jesteś z rodziny szlacheckiej?
– Bo nie miałam zamiaru się przechwalać. Co to za różnica, skąd pochodzę?
– Wiesz, zawsze to jakiś ciekawy temat do rozmowy… - rozejrzał się po pomieszczeniu - Przytulnie tu masz… Prawdziwa z ciebie księżniczka. Własna posiadłość, własna służba, własna opieka medyczna, jak widzę. Kto by się spodziewał, nie zauważyłem, żebyś zachowywała się jak typowa szlachcianka…
– O co ci w ogóle chodzi? - Rukię zaczął irytować ten temat - Co cię interesuje moje pochodzenie? Skoro musisz wiedzieć nie zawsze należałam do rodu. Większość czasu spędziłam w Rukongai, robiąc wszystko, żeby przeżyć. Nigdy nie patrzyłam na nikogo, z góry, to na mnie tak patrzono. Gdy zostałam Shinigami i trafiłam do rodu Kuchiki nigdy się nie wywyższałam. W końcu jeszcze nie tak dawno to ja byłam na samym dnie. Tego nauczyły mnie lata spędzone w Rukongai.
– Ach tak… Patrz, a ja miałem zupełnie na odwrót.
Dziewczyna spojrzała na niego. Dopiero teraz zrozumiała, czemu Elian tak się tym interesował. W końcu sam większość życia spędził w luksusach.
– Nawet jeśli swoje życie zacząłem jako bogate książątko, nie potrafiłem pojąć, czemu ci wszyscy ludzie wyglądają tak samo jak my, a mają być inni od nas, co próbowali mi wmówić moi „rodzice". A skoro byli zbyt zajęci pracą, by mi to wytłumaczyć, sam szukałem odpowiedzi. Samemu nauczyłem się szacunku dla ludzi, bez względu na status społeczny. Zresztą ten nie zależy wyłączne od pieniędzy. Spójrz, co moje pieniądze znaczą tutaj, gdy jestem Shinigami? Tu o tym, kim jesteś decydują czyny. Dlatego ja też czegoś się nauczyłem. Nie patrzeć na ludzi z góry, bo ty możesz znaleźć się na ich miejscu, lub oni na twoim. Nigdy tego nie wiesz.
Rukia słuchała chłopaka z niesamowitą fascynacją. Z początku, gdy zaczął w ogóle ten temat miała wrażenie, że jest typem tych bogatych „panisk", z którymi nie raz już miała do czynienia tu, w Seireitei. Tymczasem mocno zaskoczyły ją jego słowa. Pozytywnie zaskoczyły…
Chłopak nagle sprzedał dziewczynie kuksańca w ramię.
– Widzisz? Mówiłem, że to ciekawy temat.
Nadal był w świetnym humorze. Jednak Rukia nie podzielała jego entuzjazmu. Chwyciła się za ramię, sycząc z bólu.
– Coś się stało? - Elian nie tego się spodziewał
– To rana… Po co to zrobiłeś?
Dopiero teraz chłopak zorientował się, co dokładnie się stało. I dlaczego właściwie dziewczyna tutaj jest.
– O matko i córko! Przecież ty ranna jesteś! Wybacz, zapomniałem… Pozwól, może jakoś załagodzę…
Chyba chciał w jakiś sposób pomasować bolące miejsce. Chyba, bo przyniosło to zupełnie odwrotny skutek. Zapomniał, jak wiele ma teraz siły… Wystarczyło, że lekko ścisnął. Ból był na tyle silny, że Kuchiki nie zdołała powstrzymać krzyku.
– Kyaaa! To boli! Co ty wyprawiasz?!
– Sorki, przesadziłem… Wiesz, przez ostatnie trzy miesiące zajmowałem się raczej zabijaniem, niż…
Tym sposobem nie przekonał raczej Rukii, co do jakości swych usług. Wręcz przestraszył tym dziewczynę, która zaczęła stawiać czynny opór. Chłopak nadal próbował jakoś jej pomóc, jednak ta zaczęła się przed nim bronić.
– Uspokój się… Przecież nie będzie bolało…
– Nie?! A co było wcześniej?!
– No dobra… Musiałem się rozgrzać, nie jestem przyzwyczajony do udzielania pomocy medycznej, może teraz…
– Powiedziałam, nie!
– No ale…
– Nie chcę!
– Przestań zachowywać się jak dziecko!
– Nie jestem dzieckiem! To instynkt samozachowawczy!
– Daj spokój, bądź dobrym króliczkiem…
– Nie nazywaj mnie króliczkiem!
