Policzki Hermiony wciąż płonęły, kiedy usiadła na wskazanym przez profesor McGonagall miejscu. Świetny sposób do zaimponowania jej, zbeształa się. Mizdrzyć się do innego nauczyciela tuż przed jej nosem!
McGonagall wpatrywała się w nią wszystkowiedzącym wzrokiem tak długo, że Hermiona aż skrzywiła się wewnętrznie ze wstydu. W końcu odchrząknęła. – A więc, panno Granger, muszę przyznać, iż jestem bardzo zadowolona z wyboru Transmutacji, jako pani dalszej specjalizacji. Podejrzewałam, że zdecydujesz się na Eliksiry w... zaistniałej sytuacji.
Hermiona potrząsnęła głową. – Nie, pani profesor... to właściwie przez obecną sytuację nie zdecydowałam się na Eliksiry. Uważam, że nie byłoby dobrze... wyjść za mąż za kogoś, kto ma nade mną taką władzę.
Profesorka uśmiechnęła się. – Tak, Albus wspomniał mi o tym, jako o powodzie twoich wcześniejszych OWTMów. Mądra decyzja, panno Granger. Choć to wcale nie powinno mnie dziwić – zawsze wykazywałaś się mądrością wykraczającą poza twój wiek. – McGonagall przerwała na chwilę, zanim stwierdziła. – Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, iż stosunek mistrz/praktykant różni się od stosunku nauczyciel/uczeń. Ja, na przykład, proszę, byś zwracała się do mnie po imieniu i nawzajem, kiedy nie ma w pobliżu uczniów. Zostaniesz moją asystentką, ja twoją mentorką. Większość pracy będziesz wykonywać pod moim kierownictwem, ale bez polecenia, jeżeli rozumiesz, co mam na myśli. – Hermiona przytaknęła, nieśmiały uśmiech pojawił się na jej twarzy. – Bardzo dobrze! – zawołała profesor McGonagall i pogrążyły się w dyskusji o wymaganych szczegółach dla nich obu, kiedy dziewczyna zostanie praktykantką.
Po omówieniu wszystkiego i zgodzeniu się na początek współpracy w środku następnego tygodnia, Hermiona powiedziała. – Więc... wciąż muszę się uczyć do OWTMów i naprawdę powinnam już wracać. Dziękuję bardzo za rozmowę i przyjęcie mnie na praktykę.
McGonagall spojrzała na młodą kobietę siedzącą przed nią. Ku zaskoczeniu Hermiony, starsza czarownica rzekła. – Hermiono? Proszę, nie zamartwiaj się tak egzaminami. Oferta praktyki jest całkowicie niezależna od wyników testu. Całkiem dobrze poznałam się na twoich zdolnościach przez te lata, kiedy uczyłaś się tu, w Hogwarcie. Pamiętaj, jeżeli już raz zostaniesz Mistrzynią, nikt nie będzie przejmował się tymi wynikami.
- Dziękuję, pani profesor. – Uśmiechnęła się lekko, widząc uniesioną brew McGonagall. – To znaczy Minerwo.
Minerwa milczała chwilkę, taksując ją spojrzeniem. W końcu przemówiła. – Napijesz się herbaty, Hermiono? Jest kilka innych spraw, które chciałabym z tobą omówić. Spraw, o których planowałam z tobą porozmawiać, kiedy Albus opowiedział mi o... sytuacji. Obiecuję nie zająć ci zbyt wiele czasu.
Hermiona przytaknęła niepewnie. – W porządku, prof-Minerwo.
McGonagall wzięła głęboki oddech. – Przyznam, iż zaniepokoiłam się, gdy Albus wtajemniczył mnie w sytuację, w jakiej znalazłaś się w zeszły piątek. – Widząc powściągliwy wzrok dziewczyny, uniosła brew. – Tak, Hermiono, wiem o wszystkim. I chociaż nie mogę usprawiedliwiać twoich działań... twoich intencji, nie znaczy to, że nie rozumiem twoich motywacji. Jestem tylko wdzięczna, iż Severus zdołał... pomóc ci w jakiś sposób, odnośnie tego wyboru. – Hermiona zawstydziła się. Wystarczająco złe było, iż Snape i Dumbledore wiedzieli o jej nauce Czarnej Magii, ale profesor McGonagall? Opiekunka jej domu? I zastępca dyrektora, nie zapominaj, przypomniała sobie. Oczywiście Dumbledore poinformował ją o wyczynach Hermiony.
Z opóźnieniem dziewczyna zdała sobie sprawę, że McGonagall oczekuje odpowiedzi. – Um... Doceniam to, pani profesor.
McGonagall posłała jej kolejne przenikliwe spojrzenie, zanim przypomniała. – Minerwa, dziecko – zamilkła na chwilę. – Nie wstydź się, Hermiono. Nie jesteś jedyną kuszoną – ale dokonałaś właściwego wyboru. – Dziewczyna ciężko przełknęła, czując się winną. Co pomyślałaby McGonagall, jeżeli dowiedziałaby się o książkach? Wie, co planuje?
Zapłacą. Sprawię, że zapłacą.
Ponownie z opóźnieniem zdała sobie sprawę, iż Minerwa ciągle mówi - ... kiedykolwiek uczestniczyłaś w czarodziejskim weselu, Hermiono? – Potrząsnęła głową, a profesorka się uśmiechnęła. – Tak myślałam. Pytałam Albusa, ale nie był pewien. Gdybym mogła... ceremonia, sama w sobie, nie jest skomplikowana, ale powinnaś wiedzieć, czego się spodziewać. A przygotowania mogą wydawać się raczej... odstraszające dla kogoś niezaznajomionego z nimi. Jeżeli pozwolisz, z chęcią oferuję swoją pomoc. Asystowałam przy całkiem niezłej liczbie ślubów w swoim życiu.
Umysł Hermiony zawirował. Z wszystkim, co się wokół niej działo, nawet nie zastanawiała się nad koniecznymi przygotowaniami. – Boże... nawet o tym nie myślałam, Minerwo. Tak, proszę – jeżeli mogłabyś mi pomóc, byłabym wdzięczna. Przypuszczam, że powinnam poczytać o tym, ale nie mam tyle czasu na czytanie... – Zamilkła, słysząc chichot Minerwy.
- Zostaw to mnie, panno Granger. Widziałam wystarczająco dużo takich ceremonii, by wiedzieć co i jak. Będę szczęśliwa pomagając ci. Po pierwsze, jest kilka rzeczy, które musimy zdobyć na Pokątnej – suknię, oczywiście, i szarfy, których chciałabyś użyć.
