Od autorki: Oto jest, oczekiwany rozdział, w którym Sherlock używa określenia 'gnoić małpiszona' i odkrywamy jego nieoczekiwany talent…

Miłego czytania!

Od tłumaczki: Sprawdzałam jeszcze czy ma to ręce i nogi, ale jestem po egzaminie i ogólnie na oczy nie słyszę, na uszy nie widzę, więc mogłam nie dojrzeć ewentualnych dziwnych konstrukcji zdań z tłumaczenia roboczego. Mimo to, enjoy =]


Lestrade wyszedł godzinę później, ale najpierw wymusił na Johnie i Sherlocku obietnicę, żeby w najbliższym czasie znowu się do niego odezwali. Sherlock, nader chętny do powrotu do normalności, przynaglił inspektora, aby dał mu znać jak tylko pojawi się coś interesującego. Śmiejąc się, Lestrade zgodził się i wyszedł.

Kiedy zniknął, Sherlock i John z powrotem zajęli swoje miejsca przed kominkiem.

- Czy kiedykolwiek mi zdradzisz, co się działo przez te lata kiedy cię nie było?

Z uniesionymi ze zdziwienia brwiami Sherlock spojrzał na Johna. - John, naprawdę chcesz wiedzieć?

- Biorąc pod uwagę twoją odpowiedź, domyślam się, że była niezła jatka.

- Trochę, - Sherlock zgodził się od niechcenia. - Na tyle na ile była potrzebna. Starałem się znaleźć alternatywne wyjścia, ale w wielu przypadkach nie było innej opcji.

- Gdzie mieszkałeś? Z kim się zadawałeś?

- Mieszkałem tam, gdzie akurat postawiłem nogę. Kiedy było już po wszystkim okrążyłem świat dookoła trzy razy. Nie sądzę, żebym dwukrotnie odwiedził to samo miejsce. Jeśli chodzi o rozmowę, nie było na to zbyt dużo czasu. Chciałem wrócić do domu, John. Nie chciałem się ociągać starając się udawać miłego względem kogokolwiek. Miałem zadanie do wykonania, po którym mogłem wrócić do ciebie. Nic więcej mnie nie obchodziło.

- Domyślam się, że w czasie twoich wojaży nie obchodziło cię jedzenie. Ciągle wyglądasz jak skóra i kości, mimo dwóch tygodni dożylnego odżywiania i obfitych posiłków.

- Wiesz, że czasem, kiedy pracuję, zapominam jeść. Jedzenie spowalnia mój umysł. A wtedy musiał być wyostrzony.

- Zaiste. Twoje kości pod skórą wyglądają na tyle ostro, że mógłbyś nimi ciąć szkło.

- Niezadowolony z mojego wyglądu?

John zachichotał i potrząsnął głową. - Cholernie dobrze wiesz, że mimo, że potrzebujesz trochę więcej mięska przyczepionego do kości, nadal jesteś atrakcyjny.

- Komplement? Schlebia mi pan, doktorze Watson.

- Pocałuj mnie w tyłek, - wymamrotał John. Sherlock posłał mu uśmieszek.

- A właśnie, skoro już mówimy o twoim tyłku, - zaczął Sherlock, łącząc razem palce swoich dłoni i opierając je o wargi. John spojrzał na niego, nieco zdziwiony zmianą tematu. - Zanim Lestrade się pokazał, chciałem coś omówić. Obawiam się, że przedmiot rozmowy może cię krępować, ale dla dobra mojego – dobra naszego – jakoś przez niego przebrniesz.

- No dobra, - powiedział ostrożnie John.

- Jestem pewien, że możesz sobie wyobrazić mnogość dostępnych dla dwóch mężczyzn pozycji erotycznych.

- Och, no, tak pewnie. Domyślam się, że istnieje wiele kombinacji. Wtyczka A, gniazdko B, coś w tym stylu. - Poczerwieniał, a Sherlock nie potrafił powstrzymać drwiącego uśmieszku. Z nich dwóch oczywiście John był bardziej doświadczony, ale Sherlock miał przewagę, jaką był brak zahamowań dotyczących tożsamości seksualnej.

