Harry i Ron siedzieli w bibliotece w milczeniu, czekając na Hermionę. Gdy dochodziła siedemnasta pięćdziesiąt pięć, byli już mocno zdenerwowani, ponieważ musieli już pędzić do Dumbledore'a, podczas gdy dziewczyna jeszcze nie wróciła od Snape'a. Stwierdzili jednak, że nie ma co igrać z dyrektorem. Przynajmniej Ron tak stwierdził, bo Harry najchętniej zrobiłby mu na złość.

- Harry, jak się nie stawimy, to na złość zrobisz tylko i wyłącznie sobie, a nie Dumbledore'owi – powiedział Ron, gdy szli do gabinetu siwobrodego. - Po prostu przeniosą się na spotkanie bez nas, i tyle.

- Może masz rację – gdy stanęli przed kamiennym gobelinem, ten – bez podania hasła – odskoczył na bok i odsłonił im schody. Widocznie Dumbledore go tak zaczarował. Bardzo miło. Chociaż tyle... pomyślał Harry, i zaczęli wspinać się po schodach.

Zapukali. Dębowe, wielkie drzwi otworzyły się po chwili, jednak nie musiały się wcale otwierać, by wiedzieli, że w środku jest już Hermiona. Usłyszeli wcześniej jej głos.

- Severusie, jak będziesz obrażał pannę Granger, to nie wyjdzie ci to na dobre, uwierz mi – weszli do środka, jednak nikt nie zdawał się zwracać na nich uwagi.

To była na pewno jedna z dziwniejszych scen, jaką widzieli w życiu: Snape, Hermiona, Dumbledore. Wszyscy mieli groźne miny. Wszyscy stali daleko od siebie, Hermiona prawie przy drzwiach, Snape przy oknie, a Dumbledore przy biurku.

- Dumbledore... - Snape zacisnął zęby. - Po co wybrałeś tą dziewuchę, nie widzisz, że już pierwszego dnia są z nią problemy? Dziewczynka nie może zaakceptować tego, że nie zawsze ma rację.

- Severusie, to ty zachowujesz się jak dziewczynka, która nie może zaakceptować tego, że nie zawsze ma rację. I w tej kwestii też. Jeśli się choć trochę nie opanujesz, to poszukamy kogoś innego na twoje miejsce. Hermiona wcale nie straci swojej misji.

- Ależ proszę bardzo, szukaj sobie kogoś innego! - odwarknął młodszy czarodziej. - Ciekawe kto sobie poradzi w innym świecie. No, masz jakieś propozycje?

- Naprawdę chcesz, abym zaczął szukać? - Dumbledore zmierzył go przenikliwym spojrzeniem, a Harry był pewny, że przed tym spojrzał na niego. Zauważył go. Więc dlaczego ignorował? Ile miał jeszcze stać w progu? - A myślałem, że perspektywa wyruszenia do innego świata, a tym samym odpoczynek od nauczania, spotkań z Voldemortem oraz przebywania z ludźmi, których nie lubisz, wydaje ci się bardzo na rękę.

- Owszem, tak mi się wydaję, bo jakbyś nie raczył zauważyć, Albusie, faktycznie jest trudno to wszystko ze sobą pogodzić, a ty jeszcze będziesz mnie upominał i prosił, bym zachowywał się wobec niej grzecznie? - wskazał na Hermionę.

- Jakby nie patrzeć, jest kobietą, więc szacunek się należy – wtrącił się Harry, i wszystkie oczy zwróciły się ku niemu. Usłyszał, że Ron cicho wypuszcza powietrze i zastanowił się, czy nie żałować swojego nagłego wtrącenia, jednak stwierdził, że wcale nie powinien niczego żałować.

- Potter – Snape wymówił jego nazwisko tym samym tonem, co zawsze: pełnym pogardy i jadu.

