Od Autorki: Ponownie wielkie dzięki dla tych, którzy poświęcili swój czas na komentarz! Nie zdawałam sobie sprawy, jak ważne jest wsparcie, dopóki nie zaczęłam wstawiać tego na forum. Nie uwierzyłabym, gdybym sama tego nie doświadczyła, ale komentarze naprawdę przyspieszają pisanie.
Do tych, którzy poczuli frustrację, nie mogąc przeczytać punktu widzenia Jaspera: ja też byłam sfrustrowana. Prawdę powiedziawszy, nie zdawałam sobie sprawy, jak trudno będzie pisać to opowiadanie tylko z PW Belli. Ale postanowiłam tak na początku, i niechętnie muszę dotrzymać słowa. Ale jeśli poczujecie, że poradziłam sobie z tą historią, kiedy się skończy, być może zrobię Midnight Sun i napiszę wszystko od początku z PW Jaspera. Ale musicie dać mi znać, co o tym myślicie.
W międzyczasie, oto wielki wieczór filmowy.
Jak zwykle, wszystkie postacie należą do Stephenie Meyer.
Zostaliśmy jeszcze chwilę na plaży, rozmawiając o nieistotnych sprawach. Jak zwykle, przebywanie z Jake'm nie wymagało ode mnie wysiłku. Był zabawny, a historie o jego znajomych sprawiały, że po raz pierwszy od dłuższego czasu wybuchałam głośnym śmiechem. Wróciliśmy do jego domu dopiero wtedy, gdy dopadł nas głód.
Po lunchu przenieśliśmy się z rozmową do garażu, gdzie Jake pracował nad swoim samochodem, a ja go obserwowałam. Przypatrywanie się jego pracy było absolutnie fascynujące. Czysta przyjemność wymalowana na twarzy chłopaka i szczęście, którym promieniał, były wystarczające, by na mojej buzi również zagościł stały uśmiech. Byłam tak samo podekscytowana jak on, kiedy powiedział mi, że naprawa dobiega końca.
Jake skończył pracę około czwartej, by móc się wykąpać i przebrać. Próbował to ukryć, ale widziałam, że denerwował się przed spotkaniem z moimi przyjaciółmi. Największą wskazówką było jego pytanie o to, co powinien założyć – normalnie Jake nie przywiązywał wielkiej wagi do stroju. Przejrzeliśmy umiarkowane zasoby jego szafy i postawiliśmy na prosty, czarny t-shirt i dżinsy. Gdy wyszedł z łazienki, świeżo wykąpany i ubrany w nowy zestaw ubrań, wiedziałam, że dokonaliśmy dobrego wyboru. T-shirt i dżinsy pasowały idealnie, opinając jego przerośniętą sylwetkę i podkreślając muskulaturę, jednocześnie nie były zbyt ciasne i niewygodne. Wiedziałam, że dziewczyny będą przeżywały tortury, trzymając oczy i ręce z dala od niego.
- Łał, Jake, wyglądasz świeeeeetnie. – Zaczęłam się przekomarzać.
- Tak myślisz? – zapytał, unosząc brew.
- Och, tak. Dziewczyny będą za tobą szaleć, a faceci pękać z zazdrości.
Wzruszył ramionami.
- Dzisiaj mam tylko jedno zadanie – trzymać łapy Mike'a z daleka od ciebie. Cała reszta jest nieistotna.
Zachichotałam. Zostawiliśmy Billy'emu i Charliemu notkę i pojechaliśmy do mojego domu. Darowałam sobie prysznic, przebrałam jedynie dżinsy i buty, które były pełne piasku z plaży. To nie był wieczór, dla którego musiałabym włożyć większy wysiłek w to, by poprawić wygląd.
Jake wchłonął całą paczkę chipsów ziemniaczanych, gdy czekaliśmy na Mike'a. Pomijając to, jak duży był, mogłabym przysiąc, że na własne oczy widziałam, jak rośnie. To jak obserwowanie rozwoju komiksowego superbohatera – po prostu niesamowite.
