A/N: To teraz trochę mojego zrzędzenia. Wiem, że dużo osób dodaje moje opowiadanie do swoich ulubionych lub chce być informowanych o nowych rozdziałach. Cieszy mnie to, ale jednocześnie smuci, że te osoby nie wypowiadają się na temat kolejnych rozdziałów. To naprawdę pomaga w dalszej pracy jeśli wiem co robię dobrze albo co źle. Komentarze dają porządnego kopa na zachętę. Dlatego proszę, byście chociaż napisali czy jest fajnie czy nie. Dajce znak, że jesteście. :)


Rozdział X

Ciszę jaka panowała w prywatnych kwaterach Mistrza Eliksirów, przerwało pukanie do drzwi. Severus podniósł wzrok znad książki, którą właśnie czytał i ujrzał Minerwę McGonagall wchodzącą do pokoju.

- Nie wydaje mi się, bym powiedział „wejść" – brew Snape'a podjechała do góry, nadając jego twarzy ironiczny wygląd.

Kobieta lekceważąco machnęła ręką, zamknęła za sobą drzwi i usiadła w fotelu. – Nie masz nic przeciwko?

- Nawet gdybym miał i tak byś to zignorowała – odparł mężczyzna i przewrócił stronę w książce, ponownie skupiając się na lekturze.

- Będziesz teraz czytał? – zapytała wicedyrektorka, spoglądając karcąco na swojego przyjaciela.

- W przeciwieństwie do niektórych mieszkańców tego zamku, mam podzielną uwagę – odparł Snape nie odrywając wzroku od książki.

- Jak Hermiona z tobą wytrzymywała?

- Nie wytrzymywała. Jak widzisz, nie ma jej tutaj.

- Nie udawaj Greka. Dobrze wiesz o czym mówię – drążyła temat McGonagall.

- Nie, nie wiem.

- Mężczyźni. Wszyscy jesteście tacy sami.

- To znaczy?

- Infantylni, krótkowzroczni, bezduszni, impertynenccy i głupi – powiedziała Minerwa z godnością unosząc podbródek i patrząc z góry na czarodzieja.

- Jeszcze piętnaście minut temu posiadałem dyplom Mistrza Eliksirów, którego na pewno bym nie zdobył będąc głupim. Przez ten kwadrans nic się nie zmieniło, jak sądzę – odparł spokojnie Severus i ponownie przewrócił kartkę w książce. – Coś jeszcze? Czy pofatygowałaś się aż tutaj, by ponarzekać na moich pobratymców, czyli mężczyzn…

Minerwa rozsiadła się wygodniej w fotelu i uśmiechnęła w taki sposób, że Severus zdał sobie sprawę, iż ta kobieta nie odejdzie zbyt szybko. Zamknął książkę i odłożył ją na stolik. Spojrzał wyczekująco na McGonagall, która przyglądała mu się z uśmiechem na ustach.

- O co ci chodzi? – zapytał w końcu.

- O ciebie.

- W takim razie skończyliśmy tę rozmowę.

- Nawet jej nie zaczęliśmy, Severusie – powiedziała, by, kiedy Snape zaczął wstawać z fotela, dodać – jeszcze nie skończyłam.

- Trudno.

- Siadaj! – zagrzmiała Minerwa głosem, którym zwracała się do krnąbrnych uczniów.

Severus wbrew sobie poczuł się jak pierwszoroczny student na pierwszej lekcji transmutacji i wcale mu się to nie podobało.

- Teraz znacznie lepiej – powiedziała Minerwa, kiedy mężczyzna z powrotem siedział na swoim miejscu. – Herbaty?

- To moje kwatery! – oburzył się czarodziej, spoglądając złowrogo na wicedyrektorkę.

- W to nie wątpię. Tylko ty gustujesz w kolorach nadających się do zakładu pogrzebowego – odparła złośliwie McGonagall, powodując tym samym, że oczy Severusa zwęziły się niebezpiecznie, a usta zacisnęły w wąską linię. – Ale do rzeczy. Przyszłam, by dowiedzieć się jak się czujesz?

- Wyśmienicie. Możesz już iść – odparł Snape.

- Mnie nie oszukasz.