I kotłowali się tak w łóżku, Rukia broniła się, czym tylko mogła rękami, nogami, Elian starał się jakoś przebić blokadę i dobrać do jej ramienia. Walczyli tak ze sobą, dopóki nie zorientowali się, że ktoś wchodzi. Nie byle kto, zresztą. Sam kapitan Kuchiki, który jak zawsze był opanowany. Nawet jeśli miał przed oczami rzeczoną scenkę.
– Co to ma znaczyć?
Oboje zamarli. Dziewczyna w pozycji leżącej, nogami odpychała chłopaka od siebie. Ten z kolei zastygł w pozycji klęcząco-wiszącej i starał się utrzymać równowagę.
– O, witam se…
Ostatecznie nie zdołał się utrzymać na jej stopach i wylądował obok niej. Szybko się jednak podniósł.
– Nii-sama…
Rukia była zaniepokojona, a wręcz przerażona. Nie wiedziała, jak jej brat zareaguje na to, co ujrzał.
– Co on tutaj robi? - zapytał Byakuya
– A co? - Elian zabrał głos - Dziewczyna chyba ma prawo urządzać sobie schadzki.
– Że jak?! - Kuchiki oburzyła się - Nie, Nii-sama, to wcale nie schadzka! Ja z nim nie…
– Właśnie, nic tu nie zaszło. - potwierdził chłopak - Ale mogło.
– Wcale nie mogło! Nie gadaj głupot!
– Mówię teoretycznie. Chodzi tu o to, że twój Szanowny Braciszek powinien wziąć pod uwagę to, że jesteś już w tym wieku, że interesują cię „te" sprawy…
– A co ciebie to obchodzi?!
– No co? Zapomniałaś, że już raz ocaliłem zawartość twojej bielizny przez niechybną zgubą? I z tego powodu czuję się osobiście odpowiedzialny za…
– Zajmij się swoją zawartością!
– Tym się zajmę w swoim czasie. Jak będziesz grzeczna, to może…
– Jak… - Rukia zaczęła się rumienić - Co ty…
– Wystarczy!
Tą rozmowę przerwał Byakuya, który był nader cierpliwy, skoro wytrzymał aż do tej pory. Nadal sprawiał wrażenie spokojnego. Choć i on miał z pewnością ograniczoną cierpliwość…
– Spytam jeszcze raz. Co tutaj robisz?
– Ech…
Chłopak również był opanowany, zachowywał się jak gdyby nigdy nic. Kompletnie nie przejmował się całą tą aferą.
– To nawet nie można odwiedzić przyjaciółki? Szlachta szlachtą, ale żeby być aż takim sztywniakiem?
– Ale mogłeś chociaż uprzedzić. - odezwała się Rukia
– Chciałem ci zrobić niespodziankę. Jak miałem…
– Nie powinno cię tutaj być. - odparł Byakuya
– No tak… - westchnął chłopak - Wiem, praca. Sam też muszę się czymś zająć…
Skierował się w stronę wyjścia.
– Zobaczymy się później, króliczku. - rzucił na pożegnanie
Rukia chciała zapewne coś mu na to odpowiedzieć, jednak w obecności Byakuyi wolała się powstrzymać. Te słowa raczej nie uchodziły księżniczce…
– Rety, czemu musi być taki nieokrzesany? - odparła tylko
– Jego spojrzenie… - odezwał się niespodziewanie kapitan - Kogoś mi przypomina.
– Naprawdę? - dziewczyna była zaskoczona tą wylewnością
Krótko trwała ta wylewność, bo mężczyzna nic więcej nie powiedział. Tak, zachowanie Eliana kogoś mu przypominało. Nie miał zamiaru jednak o niej mówić. Głównie dlatego, że jej nie znosił…
Chłopak z kolei ruszył w stronę zachodniej bramy. Miał zamiar iść do Rukongai. Nie miał z tym większego problemu, brama i spora część muru po tej stronie były całkowicie zniszczone, jedynie patrole Shinigami pilnowali, by nikt spoza nie przeszedł do Seireitei. Elian skierował się w sobie znane tylko miejsce. W górach, w niewielkiej dolinie. Nikt tam nie zaglądał. Zawsze to tam trenował techniki, których uczył go Biały Smok. Teraz też przyszedł tu z tego powodu.
– Co chcesz zrobić?
– Cokolwiek, bylebyś nie mówił, że Raashí w każdej chwili mogą zaatakować, a ja się tylko wygłupiam.