Hermiona gapiła się na nią bez wyrazu. To naprawdę miało się stać... Kiedy znajdą czas, by się tym wszystkim zająć? Nie licząc jej nauki, Minerwa miała zajęcia... Jakby czytając jej myśli, McGonagall kontynuowała. – Sugeruję późny, środowy poranek, jeśli to ci odpowiada. Mam wolną lekcję przed i tuż po lunchu. – Hermiona przytaknęła. To się dzieje naprawdę. Wspomnienie głosu Albusa sprzed zaledwie kilku dni zadźwięczało w jej głowie.
Panno Granger... Voldemort życzy sobie, by poślubiła pani Śmierciożercę. I... tak się akurat składa, że mamy tutaj jednego...
- Hermiono. Wszystko dobrze, dziecko? – zapytała głosem zakrawającym o zaniepokojenie.
Wyrywając się z zamyślenia odpowiedziała. – Tak, tak... w porządku. Po prostu wszystko jest takie... trudne do przełknięcia. To była tak abstrakcyjna idea, kiedy profesor Dumbledore i Severus powiedzieli mi o tym po raz pierwszy... wyjść za Severusa... ale teraz, mówienie o ślubnej sukni i szarfach... – Dziewczyna wzruszyła bezradnie ramionami.
To najlepsze wyjście dla ciebie.
- Severus to dobry człowiek – rzekła łagodnie Minerwa, po czym, po krótkiej pauzie, uniosła brew. – I chyba nie tak odpychający dla ciebie, prawda?
- Nie... nie odpychający – odparła cicho Hermiona, patrząc na swoje dłonie i błagając, by się znowu nie zarumienić. Usłyszała, jak McGonagall wstaje i obchodzi biurko. Kiedy ponownie uniosła wzrok, zobaczyła starszą czarownicę siedząca tuż obok niej.
- Nie ma się czego wstydzić, Hermiono. Szczerze mówiąc, ulżyło mi. Kiedy Albus pierwszy raz mi powiedział... Możesz sobie wyobrazić mój niepokój. Prawda, Severus to dobry człowiek, ale nieszczególnie miły mężczyzna... i nie jest typem, który pociąga większość młodych kobiet, chociaż oczywiście potrafi być czarujący, jeżeli chce. – Tak, naprawdę może, pomyślała Hermiona, a jej wargi wygięły się w małym uśmiechu, zanim zdążyła się powstrzymać. Minerwa zachichotała cicho. – Cieszę się więc, że wykazałaś więcej rozumu i dojrzałości, niż inne dziewczęta w twoim wieku. I więcej smaku.
- Um... dziękuję, Minerwo – wymamrotała Hermiona.
- To prosta prawda, moja droga. I, jeżeli mogę... będziemy ze sobą spędzać dość dużo czasu w niedalekiej przyszłości. Proszę, nie krępuj się rozmawiać ze mną na jakikolwiek temat. Jestem wystarczająco stara, by nie osądzać. – Szczere spojrzenie McGonagall nie pozostawiło jej wątpliwości, które sprawy miała na myśli. – Wiem, że masz przyjaciół w swoim wieku, by z nimi rozmawiać, ale jeżeli poczujesz potrzebę zasięgnięcia rady starszej kobiety... Nie krępuj się i przyjdź do mnie. Severus to... skomplikowany mężczyzna.
- Minerwo – to chyba lekkie niedomówienie.
Tego wieczoru oczy Severusa spoczęły na stole Gryffindoru od razu, gdy tylko wszedł przez małe drzwi za stołem nauczycielskim. Hermiona już tam była, siedząc znowu miedzy panną Weasley, a Potterem. Jego wzrok natychmiast powędrował do ślizgońskiego stołu, gdzie z satysfakcją zauważył przygaszonego Malfoy'a i jego dwóch pomagierów. Było mało prawdopodobnym, by chłopak usiłował zrobić dziś cokolwiek... miał także nikłą nadzieję, iż powstrzyma się na resztę tygodnia.
Malfoy junior okazał się tak samo odpornym na zdrowy rozsądek, jak jego ojciec, a... pokusa, jaką była panna Granger, mogła być zbyt duża dla jego przemożnego braku kontroli. Nie wyolbrzymiał, mówiąc Czarnemu Panu o braku subtelności i inteligencji tego chłopaka. Severus westchnął. W rzeczy samej dziewczyna była kusząca pod wieloma względami. Oprócz oczywistego użytku dla Czarnego Pana, była także niezwykle pociągająca. Z rozkosznymi, zaokrąglonymi kształtami, które jego oczy zanotowały niezliczoną ilość razy podczas tego weekendu, a jego ciało wcześniej tego dnia, podczas uścisku... zdecydowanie odepchnął te myśli na bok.
Siadając obok Minerwy, obdarował ją krótkim pozdrowieniem i na powrót wrócił do stołu Gryffindoru. Rozmawiała z Longbottomem i śmiała się z czegoś, co powiedział. Severus słyszał, że Longbottom i Potter namiętnie bronili swojej przyjaciółki i raz przyłapał się nawet na wdzięczności za ich akcję. Musiał przyznać, iż był zaskoczony tym, jak dobrze Potter przyjął wiadomości. Chociaż nie byłby pewny jego reakcji, gdyby Albus nie złagodził mu tego ciosu.
Wziąwszy łyk herbaty, ujrzał, jak przerzuca długie, gęste, niesforne włosy przez ramię. Jej zachowanie tego ranka wciąż go zastanawiało... oczywiście, że coś musiało ją przestraszyć – gorączkowy, mocny uchwyt jej rąk na jego ramieniu przypominał mu epizod w jego biurze, tej feralnej nocy, kiedy to wypłakiwała w jego pierś cały strach i frustrację. Ledwie mógł uwierzyć, że to stało się zaledwie trzy dni wcześniej.
Z westchnieniem podniósł widelec i kręcił nim leniwie. Ponownie się zastanawiał nad dziwnym... pokrewieństwem, które czuł do dziewczyny od weekendu. Tego ranka, gdy zbudziła go, czuł to wyraźnie. Pobieżna nauka Czarnej Magii nie powinna wywoływać w niej takich reakcji.
Zwęził oczy, zastanawiając się nad młoda kobietą. Twierdziła, że nie czytała Księgi Krwi i instynktownie jej uwierzył. Ale czy naprawdę mógł być pewny? Odrzucił myśl tak szybko, jak tylko pojawiła się w jego umyśle... definitywnie okazywałaby jakieś oznaki choroby. Minerwa przerwała jednak jego rozważania.
