9
Rozdział 10 – „ Hidan i Kakuzu "
Czternastoletni Naruto siedział spokojnie na Monumencie Hokage spoglądając na wioskę Konoha z tęsknotą i wyczekiwaniem. Itachi od miesiąca był na misji i jeszcze nie wrócił. Ciężkie westchnienie wyrwało się z ust Kitsune, brak Itachi`ego dla Naruto było jak brak powietrza, którym się oddycha.
- Itachi… - Kolejne westchnienia znalazło ujście z czerwonych usteczek małego liska tym razem głośne.
Jak na swoje czternaście lat Kitsune był niewysoki zaledwie 151 cm wzrostu z czego był bardzo niezadowolony. Od wszystkich był mniejszy, nawet niektóre dziewczyny były od niego wyższe. Bardzo go to frustrowało, a co najgorsze to był mylony z dziewczyną, ale na szczęście szybko się to skończyło jak przestał nosić kimona. Za to Haku nawet w spodniach był brany za dziewczynę. Zupełnie jak wtedy, kiedy wstępowali do akademii ninja.
*** Cztery lata wcześniej ***
- Tak bardzo się cieszę… - Odezwał się Haku, który miał wtedy czternaście lat, a ja miałem dziesięć. - … że będziemy razem w jednej szkole. – Uśmiechnął się do mnie tym swoim słodkim uśmiechem, którym doprowadzał Zabuze do obłędu. – A do tego w jednej klasie, mimo tak dużej różnicy wieku. – Znowu się na mnie rzucił. Od najmłodszych lat, Haku postawił sobie za cel tulić się do mnie i ściskać mnie bez opamiętania. Często Zabuza musiał ingerować, jak widział, że zaczyna brakować mi powietrza.
Ja znowu mam w zwyczaju rzucać się na szyję osób, które bardzo lubię, ale najbardziej kocham skakać po Tachi-chan. Pamiętam jak mając dwanaście lat Itachi zezłościł się na mnie, że obściskuję innych, a nie powinienem tego robić. I przestałem, no prawie. Teraz ściskam tylko Itachi`ego, Iru-chan i Haku. Przy nich czuję się bezpiecznie, a i Itachi powiedział, że oni krzywdy mi nie zrobią. A Sasuke… no cóż przy Sasuke muszę bardzo uważać. To już nie jest mój Sasu-chan, zmienił się i to bardzo. Boję się przebywać z nim sam na sam, po tym jak próbował mnie pocałować, ale na szczęście pojawił się Haku i mnie ocalił. Itachi nic o tym nie wie. Ale wracając do mojego pierwszego dnia w akademii.
Po tym jak dostaliśmy od dyrektora nasz rozkład zajęć udaliśmy się razem z Haku do naszej nowej klasy. Była jeszcze przerwa, więc w środku nie było za wiele osób.
W samym tyle spał na ławce chłopak z włosami związanymi w kucyk, obok niego siedziała Ino, która również zaczęła chodzić do szkoły. Bardzo się z tego ucieszyłem. Obok Ino siedziała śliczna dziewczyna o jasno różowych włosach, która zaczęła podchodzić do nas.
- Cześć jestem Sakura. – Przedstawiła się dziewczyna wyciągając do nas rękę.
- Jestem Naruto! – Pierwszy chwyciłem jej rękę ściskając ją mocno, na co się ładnie zarumieniła.
- Naru-chan odsuń się – odepchnął mnie Haku na bok, który również chciał się przedstawić wisience. Tak ją zacząłem nazywać, a ona nie miała nic przeciwko. – Jestem Haku! – Szeroki uśmiech pojawił się na jego twarzy, a po klasie dało się słyszeć parę westchnień. Zachichotałem cicho wstrząsając lekko głową. Zawsze była ta sama reakcja na Haku.
- Chłopak? – Zdziwiła się Sakura, która od razu zaczerwieniła się mocno na gapę, jaką palnęła. – Ayamaru (przepraszam).
- Nic nie szkodzi. – Uśmiechnął się Haku, dla którego nie było to nic nowego. – To dla mnie codzienność.
- Chodźcie – chwyciła mnie i Haku za rękę ciągnąc w stronę osób siedzących w klasie. Bałem się czy mnie polubią, ale mocny uścisk dłoni Haku dodał mi otuchy.
