Rozdział 9

Żadna noc nie może być aż tak

czarna, żeby nigdzie nie można

było odszukać choć jednej gwiazdy.

Pustynia też nie może być aż tak

beznadziejna, żeby nie można było

odkryć oazy. Pogódź się z życiem,

takim jakie ono jest. Zawsze gdzieś

czeka jakaś mała radość. Is tnieją

kwiaty, które kwitną nawet w zimie.

Phil Bosman

x x x x

Pokój w niczym nie przypominał sypialni w której mieszkał w czasie swojego pobytu na Privet Drive. Nie miał również nic wspólnego z wyglądem żadnej z sypialni jaką widział na terenie Hogwartu. Jeśli miał być sam przed sobą szczery, to pierwszy raz widział takiego rodzaju pomieszczenie.

Przede wszystkim, pierwszą rzeczą która go zastanawiała, były duże okna wychodzące na widok błoni, zwłaszcza, że wciąż znajdował się w lochach. Podchodząc do nich, zastanawiał się, czy jak ich dotknie, natrafi na ścianę, jednak ku jego zaskoczeniu, okna dały się otworzyć. Czując chłodny powiew wiatru na twarzy, wychylił się lekko na zewnątrz, wciąż nie bardzo wierząc, że może to zrobić.

Magia coraz bardziej go zaskakiwała.

Ciekawe jakiego rodzaju zaklęcia zostały tu użyte... I skoro można zrobić coś takiego, to czemu sala od eliksirów nie ma okien? - Chwilowo nie znajdując na to pytanie odpowiedzi, z powrotem odwrócił się w stronę wnętrza i po raz kolejny rozejrzał się po przestronnym pomieszczeniu.

W pokoju dominowała zieleń, srebro i brąz. Zbliżając się do jednej ze ścian, z zachwytem analizował wymalowany na niej obraz. Zamiast jednolitego koloru, na każdej ze ścian w najdrobniejszych szczegółach został odwzorowany leśny krajobraz. Źdźbła soczysto - zielonej trawy oraz liście zdobiące korony drzew, zdawały się nieustannie drgać, zupełnie tak, jakby trącały je delikatnie podmuchy wiatru. Mech pokrywający korzenie mienił się od kropli rosy, a słońce przebijające spomiędzy drzew, tworzyło kolorowe refleksy. Mimowolnie przesunął palcami po jednym z pni i zaraz zaskoczony cofnął rękę, mając wrażenie, że dotknął szorstkiej kory.

Nigdy bym nie pomyślał, że może to być tak realistyczne... Czy całe kwatery Snape'a wyglądają podobnie?

Odrywając wzrok od ściany spojrzał na porozstawiane w pokoju meble, Zaskoczony zauważył, że zarówno drewniane łóżko, nakryte zielono-srebrną narzutą, srebrny stolik oraz stojące przy nim krzesło, a także fotel, ustawiony pod oknem, są dopasowane do jego wzrostu.

Przynajmniej tutaj nie będę miał problemu z sięgnięciem po cokolwiek i nie będę zmuszony prosić o pomoc.- pomysłał, zerkając na niewysoką komodę oraz w tej chwili pusty, regał na książki.

Nigdy bym nie przypuszczał, że mieszkając u nietoperza dostanę takiego rodzaju pokój. Raczej oczekiwałbym kolejnej komórki pod schodami... Może przebywanie z nim pod jednym dachem nie będzie takie złe?

Odsuwając jedną z szuflad w komodzie, zajrzał do środka, jednak, podobnie jak regał, tak i ona była pusta.

- Książki książkami, ale gorzej, że nie mam żadnych ubrań poza tym, co mam aktualnie na sobie... Jeśli to cholerstwo można w ogóle nazwać częścią garderoby. Przydałyby się zakupy, ale jak u licha mam się na nie wybrać?

Samego mnie nie puszczą! Mam to jak w banku...

- Tylko kogo mam niby poprosić o towarzystwo? Dumbledore'a? On z pewnością ma wiele ważniejszych zajęć... Mcgonagall... Snape'a... ten to pewnie by ograniczył się do wlepienia mi jakiegoś szlabanu za zakłócanie mu spokoju...

W końcu i tak poświęcił się decydując na wzięcie udziału w tej całej maskaradzie... To i tak więcej niż bym się po nim spodziewał...