- Tak, coś w tym stylu. Jednakże ciekaw jestem, z którym z nich, albo raczej z którą z tych kombinacji będziesz się czuł najbardziej komfortowo. - Sherlock nadal miał lekko złączone dłonie, wyglądając jakby właśnie zapytał która godzina, a nie o to, jaki rodzaj homoseksualnego seksu preferuje jego współlokator.

- Sherlock… Ja, eee, ja nie wiem. Ja nigdy, no wiesz. Nie z mężczyzną. Nie mam zielonego pojęcia co robić w… tej sytuacji.

- W porządku, zacznijmy więc od prostego procesu eliminacji. Dla mnie to najefektywniejsza metoda rozwiązywania prawie każdego problemu. Łagodne wprowadzenie cię do coraz bardziej zajmujących poczynań. Już wiem, że nie masz problemów z całowaniem. A co powiesz na stymulację głosową?

- Będziesz m-mówił do mnie jeszcze więcej?

- Albo vice-versa, - Sherlock zaakcentował.

- Jestem całkowicie pewien, że będę w tym do niczego, ale oczywiście nie mam nic przeciwko, żebyś ty znowu robił to cudo ze swoim głosem…

- Do niczego? Jak coś takiego mogło ci w ogóle przyjść do głowy? Podejrzewam, że używałeś tego typu gry wstępnej ze swoimi partnerkami.

- Tak, ale to nie to samo-

- Dlaczego nie?

Przez chwilę John mógł tylko patrzeć skonsternowany. - Dlaczego nie? Co rozumiesz przez 'Dlaczego nie'? Ponieważ ty jesteś facetem i ja jestem facetem i… no… to jest coś innego!

Sherlock zamrugał kilka razy i wzruszył obojętnie ramionami. - Może wzajemność w tym temacie można odstawić na później, kiedy oswoisz się ze swoją seksualnością.

- Jestem całkowicie oswojony-

- Dalej, co myślisz o ręcznej stymulacji?

- Ręcznej… co? - John nie mógł uwierzyć w to, jaki kierunek przybrała ta konwersacja.

- Ręczna stymulacja John. Mniemam, że nazwałbyś to jazdą na ręcznym?

- Jezu Chryste, Sherlock! - Gdyby John pił herbatę oplułby nią napiętą twarz Sherlocka. Detektyw wstał kręcąc głową z dezaprobatą.

- Z twojego zachowania widzę, że nie jesteś gotowy na tą rozmowę. Może powinniśmy poczekać z jej kontynuacją, póki nie otworzysz się bardziej na ten temat. Powiadom mnie z łaski swojej, kiedy to nastąpi.

- Sherlock, czekaj!

- John, w porządku. Ledwo w ogóle mogłem mieć nadzieję na intymny związek z kimkolwiek. Już odrzuciłem zupełnie możliwość, że to mógłbyś być ty. Mogę na tym poprzestać. Sama świadomość tego, co do mnie czujesz jest wystarczająca. - Jego głos złagodniał. - Naprawdę.

- Nie, chwila! Nie chodzi o to, że nie chcę- muszę tylko… nie wiem, ogarnąć to jakoś. Myśl o tych wszystkich rzeczach, z tobą, to mnie nie zniechęca. Chcę cię. W każdym znaczeniu tego słowa. Ale nigdy nie musiałem tego jakoś uzasadniać. Muszę prosić cię o trochę cierpliwości.

- Cierpliwość, - zawtórował Sherlock.

- Tak. - John ujął dłoń Sherlocka i usadził go powoli z powrotem na fotelu. - Możesz mi to dać?

- Oczywiście. - Znowu podniósł złączone dłonie przykładając je do ust. Patrzał przez dłuższą chwilę w ogień na kominku. - Chcesz żebyśmy poczekali z ta rozmową i wznowili ją kiedy indziej, czy po prostu chodzi o to, żebyś mógł dostosować się do przedmiotu rozmowy w trakcie zadawania pytań? Bo nie mam najmniejszego zamiaru fizycznie posuwać się dalej, bez uprzedniego omówienia tego.

