Rozdział 10: Ku zwycięstwu i sławie! (Online)

Gotowa do walki o mecz tytułowy na Demon Palace przeniosłam się na Arenę. Wszyscy patrzeli teraz na mnie... Choć teraz najbardziej zależało mi na spojrzeniu Endrance'a. Jeszcze go nie było co odrobinę mnie zdziwiło bo zawsze był już przed czasem. Skład znajomych mi twarzy na widowni był taki sam jak zwykle, brakowało jedynie Minu... oby nic się jej nie stało.

Kilka minut przed rozpoczęciem pojedynku na trybunach pojawił się Endrance, jego widok aż dodał mi otuchy i podniósł mnie na duchu... przy okazji towarzyszyło mi nowe uczucie, jakbym miała kilka motylków w brzuchu...Ciekawa jestem czy w grze on też...

- Witam wszystkich na walce finałowej na Demon Palace! Naszym dzisiejszym gościem będzie Mistrz Gabi z gildii Kestrel! – oznajmił komentator

- Czuję, że może być dzisiaj całkiem ciekawie. Dwie drużyny staną na przeciw siebie walcząc o możliwość wyzwania Haseo. Haha... nie mogę się tego doczekać!

- Tak więc pora rozpocząć finał turnieju. Dzisiejszymi uczestnikami będzie drużyna Deadly Shadow oraz triodeath! Niech wygra najlepszy!

Krótko po tych słowach pojedynek się rozpoczął. Walczyć miałam ze słabszymi ode mnie graczami ale nigdy wcześniej nie widziałam na Arenie ich nazwy... czyżby kolejny nieczysty ruch ze strony Haseo i jego pomocników? Hm... Steam Gunner, Twin Blader i Harvest Cleric, całkiem niezły skład, który może dać mi nieźle popalić. Przez pierwsze kilka sekund uważnie się im przyglądałam aby znaleźć ich słabe punkty w ich taktyce. Niestety nie zdążyłam nic znalazłam ponieważ Xander zaatakowała mnie jako pierwsza.

- Orientuj się! Sparrow Counter!

Jej atak był szybki i bezwzględny a na dodatek odebrał mi ponad 30% punktów zdrowia, to nie było możliwe dla kogoś kto ma mniejszy poziom od mojego. To wszystko sprawka Haseo jestem tego pewna. Tchórz nie chce stracić swojej cennej korony... co za idiota.

- Uhm... jak ty?! – warknęłam

- Normalnie. A co zaskoczona? – spytała szyderczo

- Ani trochę, tacy frajerzy jak wy to dla mnie codzienność. – zaśmiałam się

Nie miałam niczego do stracenia, więc postanowiłam wykorzystać okazję i zaatakować ją dopóki niczego się nie spodziewała.

- Deadly Sentence! – moja podwójna kosa otoczona była teraz przez krwistoczerwone wiry energii

- Plectra Bullet! – powiedział Horikos

- Cholera!

Tylko tyle zdążyłam powiedzieć zanim oberwałam jego potężnym atakiem, który dokładnie tak jak w przypadku jego koleżanki odebrał mi wyjątkowo dużo punktów zdrowia bo aż 35%. W tym tempie zaraz przegram z nimi. Zdeterminowana spojrzałam na DD'a ich najsłabsze ogniwo, które może przysporzyć mi wiele kłopotów. Chwilę później nadarzyła się idealna okazja do tego aby go zaatakować, próbował ulepszyć atak swoich kumpli.

- Co to to nie! Reaper of Fire!

Moc ta sprawiła, że moja kosa zmieniła swoje tradycyjne ostrze na ogniste co dawało niesamowity efekt wizualny. DD nawet nie zdążył nacieszyć się tym pojedynkiem a już został pokonany. No i tak to ma wyglądać. Sługusy Haseo właśnie tak muszą skończyć.

- Ty szmato! Zapłacisz nam za to! – wrzasnął Horikos

- Już się boję... – zaśmiałam się

Po tych słowach jednocześnie zaatakował mnie Horikos i Xander. Musiałam szybko podjąć decyzję kogo z tej dwójki zaatakować. Jedynym normalnym wyborem było zaatakowanie silniejszego z nich aby ten słabszy mógł wykonać kontratak.

- Spirit Arrow!

Wymierzając cios w Horikosa przygotowana byłam na atak jego przyjaciółki. Użyła dokładnie tego samego ciosu co poprzednio znów odbierając mi 30% zdrowia. Byłam sama z 5% życia przeciwko ich dwójce... nie wyglądało to za dobrze. Nagle poczułam potężny przypływ gniewu... o nie tylko nie teraz. Z całych moich sił powstrzymywałam go, chwilę później jego moc ustała pozostawiając we mnie tajemniczą siłę. Po krótkiej chwili wpadłam w szał. Nie miałam zielonego pojęcia co się dzieje... czyżby to jakaś nowa moc Regitsu?

