AUTORKĄ TEGO FF JEST LyricalKris.

POSIADAM ZGODĘ NA TŁUMACZENIE!

Link do oryginału:

www(kropka)fanfiction(kropka)net/s/5931244/1/Deceitful-Taboos

Link do profil autorki:

www(kropka)fanfiction(kropka)net/u/1914450/LyricalKris


ROZDZIAŁ DZIESIĄTY: W KTÓRYM SĄ NIEPOSŁUSZNE SZCZENIAKI

Bella przespała dzień po fatalnej randce z Jasperem. Nie mogła znieść myśli, że stanie twarzą w twarz z Cullenami. Nie sądziła, że będzie w stanie kłamać kolejny dzień. Była takim tchórzem. Wiedziała, że Jasper mógł komuś powiedzieć - w najgorszym przypadku Rosalie, która po dowiedzeniu się, że Bella jest zakochana w swoim "kuzynie", nie chciałaby mieć z nią na dłużą chwilę do czynienia.

Albo nigdy.

Kiedy naprawdę byłby dobry czas na przeprowadzenie rozmowy?

Wyobrażała sobie ogromne wyrozumienie Esme i Carlisle'a. Najprawdopodobniej byłoby im ich żal. Esme powiedziałaby jej, że jest biedactwem, a Carlisle patrzyłby na nią współczująco.

Serio, jak Emmett i Edwar mogli ich okłamywać? To było okropne. To byli ludzie, którzy całe życie zwalczali kłamstwa - i Bella, która w rzeczywistości była dobrym człowiekiem - w normalnej sytuacji nie byłaby w stanie ich okłamywać.

Część niej krzyczała, że powinna mieć to z głowy. Jasne, Edward raczej będzie jej nienawidzić, ale może to i lepiej. Z całą pewnością, to było najlepsze rozwiązanie. Im szybciej Edward ją znienawidzi, tym prędzej, będzie mogła pozbyć się niedorzecznego zauroczenia.

Problem stanowił obraz, w którym Edward znienawidziłby ją tak bardzo, że dziewczyna nie mogąc tego znieść, w melodramatyczny oraz nastoletni sposób by umarła.

Bella schowała głowę w poduszkę.

Jeśli wbrew własnej woli, byłaby lekkomyślną nastolatką, zastanawiałaby się nad zostaniem emo. To byłby najlepszy sposób, aby zwrócić na siebie uwagę Alice. Najlepsza przyjaciółka zawsze narzekała na brak kolorów w szafie przedstawicieli tej subkultury. Najgorszym było, że Alice kochała brązowo - kasztanowe włosy Belli. Jeśli Bella zafarbowałaby swoje włosy, przez kilka tygodni musiałaby się nad nimi namęczyć i przyzwyczaić. Od lat Alice próbowała namówić Bellę do makijażu. W ten sposób, dziewczyna używała czarnego eyelinera i tuszu do rzęs. Jej manipulująca przyjaciółka musiała absolutnie dostosować się.

Dopingowana przez myśli, postanowiła wstać i stawić czoła rzeczywistości.

Spędziła nieco czasu pod prysznicem. W końcu o jedenastej zeszła na dół. W domu było cicho. Zaczęła zastanawiać się, czy wszyscy zniknęli, ale zobaczyła Edwarda w kuchni, który stał przy blacie kuchennym. Dookoła niego były rozłożone składniki na kanapkę.

Chłopak zatrzymał się i rozsmarowywał musztardę na kromce chleba wieloziarnistego, gdy patrzył do góry, jak wchodziła do pomieszczenia. Atmosfera była niezręczna i jak zwykle pełna elektryczności. Stanowiła zarówno błogosławieństwo, jak i przekleństwo.

- Cześć - powiedziała Bella. Cóż, raczej bezgłośne słowo wypłynęło z jej ust. Wydawało się, że zaczęło brakować jej tchu. Jeśli wiedział o zdarzeniu, nie wiedziała, co powiedzieć.

- Hej - odpowiedział nieco cicho, patrząc na chleb. - Chcesz jedną? - zapytał wskazując na chleb i składniki na potencjalną kanapkę.

