- Pomiędzy oktawą a dekadą czai się dziewiątka, a konkretnie dziewiąta walka! Co by długo przedłużać – powitajmy nasze gnolle! – wykrzyknął Hellscream.
- Jeden z nich jest potężnym szamanem i gnollowym innowiercą! Drugi to łowca, który twierdzi, że może upolować wszystko! Oto... Stara Szrama i Hrontrig the All-Being Hunter! – dodał od siebie parę krzyków Fergard.
- Będzie rzeź. Kolejna – zawyrokował Thant w głębi swego jestestwa.
Obaj przedstawiciele dumnej i licznej rasy synów wilka byli już na arenie. Choć wywodzili się z różnych plemion – Szrama z „barbarzyńskich" górskich gnolli, a Hrontrig ze Szlachetnych Gnolli – wyglądali podobnie. Po prawdzie, to szaman był bardziej podobny do łowcy niż do własnego brata - w przeciwieństwie do większości górskich gnolli, gnoll miał futro brązowego koloru, a nie szarego. W jego twarzy tkwiło bardzo dużo małych kawałków metalu, opiłków i innych drzazg – kiedyś w kopalni żyła mithrilu wybuchła mu prosto w wilczy pysk. Niektóre powyciągał i stworzył z nich metalową, kozią bródkę. Nosił teraz szarą szatę, z wyglądu przypominającą poncho. W przeciwieństwie do Genna miał szare oczy. Teraz zaś ściskał w lewej ręce swój kostur, a prawą, opatrzoną adamantowymi szponami, sprawdzał, czy ogień w rurach ciągle płonie. Dość prymitywny miotacz ognia Szramy był co prawdy zawodny, ale niebezpieczny jak sto pięćdziesiąt.
Choć Hrontrig wyglądał „sam w sobie" niemal identycznie jak Szrama, ubierał i uzbrajał się zupełnie inaczej. Był szczupłym i atletycznie zbudowanym gnollem o bardzo krótkim pysku, który przykrywał chustą. Nosił też białą płócienną koszulę, kolczugę i skórzane bryczesy podbite żelazną siatką. Na ten dziwny strój zarzucił brązowe poncho i „kawał szmaty", jak to nazwał kiedyś Genn. „Kawał szmaty" to coś w rodzaju lekkiej togi, która zmienia kolor w zależności od otoczenia. Przez plecy miał zarzucony łuk, do biodra przymocowany kołczan, a gdzieś w nieokreślonym miejscu wisiały sobie dwa piękne, elfickie miecze ze stopu mithrilu i srebra. Na nogach nosił słomkowe buty. Teraz poprawiał strój i rozplanowywał swe trofea tak, żeby nie wadziły mu podczas walki.
Gdy Hrontrig już się oporządził a Szrama sprawdził drożność miotacza, Hellscream postanowił rozpocząć walkę.
- A więc, zaczynajmy tą walkę! – krzyknął entuzjastycznie, zdobywając huczny aplauz na trybunach. Jednak...nic się nie stało.
- E...no to może w końcu zaczniemy? – zapytał jakby z nadzieją, a gdy po chwili nic się nie wydarzyło zaklął pod nosem, wyszperał skądś megafon i wydarł się na całe gardło.
- Perłojad, rusz ten swój łuskowaty zad i daj dźwięk z gardła! – ryknął ork. Odpowiedziało mu głuche, mocne warknięcie, a chwilę później z niewiadomego miejsca przy kabinie komentatorskiej pojawił się wielki, zdenerwowany spiżowy smok o zielonych jak świerki oczach. Smok dość poirytowanym wzrokiem wpatrywał się w kabinę komentatorską. Fergard podniósł się ze swego krzesła, podniósł ręce w geście poddaństwa i wycofał się tyłem, zaś ork schował megafon.
- Z bliska to ty jesteś jeszcze brzydszy, wiesz? – spytali siebie jednocześnie zielonoskóry i skrzydlaty jaszczur. Jednocześnie pokręcili głowami i jednogłośnie oznajmili, że partner w rozmowie zachowuje się jak dziecko. Ork usiadł z powrotem na krześle, Perłojad z nachmurzoną miną wygrzebał parę jasnoniebieskich kulek z sakwy zawieszonej u szyi i poleciał na swoje, wcześniej jakby niezauważone stanowisko przy górze sufitu. Usadowił się i zaryczał przeciągle. Tym razem walka się zaczęła.
Oba gnolle szybko od siebie odskoczyły. Obaj byli raczej wojownikami długiego zasięgu. Jednak w wykonaniu Szramy odskok był tylko pozorny – gnoll z gór wykorzystał siłę odrzutu do wykonaniu długiego skoku w stronę Hrontriga, zamachując się jednocześnie kosturem. Pocisk trafił celu, to jest głowy Szlachetnego Gnolla. Uderzenie wstrząsnęło posadami ciała wojownika i sprawiło, że wyłożył się on na ziemię bez oddechu.