- Ten śpiący na ławce to Shikamaru, Ino znasz – Machnęła ręką na blondynkę.
- Kłopotliwe – Odezwał się leniwie Shikamaru. Spojrzał na mnie przenikliwie, na co się lekko zarumieniłem. – Kłopotliwie śliczny lisek. Hej. – Przywitał się z nami, po czym z powrotem położył się spać.
Po kolei poznawaliśmy resztę paczki. Kiba szalony miłośnik psów o brązowych włosach i czarnych oczach z czerwonym tatuażem w kształcie trójkąta na obu policzkach, nierozłączny ze swoim psem Akamaru. Hinata bardzo nieśmiała dziewczynka o blado fiołkowych oczach jąkająca się nieco, Shino bardzo cichy i spokojny chłopak miłośnik insektów, Neji kuzyn Hinaty długie do pasa ciemno brązowe włosy i biało srebrne oczy, Ten Ten dziewczyna o brązowych oczach i włosach upiętych w dwa koki. Wszyscy wiedzieli, że jestem synem Kyuubi`ego, ale obiecali nikomu nic nie wspominać, a ja im od razu zaufałem.
Chwilę po tym jak się usadowiłem obok Shikamaru do klasy wszedł Sasuke w towarzystwie trzech chłopaków. Najmniejszy z nich miał srebrno szare włosy sięgające do ramion, na środku przedzielone zygzakiem, a po prawej stronie twarzy miał związane pasmo włosów, jasno zielone oczy i dwie czerwone kropki przy brwiach. Drugi z nich miał niebieskie włosy krótko ścięte z tyłu, a z przodu dłuższe i szafirowe oczy, ostatni z nich najwyższy, miał złote oczy i ciemny blond włosy sterczące każdy w inną stronę, zupełnie jak moje. Byłem pod wrażeniem ich urody, jeden ładniejszy od drugiego i było by wszystko dobrze gdyby nie zaczęli mówić.
- Sasuke to są te ślicznotki, o których opowiadałeś, że mieszkają u ciebie? – Zapytał najmniejszy z nich podchodząc do mnie i do Haku oglądając nas z każdej strony.
- Hai … - Odezwał się Sasuke patrząc na nas obojętnie. Do dziś się zastanawiam, w jaki sposób przez jedną noc może się tak bardzo ktoś zmienić. - … Naruto – wskazał palcem na mnie.- … i Haku, który ma bardzo zaborczego chłopaka.
- Może ma chłopaka, ale… - Niebieskowłosy podszedł do Haku od tyłu biorąc jego włosy do ręki całując je. - … to nie oznacza, że nie można próbować, prawda?
- Właśnie. – Uśmiechnął się drwiąco srebrno włosy stojący za mną i bawiący się moimi włosami. Odepchnąłem jego nachalną rękę. – Och jest jeszcze ładniejszy jak się złości!
- Kimimaro zostaw go. – Odezwał się złotooki odciągając ode mnie chłopaka, który podąsał się przez chwilę, ale zaraz mu przeszło jak uczepił się jego ramienia. Zadzwonił dzwonek na lekcje.
- Chodźcie idziemy do ławki, zanim Kabu-chan przyjdzie. – Kimimaro zaczął ciągnąć postawnego chłopaka do ławki pod ścianą. – Suigetsu, Sasuke no chodźcie. Do zobaczenia śliczności! – Zawołał do mnie, przez co się bardzo zarumieniłem.
- Nie przejmuj się nimi. – Powiedziała Sakura obracając się w moją stronę. – Suigetsu, Sasuke, Juugo i Kimimaro są nie rozłączni. Mimo, że Sasuke nie jest w ich drużynie to trzymając się razem, ale…
- Tak?- Zaciekawiłem się.
- Nigdy się tak nie zachowywał, jeszcze tydzień temu był normalny…
- Tak… - Kiba wszedł jej w zdanie. - … humorzasty, nadęty dupek, normalka!
- Kiba! – Wściekła się Sakura uderzając go w głowę.
- Za co?!!! – Zapytał wściekły Kiba masując guza na głowie, Akamaru zaczął szczekać na Sakure.