Miałam problem z Jake'iem, kiedy próbowałam wręczyć mu dwadzieścia dolarów na kino i kolację. Długo się opierał, nim nie przypomniałam mu w końcu o samochodzie i o tym, że pieniądze przydadzą się na zakup nowych części.
- Oddajesz mi wielką przysługę, Jake, przynajmniej daj mi zapłacić. Poza tym, mam pracę, więc stać mnie na to. I naprawdę chcę, byś skończył naprawę i zabrał mnie na tę przejażdżkę, którą mi obiecałeś. – Niechętnie wsunął pieniądze do kieszeni, posyłając mi zażenowany uśmiech.
Zgodnie z obietnicą, Mike przyjechał po mnie o piątej trzydzieści. Cień niezadowolenia przemknął po jego twarzy, gdy zobaczył, że wyszłam z Jake'iem.
- Cześć – powiedziałam, starając się brzmieć nonszalancko. – Pamiętacie mojego przyjaciela, Jake'a?
Widziałam po ich twarzach, że nikt go nie rozpoznał. Nic dziwnego, Jake zmienił się i bardzo dojrzał od wiosny, był niemal nie do poznania.
- Spotkaliście go zeszłej wiosny na plaży nr 1 – dodałam. Jessica była pierwszą, która skojarzyła fakty.
- O tak, pamiętam, byłeś tam ze znajomymi. Cześć, Jake. – Zabrakło jej tchu. Ukryłam śmiech i posłałam Jake'owi spojrzenie mówiące: a nie mówiłam?
- Hej – odpowiedział Jake i mrugnął w jej stronę. Zachichotała.
Przedstawiłam mu resztę.
- W każdym razie, spędziłam dzień z Jake'iem i zaprosiłam go do kina. Chyba nie macie nic przeciwko? – Umyślnie skierowałam to pytanie do całej grupy, a nie tylko do Mike'a, który rzucał Jake'owi mordercze spojrzenia. Na jego szczęście, Jake zdawał się tego nie zauważać.
- Ani trochę, prawda? – powiedziała Jessica. – Im ciaśniej, tym kochaśniej*. – Mike poczerwieniał ze złości, ale nic nie powiedział.
Mike planował, że usiądę obok niego na miejscu pasażera, ale rozmiar Jake'a sprawił, że tylko tam się mieścił, więc wcisnęłam się z Jessicą i Erikiem na ostatnie siedzenia. Jazda do Port Angeles była niewiarygodnie uciążliwa. Jessica i Lauren nawet tego nie zauważyły, pochłonięte rozmową o gwiazdach filmu, który mieliśmy zobaczyć i innych, równie trywialnych rzeczach. Eric i Tylor włączali się czasem do konwersacji, uważnie obserwując Jake'a. Nie sprawiali wrażenia tak skrępowanych jak Mike, z czego byłam zadowolona. Na szczęście, Lauren bardziej interesował Tylor niż Jake, a Eric tak właściwie nie był zainteresowany Jessicą, więc jej fascynacja Jake'iem praktycznie go nie ruszała. Jeśli jednak chodzi o Mike'a, to już zupełnie inna historia. Przez całą jazdę nie wypowiedział ani słowa i nawet z tylnego siedzenia widziałam napięcie, z jakim trzymał kierownicę. Nagle poczułam ogromne zażenowanie, spowodowane moim brakiem wrażliwości. Prawdopodobnie byłoby lepiej, gdybym rano odwołała spotkanie, niż pozwoliła mu na nadzieję i podekscytowanie dzisiejszym wieczorem tylko po to, by złamać go, gdy dotrze do mojego domu. Obserwowałam ostrożnie jego plecy, zastanawiając się, co mogę zrobić, by naprawić sytuację bez dawania mu zbędnych podtekstów.