- Wygląda dobrze. O wiele lepiej, niż tydzień temu, nie uważasz?
Zdając sobie sprawę, że gapił się na Hermionę przez cały czas – i jeszcze został na tym przyłapany – zacisnął usta ze złością. – W rzeczy samej – odparł. – Jestem pewien, iż zakończenie dylematu z zakresem nauki miało w tym dużo swojego udziału.
Minerwa zachichotała cicho. – Mam przeczucie, że coś innego miało w tym o wiele więcej udziału, Severusie. – Posłał jej ostre spojrzenie i z irytacja zauważył błysk w oczach, tak bardzo podobny do Albusa. Przeklęci Gryfoni.
Spojrzał gniewnie na swój talerz, popychając swój obiad widelcem gwałtowniej, niż to było konieczne. – Cieszę się, że uznałaś tę całą sytuację za tak zabawną, Minerwo.
Zaskoczony poczuł dłoń na ramieniu, a kiedy spojrzał wyżej, zobaczył McGonagall przypatrującą mu się poważnie. – Severusie – jeżeli mógłbyś, chciałabym z tobą porozmawiać odnośnie tej sytuacji. Mam pewne obawy-
- Oczywiście, że masz, Minerwo. Jedna z twoich cennych Gryfonek niedługo zwiąże się z Opiekunem Slytherinu. Mogę sobie tylko wyobrazić te syki i prychania w biurze Albusa, kiedy ci o tym powiedział – sarknął.
Minerwa obdarzyła go rozbawionym spojrzeniem i potrząsnęła głową. Skomentowała to cicho. – Chyba źle mnie zrozumiałeś, młodzieńcze. Ulżyło mi. – Patrzył na nią, nie wierząc w to, co słyszy, lecz ona przytaknęła. – A jeszcze bardziej mi ulżyło, kiedy zobaczyłam was dzisiaj razem i porozmawiałam z panną Granger. Jakkolwiek... – zamilkła, a jej twarz straciła całe rozbawienie i zrobiła się poważna. – Jak mówiłam, mam pewne obawy, ale to nie jest odpowiednie miejsce na ich omawianie. Może wpadniesz jutro do mojego biura po lunchu?
Severus westchnął, poddając się nieuniknionemu. Miał kilka rzeczy do zrobienia, ale im szybciej pozbędzie się Minerwy, uspokajając ją, tym lepiej. – Bardzo dobrze. – McGonagall skinęła z satysfakcją i oboje zajęli się własnymi talerzami.
Podniósł wzrok, zauważając jakiś ruch przy stole Slytherinu. Malfoy wychodził. Wciąż wyglądał na zastraszonego i przechodząc obok, nawet nie spojrzał na stół Gryfonów... Snape zanotował także, że Potter obserwował blondyna z niebezpiecznym błyskiem w oku. Ach, tak, pomyślał zadowolony. Panna Granger z pewnością poinformowała go o pogróżkach Dracona. I bardzo dobrze, jeżeli sprawi to, iż Potter poważnie podejdzie do zagrożenia. Choć Draco i jego dwóch goryli byli głupi i żałośni, to cała trójka potrafiła porządnie rzucić klątwę Imperius. A klątwa ta w szczególności była talentem rodziny Malfoy'ów.
Dumbledore zrobił chociaż tyle, że zmienił zaklęcia wokół szkoły i terenów jej podlegających po powrocie Czarnego Pana na czwartym roku Pottera. Świstokliki nie zaaprobowane przez niego nie działały na terenie szkoły – wszyscy podróżujący niezatwierdzonym Świstoklikiem odsyłani byli do biura dyrektora i traktowani zgodnie z potrzebą. To całkowicie redukowało prawdopodobieństwo porwania, a Malfoy – jako członek rady szkoły – dobrze wiedział o nowych zaklęciach Albusa.
Będzie musiał zacząć z dziewczyną lekcje Oklumencji tak szybko, jak tylko zda OWTMy. Ostatecznie będzie musiała pojawiać się na różnych spotkaniach towarzyskich, które organizowali Śmierciożercy, choć odwlecze to na tak długo, jak tylko zdoła. Na razie miał nadzieję przekonywać Czarnego Pana, że wciąż jest zbyt przerażona, zszokowana... że mogłoby zadziałać przeciwko ich misternie ułożonemu planowi przyprowadzenie jej przed znienawidzonych wrogów tak szybko. Najpierw będzie musiała zakwestionować swoją lojalność, by przenieść ją całkowicie na Severusa, zanim zaryzykują.
Ich oczy nagle się spotkały. Tym razem nie odwrócił wzroku i kiedy tak na siebie patrzyli zobaczył coś... to samo, co widział już w jej oczach tego ranka, kiedy powiedziała, że mu ufa. Głupia dziewczyna, pomyślał, ledwie powstrzymując złośliwy uśmieszek. Naprawdę nie zdawała sobie sprawy z kim ma do czynienia. Cichy głos w jego głowie przyznał jednak, że może mu ufać – tak długo, jak chodziło o jej bezpieczeństwo.
Z drugiej strony ufając mu pod względem emocji... Hermiona odwróciła się i nawet z takiej odległości widział rumieniec oblewający jej twarz. Westchnął zirytowany i ponownie zaczął dziobać swój obiad. Dziewczyna miała emocje wypisane na twarzy... typowe dla młodych Gryfonów. Jeszcze za młoda na wiekową powściągliwość, która jakoś się przejawiała, jak w przypadku dyrektora. Ale na razie... nie mógł liczyć na tworzenie potrzebnych emocji z, czy bez jego nauczania Oklumencji. Jej reakcje w stosunku do niego muszą być prawdziwe, nie udawane, inaczej Czarny Pan szybko to wykryje.
Uznał, że manipulacja na tym polu idzie mu całkiem dobrze. Może powinien także trochę ruszyć, by upewnić się, iż dziewczyna nie będzie zbyt zdenerwowana, kiedy przyjdzie czas skonsumowania ich małżeństwa. Oczywiście, nie mógł posunąć się za daleko. Mimo rażącej hipokryzji, wiedział, iż Albus urwałby mu głowę – i prawdopodobnie inne, cenne części ciała – gdyby przespał się z nią przed ślubem. Nie wspominając, że była niewinna... musi zyskać jej zaufanie, a nie wystraszyć. Słowa, które powiedziała pierwszej nocy zadzwoniły w jego uszach: Jeden raz nie czyni kochanka, profesorze. Westchnął, pocierając nos w rozdrażnieniu. Jeden raz... równie dobrze mogła być dziewicą z całym jej doświadczeniem. Była nawet bardziej niewinna, niż w ogóle przypuszczał.
