Nie wróciłem do domu na rocznicę śmierci matki.

Ojcu powiedziałem, że nie dam rady. Był... cóż, był zdziwiony, lekko zmartwiony i na pewno trochę przybity tym faktem, ale nie zaprotestował. W ogóle nie zaczął niczego podejrzewać.

Aidenowi z kolei powiedziałem, że jadę do Beacon i zostanę tam na kilka dni. Nawet się nie wzruszył.

Moje oko wyglądało... okropnie. Na początku było tylko spuchnięte, później zaczęło barwić się na fioletowo i takie pozostało. Zamknąłem się więc w pokoju i nawet Corze nie powiedziałem, że zostałem. Wychodziłem tylko wtedy, kiedy byłem pewien, że nikogo nie ma w mieszkaniu, a auto zaparkowałem na parkingu po drugiej stronie miasta, nikt więc nie miał prawa się o niczym dowiedzieć.

To jest… teoretycznie.

W praktyce wyglądało to trochę inaczej.

Bo drugiego dnia straciłem czujność, a wszystko dzięki butelce whisky, z którą spędzałem bardzo miłe chwile. Nie zauważyłem momentu, w którym ktoś wszedł do mieszkania, przeoczyłem też ten, kiedy osoba ta podbiegła do mnie i zaczęła pytać, co się stało.

Chwilę później zwymiotowałem wszystkie swoje wnętrzności.

- Stiles?

- Zostaw mnie.

Odmruknąłem, odganiając tego kogoś ręką jak nieznośną muchę. Naprawdę, dlaczego nie mogłem przeżywać kaca w spokoju, hm? Tak trudno zrozumieć, że Stiles lubi być sam, kiedy cierpi? A już zwłaszcza wtedy, kiedy topi smutki w alkoholu?

- Stilinski, podnieś głowę i spójrz na mnie!

Warknąłbym, ale za bardzo bolała mnie głowa. Otworzyłem jedno oko, żeby ujrzeć część zaniepokojonej twarzy... Laury Hale.

- Idź sobie, Laura.

Kobieta prychnęła i podniosła mnie do pozycji siedzącej, co było całkiem niezłym osiągnięciem. Nie czułem w ogóle swojego ciała, więc musiałem ważyć co najmniej tonę, a ona zdołała mnie podnieść. SAMA.

- Co się stało z twoją twarzą?

No tak, oprócz śliwki miałem kilka otarć na wysokości kości policzkowej, z jednej i z drugiej strony. Aiden nie poprzestał na dwóch ciosach, chyba się nawet tego spodziewałem.

- Przewróciłem się.

Skłamałem gładko, głos nawet mi nie zadrżał. A przynajmniej nie od kłamstwa. Mój stan robił swoje.

- Na czyją pięść?

- Na niczyją, geez. Szedłem po schodach i się przewróciłem.

Brunetka westchnęła, jakbym był najbardziej drażniącym dzieckiem świata. Może i byłem. Nie obchodziło mnie to. Wszystko mnie bolało i miałem dość. Chciałem jedynie więcej pić.

- Nie trzeba być wróżbitą Rolandem, żeby wiedzieć, że kłamiesz. Kto cię tak urządził?

- Klatka schodowa.

- Stiles.

Wywróciłem oczami.

- Daj sobie spokój, Laura. Co tu w ogóle robisz?

- Cora powiedziała, że znajdę w jej pokoju coś mojego. Musiałam po to przyjść. I najwyraźniej dobrze zrobiłam.

- Dałbym sobie radę.

Mruknęła pod nosem sarkastyczne "nie wątpię", po czym wstała i zniknęła mi z oczu. Całe szczęście. Zanim wróciła, prawie zasnąłem.

- Pij to.

- Nie chcę.

- Wypij to, inaczej zadzwonię po twojego chłopaka i skończy się moja dobra wola.