- Możemy rozmawiać o tym teraz, ale… nie dziw się, że ociągam się z odpowiedziami. Nie chodzi o ciebie. Z nikim innym nie mógłbym odbyć tej rozmowy. Trochę mi zajmuje przyzwyczajenie się do tego tematu.

- A zatem mogę kontynuować?

- Tak. Tylko proszę, już nigdy więcej nie używaj określenia 'jazda na ręcznym'. - Kiedy John podniósł wzrok, Sherlock przygryzał wargę by powstrzymać rozbawienie. John nie mógł pohamować śmiechu, który w nim narastał. Zaczął się śmiać zadowolony z rozładowania napięcia.

- Skoro to pojęcie odpada, jest jeszcze całe multum innych obrazowych określeń tej czynności. Grzać dyszel, marszczyć Freda, trzepać prącie w kącie, gnoić małpiszona- John przerwał Sherlockowi wyliczanie, bo śmiał się tak, że aż brakowało mu tchu.

- Oj nie! - Wydyszał wachlując się dłonią i wycierając łzy śmiechu. - Nie! Nie chcę nigdy słyszeć o niczym, co by zawierało małpę w odniesieniu do czynności łóżkowych!

- Szkoda, - Sherlock uśmiechnął się pod nosem. - Nawet podobało mi się to określenie. Powiedziałbym, że jest dość… ambitne. - Razem wybuchnęli śmiechem, oboje z tym samym niedorzecznym wyobrażeniem w głowie. - Mijając już temat małp, - Sherlock zachichotał, po czym odchrząknął, ponownie starając się przyjąć bardziej poważną postawę, - nadal oczekuję twojej odpowiedzi, co sądzisz na ten temat.

John złapał oddech i zmusił się, by na poważnie rozważyć to, o co Sherlock pytał. Zorientował się, że pomysł nawet w najmniejszym stopniu nie był przykry. Przywoływał na myśl fale uczucia i przyjemnej możliwości. - Myślę, że ten element jest w porządku. Nie mam nic przeciwko.

- Dobrze zatem. A teraz stymulacja oralna. Co ty na to?

- No więc… - John z trudnością przełknął ślinę i nie mógł powstrzymać sposobu, w jaki jego wzrok powędrował w stronę krocza Sherlocka. Problem nie tyle tkwił w samym akcie, co w mówieniu o nim.

- Powiedz mi, - Sherlock przerwał jego myśli. - Powiedz mi o czym myślisz w tej chwili. Widzę, jak twoje trybiki pracują, ale nie potrafię cię odczytać.

- W- wiem na pewno, że nie mam nic przeciwko otrzymywaniu. - Wiercił się w miejscu na myśl o tych intrygujących ustach zaciśniętych dookoła jego penisa. - W przeciwieństwie do tego, jak to może brzmieć, nie jestem samolubnym kochankiem. Niekoniecznie jestem przeciwko dawaniu… ale musisz zrozumieć, że nigdy przedtem tego nie robiłem. Nigdy. Zawsze mogę spróbować tego co lubię, ale nie obiecuję-

- John, wątpię, by twoje umiejętności były jakimś problemem.

- Dla mnie to jest problem, - powiedział stanowczo John. - Zawsze mogłem się poszczycić tym, że potrafię zaspokoić moje kochanki. Idąc na oślep, z tobą, czuję się jakbym miał dołączyć do wyścigu, w czasie kiedy reszta uczestników jest już w połowie trasy. Nie chcę się ociągać, nie dać ci tego, na co zasługujesz.

- Z tego, co już zdążyłem doświadczyć z naszych fizycznych interakcji, nie sądzę by był to jakiś problem. Nęcisz mnie. Samo bycie z tobą jest wystarczające. Jakakolwiek dodatkowa przyjemność będzie po prostu ukoronowaniem wszystkiego.

