Kochani! Dałam radę wyskrobać dla Was kolejny rozdział. Przymierzałam się do tego cały dzień, ale się udało. Choć mam na to cały tydzień, zawsze biorę się za to w niedzielę. Zawszę około siedemnastej;) W każdym razie mam nadzieję, że rozdział przypadnie Wam do gustu!
~Ruby: To musiałby być sen!xd Nie mogę się śpieszyć z takimi "actions" :D
~Ewka: Już kilka osób pisało, że chcą być jak Castiel;) Ciekawe czemu..
~Eleee: Nie lubiłaś Charlie? Jejuś, ale czemu? Osobiście była moją ulubienicą. Jeśli chodzi o jej orientację; spokojnie wszystko zostanie wyjaśnione;)
~Saga: Staram się, jak mogę. Spinam tyłek i piszę - nie chcę znów robić takiej przerwy. Czy Dean ma złe zamiary? No ej! On nie jest taki!:P
~Limbo: Ja się nie wkurzyłam, przecież:P Poniższy rozdział też jest w pełni o Deanie i Castielu, bo wiem, jak bardzo lubicie o nich czytać, prawda? xd
Ufff... to chyba wszyscy;) Enjoy ludki!
Dean's POV:
W kuchni nie czułem się zbyt pewnie, jednak jeśli moja Fretka zgłodniała, musiałem się naprawdę postarać. W pierwszej chwili chciałem coś ugotować. Oczywiście, nic szczególnie trudnego, czy skomplikowanego. Otworzyłem lodówkę i rozejrzałem się za czymś jadalnym. Nie znalazłem niczego, prócz kilku plasterków szynki, pół kostki żółtego sera, pomidora i ogórka.
- Dziękuję mamo, że zrobiłaś zakupy! – pomyślałem, wyjmując wszystkie składniki. Ukradkiem spojrzałem na zamyślonego Castiela. Jego twarz zdobiły jeszcze delikatne rumieńce, które jedynie dodawały mu więcej uroku. Ciemne włosy, jak zwykle sterczały na wszystkie strony, a usta wygięte były w rozkosznie dziwny grymas. Zauważyłem, że chłopak bardzo często wykrzywia je właśnie w ten sposób.
- Kto to rysował? – Castiel odezwał się po chwili. Spoglądał na rysunki wiszące na lodówce. Wstyd się przyznać, że byłem ich autorem.
- Ja. – odpowiedziałem. Nastolatek zdawał się zaskoczony. - Gdy jeszcze byłem dzieckiem, Fretko. Już kilka razy błagałem mamę, żeby je zdjęła i najlepiej wyrzuciła, ale nie chce mnie słuchać.
- Oh, rozumiem.
Między nami zapanowała cisza. Po raz pierwszy nie miałem ochoty jej przerywać. Wsłuchiwałem się tylko w przyśpieszony oddech Castiela, ciesząc się jego obecnością. Z racji tego, iż nie miałem nic, by przygotować pełnowartościowy obiad, zdecydowałem się na zwyczajne kanapki. Niestety przyrządzanie ich szło mi gorzej, niż myślałem. Mimo, iż nie było to żadne wymyślne danie, czułem jakbym miał dwie lewe ręce. Kilka razy prawie nie obciąłbym sobie palca! Nie wspominając już o drobnych zacięciach, które miałem na całej dłoni.
- Auć. – syknąłem po cichu, po raz setny przecinając się w tym samym miejscu. Szybko przyłożyłem palec do ust, by w żadnym wypadku nie wyjść przed Fretką na mięczaka. Jeszcze tego brakowało, by uważał mnie za beczącego frajera! Ostrożnie pokroiłem pomidora w grube plastry i „zgrabnie" ułożyłem na wcześniej posmarowanych skibkach chleba.
- Dean… – Przerwała mu głośna wibracja telefonu. Chłopak wyciągnął komórkę i spojrzał na wyświetlacz. Miałem wrażenie, że się zdenerwował. Szybko odrzucił połączenie i spojrzał na mnie.
- Kto to? – spytałem z ciekawości.
- Nikt ważny. – odpowiedział beznamiętnie. Ależ mnie kusiło, by dowiedzieć się kto dzwoni. Może to nadawca, tego chorego sms'a, którego dostałem? Przełknąłem głośno ślinę, czując jak serce podchodzi mi do gardła. Wziąłem uspokajający oddech. „Na Boga, jestem Dean Winchester, byle groźby mnie nie przestraszą. A już na pewno, nie sprawią, że zostawię moją Fretkę!"
- Odbierz, może to coś ważnego. – odchrząknąłem, kończąc ostatnią kanapkę.
- Nie sądzę. – Wzruszył ramionami. W jego oczach zauważyłem coś niepokojącego. Szybko wrzucił telefon do skórzanej torby, posyłając mi spłoszony uśmiech.