Dostrzegając nagle na jednym z wymalowanych drzew maleńkiego węża, nieustannie wijącego się w okół gałęzi, zaciekawiony zbliżył się i wyciągnął rękę, chcąc przekonać się, czy i on jest tak samo rzeczywisty jak kora, jednak jego dłoń przeszła przez powietrze.

Kolejne pomieszczenie?

Wciąż nie bardzo przyzwyczajony do tego rodzaju przejść, ostrożnie wszedł w ścianę. Jego oczom ukazała się przestronna łazienka wyłożona lśniącymi, czarnymi kafelkami na których nieregularne, białe linie układały się w kontury drzew, symetrycznych do tych z sypialni. Spoglądając na okragłą wannę wpuszczoną w podłogę, mimowolnie się uśmiechnął.

Tak, chyba naprawdę da się tutaj mieszkać.

- Potter!

Słysząc dobiegające z pokoju wołanie opuścił łazienkę, zastanawiając się, czego profesor może od niego chcieć.

Przecież dopiero co dał mi wyraźnie do zrozumienia, że nie ma ochoty na przebywanie w moim towarzystwie, więc o co mu teraz chodzi? Prawdę mówiąc myślałem, że użeranie się z nim, zostało mi już na dzisiaj oszczędzone...

- Słucham profesorze Snape. - odezwał się uprzejmie spoglądając na stojącego po środku pomieszczenia nauczyciela. Prawdę mówiąc w otoczeniu tak małych mebli wydawał się mu on nieco nie na miejscu.

Kojarzy mi się z historyjką o Guliwerze, którą kiedyś oglądał Dudley.

- Wypij to.

Zerkając na fiolkę z granatowym eliksirem, wcale nie odczuł nagłej chęci wypicia go. Wręcz przeciwnie, specyfik wydawał mu się wyjątkowo mało apetyczny.

Wygląda jak atrament.

- Co to za eliksir?

- Ten o którym mówił ci dzisiaj dyrektor, Potter. Mógłbyś sam na to wpaść. Ten eliksir upodobni cię do mnie.

Odbierając od Snape'a fiolkę, przez kilka sekund wahał się niepewny, czy aby na pewno chce tej zmiany, wreszcie jednak odkorkował ją i zanim zdołał się rozmyślić, opróżnił. Spodziewał się paskudnego smaku i rewolucji w żołądku, eliksir jednak wcale nie był taki zły. Gdyby miał to sprecyzować, określił by go jako bezsmakowy.

Oddając buteleczkę profesorowi, zaczynał się zastanawiać, czy specyfik w ogóle zadziałał, jednak wyraz twarzy który ns kilka sekund przełamał maskę Snape'a upewnił go w tym, że był skuteczny.

Czy bardzo się zmieniłem?

- Eliksir będzie działał do czasu aż przyjmiesz antidotum. Nie powinien nieść ze sobą żadnych skutków ubocznych, jednakże gdyby jakieś się pojawiły, poinformuj mnie o tym. Kolejną sprawą jest kwestia twojego imienia a także ubrań które aktualnie nosisz. Nie życzę sobie, byś jako mój syn, chodził w czymś takim.

Nieco zaszokowany tym, że ten interesuje się tym, w co się ubiera, odpowiedział:

- To jedyne rzeczy które obecnie posiadam. Chciałbym uzupełnić garderobę, ale nie mogę pójść do sklepu sam. Z obecnym wyglądem zaraz zostałbym...

- Zdaję sobie z tego sprawę Potter. Dlatego też jutro po śniadaniu udasz się ze mną do Hogsmade na zakupy. Nie rób takiej miny. W końcu masz uchodzić za mojego syna, dziwnie by wyglądało jakby na tego rodzaju zakupy, zabrał cię ktoś inny.

Zaczerwienił się mimowolnie, pewien, że naprawdę musiał głupio wyglądać i przytaknął profesorowi, chcąc w ten sposób zatuszować własne zażenowanie.

- Każe ci przysłać kolację do pokoju, nie opuszczaj więc już go dzisiaj, Pomyśl też nad nowym imieniem dla siebie.

Nim miał okazję w jakikolwiek sposób na to odpowiedzieć, profesor wyszedł i został sam. Odetchnął starając się pozbyć napięcia które zawsze towarzyszyło mu przy rozmowach z nauczycielem.

Czy on zawsze musi wywoływać taką atmosferę? - przebiegło mu przez głowę, gdy odwracał się w stronę przejścia do łazienki. Wchodząc do niej, myślał już tylko o tym, by sprawdzić jak bardzo zmienił się jego wygląd.

x x x x

Koniec Rozdziału 9