- Sherlock, dla mnie naprawdę jest ważnym, żebym mógł… no… dać ci przyjemność. - Ponownie zaczerwieniły mu się policzki i Sherlock poczuł jak serce mu się zaciska.

- Dasz. Już dałeś. Ale w interesie naszej przyszłości, damy sobie tyle czasu ile będzie trzeba by wzajemnie siebie poznać.

- Ja- w takim razie ok. Brzmi dobrze.

- A teraz przejdźmy do penetracji. Niestety muszę wtrącić, że w kwestii bycia na dole, trochę czasu zejdzie zanim-

- Boże, Sherlock, nie prosiłbym cię, żebyś- żebyś- posunął się tak daleko. Mogę sobie tylko wyobrazić, o czym by ci to przypominało.

- Przypominało? - Sherlock zmarszczył brwi. - Ach, masz na myśli fizycznie? Z tym sam sobie poradzę, jeśli nadejdzie taka potrzeba. Mój problem, nie twój. Chodziło mi raczej o-

- Twój problem? Co do cholery chcesz przez to powiedzieć?

- John, to nie jest żadna fizyczna przeszkoda, którą trzeba ominąć. Problem, jeżeli taki się pojawi, będzie występował jedynie w mojej głowie. Stąd, logicznym jest, że to ja będę musiał sobie z nim poradzić. Nie twój problem.

- Jezu. Powiedz mi, jak to możliwe, że ktoś z tak ogromnym intelektem może być takim idiotą? Oczywiście, że to mój przeklęty problem! Nie mam najmniejszego zamiaru pieprzyć cię, kiedy siedzisz w swoim durnym pałacu pamięci starając się przezwyciężyć przykrości związane z gwałtem! - John mocno uderzył pięścią w stolik do kawy, aż kubki podskoczyły. Sherlock gapił się na niego, zaskoczony gwałtowną reakcją zwykle łagodnego lekarza.

- John-

- Nie. Nie, to ty wysłuchaj mnie. Byłbym potworem, gdybym ci to zrobił. Cholernie cię kocham, Sherlocku Holmes'ie. Słyszysz mnie? Kocham cię. To znaczy, że oboje jesteśmy w to zaangażowani. Na lepsze lub gorsze. Twoje problemy są moimi problemami. I jeśli choć przez sekundę myślałeś, że będę cię napastował, kiedy ty będziesz próbował przemóc swoja traumę, to mnie nie znasz. W ogóle mnie nie znasz.

- John… przepraszam. Nie chciałem cię tak bardzo zdenerwować. - Ostrożnie przyglądał się doktorowi, widząc gniewne linie na jego twarzy. Złość nie była skierowana w Sherlocka, ale w jego imieniu. - Rozumiem, że nie czerpałbyś pełni przyjemności z intymnej sytuacji gdybyś wiedział, że w tej samej chwili rozmyślam o trudnych zdarzeniach z przeszłości.

- Nie, Sherlock. Ty nadal nie kapujesz. Po prostu nie rozumiesz. Gdybym to był ja, gdybym był w tej jaskini, i gdybym się z tego powodu obawiał seksu, nawet gdybym ci powiedział, żebyś się tym nie przejmował i robił swoje, potrafiłbyś?

- Nigdy bym cię nie skrzywdził, - Sherlock powiedział twardo.

- Nie mówiłem o bólu fizycznym. Strach, mimo, że bezpodstawny. Emocjonalny niepokój. O tym mówię. Gdyby ten akt mógłby przywołać wspomnienia tego, co się stało. Zrobiłbyś to, nawet gdybym ci rozkazał?

- Nigdy bym cie nie skrzywdził, - powtórzył Sherlock przez zaciśnięte zęby. - Mam na myśli zarówno ból emocjonalny, jak i fizyczny.

- Więc dlaczego oczekujesz ode mnie, że będę zdolny zadać ci ból emocjonalny?

- Nie jestem taki.