Jednym ciosem pokonałam Xander a następnym odebrałam Horikosowi 90% punktów życia. Może i jestem silna ale bez przesady, to nie może być moja moc. Chwilę później DD, który nie mam pojęcia jak został wskrzeszony, chciał uleczyć swojego kompana ale moja strzała przebiła go na wylot i tak jak w przypadku Xander, jednym ciosem go pokonałam. Zdezorientowany lider drużyny potrząsnął jedynie głową. Nawet mnie dziwi ta potężna moc, skąd on się u licha wzięła?

- STOP! – wrzasnął Horikos – Poddaję się, wygrałaś. – dodał po chwili

- Kto by pomyślał, że drużyna triodeath odda walkę walkowerem? Niesamowite! – podsumował komentator – Do walki o tytuł dostała się drużyna Deadly Shadow!

- Wiedziałem, że będzie to ciekawy pojedynek. – dodał Gabi jednocześnie się śmiejąc i klaszcząc

Zadowolona z wyniku meczu wróciłam do Lumina Cross aby poszukać Endrance'a. Wszyscy już dawno wyszli i dopiero po kilku minutach wyszedł Endrance. Z przyzwyczajenia pobiegłam w jego stronę i przytuliłam się do niego. Nawet nie zauważyłam kiedy obok nas przeszedł Silabus z trochę zawiedziona miną.

- Endrance... tak się cieszę, że jednak przyszedłeś. – powiedziałam patrząc mu w oczy

- Jak miałbym nie przyjść na walkę kogoś tak ważnego dla mnie... – odpowiedział gładząc mnie delikatnie po policzku

Mogłabym tak stać przez cały dzień i nie robić nic innego. W tym samym momencie zrobiło mi się przyjemnie i tak ciepło... To już nie jest przyjaciel, kocham go i to jest pewne.

- Proszę proszę Endrance w końcu znalazł sobie dziewczynę i to jeszcze taką uroczą, moje gratulacje kumplu. – zawołał nagle dziwnie znajomy głos

- Ech... Kuhn... co ty tu robisz? – spytał Endrance przenosząc wzrok na niego

- Właśnie wracałem z Areny i... chwila moment, ta róża i lodowate spojrzenie... Erinome?!

- We własnej osobie. – odpowiedziałam stając przed nim

- A Endrance wie jaka jesteś naprawdę?

- Wiem wszystko i nawet ją uczę. – odparł

- ...?!

- Endrance jako jedyny mnie pokonał, więc postanowił mnie nauczyć wszystkiego co potrafi.

- Musiała ci nieźle w głowie namieszać skoro ją oszczędziłeś, z tego co udało mi się usłyszeć nawet postawiłeś się Haseo. Masz odwagę chłopie... – zaśmiał się Kuhn

- ... - Endrance jedynie przemilczał to co powiedział Kuhn – Chodźmy stąd Erinome znam ciekawego questa. – powiedział kierując się do Chaos Gate

- W takim razie ja też chcę iść. – rzucił Kuhn

- N...

- Ok, to na co czekamy? – przerwałam mu

- Co?! – zdziwiony Endrance aż się zatrzymał

- Wspaniale! Zaproszę was do drużyny.

Ja od razu przyjęłam zaproszenie Kuhna jednak Endrance przez dłuższą chwilę się zastanawiał. Ostatecznie ze względu na mnie przyjął zaproszenie swojego znajomego z gry. Po jego minie widać było, że nie jest z tego powodu zadowolony. Cała nasza trójka przeniosła się do Mac Anu. Razem z Endrance'm czekałam w centralnej części miasta.

- Dlaczego się zgodziłaś? – spytał z wyrzutami

- Musiałam to zrobić... muszę im pokazać, że nie jestem kimś złym. – odpowiedziałam obserwując fontannę

- ... Teraz rozumiem, przepraszam ale byłem... zazdrosny.

- O, jakie to słodkie z twojej strony. – stwierdziłam uśmiechając się

- Cześć Endrance co tam słychać u Haseo bo ostatnio go w ogóle nie widziałem. – zawołał radośnie Silabus

- Tyle razy ci powtarzałem, że nie interesuje mnie to co się z tym zerem dzieje. – burknął zdenerwowany Endrance

- Hehehehe... co tam u ciebie Silabus? – spytałam chcąc rozluźnić atmosferę

- A nic ciekawego, a tak przy okazji świetnie dzisiaj walczyłaś na Arenie. – odpowiedział podchodząc do nas – Mam takie jedno pytanko... czy ty i Endrance...

- Jesteśmy przyjaciółmi. – odpowiedzieliśmy jednocześnie

Mimo, że nie była to prawda woleliśmy pozostawić to w tajemnicy, tak na wszelki wypadek. Plotki i nowinki bardzo szybko lubią się rozchodzić a woleliśmy unikać spojrzeń innych graczy. Nigdy nie wiadomo kiedy Regitsu znowu wpadnie w szał i pozabija wszystkich gapiów. Może kiedyś o tym powiemy ale dopóki nie potrafię w pełni kontrolować jego mocy ten pomysł odpada, zbyt duże ryzyko.