W czasie gdy Harry i Mistrz Eliksirów patrzyli sobie wojowniczo w oczy, Dumbledore polecił Hermionie i Ronowi przenieść się już za pomocą jego kominka - który jako jedyny, i to za poleceniem dyrektora, mógł przenosić ludzi właśnie tam – przenieść się do Kwatery Głównej.

- Moi drodzy, nie mamy czasu – mruknął dyrektor, stojąc przy kominku, gdy w pomieszczeniu zostali już tylko we troje.

- Nie jestem ani twój, ani drogi – syknął tylko Snape, odwracając się nagle do Dumbledore'a, i zmierzając w stronę kominka. Po chwili i on się przeniósł.

- Harry, twoja kolej – rzekł zmęczonym tonem.

- Profesorze...

Harry poczuł w sobie nagłą potrzebę porozmawiania z Dumbledore'em. Właściwie miał tą potrzebę już od dawna, jednak teraz... Taka okazja... Byli sami. Dumbledore nie mógł go teraz zignorować. Musieli porozmawiać. W cztery oczy. O wszystkim. O dziwnym zachowaniu dyrektora, o Posem, o obietnicy, którą kazał Harry'emu składać, o tym, jak dowiedział się o chęci Hermiony, o swoim wiecznym złym nastroju... Po prostu tyle rzeczy chciał mu powiedzieć i z nim wyjaśnić, że sam nie wiedziałby nawet, od czego zacząć. Ale było to jak najbardziej koniecznie.

- Chciałbym z panem porozmawiać.

- Nie, Harry, nie ma teraz na to czasu – dyrektor potarł oczy i spuścił głowę, opierając się o kominek. Gdy podniósł głowę spostrzegł w oczach Harry'ego jawną bezradność.

- Ale... Ja pana proszę... - zaczął Harry łamliwym tonem.

Co to miało być? Przecież pragnął wykrzyczeć dyrektorowi w twarz, co o nim myśli, jednak stojąc przed nim wciąż liczył na to, że może mu ufać, że przecież jemu tak zależy na tym, by Harry'emu się nic nie stało, że traktowali się przecież nawzajem w jakiś sposób blisko, więc dlaczego teraz było, jak było?

- Wchodź do kominka – rozkazał starszy czarodziej, jednak tonem zupełnie pozbawionym rozkazu.

- Ja ciebie w tej chwili też proszę, Harry – powiedział po chwili, gdy chłopak wciąż stał w miejscu. - Nie będę z tobą teraz rozmawiał. Koniec, rozumiesz? Jak nie chcesz być na spotkaniu, to powiedz, bo ja nie mogę się spóźnić, a spotkanie powinno już trwać. Wchodzisz?

- Na pewno nie wchodzę dla pana. Dla wszystkich, tylko nie dla pana – powiedział z dziwną nutą w głosie Harry, wchodząc do kominka. Nie planował tego powiedzieć. Ale nie wytrzymał. Poczuł w sobie takie nerwy, że jeszcze chwila, a chyba by przez nie zwariował.

Starszy czarodziej spojrzał tylko na niego ze zmrużonymi oczami, jednak gdy Harry zniknął, usiadł w fotelu i schował twarz w dłoniach. Ciężko jest być Albusem Dumbledore'em, naprawdę ciężko... - pomyślał, po czym westchnął głęboko i skierował się w stronę kominka.

Harry zajął miejsce obok Hermiony, Rona i Syriusza. Nie miał ochoty się jednak do nich odzywać. Miał tak zły humor, że nawet siedzący obok niego milczeli. Po chwili zjawił się Dumbledore. Harry zaczął się trząść ze złości i bezradności.

- Co ci jest? - szepnęła siedząca obok Hermiona.

- Nic szczególnego – odparł Harry, a Hermiona przeraziła się. Jego głos ociekał jadem niczym głos Snape'a. Do głosu Snape'a będzie musiała jednak przywyknąć, więc może czas się przyzwyczajać i być nawet wdzięczną Harry'emu, że jej w tym w pewien sposób pomaga?