- Oszukiwałem samego Voldemorta, który był doskonałym legilimentą. Ty chyba nie zgłębiłaś tej sztuki zbyt dokładnie – wycedził Severus, który miał już serdecznie dość tej rozmowy i obecności swojej byłej nauczycielki transmutacji.

- „Czytać" w myślach to jedno. Nie zapominaj, że znam cię bardzo długo i wiem kiedy coś cię dręczy…

- Naprawdę? – parsknął czarodziej. – To gdzie byłaś, kiedy dręczyli mnie twoim ukochani Huncwoci, co?

- Severusie, nigdy sobie tego nie daruję. Jest mi niezmiernie przykro z tego powodu…

- Nie będziemy teraz do tego wracać – przerwał Minerwie Snape. – A teraz wybacz, ale mam dużo pracy. - Severus wstał z fotela i podszedł do biurka. Odsunął szufladę i wyjął z niej swoje notatki dotyczące Eliksiru Zapomnienia i udoskonalonego antidotum.

- W takim razie… Również chcę, by Hermiona odzyskała swoje wspomnienia – powiedziała McGonagall. Podniosła się i podeszła do drzwi, by w progu odwrócić się i jeszcze raz spojrzeć na przyjaciela. – Jeślibyś chciał… - urwała, zdając sobie sprawę z idiotyczności tych niewypowiedzianych słów. Severus nigdy nie potrzebował rozmowy i wypłakiwania się w kołnierz. Kobieta uśmiechnęła się smutno. – Do zobaczenia na obiedzie – powiedziała i wyszła zamykając za sobą drzwi.

.::.

Ginny Potter zastanawiała się czy dobrze zrobiła mówiąc Alanowi o jego ojcu. Prawdę powiedziawszy wiedziała, że Hermiona, kiedy tylko odzyska pamięć, zabije ją za to. Ale czy mądrze było okłamywać chłopca? Jak na swoje siedem lat był diablo zdolny i inteligentny, co nie dziwi kiedy się wie kim są jego rodzice. Z drugiej strony nie powiedziała znowu tak dużo. Pokazała tylko zdjęcie całego grona pedagogicznego Hogwartu, na którym był Snape. Oczywiście nie powiedziała Alanowi, że Mistrz Eliksirów jest jego ojcem, ale… Nie zdradziła tajemnicy Hermiony, podała tylko same ogólniki. Poza jednym, wypaplała, że jego ojciec nawet nie wie o jego istnieniu. Oczywiście natychmiast zmyśliła jakąś bajkę o niemożności kontaktu i takie tam. Jednak po minie Alana wiedziała, że on tego nie kupił. Podziękował jednak za informacje i zabrał się do oglądania zdjęć. Biedny dzieciak, pomyślała wtedy. Podobne myśli nachodziły ją bardzo często. Nawet teraz, podczas zakupów na Pokątnej.

- Biorę to – powiedziała pani Potter i położyła na ladzie ciemnozieloną bluzkę. Ten kolor, jako jeden z nielicznych komponował się z jej rudymi włosami, a poza tym lubiła go. Uspokajał ją i przywodził na myśl oczy Harry'ego.

Kiedy sprzedawczyni pakowała zakup, Ginny spojrzała przez wystawową szybę na ulicę. Ludzie mijali się w pośpiechu, a niektórzy rodzice już biegali z dziećmi po sklepach dokonując zakupów szkolnych. Między nimi wyłowiła charakterystyczne blond włosy, prawie platynową, niezmienną od lat fryzurę. Draco.

- Pięć galeonów – powiedziała sprzedawczyni zwracając na siebie uwagę.

- Tak? Tak… - odparła z lekkim roztargnieniem kobieta i położyła na ladzie należność. Wzięła pakunek i pożegnawszy się, opuściła mały butik. Rozejrzała się jeszcze, ale kiedy stwierdziła że młody Malfoy zniknął, ruszyła w odwiedziny do swoich braci.

.::.

- Trzymaj się Gin… - zaczął Fred

- …i trzymaj krótko Harry'ego – dodał George.

