Betowała: Katja
Było jej tak ciepło i dobrze. O niczym nie śniła i wydawało jej się, gdy wciąż tkwiła na granicy jawy i snu, że tak było najlepiej. Przeciągnęła się leciutko, gładząc męską rękę oplatającą ją w pasie. Uśmiechnęła się. Do jej pleców tulił się ktoś wysoki, całkiem nieźle umięśniony i potrzebujący golenia. Zarost drapał ją w szyję. Na plecach czuła jego wzwód, ale inaczej niż zazwyczaj nie chciała uciekać z zawstydzenia.
I nagle wszystko sobie przypomniała. To, gdzie jest, kim jest, co się stało i że leży obok Dracona Malfoya.
Drzwi otworzyły się z impetem, ale ona leżała zakleszczona między Draconem a ścianą, więc nie mogła się podnieść. Usłyszała tylko pisk.
— Kurwa mać, Zabini, zamknij się — wymamrotał Draco i mocniej przyciągnął Hermionę do siebie.
Tego tylko brakowało. Ginny zobaczyła ich razem. Hermiona miała nadzieję, że nic nie powie Harry'emu. Nie wytłumaczyłaby mu się do końca świata.
— Malfoy, proszę, puść mnie — próbowała ściągnąć jego rękę z jej talii.
— Hermiona, co ty tu robisz?! — krzyknęła Ginny. — Wiesz, jak się przestraszyłam, kiedy zobaczyłam, że cię nie ma w naszym pokoju?
— Salazarze — mruknął Malfoy i odwrócił głowę w stronę Ginny, nie puszczając Hermiony. — Ruda, ile zostało do śniadania?
— Dwie godziny — odparła zbita z pantałyku Ginny.
— To dlaczego nas budzisz? — zapytał po prostu.
— Bo szukałam Hermiony — powtórzyła rozeźlona.
— Świetnie. — Kiwnął głową. — Znalazłaś ją, więc już wyjdź. Dobranoc. — I odwrócił się do Hermiony, która przestała z nim walczyć.
— Ale wy… razem… w łóżku… — zapowietrzyła się Ginny.
Dracon przejechał wolną ręką po twarzy.
— Nazywam się Jonathan Smart, a obok leży moja żona Hermiona Granger-Smart. Małżeństwa śpią w jednym łóżku. Kiedy indziej wytłumaczę ci, dlaczego.
— Zaraz przyjdę, Ginny — zapewniła Hermiona, próbując popatrzeć na przyjaciółkę znad barku Malfoya. — Przepraszam, że cię wystraszyłam.
Ginny posłała im zaniepokojone spojrzenie i wyszła. Niemal natychmiast podniósł się również Dracon. Usiadł na łóżku tak, że mogła swobodnie wstać.
— Nie mogłem się powstrzymać — powiedział cicho.
Hermiona spojrzała na niego badawczo.
— Nic się nie stało — odparła. — Najwyżej usłyszę reprymendę.
— A co ich to obchodzi? Jesteś dorosła — prychnął Dracon, zanim ugryzł się w język.
— Masz rację, też nie wiem — odpowiedziała po chwili, wywołując na twarzy chłopaka zdziwienie. — Dziękuję, że mnie wczoraj nie obudziłeś.
— Nie ma za co — wzruszył ramionami.
— Całe szczęście Ginny nie zauważyła różdżki. — Wskazała głową na stolik nocny. — Musisz ją schować.
— W porządku.
Hermiona nie chciała wstawać. Było jej tu dobrze. Za to za drzwiami czekał na nią ciężki dzień. Po wczorajszym miała świadomość, że dzisiaj musi podjąć kilka ważnych decyzji. Nie mogła tego odwlekać. Za długo to robiła. Starała się nie myśleć o Ronaldzie od przenosin Harry'ego.
Zapadła krępująca cisza. Dracon odwrócił wzrok. Przeczuwała, co myśli, więc podniosła się i ostrożnie wygrzebała się pryczy. Zatrzymała się przy drzwiach. Jej żołądek wywinął fikołka, a głowa zaczęła boleć. Eliksir Trzeźwiący dopiero przestawał działać.
— Przepraszam — wyszeptała, odwracając się bokiem do Malfoya. — To się więcej nie powtórzy. — I jakby chciała go sprawdzić, choć wcale nie zamierzała mówić tego na głos, dodała: — Pewnie marzysz o prysznicu, żeby zmyć z siebie mój szlam.
Dracon wzdrygnął się. Hermiona otworzyła drzwi i już miała wyjść, kiedy usłyszała:
— Już cię tak nie postrzegam.
Zatrzymała się i uśmiechnęła się do niego. Potem niemal uciekła do pokoju Ginny.
