... I Gryffindor

Lily Evans siedziała przy stole Gryffindoru, z rękoma założonymi na piersiach, z naburmuszoną miną i z wzrokiem wbitym w stół. Decyzja o umieszczeniu Lily w domu lwa została podjęta dość szybko, bo Tiara Przydziału nie miała żadnych wątpliwości do którego z czterech domów ją przydzielić. Dziewczynce było trochę przykro ze względu na Severusa, ale po tym co się wydarzyło na Pokątnej kilka dni temu lękała się trafić do Syltherinu. Młoda czarownica miała to jedno zastrzeżenie siadając na stołku i zdając się na decyzję Tiary, bo każdy z pozostałych trzech domów miał swoje za i przeciw. To "przeciw" dotyczące domu do którego została właśnie przydzielona, siedziało obok w postaci Blacka i nieco dalej Pottera. Wspomnienie porannego wydarzenia w pociągu nadal budziło u Lily wściekłość. Och, jak bardzo nie cierpiała takich zarozumiałych, wyniosłych chłopców, takich... Bufonów, którzy myślą, że są lepsi od innych bo ich rodzicie maja pieniądze. Lily była coraz bardziej świadoma biedy i związanego z nią nieobycia towarzyskiego przyjaciela. Gdyby Sev pachniał drogimi kosmetykami, był zadbany i pewny siebie pewnością jaką daje dostatek, to nie zostałby pokonany i wyśmiany w potyczce słownej i miałby szansę na obronę swego zdania i domu z którym sympatyzował. Na stole pojawiło się jedzenie, ale barokowy przepych wzbudził u Lily jedynie rozdrażnienie. Dziewczynka nie była głodna bo razem z Sev,em najadła się w pociągu, a wściekłość odebrała jej resztki apetytu. Lily uniosła głowę i wzrokiem poszukała przyjaciela, znajdując go przy odległym stole jak systematycznie pochłaniał ogromne ilości różnych smakołyków. Jak Sev jest w stanie tyle zjeść? Pomyślała zdziwiona, bo chłopak był chudy i niewysoki. Lily przeniosła wzrok na stół gryfonów, zatrzymując spojrzenie na koleżankach z którymi przez siedem lat będzie dzielić pokój. Naprzeciwko Lily siedziała drobna, czarnowłosa Mary Macdonald a obok niej, przydzielona jako jedna z ostatnich Vanes Alicja. Lily słyszała to nazwisko z ust Severusa lub jego mamy więc domyśliła się, że dziewczynka pochodzi ze starego, czarodziejskiego rodu. Mary bojaźliwie uśmiechnęła się do Lily. Macdonald była wyraźnie wycofana i sprawiała wrażenie biednej, za to Vanes tryskała pewnością siebie.

Obok Vanes, po jej drugiej stronie, siedział poważny i zamyślony prefekt Gryffindoru, Augustus Rookwood. Patrząc na nowo przydzielonych gryfonów, Augustus przypominał sobie swój przydział który miał miejsce sześć lat temu... Chłopak wahał się pomiędzy Syltherinem a Gryffindorem i ostatecznie zdecydował się na Gryffindor. Ministerstwo Magii, za sprawą najsławniejszego współczesnego gryfona Albusa Dumbledore, było opanowane przez czarodziejów o orientacji promugolskiej, a przydział do Gryffindoru dla wielu świadczył jednoznacznie o takich poglądach. Rookfoord nie cierpiał szlam, ale nie afiszował się ze swoimi zapatrywaniami bo marzył o karierze w Ministerstwie. Przez ukrywanie swoich przekonań i brak szczerości nie zaprzyjaźnił się z nikim, a koledzy postrzegali go jako zamkniętego w sobie, mało towarzyskiego kujona.