- Mogę sobie zrobić - Bella odpowiedziała szybko, ale Edward tylko pokręcił głową.

- Robię epickie kanapki - stwierdził, patrząc na nią spod rzęs. Uśmiechnął się. - Dobry we wszystkim, pamiętasz?

Bella prychnęła i uśmiechnęła się. Starała się znaleźć odpowiednie słowa, gdy spojrzał na nią w ten sposób. - Zgadza się, jak mogłam zapomnieć - powiedziała i skoczyła na stołek barowy obok niego.

Przez kilka minut nie rozbrzmiewał żaden dźwięk, z wyjątkiem noża krojącego kawałki chleba. Następnie Edward, jakby od niechcenia, jak tylko mógł, zapytał, jak udała się randka z Jasperem. Nie zachowywał się swobodnie. Był niemal, jak oskarżony wysłuchujący zarzutów o morderstwo.

Oczywiście, Bella natychmiast zarumieniła się, a Edward poczuł się chory. - Pocałunek na dobranoc był udany, huh? - starał się brzmieć zabawnie, ale brzmiał, jakby ktoś zaciskał jego gardło w imadle. Oczywiście, jako najlepszy przyjaciel Jaspera, wiedział, jakie wrażenie wywoływał na kobietach. Przyjaciel wiele razy opowiadał mu o zaliczeniu drugiej bazy przed pierwszą. Jeśli Bella odpowiedziała na jego pocałunek, następnym razem Jasper, będzie mógł chwycić ją za tyłek, jeśli nie od razu za cycki.

Uderzenie gniewu, zazdrości i poczucia winy były tak duże, niemal jak ogromne fale na morzu.

- Hmm - Bella wymamrotała w międzyczasie. - Schrzaniłam to – przyznała, spoglądając w dół. Uważnie przyglądała się swoim dłoniom. - Przypuszczam, że źle całuję.

Na chwilę przez mózg Edwarda przemknęła pozorna ulga. Następne słowa wymknęły się z jego ust, nim mógł je zatrzymać. - Zdecydowanie nie całujesz źle.

Bella zaskoczona spojrzała w górę, a Edward odwrócił się do niej plecami. Nagle zdecydował się wyciągnąć coś z lodówki. Ogórki. Tak, właśnie. Do przygotowania kanapki potrzebne są ogórki.

Umysł nieświadomego Edwarda, wrócił wspomnieniami do tego, jak fantastycznie czuł się, całując Bellę. Bez względu na, jak próbował spierać się ze świadomością, aby ta nie koncentrowała się na pocałunku z kuzynką, po prostu nie mógł wytrzymać.

Edward całował się wcześniej z dziewczynami - nie tak licznie, jak Jasper - ale miał za sobą kilka randek i dwie, może trzy dyskoteki. Spróbował całowania, ponieważ był tego ciekaw, jak niczego innego. Nie znalazł w tym przyjemności. To nie było obrzydliwe, jak mogłoby być, ale też to nie było nic wielkiego, jak wydawało się, gdy pary całowały się podczas spotkań.

Przynajmniej do czasu, zanim pocałował Bellę.

Cisza, która nastąpiła, była zaskakująco wygodna.

Z szokującym roztargnieniem, cichy i szczęśliwy wyraz pojawił się na jej twarzy – oczywiście dlatego, ponieważ chłopak cieszył się z ich wspólnego pocałunku. Edward przesunął kanapkę w jej kierunku. Starał znaleźć najlepszy sposób na zapytanie się, czy będzie jeszcze próbowała z Jasperem, gdy rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Wymamrotał szybkie przeprosiny i przedarł się, aby otworzyć drzwi.

Bella westchnęła, patrząc jak Edward wycofywał się. Starała nie dostrzegać tego, że miał ładny tyłek. Naprawdę, Bello? Z westchnięciem oraz z większą siłą niż zamierzała, położyła głowę na kuchennym blacie.

- Auć! - zapłakała, pocierając głowę w miejscu, gdzie formował się siniak. Rozproszyło ją szybkie stukanie obcasów zmierzających w stronę kuchni.