- Tak, tak. Na razie chłopaki. – Pani Potter wyszła ze sklepu bliźniaków i odwróciła się, by pomachać braciom na do widzenia. Wiedziała, że będą sta

przy oknie i odprowadza

ją wzrokiem. Nie pomyliła się, dwie identyczne twarze wykrzywiły się w uśmiechu.

Wracając do domu rozglądała się po sklepowych wystawach i nie zauważyła młodego mężczyzny idącego z głową spuszczoną w dół. Dopiero, kiedy torba z zakupami wypadła jej z ręki uświadomiła sobie co się stało.

- Przepraszam… Malfoy? – Ginny spojrzała prosto w szare oczy blondyna.

- Weasley – powiedział chłodno arystokrata nie odwracając wzroku.

- Potter, nie Weasley – odparła, a w jej głosie słychać było złość. – Miałeś wystarczająco dużo czasu, by przyswoić sobie tę wiadomość.

- Nie zaprzątam sobie głowy błahostkami. To chyba twoje. – Draco schylił się i podał kobiecie torbę, w której znajdowała się bluzka. – Przynajmniej gust masz dobry. Jeśli chodzi o kolory, oczywiście – dodał, po czym bez słowa wyminął czarownicę i ruszył dalej. Sam nie wiedział czemu był taki nieuprzejmy, przecież stać go na normalną rozmowę. A tu… Jesteś idiotą – mruknął pod nosem i włożył ręce do kieszeni spodni.

Ginny odwróciła się za Malfoyem. Chciała nawet go zatrzymać, ale słowa uwięzły jej w gardle. Zawróciłaby go i co? Zaczęliby żartować i prowadzić miłą pogawędkę jak starzy znajomi? Tak nie było i nigdy nie będzie. Niektóre przepaście są zbyt duże, by je pokonać. Chociaż… Może gdyby nie uganiała się tak za Harrym dostrzegłaby zmianę u Ślizgona i jego tęskne spojrzenia rzucane w jej stronę. Była tak głupia, że to Luna musiała ją o tym uświadomić. Nawet ona zauważyła zmianę.

- Jesteś idiotką – szepnęła i aportowała się do domu.

.::.

Od pechowej wyprawy do Zakazanego Lasu i pocałunku minął ponad tydzień. Zarówno Hermiona, jak i Severus nie wspominali o tym, co się stało. Na pozór wszystko wydawało się być takie jak przedtem, ale zmieniło się jedno - zachowanie Mistrza Eliksirów. Zwiększył dystans między nimi.

Podczas pracy zachowywał się tak jak zwykle, był skupiony, dokładny i rzadko odzywał się do Hermiony. Ale podczas przerw stawał się bardziej niż zazwyczaj złośliwy, tak jakby chciał ją na siłę do siebie zrazić. Kobieta jednak starała się nie zwracać na to uwagi. Ripostowała jego wypowiedzi, a czasem też pozwalała sobie na drobne złośliwości.

- Nie ma sproszkowanego rogu jednorożca. – Zauważyła Hermiona podchodząc do półki z ingrediencjami. – Ani łusek salamandry, pazura psidawka, smoczej krwi, zęba…

- Wybacz, że nie zaszlachtowałem jednego z trzech jednorożców, które spotkaliśmy w lesie i nie pozbawiłem go rogu, ani nie obdarłem salamandry z łuskowatej skóry. Najprawdopodobniej instynkt Śmierciożercy nie zadziałał – rzucił ironicznie Snape i zabrał się do miażdżenia skarabeuszy.

- A nie wystarczyłoby zamówić brakujące rzeczy na Pokątnej? – zapytała jakby od niechcenia młoda kobieta i podeszła do kociołka, nad którym unosiły się obłoczki pary. – Bez rogu…

- Doskonale wiem do czego służy róg jednorożca, Granger! Wiem jakie ma właściwości. Jestem cholernym Mistrzem Eliksirów! – ryknął i walnął dłonią w stół. Moździerz z ucieranymi skarabeuszami spadł na podłogę, ale nie zwrócili na to uwagi. Czarodziej intensywnie wpatrywał się w Hermionę myśląc, że ten nagły wybuch sprawi, iż zacznie się ona trząść ze strachu. Jakież więc było jego zaskoczenie, którego oczywiście nie dał po sobie poznać, kiedy Gryfonka tylko wzruszyła ramionami.