- Świetnie razem byście wyglądali, pasujecie do siebie perfekcyjnie. – powiedział Silabus patrząc raz na mnie a raz na Endrance'a

W końcu pojawił się Kuhn z obiecanym questem. Jeszcze trochę a Silabus odkryłby nasz sekret... uf było blisko... za blisko.

- Yo Silabus! Widzę, że masz przerwę w pracy.

- Tak jakby... Gaspard woli bym był maskotką naszego sklepu :). – odparł drapią się po głowie

- Ten awans hahaha. Ok to idziemy?

- Gdzie idziecie? – spytał zainteresowany chłopak

- Znalazłem ciekawego questa, więc uznałem, że nasza trójka może się trochę rozruszać.

- Mogę też iść?

O nie... Kuhn proszę powiedz mu nie, on nie może z nami iść bo jego spojrzenie ma jakieś promienie rentgenowskie przez co widzi to czego inni nie widzą. Teraz on też mnie przeraża dokładnie tak samo jak Minu... Ciekawa jestem co się z nią teraz dzieje...

- Nie dzisiaj, jak widzisz już mamy pełny skład. – odparł Kuhn uśmiechając się do niego

- Ok ale następnym razem idziemy z Gaspardem zgoda?

- Zgoda. Na razie!

- Możemy w końcu iść... – powiedziałam już nieco znudzona

- Co waszą dwójkę dzisiaj ugryzło? Zachowujecie się jakby nie odpowiadała wam moja obecność. – stwierdził niebiesko włosy chłopak – A tak przy okazji... chyba wpadłaś w oko Silabusowi. – dodał uśmiechnięty

- ...?! Chyba sobie żarty robisz... – odparłam

- Nie, mówię serio, widziałem jak na ciebie patrzył. Dobrze znam to spojrzenie.

- Dobrze... w takim razie nie było tej rozmowy. Czy możemy w końcu iść zrobić to co mamy?

- Już idziemy... nie mogę pozwolić na to by taka piękna dziewczyna się złościła. – odparł Kuhn kierując się do DOME

Quest ten odgrywał się na mapie z typu lochy, czyli coś co po prostu kocham... chodzenie, chodzenie i jeszcze raz chodzenie. Jakby tego było mało wszystkie potwory były odpowiednie na 40 poziom, więc ze zdobywania nowych poziomów nic. Co za marnotrawstwo czasu... proszę Amaterasu pomóż mi i zabierz stąd tego denerwującego typa.

Przez całą drogę musiałam udawać miłą, uśmiechać się i śmiać z jego drętwych żartów. Najgorsze jednak w tym wszystkim było to, że podczas całej drogi obsypywał mnie komplementami i słodkimi słówkami próbując z całych sił zwrócić na siebie moją uwagę. Biedaczyna nie wie, że mam go gdzieś tylko nie mogłam pokazywać tego tak jak robił to Endrance. Udawał, że go nie widzi i tylko szedł przed siebie trzymając mnie blisko siebie, zupełnie tak jakby bał się, że Kuhn może mi coś zrobić. Jak dobrze, że, poszliśmy razem.

Po całej zmarnowanej godzinie, w końcu 'skończyliśmy' tego upiornego questa. Tak jak na początku myślałam było to jedynie marnotrawstwo czasu. Tak na dobrą sprawę nawet go nie skończyliśmy bo Kuhn wolał bawić się w wybawiciela dam w opałach, więc ktoś ukradł nam przedmiot potrzebny do jego ukończenia. Cały nasz wysiłek szlag trafił... normalnie mam ochotę zabić tego durnia ale źle bym na tym wyszła. Dziwiło mnie jeszcze jedno... dlaczego Kuhn jest taki miły dla mnie? Czy nie pamięta, że całkiem niedawno zabiłam go a na dodatek zablokowałam jego Avatara... ech... jak on ma pamiętać to drugie skoro był wtedy unieruchomiony i nic z tego nie pamięta. Ale nie zmienia to faktu, że jest dla mnie aż za miły. Może on szpieguje dla Haseo lub po prostu to przez jego specyficzne zachowanie w obecności dziewczyn... Ten koleś jest jakiś dziwny. Chwilkę później Kuhn podszedł w swoją stronę zostawiając nas samych. Z jednej strony cieszyłam się, że sobie podszedł a z drugiej niepokoiło mnie to, bo równie dobrze mógł teraz pójść zdać raport swoim znajomym. Sama nie wiem co o nim myśleć, z jednej strony jest miły i uprzejmy ale z drugiej jakoś tak dziwnie zareagował na moją obecność.

- Coś cię trapi? – spytał Endrance zabierając mnie na sam koniec miasta gdzie znajdował okrągły dziedziniec z fontanną i nieco bardziej wysuniętym miejscem, z którego można było podziwiać zachód słońca i błękitne morze

- Ten Kuhn jest jakiś podejrzany... nie lubię go. – odpowiedziałam idąc tuż obok niego

- Nie zwracaj na niego uwagi, on już po prostu jest dziwny a w szczególności gdy w jego pobliżu są dziewczyny. – zaśmiał się stojąc tuż przed kamienną barierką

- Może i masz rację ale...