- Ty! - Rosalie krzyknęła, wskazując na Bellę, zanim ją zauważyła.

Przez przerażającą sekundę dziewczyna miała pewność, że Rosalie wiedziała co się stało między nią, a Jasperem. Przez chwilę zastanawiała się, czy blondynka użyje pięści, albo w jaki sposób zada jej cios. Paznokcie i ciągnięcie za włosy – akurat tym Bella wiedziała, jak walczyć. Dziewczyna wiedziała trochę o samoobronie, więc, gdy Rosalie podejdzie do niej z pięściami, będzie w stanie się bronić. Ale w ten sposób pogorszyłaby sytuację. Dziewczyna przed swoim ślubem stałaby się krwawą panną młodą mieszkającą w przyczepie samochodowej. Opatrznie wypowiadałaby w kółko imię osoby, która skrzywdziła brata, dumnej panny młodej.

Rosalie objęła ramieniem Bellę. Na szczęście nie zauważyła, że młodsza dziewczyna jest sztywna ze strachu i przyciągnęła ją do siebie. - Tutaj jesteś. Byłam wcześniej, ale Esme powiedziała, żebym pozwoliła ci spać.

Edward wrócił do kuchni, podążając za atrakcyjną, młodą kobietą z długimi czarnymi włosami. Rozejrzała się dookoła Rosalie i uśmiechnęła się uprzejmie, wchodząc do pomieszczenia. - Bello, to jest moja druhna i najlepsza przyjaciółka, Vera. Vero, to jest kuzynka Emmetta, Bella... Alice... Bella - Rosalie potknęła się.

- Bella - Edward i Bella jednocześnie potwierdzili.

- W każdym razie - Rosalie powiedziała lekceważąco. - Vera miała wspaniały pomysł ostatniej nocy. Uznała, że potrzebujemy wieczoru panieńskiego.

- Mam również idealne miejsce. Na obrzeżach Port Angeles otworzyli klub nocny. Myślę, że będziemy dobrze się bawić, prawda? - Vera zapytała, uśmiechając się.

Rosalie zachwyciła się. - Jasne, że będziemy się dobrze bawić – zachwycała się naturalnie i dobrodusznie. - Ty nie możesz zobaczyć przystojnych, pół - nagich mężczyzn, ponieważ jesteś mężatką.

Vera zmarszczyła swój nos. - Zarezerwowani chłopcy są okropni.

- I gorący. Nie zapomnij, że są gorący - Rosalie powróciła. - Oni nie będą się odzywać. Oni po prostu ściągną swoje koszulki i... spodnie.

- To strata pieniędzy - Vera argumentowała. - Jeśli chcesz zobaczyć tych chłopaków bez koszulek, udaj się bezpośrednio do La Push. To nie jest rzadki widok.

- Tak, czy siak - Rosalie przerwała, odwracając się do Belli. - Wchodzisz w to, prawda? Tak czy inaczej?

- Hmm, nie trzeba mieć dwudziestu jeden lat, aby wejść do klubu? - spytała.

- Musisz mieć dwadzieścia jeden, aby pić - Vera powiedziała. - Aby wejść, musisz mieć osiemnaście.

Bella zmarszczyła brwi. - Ale ja nie - zauważyła, przypominając sobie, że w rzeczywistości Alice miała osiemnaście lat - nie jestem pewna, czy chcę zobaczyć nagie dziewczyny? - dokończyła.

- Widzisz - Rosalie powiedziała. - To będą chłopcy z rezerwatu – powiedziała do Very. - Scott nie będzie myślał o nich źle. On wie, jak się czujesz, gdy o nich mowa.

Vera ponownie zmarszczyła nos. - Pachną trocinami i potem.

- Vera – Rosalie powiedziała dobitnie, przewracając oczami. - Twój mąż jest stolarzem. On pachnie, jak trociny i pot.

- Tak, tak – Vera pokazała język swojej najlepszej przyjaciółce. Bella prawie uśmiechnęła się, tęskniąc za Alice.