Dyrektor zajął miejsce na końcu podłużnego stołu. Posiedział chwilę na krześle i patrzył tępo w stół, jakby zastanawiał się od czego zacząć. Po pewnej chwili wstał.

- Witajcie na spotkaniu Zakonu Feniksa – przemówił, zerkając na wszystkich zebranych. Było około czterdziestu osób. - Mam wam dzisiaj do przekazania wiele informacji, więc proszę o uwagę. Najpierw pragnę powiadomić, że część wilkołaków zapragnęła przejść na naszą stronę i tym samym podjąć próbę przekonania innych wilkołaków także do przyłączenia się do nas. Zawdzięczamy to Remusowi – obdarował Lupina wdzięcznym spojrzeniem, i zaczął klaskać, a reszta poszła w jego ślady. - Z olbrzymami jeszcze nic nie wiadomo.

- A wampiry? Są dużo silniejsze niż wilkołaki i olbrzymy. Co z nimi? - zapytał ktoś z drugiego końca stołu.

- Mam pewien plan, jednak nie podjąłem w tym kierunku żadnych kroków. Jeszcze. Zajmę się tym w najbliższym czasie, było teraz wiele spraw... A wampiry przez to że są najsilniejsze, są także najtrudniejsze do zdobycia. Do Posem wyznaczone zostały już dwie osoby.

- Wyznaczone zostały? - zdziwiła się Tonks. - Myślałam, że wyznaczymy je właśnie na tym spotkaniu – powiedziała z lekkim oburzeniem w głosie. Widocznie miała w planach zgłoszenie się.

- Owszem, wyznaczone zostały – odparł głośno i z naciskiem Dumbledore. - Jednak wampirami zajmę się ja sam, i dobiorę do pomocy tylko jedną osobę, którą również ja wyznaczę – po tych słowach zamilkł, po czym przeniósł wzrok na Severusa, i patrzył na niego przez jakiś czas, po czym znów zabrał głos – Do Posem wyznaczyłem Severusa oraz Hermionę.

Dziewczyna zacisnęła powieki, gdy wszystkie oczy skierowały się nie na Snape'a, lecz na nią. To był szok. Wiedziała o tym. Snape i Granger. Granger i Snape. Naczelny Postrach Hogwartu i Panna Wiem To Wszystko. To nie brzmiało dobrze. Zdawała sobie sprawę z tego, że każdy uważa podobnie.

- Severus jest bardzo doświadczony w zdobywaniu zaufania, wie jak się zachować w różnych sytuacjach, jest inteligenty i dobrze wyszkolony w wielu dziedzinach – na te słowa Hermiona, zupełnie nie wiedząc dlaczego, miała ochotę wybuchnąć śmiechem. - Uważam, że Severus nadaje się do tak ważnej misji bardzo dobrze, podobnie jak panna Granger, która również jest niezwykle inteligentna i mądra, jej umysł jest dobrze zorganizowany, przez co, mam nadzieję, będzie umiała poradzić sobie z współpracą z Severusem, a Severus z współpracą z nią, co jednak jest niemal najważniejsze w tym wszystkim – Dumbledore spojrzał w sufit, jakby zapomniał, co chciał jeszcze powiedzieć. - Nie wiem za bardzo jak to ująć... - mruknął pod nosem po jakimś czasie. - Severus jest już po bardzo ważnej rozmowie z Voldemortem. Powiedział mu, że musi udać się na jakąś misję do innego państwa z mojego rozkazu i że ma to pomóc w tym, aby zdobyć jeszcze więcej mojego zaufania i tym samym mieć dostęp do wielkich sekretów. Voldemort był bardzo zadowolony z tego, że nadarzyła się taka okazja, aby móc zdobyć więcej mojego zaufania, więc nie miał problemu z tym, aby Severus był przez jakiś czas nieobecny. Przyjął to ponoć z uśmiechem.

- Albusie... Misja do innego państwa, czy innego świata? Nie pomyliłeś się? - zauważyła Molly.

