Po dłuższej przerwie, wracam do nadawania. Wreszcie coś się będzie działo.
Rozdział jest bezpośrednią kontynuacją poprzedniego.
- Planujesz rewolucję Sygin? - dobiegł ich głos Sif. Przyjaciółka Thora znów znienacka pojawiła się w okolicy celi Lokiego. - Wiedziałam, że niezłe z ciebie ziółko, ale nie podejrzewałam, że aż takie. Choć nie powinnam się dziwić, w końcu przyjaźnisz się z nim - wskazała z odrazą na Lokiego, perfekcyjnie obojętnego wobec otoczenia.
- Sif! - warknęła Sygin, gotowa rzucić się wojowniczce do gardła.
- Tylko tyle? Potrafisz tylko warczeć jak zwierzę? A jak z drapaniem pazurami i kłapaniem szczęką?
Sygin rzuciła się w stronę bariery, ale Loki złapał ją w pasie i pomimo szarpnięć, nie puścił.
- Nie daj się ponieść emocjom - szeptał. - Zachowaj spokój, tylko tak z nią wygrasz.
Inaczej będę musiał cię kontrolować, dodał jego głos w jej głowie. A to nie będzie ani łatwe, ani przyjemne. Zachowaj spokój, wykorzystaj to czego cię nauczyłem.
- Sif - powiedziała Sygin chłodno - czyżby to było zawoalowane wyzwanie? Przyjmuję je zatem. Stanę z tobą do pojedynku - powiedziała wychodząc z celi.
Dysproporcja sił była wyraźna - Sif w pancerzu i z tarczą wyglądała na wojowniczkę z krwi i kości, która zwycięsko wyszła z niejednej batalii. Sygin zaś, odziana w zwiewną suknię, z dwiema szablami o krótkich głowniach zdawała się przy przeciwniczce tylko dzieckiem z zabawkami w rękach. Jakże to był mylny wniosek, bo choć towarzyszka Lokiego nie brała udziału w tak wielu wojnach jak jej przeciwniczka, była śmiertelnie niebezpieczna, zwłaszcza z szablami w dłoniach. Tylko osoba, która jej dotąd nie widziała w boju, mogła pochopnie wydać sąd o wygranej Sif.
Mimo że Loki wiedział o świetnym przygotowaniu ukochanej, o jej umiejętnościach i widział ją kilkukrotnie w walce, żywił pewne obawy. Wszak Sygin mierzyła się z najlepszą wojowniczką w Asgardzie.
Zaczęły krążyć wokół siebie jak kocice, lustrując się wzrokiem i szukając słabych punktów w obronie przeciwniczki. Sygin zamarkowała w końcu wypad na prawą nogę Sif, jednocześnie planując uderzyć w lewe ramię, kiedy tylko przyjaciółka Thora spróbuje osłonić atakowaną kończynę. Naprawdę niewiele zabrakło, ale Sif w ostatniej chwili poderwała tarczę i odbiła ostrze zmierzające w jej stronę. Kontratakowała, włócznia minęła Sygin o włos, rozpruwając powietrze obok jej ramienia. Nie miała czasu skontrować, bo wojowniczka znów zaatakowała, tym razem celując w twarz rudowłosej Azyny. Sygin zbiła włócznię, a drugą szablą wyprowadziła krótkie cięcie od dołu. Znów została zablokowana, ale już wyprowadzała kolejny cios. A kiedy tamten nie sięgnął celu - kolejny. Zasypywała Sif gradem ciosów, jeden za drugim parowanych i zbijanych.
Po kolejnym odpartym tarczą ciosie Sif przeszła do kontrataku i to Sygin musiała się cofać i parować. Towarzyszka Thora atakowała z wściekłością i zajadliwością, zasypując ukochaną Lokiego gradem ciosów.
Sygin uchyliła się przed pchnięciem i zniknęła, by pojawić się za plecami Sif, która gwałtownie obróciła się w tamtą stronę. Rudowłosa Azyna tylko na to czekała, bo gdy tylko wojowniczka wykonała zwrot, pojawiła się w miejscu, w którym zniknęła.