W tym samym momencie otrzymałam krótką wiadomość:

„Dzisiaj o 20:00 odbędzie się walka o tytuł Imperatora na Arenie Demon Palace. Będę na ciebie czekał."

Ten Haseo to ma dopiero tupet... wysłał do mnie wiadomość, zamiast powiedzieć mi to w twarz, co za tchórz. Na dodatek wysłał tylko krótką wiadomość... chwilka moment... przecież z tego co pamiętam krótkie wiadomości mogą wysyłać do siebie osoby, które wymieniły ze sobą swój Member Address a z tego co wiem Haseo nie jest moim znajomym. Coś mi tu nie gra...

- Endrance?

- Tak?

- Czy osoby, które nie są swoimi znajomymi mogą wysyłać do siebie krótkie wiadomości?

- Nie a co?

- Przed chwilą dostałam taką wiadomość od Haseo.

- Dziwne... chociaż... ten cały Yata jest jednym z administratorów gry, więc jest zdolny zrobić coś czego nie umie zwykły gracz. – odpowiedział wpatrując się w bezkresne morze

- Ten to ma znajomości...jak ja go pokonam skoro ma on aż tak wpływowych znajomych?

- Będziesz musiała użyć swojego Avatara, innego wyjścia nie widzę.

- Nie mogę go użyć... nie potrafię go jeszcze w pełni kontrolować. – odparłam opierając się o kamienną barierkę

- Nie bój się będę czuwał nad całym pojedynkiem. – powiedział uśmiechając się do mnie

- Jak?

- Będę dzisiejszym gościem specjalnym.

- Kiedy? Jak? – aż na moment mi mowę odjęło

- Mam swoje sposoby... ochronię cię przed całym złem... nawet jeśli zapłacić bym miał za to swoim życiem... Moje życie nie jest aż tak ważne jak twoje... Erinome... – odparł przybliżając się do mnie

Dobrze wiedziałam co się szykuje, więc powoli zamknęłam oczy czekając na jego ruch...

- Erinome-sama! – wrzasnęła jakaś dziewczyna podbiegając do mnie

- Hmm?

- Och... Wielka Erinome-sama to dla mnie ogromy zaszczyt. Przez cały czas myślałam, że jestem niegodna nawet Twojego spojrzenia a tu spotkała mnie szansa by spotykać Cię osobiście. – powiedziała podekscytowana dziewczyna kłaniając mi

- Okey...? Kim jesteś? – spytałam robiąc krok do tyłu

- Najmocniej przepraszam Pani za mój brak kultury, nazywam się Arinoka. Jestem założycielką gildii poświęconej Tobie. Jestem z Gwardii Cesarzowej. – oznajmiła z dumą

- Aha...

Mój fanklub... no pięknie jeszcze mi tego brakowało, teraz mała grupka ludzi uważać mnie będzie za swoją cesarzową i wszędzie za mną chodzić. Ja tu próbuje być w samotności, no może nie całkiem bo wolę być sama z Endrance'm, a teraz jakaś grupka moich fanów będzie wszędzie za mną chodzić. Przecież ja do cholery jasnej nawet miesiąc w to nie gram a już takie rzeczy się tu dzieją... aż strach pomyśleć co się by tu mogło dziać po roku grania...

- Erinome-sama... niczym ogień piekielny ma miłość do ciebie nigdy nie zgaśnie ani nie osłabnie... to... to... to jest prawdziwa miłość... – oznajmiła rozmarzona dziewczyna

- ... Dziękuję, to miło z twojej strony ale...

- W... wspaniale, może gdzieś razem pójdziemy? – spytała podchodząc do mnie

- Właśnie chciałam ci powiedzieć, że dzisiaj nie mogę bo mam dużo ważnych rzeczy do załatwienia. – odparłam szybko

Dopiero teraz zwróciłam uwagę na to jak ona jest ubrana... Cóż jej strój był dość skąpy, składał się jedynie z czerwonego metalowego płytowego stanika w różowe spiralne wzory, takich samych majtek, długich złotych bransolet, rubinowego dużego wisiora oraz czerwonych szpilek, które miały chyba z dobre 20 centymetrów. Miała długie do kostek czarne loki z gdzieniegdzie poprzypinanymi różowymi kokardkami z prosto przyciętą grzywką. Miała duże niebieskie oczy, czerwone usta i... ogólnie mówiąc miała dość mocny makijaż. Była nieco nisza ode mnie ale za to bardzo dobrze zbudowana jak na kobietę (i w tym momencie wiadomo o co chodzi...). Teraz wiem, że w „The World" można wyglądać jak chcesz... i to dosłownie.

- A tu jesteście! Dlaczego... o bogowie... chyba anioł spadł z nieba! – zawołał Kuhn biegnąc w naszą stronę

- O nie... jeszcze go tu brakowało... – nawet nie zdałam sobie sprawy z tego, że powiedziałam to na głos

- Zaraz zobaczysz porządne przestawienie. – odparł półszeptem Endrance

- Co taka piękność robi sama w takim mieście?