- Cisza! – Rozległ się obcy głos przy drzwiach klasy. Mimo, że ten głos zabrzmiał ostro zaciekawiony spojrzałem tam. Znalazłem się pochłonięty w głębie czarnych tęczówek młodego nauczyciela spojrzałem na Haku, który również patrzył z rozmarzeniem na mężczyznę.
- Nie dla was. – Ja i Haku zaskoczeni spojrzeliśmy na Neji`ego, który obserwował każdy najmniejszy ruch białowłosego i już w niedługim czasie miałem się dowiedzieć dlaczego.
- Skoro jesteśmy wszyscy… - Kabuto podszedł do mnie klękając obok. - … mamy nowych uczniów. Naruto … - Zmierzwił ręką moje włosy uśmiechając się delikatnie. Od razu pokochałem tą ciepła i piękną osobę. - … i Haku. – Jego uśmiech tym razem skierował się na rozmarzoną twarz czarnowłosego.
Oboje byliśmy tak zachwyceni Kabuto, że nawet nie zauważyliśmy jak nam lekcja minęła. Wychodząc z klasy nasz sensei ściągnął okulary i zatrzymał się przy drzwiach czekając, aż wszyscy wyjdą z niej. Ja z moimi nowymi przyjaciółmi udaliśmy się na następne zajęcia, ale Kabuto-sensei stojący przy drzwiach nie dawał mi spokoju. Odwróciłem się szybko wołając do pozostałych, że biegnę do łazienki i zaraz wrócę, a tak naprawdę poszedłem pod klasę Kabuto.
Zbliżając się do niej usłyszałem cichy jęk, bardzo podobny do tych, jakie wydaje Iruka, kiedy Kakashi go molestuje. Zaglądnąłem do środka przez niedomknięte drzwi i momentalnie się zaczerwieniłem. Pod ścianą, przy tablicy stał Kabuto przyciśnięty do ściany przez nikogo innego jak Neji`ego. Noga Neji`ego systematycznie pocierała krocze, Kabu-chan w czasie, kiedy jego ręka bawiła się sutkami białowłosego, który ręce miał zaciśnięte na włosach nastolatka.
- Neji prze-przestań … - Wydostawały się jęki i ciche sapnięcia z ust rozpalonego Kabuto. - … ktoś może … ach… przy… ngh… jść!
- Nikt nie przyjdzie Ka-bu-to – wysyczał zmysłowo Neji odsuwając nogę, a w jej miejsce przyciskając wyraźnie nabrzmiałe krocze.
- Achh! Neji … proszę… prze-stań! – Opierał się nadal Kabuto.
- Przestań! – Krzyknąłem wpadając do klasy i odpychając Neji`ego od Kabuto, który dyszał ciężko zarumieniony mocno.
- Naruto?! – Krzyknęli równocześnie patrząc na mnie z szokiem na twarzach.
- Kabuto-sensei, czy wszystko w porządku? – Zapytałem zmartwiony patrząc na siadającego na ziemi białowłosego.
- Hai, Naru-chan, ale nie musisz się o mnie martwić. – Powiedział głaskając mnie po głowie. Neji również się uśmiechnął siadając obok nas w czasie, kiedy Kabuto wziął mnie na kolana i pocałował w czubek głowy, Neji powiedział.
- Chiisai Kitsune (malutki lisku) jesteśmy ze sobą już do jakiegoś czasu – rozszerzyłem oczy ze zdziwienia, na co się oboje roześmiali, a ja całkowicie skołowany siedziałem na kolanach Kabuto, było mi zresztą bardzo tam wygodnie.
- Tak , wiemy kim jesteś i nie musisz się nas obawiać. – Neji pogłaskał mnie po głowie, przez co poczułem się jak małe dziecko. – Ale proszę nie mów nikomu.
- Ukrywacie się? – Zapytałem patrząc na nich z zainteresowaniem.
- Tak – Potwierdzili oboje przytulając się do siebie.
- To zupełnie jak ja i Tachi-chan. – Uśmiechnąłem się na wspomnienie mojego kuro.
Od tego czasu staliśmy się bliskimi przyjaciółmi, a Neji służył mi zawsze dobrą radą i pomocą, tak samo jak Kabuto. Dzieliliśmy wspólną tajemnicę i to nas bardzo zbliżyło. W ten sposób zyskałem bliskich przyjaciół i przestałem czuć się samotny, kiedy w pobliżu nie było Itachi`ego.