Tak, będzie musiał zacząć już niedługo, by ją przyzwyczaić... jeżeli wszystko byłoby dla niej nowe w ich noc poślubną, to z pewnością byłoby to dla niej przytłaczające i tylko wzmogło jej zdenerwowanie. Żałował teraz, że nie pocałował jej dzisiaj w pokoju Prefekt Naczelnej. Zamyślił się i szybko odrzucił ten pomysł... czuł, że byłoby to zbyt wcześnie, nie byłoby to wiarygodne. Ale spojrzenie, które posłała mu, gdy wychodził z biura McGonagall kwestionowało to stwierdzenie. Może dzisiejszego wieczoru... jeśli okoliczności nasuną się same...
Ścisnął grzbiet nosa, czując, że nadchodzi migrena. Dziś wieczorem Eliksir Przeciwbólowy, pomyślał z westchnieniem. Już odsuwał krzesło, by wstać, gdy niewielkie zamieszanie przy stole Gryffindoru przykuło jego uwagę. Nieznana, brązowa sowa leciała z pakunkiem przywiązanym do nóżki.
Pakunek w kształcie książki.
Objęty złym przeczuciem obserwował sowę lądującą tuż przed panną Granger. Jej dłonie odruchowo złapały i uwolniły ptaka od ciężaru. Uniosła wzrok i spojrzała mu w oczy i nawet z tej odległości widział gęstniejący w nich strach. Krum. Ze znaczącym spojrzeniem skinął w kierunku drzwi wyjściowych. Na szczęście błyskawicznie zrozumiała wiadomość. Potter i dziewczyna Weasley'ów wstali z nią i opuścili razem Wielką Salę. Odczekał kilka chwil, wstał i wyśliznął się tylnymi drzwiami, przemknął przez salę wejściową i skierował się do lochów.
Kiedy tylko wyszła z kominka, ujrzała Severusa stojącego pośrodku pokoju i czekającego na nią. Rozkazującym gestem wskazał jej, by położyła paczkę na stole. Nie śmiała otworzyć jej sama, więc odłożyła ją i wpatrywała się w ciszy, jakby w obawie, że ją zaatakuje.
- Masz zamiar ją otworzyć, panno Granger? Czy będziesz podziwiać piękno tego pakunku z daleka? – Znajomy, sarkastyczny ton przebił się przez mur strachu. Spojrzała na niego gniewnie.
- Jestem Hermiona, Severusie. I chciałam, byś ty to otworzył. Jeśli to... – Gniew ją opuścił, pozostawiając dziwną pustkę. – Jeśli to.. kolejna Księga Krwi.. no, mówiłeś, bym tamtej nie dotykała...
Potrząsnął głową. – Mało prawdopodobne, Hermiono, by Krum przysłał ci kolejną tak kosztowną – i rzadką – księgę, jak tamta. A gdybyś zadała sobie trud i użyła swego przesławnego intelektu, domyśliłabyś się, dlaczego nie chcę tego otwierać.
Gapiła się na niego przez chwilę, zanim zrozumiała. – Wiktor mógł zaczarować to tak, bym tylko ja mogła otworzyć paczkę. – Snape przytaknął i uniósł brew. – Och, no dobrze. – Złapała pakunek, zerwała papier i wyciągnęła książkę. Mały kawałek pergaminu wypadł z niej, kiedy ją uniosła. – Dziennik? – Na jej twarzy pojawiło się zaskoczenie, szybko ustępując podejrzliwości.
Snape wyciągnął szczupłą dłoń, więc podała mu pergamin, kładąc dziennik z powrotem na stole. Przeczytał szybko wiadomość, a potem wpatrzył się w pamiętnik. Miedzy jego brwiami pojawiła się cienka linia, kiedy wyciągnął różdżkę. Mamrocząc ujawniający czar, chrząknął, kiedy nie było żadnego efektu. Zmarszczył się jeszcze bardziej, rzucając kolejne zaklęcie.
Ta inkantacja zadziałała. Dziennik zapłonął krwistą czerwienią na moment, a Snape skinął z zadowoleniem, chowając różdżkę. Już otwierała usta, by zadać pytanie, lecz ją uprzedził. – To może być dla nas całkiem przydatne, Hermiono.
- Co... co to jest? Czym był ten błysk... na dzienniku jest jakiś czar? Jaka jest inkantacja? Nie rozpoznałam...
Snape prychnął cicho słysząc potok jej pytań. – Pojedynczo, proszę. Tak, dziennik jest zaczarowany. Nie jestem pewien, w co pogrywa Krum, ale przypuszczam... Będę musiał się mu bliżej przyjrzeć na następnym zebraniu. – Wstał, najwyraźniej zagubiony w myślach i Hermiona musiała ugryźć się w język, żeby zapanować nad wybuchem pytań. W końcu się odezwał. – Cokolwiek napiszesz w tym dzienniku szybko ukaże się w drugim. Mogę jedynie przypuszczać, że drugi dziennik, powiązany z tym, ma Krum, chociaż... – Ponownie zamilkł. Hermiona czekała cierpliwie, ale nigdy nie dokończył.
- Chociaż co?
- Nieważne. Inkantacja, by odpowiedzieć na twoje ostatnie – mam nadzieję – pytanie... to silniejsze ujawniające zaklęcie, niż te, o których kiedykolwiek się uczyłaś. Znajduje się w książkach, które nasz przyjaciel, pan Krum, przysłał ci wcześniej.
- To czarnomagiczne zaklęcie? – zapytała. Snape przytaknął i usiadł na kanapie, wciąż przypatrując się dziennikowi.
- Jakby na to nie patrzeć... swój ciągnie do swego – zmieszała się słysząc to stwierdzenie, ale zanim zdołała o nie zapytać, ciągnął dalej. – Zaklęcie kopiujące było ukryte pod Ciemną klątwą... kryjącą klątwą, przypuszczam.
- Jak to się może nam przydać? – Snape zachował milczenie, patrząc jej w oczy. Uniósł powoli jedną brew i Hermiona wciągnęła głośno powietrze. – Myślisz, że szpieguje mnie... nas... prawda?
- Wybrał raczej podejrzany moment.
Przytaknęła i przeniosła się na kanapę, siadając tuż przy nim. – Myślisz, że możemy... karmić go informacjami... fałszywymi informacjami?
- Ach, widzę, że jednak nie jesteś kompletnie pozbawiona przebiegłości – rzucił cierpko.