Skoro o tym mowa, Bella musiała skoncentrować się. Musiała się z tego wywinąć. - Nie wiem. Nadzy chłopcy nie są w moim stylu.

- Kochanie, masz dwie możliwości – Vera powiedziała, uśmiechając się. Następnie jej wzrok spoczął na podłodze. - Cóż, jeśli chcesz mieć przed sobą coś wspaniale nienaturalnego. Na przykład zwierzę, albo coś – wzruszyła ramionami.

Albo kuzyna – Bella pomyślała cierpko.

- Dobrze wiesz, że nie zmusimy cię, abyś tam poszła, jednak naprawdę bym chciała, żebyś poszła z nami – Rosalie powiedziała szczerze, uśmiechając się.

Bella westchnęła do siebie. W tego typu sytuacjach była głupia. - Spróbuję – wymamrotała.

Spróbowanie było łatwiejsze od zrobienia. Bella poniewczasie zorientowała się, że nie istniało mnóstwo sposobów, aby udawać, że ma osiemnaście lat.

Były trzy możliwości. Najłatwiej było powiedzieć wszystkim. Po prostu przestać kłamać. Oczywiście, to było proste, ale potem miałaby odwózkę na lotnisko.

Drugą możliwością było znalezienie, jakiegoś fałszywego dowodu osobistego. Och, jasne. Na filmach i niezliczonych programach telewizyjnych sposób ten wydawał się łatwym, ale Bella nie była typem osoby o niecnych czynach w klubie. Jeśli chodziło o tego typu rzeczy, nie miała szóstego zmysłu.

Dodatkowo, czy to nie był czuły punkt w Forks?

Trzecią opcją było po prostu wkradnięcie się. Nagle przypomniała sobie rozmowę rdzennych chłopaków na plaży. Wydawali się być nieszkowliwi i jednocześnie na tyle psotni, że mogli jej pomóc. La Push było małe – więc wiele osób mogło włączyć się w jej plan, aby jej pomóc.

Oczywiście, decyzja Belli niosła za sobą inny problem – jak do cholery, miała dostać się do La Push? Nie mogła poprosić Jaspera, aby ją tam zawiózł. A może mogła?

- Wow, gdyby spojrzenia mogły zabijać, twój laptop byłby kupką popiołu – rozbawiony głos przerwał przeglądanie. Spojrzała w górę i odnalazła Edwarda, który z uśmiechem, wychylał się w drzwiach do jej pokoju.

Pomimo przkrości, nie mogła się nie uśmiechnąć. Prawda wyszła z jej ust, nim zdążyła pomyśleć. - W tym mieście nie ma ani jednej taksówki.

Edward wyglądał na zdezorientowanego. - Dlaczego potrzebujesz taksówki? Nie wiem, czy zauważyłaś, ale nasz garaż jest pełen samochodów – zaśmiał się.

Zdając sobie sprawę, że musi zachować się rozważnie, Bella odpowiedziała ostrożnie. - Nie chcę nikomu przeszkadzać.

- To nie kłopot – Edward zapewnił. - Gdzie chcesz jechać?

- Och – Bella pomknęła. - Wiesz co, nie martw się. Rozumiem.

- Poważnie Bello, to nie tak, że tutaj jest dookoła mnóstwo rzeczy do robienia. Mogę zinterpretować to och, jako dzień z niczym wspaniałym do zrobienia – kiedy ona wciąż się nie poddała, Edward przyglądał się jej zawstydzonemu wyglądowi. - To nie jest dziewczyńska rzecz, ponieważ jeśli jest, to złapię mamę, gdybyś jej potrzebowała...

- Nie! - Bella krzyknęła, rumieniąc się wściekle. - To nie tak. Słuchaj, po prostu chcę ponownie pojechać do La Push. Mam na myśli, że dzisiaj na zewnątrz jest mgliście, a w Phoenix nie ma żadnej plaży.

- Och – Edward odpowiedział, wyglądając na zakłopotanego. - Dobrze, aktualnie muszę zamówić prezent dla Emmetta i Rosalie od jednego z rzeźbiarzy w La Push. Mogę podwieźć cię na plażę, gdy będę z nim rozmawiał – zaproponował.

