Rozdział dziesiąty: Wyścig z czasem
Anna po raz kolejny uderzyła pięścią w niewidzialną osłonę oddzielającą ją od upragnionej wolności.
- Do cholery! – krzyknęła na całe gardło. Czuła, jak powoli zaczyna ją ogarniać panika. Mnóstwo myśli kotłowało się w niej jednocześnie. Bała się o siebie, o swoją matkę, o Devina, o Henry'ego, o Emmę, o Storybrooke… bała się nawet o Golda. Jeśli Pan osiągnie swój cel, nikt nie będzie bezpieczny. Ona nie będzie bezpieczna. Stanie się jego więźniem na wieczność. I, co gorsza, zaklęcie, jakie z pewnością na nią rzuci, sprawi, że nie będzie ona tego nawet świadoma.
Bariera nie chciała się złamać – stała w tym samym miejscu, tuż przed wyjściem z jaskini. Anna uderzyła w nią jeszcze kilka razy, po czym, powoli zaczynając tracić nadzieję na zwycięstwo, osunęła się z cichym jękiem po ścianie bariery na ziemię. Kąciki oczu zapiekły ją, i dziewczyna potarła je intensywnie. Nie chciała teraz płakać – nie mogła sobie na to pozwolić. Musiała być silna do ostatniej chwili. Nie mogła tracić jeszcze nadziei.
- Anna! – dobiegł ją nagle znajomy głos. Uniosła się gwałtownie do pozycji siedzącej, wpatrując się z niedowierzaniem w wejście jaskini. – Anna!
- Tutaj! – zawołała, siadając prosto. W napięciu czekała na to, aż się nie zjawi w wejściu. Gdy go zobaczyła, nie wytrzymała. Łzy szczęścia pociekły jej po policzkach. – Dzięki Bogu, Devin! – wykrztusiła, uśmiechając się z radości i ulgi. – Znalazłeś mnie.
- Oczywiście, że cię znalazłem. – odpowiedział Devin, uśmiechając się słabo. Przyklęknął niepewnie po drugiej stronie bariery i dotknął jej ostrożnie w miejscu, w którym Anna dotykała jej swoją dłonią. – Gdzie jest Pan?
- W Storybrooke. Szuka Henry'ego. – Anna wiedziała, że z pewnością nie ma dużo czasu na wyjaśnienie wszystkiego. Czas działał teraz na jej niekorzyść. – Chce wyrwać mu serce i odzyskać dzięki niemu pełnię mocy. Ja nie mogę nic zrobić. – dodała po chwili, wskazując na oddzielającą ich barierę. – Nie dość, że mnie tu zamknął, to jeszcze ta bariera odebrała mi moje moce. Jestem tu bezsilna, Devin. A na dodatek ten psychopata chce mnie po wszystkim zabrać do Nibylandii i wymazać mi wszystkie wspomnienia. Chce mnie kompletnie zniewolić i sobie podporządkować.
- Henry jest bezpieczny. – powiedział jej Devin. – Emma i Gold go chronią. Domyślili się, że to jego chce Pan. A ty… ty wcale nie jesteś bezsilna, Anna. – dodał następnie chłopak. – Wierzę w to, że ta bariera nie zdoła cię powstrzymać. Dasz sobie z nią radę. Zdołasz ją zniszczyć. Wierzę w to.
Anna uśmiechnęła się słabo, słysząc to. Aż do teraz nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo potrzebowała takich słów wsparcia. Dały jej nagły przypływ siły, która zaniknęła w niej w momencie, gdy Pan zdradził jej cały swój plan.
- Nie jestem pewna… – odpowiedziała po chwili, wciąż nie do końca przekonana o swojej sile. – Nie mam żadnych mocy…
- Masz je. Masz je cały czas w sobie. – Devin przerwał jej szybko, nim Anna znów pogrążyła się w niepewności i strachu. – Spróbuj chociaż jeszcze jeden raz. Zrób to. Wierzę w ciebie.