Na śniadanie zszedł sam. Niczego innego się nie spodziewał. Po tym, co jej wczoraj powiedział, na pewno czuła do niego wstręt. Był śmierciożercą, który zamierzał ją zniszczyć. Kiedy opowiadał jej o tym, miał świadomość, że znienawidzi go jeszcze bardziej niż wcześniej. O ile to w ogóle było możliwe.
Zeszła w towarzystwie Ginny. Była blada i smutniejsza niż wtedy, gdy wychodziła z pokoju Charliego Weasleya. Pewnie tak, jak mówiła, ruda miała do niej pretensje.
Ciotka Tessie chyba nigdy się nie zamykała. Już wolał słuchać o tym nieszczęsnym ślubie.
— Biedny Ron — powiedziała w pewnym momencie ciotka Tessie tonem, który wskazywał, że zupełnie nie jest jej go szkoda. — Akurat teraz złapał tę wstrętną opryszczkę. Ominie go wesele brata.
Weasleyowie przy stole znieruchomieli. Potter zacisnął szczękę. Granger obok Dracona zesztywniała i pobladła jeszcze mocniej. Pierwszy odezwał się pan Weasley.
— Tak, rzeczywiście — rzekł nieco zduszonym głosem. — Jonathan, wiem, że twoja szata wyjściowa jest nowa, ale jednak jeśli potrzebowałaby drobnych poprawek, Molly chętnie się nią dzisiaj zajmie.
Draco zmarszczył brwi. Nie zabierał szaty wyjściowej do Hogwartu w szóstej klasie. Nie zamierzał wybierać się na żadne przyjęcia. Miał inne sprawy do załatwienia.
Ciotka Tessie zauważyła zdziwienie na jego twarzy.
— On chyba nie wie, o czym ty do niego mówisz, Arturze — zauważyła zgryźliwie.
Granger w porę zareagowała.
— Jonathan, ta, która wisi w naszej szafie — przypomniała mu miło. — Wczoraj martwiłam się, czy twoje spinki do mankietów będą pasowały do mojej biżuterii, pamiętasz?
— Przepraszam, zamyśliłem się na chwilę — odpowiedział, spoglądając na nią. — Oczywiście, że pamiętam.
Ciotka Tessie zachichotała.
— Chyba jeszcze jest w waszej sypialni — powiedziała Hermionie. — Nie patrz tak na mnie, złociutka. Rano słyszałam pisk dochodzący z waszego piętra i wasze głosy. Przyłapałaś ich, prawda? — zwróciła się do Ginny.
Ginny przełknęła ślinę, nie wiedząc, co powiedzieć. Bracia i rodzice na nią popatrzyli z wyczekiwaniem. Do tego Harry spiął się obok jak po Petrificusie. Hermiona prosiła, aby nic mu nie mówić. Ginny obiecała, że będzie trzymała buzię na kłódkę, chociaż wyjaśnienia Hermiony ją nie przekonały. Chciała obgadać z Malfoyem kwestię zachowania na weselu i ze zmęczenia usnęła? O dwunastej w nocy musiała z nim koniecznie porozmawiać? Naprawdę?
— Tak, Ginny nas przyłapała — odpowiedział swobodnie Draco, widząc, że zzieleniała Granger tym razem nie uratuje sytuacji. — Wziąłem sobie do serca pani wczorajszą sugestię. — Uśmiechnął się obrzydliwie do wysuszonej czarownicy.
Pan Weasley spojrzał na niego zagadkowo. Bliźniacy oniemieli. Ruda odetchnęła. Potter popatrzył na niego, jakby chciał go zamordować. Granger poderwała się z krzesła i pobiegła na górę, walcząc z mdłościami.
Jej organizm nie był przyzwyczajony do takie ilości alkoholu. Na dodatek Harry był na nią zły. Starała się mu wytłumaczyć, że zachowuje się jak dziecko, ale on wiedział swoje. Dobrze, że była pewna, że jeszcze dzisiaj przyjdzie ją przeprosić. Obojgu nie było łatwo. Z ich trójki zrobiła się dwójka i to w najgorszym momencie i w najgorszy sposób. Hermiona podejrzewała, że równie źle czuliby się, gdyby Rona zabito. Jego zdrada była dla nich niczym jego śmierć. Nieodwracalna.
Gorące strumienie wody spływały po jej ciele. Blizna na boku miała jej zostać na zawsze. Rana wciąż się otwierała i pobolewała.
Hermiona oparła się o zaparowane kafelki i zaczęła płakać. Dlaczego to zrobił? Myślała, że ją kocha. Ron był podporą, oparciem, tym, któremu mogła się zwierzyć. Jedyną osobą, z jaką dzieliła tajemnice, które ostatnio jej ciążyły. Ginny nie miała pojęcia o horkruksa i planie Harry'ego, a Harry… Przecież to on miał najgorzej. Przepowiednia mówiła jasno. W końcu staną oko w oko z Sami-Wiecie-Kim i któryś z nich tego pojedynku nie przeżyje.