Tersaali nie polemizował. Elian rozejrzał się po okolicy. Jego wzrok spoczął na wielkim głazie narzutowym. Uniósł lewą dłoń w jego stronę.
– Z Senke zwyciężyłem tylko dzięki szczęściu. Gdyby nie moc Makuty, nie dałbym rady. Drugi raz to się nie powtórzy.
Dłoń chłopaka rozbłysła białym światłem.
– W tej chwili ta technika to jedyna pewna broń w walce z Raashí. Muszę to opanować z mocą, jaką teraz dysponuję.
Światło powoli zaczęło przybierać formę. Kwiatu.
– Nie mam co tracić czasu. Raashí mogą ponownie uderzyć każdej chwili.
Nastała już noc. Suì-Fēng wciąż gorączkowo szukała Eliana. Nie była w stanie znaleźć Yoruichi. Jej nikt nie mógł znaleźć, jeśli nie chciała. Zaczęła zatem przeszukiwać całe Seireitei, jak najdokładniej się tylko dało. Każde miejsce, każdą najmniejszą szczelinę. Bezskutecznie. Chłopak przepadł jak kamień w wodę.
– Cholera! - była wściekła - Jak mam go znaleźć w takich ciemnościach?!
Nie miała łatwo… Już wcześniej i tak szukała go po omacku, nie była w stanie wyczuć jego energii duchowej, teraz było tylko gorzej.
„Muszę go szybko znaleźć. Jak najszybciej, nie mogę go puścić. Trzeba go złapać…"
Łatwe było mówić, szukanie go w tej chwili to jak szukanie igły w stogu siana, mógł być dosłownie wszędzie. Nie mogła się jednak poddawać… Musiała szukać dalej. Postanowiła sprawdzić jeszcze jedno miejsce, w Rukongai.
– Obym go tam znalazła.
Wystrzeliła.
Elian w międzyczasie już wracał do koszar. Zmęczony długim treningiem chciał jak najprędzej znaleźć się w swoim wyrku i zasnąć. Po pewnym czasie dotarł na miejsce. Skierował się w stronę łazienki, odświeżył się, po czym natychmiast się położył. Próbował usnąć, jednak nagle zorientował się, że coś obok niego się rusza… Wydało mu się to dziwne. Zajrzał pod kołdrę, żeby ustalić, co się tam dzieje.
– CO SIĘ…
Wyskoczył z łóżka jak oparzony. Tego, co tam zastał zupełne się nie spodziewał. Kołdra zaczęła się ruszać, w pewnym momencie spod niej wygramolił się nie kto inny, jak Yoruichi, smacznie śpiąca w jego pokoju. Dodatkowo na chłopaka podziałał fakt, że kobieta miała na sobie wyłącznie swój kostium bitewny… Który nie zakrywał zbyt wiele.
– Rany, przecież się nie zgodziłem…
Elian miał drobny problem. Głównie dlatego, że nie miał, gdzie się położyć. No przecież jej nie wyrzuci… W tej chwili jedyne, co mógł zrobić, to przekimać się tej nocy na podłodze. Przygotował zatem sobie w miarę wygodne miejsce do spania. Już miał się położyć, jednak rzucił ponownie okiem na łóżko, na którym spała Yoruichi. Nagle w jego umyśle przemknęła pewna myśl. W sumie było tam sporo miejsca…
– Nie!
Natychmiast starał się stłamsić tą myśl.
– Zły pomysł! Nie powinienem, tak się nie robi, nie wypada, poza tym co ona powie, jak się obudzi i…
Wiedział, co powie. Raczej nie będzie jej to przeszkadzać… Nie potrafił wyrzucić tego pomysłu z głowy. Wciąż zerkał wzrokiem na łóżko i śpiącą na nim ciemnoskórą kobietę.
– No… Chyba się nic nie stanie…
W końcu się zdecydował. Dość nieśmiało podszedł do łóżka i przysiadł na nim. Coraz wolniej, coraz bardziej niepewnie, jednak w końcu położył się obok Yoruichi. Bardzo dziwnie się czuł, będąc pod jedną kołdrą z kobietą, szczególnie mając jej twarz tak blisko siebie. Chłopak był bardzo zakłopotany. Odsunął się nieco bardziej na brzeg. Niewiele mu to dało, poza niewielką ilością przestrzeni osobistej. Wciąż czuł się skrępowany jej obecnością, tuż obok siebie, pod jedną pierzyną.