- Nie, nie kompletnie. – Na ten komentarz, Snape posłał jej rozbawione spojrzenie. Uśmiechnęła się do niego, a potem spojrzała na dziennik. – Co powinnam zrobić? Mam w nim pisać?
Snape zastanawiał się przez chwilę i przytaknął z wahaniem. – Tylko krótkie notki. Niech się dowie, że uczysz się do OWTMów i napiszesz więcej w przyszłym tygodniu... i podziękuj mu, oczywiście, za uroczy prezent – rzekł Snape z drwiną przy ostatnim słowie.
Hermiona skinęła. – To brzmi nieźle. Nie wydaje mi się, bym mogła wymyślić jakieś przekonujące... przebiegłe słowa, by je teraz napisać. W tym tygodniu tak wiele się stanie... moje OWTMy i... i ceremonia...
- Tak – mruknął Snape, nie patrząc na nią. – W rzeczywistości... są pewne przygotowania, którymi trzeba się zając przed ślubem. Znasz-
- Wiem. Minerwa powiedziała, że zabierze mnie na Pokątną w środę. Chyba jest więcej do zrobienia, niż mi się wydawało. – Wpatrywała się w swoje kolana i przygryzła wargę. Nadal nie mogła uwierzyć, że to się dzieje naprawdę...
- Tak, to raczej pogmatwane, niż mogłoby się wydawać z zewnątrz. Ale niezbyt skomplikowane, jeśli ma się przewodnika. Ja... cieszę się, że Minerwa ci pomoże.
Hermiona potrząsnęła głową i popatrzyła na niego. Obserwował ją spokojnie i poczuła w sobie odwagę do wyznania. – Nigdy wcześniej nie zwracałam uwagi na wymagania... Nie sądziłam, by był to dla mnie problem, jeszcze przez długi czas. Przez naprawdę długi czas... – Głos ją zawiódł.
- Hermiono... – Jedwabisty głos przyspieszył bicie jej serca. Ujął jej dłonie i bacznie się jej przyglądał z wyrazem twarzy nie do odczytania. – Obawiam się, że to nie jest... idealna sytuacja dla nas obojga. Ale przysięgam, że zrobię wszystko co mogę, by uczynić to tak łatwym, jak tylko możliwe. Zaufaj mi. – Kiedy mówił, pochylił głowę, a ona bezwiednie oblizała usta.
Trzęsącym się głosem wyszeptała. – Mówiłam już wcześniej – ufam ci... ale i tak dziękuję.
Znajomy, wyrachowany wyraz pojawił się na jego twarzy, ale zniknął, zanim mogła go zanalizować. Zastąpił go całkowicie inny wyraz, który sprawił, iż jej umysł zdrętwiał, niezdolny nawet pamiętać, jak się oddycha, a co dopiero analizować. Oddech zamarł jej w piersi i obserwowała go rozszerzonymi oczami.
- Hermiono... – Pochylał się powoli, bardzo powoli... wystarczająco, by mogła odepchnąć go bez zażenowania, ale nie chciała go odpychać... nie, wcale nie chciała...
Przymknęła oczy, gdy musnął jej usta swoimi... miękko, tak bardzo miękko... jego usta były ciepłe, gładkie... przycisnął je do niej raz, drugi... tak niewinnie.
Płynęła, unosiła się... cieszyła się niewinnym pocałunkiem, który przyprawiał ją o większy zawrót głowy, niż tak zwany namiętny pocałunek, jaki kiedykolwiek przeżyła. Zacisnęła ręce na jego dłoniach, a ekscytujące trzepotanie w żołądku towarzyszyło uczuciu nacisku jego palców.
Odsunęli się od siebie powoli, a ona nadal miała zamknięte oczy. Kiedy je otworzyła, ujrzała go wpatrującego się w nią tym wyrachowanym spojrzeniem... i zalało ją silne uczucie niepewności. Wydawało się, iż wyczuł to, ponieważ uniósł jedną dłoń i dotknął jej policzka. Ponownie przymknęła oczy i usłyszała jego mruknięcie. – Zrobię, co tylko mogę.
Następnego ranka obudziła się z policzkiem przyciśniętym do jego piersi. Jego nagiej piersi. Próbowała się odsunąć, ale otoczył ją ramieniem, przytrzymując przy sobie. Pościel wciąż rozdzielała ich ciała, chociaż jego nieco się zsunęła, dając jej przyjemny widok na tors mężczyzny. Jedną rękę miała na jego klatce piersiowej i z fascynacją obserwowała, jak unosi się i opada z każdym oddechem. Przypatrywała się temu przez chwilę, pozwalając umysłowi odpłynąć...
Doskonale pamiętała delikatny dotyk jego ust poprzedniej nocy i nawet tak niewinny kontakt sprawił, że jej krew śpiewała. Z taką reakcją na zwykły pocałunek, zastanawiała się, jak to będzie... spać z nim? Kochać się... jeżeli można to tak nazwać w ich sytuacji. Myśląc tak, zaczęła się niewymownie denerwować... był mężczyzną, nie nastolatkiem, i z pewnością bardziej doświadczonym, niż ona sama. Czy da sobie radę? Będzie musiała. Było przyjemnie – a nawet miło – z Ronem... także niezręcznie, przecież dla nich obojga było to coś nowego. Bolało, ale nie tak strasznie, jak dramatycznie twierdziły niektóre dziewczęta. Jak to będzie być z kimś, kto nie jest tak niedoświadczony, jak ona? Być z kimś, kto nie jest Ronem?
Czy wiesz, że ostatnim, co przeszło przez jego usta, było twoje imię?
Zacisnęła powieki, powstrzymując łzy. Chociaż tego ranka książki nie przyciągały jej tak silnie... może dlatego, że otaczały ją silne ramiona i czuła pod policzkiem unoszącą się i opadającą pierś. Będzie zadowolona, kiedy oboje będą spać w jednym łóżku... jedna jej ręka wpadła między materace, ale nie chciała się ruszyć. Westchnęła i wtuliła się w niego, nie chcąc tracić kontaktu i udając, że śpi przynajmniej dopóki się nie zbudzi.
Po jakimś czasie jego oddech uległ zmianie i wyczuła, że się budził. Zanim w ogóle mogła zmienić pozycję, poczuła na sobie wzrok. Miała nadzieję, że włosy nie zmierzwiły się jej za bardzo podczas snu i że nie wygląda to zbyt śmiesznie. – Hermiono... – usłyszała jego głos, wciąż zachrypnięty od snu i uśmiechnęła się. – Nie śpisz?