Bella zastanowiła się przez chwilę. Może mało prawdopodobne było, że znajdzie tych chłopaków na plaży. Ale znowu była bliżej swojego celu. Oczywiście, obecność Edwarda sprawi, że zwiększy się prawdopodobnieństwo jej przyłapania – ale teraz była zrozpaczona. Musiała się tam jakoś dostać. - W porządku – w końcu się zgodziła.

Automatyczny przypływ przyjemności, związany z byciem sam na sam z Bellą w La Push, był oszałamiający. Zachwiał się na nogach. Jeśli byłby postacią z kreskówki, prawdopodbnie unosiłby się w powietrzu oraz możliwe, że na miejscu oczu miałby serca.

Edward szybko odwrócił się, mówiąc Belli, że musi znaleźć swoje klucze. Naprawdę jednak musiał pozbyć się tego śmiesznego uczucia latania. Zastąpił je czymś bardziej męskim. Jak... polowanie. W porządku. W lesie dookoła La Push, znajdowały się wilki. Mógł na nie zapolować.

Oczywiście nie posiadał broni.

Wilki w rezerwacie były chronione – były czymś w rodzaju świętych zwierząt.

Ale wciąż myślał po męsku. Broń, krew i zabijanie własnego posiłku. Zarabianie na utrzymywanie własnej rodziny.

Nakarmienie swojej kuzynki – żony Belli oraz ich dzieci, z nogami połączonymi błoną pławną, świętym mięsem z wilka.

Edward westchnął do siebie, gdy odnalazł kluczyki. Zapowiadało się interesujące popołudnie.

xxx

Jacob i jego przyjaciele okazali się łatwiejsi do odnalezienia niż Bella spodziewała się. Oczywiście, skakali z klifu do morza – zwracając na siebie uwagę każdej osoby.

Bella szła inną drogą do kilku sklepów w miasteczku, wkrótce, jak Edward stracił ją z oczu i usłyszała głośny, oraz dziki hałas. Spojrzała w samą porę i zobaczyła rozmyty krztałt, który rozpędzał się na urwisku i skoczył z przedniej części klifu do spienionej wody.

Krzyczała, ponieważ była pewna, że jest świadkiem samobójstwa. Usłyszała więcej krzyków, więc spojrzała w górę, aby zobaczyć więcej dopingujących ludzi na brzegu klifu. Mimo wszystko, podbiegła do linii brzegowej. Z niepokojem obserwowała ciemną plamę, która pojawiła się bliżej. Natychmiast poznała Jacoba Blacka. Gdy ją ujrzał, uśmiechnął się i trzymając głowę nad wodą, niczym pies, popłynął w jej stronę.

To było prawie słodkie. - Hej, BB! - krzyknął, gdy dostał się do miejsca, w którym mógł stanąć na desce do surfowania. - Co słychać?

- BB? - Bella zapytała zakłopotana.

- Mówiłaś, że nazywasz się Bella Brandon, racja? - Jacob odbił, uśmiechając się szeroko i prostując się.

Jasna cholera – ten dzieciak, oczywiście, musiał podonosić samochody. - Uch, jasne – Bella zgodziła się, nie bardzo wiedząc o co chłopak pytał.

Zdając sobie sprawę na co dziewczyna się patrzy, Jacob uśmiechnął się znacząco. - Więc, gdzie jest twój chłopak? - zapytał, brzmiąc noszolancko.

Bella na chwilę odwróciła swoją uwagę, od ilości mięśni, którą miał. Poważnie? - Um, on nie był moich chłopakiem.

- Punkt – powiedział drugi chłopak, wyławiając się z fal. Bella mgliście zapamiętała go, jako Quila Atearę. Uśmiechnął się do niej szelmowsko. - Jego strata, nasz zysk.

Udając swawolność, Jacob popchał Quila, tym samym, wysyłając go prosto w fale. - W każdym razie – powiedział ignorując głośny ciąg przekleństw Quila - co sprowadza cię z powrotem na pierwszą plażę? Jestem przekonany, że z pewnością nie słońce.