- Nie no, to było za szybkie. Chleba i igrzysk, jak pragnę zdrowia... – mruknął do mikrofonu stary ork. Jeszcze zanim skończył mówić, Hrontrig otrzepał się i wstał, wyjmując jednocześnie dwie szable.
- Tak pogrywasz? No to broń się! – krzyknął gnoll z bagien. Skoczył w kierunku Szramy, zamachując się jednocześnie mieczami w kierunku pachwin oponenta. Szrama szybko sparował jeden z mieczy kosturem, a drugi szponiastą łapą. Odbił od siebie bronie adwersarza i wyprowadził kilka pchnięć tępą bronią, zakończonych spektakularnym, wytrącającym przeciwnika ku górze podbródkowym. Hrontrig jednak jakoś dziwnie się odchyli i zminimalizował straty od kostura, wybijając się dzięki niemu w powietrze. Uśmiechnął się drwiąco i rzucił czymś w Szramę. Jakaś dziwna roślina oplątała gnolla od stóp do głów.
- O, a to jest chyba nogopęd, taka śmieszna roślinka. Oplątuje to, do czego przylgnie bardzo ciasno i za cholerę nie puszcza. Przebiegła zielenina – ocenił i skomentował ork.
- Hm...pytanie, czy kawałek chwastu powstrzyma Szramę? – wyraził w eter (i mikrofon) pytanie Fergard.
- Czasami jeden chwast zmienia więcej niż tysiąc drzew...no, chyba że możesz za pomocą tych drzew rozpętać wielki pożar, to może wtedy... – pogrążył się w rozważaniach Hellscream.
- Och, zamknij się i rób to za co ci płacą – warknął Perłojad do swojego mikrofonu, „gasząc" Hellscreama i rozweselając widownię.
Widać nogopęd nie wystarczył. Szrama spalił roślinę na tyle szybko, że Hrontrig nie zdołał użyć jej w walce. Warknął lekko i cicho po czym przeszedł do ofensywy, tnąc na oślep. Szrama skutecznie blokował kosturem ataki. W pewnym momencie wystrzelił z drągu błyskawicę, która zmiotła Hrontriga i wbiła go w ścianę. Przez dłuższą chwilę Szlachetny Gnoll nie wygrzebywał się z niej.
- Czyżby koniec walki? – spytał jakby sam siebie Fergard. Pytanie szybko uzyskało odpowiedź. Przeczącą. Lub negatywną. Kwestia widzenia zależy od siedzenia.
Korzystając z osłoniętej pozycji Hrontrig napiął swój potężny łuk i posłał przeklętą strzałę – skumulowany pocisk negatywnej energii – w kierunku adwersarza. Szrama oberwał pociskiem w podbrzusze i zwinął się wpół. Po jego ciele przebiegły syczące, czarne błyskawice. Chwilę później... rzuciło się na niego małe zwierzątko, wielkości małych gabarytów kundelka. Stworzonko wyrwało Lorda Natury z rąk jego właściciela i zaczęła go jakby ssać. Z każdą chwilą rosło większe, silniejsze...i coraz bardziej przypominała skaveńskiego szczurzego ogra. W tym czasie Hrontrig wygrzebał się spod ściany i uśmiechał się kpiąco.
- Hells, czy posiadanie pomocników w walce nie jest aby zabronione? – zapytał Fergard, przyglądając się uważnie coraz większemu potworkowi.
- Hm...nie wolno korzystać jednocześnie z większej liczby niż trzech pomocników, chyba że są efektem jakiś mocy. No i publika może wspomagać zawodników – odpowiedział Hellscream, spoglądając pobieżnie na regulamin.
- Hm... czyli na ten przykład Nehr'zul czy Tezzeth mogą sobie przywołać do pomocy po trzy Lodowe Upiory lub Jeźdźców Apokalipsy...a jak niby publika może „bitewnie" wspomóc zawodników? – spytał ponownie Fergard, kreśląc w powietrzu zajączki.
- A bo ja wiem? Zrzucić im broń, jedzenie, eliksiry, buczenie, kawałki żelastwa...Ludzie i nieludzie, bądźcie kreatywni! – zakończył wywód ciut głośniejszym głosem. Właśnie dzięki temu głośniejszemu głosowi mało kto usłyszał gromki – nomen omen – okrzyk „Hells, założę twój fanklub!", dobiegający z pewnego gnollowego gardła.
Tymczasem potworek poważnie urósł w gabaryty i siłę. Zdołał to zrobić zanim Szrama odzyskał możliwość ruchu.
- Twój mały, tresowany egnum, jak mniemam? – spytał Hrontriga.
- Ano tak. Mój żywiący się magią pupilek. Na wypadek, gdyby moja wrodzona tarcza magiczna zawiodła, jak przed chwilą – odpowiedział drugi gnoll, wzruszając ramionami.