Pomijając całkowite ignorowanie ze strony Mike'a, Jake czuł się wygodnie. Właściwie nie uczestniczył w rozmowie Jessiki i Lauren, ale od czasu do czasu odwracał się i olśniewał je swoim uśmiechem. Miałam przeczucie, że tak naprawdę sprawdzał, jak się trzymam, za co byłam mu wdzięczna. Parę razy jego wzrok napotkał mój i mrugał do mnie konspiracyjnie, ale nieprzyjazne napięcie, panujące w Suburbanie, było zbyt silne, bym mogła odpowiedzieć mu w ten sam sposób.
Gdy zaparkowaliśmy na parkingu przed kinem, zachowanie Mike'a nagle uległo zmianie. Wyprostował się na siedzeniu kierowcy i rozluźnił uchwyt na kierownicy, jak gdyby podjął decyzję, z którą walczył w trakcie jazdy. Na początku pomyślałam, że tylko ja to zauważyłam, ale wtedy Jake odwrócił się do mnie z uniesioną brwią i zrozumiałam, że też to poczuł. Wzruszyłam ramionami i posłałam mu spojrzenie, które mówiło, że nie mam pojęcia, co się dzieje. Niedługo dowiemy się, o co chodziło Mike'owi.
Kiedy wyszliśmy z Suburbana, zauważyłam, że Mike stara się przepuścić innych, by mógł iść ze mną z tyłu grupy. Wymieniliśmy z Jake'iem kolejne spojrzenie i dałam mu znać, że jest w porządku. Mike nie spróbowałby niczego na parkingu.
Wiedziałam, że chce porozmawiać, więc naumyślnie zmniejszyłam tempo, by dostosować się do jego kroków i pozwolić reszcie wyprzedzić nas na tyle, żeby nie usłyszeli konwersacji. Mike był skrępowany, ale zdecydowany kontynuować swój plan.
- Więc, spędziłaś z Jake'iem cały dzień? – zapytał ostrożnie, w taki sposób, jakby nie chciał usłyszeć odpowiedzi. Podtekst był zbyt oczywisty. Wbrew sobie, postanowiłam go uświadomić.
- Taa. Nasi ojcowie są bliskimi przyjaciółmi. To praktycznie rodzina.
W pewien sposób mu ulżyło, nie był jednak do końca przekonany.
- Wygląda inaczej niż w zeszłym roku. W której jest klasie?
Uśmiechnęłam się delikatnie. Miałam przeczucie, że Mike wie, w jakim wieku jest Jake, ale trudno było w to uwierzyć, skoro tak bardzo urósł. Przyćmił całą trójkę czwartoklasistów w naszej paczce, zwłaszcza jeśli chodziło o wzrost i rozmiar.
- W drugiej, chyba. Chodzi do szkoły w rezerwacie.
- Właśnie. – Mike natychmiast się rozchmurzył. – Więc jest dla ciebie jak młodszy brat? – zapytał z nadzieją. Ponownie uśmiech zagościł na mojej twarzy.
- Coś w tym rodzaju, chociaż niezły z niego flirciarz.
Humor Mike'a nieco oklapł. Wizja flirtującego ze mną Jake'a najwyraźniej nie przypadła mu do gustu.
- Ale nie jesteś tu razem z nim? – Zaakcentował słowo 'razem'. – No wiesz, na randce?
Skuliłam się w środku. To musi być dla niego takie trudne.
- Nie, Mike. To nie jest randka, pamiętasz? Grupa przyjaciół idzie do kina, tak? Nie jestem tutaj z nikim. – Praktycznie usłyszałam jego ulgę i pogratulowałam sobie w duchu. Razem z Jake'iem naprawdę przekonaliśmy Mike'a, że w sumie dobrze, że to nie randka. Zaczynałam wierzyć, że wszystko może się udać.
Zbliżaliśmy się do kasy i niektórzy właśnie kupowali bilety. Mike ustawił się przede mną i zorientowałam się, że ma zamiar zapłacić za mój bilet. Zacisnęłam usta, zdając sobie sprawę z tego, że Mike wciąż nie doszedł do sedna.
- Hej, Bells. – Usłyszałam Jake'a. – Kupiłem też dla ciebie. – Posłał mi kolejny konspiratorski uśmieszek i podał bilet. Odetchnęłam z ulgą. Jake musiał czytać mi w myślach. Zupełnie jak Edward!