– Rany, weź się w garść! - próbował się uspokoić - Przecież to całkiem normalna sytuacja…
Ułożył się i starał zasnąć. Dostrzegł w pewnym momencie, że kobieta jest odkryta. Przykrył ją z powrotem kołdrą. Zrobił to instynktownie…
– No cóż… Dobranoc, Yoruichi-san.
Położył się na plecach. Kątem oka zauważył uśmiech na jej twarzy. Yoruichi przewróciła się nagle na drugi bok.
– Słodkich snów, Elian.
Chłopak przeraził się, słysząc ją.
„Cholera jasna… Ona nie spała."
Tej nocy chyba nie zaśnie. Długo tego nie zapomni…
Kolejny ranek zawitał nad Seireitei. Elian na próżno martwił się o swój sen. Cudownie się wyspał. Może dlatego, że nie spał sam… Z początku był lekko zaskoczony widokiem Yoruichi leżącej tuż obok niego. Przypomniał sobie jednak, co wydarzyło się wczoraj.
– Ech… Może lepiej się przebiorę, póki jeszcze…
Usłyszał nagle czyjeś kroki. Dochodziły z zewnątrz. Ktoś zbliżał się do pokoju.
– Ahage! Wiem, że tam jesteś!
Drzwi otworzyły się gwałtownie. Do środka weszła kapitan Suì-Fēng, mocno zirytowana. Szukała go po Rukongai przez całą noc. Wróciła dopiero niedawno, od razu ruszając w stronę kwatery Eliana. Jeszcze nie wiedziała, co zastanie…
– Mamy do pogadania, wstawaj…
Dopiero teraz zorientowała się, że nie leży w łóżku sam. W chwilę później dostrzegła, kto to dokładnie jest…
– Co… ty… tu… - ten widok ją zszokował - CO TO MA ZNACZYĆ?!
Chłopak natychmiast się obudził, poderwał się, wystraszony krzykiem. Gdy tylko rozeznał się w sytuacji, od razu przeszedł do obrony.
– To… tylko tak wygląda! My nie…
– Co to za hałasy?
Yoruichi właśnie się obudziła. Pierwsze, co ujrzały jej oczy to widok wściekłej Suì-Fēng. Choć się tym nie przejmowała, miała stosunkowo dobry humor.
– No proszę. Czym zawdzięczamy twoją wizytę?
– E… Możesz ją uspokoić?
Kobieta odwróciła się w stronę chłopaka, który w tej chwili starał się jakoś wybrnąć z tej nieco nietypowej sytuacji. Jednak musiał to zostawić, bo w mig pojawił się kolejny problem… Kapitan również skierowała na niego swój wzrok. Obie zaobserwowały coś dziwnego…
Nawet jeśli Elian nie był już człowiekiem, nadal miał typowo ludzkie problemy. Szczególnie natury męskiej… Jak na przykład poranna erekcja… Wdzięcznie prezentująca się na oczach kobiet.
Suì-Fēng widząc to miała prawo czuć się zgorszona. Z kolei Yoruichi wydawała się bardzo rozbawiona.
– Och? A cóż to takiego?
Chłopak natychmiast zasłonił krocze rękoma.
– A… no… Ja…
– Nie sądzisz, że trzeba by coś z tym zrobić? Może ja się tym zajmę?
– NIE!
I Elian, i Suì-Fēng wrzasnęli jednocześnie, patrząc na ciemnoskóra. Suì-Fēng zszokowana, Elian wręcz przerażony.
– Nie ma takiej potrzeby! - chłopak starał się bronić - Naprawdę nie trzeba, sam sobie z tym poradzę…
Jeszcze się nie nauczył, że musi uważać, co przy niej mówi… Yoruichi tylko czekała na coś takiego.
– Ach tak? - odparła z uśmiechem - Jestem ciekawa, w jaki sposób. Pokażesz mi?
– E… Tego… ten… - chłopak spalił buraka
– Nie krępuj się tak, to nic strasznego. Zresztą chyba nie tylko mnie to ciekawi. Nie mam racji, Suì-Fēng?
– Co… nie…
Tylko tyle zdołała powiedzieć. Potem już tylko się czerwieniła, do spółki z Elianem.
– Daj spokój, dobrze wiem, że…
– MOGĘ SIĘ W KOŃCU PRZEBRAĆ?! - chłopak nagle wybuchnął
Mocno zaskoczył tym obie kobiety. Patrzyły na niego zdziwione, już nawet nie interesując się jego kroczem.