Przy stole gryfonów brylował prawie bezgłowy Nick, duch Gryffindoru, którego zabawne opowiastki wywoływały salwy śmiechu. Macdonald wyraźnie lękała się ducha, ale Lily przed ucztą oswoiła się już z tą formą istnienia, no i Sev wiele jej opowiadał o duchach, więc świeżo przydzielona gryfonka śmiała się wraz z innymi z zabawnych historyjek którymi raczył ich Nick.

Po zakończeniu uczty powitalnej, Augustus zebrał pierwszorocznych przydzielonych do domu lwa. Nabór w tym roku nie był wielki, raptem siedmioro czarodziejów.

-Proszę iść za mną, - powiedział, po czym ruszył w kierunku wyjścia.

Do Lily podeszła Alicja.

-Cześć, jestem Alicja Vanes, będziemy razem w dormitorium.

-Lily Evans,- dziewczynka uśmiechnęła się, podając rękę koleżance.

Lily i Alicja przywitały się z Mary Macdonald i czarownice podążyły za prefektem. Rookfoord wszedł do niezbyt dużego pomieszczenia zwanego Salą Wejściową i zaczął marmurowymi schodami wchodzić na pierwsze piętro. Lily zaskoczył widok szepczących i rozmawiających między sobą portretów które wisiały na klatce schodowej. Oczywiście, dzięki Severusowi dziewczynka już znała czarodziejskie fotografie, ale w Hogwarcie zaskoczyła ją ilość takich obrazów. Na pierwszym piętrze Rookfoord otworzył drzwi ukryte za rozsuwanymi panelami i wyblakłym arrasem, i gryfoni kolejnymi schodami zaczęli wspinać się na górę. Wiele piętr wyżej, prefekt opuścił schody wchodząc w jeden z bocznych korytarzy. W końcu, przystanął przed obrazem przedstawiającym bardzo pulchną kobietę w obcisłej, różowej sukience.

-Śmierć jaszczurom!

Powiedział, i portret odsunął się ukazując okrągłą dziurę w ścianie, będącą wejściem do pokoju wspólnego Gryffindoru. Pokój wspólny był okrągłym, przytulnym pomieszczeniem pełnym wysiedziałych, wyliniałych foteli. Prefekt wskazał pierwszorocznym dziewczynom wejście do ich dormitorium.

-Idźcie tymi spiralnymi schodami, wasz pokój będzie za ostatnimi drzwiami na samej górze.

Pierwszoroczne gryfonki odnalazły swoje dormitorium na szczycie wieży. Było to niewielkie, okrągłe pomieszczenie z trzema łóżkami które miały rzeźbione kolumienki i bordowo czerwone zasłony. Obok każdego łóżka stał kufer. Dziewczynki usiadły na posłaniach i nie mając jeszcze chęci spać, zaczęły rozmawiać.

-Wasi rodzice są mugolami? - Rozpoczęła Alicja, ni to pytając, ni to stwierdzając fakt.

Lily uśmiechnęła się, - nie tylko rodzice, cała moja rodzina, znajomi, wszyscy są mugolami.

Mary potakująco kiwnęła głową, - moi też.

-Nigdy nie byłam w mugolskim domu, nie mogę sobie wyobrazić, jak takie mieszkanie wygląda? - Podekscytowana Alicja rozpoczęła od tego, co zawsze wzbudzało w niej ciekawość i rozpalało wyobraźnię.

-Bardzo byś się zdziwiła.- Lily wyczuła, że polubi Alicję i pewno się zaprzyjaźnią. -Zapraszam do siebie, do domu, na wakacje. Ja byłam w domu czarownicy całkiem niedawno, na Pokątnej, jak kupowałam wyprawkę do Hogwartu. To było niesamowite przeżycie, nigdy bym się czegoś takiego nie spodziewała. Mugolskie mieszkanie pewno też cię zadziwi.

-I są tam miksery?- Alicja aż sapnęła z przejęcia.

-Miksery i wiele innych urządzeń ułatwiających życie,- zaśmiała się Lily.

-W moim domu, to nawet miksera nie ma.- Do rozmowy włączyła się Mary. -Ojciec wyniósł wszystko na wódkę,- cicho dopowiedziała, spuszczając wzrok.