- Odpoczywam.
- Rozumiem. – Chwilowa cisza. – Nie chcę przerywać twojego odpoczynku, ale chyba mamy dzisiaj jakieś obowiązki, prawda?
- Tak myślę – powiedziała, przesuwając palcami wzdłuż cienkiej blizny na mostku, ale złapał ją szybko za przegub. Uniosła oczy, by na niego spojrzeć i wymamrotała. – Ja... przepraszam. – Posłał jej zimne spojrzenie, zanim skinął szorstko.
Wyplątali się niezręcznie ze swoich objęć i Hermiona zniknęła w łazience, szybko się myjąc. Była zmieszana. Czasami wydawał się być taki... inny, a zaraz potem znów stawał się sobą. Naprawdę skomplikowany człowiek, Minerwo, pomyślała. Przynajmniej nie będzie nudno.
Po krótkiej chwili była gotowa do wyjścia. Przypominając sobie o czymś, stanęła w pół drogi do kominka i odwróciła się w jego stronę. Zakładał swoje nauczycielskie szaty, przygotowując się na śniadanie.
- Um – Severusie? Lavender, Parvati i Ginny chcą dziś ze mną porozmawiać...
- Wydawało mi się, że rozmawiacie podczas posiłków – przerwał jej.
Hermiona westchnęła. – Lavender i Parvati chcą urządzić mi babski wieczór, tak myślę. Uwierz mi – prościej jest im ulec, niż walczyć... im szybciej się ich pozbędę, tym lepiej. Na początku chciałam umówić się z nimi w piątek po OWTMach, ale wcześniej chyba zwariuję – Snape wymamrotał coś niezrozumiale. – Pomyślałam, że dziś byłoby dobrze. Harry odprowadziłby nas po obiedzie do pokoju Prefekt Naczelnej. To chyba zadowalające rozwiązanie?
- Pytasz mnie o pozwolenie, panno Granger? Cóż za miła odmiana – rzekł przeciągając sylaby.
- Nie przyzwyczajaj się – rzuciła szybko. – To tylko do ślubu.
Uśmiechnął się złośliwie w odpowiedzi. Zaparło jej dech, kiedy zobaczyła, jak zmieniło to jego wygląd... niebezpieczny... seksowny... – Hmm. Będę się więc tym cieszył, póki trwa. – Nagle jego twarz stężała i posłał jej ostre spojrzenie. – Zafiukuj do mnie lub Minerwy, jeżeli będziesz chciała gdzieś wyjść, na przykład do Pokoju Wspólnego.
- Może powinnam je przyprowadzić tutaj?
Potrząsnął głową. – Staramy się zachować dyskrecję, panno Granger, nie pamięta pani? Musimy wystrzegać się jakichkolwiek posądzeń o niestosowność. – Uśmiechnęła się do swoich myśli, przypominając sobie ostatni pocałunek. Czy to było niestosowne? Uniósł drwiąco brew i przez chwilę zastanawiała się, czy wyczuwa jej myśli. – Pokoje są całkiem bezpieczne. Właśnie ustawiłem silne zaklęcia zabezpieczające przy wejściu, tak jak i Albus.
- To dobrze, ale Harry i tak planuje chyba stać na zewnątrz. – Śmiała się z jego nadopiekuńczości, kiedy to zaproponował i zaskoczyło ją teraz poważne skinięcie Severusa.
- Dobrze, ale i tak wyjdź kominkiem, zanim one opuszczą pokój, Hermiono. – Przytaknęła z roztargnieniem i zaskoczona poczuła, jak Severus łapie ją za ramię. Spojrzał na nią twardo, a ona przełknęła zaniepokojona. – Niebezpieczeństwo istnieje. Wczorajsze małe przedstawienie Malfoy'a nic cię nie nauczyło? Chcę, żebyś była ostrożna. – Przysunął się bliżej z nieodgadnionym błyskiem w oczach.
Miała całkowicie suche gardło. – Będę.
- Masz być pewna – skomentował, a jego dotyk złagodniał, tak jak i ton ostrzeżenia. Zadrżała, wpatrując się w jego oczy, kiedy zbliżał się do niej i delikatnie musnął jej wargi w kolejnym niewinnym pocałunku. – A więc do wieczora, panno Granger.
Starając się wrócić do równowagi, wymamrotała. – Hermiono.
Kolejny druzgocąco seksowny uśmieszek. – Wiem.
- Jest młoda, Severusie. Niewinna. Wiem, że jesteś przyzwyczajony do... pewnego typu kobiet...
Snape posłał Minerwie zirytowane spojrzenie. Przyszedł, tak jak chciała, do jej biura podczas lunchu... a ona go denerwowała. Przerwał jej sarkastycznym tonem. – Niewinna? Naprawdę? Jak mi przykro z tego powodu. Chyba będę musiał schować kajdany i skórzane pasy. Cóż za szkoda. – Czy ta kobieta ma mnie za głupca? Albo ślepca? – Nie mam zamiaru skrzywdzić tej dziewczyny, Minerwo. Zaniechajmy tej pogawędki, proszę.
McGonagall przygryzła wargę, rozzłoszczona jego sarkazmem. – Bardzo dobrze wiesz, co mam na myśli, Severusie.
- Zapewniam cię, że nie planuję żadnych śmierciożerskich, uwodzicielskich zagrań – warknął. – Może nawet daruję sobie rytuał wspólnoty krwi. Ale – jeżeli masz jakieś inne problemy – oświeć mnie.
- Ona nie jest już dziewczyną, Severusie – rzekła McGonagall, na co mężczyzna posłał jej rozeźlone spojrzenie. – I musisz o tym pamiętać. Nie niepokoją mnie fizyczne aspekty waszego... związku i powiem nawet, iż możesz być zaskoczony – Gryfonki nie są znane ze swojej nieśmiałości- Uśmiechnęła się lekko, kiedy Snape wywrócił oczami. – Och, tak, Severusie – nie skłamałabym, mówiąc o... jak to ująłeś? Kajdanach i skórzanych pasach? Tak... Lubiłam to.
Severus zbladł na mimowolną wizję, która zaległa w jego umyśle. Jakby czytając mu w myślach, Minerwa zaśmiała się nadzwyczaj młodo. – Och, Severusie, gdybyś zobaczył własną minę! Naprawdę myślałeś, że tylko niektórym typom podobają się takie rzeczy? – Snape gapił się na nią niedowierzając. – Choć przyznam, że to może być trochę za dużo dla panny Granger, jak na razie. Nie jest w końcu naszą najbardziej doświadczoną siódmoroczną. – Severus prychnął.