*** Koniec wspomnień ***
Szum wiatru poruszał złotą czupryną Kitsune, którego włos stał każdy w inną stronę. Płochy uśmiech pojawił się na twarzy Naruto. Kochał Monument Hokage całym sercem, a zwłaszcza podobiznę kare-no ofu-san (jego tatusia), dawała mu ona poczucie bezpieczeństwa i bliskości ojca, której tak bardzo potrzebował. Bez Itachi`ego u jego boku czuł się bardzo samotny i opuszczony, mimo swoich przyjaciół.
Nagle Naruto rozpromienił się cały. 'Dziś jest 7 czerwca … - pomyślał radośnie demonek - … a to oznacza, że Itachi za dwa dni kończy dwadzieścia jeden lat.'
Od dłuższego czasu Kitsune zastanawiał się nad prezentem dla niego. W końcu po długich debatach z sobą znalazł idealny prezent, tylko nie wiedział, czy Itachi go zaakceptuje. Pozostało mu już tylko przygotowanie wszystkiego.
***
Znudzonym krokiem po korytarzach zamku przemieszczał się czerwonowłosy Tanuki. Miał już wszystkiego dość. Nie widział Naruto już od czterech lat i bardzo za nim zatęsknił. Utrzymywał z nim kontakt listowny, ale to nie to samo jak spotkanie się i przebywanie w swoim towarzystwie. Teraz, kiedy Naruto mieszka w Konoha ma przy sobie przynajmniej Sasuke i na pewno zdobył nowych przyjaciół. Gaara natomiast wprost przeciwnie. Jedynym jego przyjaciółmi byli Naruto i Sasuke, którego nie widział już dziesięć lat.
Zapukał delikatnie do drzwi gabinetu ojca.
- O co chodzi chairudo (synu)? – Shukaku wstając od biurka obserwował jak Gaara zamyka drzwi i siada na kanapie, podszedł do syna siadając obok niego. – Od dłuższego czasu jesteś zamyślony i nie obecny duchem. – Zauważył demon kładąc rękę na głowie syna, który bardzo tego nie lubił.
- Chcę udać się do Konoha do Naru-chan. – Powiedział młody Tanuki spoglądając na ojca z nadzieją licząc, że się zgodzi.
- Gaara… - Zaczął Shukaku kładąc dłoń na ramieniu syna.
- Oto:san (ojcze) proszę nie widziałem się z nim już cztery lata i … - Przekonywał ojca Tanuki.
- Gaara… - Shukaku mocniej ścisnął ramię syna.
- Tęsknię za nim i to bardzo… - Młody demon nawet nie odczuł bólu pod mocnym naciskiem ojca.
- Gaara! – Krzyk i zakleszczony uścisk ojca na ramieniu sprowadziły go do rzeczywistości.
- Tak? – Zapytał zaskoczony Tanuki.
- Zgadzam się, ale … - Shukaku popatrzył na syna, na którego twarzy znowu pojawiła się maska obojętności.
- … - Intensywnie zielone oczy Gaary wpatrywały się w ojca zniecierpliwione.
- Ale, tylko na miesiąc i zabierzesz ze sobą Sai`a i Lee z Chi no shinrin. – Pytające spojrzenie Gaary spoczęło na ojcu.
- Rozumiem Sai`a, ale Lee? Kim jest w ogóle Lee? – Shukaku westchnął siadając wygodnie na kanapie zdając sobie sprawę, że Gaara nie zna małej kopii Gai`a.
- Lee udaje się również do Konoha, a Sai miał go eskortować, ale wszyscy wiemy, jaki jest Sai i obawiamy się, że będzie molestował biednego Lee w czasie podróży. – Powiedział Shukaku ignorując drugie pytanie syna. – A twoja chęć spotkania z Naruto jest mi wprost na rękę.
- Czyli nie musiałem się produkować i błagać o twoją zgodę? – Zapytał Gaara z wściekłością w głosie.
- Próbowałem ci powiedzieć, ale nie dawałeś mi dojść do słowa. – Powiedział Shukaku z coraz lepszym humorem. Wyprowadzenie Gaary z równowagi zawsze było ekscytujące i dostarczało na długi czas rozrywki, co się nigdy samemu Tanuki nie podobało.