Uderzyła w kafelki pięściami. Czy kochała Ronalda Weasleya? Hermiona rozróżniała słowa „miłość" i „zakochanie". Zaczynała się w nim zakochiwać. Był jedynym chłopakiem zwracającym na nią uwagę. Wiktor Krum przestał pisać dawno, dawno temu. Cormac McLaggen chciał się ogrzać w blasku sławy Wybrańca i jego przyjaciół. Żaden z nich nie traktował jej poważnie. A Hermiona kończyła we wrześniu osiemnaście lat.
Nie, nie bała się, że zostanie starą panną. Perspektywa małego mieszkanka, pełnych regałów książek i tylko niej pasowała jej w całości. Miała jednak swoje potrzeby.
Dużo o tym czytała. Tylko ktoś, kto spędził w hogwardzkiej bibliotece tyle, ile ona, mógłby jej uwierzyć, że nie znajdują się tam książki dotyczącetylko magii. Podczas gdy jej koleżanki chwaliły się, że odkrywają coraz to nowe obszary relacji damsko-męski, Hermiona mogła zaledwie o tym czytać i się dotykać. W końcu i to nie wystarczało. Im mocniejszych doznań się doświadczy, tym więcej się chce.
Kiedy Ron się do niej zbliżył, pomyślała, że to właśnie to. Ginny nie przestawała paplać o tym, że kiedyś zostanie matką chrzestną ich dzieci, a pani Weasley, widząc, że ona i jej syn są razem, zaczęła traktować ją jak rodzoną córkę. Raz nawet się jej wymsknęło, że pierwsze święta po wojnie i odnalezieniu państwa Granger powinni spędzić razem. Hermiona uwierzyła, że tak będzie.
Osunęła się po wykafelkowanej ścianie. Woda stawała się powoli zimna.
Przypomniała sobie swoje bicie serca, gdy szła do jego pokoju na początku wakacji. Wiedziała, co zamierza zrobić. On też to wiedział. Czy to możliwe, by już wtedy był po stronie Sami-Wiecie-Kogo? Był taki zestresowany. Długo się całowali, a Hermiona, mimo że bardzo tego pragnęła, omal nie uciekła, kiedy zaczął rozpinać jej bluzkę. Specjalnie wybrała koszulę z guzikami. Podobno tak było wygodniej. I raczej nie uderzy się swojego kochanka łokciem tak, jak przy ściąganiu bluzki przez głowę. Nie chciała na niego patrzeć, gdy rozebrał się do naga. Za bardzo się wstydziła. Co prawda widziała nagich mężczyzn w gazetach, które Parvati chowała pod materac, a częściej rzucała na podłogę, ale…
Nie było jej dobrze. Bolało. Czytała, że tak zawsze jest za pierwszym razem. Wiedziała także, że nie rozluźniła się wystarczająco. Jak miała to zrobić? Ostatni raz bała się tak przed SUM-ami. Co powie Ron na jej ciało? Czy mu się spodoba? Czy zrobi wszystko poprawnie?
Najwidoczniej i tak mu się nie podobało.
Jest sztywna jak spetryfikowany gumochłon i tak samo podniecająca jak on. Zgrywa pierdoloną dziewicę.
Hermiona płakała coraz mocniej.
Godryku! Opowiedział im o ich najbardziej intymnych chwilach. O tych chwilach w życiu, które pamięta się do końca.
Dla każdego pierwszy raz jest ważny. Hermiona wyobrażała sobie, że pierwszy raz kochać się będzie w satynowej pościeli, przy blasku świec.
Objęła się ramionami. To było naiwne, ale chodziło o jej dziewictwo. Jedyną taką noc w życiu.
Wmawiała sobie, że jest wojna. Okoliczności nie sprzyjają romantyczności. Ron nawet nie zmienił pościeli. Przespali się ze sobą pod kołdrą z logiem Harpii z Holyhead, a po wszystkim zeszli na kolację. Smażony ser i udka z indyka.
Zimne strugi spadały na jej ramiona i głowę. Rana znowu się otworzyła. Krople krwi kapały na posadzkę i rozmazywały się w wodzie.
Kto jej teraz pozostał?
Harry, ale to ona musiała być dla niego wsparciem. Od niego zależało życie jej i wielu milionów czarodziejów.
Ginny, która chociaż zaprzeczała temu z całych sił, nie rozumiała wielu rzeczy.
Pan Weasley i Charlie byli jej chyba, oprócz Ginny, najbliżsi z rodziny Weasleyów. Z panią Weasley unikały się nawzajem. Marzenia o wspólnej Gwiazdce prysnęły jak bańka mydlana, gdy jej syn zechciał ją żywcem poćwiartować.
I Dracon Malfoy.
Wpatrzyła się w swoje dłonie. Uratował ją. On, ostatnia osoba, którą kiedykolwiek o to by posądziła.