– No dobrze. - odezwała się ciemnoskóra - Skoro nalegasz…
Wstała z łóżka, zabierając ze sobą swoją pomarańczową bluzę i szal, leżące na krześle.
– Chodź, Suì-Fēng. Zaczekamy na zewnątrz.
Nim wyszły Yoruichi odwróciła się jeszcze w stronę chłopaka.
– Dokończymy jeszcze tą rozmowę. - puściła do niego oko
Zamknęła drzwi za sobą, zostawiając chłopaka w niezłym szoku. Nawet nie chciał wiedzieć, jak niby mieli to „dokończyć"…
Kobiety stanęły za drzwiami. Yoruichi w międzyczasie się ubrała, założyła szal, zapięła bluzę. I razem z Suì-Fēng wpatrywały się w niebo. W milczeniu. Ale tylko chwilowo.
– Wchodzimy?
– Ale… - kapitan nadal się rumieniła - Przecież on jeszcze…
– To co? Nie ciekawi cię, jak prezentuje się nago?
– Yoruichi-sama!
– Ja tylko dbam o twoje życie towarzyskie. Chyba czas najwyższy, żebyś sobie kogoś znalazła.
Nie odpowiedziała na to. Ciemnoskóra dała już jej spokój. Pozwoliła jej odetchnąć, a jej twarzy wrócić do normalnego koloru.
– Teraz poważnie… Masz do Eliana jakąś sprawę, tak?
– Po bitwie zwołano zebranie kapitanów. - odrzekła Suì-Fēng - Ustalono na nim, że Ahage musi zostać odizolowany.
– Co chcecie z nim zrobić?
– Póki co musi trafić do aresztu.
– Areszt… Czy to nie przesada?
– To wcale nie jest przesada! - wykrzyknęła nagle kapitan, rozeźlona - Widziałaś przecież, jak wyglądało Seireitei po tej walce! Sama tam byłaś! Wiesz, do czego jest zdolny, gdy straci kontrolę, nie mamy pojęcia, kiedy znów się to przydarzy, musimy go zamknąć, żeby…
– Uspokój się!
Yoruichi uciszyła ją. Suì-Fēng nie wykłócała się. Po prostu umilkła.
– Rozumiem, że mu nie ufasz, obawiasz się go, nawet boisz. W ten sposób możecie jednak pogorszyć sytuację. Pomyśl logicznie. Jak twoim zdaniem Elian zareaguje na wieść, że uznajecie go za zagrożenie i chcecie zapuszkować? Raczej nie będzie zbyt szczęśliwy…
– Nie, pewnie nie będę.
Drzwi do pokoju otwarły się, chłopak wyszedł z niego w pełnym rynsztunku, w swoim Shihakushō, z virdaną na plecach. Wszystko doskonale słyszał. Kobiety patrzyły na niego z niepokojem. Nie wiedziały, co teraz zrobi. Jego mina nie zdradzała absolutnie żadnych emocji. To nigdy nie wróżyło dobrze…
Odwrócił głowę w stronę Suì-Fēng, która z obawą wpatrywała się w jego złociste oczy o wężowych źrenicach.
– Można się było spodziewać, że nie wpadłaś w odwiedziny. - odparł przerażająco niskim głosem - Jak i tego, że Gotei wpadnie na tego typu pomysł, zważywszy na to, co wydarzyło się podczas bitwy. Najwyraźniej od naszego pierwszego spotkania niewiele się zmieniło. Dla Shinigami nadal jestem wrogiem.
– Elian… - Yoruichi chciała coś powiedzieć
– Nic nie mów. Sam dobrze wiem, co muszę zrobić.
Chłopak nagle sięgnął po miecz. Z początku kobiety nie zareagowały, dopiero gdy go wyciągnął postanowiły go zatrzymać. Jednak nie było takiej potrzeby.
Suì-Fēng również sięgnęła po swój Zanpakutō, pewna że Elian uderzy właśnie w nią. Yoruichi również była gotowa, by go powstrzymać. Żadna z nich nie zdążyła. Jednak chłopak wcale nie atakował.
Ułożył virdanę poziomo przed sobą, nadal stojąc naprzeciw kapitan.
– Skoro już mam iść do aresztu, nie traćmy czasu.
Puścił miecz. Ostrze upadło pod nogi kobiety.