- Kłamiesz i obydwoje o tym wiemy. Ty czujesz Sherlock. Myślisz logicznie i racjonalnie, i jesteś ponad większość 'przyziemnych' rzeczy, ale czujesz. Wiem, że doświadczasz mentalnego bólu przez to, co ci zrobiono, i wiem, że doświadczasz całego wachlarza uczuć w odniesieniu do mnie. Będziesz odczuwał strach i wspomnienia, i w cholerę rzeczy, nad którymi trzeba będzie pracować, jeśli dojdziemy wreszcie do tego momentu. Ale będziemy to robić razem. A nie posuniemy się ani o centymetr, póki nie będę całkowicie pewien, że jesteś na to gotowy. Kiedy jesteśmy razem Sherlock, tylko ty i ja. Żadnych mar, żadnych obaw.

- Ok, - Sherlock powiedział cicho, co było dla obu zaskakujące.

- Tylko ok? - John spodziewał się większego sprzeciwu, więcej walki.

- Tylko ok, - potwierdził Sherlock. - Masz rację. To nie fair dla nas obu, jeśli będąc razem nie będziemy działać wspólnie. I widzę, stawiając się na twoim miejscu, jak sama myśl o jakimkolwiek rodzaju bólu, nawet tylko emocjonalnym, mogłaby sprawić, że całe doświadczenie robi się po prostu niesmaczne.- Jego spojrzenie stwardniało i przez jego twarz przebiegł najzimniejszy wyraz twarzy, jaki John kiedykolwiek widział. - Zabiję każdego kto cię skrzywdzi,- wyszeptał.

Gdyby te słowa zostały gniewnie wykrzyczane, wściekle wysyczane, nie byłyby w połowie tak przerażające. Nie było żaru w tym stwierdzeniu. Za to był lód. Zimna, śmiertelna obietnica. John widział jak Sherlock wyobraża sobie, że to co go spotkało mogło się przytrafić Johnowi. I widział, że żadną cząstką swojego jestestwa Sherlock nie żartuje. John ani na chwilę nie wątpił w to, że Sherlock był zdolny do bezlitosnej likwidacji każdego, kto zaszkodzi człowiekowi, na któremu mu zależało. Było to zarówno pocieszające jak i porażające. Ale John potrafił to zrozumieć. Pamiętał jak jako pierwszy odkrył zasięg obrażeń Sherlocka. Wyraźnie pamiętał jak bardzo chciał wrócić i być tym, który złamał bydlakowi kark.

- Wierzę ci. I mówiąc z własnego doświadczenia, rozumiem.

- Odebrałem ci tą sposobność. - Sherlock lekko przechylił głowę na bok. - Przepraszam za to.

- Przeprosiny przyjęte. - John wykrzywił usta w nikłym uśmiechu zauważając, jak spokojnie omawiali morderstwo z zemsty. Sherlock właśnie przeprosił za zabicie człowieka i za pozbawienie Johna tego zaszczytu. Byłoby to przekomiczne, gdyby tak bardzo nie rozdzierało serca. Ich oczy spotkały się po raz setny odkąd znowu są razem. Po chwili Sherlock odchrząknął i kontynuował.

- W każdym razie, nie o to mi chodziło na początku rozmowy. Mamy tendencje do zbaczania z tematu, nieprawdaż? - Potrząsnął głową z wymuszonym uśmiechem. - Chodzi mi o to, że, z czysto fizycznego punktu widzenia, prawdopodobnie zajmie mi kolejne- przerwał przeliczając coś w myślach. - Tak, kolejne siedem przecinek trzy dni, zanim będę mógł być na dole bez odczuwania bólu.

- Siedem przecinek trzy, hm?

- W przybliżeniu.

- Cóż, myślę, że jakoś to ogarniemy, kiedy już do tego dojdziemy.

- A w międzyczasie, twoja opinia jako osoby na dole?