Ból towarzyszący tej myśli uderzył we mnie jak tona cegieł. Twarz musiała mnie zdradzić, ponieważ Jake natychmiast pojawił się przy moim boku i opiekuńczo otoczył ramieniem moją talię.
- W porządku, Bello? Co się stało?
Potrząsnęłam głową, by oczyścić umysł. Nie chciałam myśleć o nim właśnie teraz. Zastanawiałam się, ile czasu upłynie, zanim przeżyję cały dzień bez jego ingerencji.
- Nic mi nie jest, Jake – odpowiedziałam, opierając się lekko o niego. – Jakaś zabłąkana myśl.
Podniosłam głowę i mój wzrok skrzyżował się ze wzrokiem Mike'a. Jego twarz była teraz kalejdoskopem emocji: złość na Jake'a - za zrujnowanie planów; zmieszanie związane z moją nagłą zmianą nastroju; niepokój o moje zdrowie; zazdrość i uraza na widok wspierającego mnie Jake'a. Niechętnie odsunęłam się od Jake'a, by nie pogrążać Mike'a jeszcze bardziej.
- Wejdźmy do środka – powiedziałam, po czym podążyłam za resztą znajomych, którzy przekazywali swoje bilety pracownikowi kina. Minęliśmy stoisko z jedzeniem, bo po seansie mieliśmy wyskoczyć na kolację.
Już w sali zdecydowaliśmy wspólnie, że usiądziemy w jednym rzędzie. Tyler i Lauren poszli pierwsi, zaraz za nimi ruszył Eric i Jessica, która chwyciła Jake'a i pociągnęła go za sobą. Błyskawicznie wkroczyłam do rzędu za Jake'iem, nie dając Mike'owi szansy, by usiadł między nami.
Zostało nam jeszcze trochę czasu do rozpoczęcia filmu i światła wciąż były włączone. Widziałam, jak Jessica nawiązuje rozmowę z Jake'iem, zmuszając go do zwrócenia się w jej stronę, tym samym odciągając go ode mnie. Mike wykorzystał okazję, by porozmawiać ze mną sam na sam.
- Naprawdę cieszę się, że tu jesteś, Bello. – Mówił cicho, więc pochylił się w moją stronę, jak gdyby upewniając się, że na pewno go usłyszę. Gdy tylko się przybliżył, poczułam dziwny zapach - mieszankę przypraw korzennych i piżma. Z przerażeniem zrozumiałam, że użył wody kolońskiej.
- Pewnie – odparłam. – To chyba będzie dobry film. – Trzymaj się neutralnych tematów, Bello.
- Wyglądasz dziś naprawdę ślicznie. Ten kolor do ciebie pasuje. – Spojrzałam na moją koszulkę z niedowierzaniem. Skąd brał takie teksty? Nawet ja wiedziałam, że blade, brązowookie brunetki nie wyglądają najlepiej w beżu.
- Dzięki. – Byłoby niegrzecznie wyśmiać jego próby schlebienia mi. Zmierzyłam go wzrokiem. Najwyraźniej zadbał o swój wygląd. Jego włosy były starannie wystylizowane tak, by wyglądały nonszalancko, miał na sobie nową koszulkę z kołnierzykiem i spodnie khaki. Niechętnie powiedziałam: - Ty też nieźle wyglądasz. – Miał w sobie tyle wdzięku, że wyglądał na zawstydzonego.
- Przepraszam za to, że ominęła cię piątkowa zmiana. Robiłaś coś fajnego? – Och, chłopcze. Teraz wchodzimy do niebezpiecznej strefy.
- Nie, – odpowiedziałam, próbując zabić temat w zarodku – nie bardzo. – Cała ta sztuczna rozmowa mogłaby być zabawna, gdybym nie brała w niej udziału.
- Więc, wybrałaś już sztukę na do wypracowania z angielskiego? – Biedny człowiek, naprawdę był zdesperowany.