– Co… - wpatrywała się zaskoczona w chłopaka - Nie rozumiem…
– Nie dziwi mnie to. To co zrobiłem wykracza poza twój sposób myślenia. Chyba nigdy ci się nie trafił skazaniec, czy dezerter, który grzecznie oddał się w ręce sprawiedliwości. Może uznajecie mnie za wroga, jednak to nie znaczy, że ja również was za takich uważam. Rozumiem wasz strach przede mną, sam dobrze wiem, co potrafi Makuta. I choć wiem, że nie musicie się go już obawiać, wiem też, że was to nie przekona. Robię to, byście mogli czuć się bezpieczni. To wszystko.
Obie kobiety z trudem mogły uwierzyć w to, co się właśnie stało.
– A więc, pani kapitan? - chłopak nagle się rozweselił - Możesz już powiedzieć swojej ekipie, żeby przestali się chować?
– Jak…
Suì-Fēng była mocno zaskoczona. Istotnie, razem z nią był tu Oddział Wykonawczy Milicji Onmitsukidō, który miał interweniować na wypadek komplikacji. Nie spodziewała się jednak, że chłopak o tym wie.
– Skąd to wiesz?
– Zapominasz chyba, czym się zajmowałem w Onmitsukidō. - odpowiedział - Jestem tu, bo wiem.
Kobieta nie mogła wyjść z podziwu.
– To jak, chłopaki?! Wychodzicie?! Nie będę utrudniał!
„Chłopaki" wyszli. Dość nieśmiało, jak na służby specjalne. Zaczęli pojawiać się, jedni skryci w zaroślach pod budynkiem, jedni w kwaterach obok, inni byli na dachach.
– Idziemy, panowie? Oj… I panie, wybaczcie. - dodał, widząc że oddział nie składał się z samych facetów - Weźcie mój miecz, mnie do aresztu, wiecie chyba jak się…
– To jest mój oddział, Ahage!
Suì-Fēng zrobiła się nagle odważniejsza, wracając do typowego traktowania chłopaka. Elian jakby na to czekał. Spojrzał na nią z uśmiechem.
– Ależ oczywiście, pani kapitan! Nie zapomniałem!
Nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Po prostu skinęła głową w stronę jednego z Shinigami. Ten od razu wiedział, co ma zrobić.
– Chodźmy zatem, poruczniku.
Chwycił go za ramię i zaczął ciągnąć go, chcąc zaprowadzić go na miejsce. Elian jednak ani drgnął.
– Zanim pójdziemy… Jeszcze jedna rzecz, pani kapitan.
– Co znowu?
Chłopak ponownie spojrzał na nią. Uśmiech nie znikał z jego twarzy.
– Tylko przypomnę ci, co właściwie robię w Gotei. Nie jestem Shinigami takim, jak wszyscy. Dołączyłem do was, by pomóc wam w walce z Raashí. To najważniejsza część mojej przysięgi. Jeśli Klan znów zagrozi Seireitei nie będę zważać na więzienne kraty. Zrobię wszystko, żeby was wspomóc, nawet jeśli nie będziecie tego chcieli.
Suì-Fēng była zszokowana słysząc takie oświadczenie. W tej chwili wszystko, co sądziło o chłopaku zawaliło się w jednej chwili. Cały czas miała Eliana za nieokrzesanego chłoptasia, dla którego obce jest pojęcie dyscypliny, czy lojalności. W jej oczach był irytujący, zawsze robił wszystko, żeby ją wkurzyć, lekceważył jej rozkazy. Nie potrafiła pojąć, jakim cudem ktoś taki miałby być częścią Gotei. Jednak w tej chwili zachowywał się zupełnie inaczej…
– No nic. Chodźmy już.
Razem z Oddziałem Wykonawczym Milicji ruszył kierunku aresztu.
– Pani kapitan. - odezwał się jeden z żołnierzy - Idzie pani z nami?
– Nie. - odparła po dłuższej chwili - Muszę stawić się w Pierwszym Oddziale. Zostawiam go wam.
– Tak jest!
Po czym oddalili się. Kobieta jeszcze przez dłuższą chwilę zbierała myśli.
– Wszystko w porządku, Suì-Fēng?
Yoruichi dotąd tylko przysłuchiwała się temu wszystkiemu. Sama była w nie mniejszym szoku. Jednak to w kapitan te słowa uderzyły najbardziej. Nie potrafiła się skupić, nie wiedziała, co ma odpowiedzieć ciemnoskórej kobiecie.
– Tak… Wszystko dobrze.
Po czym i ona się oddaliła. Yoruichi skierowała wzrok na idącego w oddali chłopaka i otaczający go kordon.
– A miałam go za dzieciaka… Ech, Elian. Okazuje się, że jesteś mądrzejszy, niż całe Seireitei razem wzięte.