- N… Nie jestem pewien. Nigdy nie byłem w sytuacji, która by mnie zmusiła do zastanowienia się nad tym. Nie chodzi o to, że jestem przeciwko, per se. Ale nie mam absolutnie żadnego doświadczenia w tej materii. Żadnego. Więc nie mogę ci szczerze powiedzieć, czy jest to coś co mógłbym polubić.

- Myślę, że temat co lubimy a czego nie możemy odłożyć na później. To o co pytam, to chęć by spróbować. Spokój względem samego pomysłu. Pożądanie.

John nie mógł powstrzymać lekkiego chichotu. - Cóż, nie mogę powiedzieć, żebym kiedykolwiek właśnie tego pożądał. Ale też nigdy nie pożądałem kogoś innego prócz ciebie. A z tobą… z tobą chcę wszystkiego. Chcę ciebie. Nie ma niczego, czego nie chciałbym z Tobą odkrywać. - Przetarł dłonią twarz i potrząsnął głową. - Myślę, że to co chcę powiedzieć to to, że z właściwymi, ee… przyrządami… chcę spróbować.

- Gdzie właściwe przyrządy to kondom i lubrykant?

- Tak, - John znowu zachichotał z powodu bezpośredniości Sherlocka. - O to mi chodzi. I będąc w tym temacie, myślę, że powinienem ci powiedzieć, że pod względem zdrowotnym jestem czysty. Żadnych STD (1) ani nic.

- Nigdy w to nie wątpiłem doktorze, - Sherlock uśmiechnął się. - A ty z kolei jesteś dobrze poinformowany o wynikach moich testów, więc jesteś świadom, że, jak to ująłeś, i ja 'jestem czysty'. Zasępił się na chwilę zatopiony w myślach. - John, wolałbyś nie używać zabezpieczenia? - Przechylił z zaciekawienia głowę w drugą stronę.

- No- no cóż, jako lekarz, moim obowiązkiem jest za każdym razem promować bezpieczny seks.

- Popraw mnie jeśli się mylę, ale skoro obaj jesteśmy zdrowi i nie stanowimy dla siebie zagrożenia, kondomy stają się błahostką… daremną między dwoma mężczyznami. Z pewnością mogą być osobistym upodobaniem pod kątem higieny, ale nie sądzę, żeby którykolwiek z nas mógł ryzykować nieplanowaną ciążą.

- Tak Sherlock, jestem tego świadom. - John przewrócił oczami. - Nie powiedziałem, że nie powinniśmy. Jak już powiedziałem, nie mam żadnego doświadczenia w tym zakresie, więc nie wiem, jakie mogą być moje osobiste upodobania. Ale tak, mimo siedzącego we mnie profesjonalisty, który zawsze jest bezkompromisowy, w zaangażowanym i bezpiecznym związku kondomy nie są obowiązkowe. Myślę, że można zaryzykować stwierdzenie, że żaden z nas nie planuje skoku w bok, prawda?

- Oczywiście, że nie mam zamiaru odbywać jakiegokolwiek kontaktu intymnego z kimkolwiek poza tobą.

- To dobrze. Jestem monogamicznym typem faceta, więc nie sądzę, by były jakieś problemy w tym zakresie.

- Skąd możesz być taki pewien, że nie znajdziesz kobiety, z którą wolałbyś spędzać noce?

John spojrzał na Sherlocka, potem gdzieś w bok, i z powrotem na detektywa, zaskoczony pytaniem.

- Że co proszę?

- Sam mówiłeś, że nie jesteś gejem. Skąd możesz wiedzieć, że nie będziesz nieusatysfakcjonowany seksem ze mną, i że nie będziesz chciał wrócić do kobiet?

- A ty mówisz, że nie będziesz miał nic przeciwko, jeżeli będę miał kogoś na boku?! - Niedowierzanie w głosie Johna wywołało na twarzy Sherlocka uśmiech ulgi.

- Cóż, z pewnością nie będę z tego zadowolony, - przyznał. - Ale John… - Znów przybrał poważny ton. - Sam przyznałeś, że nie masz doświadczenia w tej sytuacji. Nie możesz poświęcić się związkowi, o którym nie wiesz, czy będzie dla ciebie fizycznie dopasowany.