- Tak tylko powiedziałam – odparła.

.::.

Severus pochylał się nad książką, którą przed chwilą przywołał ze swojej prywatnej biblioteki. Szczupłe palce błądziły po tekście szukając przydatnych informacji, a mężczyzna starał się nie zwracać uwagi na ciche nucenie jego asystentki.

Hermiona nuciła pod nosem jakąś melodię, która wydawała jej się znajoma i sprzątała niewykorzystane składniki ze stołu. Udało im się zrobić bazę pod eliksir i nie wysadzić pracowni. Teraz należało tylko dodać odpowiednie składniki, które wzmocniłyby moc mikstury i przywróciły kobiecie pamięć. Problemem były jednak proporcje i postać składników.

- Będę musiał wybrać się na Pokątną – powiedział czarodziej prostując się. – Odwrócenie właściwości niektórych roślin wymaga smoczej krwi, której niestety nie posiadam.

- Będę mogła iść z tobą? – Hermiona przerwała sprzątanie i podeszła do mężczyzny. Jej oczy patrzyły na niego błagalnie.

- Nie.

- Dlaczego?

- Bo jak tak mówię.

- Nie możesz mi rozkazywać – oburzyła się Gryfonka.

- Tak dla przypomnienia… jestem za ciebie odpowiedzialny.

- Nie jesteś moją niańką.

- Wierz mi, to samo powiedziałem Albusowi zanim zgodziłem się pełnić rolę bodyguarda – odparł Snape i zamknął książkę, którą przeglądał. – Zostaniesz w zamku.

- I co jeszcze? – Złość zaczęła wzrastać, a krew niebezpiecznie wrzała w żyłach młodej kobiety.

- Nie wiem, nie płacą mi za organizowanie ci zajęć – rzucił sarkastycznie Severus i machnięciem różdżki sprawił, że niewykorzystane ingrediencje wróciły na swoje miejsca.

- To niesprawiedliwe. – Hermiona nie dawała za wygraną.

- Tylko się nie popłacz.

- Gbur!

- Język, Granger!

- Pieprz się – syknęła czarownica i wyszła z pracowni, zostawiając Snape'a samego.

Mężczyzna patrzył na drzwi, które przed chwilą zamknęły się z hukiem. Zrobił to co zamierzał, odsunął ją od siebie, spowodował, że była na niego zła. Tylko czemu czuł się źle z tego powodu?

.::.

Hermiona była wściekła, tyle że nie na Severusa a na samą siebie. Była zła za swoją reakcję, za to, że tak łatwo dała się wyprowadzić z równowagi. Wiedziała, że będzie próbował ją zdenerwować i powinna być na to przygotowana.

Złość czarownicy zmalała przez noc i nazajutrz rano obudziła się z mocnym postanowieniem wprowadzenia zmian. Wykonując poranną toaletę rozważała co powie Severusowi na dzisiejszym spotkaniu. Nie będzie go przepraszać, bo nie ma za co, ale chce przedyskutować temat ich dalszej współpracy. Hermiona zdawała sobie sprawę, że pocałunek zmienił znacznie więcej niż jej się na początku wydawało. A to nie powinno mieć miejsca. Są przecież dorośli i takie rzeczy nie mogły mieć na nich wpływu.

Myśli wciąż kołatały się w głowie Gryfonki, kiedy zapukała do drzwi prywatnych kwater Mistrza Eliksirów. Było pół godziny przed planowanym spotkaniem i kobieta pomyślała, że Severus najpewniej jest jeszcze u siebie.

Kiedy po ponownym zapukaniu w hebanowe drewno Hermiona nie usłyszała charakterystycznego „wejść'', skierowała swoje kroki w stronę pracowni. Jednak i te drzwi były zamknięte.

Kobieta zaczęła się zastanawiać co było tego powodem. Czyżby Snape nie chciał jej widzieć? Nie. Szybko odgoniła tę myśl zdając sobie sprawę, że on nie należy do osób obrażalskich. A może coś mu się stało? Jakiś wybuch podczas warzenia eliksiru? W umyśle czarownicy zaczęły pojawiać się przerażające obrazy. Nie zastanawiając się ani chwili, wyciągnęła różdżkę i skierowała ją na klamkę.