- Nie wiem – Bella powiedziała ostrożnie. Starała się być urocza, ponieważ potrzebowała przysługi od tych dzieciaków. - Jestem całkiem biała. Nawet odrobina słońca, na tej plaży, opali mnie.

Jacob ponownie szeroko się uśmiechnął. Bella zastanawiała się, czy tak białe zęby, mogą być naturalne. - W każdym razie – powiedziała do siebie i do niego - słyszałam, że jest tutaj lokal ze striptizem. To prawda?

Brwi młodego chłopaka wystrzeliły w górę. Oczywiście, tego się nie spodziewał. - Oczywiście. Wilcze Legowisko – przerwócił oczami.

Bella przegryzła wargę i sapnęła, starając się zdecydować na najlepszy plan ataku. Postawiła nieco na protekcjonalny wygląd i posłała Jacobowi spojrzenie. - Ile masz lat, tak przy okazji?

Wyprostował się bardziej i uniósł brew na jej niepoprawne zachowanie. - Wiek to tylko liczba, kochanie.

Stosując taktykę, którą podpatrzyła u Edwarda, zatrzepotała rzęsami. Udając, że nie czuje się śmiesznie, pozwoliła sobie na uśmiech. - W porządku, więc o to chodzi. Muszę tam być dzisiejszego wieczoru, ale moje urodziny są za kilkanaście miesięcy. Powiedz, co mam zrobić.

Dołączyli do nich Quil i ostatnia rozmyta plama, który był mokrym Embry'm. - Co chcesz przez to powiedzieć, blada twarzo? Myślisz, że wszyscy się znamy?

Postawa Belli się rozsypała. - Nie, to nie tak – zaczęła wyjaśniać, ale trójka chłopców wybuchnęła śmiechem.

- Uspokój się – powiedział Jacob. - Embry żartował. Przyłączymy się.

Quil zaszydził. - Dlaczego ich szukasz? Sam, Paul i Jared są w porządku, ale kto ich potrzebuje, gdy tutaj są młodsi i bardziej gorący modele? - napiął mięśnie.

- Dobrze, dziękuję, ale ja nie szukam chłopaka, ani raczej nie skorzystam z męskiej sekcji – uśmiechnęła się.

- Mówiłaś, że ten facet nie był twoim chłopakiem – Jacob powiedział łatwo. - Co jest złego w szukaniu? - zamilkł i pochylił głowę, myśląc. - Chyba, że chcesz rozejrzeć się w sekcji kobiet...

- Nie – Bella powiedziała, uśmiechając się ironicznie. - Moje serce jest na razie wyłączone z rynku – powiedziała z westchnięciem.

- Ach – Jacob skinął głową ze zrozumieniem. W rzeczywistości łatwo się z nim rozmawiało. - Dlaczego, więc chcesz iść do Wilczego Legowiska?

- Tam jest dużo ludzi, a ja tu zostanę. Myślą, że mam osiemnaście lat – przyznała.

- Brzmi problematycznie – Embry zachichotał.

- Wiek jest kłopotliwy – Bella wzruszyła ramionami.

- Mów do mnie o tym – skomentował Quil.

Jacob rozważał. - Dobrze, BB. Oto umowa. Mogę cię wkręcić – poręczył.

- I? - Bella podpowiedziała. Była odrobinę zdenerwowana z powodu tego, co chcieli w zamian.

- Tylko pocałunek – Jacob odpowiedział, uśmiechając się szeroko i wskazując na swoje usta. - Bez języka. Obiecuję.

Jego chłopacy podśmiechiwali się i dopingowali go. - Dalej, chłopaku! - rzucali między wdechami.

Bella rozważała. - Bez języka? - weryfikowała.

- Słowo harcerza – Jacob rzekł uroczyście.

- I przysięgasz, że mnie wpuszczą?

Jacob skinął głową. - Obiecuję.

Z jakiegoś powodu, Bella mu uwierzyła. W tym momencie, cena wydawała się jej stosunkowo niska. - Dobrze – powiedziała szybko, zanim zdążyłaby zmienić swoje zdanie.