- Nie, wierzę, iż panny Patil i Brown łącznie dzierżą ten tytuł.
Minerwa szybko zwróciła mu uwagę. – Nie zapominaj o własnym domu, Severusie... Jestem pewna, iż panna Parkinson może stwarzać im konkurencję. – Nie odpowiedział, ale postawiłby Galeona, że panna Parkinson wygrałaby bez mydła. – A tak poważnie, Severusie... Nie niepokoję się fizycznym aspektem, bo jestem pewna, że dasz sobie radę. – Zignorowała posłane jej spojrzenie i ciągnęła. – Jakkolwiek, niepokoi mnie aspekt emocjonalny. – Zamilkła i spojrzała na swoje dłonie. – Severusie... jesteś właśnie takim typem mężczyzny, w jakim młoda kobieta łatwo może się zakochać. Powściągliwy, zimny, pewny siebie i nawet to twoje opryskliwe zachowanie... niejedna niewinna dziewczyna zakochała się w takim „niegrzecznym chłopcu".
Severus uśmiechnął się szyderczo i pokręcił głową. – Możesz drwić, Severusie, ale wiem o kobietach więcej, niż ty. O kobiecych emocjach – poprawiła się szybko, widząc, jak otwiera usta. W zamian posłał jej swój złośliwy uśmieszek. – Po prostu nie chcę widzieć, jak ją ranisz, nie po tym wszystkim, przez co przeszła. Uważaj na nią. Proszę.
Minerwa okazała się być bardzo spostrzegawcza.
- Wezmę twoją radę pod uwagę – rzekł powoli Snape. – Ale zrozum mnie, Minerwo... zrobię wszystko, co muszę, by utrzymać dziewczynę – młodą kobietę – przy życiu i z dala od Czarnego Pana. Jeżeli będę musiał wydobyć od niej jakieś emocje, by ten podstęp się udał, zrobię to. – Nie odzywał się przez chwilę, rozmyślając. – I muszę prosić cię, być nie interweniowała.
Minerwa patrzyła na niego nieprzyjemnie, ale wytrzymał to z niewzruszoną miną, aż ostatecznie przytaknęła. – Rozumiem, Severusie... i wiesz, że nie jestem obojętna na twoją sytuację.
- Dlaczego jestem pewien, że jest jakieś ale... – wymruczał sardonicznie, a Minerwa posłała mu gniotące spojrzenie.
- Ale- Zignorowała smirk Severusa- to dziecko było w moim Domu, pod moją opieką przez siedem lat. Nie mogę pomóc, ale martwię się o jej szczęście – psychiczne i inne. – Zastępca dyrektora westchnęła, patrząc przez okno. – Tylko... proszę, zrób wszystko, co w twojej mocy.
- Oczywiście – rzekł łagodnie. Szczere zmartwienie w jej oczach zachwiało nim i wstał, przechadzając się tam i z powrotem. – Minerwo... Nie będę składał dziewczynie... nie będę dawał Hermionie żadnych obietnic, czy deklaracji, które nie są prawdziwe. I jak wiesz, nie mam żadnej kontroli nad jej emocjami... wbrew jakimkolwiek staraniom, by na nie wpłynąć. Zrobię, co muszę i nic ponad to. – Minerwa skinęła i westchnęła cicho. Patrząc na nią, potrząsnął głową i poddał się. Zrobi to, co musi. Siadając w krześle, zapadł się w nie i spojrzał na nią wyczerpany. – A teraz, masz jeszcze jakieś inne perły mądrości, by mnie nimi obdarować?
- Żadnych mądrości, tylko kilka pytań. – Wargi Severusa wykrzywiły się, wywołując jej lekki chichot. – Nie bój się, nie będą tak bolesne. Podejrzewam, że ślub odbędzie się w sobotę, jak mówił Albus? Im szybciej, tym lepiej, z panem Malfoy'em węszącym w pobliżu. – Snape przytaknął. – Dobrze więc. Jutro będę towarzyszyć pannie Granger w wyprawie na Pokątną po potrzebne rzeczy-
- Mówiła mi. I zanim zapytasz, pozwól mi powiedzieć, iż sam wybieram się dziś po południu w czasie wolnej lekcji. – McGonagall uniosła oczekująco brew. – Co więcej chcesz wiedzieć, Minerwo? Wszystko w porządku. Oczywiście, Albus będzie przewodniczył ceremonii, która odbędzie się w sobotni poranek. Pewnie zorganizuje później świąteczną ucztę, a potem...
- A potem zrobisz to, co musisz – zakończyła gładko McGonagall.
- Dokładnie.
Na kolacji Hermiona nie mogła oderwać wzroku od swojego narzeczonego. Starała się robić to dyskretnie, ale ich oczy spotykały się zbyt często, by tego nie zauważył. Lecz w takim razie on też ją obserwował. Za każdym razem, gdy na siebie patrzyli, ostry dreszcz ekscytacji przebiegał przez jej ciało i nie mogła wytrzymać, by raz nie uśmiechnąć się do niego nieśmiało. Proste skinięcie sprawiło, iż zrobiło jej się gorąco, a umysł wrócił do pocałunków, które dał jej wczorajszego wieczoru i dzisiejszego ranka. Odtwarzała ten pocałunek – a raczej pocałunki – przez cały dzień, w najmniej odpowiednich momentach. Na przykład, gdy starała się rozwiązać zawiły problem arytmetyczny, lub kiedy próbowała słuchać nonsensów opowiadanych przez Lavender i Parvati.
- Hermiona! – Oburzony głos przerwał jej rozmyślania, więc obróciła się do Lavender z raczej winnym wyrazem twarzy. Winny wyraz, który szybko przekształcił się w zirytowany, kiedy dostrzegła porozumiewawcze spojrzenie wymienione między dwójką dziewcząt siedzącą naprzeciw niej. – Wystarczy, musimy pogadać. Skończyłaś już?
Hermiona westchnęła i przytaknęła, odsuwając talerz. Ginny posłała jej litościwe spojrzenie, a mały uśmiech plątał się po jej ustach. – No to chodź. – Z eskortą w postaci Harry'ego, dziewczęta opuściły Wielką Salę.
Usadowione bezpiecznie w pokoju Prefekt Naczelnej, Parvati i Lavender zaczęły mówić jednocześnie. – No dobra – powiedz nam wszystko. Całował cię już?
- Co naprawdę cię skłoniło, by go wybrać?
- To przez to, co mówiłyśmy w zeszłym tygodniu, no nie?
- Widziałaś go już bez szat?