Wierzę w ciebie.
Anna powoli wstała, podpierając się nieznacznie o skalną ścianę. Devin wstał w tym samym czasie co ona, po czym dla bezpieczeństwa odsunął się nieco. Gdy Anna spojrzała się na niego, ten tylko skinął głową na znak, aby zaczynała.
Muszę się postarać. To moja jedyna szansa. Nie mogę jej zaprzepaścić. Muszę dalej walczyć.
Skupiła wewnątrz siebie całą swoją energię. Czuła w sobie ten mały płomyk magii, który teraz pozostawał nieaktywny przez otaczającą ją barierę. Skrzywiła się nieznacznie, gdy przy pierwszej próbie użycia magii poczuła ogromny ból w klatce piersiowej.
Nie mogę się poddać. Nie teraz. Nie w chwili, gdy jestem tak blisko wolności. Muszę walczyć. Muszę. Muszę walczyć dla nich wszystkich. I muszę walczyć dla samej siebie.
Spróbowała jeszcze raz. Tym razem mały, niebieski płomień pojawił się przy opuszkach jej prawej dłoni. Dziewczyna uśmiechnęła się słabo, widząc to.
Odzyskuję nad tym kontrolę. Wygrywam z tym. Muszę jeszcze tylko trochę się postarać.
Anna postanowiła spróbować jeszcze jeden ostatni raz. Wysiliła każdą komórkę swojego ciała, aby wytworzyć źródło własnej magii. Zignorowała palący ból, jaki poczuła przy tej próbie. Domyśliła się, że ta zapora będzie wywoływała w niej iluzję bólu, aby ją w ten sposób powstrzymać przed dalszymi próbami. Anna nie zamierzała się jednak poddać – nie teraz.
Skupiła wszystkie swoje myśli na tym, aby się wydostać. Następnie otworzyła oczy i skoncentrowała się na jednym miejscu na powierzchni bariery. Uderzyła w nią całą swoją mocą. Rozległ się donośny huk, przez który dziewczyna aż się wzdrygnęła. Zignorowała to jednak szybko. Musiała się teraz skupić, jeśli chciała coś osiągnąć.
Powierzchnia bariery zadrżała nagle i coś zgrzytnęło. Zaraz potem wszystko wybuchło. Anna uchyliła się w ostatniej chwili, gdy w jej stronę poleciał spory fragment kamiennej ściany.
Podniosła się dopiero po jakiejś chwili. Z niedowierzaniem spojrzała się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą znajdowała się bariera oddzielająca ją od upragnionej wolności. Teraz nic tam nie było.
- Udało mi się. – wyszeptała. Uśmiech triumfatorki powoli pojawił się na jej ustach, gdy zrobiła kilka pierwszych kroków w stronę wyjścia.
Zaraz potem przypomniała sobie o Devinie, i zaczęła się za nim rozglądać w obawie, że coś mogło mu się stać podczas tego wybuchu. Szybko go odnalazła – stał daleko od jaskini, oddychając głęboko. Gdy jednak tylko ją zobaczył, uśmiechnął się szeroko, wyraźnie uradowany jej widokiem.
- Wiedziałem, że ci się uda. – powiedział, ruszając w jej stronę. – Nawet na moment nie przestałem w to wierzyć.
- Nie osiągnęłabym tego bez twojej pomocy. – odparła Anna. – Przywróciłeś mi wiarę w samą siebie. I nie mów, że tak nie było. – dodała, gdy Devin już chciał się odezwać. – Ja to wiem, i ty też to na pewno wiesz.
- To był mój obowiązek. – przyznał w pewnej chwili chłopak. – Było mi to przeznaczone.
- Naprawdę w to wierzysz? – spytała się Devina Anna. – Wierzysz w to całe przeznaczenie?
- Kiedyś nie chciałem w to wierzyć. – odpowiedział nastolatek. – Ale teraz już rozumiem, że to wszystko istnieje. Przeznaczenie i cała ta reszta… nie wierzyłem w to aż do teraz.