- Spaceruję jak widać...

- Muszę ci powiedzieć, że aż oślepiłaś mnie blaskiem swej urody... Jesteś wprost jej boginią. – widać było, że Kuhn się już nakręcił – Może gdzieś razem pójdziemy? - zaproponował

- Nie jestem zainteresowana.

- ...?! Jesteś pewna?

- Tak. Dla mnie liczy się tylko moja ukochana Erinome-sama! – ech normalnie widzę teraz latające wokół niej serduszka

- Czy ty...?

- Tak, nie umawiam się z chłopakami, zdecydowanie wolę dziewczyny... Niestety moja poprzednia dziewczyna zniknęła gdzieś bez śladu... ale gdy ujrzałam wspaniałą Panią Erinome zapomniałam o niej i w ten sam dzień założyłam specjalnie dla Niej gildie-fanklub, w której zbierają się wszyscy, którzy kochają Panią Erinome. – powiedziała z dumą

- Jak się nazywa i ilu ma już członków jeśli mogę spytać? – o dziwo Kuhn się nie zniechęcił

- Gwardia Cesarzowej i liczy już 2500 członków.

Aż się zakrztusiłam własną śliną... to jest jakieś chore 2500 moich wielbicieli?! To jest już jakaś przesada... Czy ludzie są naprawdę aż tacy dziwni by wielbić i darzyć uczuciem kogoś z kim nawet nie rozmawiali? Och... ten świat jest jakiś dziwny, i to na dodatek taka liczba ludzi! Mam dziwną ochotę zapaść się teraz pod ziemię i już nigdy nie wrócić.

- ŻE CO?! – widziałam, że Kuhn tak zareaguje... to musi być dla niego cios - A myślałem, że to ja mam ogromną rzeszę fanek a tu proszę taka niespodzianka. Tak z ciekawości, czy też mogę dołączyć? – on też, hmm jakoś to mnie nie zdziwiło

- Oczywiście.

- W takim razie chcę przyłączyć się do was.

- Dobrze... chodź za mną, musisz to zrobić w naszej siedzibie bo tam też musisz złożyć przysięgę.

- Ok. – odparł Kuhn idąc za nią

Jeszcze jakieś specjalne przysięgi? To już naprawdę jest dziwne... a co gorsza Kuhn postanowił się do tej bandy świrów przyłączyć... O rety jeszcze tego mi było trzeba. Chyba pójdę skoczyć z okna.

- A więc masz własny fanklub... – przez tą całą sytuację całkowicie zapomniałam, że obok mnie stoi Endrance – Teraz jestem o wiele bardziej zazdrosny o ciebie niż przedtem. – dodał odwracając wzrok

- Spokojnie, nie musisz czuć się zagrożony... dla mnie liczysz się tylko ty. Nikogo innego nie kocham. – odparłam trzymając jego dłonie

- D... dziękuję... i wzajemnie. – powiedział przytulając mnie

- Wiesz... Endrance...

- Tak?

- Może to i trochę nie odpowiednie z mojej strony ale... wydaje mi się, że czegoś nie dokończyliśmy bo przerwała nam w tym Arinoka... – mówiąc to aż zrobiłam się cała czerwona

- ... A tak już pamiętam... jeśli ci na tym zależy... czy będziesz potrafiła jeszcze poczekać?

- Tak, a co? Coś się stało?

- Nie, nic. Przepraszam...

- Nie masz przecież za co przepraszać En. – zaśmiałam się

- Z twoich ust te zdrobnienie o wiele lepiej brzmi...

- O rety, nawet nie wiedziałam, że go użyłam... jakoś tak samo wyszło he he. – ale wpadka...

- Możesz go używać kiedy chcesz.

- Dziękuję... Już nie umiem się doczekać dzisiejszego przyjęcia z okazji mojej koronacji. – zmieniłam szybko temat

- Co chcesz robić?

- Hmm... co powiesz na krótki trening przed walką? – zaproponowałam

- Co dokładnie masz na myśli?

- Powtórka z lekcji o używaniu Avatara.

- Bardzo dobry pomysł, chodźmy znam odpowiednie miejsce gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzać. – powiedział kierując się do Chaos Gate

- Czyżby to było twoje ulubione miejsce? – spytałam idąc obok niego

- Dokładnie. – odpowiedział z uśmiechem

Przez całą resztę dnia ćwiczyłam podstawy używania Avatara by być gotową na wszystkie niespodzianki jakie mógł przygotować dla mnie Regitsu. Na samym początku chciałam by Endrance użył Data Drain by uspokoić Regitsu ale się na to nie zgodził ponieważ powiedział, że potrzebować będę pełnej mocy mojego Avatara. Nie cieszyło mnie to za bardzo bo dobrze wiedziałam do czego jest on zdolny. Mimo porządnej powtórki pewna byłam, że nie powstrzymam Regitsu przed przejęciem nade mną kontroli. Wciąż byłam za słaba, za mało na jego temat wiedziałam byłam dla niego jak bezbronne dziecko, którym można bezproblemowo manipulować. Na domiar złego jego moc jest na tyle dziwna, że w jakiś sposób działa również w prawdziwym świecie. Mam dziwne przeczucie, że w tym momencie świat wirtualny łączy się ze światem prawdziwym co nie wróży niczego dobrego... a ja myślałam, że takie rzeczy dzieją się jedynie w filmach.