- To kiedy wyruszam? – Zapytał Gaara zmieniając temat.
- Możesz już. – Gaara zszokowany spojrzał na ojca.
- Jak to już? - Shukaku z półuśmieszkiem patrzył na syna.
- Wczoraj skontaktowałem się z Hokage informując go, że będzie miał troje gości w ciągu trzech dni.
- Kiedy miałeś zamiar mnie poinformować? – Gaara zaciskał zęby ze złości.
- Jak tu wszedłeś? – Zapytał kpiąco.
- Mam dość! – Wstał wściekły Tanuki.- Idę się pakować.
Gaara wybiegł z gabinetu mocno trzaskając drzwiami, Shukaku uśmiechnął się pod nosem wracając do pracy przy biurku.
- Łatwo poszło. – Stwierdził radośnie. – A może jednak powinienem wspomnieć, że cała trójka zamieszka w posiadłości Uchiha? – Zaśmiał się cicho na samą myśl na minę, jaką jego syn zrobi jak się dowie. 'Szkoda, że mnie przy tym nie będzie.'
***
- 'Miesiąc' – Pomyślał Itachi wracając z misji, do Konoha. – ' Tak bardzo brakowało mi przez ten czas uśmiechu, Naru-chan i jego radosnego sposobu bycia.'
Coraz bardziej zbliżając się do bram Konoha, Itachi czuł wzrastającą w nim radość, co się szybko zmieniło jak wyczuł dwie obce chakry na krańcach lasu. Maskując swoją chakre usiadł cicho na gałęzi słuchając rozmowy nieznajomych.
---
- Mów! – Krzyknął wściekły mężczyzna z maską na twarzy i czarnym płaszczem w czerwone chmurki zarzuconym na plecy.
- 'Akatsuki!' – Pomyślał Itachi zniżając się bardziej do członków Akatsuki.
- Zginiesz jak nam zaraz nie powiesz, po co byłeś w Konoha, Zurui. – Odezwał się mężczyzna w białych włosach, który przyciskał nogą do ziemi małego węża.
- Nicc ze mnie nieee wyciagniecieee… - wysyczał wąż.
- Jesteś tego pewien? – Zapytał zamaskowany mężczyzna, a z jego ciała zaczęły wydostawać się nici. Białowłosy przyłożył swoją kosę o potrójnym ostrzu do węża.
- Dalej nic nie powiesz? – Zapytali groźnie.
- Byyłem u Kabutoo. – Na twarzach członków Akatsuki odmalował się strach.
- PO CO!? – Krzyknął wściekły białowłosy przyciskając kosę bardziej do skóry węża.
- Orochimaru-sama go wzyywa… i… chceee go ukarać… - Zurui próbował wydostać się spod ostrego końca kosy, ale bez efektu.
- Dalej. – Ponaglał węża zamaskowany Akatsuki.
- Kazaał mi tylkoo go sprowadzić. – Wysyczał wąż zanim został rozpołowiony na pół.
- Kakuzu … - Odezwał się białowłosy do zamaskowanego mężczyzny. - … musimy szybko odnaleźć Kabuto zanim ten zbol znowu dorwie go w swoje łapska.
- Spokojnie Hidan – Uspakajał białowłosego Kakuzu. – Paniką nic nie zdziałamy.
- Może ja wam pomogę? – Przed zaskoczonymi Akatsuki stanął Itachi ściągając swoją maskę z twarzy.
***
Zamyślony Sasuke szedł ulicami Konohy szukając wszędzie małego liska. Nie znajdując go przy Ichiraku pozostało, tylko jedno miejsce gdzie mógłby go znaleźć. Monument Hokage.
Od czterech lat w życiu Sasuke wiele się zmieniło, a zwłaszcza jego stosunek do brata. Unikał go jak ognia, robił wszystko, żeby widywać się z nim jak najrzadziej, co nie zawsze się udawało. W końcu Itachi jako kapitan Anbu był wszędzie.
- Nienawidzę go! – Wysyczał wściekle Sasuke coraz bardziej zbliżając się do góry. – Nienawidzę go całym sercem! Jak mógł mi to zrobić!? Wiedział, on o wszystkim wiedział, a mimo to… - Przełknął szloch, który próbował wyrwać się z jego gardła.