- Nie wierzę, że wychodzisz za Snape'a!
Hermiona warknęła zirytowana. – Dziewczyny, pojedynczo! Słuchajcie – wiecie, dlaczego go wybrałam. Nie było zbyt wielkiego wyboru... Nie mogłam... nie mogłam pozwolić, by ktoś inny... – Głos ją zawiódł, kiedy patrzyła na Ginny ze łzami w oczach. Lavender i Parvati miały na tyle przyzwoitości, że wyglądały na zawstydzone.
- Przepraszamy, Hermiono... wiemy, dlaczego go wybrałaś. To... my nie... słuchaj, my też tęsknimy za Ronem. I wiemy, jak byliście ze sobą blisko...
- Ale nie kochałaś go – Dobiegł je cichy, spokojny głos z miejsca, w którym siedziała Ginny. Wszystkie się do niej odwróciły. – Nie kochałaś go, a przynajmniej nie w ten sposób. Wiedział o tym. Nie powinnaś czuć się winna, Hermiono. Jeżeli możesz być szczęśliwa... on by tego chciał. Wiesz o tym.
Hermiona gapiła się na swoje ręce. – Ja... nie wiem, czy teraz jest to możliwe.
- Snape jest aż taki zły? To znaczy, w klasie jest paskudny, ale myślałam... jeżeli za niego wyjdziesz, nie może być taki przez cały czas, prawda? – rzekła Parvati, marszcząc brwi w zamyśleniu.
Hermiona potrząsnęła głową. – Nie, nie jest taki zły... No wiecie, to wciąż Snape, ale jest także... no, Severusem, rozumiecie? Stara się. Mogę powiedzieć, że i dla niego to nie łatwe.
- Więc dlaczego to robi? Dlaczego wysłał ci kontrakt? – zapytała Parvati.
- Dumbledore go poprosił, prawda? – odezwała się cicho Ginny, a Hermiona przytaknęła.
- Och, wow – westchnęła Lavender. – Więc on nie... Myślałam, że po prostu chciał mieć młodą żonę. A ty masz umysł...
- Robi to, by mnie chronić – rzekła Hermiona. – Jest Opiekunem Slytherinu... a poza profesorem Dumbledorem nie ma nikogo, kto mógłby mnie bronić... kto mógłby obronić siebie przed Malfoy'ami. Przed... przed Voldemortem.
Przez chwilę panowała cisza, aż Parvati uśmiechnęła się wszechwiedząco. – Może i robi to z przymusu, ale będzie z tego coś miał... Widziałam, jak patrzył na ciebie podczas posiłku. Podobasz mu się.
Głowa Hermiony szybko podskoczyła. – Tak myślisz? – Natychmiast zbeształa się za okazywanie takiej słabości przed nimi dwoma. Ale obie ją zaskoczyły.
- Na pewno, Hermiono. Jak by nie mógł? Jesteś młoda, nie taka brzydka... choć przydałby ci się jakiś makijaż, a jeśli zrobiłabyś coś z włosami... ale on znowuż nie powinien krytykować niczyich włosów – rzekła mądrze Lavender.
Parvati wykrzywiała się złośliwie. – Założę się, że ma spore doświadczenie. Mama mówiła, że miał całkiem niezłe powodzenie, kiedy był młodszy... – Hermiona ledwie powstrzymała prychnięcie. Jeśliby tylko wiedziała... Ostrożnie unikała patrzenia na Ginny.
Lavender uśmiechnęła się szelmowsko. – Tylko sobie wyobraź, jeżeli ma tak dobry język w łóżku, jak przy obrażaniu uczniów...
- Lavender! – zawołała zaskoczona Hermiona. Zagryzła wargi w zamyśleniu...
Oczy Parvati zrobiły się ogromne. – Och, Bogowie... nie jesteś dziewicą, prawda? – Hermiona zaprzeczyła powoli. – Jak bardzo nie jesteś dziewicą? Czy ty i Wiktor kiedykolwiek... – Hermiona szybko potrząsnęła głową. – Więc ty i Ron, tak?
- Raz – odparła głucho. Spojrzała z winą na Ginny i już chciała jej wyjaśnić, ale dziewczyna jej przerwała.
- Wiedziałam o tym, Hermiono. Ron opowiedział mi następnego ranka – Uśmiechnęła się nerwowo. – W końcu nie umarł w dziewictwie, no nie? Zawsze się tego obawiał...
Parvati i Lavender wymieniły spojrzenia. Lavender odwróciła się do Hermiony. – No dobrze... więc ty i Ron zrobiliście to zaraz po wysłaniu kontraktu? Był twoim jedynym? To był twój pierwszy i ostatni raz? – Hermiona przytaknęła. – Wow. Snape... no, to mężczyzna, nie nastolatek... jesteś pewna... – Słysząc własne zmartwienia, Hermiona nie rozwiała swojego niepokoju.
- Jaki mam wybór? – Zapadła nieprzyjemna cisza.
W końcu odezwała się Parvati. – Będzie dobrze, Hermiono. Na pewno wie... i to przecież nie jest zła rzecz. Jest doświadczony, więc wie, co robić... to dla ciebie dobrze.
Lavender przytaknęła. – Lepiej niż z niedołężnym nastolatkiem.
- Tylko zobacz, jak on się porusza... Bogowie, facet emanuje seksem, co nie, Lavender? – Blondynka pokiwała skwapliwie głową, a Hermiona oblała się rumieńcem. – I ten nikczemny, zły charakter... to całkiem seksowne. Nie każdy to dostrzega, ale...
- To naprawdę dziwne. Rozmawiacie o moim narzeczonym, czy powinnam tego słuchać?
- To babska pogaducha, Hermiono – zbeształa ją Parvati, a Ginny wywróciła oczyma, sprawiając, iż Hermiona uśmiechnęła się złośliwie.
- Chyba powinnyśmy już kończyć. Ja muszę uczyć się do OWTMów, a biedny Harry pewnie nieźle się nudzi, stojąc tam w korytarzu.
Trzy dziewczyny wstały. – Musimy pogadać po ślubie i dowiedzieć się, jak poszło – Uśmiechnęła się Parvati, na co Hermiona ponownie oblała się rumieńcem.
- Może... Nie wiem. To trochę prywatne. – Parvati i Lavender wywróciły oczyma i wyszły, a Ginny za nimi.
To mężczyzna, nie nastolatek... jesteś pewna...
Teraz miała kolejne zmartwienie. Z westchnieniem wzięła szczyptę proszku Fiuu i rzuciła w płomienie, po czym w nie weszła.