Była już godzina 19:20 i jakoś dziwnie zaczęłam się obawiać walki z Haseo. Wolałabym już to porzucić i wrócić do normalnego grania, bez pojedynków i bez Avatarów. Jakoś przestało mi się to tak podobać jak na początku. Chyba odpuszczę sobie ten pojedynek... tak... tak będzie o wiele lepiej.

„Czy ty do reszty zgłupiałaś?" – spytał nagle znajomy głos Regitsu

„O co ci chodzi? Przecież to moje życie i to ja decyduję co będę robiła."

„Nie możesz porzucić turnieju gry jesteś już na samym jego końcu!"

„Ale..."

„Bez ale, musisz dzisiaj tam iść i go pokonać! To jest spełnienie jednego z twoich marzeń, nie pamiętasz?"

„Masz rację..."

„Nie musisz się go bać, przecież jego Avatar jest przez nas kontrolowany i nie jest w stanie nawet nas dotknąć. Nikt nas nie pokona! Razem staniemy się niepokonani! Zniszczymy każdego na naszej drodze!" – przyznać muszę, że jego słowa bardzo motywują

„No tak... pamiętam. Użyje tej mocy by zaspokoić swoje egoistyczne potrzeby! Hahahaha! Tak... Muszę dzisiaj zniszczyć Haseo!"

N... nie to mam mówić, dlaczego to tak łatwo mu przychodzi? Znów zaczął tą swoją chorą zabawę... czuję się tak jakbym była jedynie pionkiem na jego szachownicy. Jego moc... jest zbyt potężna... nie umiem się jej przeciwstawić...

„Dobrze, o to właśnie chodzi moja droga. Uwolnij swój gniew! Pozwól mu nad sobą zapanować! Dokładnie tak... to jest twoja prawdziwa moc!" – jego głos rozbrzmiewał echem w moim umyśle tworząc zapętloną i hipnotyzującą melodię

Wyczerpana wewnętrzną walką upadłam na kolana. Świat przed oczami pociemniał mi zarówno w grze jak i w prawdziwym świecie co nie wróżyło niczego dobrego. Z każdą sekundą moje siły mnie opuszczały... czułam się coraz słabsza... Nagle poczułam na ramieniu ciepły dotyk Endrance'a, który w pewien sposób przywrócił mi siły... Dziwne było też to, że jego dotyk poczułam na prawdę. Co się ze mną dzieje?

- Erinome! Co się stało? Jesteś strasznie blada... – spytał przestraszony

- Nie mam pojęcia... czuję się jakby coś odbierało mi siły życiowe... Przez chwilę miałam też uczucie jakbym czuła wszystko co dzieje się w świecie gry. – odpowiedziałam trzymając się za głowę

- Twój Avatar jest potężniejszy niż myślałem. Ciekaw jestem jakiej technologii używa by przenosić cię do gry? Czy jesteś w stanie uczestniczyć w dzisiejszej walce? – spytał siadając obok mnie

- Muszę w niej wziąć udział! Nie mogę jej opuścić. – odparłam zdeterminowana

- Jesteś pewna?... Martwię się o ciebie.

- Dam radę, i nie musisz się o mnie martwić przecież będziesz nad wszystkim czuwał. – odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem

- Dobrze... w takim razie zaniosę cię do Lumina Cross. – po tych słowach wziął mnie na ręce i podszedł do Chaos Gate

- ... N... nie musisz tego robić a tak przy okazji... czuję się nieco zawstydzona... – dodałam czując jak na mojej twarzy pojawiają się rumieńce

- Musisz być w pełni sił przed walką... a z tymi rumieńcami wyglądasz bardzo... uroczo. – dodał uważnie mi się przyglądając

Jedyne co zrobiłam to szybka ucieczka wzrokiem. Jednak zauważył... mam 22 lata a czuję się jakbym miała 17. Chyba będę musiała przestać z nim spędzać czas... Cholera odkąd go poznałam mam ochotę każdą wolną chwilę spędzać z nim, nawet nabrałam ochoty na wyjście z domu, oczywiście w jego towarzystwie... że też jeden chłopak aż tak potrafi namieszać mi w głowie...

Nawet nie zauważyłam kiedy byliśmy już w Lumina Cross tuż przed stanowiskiem do zapisywania się do turnieju. Jak to już mam w zwyczaju muszę mieć takiego pecha, że akurat wszystkie osoby, które mnie znajdą musiały to wszystko widzieć... no może oprócz Silabusa, którego o dziwo nie było. Groźne spojrzenie Haseo mówiło samo za siebie, chciał mnie pokonać i to bardzo... na szczęście kontrolowałam jego Avatar, więc pod tym względem był niegroźny. Nie będę mogła użyć mocy Regitsu ponieważ walka ta skończyłaby się za szybko i...