Łzy złości i nienawiści spłynęły po policzkach czarnowłosego.
- Zabrał mi wszystko, na czym najbardziej mi zależało… - Przystanął na chwilę ocierając łzy i osuszając zapłakane oczy. - … ale się nie poddam! Zrobię wszystko, co jest możliwe, aby mu go odebrać. Nawet, jeśli będę musiał sprzedać duszę diabłu! – Uderzył pięścią z całej siły w skałę u podnóża góry. W miejsce jego pięści pojawiła się wielka dziura.
Ruszając ponownie Sasuke bardzo szybko znalazł się na podobiźnie Kyuubi`ego, na której spokojnie drzemał Naruto.
Zbliżając się cicho do śpiącego demonka Sasuke uśmiechnął się zachwycony niewinnością bijącą od liska. Klękając obok niego przejechał dłonią po złotych włosach Kitsune, który w wtulił głowę w jego rękę. Były miękkie jak jedwab i takie aksamitne w dotyku. Naruto obrócił się na plecy czując ciepłe promienie słońca na skórze. Westchnął cichutko śpiąc dalej.
Z większą już odwagą Sasuke zaczął dotykać Naruto po twarzy, szyi, ale to było mało. Coś nieokreślonego pchało go dalej wiedział, że to co robie jest złe, ale nie mógł się powstrzymać. Bicie jego serca stało się szybkie i nierówne, a na policzki wyskoczyły rumieńce.
Tak żeby nie obudzić Kitsune, rozszerzył delikatnie nogi demonka klękając ostrożnie między nimi i powoli zaczął rozpinać jego kurtkę. Naruto zadrżał z zimna, jakie niespodziewanie poczuł, ale spał dalej. Tym razem Sasuke podniósł powoli do góry koszulkę Naruto rozkoszując się pięknym widokiem przed sobą. Z dłońmi przy głowie najspokojniej w świecie niczego nie podejrzewając spał Naruto z lekko rozszerzonymi czerwonymi usteczkami, złote loki opadały na zamknięte oczy, delikatny rumieniec na policzkach w połączeniu z delikatnymi rysami twarzy liska sprawiały, że Naruto był po prostu śliczny. Wzrok Sasuke przesunął się na odsłoniętą pierś liska i sapnął nagle jak zobaczył małe, słodkie sterczące sutki demonka, które wołały o uwagę, jego serce zaczęło bić jeszcze szybciej. Pochylając się powoli nad jednym z sutków Naruto, dmuchnął w nie delikatnie. Ciałem Naruto wstrząsnął dreszcz to mu dodało odwagi na dalsze badanie jego ciałka.
Czuły pocałunek w sutek Naruto nie wystarczył już Sasuke, który następnie językiem zaczął jeździć wokół niego, a już po chwili ssał go z rozkoszą.
- Ngh.. – Jęknął Naruto cicho. Sasuke oderwał się od sutka demonka kładąc dłonie przy głowie liska pochylił się nad nim przykładając swoje wargi do jego przesłodkich usteczek, które go tak bardzo kusiły. Kitsune smakował cudownie, bosko, nieziemsko… sam nie wiedział jak sprecyzować unikalny smak demonka. 'Pomarańcza i cynamon. – Pomyślał Sasuke. - Tak, to jest to.'
Przejechał językiem po wargach Naruto, który odruchowo rozszerzył usta pozwalając Sasuke na wejście. Szczęśliwy Sasuke bardzo powoli badał gorące wnętrze ust liska, rozkoszując się każdą sekundą póki trwała. Dłońmi zaczął pieścić jego drobne ciało, z ust liska wydostał się zduszony jęk, który jeszcze bardziej rozpalił Sasuke. Odrywając się od usta Naruto, Sasuke zaczął całować go po szczęce przechodząc powoli na szyję i…
- Itachi…- Sasuke znieruchomiał przez chwilę wpatrując się w dyszącego Naruto, który właśnie wyjęczał imię jego brata.
Panika ogarnęła ciało Sasuke.
- Niemożliwe. – Szepnął zszokowany chłopak. - To jest niemożliwe, że on właśnie wyjęczał imię Itachi`ego.
Wściekły Sasuke położył się z impetem na drobne ciało Kitsune zaczynając go gwałtownie całować.