- Tak Sherlock, mogę. - Przypomniał sobie, że wszystkie zagadnienia sercowe były dla Sherlocka względną nowością. Z powodu tego braku doświadczenia, starał się nie brzmieć zbyt zgryźliwie. - Kocham. Cię. Już to powiedziałem. To znaczy, że nie chcę nikogo innego.

- Uprzednio nie miałeś problemu z umawianiem się z kobietami, mimo uczucia do mnie, - powiedział Sherlock z uniesioną brwią. John westchnął i przypomniał sobie, że dopiero co odzyskał z martwych swojego współlokatora i będzie żałował, jeśli go udusi.

- I widziałeś jak długo te związki trwały. Tak, byłem zdolny do sypiania z różnymi kobietami po tym, jak się zorientowałem, że cię kocham. Ale też nie wiedziałem, że kiedykolwiek coś między nami będzie. I nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Nigdy nie wyjawiliśmy sobie wzajemnie naszych uczuć i nie poddaliśmy się im. - Przerwał na chwilę orientując się, że jeszcze nawet nie określili relacji między sobą. - Bo to jest właśnie to, prawda? Prawdziwy związek, tylko ty i ja?

- Wiesz, że nie pragnę być z nikim innym.

- Tak, ale co jeśli za jakiś czas znajdzie się ktoś, kto ci się spodoba?

- Uznaje to za wysoce nieprawdopodobne, żeby nie rzec niemożliwe, mniemam, że moją odpowiedzią na twoje pytanie jest, że jeśli uczynimy jakieś zobowiązania względem siebie nawzajem, to oczywiście dotrzymam tych obietnic. Nie zawiódłbym twojego zaufania.

- Świetnie. W ten sam sposób ja wiem, że nie znajdę sobie po drodze żadnej kobiety i nie wyląduję z nią w łóżku. Wybieram bycie z tobą. I zanim cokolwiek powiesz, doprawdy nie sądzę, by dopasowanie było problemem. Już dowiedliśmy, że między nami jest przyciąganie. Więc musisz zaufać mi, że będę szczęśliwy z Tobą i tylko z tobą.

Sherlock przytaknął przyjmując obietnicę. - Wiesz, jestem dość utalentowanym kochankiem, - powiedział mimochodem.

- Doprawdy? - John zachichotał.

- John, nie nabijam się, to prawda. Poświęciłem badaniom nad tą sztuką tyle samo skupienia i zaangażowania co każdemu innemu zajęciu. Będzie prawie dziesięć lat temu, kiedy ostatni raz miałem z nich użytek, ale nie sądzę, bym miał problemy, by je przywołać.

- Wydajesz się okropnie pewny siebie.

- Szybko się uczysz Johnie Watson'ie, - powiedział Sherlock powoli, zbliżając do siebie ich twarze.

- Naprawdę?

- O tak. Znam cię. Na wskroś. Przez większość czasu mogę być ślepy na twoje emocje i myśli, ale twoje reakcje czytam jak z książki. Już teraz mogę powiedzieć, co cię kręci, - jego głos się obniżył, - co cię podnieca.

- Znowu robisz tą sztuczkę ze swoim głosem, - powiedział John starając się złapać oddech po tym, jak nagle zaparło mu dech.

- Sztuczkę? Nie sądzę doktorze. Po prostu wykorzystuję dostępne mi środki. - Jego głos nadal wibrował po skórze Johna i posyłał dreszcze. - I przypominam o tym, że będę zdolny cię zadowolić. Tak, że będziesz się wił, płonął, krzyczał.

John już z tym nie walczył. Pozwolił, by jego zmysły porwała cudowna pokusa w głosie Sherlocka. - Udowodnij, - rzucił mu wyzwanie.

- Z przyjemnością, - zamruczał Sherlock.


(1) STD - sexually transmitted diseases - choroby przenoszone drogą płciową.