- Nie, skąd. Wraz z Severusem uznaliśmy za oczywiste, że Voldemort nie może wiedzieć, iż próbujemy zdobyć pomoc z innego świata. Sprowadzilibyśmy wówczas na Posem wielkie zagrożenie, a to byłaby katastrofa. Czarny Pan jednak nie wnikał na jak długo i dokąd Severus ma się wybrać, więc jest to dla nas duży plus, bo nie musimy się obawiać, że Severus później oberwie.

- Ja nie obrywam – wtrącił się nagle ponuro Snape. - Co najwyżej znoszę kary.

- W porządku... Pragnę wam jeszcze powiedzieć, a szczególnie tobie, Hermiono, oraz tobie, Severusie, że wasze przeniesienie do Posem odbędzie się za dwa miesiące, w pierwszym dniu przerwy świątecznej, piętnastego grudnia. Szczegóły omówimy już bliżej wyznaczonej daty.

- Nie będzie was na Wigilii! - zauważyła pani Weasley.

- I tak nigdy na waszej nie bywam – powiedział spokojnie Snape.

- Mimo że zawsze jesteś zapraszany – fuknęła pani Weasley, mrużąc oczy, niczym obrażona kotka. - A ty, Hermiono... Przykro nam będzie bez ciebie.

- Mnie też będzie przykro, ale widocznie misja wymaga poświęceń.

- Podoba mi się twoja postawa – Szalonooki skierował zarówno swoje normalne jak i sztuczne oko na Hermionę.

Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko. W jakiś sposób poczuła się podczas tego spotkania ważna i potrzebna. Harry wiedział, że Hermiona się tak czuje. Widział te wesołe iskierki w jej oczach. Czuła się zapewne taka... wybrana. A on? On był przecież tylko zwykłym chłopcem uczącym się w Hogwarcie. Gdy tylko o tym myślał, czuł taką wściekłość... Na wszystkich. Nawet na Hermionę. Nie miał zamiaru znosić jej podnieconego głosu, gdy to będzie mówiła, jak to się cieszy, że może zaznać takiej przygody. Nie zamierzał przysłuchiwać się jej głupiemu mądrowaniu się, że Dumbledore na pewno nie wybrał jej bez powodu. Wkońcu jest najmądrzejsza na świecie, najlepsza i najbystrzejsza... Nie chciał żeby taką się czuła. W ogóle nie chciał, by czuła się ważna. Nie mógł znieść tej myśli, że po tym wszystkim co zrobił, Dumbledore wywyższa jego przyjaciółkę, a jemu najzwyczajniej w świecie daje kopa w tyłek.

- Wojownicy Posemscy nie różnią się wyglądem wiele od nas. To także ludzie, tyle że posiadający inne zdolności magiczne. Ich świat jest niezwykle mały. Na oko. Jest to zaledwie wielki pałac, w którym mieszkają wszyscy, ogród, pola, łąki oraz olbrzymi, otaczający to wszystko las, który podobno nie ma końca, nigdy nie został do końca zbadany. Nawet królowa Posem, która jest podobno najmądrzejszą istotą we wszechświecie, nie potrafi powiedzieć, jakie tajemnice ów las skrywa.

- To ile ich jest, że wszyscy mieszkają w jednym pałacu? - zdziwił się Syriusz.

- Nie wiem jak to jest możliwe. Jest ich około pięciu tysięcy.

- Przecież to niewiarygodnie mało! - zawołała z rozszerzonymi oczami profesor Sprout.

- Każdy jednak posiada taką moc, jak kilkanaście, a niektórzy nawet – kilkadziesiąt czy kilkaset naszych czarodziejów razem wziętych. Zdobycie choćby stu Wojowników Posemskich byłoby niezwykłym sukcesem.

Hermiona w milczeniu rozważała to wszystko. Miała mieć styczność z tak potężnymi istotami! Przecież na samą myśl o nich, zaczynała drżeć. I w takich właśnie momentach czuła radość, że będzie ku jej boku czarodziej jej pokroju. Choćby taki złośliwy cham, jakim był Severus Snape.