- Erinome-sama! – zawołał dobrze mi znany kobiecy głos

- O nie... Ach to ty Arinoka co cię tu sprowadza? – spytałam udając miłą

- Och... Erinome-sama... każde Twoje słowo sprawiła, że kocham Cię jeszcze bardziej... – to się nazywa mieć bzika na czyimś punkcie

- Tak... to już przerabiałyśmy. Pytałam się co tutaj robisz. – powtórzyłam pytanie chcąc się od niej w końcu uwolnić

- Przyszłam tu by Cię podziwiać podczas dzisiejszego pojedynku... ach~... me serce aż szybciej bije gdy na Ciebie patrzę Cesarzowo mojego życia i serca... – jej słowa zaczynają mnie przerażać

- ... Eeee dobra, już wszystko wiem... czy możesz już sobie iść?

- Ach~ z największą przyjemnością... twoje słowo jest dla mnie rozkazem...

Po tych słowach Arinoka poszła w stronę wejścia na trybuny. To było naprawdę dziwne... Co gorsza wszystkiemu przyglądali się Kuhn, Pi, Atoli, Yata, Sakubo oraz jakaś czerwono włosa dziewczyna w luźnym stylizowanym na wzór ninja dwuczęściowy strój i czerwono włosy chłopak w luźnych spodniach w typowo japońskie wzory. Cała ekipa zdziwiona analizowała to co przed chwilą widziała. Jaki wstyd... zabiję ją jak tylko zdobędę mój tytuł. Teraz wszyscy będą myśleli, że umawiam się z dziewczynami, o rety dobrze, że nie było tu Silabusa i Haseo bo to by było dopiero zabawne... w negatywnym znaczeniu.

- Za dziesięć minut rozpocznie się walka tytułowa! Wszystkich zapraszamy do obejrzenia tego widowiska! – rozległ się nagle dźwięk z mikrofonu

- Muszę już iść, trzymaj za mnie kciuki. – powiedziałam odwracając się do Endrance'a

- Na pewno ci się uda, co do tego nie mam wątpliwości. – odparł poklepując mnie po ramieniu

No to pora na mój show! Pokażę temu Haseo gdzie jest jego miejsce raz na zawsze. Dzisiaj na Arenie czuję się jak prawdziwa gwiazda wieczoru. To jest mój dzień!

- Panie i panowie! Witam wszystkich na tym niesamowitym pojedynku o tytuł Imperatora na Demon Palace! Dzisiaj staną przeciwko sobie dwie drużyny, a raczej dwie osoby. Haseo z Team Haseo oraz Erinome z Deadly Shadow! Naszym dzisiejszym gościem specjalnym będzie były Imperator na Demon Palace Endrance. – zapowiedział komentator gestykulując każde swoje słowo – Jak myślisz kto dzisiaj wygra?

- Czasy Haseo na Arenie dobiegły już końca i moim zdaniem to Erinome ma większe szanse na wygraną, jej styl walki jest bardzo profesjonalny i dopracowany, całkiem odwrotnie jest u Haseo, który atakuje byle jak i nie zwraca na nic innego uwagi. – odpowiedział swoim naturalnym, spokojnym głosem

- No proszę, czyżby dzisiaj nadszedł koniec naszego Haseo? Zobaczmy sami! Niech rozpocznie się pojedynek!

W tym samym momencie oboje przenieśliśmy się na ring. Teraz nie ma już żartów, czas na poważną walkę! Przygotowana do ataku wyciągnęłam swój miecz, tak nas dobry początek. W sumie nie miałam tego w zwyczaju ale lekko zgięłam nogi w kolanach, ciężar ciała delikatnie przesunęłam do przodu a miecz trzymałam pod skosem końcówką klingi skierowaną ku ziemi. Gotowa do ataku i obrony czekałam na jakiekolwiek posunięcie ze strony Haseo. Ten jednak stał jak słup i nic nie robił. W końcu zdecydowałam zaatakować jako pierwsza. W mgnieniu oka pokonałam dzieląca nas odległość i przeszłam do ataku. Każdy mój cios blokowany był przez jego dwa sztylety.

- Masz zamiar przez cały czas unikać walki czy tylko mi się tak wydaje? – spytałam złośliwie

- Będę robił co chcę i jak chcę. – burknął – A tak przy okazji, twój styl walki... bardzo mi kogoś przypomina, tylko nie pamiętam kogo. – dodał blokując kolejny cios

- Tak właśnie działają tchórze. – zaśmiałam się

- Ty...!

Chwilę później Haseo zaatakował i w końcu mogłam się zabawić. Niestety nie mogłam zobaczyć jego pełnej mocy ponieważ umiejętności i wszystkie inne statystyki zostały dostosowane do poziomu Areny Demon Palace. Na to będę musiała czekać aż do Sage Palace gdzie poziom jest nieokreślony.