To była najstraszniejsza chwila w jej życiu. Czuła oddech Rona na swojej szyi, ostrze wbite gdzieś w okolicach biustu i gdy myślała, że to koniec, wybiegł on. Dracon Malfoy przebił zaklęcia chroniące, upewniając ojca i innych śmierciożerców o swoim miejscu pobytu. Po tym jak ojciec go podniósł po torturach, aby mógł zobaczyć jak Hermiona umiera, pierwszy raz spojrzała mu naprawdę prosto w oczy. I ujrzała… zaskoczenie. Nie patrzył na nią jak na szlamę. Patrzył na nią jak na dziewczynę, koleżankę z klasy.
Dni, które nastały po ataku na Norę, udowodniły Hermionie to, co w Hogwarcie miała nadzieję, że było prawdą.
Dracon Malfoy nie był złym człowiekiem.
Kiedy rzucała mu przelotne spojrzenia w Wielkiej Sali, uważała, że to naiwne. Gdy mówił to pan Weasley, Hermiona sądziła, że to czcze życzenia.
Ale czy ktoś naprawdę zły uratowałby życie innej osoby? A później się nią opiekował? Mimo że wcześniej się nią brzydził.
Draco powiedział jej rano, że już nie postrzega jej jako szlamy. Czy bała się go po tym, co powiedział jej wczoraj? Jasne, że nie. Była mu wdzięczna, że ją ostrzegł. Przecież się spodziewała, co jej opowie. Chciała tylko od niego to usłyszeć. Próbowała go też zrozumieć.
A na dodatek jesteś idealna według tylu czarodziejów. Inteligentna, zdolna, dobra.
Nigdy się za taką nie uważała. Nigdy jej nikt tak nie powiedział.
Draconowi nie mogło być łatwo w Dworze Malfoyów. Hermiona od wielu lat podejrzewała, że stosunki w rodzinie Malfoyów nie są normalne.
Hermiona sama nie dogadywała się dobrze ze swoimi rodzicami. Nie rozumieli jej problemów. Jako szesnastolatka wyznała mamie, że nikt nie zwraca na nią uwagi. Mama ze złością odparła, że Hermiona jest jeszcze za młoda. Ginny była dwa lata młodsza i zdążyła dwukrotnie się rozstać. Rok później powiedziała rodzicom, że dziewczyny z dormitorium się z niej śmieją. „Nie potrzeba ci przyjaciółek. Najważniejsze, żebyś się uczyła."
Ale jej rodzice zawsze ją chwalili za dobre wyniki w nauce. Dracon pewnie i tego nie doświadczył, chociaż uczył się niemal tak dobrze, jak ona.
Lodowata woda płynęła i płynęła.
Zagrożenie było wielkie. To, co jej wczoraj powiedział, to zapewne tylko cząstka prawdziwych poczynań śmierciożerców. Hermiona nie mogła nie brać tej ewentualności pod uwagę. Właśnie w ten sposób mogła zginąć.
Może Neville miał rację? Od czasu ich walki w Departamencie Tajemnic bardzo się zmienił. Zaczął się modnie ubierać, latać na miotle, podrywać dziewczyny. Hermiona spotkała go raz na moście w Hogwarcie, wracającego bez butów, w rozdartej koszuli i z czerwonymi śladami na szyi. Przestraszyła się, że coś mu się stało, ale on rzekł jej ze śmiechem:
— Trochę dzisiaj zaszaleliśmy z Hanną. Sinistra nas nakryła, gdy szła przygotować sprzęt na lekcje Astronomii, i trzeba było zwiewać… Tylko po drodze zgubiłem Hannę.
Widząc oniemiałą Hermionę, dodał:
— Hermiono, trwa wojna. Połowa z nas, jak nie więcej, nie dożyje końca szkoły. Trzeba żyć, dopóki nam pozwalają.
Trzeba żyć, dopóki nam pozwalają…
Czy ona dożyje do końca szkoły? Poważnie w to wątpiła. Zwłaszcza po wczorajszych rewelacjach.
Może też powinna zacząć żyć? Zaszaleć? Czytając różne powieści, zawsze zazdrościła bohaterkom, które były na tyle odważne, by zawalczyć o swoje. Zazdrościła też Parvati i Lavender, gdy przychodziły nietrzeźwe po całonocnej imprezie. Ona zawsze się bała. Co inni by na to powiedzieli? Co powiedzieliby nauczyciele? Co powiedziałby Harry i Ron?
A jeśli przegapiła swoje życie, zakopana pomiędzy podręcznikiem do Transmutacji, zadaniem z Eliksirów i rozprawą o wojnach trolli?
Kiedyś marzyła, że po szkole wszystkiego spróbuje. Była taka ciekawa świata i ludzi. Nie wystarczały jej grube woluminy.
Co jeżeli nie istnieje dla niej czas „po szkole"? Jeżeli został jej miesiąc albo rok? Jeżeli nawet nie miała tyle?
Oparła głowę o podbródek. Już nie płakała.