Nie potrzebowałem lepszej zachęty. Hale aż się wystraszyła, tak szybko zabrałem od niej szklankę. Gdyby Aiden się dowiedział... Gdyby wiedział, że go okłamałem... Nie chciałem nawet myśleć, co takiego by mi zrobił. Laura chyba nie potrzebowała żadnych informacji, bo po chwili usłyszałem, jak coś w jej mózgu klika. Jakby właśnie do niej dotarło, że...

- To on, prawda?

- Masz na myśli schody?

- Nie, Stiles, przestań odwracać kota ogonem. Mam na myśli Aidena. To on ci to zrobił?

- Nikt mi tego nie zrobił. Sam sobie to zrobiłem. Alkohol, schody, łatwo o tragedię w takim scenariuszu.

Laura wydała z siebie bardzo zniecierpliwiony dźwięk. Nie skomentowałem tego, jedynie podniosłem się z kanapy, tylko po to, żeby zakręciło mi się w głowie. Opadłem ponownie na tyłek i jęknąłem głośno, przez co ból głowy stał się jeszcze gorszy.

- Stiles...

- Słuchaj, Laura. Nie wiem, dlaczego się martwisz, ale nic mi nie jest, okej? Przewróciłem się, ale nie stało mi się nic poważnego, więc...

Dziewczyna patrzyła na mnie dłuższą chwilę, oceniając sytuację. W końcu westchnęła, wstała i zniknęła w kuchni. Odetchnąłem głęboko, odchylając głowę do tyłu. Byłem jeszcze pijany. Potrzebowałem snu. Albo więcej alkoholu. Ta druga opcja przemawiała do mnie jakby bardziej. Chętnie napiłbym się jeszcze trochę. Zapomniał o wszystkim, o czym przypomniała mi Laura. Zapomniał o rocznicy śmierci mamy.

Kiedy kobieta wróciła do salonu, w dłoniach niosła dwie szklanki i...

- Co ty na to, żeby się ze mną napić?

Chyba właśnie zakochałem się w drugim członku rodziny Hale.

I, zaraz, co?

Szybko zapomniałem, o czym myślałem wcześniej.

Laura chyba dopilnowała, żeby nikt nie wchodził do mieszkania. A może po prostu wróciło do mnie moje szczęście. Uff.

Kiedy opróżniliśmy niemal całą butelkę, Laura nie była nawet w połowie tak pijana, jak ja. Ale co się dziwić? Ona zaczynała na czysto, a ja byłem już pod wpływem. Piło nam się całkiem przyjemnie. W dodatku rozmawialiśmy chyba dosłownie na każdy temat.

Wkrótce mój przepity mózg zorientował się, że mimo tego, iż nie wyglądało, na Laurę podziałała dawka wypitego alkoholu. Zaczęła opowiadać mi o tym, jak zeszli się z Camdenem i że w ogóle się tego nie spodziewała, chociaż od dawna go lubiła i ceniła jako człowieka. Mogła też opowiedzieć kilka pikantnych szczegółów, a ja starałem się nie uśmiechać zbyt szeroko.

- Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. Oboje na to zasługujecie. Brat Isaaca to równy gość.

Laura już nawet nie zwracała uwagi na to, że sepleniłem i czasami skracałem słowa tak bardzo, że trzeźwy człowiek nie za wiele by zrozumiał.

Jej uśmiech był tak szeroki, że obawiałem się o jej ładną twarz.

Nie zauważyłem momentu, w którym zeszliśmy na bardziej poważne tematy.

Opowiadałem jej o swojej mamie. O tym, że na ten dzień przypada rocznica jej śmierci. O tym, jak cholernie za nią tęsknię i jak czasami nie chce mi się oddychać, kiedy nie ma jej obok, zwłaszcza w tych trudnych chwilach. O ojcu, który chwilę po jej śmierci miał poważne problemy z alkoholem. O sobie, gdy nie chciałem do siebie dopuścić myśli o byciu gejem. O Scotcie, który uważa mnie za śmiecia.