- Nie. – Postanowiłam rzucić mu koło ratunkowe. Angielski wydawał się bezpiecznym tematem. – Skłaniam się ku „Juliuszowi Cezarowi".
- Och, Szekspir, co? No nie wiem. Szekspir i ja nigdy nie szliśmy w parze. Myślałem o „Kto sieje wiatr"**
- To dobry wybór. – Zgodziłam się. – Nasz szkolny teatrzyk w Phoenix wystawiał to, gdy byłam w drugiej klasie. Odwalili kawał dobrej roboty.
- Taa. Chyba lubię sztuki, które są nowoczesne i amerykańskie – odparł. – Takie, które zrozumiem bez słownika. – Roześmiałam się.
- Masz słuszność. Moja opatrzona przypisami wersja szekspirowskich sztuk na pewno się przyda. Ale jego dzieła są piękne – warte dodatkowej pracy. – Rozmowa zaczęła sprawiać mi przyjemność i już wkrótce odwróciłam się całkowicie w jego stronę. Nasze głowy były zbliżone do siebie, gdy porównywaliśmy naszych ulubieńców i antypatie z literatury. Mike był naprawdę dobrym rozmówcą, kiedy nie udawał Casanovy. Zastanawiałam się, co jeszcze mamy ze sobą wspólnego i zaczęłam nawet na poważnie rozmyślać nad tym, czy za jakiś czas, gdy całkowicie zapomnę o Edwardzie, zamiast tylko udawać, że zapomniałam, będę mogła stworzyć z Mike'm coś więcej niż przyjaźń.
Kontynuowaliśmy rozmowę do czasu, gdy zgasły światła i zaczęły się zapowiedzi filmów. Pierwsza pokazywała drugą część popularnej serii szpiegowskiej. Główny charakter był człowiekiem renesansu – świetnym kochankiem i wojownikiem. Zwiastun ukazywał kilka romansów, które zajmowały czas szpiega, między kolejnymi, niebezpiecznymi misjami. Gdy dobiegł końca, Mike pochylił się w moim kierunku.
- Ten wygląda naprawdę świetnie, Bello. Chcesz zobaczyć go ze mną, gdy wejdzie do kin?
Proszę bardzo. Jak to możliwe, że nie przewidziałam tej chwili i pozwoliłam się zaślepić? I co miałam teraz zrobić?
Na szczęście, kolejny zwiastun pokazywał bojowe odrzutowce i ogłuszający hałas, dochodzący z głośników, uniemożliwiał jakiekolwiek rozmowy, miałam więc kilka dodatkowych sekund cennego czasu na zebranie myśli. Zrozumiałam, że nie muszę aż tak kombinować. Prostota będzie najlepszym rozwiązaniem.
- Nie interesuje mnie ta seria, Mike – powiedziałam, praktycznie odetchnąwszy z ulgą, spowodowaną moim szybkim tokiem myślenia.
Mike wyglądał tak, jakby miał zamiar powiedzieć coś jeszcze, ale na ekranie pojawiły się początkowe napisy, więc odwróciłam się od niego, udając, że z uwagą śledzę film. Upewniłam się, że prawą rękę trzymam z dala od oparcia, na wypadek, gdyby Mike wpadł na jakieś pomysły z tym związane. Mniej więcej w połowie filmu, Jake pochylił się nade mną i wyszeptał do ucha: - Wszystko w porządku?
Pokiwałam głową.
- Największy kryzys skutecznie zażegnany.
Tak naprawdę nie zwracałam uwagi na film. Ostatnią rzeczą, którą chciałam teraz oglądać, był romans. Zamiast tego zaczęłam skupiać się na Jasperze. Problemem było to, że Billy i Jake widzą o jego powrocie do miasta. Oznaczało to, że Charlie może dowiedzieć się o tym lada chwila, a to byłaby katastrofa. Nie przychodziły mi do głowy żadne okoliczności, pod wpływem których Charlie zaakceptowałby moje wizyty u dziewiętnastoletniego, samotnego faceta, w dodatku mieszkającego w pojedynkę, nawet jeśli tym facetem miałby być brat mojego byłego chłopaka. A jeśli wiedziałby, że już to zrobiłam i okłamałam go, będę miała szlaban do ukończenia szkoły. Spanikowałam na myśl, że moje wizyty u Jaspera, nawet jeśli byłoby ich tylko kilka, mogły się skończyć, zanim wyjedzie z miasta i dołączy do swojej rodziny. Im dłużej nad tym myślałam, tym bardziej byłam przybita.