Przerażony Naruto obudził się spoglądając w onyksowe oczy Sasuke, który leżał na nim dotykając go po nagiej skórze. Lazurowe tęczówki rozszerzyły się ze strachu widząc złość i rządzę w oczach chłopaka, jak również wyraźne wyczuwalne podniecenie chłopaka ocierającego się o niego. Naruto zaczął się szarpać próbując wydostać się z pod Sasuke, ale mu się to nie udawało.
- Sasu… - Szloch wyrwał się z ust Naruto odpychając od siebie Sasuke. - … Pro-szę… prze…stań.
Widząc łzy w oczach Naruto, Sasuke znieruchomiał przerażony własnym zachowaniem. Łkanie i szloch wyrywający się z opuchniętych warg Naruto otrzeźwiły go gwałtownie. Chciał, aby Naruto jęczał i szlochał pod nim błagając o więcej, ale nie chciał proszącego o przestanie.
- Kami-sama (Boże) … - Jęknął Sasuke odrywając się od demonka leżącego na ziemi. Wstał szybko patrząc na dygoczącego Naruto, który usiadł poprawiając koszulkę i zapinając kurtkę. Podciągnął nogi pod brodę i zaczął się kołysać szlochając nieprzerwanie.
Dlaczego? Zastanawiał się Naruto patrząc na cofającego się Sasuke. Przez te cztery lata Sasuke zachowywał się dziwnie. Zaczęło się od próby pocałunku, ale później się uspokoiło i Sasuke w miarę stał się normalny. O ile można nazwać normalnym nazywanie go Usuratonkachi i ciągłe kłótnie o nic. 'Nie chcę o tym pamiętać – myślał Naruto patrząc prosto w oczy Sasuke – chcę zapomnieć, że mój najlepszy przyjaciel prawie mnie zg……, nie chcę nawet o tym myśleć. Chcę zapomnieć. Chcę zapomnieć. Chcę zapomnieć.' – Powtarzał ciągle w myślach Kitsune. Jego serce krwawiło złamane i zdradzone przez Sasuke krwawiło okrutnie.
Jego ciało zaczęło jaśnieć czerwono- pomarańczowym światłem, które skumulowało się przy jego głowie i równie nagle znikło, jak się pojawiło sprawiając, że Naruto stracił przytomność. Sasuke widząc, co się dzieje szybko podbiegł do Kitsune biorąc go na kolana próbując go obudzić.
- Naru-chan … Naru-chan … - Wołał Sasuke - … ocknij się proszę. Naru-chan!
- Uchh! – Jęknął Kitsune łapiąc się za głowę – Sasu-chan już dawno tak do mnie nie mówiłeś. – Uśmiechnął się blondynek trzepotając rzęsami lekko. – Myślałem, że mnie już nie lubisz i że przyjaźnisz się tylko z Suigetsu, Juugo i Kimimaro?
- Naru-chan? – Zaniepokoił się Sasuke dziwną reakcją liska. – Nic nie pamiętasz, co się stało?
- A co się stało? – Skołowany Naruto patrzył na chłopaka zastanawiając się, o co mu chodzi. Zmienił nieco pozycję, która była niewygodna i spostrzegł się, że siedzi na kolanach Sasuke. – I dlaczego siedzę na twoich kolanach teme!? – Krzyknął Naruto odpychając chłopaka od siebie, przez co wylądował na ziemi obijając sobie tyłek, a Sasuke poobijał łokcie.
- Usuratonkachi… - westchnął szczęśliwy chłopak cisząc się drugą szansą, jaką dostał. - … zemdlałeś, więc posadziłem cię na kolanach próbując obudzić.
Naruto zamrugał długimi rzęsami patrząc na Sasuke przez chwilę, po czym uśmiechnął się szeroko wstając z ziemi i otrzepując spodnie powiedział.
- Skoro jestem potrzebujący i schorowany … - Sasuke już domyślał się, co dalej powie Naruto. - … musisz zabrać mnie na ramen!
- Nic nie muszę. – Wielkie lazurowe psie oczka patrzyły na czarnowłosego. – Niech ci będzie Usuratonkachi. – Westchnął zrezygnowany, nienawidził kiedy Naruto stosował te swoje słodkie sztuczki.