Kiedy wyszła spod prysznica pół godziny później, była już zupełnie kimś innym.
— Merlinie, Hermiono, bałam się, że coś ci się stało w tej łazience — zawołała Ginny. — Siedziałaś w niej z godzinę. Już chciałam wyważyć drzwi zaklęciem!
— Niepotrzebnie — odparła Hermiona. — Musiałam pobyć sama. Gdzie jest twój tata?
Ginny przyglądała jej się przez chwilę badawczo. Hermiona wyglądała inaczej. W jej oczach pojawiły się te same iskry, jak zawsze kiedy była zderminowana.
— Znowu ukrył się przed ciotka Tessie — powiedziała. — Chyba tym razem usuwa gnomy z ogródka.
— Dzięki — rzuciła Hermiona już przy drzwiach.
Pan Weasley musiał wyrazić zgodę.
Draco sprawdził szafę i rzeczywiście znalazł w niej nową szatę wyjściową, a w jej kieszeni liścik „Mam nadzieję, że będzie pasowała. Nie martw o galeony. Zakon ma całą garderobę rzeczy na wypadek akcji z użyciem kamuflażu. Nie musisz jej oddawać. HG". Przymierzył szatę. Pasowała jak ulał. W niej i z różdżką w ręku poczuł się przez chwilę sobą.
Resztę przedpołudnia spędził na swojej pryczy, wgapiając się w różdżkę, która dała mu Granger. Jego poduszka nią pachniała. Słyszał, jak Ruda mówiła do Grzmottera, że dziewczyna wybrała się z Charliem do Londynu. Ruda nie miała pojęcia, po co.
Na dworze Weasleyowie robili ostatnio porządki w ogrodzie przed ślubem. Państwo Delacour omawiali z panią Weasley ustawienie namiotów. Ciotka Tessie każdą z jej propozycji krytykowała.
Koło południa usłyszał, że wrócili siecią Fiuu. Granger wbiegła po schodach, przepraszając Weasleya.
— Musiałeś się ze mną wynudzić — powiedziała.
— Najważniejsze, że tobie poprawił się humor — odpowiedział Charlie.
— Nawet nie wiesz, jak bardzo — zaśmiała się.
Draco wcale nie podbiegł do drzwi i nie przytknął do nich ucha, żeby ich podsłuchać.
Nie wiedział, ile czasu minęło. Chyba zasnął. Nagle rozległ się krzyk. Już rano obudził go ten sam głos. Krzyczała Ginny Weasley.
Zbiegł po schodach na pierwsze piętro. Ruda na przemian szarpała klamkę i celowała w nią różdżką.
— Co jest, Weasley?
Nikogo na piętrze oprócz nich nie było. Norę wyciszono od środka.
Spojrzała na niego z furią.
— Nie widzisz?! Hermiona zamknęła się w pokoju!
— Dlatego tak wrzeszczysz? — zdziwił się Draco.
— Od rana źle wyglądała — fuknęła. — Po śniadaniu wymiotowała. Potem przez godzinę siedziała w łazience. A jeśli jej coś dolega?
— Mówiłam ci, Ginny, nic mi nie jest! — dobiegło zza drzwi. — Zaraz wyjdę!
— Czekam minutę — ostrzegła Ruda.
Nie potrwało to tak długo. Niemal jak na zawołanie Granger stanęła na progu. Nie wyglądała, jakby się źle czuła. Wręcz przeciwnie. Uśmiechała się od ucha do ucha, a na twarzy miała wyraz ulgi.
— Hermiona, co ty zrobiłaś? — spytała Weasley, patrząc przez ramię przyjaciółki.
Dracon również spojrzał do pokoju, z którego docierał swąd spalenizny. Na środku leżała kupka popiołów i fragmenty materiałów. W jednym z nich rozpoznał przód koszulki Granger. Spaliła swoje rzeczy?
— Dorosłam — odpowiedziała Granger i zniknęła w łazience.
To było jak rytuał oczyszczenia. Spaliła swoje rzeczy, które przypominały jej Ronalda. Bluzkę, którą miała na sobie, gdy pocałowali się po raz pierwszy. Sukienkę, którą kupiła na bal u Slughorna, na który nie chciał z nią iść i wiele innych. Nawet suknię z Balu Bożonarodzeniowego. Spakowała te rzeczy do swojej torebki, bo nie miała serca ich wyrzucać, gdy opuszczała dom. W sumie spaliła wszystkie swoje rzeczy. Nie miała wątpliwości, że drobne pamiątki po Ronie będzie okrywać jeszcze długo, ale nie czuła już jego zapachu i dotyku. Ze zdjęć zniknął zaraz po ataku.