Laura powiedziała w zamian, że jej rodzina o mały włos nie zginęła w pożarze, a wszystko przez byłą Dereka, która oszalała, kiedy ten ją zostawił. Wspomniała też o swoim byłym, Deucalionie, który był dla niej nawet bardziej niż toksyczny. Nie zauważyła nawet momentu, w którym wpadła tak głęboko, by pozwolić mu na przemoc wobec niej.

W tym momencie straciłem panowanie nad sobą. Przestałem wstrzymywać łzy i powiedziałem jej wszystko, od początku do końca. To, jaki Aiden był na początku i jak uderzył mnie po raz pierwszy. To, jak wszedł do pracowni, kiedy byłem tam z jej bratem i zobaczył, jak prawie się pocałowaliśmy, a potem zostawił mi te ślady na twarzy. To, że okłamałem go i teraz myśli, że jestem w domu, podczas kiedy chowam się w mieszkaniu, bo boję się reakcji ojca na mój widok. Nie chciałem iść na cmentarz w takim stanie. Wręcz przerażała mnie ta myśl.

Laurze jakoś udało się doprowadzić mnie do łóżka. W zasadzie sama miała problemy z chodzeniem, ale z nas dwojga - jej wychodziło to lepiej. Kiedy wyszła z mojego pokoju, myślałem, że wróci do siebie, ale po chwili znowu ujrzałem jej twarz. Zatoczyła się kilka razy, zdjęła z siebie spodnie i wgramoliła na łóżko obok mnie.

Nawet nie wiedziałem, że tego potrzebuję, ale kiedy przytuliła mnie mocno, od razu do niej przylgnąłem. Płakałem jeszcze jakiś czas, na policzkach czułem również jej łzy. Zasnęliśmy w tym samym momencie.

Kiedy się obudziłem, nic mnie nie bolało.

Co było całkiem zadziwiające, zważając na ilość wódy i whisky, jaką wlałem w siebie wcześniej. Oczywiście potrzebowałem chwili, żeby przypomnieć sobie, co się ze mną dzieje i gdzie się znajduję, ale odkryłem, że wszystko ze mną w porządku i nawet nie muszę martwić się o nic do picia, ponieważ na szafce obok łóżka stała szklanka z wodą. Opróżniłem ją szybko, za szybko, niemal krztusząc się zawartością naczynia. Płyn smakował zupełnie inaczej niż woda i w ten oto sposób odkryłem brak rozdzierającego bólu głowy.

Napój musiał składać się z wody i jakiejś rozpuszczalnej tabletki przeciw skutkom niezdrowego wlewania w siebie tej trucizny, jaką są napoje wysokoprocentowe. Powinienem zostać prezydentem kampanii przeciwalkoholowej. Nadawałbym się, prawda?

Ostrożnie wstałem z łóżka, z wrażeniem, że czegoś w nim brakuje.

Po kilku minutach siedzenia na brzegu i wpatrywania się w pojedynczą sztukę ubrania na podłodze, wpadłem na rozwiązanie. Laura! Gdzie ona jest? Prawie dostałem zawału, kiedy przypomniałem sobie, o czym jej powiedziałem. W ogóle nie zwracałem uwagi na to, czy w mieszkaniu był ktoś trzeci, wpadając do salonu. Bardziej martwiłem się o to, co siostra Dereka zrobiła z informacją, którą ze mnie wyciągnęła. (Jestem mężczyzną na tyle, by nie przyznać się do tego, że sam jej wszystko wygadałem). Odetchnąłem z ulgą, widząc ją siedzącą na kanapie.

Była bledsza niż zazwyczaj, więc zapewne zmagała się z kacem. W dłoniach trzymała kubek z czymś parującym, co po zapachu zidentyfikowałem jako kawę. Do ust napłynęła mi ślina.

- Cześć, Stiles.

Odezwała się cicho. Opadłem ciężko na miejsce obok niej i, podobnie jak ona, milczałem. Ciszę przerwał jednak odgłos skwierczenia, więc zmrużyłem oczy. Skoro Laura była tutaj, to kto znajdował się w kuchni? Na odpowiedź nie musiałem długo czekać.

- Zrobiłem wam jajecznicę na bekonie.