- Poddaj się, przegrałaś - powiedziała, opierając chłodną stal o szyję Sif. - Odrzuć włócznię i tarczę. Walka skończona, odejdź i nie próbuj tu wracać.
Sif, chcąc nie chcąc, zastosowała się do poleceń wydanych przez przeciwniczkę. Kiedy była na progu więzienia, szepnęła jeszcze:
- Jeszcze z wami nie skończyłam.
Sygin gestem wezwała posługacza, rozkazała mu podnieść tarczę i włócznię Sif i zwrócić je właścicielce. Sama Azyna wróciła do celi Lokiego. Ledwo przekroczyła barierę, zachwiała się i byłaby upadła, gdyby nie szybka reakcja Kłamcy. Złapał ją delikatnie i przytrzymał.
- Co się dzieje, Sygin? - zapytał stroskany.
- Nie, nic, wszystko w porząd... - syknęła z bólu. Loki dopiero teraz zauważył plamę brązu rozlewającą się na jej sukni.
- Krwawisz - powiedział. - Musiała cię zranić.
- Tylko drasnęła. To nic takiego, rana zaraz się zasklepi. Gorzej z suknią. Nie dość, że zakrwawiona, to jeszcze rozcięta - paplała nieco bez sensu Azyna.
- Pokaż mi to - nakazał łagodnie Loki. Ujął delikatnie brzegi rozcięcia i poszerzył je, drąc materiał, który nie stawiał mu oporu.
Rana nie była głęboka, ale krwawiła dość mocno. Przyłożył do niej dłoń, Sygin czuła wyraźnie czuła jego chłodny dotyk, potem poczuła lodowate zimno na skórze wokół rany, ale rany nie było.
- Co to było? - zszokowana Sygin patrzyła to na Lokiego, to na rozdarcie w sukni.
- Kiedy tułasz się po nieprzyjaznych światach musisz wiedzieć jak przetrwać. Jak leczyć swoje rany. Robiłem to setki razy - uśmiechnął się smutno. - Ale czyjeś zranienie leczyłem pierwszy raz - pocałował Sygin w odsłonięty rozdarciem fragment ciała. - Niestety sukni ci nie naprawię. A szkoda, bo ją lubiłem.
Azyna uśmiechnęła się blado i zemdlała.
Ocknęła się na łożu. Loki pochylał się nad nią.
- Zastanawiałem się właśnie, jak długo zajmie ci przyjście do przytomności - powiedział cicho i pocałował ją w czoło. Czule i opiekuńczo.
- Jak długo...
- ...byłaś nieprzytomna? - dokończył rozpoczęte przez kobietę pytanie. I niemal natychmiast jej odpowiedział: - Dwie, może trzy godziny. Chciałem naprawić twoją suknię, ale tylko pogorszyłem sytuację - powiedział ze smutkiem.
Sygin z paniką spojrzała po sobie. I zrozumiała, że dała się najnormalniej w świecie nabrać.
- To był okropny żart - powiedziała chichocząc. - Okropnie słaby żart. Wiesz... - nagle spoważniała - chyba jestem winna ci podziękowanie.
Przyciągnęła Lokiego do siebie i już po chwili połączył ich pocałunek. Z początku niewinny, zaledwie muśnięcie ust, z każdą sekundą zamieniał się w coś, czego żadne nie miało ochoty przerywać.
Azyna smakowała usta Lokiego, nie spiesząc się spijała słodycz jego warg. Drżała pod każdym zmysłowym pocałunkiem. Pragnęła go, na Yggdrasil, tak bardzo go pragnęła.
I Loki jej pragnął, bo jego pocałunki stawały się coraz bardziej intensywne, natarczywe. A jego oddech, w tych krótkich momentach, kiedy się od siebie odrywali, coraz bardziej urywany i chrapliwy.
