- I co? Lepiej ci teraz? – spytał Jerome.

Chloe spojrzała na niego z uśmiechem. Czekał na nią dobre parę godzin, bo po przełamaniu pierwszych lodów rozgadały się z mamą i przestać nie mogły. Kiedy jednak Chloe wyszła z pokoju, Jerome siedział cierpliwie na korytarzu i czekał.

- Lepiej – odpowiedziała. – Ale jeszcze długa droga przed nami.

- To nie pytam o szczegóły.

- Możesz pytać. Chociaż… muszę to wszystko jeszcze przemyśleć. Mam straszny mętlik w głowie.

- To może cię odprowadzę do domu? Przewietrzysz głowę, zamiast męczyć się w korkach.

- A wiesz, że to jest nawet dobry pomysł? – Uśmiechnęła się.

- No, to chodźmy – powiedział, biorąc ją za rękę. A ona nie oponowała.

Szli w milczeniu. Za ręce. Ale Chloe nie myślała o tym. Rozpamiętywała fragmenty rozmowy z mamą. Szczególnie zabolało ją, kiedy dowiedziała się od niej, że tatuś – jej najdroższy, cudowny tatuś, który by jej nieba przychylił! – zakazał mamie kontaktować się z córką. Jak to możliwe, że tato jest takim mściwym człowiekiem? Trudno jej się było z tym pogodzić. Choć z drugiej strony teraz warunek zachowania tego spotkania w tajemnicy przez tatą nagle nabrał sensu.

Zapytała też mamę o Jerome'a. Dlaczego obdarzyła go takim zaufaniem i powierzyła mu zadanie dostarczenia listu. Mama uśmiechnęła się nieznacznie i powiedziała:

- Chyba podoba ci się ten chłopiec, co?

Chloe spłonęła rumieńcem, więc zaprzeczanie nie miało chyba sensu.

- Jerome jest dobrym chłopcem – dodała mama wciąż z tym zagadkowym uśmiechem. – Jego tata dobrze go wychował.

- Mamo… Czy ty i tata Jerome'a…? – Chloe urwała, bo nie była w stanie dokończyć pytania.

- Nie, kochanie! – Mama roześmiała się, wcale nie mając jej za złe tego pytania. – Nie jesteśmy razem. To tylko mój dobry przyjaciel. Nie po to odchodziłam od twojego ojca, żeby wikłać się w podobny związek. Zresztą Jerome ma oboje rodziców. I oni się wciąż kochają.

- Ale tak bardzo go chwalisz.

- Bo mądrze wychował syna – powtórzyła mama. – Zrobił to, na co ani ja, ani twój ojciec nie potrafiliśmy się zdobyć. Stwierdził, że jeśli syn na kiedyś przejąć jego firmę, musi nabrać szacunku do pracy i ludzi. Dlatego kazał mu pracować. My traktowaliśmy ciebie jak królewnę, bo chcieliśmy dla ciebie jak najlepiej. Teraz już nie jestem pewna czy nie zrobiliśmy ci krzywdy...

- Firmę? – podchwyciła Chloe. – Mamo, kim jest tata Jerome'a?

- A nie powiedział ci?

- Nie pytałam.

- To zapytaj. Ja nie mogę ci powiedzieć nic ponadto, że jest dobrym ojcem.

Chloe westchnęła. Wciąż nic nie wiedziała o tym chłopaku, a już tak bardzo wsiąkł w jej życie, w jej myśli, w jej serce. Jak to możliwe?

- Trochę dużo na ciebie spadło, co? – zapytał, spoglądając na nią z ukosa.

Poderwała głowę i spojrzała na niego. Wracała do rzeczywistości.

- Kim jest twój tata? – spytała. Jak zwykle wprost i bez ogródek.

Tym razem to on wyglądał tak, jakby zabrakło mu słów.

- Przepraszam… - szepnęła. – Tak mi się powiedziało…

- Nie, w porządku… - wykrztusił. – Mama ci nie powiedziała?

Chloe potrząsnęła głową.

- A pytałaś ją? – spytał i widząc jej zmieszanie, uśmiechnął się szeroko, jakby przyszła mu do głowy pewna myśl.

- Tak – odpowiedziała cicho.

- Czyli trochę cię to interesuje?

- Czy ty się ze mnie nabijasz? – Zmrużyła groźnie oczy.

- Bynajmniej! Tylko zastanawiałem się…

- Nad czym?

- Czy Chloe Bourgeois mogłaby być zainteresowana byle gońcem? – spytał, otaczając ją ramionami.

- Będziesz mi to wypominał do końca życia? – Skrzywiła się.

- Jeśli dasz mi szansę, to może być i do końca życia. – Uśmiechnął się i wciąż patrząc jej w oczy, pochylił się, żeby ją pocałować. I wtedy usłyszała to jego pytanie: - Wiesz, Chloe?

- Teraz? – Skrzywiła się z irytacją. – Naprawdę teraz?

- Musisz coś wiedzieć. Nie jestem tylko gońcem. Musisz wiedzieć, że...

- No wykrztuś to wreszcie.

- Moim tatą jest Maurice Delacroix...

Chloe zamarła. Potentat z branży finansowej. Tyle wiedziała. Jego nazwisko wciąż przewijało się w rozmowach tatusia...

- Więc czemu jesteś gońcem? – wyszeptała zdumiona.

- Żebym nabrał szacunku do pracy, pieniędzy i ludzi – powiedział, a ona sobie przypomniała, że mama powiedziała jej dokładnie to samo.

- Czyli zabawiłeś się moim kosztem?

- W życiu! No coś ty, Chloe! To znaczy słyszałem o tobie wcześniej, że jesteś wredną i rozkapryszoną dziewczyną.

- Dzięki! – prychnęła obrażona i chciała się odsunąć, ale on wciąż mocno ją obejmował.

- A potem doręczyłem ci list. I zobaczyłem, jaka jesteś naprawdę. I... I zakochałem się w tobie, Chloe.

Chloe potrzebowała chwili, żeby przetrawić te wszystkie informacje. W końcu jednak uśmiechnęła się i powiedziała.

- Straszna z ciebie świnia. Czy teraz już wreszcie mnie pocałujesz?

- Uważaj, o co prosisz. Bo mogę już nigdy nie przestać.

- I dobrze – stwierdziła po swojemu, a on się roześmiał w odpowiedzi i w końcu ją pocałował.

A Chloe, znawczyni wielu dziedzin życia – niemal wszystkich – znów musiała stwierdzić, że Jerome jest chłopcem wszechstronnie uzdolnionym.

KONIEC!