Pan Weasley zgodził się, aby wybrała się z Charliem do mugolskiego Londynu. Miała więcej funtów niż galeonów. Poza tym wolała normalne ubrania. Wstąpili z Charliem do paru sklepów lepszych sieciówek i Hermiona wybrała rzeczy możliwie najładniejsze i najpraktyczniejsze. Odważyła się nawet wejść do sklepu z bielizną. Charlie został na zewnątrz („To ja popatrzę na mugolskie sklepy obuwnicze"). Po zakupach poczuła się o niebo lepiej.
Czas zacząć żyć.
Nie wiedział, co myśleć o zachowaniu Granger. Aż tak nią wstrząsnęło to, co jej powiedział? Albo jednak chodziło o coś innego.
Obracał w dłoni różdżkę, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Szybko schował ją pod poduszkę.
— Proszę.
To była Granger. Ale nie wyglądała jak Granger. Przynajmniej nie tak jak zwykle.
Draco był mężczyzną, lecz to nie oznacza, że nie rozróżniał rurek od dzwonów. Granger miała na sobie ciemne dżinsowe rurki, białe tenisówki i białą bluzkę z kołnierzykiem. Włosy spięła z tyłu. O ile go wzrok nie mylił pomalowała też oczy i usta. Niby normalne ubranie jak dla dziewczyny w jej wieku, ale ona nigdy specjalnie nie dbała o swój wygląd.
— Musimy porozmawiać. — Wkroczyła pewnym krokiem do pokoiku i usiadła na krześle. Tak, jak w nocy.
Nie czekając na jego reakcję, zaczęła mówić:
— Nie możemy sobie pozwolić na taką sytuację, jaka zdarzyła się już dwukrotnie przy ciotce Tessie. Goście się domyślą, że nasze małżeństwo to pic na wodę. Wiem, że nie pociąga się udawanie mojego męża, ale musimy się bardziej postarać. — Granger odgarnęła do tyłu włosy, które opadły jej na czoło. — Jesteśmy dorośli i oboje zaakceptowaliśmy pomysł z Jonathanem Smartem. Na razie nam to jednak nie wychodzi. Ciotka Tessie już zaczęła się domyślać, że coś nie gra. Nawet pan Delacour dzisiaj dopytywał się o nas pana Weasleya.
— Musimy być bardziej przekonujący — stwierdził Draco.
— Dokładnie. Jesteśmy szczęśliwym małżeństwem, które poza sobą świata nie widzi.
— Jak wytłumaczysz nasze wcześniejsze zachowanie? — spytał rzeczowym tonem.
— Prosto — wzruszyła ramionami. — Tak jak do tej pory. Najpierw się pokłóciliśmy, potem źle się czułam.
— Czyli zgodnie z prawdą.
— Tak — uśmiechnęła się do niego.
Weasleyowie i ich goście wracali do domu. Drzwi z kuchni trzaskały raz po raz.
Draco czuł, że po ostatnich wydarzeniach udawanie przyjdzie mu łatwiej.
Mina Pottera, gdy Granger całowała Draco w policzek była warta każdej różdżki świata (oczywiście, oprócz jego nowej).
— Już myślałam, że nie zejdziesz — wyszeptała Granger do Dracona, gdy usiadł na krześle obok.
— Przepraszam, Hermiono — odpowiedział, rozkoszując się wścieklizną Pottera. — Zaczytałem się w „Przeglądzie najlepszych mioteł sezonu".
— Nie szkodzi, kochanie. — Posłała mu rozbrajający uśmiech.
Fleur zachichotała. Pan Weasley uśmiechnął się pod nosem.
— Ty tesz inter-resował sie quidditchem? — spytał pan Delacour.
— W szkole byłem kapitanem drużyny — odpowiedział Dracon.
— Jonathan świetnie lata na miotle — pochwaliła go Granger. — Widziałam jego ostatni mecz z kolegami. Nie znam się za bardzo na quidditchu, ale wszyscy chwalili go, że wykonał perfekcyjny zwrot Wrońskiego.
Draco popatrzył na nią zaskoczony. Faktycznie, na ostatnim meczu quidditcha w Hogwarcie wykonał ten manewr. Naprawdę go zauważyła?
— Zwód, Hermiona — syknął Potter przez zaciśnięte zęby.
— Harry, nie bądźmy tacy drobiazgowi — Draco machnął ręką na Grzmottera, któremu bardzo blisko było do wybuchu. — Czego się nie wybacza ukochanym kobietom? — Puścił oczko do Granger, która zaśmiała się perliście.
— Jonathan, zaczerwienię się przez ciebie.
Szklanka Potter rozbiła się o podłogę.
— Sądziłam, że Harry Potter jest mniej rozgarnięty — mruknęła złośliwie ciotka Tessie.
— To tylko kawałek szkła — powiedziała pani Weasley. — Reparo!
Szklanka na powrót była w całości. Nerwy Pottera raczej nie. Gdyby wzrok mógł zabijać…
Dracon, przeżuwając potrawkę z kurczaka zastanawiał się, jak Grzmotter przeżył tyle spotkań z Czarnym Panem. Jeśli Draco dobrze pamiętał, nerwowość nie pomagała, kiedy stanęło się różdżka w różdżkę z Nim.