Dzięki Bogu, film był krótki. Wstaliśmy i wyszliśmy z kina, gdy leciały jeszcze końcowe napisy i zdecydowaliśmy, że pójdziemy do restauracji. Wybraliśmy chińską, ponieważ była tania i można bez problemu kupić i podzielić między siebie wiele różnych dań. Po raz kolejny siedziałam między Jake'iem i Mike'm. Było w porządku, dopóki Mike nie położył ręki na oparciu mojego krzesła i zaczął dotykać opuszkami palców mojego lewego ramienia. Z pozoru był to nic nieznaczący, przyjacielski gest, ale mimo to natychmiast się spięłam. Jake wyczuł mój dyskomfort i natychmiast otoczył mnie ramieniem, przyciągając mnie bliżej siebie, a tym samym uwięził palce Mike'a między nami, zmuszając go do wycofania ręki.
- Chronię twoje tyły, Bells. – Jake wyszeptał mi do ucha i zachichotałam, zaliczając pełne nienawiści spojrzenia Mike'a i Jessiki. Puścił mnie, gdy tylko upewnił się, że ręka Mike'a zniknęła.
Reszta wieczoru minęła spokojnie. Spędziliśmy większość czasu na omawianiu obejrzanego filmu, próbując zaimponować sobie nawzajem faktem, kto pamięta więcej zabawnych dialogów. Ponieważ nie skupiałam się na seansie, nie wtrącałam nic do rozmowy. Okazjonalnie przytakiwałam lub dodawałam sztuczny śmiech, ale trzymałam się na uboczu. W końcu nadszedł czas płacenia rachunku i powrotu do domu. Gdy tylko znaleźliśmy się na drodze do Forks, ogarnął mnie spokój.
Moja ulga była jednak krótka, kiedy zrozumiałam, że plan Mike'a na zakończenie tego wieczoru drastycznie różni się od mojego. Zaaranżował drogę powrotną tak, że Jake wysiadł jako pierwszy. Gdy opuszczał Suburbana, rzucił mi spojrzenie w stylu: robiłem, co mogłem.
- Do usłyszenia, Jake –zawołałam z tylnej kanapy, kiedy zamykał za sobą drzwiczki.
Potem Mike odwrócił kolejność odbierania ludzi i zawoził po kolei do domu całą resztę, aż zostaliśmy sami. Nie chcąc czuć się jak pasażer taksówki, przesiadłam się na siedzenie obok Mike'a. Czułam coraz większe skrępowanie. Wiedziałam, że ze strony Mike'a nie mam się czego obawiać, ale byłam przerażona możliwością zaproponowania mi kolejnej randki, co musiałoby doprowadzić do wyrażenia dostatecznie jasno mojego braku uczuć. Całkowicie straciłam panowanie nad sytuacją i ani trochę mi się to nie podobało.
Otworzyłam drzwiczki i wyszłam z samochodu, jak tylko Mike zaparkował na moim podjeździe. Ku mojemu przerażeniu, Mike podążył za mną, odprowadzając mnie do drzwi.
- Świetnie się dziś bawiłem, Bello – powiedział z wahaniem. – Mam nadzieję, że ty również i że możemy to kiedyś powtórzyć, tylko we dwójkę. – Zobaczyłam, jak pochyla się nade mną, by mnie pocałować, ale zanim jego usta dosięgły moich lub zanim zdążyłam się odsunąć, oboje usłyszeliśmy głębokie, zwierzęce warknięcie z ciemnego zakątka ogrodu. Nasze głowy odwróciły się w kierunku, z którego doszedł dźwięk, tak cichy, że w zasadzie mógł być wibracją.