Embry i Quil krzyknęli radośnie. Ignorując ich, Bella podeszła do Jacoba. Była zaskoczona, gdy owinął rękę wokół jej talii i przyciągnął do siebie. Nie miała czasu, aby zaprotestować, ponieważ jego usta były już na jej.

To był z pewnością błąd. Przez chwilę, ponieważ od razu jej nie puścił, Bella była spięta. Wtedy uświadomiła sobie, że jego przysługa warta była delikatnego i krótkiego pocałunku. Rozluźniła się.

Następnie przyciągnął ją bliżej. Między nimi pojawiły się ręce Belli, chcące go odepchnąć.

Nie przestał jej całowiać, ale nie pogłębiał też pocałunku. Bella wierciła się.

Właśnie wtedy, usłyszała wściekły głos Edwarda. - Co ty do cholery myślisz, że robisz?

Edward szybko pojawił się między Bellą i Jacobem. Ten ostatni trzymał ręce do góry, w geście pokoju. - Zaraz, zaraz kolego. Uspokój się – zaczął.

- Nie mów do mnie, żeby się uspokoił – Edward odepchnął z powrotem Jacoba, zupełnie nie zwracając uwagi na Embry'ego i Quila, kórzy wrócili do swojego przyjaciela.

- Edward! - Bella zaprotestowała, ponownie odnajdując swój głos. - W porządku... Ja... Ja zgodziłam się...

Edward odwrócił się do niej z całkowicie załamanym wyrazem twarzy. - Och – powiedział cicho.

Jacob spojrzał pomiędzy Bellę i Edwarda. Uniósł brwi na dziewczynę. - Wow, idziesz dziewczyno. Wiesz, jak to działa, prawda? - wydawał się rozbawiony. - Więc, to jest ten facet, który ma twoje serce?

Kolor odpłyną z twarzy Belli, gdy spojrzała na Edwarda z szeroko otworzonymi oczami. On patrzył na nią z niedowierzaniem.

Patrząc między dwójkę, wielki uśmiech Jacoba nieco zmniejszył się. - Och, to był sekret, prawda? Ups?

Bella nie odpowiedziała. Była zajęta szukaniem czegoś fascynującego w ziemi.

- W każdym razie – Jacob powiedział niezręcznie. - Bello, to o czym rozmawialiśmy, nie ma problemu. Zamierzam teraz... nie być tutaj – skinął głową do swoich kolegów i szybko wycofali się.

Przez długi czas, ani Edward, ani Bella, nie odzywali się. Obydwoje ciężko wzdychali. - Ach, to jest złe.

Bella podniosła głowę, zastanawiając się, co dokłanie miał na myśli.

- Powinienem zostawić cię w spokoju – zaczął, przeczesując dłonią włosy. - Nie powinienem tobie przeszkadzać i... - urwał, wskazując na oddalającą się postać Jacoba.

- Nie, Edwardzie, nie rozumiesz – Bella próbowała wyjaśnić, ale Edward przerwał jej.

- Rozumiem. Mam na myśli. My nie możemy... Po prostu spróbuj czegoś innego, dobrze? Z każdym innym, oprócz mnie. Łapię. Nie powinnismy myśleć o sobie nawzajem w sposób, jaki myślimy. Powinniśmy... kurwa – mamrotał, oczywiście z bólu.

Bella nie mogła znieść udręczonego wyrazu na jego twarzy. - Edwardzie, ja... Ja... Ja nie jestem twoją kuzynką. Nie jestem Alice – wyrzuciła z siebie nagle.

Ku jej zaskoczeniu, Edward zaśmiał się gorzko. - Boże, chcę, żeby to była prawda.

- To jest prawda! - Bella przyznała do swoich stóp. - Twoja kuzynka, prawdziwa Alice... Ona jest... Cóż, jest wrzodem na tyłku, ale jest moją najlepszą przyjaciółką. Nie mogłam znieść widoku, gdy była smutna, więc -

- Zaraz, tylko... Co ty mówisz. Jeśli nie jesteś Alice, to kim jesteś? - Edward zażądał.