Jak już zauważyłam Haseo stawiał na uniki i szybkie ataki z bliska. On blokował moje ciosy a ja jego. Przy każdym uderzeniu spomiędzy naszych broni sypał się deszcz iskier. Po kilku minutach takiej 'walki ' oboje mieliśmy po połowie paska zdrowia. W końcu udało mi się na tyle osłabić go, że wykonać mogłam Rengeki. Nie zwlekając ani chwili zaatakowałam go tym co najsilniejsze.

- Twilight Blade!

Mój miecz otoczył granatowy płomień a jego klinga zalśniła złotym blaskiem. W powietrzu wykonałam cztery cięcia, które następnie w formie fal uderzeniowych pognały w stronę zdezorientowanego chłopaka. Po tym potężnym ciosie jego stan zdrowia był bliski zera. Chyba nawet wygram bez użycia Regitsu.

Nagle na ciele Haseo pojawiły się czerwone runiczne symbole, poczułam również jak wokół niego zaczyna pojawiać się ogromna moc. Czyżby Haseo postanowił użyć swojego Avatara? Czyli to tak zawsze wygrywał na Arenie. Jak dobrze pamiętam jego Avatar nazywał się Skeith.

„Teraz Erinome możesz powstrzymać jego Avatar" – to było oczywiste, że w takim momencie odezwie się Regitsu

„Już się robi! Skeith w tej chwili masz odejść i zostawić na jakiś czas Haseo samego." – powiedziałam donośnym głosem

„Jesteś pewna Pani?" – spytał nie pojawiając się

„Tak, nic mu nie będzie. Idź już lepiej."

Skeith posłusznie wrócił tam skąd przyszedł zostawiając Haseo na lodzie. Zdziwiony chłopak stał jakby przed chwilą poraził go prąd. Chyba nie do końca wie co się przed chwilową stało... biedaczyna.

- Co tu się do cholery jasnej dzieje?! – wydusił w końcu z siebie

- Hahahaha! Game Over! Hahaha! – no nie zaczyna się

Kilka sekund później znów znalazłam się w Przestrzeni Avatarów. Próbowałam się ruszyć jednak moje próby szły na marne. Regitsu znów ma pełną kontrolę nad moim ciałem. Nie mogę pozwolić mu na to by coś zrobił Haseo...

„Regitsu co ty robisz?!"

„Zniszczę go... całkowicie. Zresetuję jego postać do zera! A może nawet go usunę z gry i zablokuję jego komputer."

„Nie rób tego! ...Proszę przestań."

„Zamknij się! Zrobię co muszę! Zniszczę go całkowicie!"

„Nie!"

Nie, nie, nie, nie... on nie może tego zrobić. Tylko, że jestem za słaba by mu się postawić... potrzebuje pomocy...

- Data Drain! – ten głos...

Endrance przyszedł z pomocą w ostatniej chwili, kilka sekund później i mogłoby dojść do tragedii. Jego niszczycielska kula perfekcyjnie trafiła niczego nieświadomego Regitsu. Niestety ból czuł zarówno on jak i ja ale dla dobra innych warto jest się trochę poświęcić. Chwilę później byliśmy z powrotem w normalnym świecie. Wykończony Haseo klęczał przede mną a ja ledwo stałam z przemęczenia.

- Haseo... – zaczęłam unosząc miecz – Game Over! – dokończyłam dobijając go

- Niesamowite! Erinome zostaje nową Imperator na Demon Palace! – podsumował komentator

- Od początku wiedziałem, że Erinome zdobędzie ten tytuł... jest niezwykła, jedyna w swoim rodzaju. – odparł Endrance uśmiechając się

- Niestety z przyczyn od nas nie...

Nagle świat przed oczami mi poczerniał i ostatnie co pamiętam to mój upadek...

Obudziłam się w nieznajomym miejscu leżąc na kanapie. Nie była to zwykła lokacja w grze... być może jakaś gildia? Tylko, która? Gdy przewróciłam się na drugi bok zauważyłam, że siedział obok mnie Endrance trzymający mnie za rękę, widać było, że jest zmartwiony... jego smutny wyraz twarzy mówił sam za siebie.

- Endrance?

- Przepraszam... zawiodłem cię... Obiecałem ci, że opanujesz swojego Avatara i, że zadbam o to by nic ci się nie stało... niestety nie udało mi się to. – powiedział bliskim płaczu głosem

- Nic się takiego nie stało. – odparłam uśmiechając się

- ... Twój Avatar... zaczął cię już niszczyć... Nie doszłoby do tego gdybym przed walkę zablokował Regitsu. Przepraszam... ale... muszę iść... nie szukaj mnie. – odparł po czym podszedł

Mój Avatar mnie niszczy? Ale jak to możliwe... Regitsu powiedział, że mi tylko pomoże i nie było tam żadnych ukrytych żądań. Co się tutaj dzieje? Jeszcze Endrance gdzieś zniknął, szybko sprawdziłam listę znajomych i okazało się, że jest offline. Przecież to wszytko to nie jego wina, on nic złego nie zrobił a mimo to obwinia się za wszystko... Będę musiała się z nim skontaktować i zrobię to teraz.