— Mogłabym ci jakoś pomóc w przygotowaniach do ślubu, Fleur? — spytała Hermiona, popijąc sok z dyni po skończonym posiłku.
— Jeśli chce. — Fleur wyglądała na mile zaskoczoną.
— Hermiona na pewno nam się przyda — zawołała radośnie pani Delacour. — Mogłabyś mi, kochana, przypomnieć, ile dokładnie minęło od waszego ślubu?
— Trzynaście dni — odpowiedziała Hermiona. — Szczęśliwa trzynastka.
Pani Delacour posłała jej i Draconowi ciepłe spojrzenie.
— Bardzo się denerwowałaś?
— Jeszcze jak, pani Delacour! Jonathan się ze mnie śmiał.
— Odebrałaś to w niewłaściwy sposób, kochanie. — Złapał Granger za dłoń, walcząc ze śmiechem. Potter zgrzytał zębami, aż miło było słuchać. — Uśmiechałem się do ciebie, żeby dodać ci otuchy. Hermiona do teraz mi nie wierzy, że bałem się bardziej niż ona.
— W ogóle tego po tobie nie było widać — powiedziała dziewczyna. — A ja trzęsłam się jak osika.
— Z tym akurat się zgodzę — pokiwał głową Draco. — Bałem się, że zemdleje w moich ramionach.
— Słyszałem, że w twoich ramionach zazwyczaj dziewczyny mdleją — dociął mu Fred (albo George) Weasley.
Pani Delacour ciągnęła:
— A jaką miałaś sukienkę, Hermiono?
— Koronkową, lekko rozkloszowaną, z długimi rękawami — odpowiedziała Granger. — Zresztą mogę pani pokazać nasz album ze zdjęciami.
Dracon po raz drugi spojrzał na nią zaskoczony. Zakon Feniksa postarał się bardziej niż by się spodziewał.
— Dlaczego tak na mnie patrzysz? — spytała Granger. Czuł za plecami świdrujący wzrok ciotki Tessie.
— Nie przypuszczałem, że go spakowałaś — odpowiedział.
— Przecież pakowaliśmy się razem. Gdzie wtedy byłeś? — Zmarszczyła uroczo brwi.
— Nie mogłem od ciebie oderwać wzroku. — Ścisnął mocniej jej dłoń.
Naprzeciw coś zaszeleściło. To Ruda przytrzymywała pod stołem rękę rozwścieczonego Pottera.
Potter, ja się tu produkuję, a ty chcesz wszystko zniszczyć. Jak zwykle zresztą.
Granger wstała od stołu, kręcąc głową z politowaniem.
— Czy będę mógł też go obejrzeć? — spytał Draco. Był bardzo ciekawy, jak wypadł na ich „zdjęciach". Czy przypadkiem Zakon nie zrobił mu psikusa i wydłużył ręce, żeby wyglądał jak małpa, albo dorobił na czole róg jednorożca.
— Oglądaliśmy go już — przypomniała Granger. Ciotka Tessie miała w sobie coś ze szpiega.
— Byłem zajęty czymś innym, kotku — mruknął do niej zalotnie.
— Głuptas — zachichotała Granger, przysuwając krzesło i rumieniąc się. — Przepraszam za mojego męża. Zaraz przyniosę ten album, pani Delacour.
Pani Delacour wyglądała na wzruszoną.
— Pamiętam nasz miesiąc miodowy… — zaczęła, ale przerwał jej Potter.
— Przepraszam, ale straciłem apetyt. — Wstał od stołu tak gwałtownie, że Ruda odskoczyła od niego ze strachem.
Poleciał na schody, jakby go goniło stado testrali.
— Zazdrosny — rzuciła kąśliwie ciotka Tessie.
Kiedy pani Delacour opowiadała mu o deserach, jakie jedli z panem Delacour w Prowansji w czasie ich miesiąca miodowego, Draco zerknął na Artura Weasleya. Mężczyzna dyskretnie podniósł kciuk do góry. Draco odetchnął. Przedstawienie się wreszcie udało.
— Dlaczego mnie nie uprzedziłaś? — szepnął Draco do Granger, czekając za kanapą na panią Delacour.
— A co? Nie podoba ci się? — zapytała z zawadiackim uśmiechem.
Draco prychnął.
— Oj, nie bądź taki — rzekła Granger. — Wyluzuj.
Uniósł brew. Granger, pierwsza kujonica świata i czcicielka wszelkich zasad mówiła mu, żeby „wyluzował".
— Nie rób takiej miny — powiedziała. — To prawdopodobnie jedyny album ślubny, jaki będę miała w życiu…
— Nie zaczynaj — zirytował się.