- A co sprawiło, że zmieniłeś zdanie na ten temat? – Anna dociekała dalej.
Devin uśmiechnął się pod nosem, nim nie odpowiedział na to pytanie.
- Ty. – powiedział. – Ty to zmieniłaś.
Devin podszedł powoli do Anny, po czym niepewnie ujął jej dłoń w swoją. Gdy dziewczyna nie zaprotestowała i zamiast tego uścisnęła jego dłoń lekko, uśmiech chłopaka powiększył się nieznacznie. Anna zrobiła krok w jego stronę, tak że dzieliły ich już tylko centymetry.
Żadne z nich nie musiało nic mówić. Mogli się znać od niedawna, ale oboje wiedzieli, co do siebie czują. Teraz już wszystko było jasne i klarowne.
Devin wykonał pierwszy ruch. Przysunął Annę do siebie i ją pocałował. Dziewczyna od razu odpowiedziała na pocałunek, obejmując przy tym chłopaka ramionami wokół szyi.
Nie trwał on długo – zaledwie kilka sekund. Po wszystkim Anna odsunęła się nieco od Devina, uśmiechając się łagodnie.
Dokładnie wtedy usłyszała ciche, powolne klaskanie.
Jasna cholera, on to zawsze wpada nie wtedy, kiedy trzeba! Anna obróciła się z furią w stronę Pana, który właśnie wyszedł zza gęstych zarośli, ujawniając tym swoją obecność.
- Nie próżnujesz, Devin. – powiedział Pan, uśmiechając się szyderczo. – Szkoda tylko, że twoja przygoda już dobiega końca.
- Nawet o tym nie myśl, Pan. – Anna stanęła przed Devinem, osłaniając go przed liderem Nibylandii. – Nie powinieneś być przypadkiem w Storybrooke i ścigać Henry'ego? Czy może Emma i Gold znów pokrzyżowali ci plany?
- Henry nigdy nie był moim celem. – odparł Pan. Anna zmarszczyła brwi w dezorientacji, słysząc to. – Wmówiłem ci to, żebyś na moment straciła wiarę w powodzenie swojej misji. Ale, jak widzę, nie wypaliło to zbytnio. – dodał po chwili, rzucając nienawistne spojrzenie w stronę Devina.
- Nie rozumiem. – wymamrotała Anna, wciąż kompletnie zdezorientowana. – Przecież ponoć umierasz. Potrzebne ci jest serce Najprawdziwszego Wierzącego.
- Nie wtedy, gdybym miał ciebie u swojego boku. – poprawił ją Pan. – Od samego początku chodziło mi wyłącznie o ciebie, i o nikogo więcej. Moim celem w Storybrooke nie był Henry. Był nim Devin. – tu Pan wskazał na stojącego za Anną chłopaka. Dziewczyna zerknęła bokiem na Devina, po czym obróciła się z powrotem w stronę Pana.
- Dlaczego? – dociekała dziewczyna. – Co on ci takiego zrobił, że się na nim uwziąłeś?
- Początkowo… nic w sumie. – przyznał otwarcie Pan. – Chciałem go zwyczajnie ukarać za to, że był słaby i mnie zdradził w Nibylandii. Ale potem zobaczyłem go z tobą. Widziałem, jak staje ci się bliższy z każdym kolejnym dniem. Otrzymywał od ciebie to, czego ja nigdy nie mogłem mieć. I doprowadzało mnie to do istnego szaleństwa. Tak, dobrze zrozumiałaś, Anno. – dodał na koniec, dostrzegając przerażone spojrzenie dziewczyny. – Właśnie o to mi chodzi. Nie chcę serca Henry'ego czy rzucenia na ciebie klątwy zapomnienia. Chcę zemsty na Devinie. Chcę tej zemsty, bo odebrał mi to, czego najbardziej pragnę na świecie. Zabrał mi ciebie. I teraz za to zapłaci.