- No cóż...będę mu musiał zabrać zabawkę – odrzekł Szrama, uśmiechnął się krzywo, rozprostował z trzaskiem kostki szponów i rzucił się na szyję potwora. Zaczął go okładać po gardle, palić swym ogniem oraz szarpać skórę adamantowymi szponami. A przynajmniej próbował, gdyż w krótkim czasie egnum złapał natrętnego szamana i zaczął rzucać nim na lewo i prawo po arenie. Hrontrig wyciągnął pojedynczą strzałę, chuchnął na nią kilka razy, przetarł, sprawdził coś i nałożył na gryf łuku. W tak zwanym międzyczasie Szrama dorwał się do kostura i sobie jedynie znanymi inkantacjami odpędził stwora i spuścił z niego energię. Mały, przypominający kundelka stworek podbiegł do swego pana i po jego nodze wpełzł pod poncho.
- No...to możemy już wrócić do walki – westchnął lekko zasapany Szrama, wspierając się na kosturze. Co dziwne Hrontrig był śmiertelnie poważny. Niczym sam Sam „Serious" Stone.
- Nie, Szrama. Zamierzam to skończyć. Tu i teraz. Tak mi dopomóż Herazou – odrzekł, posyłając nałożoną wcześniej strzałę prosto w Szramę. Gnoll ponownie nie wykazał się refleksem i zarobił kolejną strzałę w brzuch. Po chwili jednak...pocisk wyrzucił go w powietrze i zaczął dziwnie, powolutku obracać.
- No proszę...niby gnolle, niby tradycjonaliści...a mają zabawki godne Tajnego Wywiadu Starożytnych czy innej Gildii Mrocznych Zabójców – rzekł Grommash, kiwając głową z uznaniem.
- Czyżby jakaś forma ładunku antygrawitacyjnego? – zapytał z pewną dozą pewności w głosie Stratoavis.
- Na pewno. Hrontrig ma kopy różnych pocisków, więc może i strzały antygrawitacyjne posiada – odpowiedział półdemonowi ork.
- Swoją drogą, czemu Tajny Wywiad Starożytnych jest tak tajny, że wszyscy o nim wiedzą i otwarcie mówią? Bo jakoś nigdy nie pytałem Silasa... – spytał po chwili namysłu posiadacz płomienno rudej grzywy.
- A to spytaj jeszcze raz – odburknął ork.
- Ech...Grommash „Grom" Hellscream to instytucja, która ma rady na wszystko. Tylko za cholerę jeszcze tych rad nie wykorzystałem – westchnął Fergard i pokręcił głową.
Tymczasem Szrama wciąż wisiał pod sufitem. Hrontrig zaś wyjął grubą, jakby powiązaną jakimś sznurem strzałę. Szrama widocznie się przeraził.
- Nie, nie, nie! Ty chyba nie zamierzasz... – zaczął, lecz Hrontrig mu przerwał.
- Owszem, zamierzam. Nawet jeśli to nieetyczne, niehumanitarne i niegodne do zastosowania przeciwko innemu gnollowi, a zwłaszcza przyjacielowi. Ale chcę możliwie szybko skończyć tą walkę, więc...sam rozumiesz. Wybacz – powiedział Hrontrig, lekko drgając i jednocześnie naciągając cięciwę z nałożoną strzałą.
- Nie, do cholery, nie! Zabraniam! Jako Wilczy Lord zabraniam ci użyć tej cholernej strzały! – zapluł się górski gnoll.
- Wiesz, przyjacielu...może zamiast pokładać wiarę w zadziałanie tej odezwy, módl się o profesjonalizm ichnich lekarzy. Wybacz... – odrzekł na to Szlachetny Gnoll, powtarzając swą prośbę. Napiął cięciwę najsilniej jak mógł i wystrzelił. Strzał gładko przeszła gdzieś w okolicach podbrzusza...wyrywając i ciągnąc za sobą jelita Wilczego Lorda, przyszpilając go w końcu do sufitu. Potężny szaman wyglądał teraz niczym ponure wahadło zegarowe, powoli kiwając się z lewa na prawo. Było bardzo cicho. Herazou niech będę dzięki, Szrama szybko stracił przytomność. Po dłuższej chwili Hrontrig, lekko chwiejnym głosem wyraził prośbę, by ktoś pośpieszył tych cholernych lekarzy i zszedł z areny.
- E...tego...no...Ferg, lej wodę, idę się napić – mruknął Grom i odszedł na chwilę od konsolety komentatorów, kierując swoje kroki w kierunku barku.
- No więc...po tym jakże ekscytującym i bestialskim na końcu pojedynku wygrywa Hrontrig, odporny na magię gnoll specjalizujący się w walce wszelkim orężem...Co by tu jeszcze – brawa! – zakrzyknął na koniec. Po chwili wzniosły się rachityczne oklaski – wszyscy ciągle byli w szoku. Szramę już zwieszono.
- A teraz pozostaje nam zrobić sobie chwilkę przerwy i przygotować się do dziesiątej walki, w których wystąpią prawdziwi „Big and Bad Guye". Tak, mowa o Behemoth'cie i Finkreghu. Tak więc...do następnej! – odrzekł po chwili Hellscream.