- Co, do diabła? – zapytał Mike. Jego twarz zdradzała cień strachu. – Słyszałaś to?
Oczywiście, że słyszałam i miałam stuprocentową pewność, kto wydał z siebie ten dźwięk. To był ten sam dźwięk, który słyszałam przez mgłę, zeszłej wiosny w Phoenix, gdy bracia Edwarda zabijali Jamesa po tym, jak mnie ugryzł. Wiedziałam, że jedynym źródłem tego hałasu mógł być Jasper. Byłam jednocześnie wdzięczna i wściekła.
- Tak. Cokolwiek to było, nie brzmiało przyjaźnie. Powinnam wejść do środka, a ty powinieneś jechać do domu – odpowiedziałam.
- Pewnie masz rację. – Wyglądał i brzmiał niepewnie. – Do zobaczenia, Bello – powiedział. Odwróciłam się od niego i zaczęłam otwierać frontowe drzwi.
- Na razie, Mike – odparłam, wchodząc do środka i zatrzaskując za sobą drzwi. Wiedziałam, że byłam niegrzeczna, ale doszłam do wniosku, że nieuprzejmość była lepsza od otwartego odrzucenia.
- To ty, Bello? – Charlie zawołał ze swojej sypialni. – Dobrze się bawiłaś?
- To ja, tato. – odkrzyknęłam. – Było w porządku.
Poczekałam, aż Suburban Mike'a zniknie, zanim ponownie otworzyłam drzwi. Stanęłam na podjeździe.
- Jasper? – syknęłam gniewnie. – Wychodź. Wiem, że tu jesteś.
Pojawił się od strony ogrodu, przystając na małej przestrzeni światła rzucanego przez latarnię.
- Śledziłeś mnie cały wieczór? Myślałam, że już o tym rozmawialiśmy i nie miałeś zamiaru nam towarzyszyć. Co, jeśli ktoś cię zobaczył?
- Spokojnie, Bello. Nie opuszczałem Forks. Ale doszedłem do wniosku, że Newton znajdzie sposób na zostanie tutaj z tobą sam na sam, więc postanowiłem czekać i zobaczyć, czy będziesz mnie potrzebować.
Mój gniew osłabł. Powinnam być wściekła na niego, że zachował się jak prześladowca , ale jego przeczucie było całkowicie właściwe i byłam mu coś winna.
- Jak minął ci wieczór? Zdołałaś utrzymywać wszystko w normie?
Naprawdę chciałam opowiedzieć mu wszystko o moim wieczorze, ale było już późno, a to nie był odpowiedni temat do dyskusji w środku nocy przy wejściu do mojego własnego domu.
- Nie mogę teraz rozmawiać, Jasper. Charlie będzie się zastanawiał, dlaczego nie poszłam na górę.
Milczał przez chwilę. Zaczęłam zawracać w stronę domu, kiedy usłyszałam jego cichy głos:
- Wejdź do środka i udawaj, że poszłaś do łóżka, potem zadzwoń do mnie. Będę czekał.
*musicie mi wybaczyć, ale nie mogłam się powstrzymać. Powinno to brzmieć: im więcej, tym lepiej, ale taki głupiutki tekst pasuje do zauroczonej Jess. Poza tym został wymyślony przez moją znajomą i przyjął się do mojego codziennego słownika, więc ^^.
** sztuka amerykańska, stworzona przez Jerome'a Lawrence'a i Roberta Edwina Lee w 1955 roku (oryginalny tytuł: Inherit the Wind)
Od Autorki: Pisanie tego rozdziału było naprawdę bardzo, bardzo trudne. Minęło trochę czasu, od kiedy byłam nastolatką, więc nie miałam pojęcia, czy scenariusz 'randki' był realistyczny. W pewnym momencie myślałam o zmienieniu tej wersji, ale pozytywne komentarze przekonały mnie do pozostawienia tego. Dziękuję!
Obojętnie, czy spodobało Wam się, czy nie, naprawdę chciałabym zobaczyć Wasze komentarze i krytykę. Z góry dzięki!