- Alohomora.

Zamek w drzwiach szczęknął. Hermiona ostrożnie weszła do środka spodziewając się najgorszego. W pracowni jednak panowała cisza, wszystko było na swoim miejscu. I nigdzie nie było Mistrza Eliksirów. Kobieta rozejrzała się jeszcze raz, ale nic nie zwróciło jej uwagi. Podeszła do drzwi, które prowadziły do salonu Severusa. Zapukała. Spodziewała się, że nie usłyszy odpowiedzi, ale nie spodziewała się, że drzwi otworzą się po naciśnięciu klamki.

Dumbledore i Minerwa zdążyli jej opowiedzieć co nieco o czarnowłosym mężczyźnie. Z ich opowieści dowiedziała się, że był on strasznym paranoikiem. Temu jednak nie mogła się dziwić, wiedząc jaką pracę wykonywał. Niejeden człowiek pewnie już dawno zwariowałby od ciężaru spoczywającego na jego barkach. Ale nie Severus. On był inny, silniejszy, był wytrwały i potężny. Hermiona przypomniała sobie o magii, która emanowała od jego sylwetki podczas ich pierwszego spotkania tego lata. Tym bardziej zdziwiły ją niezabezpieczone drzwi.

Czarownica weszła do salonu, w którym panował mrok. Mimo pięknej słonecznej pogody, w lochach zawsze było ciemno przez brak okien, ale to nie stanowiło problemu ani dla Snape'a ani dla Hermiony. W takich warunkach mogła skupić się całkowicie na wykonywanej pracy, a widoki zza okna jej nie rozpraszały.

Gryfonka, podobnie jak wcześniej w pracowni, rozejrzała się. Przeszła przez salon prosto do sypialni Mistrza Eliksirów. Mężczyzny jednak nigdzie nie było. Wtedy jej wzrok padł na pergamin leżący na komodzie.

- Lumos – szepnęła i przyłożyła koniec różdżki do skrawka papieru. Ciasnym, drobnym pismem wypisane były nazwy ingrediencji. – Pokątna – powiedziała sama do siebie i westchnęła z ulgi gdy zrozumiała. Severus wybrał się do apteki po brakujące składniki. Była głupia myśląc, że coś mu się stało.

Uśmiechnęła się z wyraźną ulgą. Teraz należało jak najszybciej opuścić komnaty, zanim wróci ich właściciel. Wolała nie wiedzieć co by sobie pomyślał znajdując ją w swojej sypialni. Miała już wyjść kiedy jej wzrok padł na blade, niebieskie światło wydostające się przez niedomknięte drzwi szafy. Wrodzona ciekawość nie pozwoliła jej zostawić w spokoju tego faktu. Hermiona podeszła do szafy i zajrzała do środka. Na jednej z półek stała kamienna misa zdobiona celtyckimi znakami, w środku falowała srebrno-niebieska ciecz, raz po raz ukazując rozmazane obrazy.

- Myślodsiewnia. – Hermiona była zaskoczona tym znaleziskiem. Czytała o nich, ale nigdy nie spotkała się z tymi magicznymi misami, a przynajmniej nie pamiętała tego. Służyły do przechowywania wspomnień, które w każdej chwili można było przejrzeć. Wystarczyło tylko pochylić się i zanurzyć twarz.

Gryfonka zadrżała z ekscytacji. Miała przed sobą wspomnienia Severusa, najprawdopodobniej część z nich będzie związana z nią. Nareszcie będzie mogła się dowiedzieć…

To nieuczciwe. To są jego wspomnienia. Szepnął głos w jej głowie, z którym musiała się zgodzić. Musiała, ale nie chciała. Straciła pamięć i wiedzę o życiu, którego częścią był Severus. Miała prawo znać prawdę, miała prawo wiedzieć.

Hermiona ujęła kamienną misę w dłonie i postawiła ją na podłodze. Uklękła przed nią. Wzięła głęboki oddech i zanurzyła twarz w wirującej substancji.