- Nazywam się Isabella Swan. Kiedy matka Alice powiedziała jej, że ma tutaj przyjechać, była bardzo w złym humorze. Przekonała mnie, abym tu przyjechała za nią. Powiedzała, że nikt nie będzie wiedzieć – szeptała. Wszystko teraz brzmiało dla niej bardzo głupio.

Przez ponad minutę było całkowicie cicho. Bella czekała na jakiś wściekły wrzask, który by się rozpoczął... Albo na jego kroki oddalające się od niej.

Zamiast tego, jego dłoń ujęła jej policzek i uniosła jej twarz do góry. Kiedy wreszcie spojrzała mu w oczy, zobaczyła, że są szeroko rozszerzone i pełne niedowierzania. - Nie jesteś Alice?

Bella pokręciła głową.

- Jesteś po prostu Bella – wytłumaczył.

Bella skinęła głową.

Kilka długich uderzeń serca później, zapierający oraz szeroki uśmiech, rozjaśnił twarz Edwarda. Nagle owinął swoje ramiona wokół niej i przyciągnął ją mocno do siebie, że oboje wypuścili z siebie oof. Puścił ją, aby każde z nich mogło wziąć wdech, zanim jego usta pocałowały jej – silnie i radośnie.

Bella była zaskoczona dźwiękiem wydobywającym się z jej gardła, ale po wszystkim, roztpiła się w ich pocałunku. Jej ramiona owinęły się wokół jego pleców, chwytając tkaninę swetra, który miał na sobie.

Rozstali się, dysząc, ponieważ oboje zapomnieli oddychać przez nos. Edward znowu uśmiechnął się i pochylił się po kolejny pocałunek, ale Bella trochę cofnęła się.

- Czekaj, czekaj! - Bella błagała.

- Przysięgam na Boga, że jeśli powiesz, że to był żart.. - Edward zamarł.

- Nie, ja nie żartuję. Ale... Nie jesteś na mnie zły? To znaczy, okłamałam ciebie i twoją rodzinę – Bella zareagowała z niedowierzaniem.

- Bello – Edward uśmiechnął się do niej. - Od chwili, gdy się spotkaliśmy, myślałem, że tracę rozum. Myślałem, że jestem zboczeńcem, który non stop fantazjował o swojej kuzynce. Prawie nakręciłem się na myśl, że nasze dzieci będą miały błony pławne.

- Będziemy mieć dzieci? - Bella pisnęła.

Edward zarumienił się. - Cholera, źle wyszło. To znaczy, Emmett po prostu umieścił tę myśl w mojej głwie. To wszystko.

- Emmett wie? - głos Belli przypominał głos Alice, pod względem tonu i głośności.

- Emmett i Jasper – Edward przyznał, świadomie pocierając swój kark. - Zgaduję, że źle ukrywałem swoje uczucia względem ciebie.

W tym momencie, Bella uśmiechnęła się nieśmiało. - Twoje uczucia do mnie?

Edward przewrócił oczami. - Bello, szaleję na twoim punkcie. Musiałbym kompletnie załatwić kogoś, kto rozpowszechniałby całą sprawę z kuzynostwem, racja?

Teraz Bella uśmiechnęła się i stanęła na palcach, aby ponownie go pocałować.

Nie byli w nastroju, aby rozmawiać o normalnych rzeczach – jak na przykład o tym, co się teraz stanie. Edward i Bella spędzili resztę dnia zasadniczo nadrabiając wszystko, co w większości ominęło ich przez nastoletnie lata.

W rzeczywistości zajmowali się wciąż tym samym – ich nogi były nie całkiem niewinnie splecione razem – gdy później, po południu leżeli na łóżku Edwarda. Dłonie chłopaka pozbyły się koszulki dziewczyny, a ręce Belli pozbyły się koszulki chłopaka. Oboje byli nieco rozkojarzeni.

To tłumaczyłoby, dlaczego nie usłyszeli otwierania drzwi lub przerażonego okrzyku osoby, która weszła do pokoju Edwarda.