- Jak chcesz. – Udałem obojętnego. Może dzięki temu zechcę powiedzieć mi, kto dzwonił. Poczekałem chwilę, lecz Castiel nie odezwał się ani słowem. Przerywając to nieustająco krępujące milczenie, zrobiłem kwaśną minę i zaprezentowałem przygotowane „danie". – W każdym razie kanapki już gotowe. Wiem, że wyglądają strasznie, ale się starałem.
- Doceniam to. – powiedział melodyjnie. Posłał w moją stronę spojrzenie pełne czułości, przez które prawie nie wylądowałem na podłodze.
- Pójdziemy do mojego pokoju, czy wolisz jeść tutaj? – Chciałem, by to pytanie zabrzmiało naprawdę dwuznacznie. Powoli miałem dosyć naszych niewinnych gierek. Fakt, że przy Castielu nie zachowywałem się normalnie, ciągle się rumieniąc i zawstydzając. Musiałem jednak wziąć się w garść i pokazać mu, że jestem prawdziwym mężczyzną.
- C-chodźmy do ciebie. – W jego głosie usłyszałem panikę. Spłoszone, błękitne oczy błądziły po całym pomieszczeniu szukając miejsca, gdzie mogłyby odpocząć od mojego spojrzenia. W zachowaniu Castiela widziałem coś niesłychanie zabawnego i wręcz słodkiego. Wziąłem talerz po brzegi wypełniony kanapkami i wyszedłem z kuchni.
- Idziesz? – krzyknąłem w jego stronę, stojąc już przed schodami.
- T-tak!
Chwilę później stało się coś, czego mogłem się spodziewać. W końcu nie bez powodu nazywałem Castiela, moją niezdarną Fretką. Pędził w moją stronę, gdy nagle upadł na podłogę.
- Castiel! – Podbiegłem w jego stronę, przewracając na plecy. Na czole pojawił się czerwony ślad, który z pewnością zamieni się w pokaźnego siniaka. Sądząc po hałasie, jaki towarzyszył chłopakowi przy upadku, do lekkich on nie należał. Musiał naprawdę mocno się uderzyć. Ostrożnie podniosłem go z ziemi i wziąłem na ręce. – Ty moja niezdaro. – wymruczałem, wchodząc do swojego pokoju, w którym panował niesłychany bałagan. Położyłem chłopaka na łóżku i zbiegłem do kuchni po zimny okład. – Będę bohaterem. – Uśmiechnąłem się pod nosem, wyciągając z zamrażalnika kawałek steku. Przymknąłem oczy, oddając się pięknej fantazji.
- Jak się czujesz, Fretko? – zapytałem, głaszcząc go po policzku. Ten delikatnie uchylił powieki, po chwili spoglądając na mnie szeroko otwartymi ślepiami. W błękitnych tęczówkach widziałem radość i miłość.
- O wiele lepiej, Dean. – wymruczał, powoli unosząc się do góry. – Dzięki tobie. – Zaplótł dłonie na mojej szyi, przybliżając się nieznacznie. Rozchylił wargi, jakby chciał coś powiedzieć, ale zamiast tego usłyszałem jedynie ciche stęknięcie.
- Coś się stało?
- N-nie. Tylko głowa mnie jeszcze boli troszeczkę. – Skrzywił się lekko. Złożyłem usta w cienką linię, czekając na dalszy rozwój sytuacji. – Dziękuję, że się mną zaopiekowałeś. Gdyby nie ty…
- Jesteś moją Fretką, skarbie. To był mój obowiązek. – Pocałowałem nastolatka w czubek nosa, słysząc przyśpieszone bicie naszych serc. Ostrożnie głaskałem go po ramionach i szyi, rozkoszując się bijącym od niego ciepłem. Jego obecność działała na mnie niezwykle pobudzająco. Z całych sił próbowałem uspokoić szalejące we mnie pożądanie. Jednak, gdy tylko spojrzałem na te miękkie usta i czerwone policzki, głowa wypełniała się niegrzecznymi fantazjami.
- Chyba wiem, jak mogę ci się odwdzięczyć za opiekę. – szepnął mi do ucha. Zagryzł dolną wargę i zepchnął mnie na łóżko. Oddychałem coraz ciężej, podniecony determinacją nastolatka. – Ściągnij spodnie.
- Słucham!?
- Dobrze słyszałeś, Dean. Ściągnij spodnie. – Zadrżałem na myśl o tym, co zaraz nastąpi. Błyskawicznie zsunąłem jeansy do kostek. Castiel pomógł mi się z nich wyplątać, po czym spojrzał na mnie pożądliwym wzrokiem. – Teraz bielizna.