Zerknąłem na kobietę, bezgłośnie pytając, co on tutaj robi.

- Nie odzywałam się cały wieczór, więc zadzwonił do mnie i spytał, gdzie jestem.

Kiwnąłem głową, a mężczyzna zniknął w kuchni, jeszcze zanim Laura zdążyła się wytłumaczyć. Spojrzałem jej prosto w oczy, ona jednak pokręciła przecząco głową, jakby czytając mi w myślach. Odetchnąłem głęboko i z ulgą. Nie potrzebowałem tabuna ludzi, którzy wiedzą, co wyprawia Aiden. Sam dam sobie z tym radę. Jakoś.

- Proszę, Stiles.

Facet podał mi kawę, a moją twarz od razu rozświetlił uśmiech. Na stoliku zostały ustawione dwa talerze z jedzeniem, a ja prawie rozpłynąłem się, czując na języku smak napoju.

- Dzięki, Camden. Chyba się w tobie zakochałem.

Parka parsknęła głośno.

- Przykro mi, ale twoja miłość pozostanie nieodwzajemniona.

Odpowiedział Lahey, siadając obok Laury, po czym objął ją ramieniem. Wyszczerzyłem się na jej rumieniec.

Zanim moi goście opuścili mieszkanie, wymusiłem na Laurze obietnicę, że nic nikomu nie powie, nawet Camdenowi. Na początku nie była skora do współpracy i kazała mi o wszystkim donieść na policję, ale w końcu udało mi się jej wmówić, że sam powinienem się z tym rozprawić. Wciąż wyglądała na niepewną, ale to nie był jej problem, a ja naprawdę byłem w stanie dać sobie z tym radę.

Cora z Emily wróciły jakoś przed wieczorem, ale postanowiłem jeszcze trochę poudawać.

Dopiero następnego dnia pojechałem autobusem po Jeepa i postawiłem go na swoim honorowym miejscu na parkingu. Kiedy wszedłem do domu, dziewczyny oglądały film.

- Nie ma mnie tylko trzy dni, a wy kończycie na kanapie i oglądacie Króla lwa?

- Co jest nie tak z Królem…

Cora nie zdążyła dokończyć pytania. To Emily zabrała ponownie głos.

- Co ci się stało w oko?

- Beacon Hills. Wpadłem na… drzwi. Znacie mnie przecież.

- Tylko ty, Stiles, tylko ty.

Reyes wywróciła oczami, a ja uśmiechnąłem się do niej szeroko. Hale rzuciła we mnie jedną z poduszek.

- Hej, za co to?!

- Przestań szczerzyć się do mojej dziewczyny jak głupi do sera.

Wybuchnąłem śmiechem i pierwszy raz od paru dni poczułem się naprawdę lekko. Jakby nic się nie zmieniło.

Dwa dni później, w piątek, do mieszkania wpadła wściekła Laura.

Przygotowywałem właśnie obiad, a dziewczyny obijały się przed telewizorem, ale kiedy najstarsza z Hale'ów wbiegła do środka, trzaskając drzwiami, od razu pobiegłem do salonu, żeby zobaczyć, co się dzieje.

- Boże! Jak ja nienawidzę tej Jennifer! Wkurza mnie!

W pokoju zapadła cisza.

- Co znowu zrobiła?

Spytała zrezygnowana Cora.

- Nie pozwoliła spotkać mi się z Derekiem!

- Brzmisz, jakby ci bardzo na tym zależało.

Powiedziałem, unosząc wysoko brew. Laura uwielbiała spotykać się ze swoim bratem, jasne, ale bardziej po to, żeby go powkurzać, niż z jakiegokolwiek innego powodu.

- Bo zależy! Dzisiaj są moje urodziny.

Wymamrotała, na co Cora wywróciła oczami.

- Przecież ty nie lubisz obchodzić swoich urodzin.

- Ale tym razem miałam na to ochotę!