- Czasami tak jest.- W głosie Lily słychać było współczucie. Dziewczynka przyjaźniąc się przez dwa lata z Severusem dobrze wiedziała, do czego doprowadza alkohol i była wdzięczną rodzicom, że w jej domu nie było tego problemu. Mary trochę przypominała jej przyjaciela i to nie tylko z powodu prostych, niezbyt gęstych czarnych włosów, ciemnych tęczówek i jasnej karnacji, ale przede wszystkim z powodu tego jakiegoś trudnego do nazwania zabiedzenia, tego wycofania i niechęci czy też nieumiejętności prowadzenia towarzyskiej rozmowy.

-No, ale jesteśmy w Hogwarcie!

Lily starając się pocieszyć koleżankę, nieświadomie powtórzyła słowa Severusa, a Mary wreszcie radośnie się uśmiechnęła. Dziewczynka była oczarowana Hogwartem bo miała tutaj porządne miejsce do spania i do nauki, nikt jej nie ubliżał, a nędzne ubranie było niewidoczne pod standardową, jednakową dla wszystkich szatą. Nie było tu ojca którego gniewu i agresji dziewczynka tak bardzo się lękała, za to było bardzo dużo dobrego jedzenia. Mary po raz pierwszy od dłuższego czasu najadła się do syta i myśl, że tak będzie codziennie, napawała ją optymizmem.

Dziewczynki rozmawiały ze sobą do późna w noc i już zaprzyjaźnione, zasnęły. Rano najmłodsze gryfonki ledwo zdążyły na śniadanie. Gdy schodziły marmurowymi schodami, Lily mignął przed oczyma Sev jak z kolegami zbiegał do lochów. Do stołu gryfonów podeszła opiekunka domu, profesor McGonagall i rozpoczęła wręczanie planów zajęć. Lily ucieszyła się, że opiekunką jej domu jest osoba którą zna, która ją odwiedziła i rozmawiała z jej rodzicami. Pierwszoroczne pół śpiąc zjadły śniadanie i jako jedne z ostatnich opuściły Wielką Salę o mało nie spóźniając się na pierwszą lekcję.

Pierwszy dzień pobytu w Hogwarcie był dla Lily bardzo udanym dniem. Czarownica zabłysła na lekcji eliksirów, a po obiedzie spotkała się z Severusem i przegadali razem kilka godzin. Przed kolacją Sev odprowadził Lily do wieży. Wieczorem, pełna wrażeń dziewczynka siedząc wraz z koleżankami w pokoju wspólnym, w wygodnym fotelu, rozpoczęła odrabianie pierwszych lekcji nieświadoma, że w tym czasie jej przyjaciel doświadczał na sobie ciężkiej, brutalnej dyscypliny obowiązującej w Syltherinie, tak charakterystycznej dla tradycyjnych, czarodziejskich rodów czystej krwi.

Gryffindor był chyba najbardziej demokratycznym domem ze wszystkich hogwarckich domów, bo nie było tutaj karania młodszych uczniów przez starszych ani żadnych fizycznych kar. Za złamanie regulaminu szkolnego groziło gryfonom jedynie odjęcie punktów swojemu domowi lub szlaban z nauczycielem lub z woźnym. Wbrew pozorom, odjęcie punktów było nieraz boleśniejszą karą niż szlaban bo powodowało niechęć kolegów do winowajcy. Poza tym, inaczej niż w Syltherinie, starsi koledzy nie interesowali się młodszymi i nawet nie odróżniali ich. Starsi zauważali istnienie młodszych w tak nieistotnych okolicznościach, jak na przykład gdy młodzi zajęli najbardziej pożądane miejsca przed kominkiem w pokoju wspólnym i trzeba ich było stamtąd przepędzić. Taki stan rzeczy miał swoje dobre ale także i złe strony, bo pozbawiał młode lwy ochrony i pomocy starszych jaką miały młode węże.