— Oboje dobrze wiemy, że mam rację. — Pani Delacour pojawiła się w salonie w momencie, w którym Granger szepnęła mu do ucha. — Zabaw się trochę. Nie podobało ci się przy stole?
Album był oprawiony w smoczą skórę. Granger poklepała miejsce obok siebie, dając znak, żeby siadał. Pani Delacour zajmowała miejsce po drugiej stronie dziewczyny.
Zakon Feniksa jednak go, a właściwie Jonathana Smarta, nie oszpecił. Pierwsze zdjęcie okazało się portretem ślubnym. Tak jak na portretach ślubnych w starych arystokratycznych rodzinach, Granger siedziała na krześle, a Jonathan trzymał rękę na jej ramieniu. Już na wstępie mówiło się tym, którzy tych zasad nie znali: żona podlega mężowi. Jest jego ozdobą. Tylko ozdobą.
— Niestety, to zdjęcia zrobione mugolskim aparatem — powiedziała pani Delacour Granger. — Wszystko działo się tak szybko, że nie zdążyliśmy załatwić magicznego.
Dracon wiedział, dlaczego to mugolskie zdjęcia. Bali się, że z magicznych ucieknie.
— Mają swój urok — pocieszyła ich pani Delacour.
Na następnym stali obok siebie, prezentując się w całej krasie. Granger miała koronkową suknię z małym dekoltem, długi welon, a na głowie połyskującą tiarę. Jonathan był ubrany w elegancką szatę ze srebrnymi wykończeniami.
— Piękna z was para, naprawdę. — W oczach pani Delacour zalśniły łzy.
Draco przysunął się bliżej Granger, aby lepiej widzieć kolejne zdjęcia. Jej oddech owionął jego szyję.
W świadkach rozpoznał Ninfadorę Tonks i Charliego Weasleya. Byli tu też inni Weasleyowie, Potter i parę osób, które znał z widzenia.
Granger przewracała kolejne strony.
Pierwszy taniec młodej pary, wspólne krojenie tortu, picie szampana za zdrowie świeżo upieczonych małżonków, ściąganie welonu.
— Przepiękne — szepnęła wzruszona pani Delacour.
Na ostatnim zdjęciu wklejonym do albumu Jonathan i Hermiona się całowali. Draco kątem oka zauważył, że Granger, mimo że bardzo nie chce, zaczyna się czerwienić.
— Chcecie mieć dzieci? — zapytała znienacka pani Delacour. — Oczywiście, jeśli mogę wiedzieć. To bardzo osobiste pytanie.
Granger spojrzała na Dracona. Chyba nie była przygotowana na takie pytanie.
— Zawsze chciałem mieć córkę — odpowiedział Draco, patrząc jej prosto w oczy. — W mojej rodzinie zawsze rodzili się pierwsi chłopcy. Chciałby zerwać z tą… tradycją.
Dlaczego jej to mówił?
Granger złapała go za rękę.
— Myśleliśmy nad trójką albo czwórką.
— Tak, będziemy mieli dużą rodzinę — przytaknął.
— Macie jakieś mieszkanie? — zapytała pani Delacour.
— Niewielkie mieszkanko, ale planujemy kupić dom — odparła Granger.
— Nad morzem albo w górach — rzekł Draco.
— Lubię morze — wtrąciła dziewczyna.
— W takim razie nad morzem. Wybrzeże Szkocji jest niezwykle malownicze.
Jeździł tam z Blaisem i wujkiem Thornem, gdy był mały.
— Mały, kamienny domek z ogródkiem — rzekła Granger zmienionym głosem. — Z dala od zgiełku magicznego świata. Nasze miejsce na ziemi.
— Mamo, choć tju! — zawołała z kuchni Fleur.
Pani Delacour poszła do córki, ale dziwny nastrój, jaki zapanował między Draconem a Hermioną nie minął. Hermiona oparła głowę o jego ramię, a on jej na to pozwolił. Wpatrzyli się w niewyczyszczone palenisko.
Żadne z nich nie ośmieliło się odezwać. Hermiona tylko gładziła jego dłoń obiema rękami. Po jakimś czasie przesunęła dwoma palcami w górę i obrysowała nimi Mroczny Znak na jego przedramieniu wyczuwalny pod niebieską koszulą. Draco drgnął.
— Jeśli ty mnie akceptujesz, to ja ciebie też — wyszeptała Hermiona.
Po chwili podniósł na nią wzrok. Jej twarz jeszcze nigdy nie była tak blisko jego…
To ona go pocałowała. Zaledwie delikatne muśnięcie wargami. Potem znowu oparła się o jego ramię. Uścisnął jej dłonie na znak, że nie musi się obawiać. To, co powiedział jej rano, było prawdą. Nie brzydził się jej.
Merlinie,jeżeli wczoraj dowiedziałem się, że zostałem wyklęty, a dzisiaj całowałem się z Hermioną Granger, to aż boję się pomyśleć, co będzie jutro.