Emily parsknęła, najwyraźniej przyzwyczajona do zachowań Laury, jako że znała ją już dużo dłużej niż ja. Ja natomiast potrafiłem myśleć tylko o tym, co mógłbym Hale'ównie kupić, bo w końcu należy się jej jakiś porządny prezent. Najwyraźniej wszystko to było widać na mojej twarzy, ponieważ Laura rozpromieniła się cała i rzuciła w moją stronę.

- Żadnych prezentów! Zrobimy imprezę!

Impreza Laury była dość skromna.

Wszyscy obecni w mieszkaniu zaangażowali się w organizowanie jedzenia i alkoholu. Jedyną osobą z zewnątrz, która do nas dołączyła, był Camden. Wieczorem więc wszyscy skończyliśmy usadzeni na podłodze wokół jednego stołu, który wręcz uginał się od fast foodów. Pizza, chińszczyzna, meksykańskie żarcie, wszystko to mieliśmy pochłonąć wraz z wytwornym winem załatwionym przez Corę i Lahey'a. Tak naprawdę wino było zwykłą podróbą za kilka dolarów, ale za to nadrabiało smakiem i procentami.

Niespodziewanie w imprezę został zamieszany Derek.

Jakimś cudem udało mu się wymknąć spod bacznego oka Jennifer i po dość głośnej rozmowie ze swoją młodszą siostrą w kuchni, Hale znalazł miejsce obok mnie. Szybko zeszło z niego całe napięcie, tym bardziej że jego druga siostra, już nieco podchmielona, wyznała, iż nie ma do niego żalu za to, że znalazł sobie chujową dziewczynę. Dokładnie takich słów użyła nasza kochana i poprawna politycznie Laura.

Urodziny wkrótce zmieniły się w imprezę z grą w butelkę, w którą wciągnięci zostali wszyscy, bez wyjątków. Im więcej wypiliśmy, tym bardziej śmiałe stawały się nasze pytania i zadania. Jakimś cudem przyszła kolej na mnie, więc rzuciłem hasło „zadania", a że Cora jest złą kobietą, prawie tak złą jak Lydia, jej polecenie brzmiało „pocałuj Dereka". Wszyscy wokół zaczęli wiwatować, ja tylko zerknąłem na Laurę, która chyba nad czymś myślała.

- Ale…

- Przestań, Stiles, nie bądź baba. Aiden się przecież o tym nie dowie, nikt mu pary z ust nie puści.

Wzmianka o Aidenie zapędziła mnie w kozi róg jeszcze bardziej i jest bardzo możliwe, że za niedługo oświadczę się Laurze, bo ta nagle wypaliła z następnym pomysłem. Nie za bardzo kontaktowałem z jakim, ale ulżyło mi niesamowicie. I chociaż czułem na sobie wzrok Dereka, nie mogłem na niego spojrzeć. Nie miałem odwagi tego zrobić nawet wtedy, kiedy podnosiłem się z podłogi i uciekałem do swojego pokoju bez pożegnania. Słyszałem, że brunet mnie woła, ale starsza siostra zdołała go powstrzymać. Całe szczęście, reszta zajęła się już nową zabawą, więc moje zniknięcie przeszło bez większego echa.

- Coś się stało?

Usłyszałem tylko zmartwiony, tak bardzo zmartwiony, na ile głos pijanego człowieka mógł brzmieć, ton Dereka.

- Nic, baby bro.

Po tym nastała chwila przerwy. Byłem gotów odkleić się już od drzwi, ale po chwili znowu usłyszałem rozmowę.

- Hej, wyglądasz, jakbyś właściwie żałował, że Stiles wyszedł.

- Hm? Co? O czym ty mówisz, Laura? Powinnaś chyba położyć się spać.

- Mhm. Mnie nie okłamiesz. A teraz chodź! Musimy rozkręcić tę stypę!

Jeszcze długo myślałem nad tym, co powiedziała Laura. Przewracałem się z boku na bok, próbując nie wyciągać zbyt pochopnych wniosków, ale nie bardzo mi wychodziło.

Kiedy w końcu zmógł mnie sen, pełen był zieleni i czarnych samochodów.