- Co ty chcesz mi zrobić? – spytałem drżącym głosem.
- To, o czym zacząłeś marzyć, gdy zobaczyłeś mnie po raz pierwszy.
- Ja…
- Zaraz zrobię ci…
- STOP! – Otworzyłem oczy, czując niekomfortową wypukłość między nogami. – Deanie Winchesterze, trafisz za to do piekła. – wymamrotałem pod nosem, po czym udałem się z powrotem do swojego pokoju.
Z pewnością wyglądałem teraz, jak psychopata. Przez ostatni kwadrans wpatrywałem się w leżącego Castiela, nie mogąc oderwać od niego wzroku. Po raz setny lustrowałem go od góry do dołu, gdy coś szczególnego przykuło moją uwagę. Przetarłem oczy i spojrzałem tam jeszcze raz. Nie pomyliłem się.
- Mhm. – Castiel stęknął głośno, przewracając się na prawy bok. Zacisnął pięści i przysunął kolana do piersi. Nie minęła chwila, gdy znów zaczął jęczeć i głośno wzdychać. – Mhm, Dean.
- Czy on… właśnie o mnie śni? – Nogi prawie nie ugięły się pod moim ciężarem. Przetarłem twarz, pędząc w stronę łazienki. Musiałem natychmiast się uspokoić! Mój ledwie trzeźwy umysł próbował wygrać z pobudzonym już ciałem, lecz walka ta była nieskuteczna. Zrzuciłem ubrania i wskoczyłem pod zimny prysznic. Miałem nadzieję, że chłodna woda trochę ostudzi moje pobudzone zmysły. Efekt – póki co – był zadowalający. Podszedłem do lustra i spojrzałem w swoje piegowate odbicie. – Nawet o tym nie myśl. Masz być grzeczny, bo inaczej go przestraszysz, zrozumiano? ZROZUMIANO?!
Kolejny powód, dla którego mogłem być uważany za psychopatę. Rozmowa z samym sobą z pewnością nie należała do normalnych odruchów. Odetchnąłem spokojnie i wróciłem do pokoju. Castiel nadal tam był. Nadal leżał na moim łóżku. NADAL STĘKAŁ MOJE IMIĘ.
- Dean. – szepnął po raz tysięczny. Zignorowałem to, skupiając całą swą uwagę na robieniu porządków. Brudne ubrania wepchnąłem na dno szafy, długo walcząc z jej zamknięciem. Wszystko to, co mogłoby się Castielowi nie spodobać schowałem, chcąc uniknąć wstydliwych pytań. Magazyny dla dorosłych z całą pewnością zaliczały się do tego grona. Po niecałej godzinie, pokój lśnił jak nigdy.
- Ten pokój zawsze był taki duży? – Rozglądnąłem się po przestronnym pomieszczeniu. Wewnątrz rozpierała mnie prawdziwa duma. – Eh, czego nie robi się dla miłości.
- Dean…
- Słucham? – odpowiedziałem automatycznie. Castiel zamruczał słodko, przeciągając się na całym łóżku. Podszedłem do niego, ostrożnie przykładając mu dłoń do czoła. Był cały rozpalony. – Castiel, wszystko w porządku?
- Mhm.
- Castiel.
- Tak? – Wolno rozchylił powieki, patrząc na mnie zaciekawionym spojrzeniem.
- Chyba śniło ci się coś przyjemnego. – Zerknąłem na jego podbrzusze, nie mogąc opanować śmiechu.
- Ja…
Castiel's POV:
- Ja… - Nie miałem pojęcia, co powiedzieć. W mojej głowie panowała przerażająca pustka. Zwykle w stresujących warunkach mówiłem wszystko, co mi tylko ślina przyniosła na język. A teraz?!
- Masz zamiar się z tego wytłumaczyć? – spytał rozbawiony. Ani na moment nie odrywał ode mnie przenikliwego wzroku, co tylko jeszcze bardziej mnie zażenowało.
- Bardzo śmieszne. – Podkurczyłem nogi, chowając głowę między kolana.
- Powiesz mi, o kim śniłeś?
- Nie. - odpowiedziałem twardo. – Za żadne skarby ci tego nie powiem.
- W sumie to nie musisz, bo i tak wiem. – Winchester wzruszył ramionami, wyszczerzając szereg lśniąco białych zębów. – Dokładnie słyszałem, jak wołałeś… przepraszam, stękałeś moje imię, Fretko. Nie oszukasz mnie.
- Co? Stękałem? – Definitywnie ta chwila od dziś należy do najbardziej żenujących i kompromitujących w moim mizernym życiu!
- Tak. Stękałeś, jęczałeś, mruczałeś…
- Cicho bądź!