- YEY! Ramen! Ramen… - Kitsune zaczął ciągnąć Sasuke, kiedy niespodziewanie się obrócił krzycząc na czarnowłosego.
- Teme nie jestem Usuratonkachi! – Wskazał palcem na Sasuke.
- Jesteś Usuratonkachi – uśmiechnął się chłopak łapiąc liska za palec. – Ale jesteś watashi-no kawaii Usuratonkachi (moim słodkim młotkiem).
- Teme! (draniu) – Zaczął się dąsać Naruto wyrywając palec z ręki Sasuke zaczął biec w stronę Ichiraku. – Nie jestem słodki i nie jestem twoim młotkiem!
Szczęśliwy Sasuke wolnym krokiem podążył za Kitsune, wdzięczny losowi za to, że Naruto wymazał z pamięci bolesne przeżycie. Dostał drugą szanse i ma zamiar dobrze ją wykorzystać.
***
- Nie ma go w Konoha. – Itachi zatrzymał się w lesie przy Hidan`ie i Kakuzu. – Zameldował się u Hokage i udał się na wezwanie Sannin`a.
- To znaczy, że już się udał do Orochimaru. – Zmartwił się Hidan spuszczając głowę w rezygnacji.
- Nie pierwszy raz Kabuto udał się do Sannin`a, więc co jest tym razem nie tak? I kim jesteście dla niego? – Dopytywał się podejrzliwie Itachi.
- Jesteśmy przyjaciółmi, mimo tego jak dziwnie to brzmi. – Powiedział Kakuzu przytulając do siebie białowłosego. – On jako jeden nas zaakceptował i ocalił od specjalnego pokoju Orochimaru.
- Nie czas na to! – Poderwał się Hidan – Skoro w Konoha go nie ma to jest w Otogakure!
- Masz rację musimy się śpieszyć zanim nie jest za późno. – Kakuzu i Hidan spojrzeli na Itachi`ego.
- Itachi-sama jeśli wrócimy tutaj z Kabuto… - Przerwał na chwilę Hidan zastanawiając się jak ma dokończyć swoją myśl.
- Postaram się o schronienie dla was i nowy dom. – Dokończył za niego Itachi, zdając sobie sprawę jak bardzo jest poważna sprawa.
Z nadzieją malującą się w ich oczach Kakuzu i Hidan udali się do Otogakure. Wiedzieli, że występując przeciwko Orochimaru równa się z ich śmiercią, ale musieli to zrobić. Dla Kabuto.
***
Kabuto powoli zaczął się wybudzać. Otworzył oczy rozglądając się po pomieszczeniu, który znał, aż za dobrze. Specjalny pokój Orochimaru. Ale jak? Ostatnie, co pamięta to podróż do Otogakure i brama miasta i następnie poczuł niespodziewany ból w tyle głowy. Odruchowo chciał dotknąć miejsca gdzie dostał, ale nie dał rady. Ręce miał przypięte łańcuchami do stołu, na którym leżał nago, a nogi szeroko rozsunięte były przymocowane na linach wiszących przy suficie. Pośladkami dotykał krawędzi stołu, a to oznaczało, że w pobliżu musi być Orochimaru.
- O nie. – Szepnął przerażony.
- O tak mój drogi Kabuto. – Głos Orochimaru zaczął się do niego zbliżać. Roztrzęsiony i przerażony Kabuto zaczął szarpać łańcuchami bez powodzenia.
- Czas zacząć zabawę… ku…ku… ku … - Rozszedł się szalony śmiech Sannin`a, który stanął między rozszerzonymi nogami szarpiącego się nadal Kabuto.
Orochimaru chwycił kunai do ręki, jego brzegiem przejeżdżając po delikatnej skórze mężczyzny. W ślad za nożem wędrował jego język zlizujący świeżą krew z rozdygotanego ciała.
- Nie – szepnął słabo Kabuto czując na swoim wejściu nabrzmiały członek gada, który bez ostrzeżenia wdarł się w niego, równocześnie przecinając jego skórę na brzuchu, udach i w każdym miejscu, do którego był wstanie sięgnąć.
– NIEEE!!!! – Orochimaru bez chwili wytchnienia zaczął zagłębiać się w ciele swojego niewolnika rozkoszując się każdą najmniejszą chwilą cierpienia Kabuto. Kabuto cierpienie to jego rozkosz.