- Fretko… - Jego głos jakby spoważniał. Położył mi dłoń na ramieniu, drugą chwytając mnie za podbródek. Znów stałem się bezsilny. – Nie musisz się tego wstydzić…
- Czemu się ze mnie śmiejesz? – wtrąciłem. – To wcale nie jest zabawne.
- Przepraszam.
- Siedzę teraz przed tobą z ogromną… erekcją i szukam drogi ucieczki. – Zaśmiałem się. Cała ta sytuacja wydała mi się naprawdę komiczna. – Jak mam ci teraz niby patrzeć w oczy?
- Tak, jak zawsze.
- Czyli?
- Nic się między nami nie zmieniło. Nadal jesteś moją rozkoszną Fretką. Choć teraz jeszcze bardziej seksowną. – Pogłaskał mnie po policzku, zatrzymując palce na moim ustach. – Rozumiem, że śniło ci się to, co chcesz ze mną zrobić, tak?
- Dean, no!
- No co?! Po prostu jestem ciekaw.
- Chcesz, żebym ci wszystko opowiedział?
- Tak.
Zagryzłem wargę, pozwalając sobie na chwilę milczenia. Pod żadnym pozorem nie przyznałbym się do tego, o czym śniłem. Gdyby Dean usłyszał, że marzę o nim w taki sposób! Uległy, błagający mnie o rozkosz. Całkowite przeciwieństwo Deana Winchestera, którego zdążyłem poznać. Trochę wstyd się przyznać, że o właśnie takim Deanie śniłem w tamtej chwili. To zdarzyło mi się po raz pierwszy i miałem nadzieję, że ostatni. Zawsze to ja byłem pieszczony i całowany! Szczerze to raczej na dominanta nie wyglądałem.
- Powiesz mi, co robiliśmy w twoim śnie? – Skubany, nie dawał za wygraną. – Proszę.
- Nie.
- Fretko. – Zbliżył usta do mojej szyi i wysunął język. Przejechał nim po całej długości, na obojczyku składając krótki pocałunek. – Mogę cię do tego zmusić.
- Spróbuj.
- Myślisz, że nie podejmę wyzwania? – Przesunął dłonią wzdłuż mojego ciała, zatrzymując się na biodrze. Zwinnym ruchem wsunął palce pod koszulkę, pieszcząc już ciepłą skórę. Zadrżałem, na całe szczęście powstrzymując wyrywający się z gardła jęk. – To raczej nie będzie trudne zadanie.
- To się jeszcze okaże. – Zamknąłem oczy, wtulając twarz w poduszkę. Z pewnością policzki były teraz czerwone, jak cegła. Tego cholerstwa nigdy nie potrafiłem powstrzymać!
- Masz zamiar się opierać?
- T-tak. – skłamałem. Wiedziałem, że nie mam żadnych szans. Dean mógł ze mną zrobić, co tylko chciał. Ja nawet nie kiwnąłbym palcem, by mu w tym przeszkadzać. Już sama jego obecność działa na mnie odurzająco. Co dopiero pieszczoty, którymi chciał mnie torturować. Byłem bez szans i szczerze - bardzo mi się to podobało.
- Jestem ciekaw, czy oprzesz się temu… - Chwycił w zęby płatek mojego ucha i zaczął delikatnie ssać.
- N-nic nie czuję. – Zacisnąłem palce na kołdrze, byle nie puścić pary z ust. Choćby najcichszy jęk, dałby mu zbyt przedwczesną satysfakcję.
- Nie wierzę ci.
- To uwierz. – Odepchnąłem go, ciężko dysząc. – Obśliniłeś mnie. – Wytarłem ucho, lekko się grymasząc. Winchester nie wiedział, co powiedzieć. Patrzył na mnie z dziwnym niedowierzaniem. – Powiedziałem, coś nie tak?
- Kocham cię, Fretko.
- Słucham? – Te dwa słowa zawisły wokół nas, jak mgła. Co innego było słyszeć je w śnie, a co innego teraz. Gdy śnisz, wszystko wydaję się być właściwe. Takie, jakie być powinno. Nie masz żadnych wątpliwości, czy obaw. W rzeczywistości bywa zupełnie inaczej. – Kochasz mnie?
- Przepraszam. Nie powinienem tego mówić.
Przez te wszystkie miesiące, dokładnie wiedziałem, co czułem w stosunku do Deana. Zachwycałem się jego przystojną twarzą, idealnym ciałem. Uwielbiałem wsłuchiwać w jego śmiech, po kryjomu wpatrywać w zielone oczy. W środku czułem, że to uczucie mogę bez problemu nazywać miłością. Każdej nocy marzyłem, że kiedyś Dean wyzna mi to samo. Powie, że jestem miłością jego życia.
Dlaczego teraz siedzę i wparuję się w niego, jak głupek? Dlaczego nie powiem mu tego samego?