- Sygin - wyszeptał ochrypłym z pożądania głosem jej imię.
To wystarczyło, by wzbudzić w niej kolejną falę żądzy, by rozpalić jej zmysły do białości. A kiedy jego usta zaczęły całować jej szyję, kiedy jego dłonie wędrowały po jej ciele, zadrżała z rozkoszy.
Loki delikatnie i powoli, jakby bojąc się jej protestów, zsunął ramiączka sukni w dół, odsłaniając krągłości jej piersi. Ustami wykreślił długi i skomplikowany szlak gorących pocałunków wędrówki w dół po jej ciele.
I pewnie nic by ich nie powstrzymało przed spełnieniem, przed daniem upustu swoim żądzom, gdyby nie grzmiący głos:
- SYGIN AESIRDOTTIR!
Loki, zaskoczony, oderwał się od całowania delikatnego ciała Azyny, pospiesznie poprawił jej suknię i pomógł wstać, by stawić czoło wołającemu.
Przed celą stało Trzech Wojów, w towarzystwie królewskiej gwardii.
- Tak? - Azyna nie kryła zdziwienia.
- Sygin Aesirdottir - powiedział Fandrall, kłaniając się lekko - nasz pan i władca, Odyn Wszechojciec, wzywa cię przed swoje oblicze.
- Dziwne to, że zamiast posłańca wysłał Trzech Wojów i gwardię. Jakby chodziło o więźnia, a nie jego poddaną - prychnęła Sygin.
Na to nie mieli żadnej odpowiedzi. Azyna westchnęła ciężko i odwróciła się do Lokiego.
- Mam pójść z nimi? - zapytała szeptem.
- Idź, opór nic nie da. A może nam tylko zaszkodzić - powiedział poważnie.
- Loki - szepnęła zarzucając mu ręce na szyję i całując go namiętnie - wrócę najszybciej jak się tylko uda. I dokończymy to co nam przerwano.
Sygin opuściła celę i pod eskortą gwardii, ruszyła ku wyjściu z więzienia. Na progu obejrzała się jeszcze na Lokiego. Siedział pogrążony w lekturze, choć Azynie wydało się, że dostrzegła spływające po jego policzkach łzy. Ale to musiało być przewidzenie, przecież nie opuszczała go na zawsze.
Z każdym kolejnym krokiem, przybliżającym ją do sali tronowej, w jej piersi rósł ciężar. Nieznośny ciężar obawy.
Sala była pusta, obecni byli tylko oni, Odyn spoglądający z wysokości tronu i ktoś jeszcze, kogo Sygin nie od razu rozpoznała. Ale kiedy podeszła bliżej, zdała sobie sprawę, że była to Sif.
- Sygin Aesirdottir, Lady Sif oskarża cię - zagrzmiał Wszechojciec powstając z tronu - o zdradę stanu. Czy to prawda?
- Nie, Wszechojcze - powiedziała Azyna, dygając przed Odynem. - Lady Sif opacznie zrozumiała zasłyszane przypadkiem zdanie. Rozmawiałam z twoim synem, panie, zasugerowałam mu, że może kiedyś w przyszłości zwrócisz mu wolność, okażesz ojcowską miłość i przywrócisz mu niegdysiejszą pozycję.
- Widzisz, panie?! - zawołała Sif. - Knuje z największym wrogiem Asgardu, planuje pomóc mu w ucieczce i wznieceniu rewolucji!
- Milcz, Sif! Twoje oskarżenia były bezpodstawne - serce Sygin podskoczyło z radości, ciesząc się, że sprawa zakończyła się jednak po jej myśli. - Tobie, córko Asów, zabraniam jednak kontaktowania się z moim synem - Azynie uśmiech spełzł z ust, a serce przeszył ból - dla dobra jego, twojego oraz całego Asgardu. Możecie wszyscy odejść.
Sygin nie było w stanie się poruszyć. Musiała się przesłyszeć. Przecież Odyn nie byłby tak okrutny! Zaczęła wątpić w jego ojcowską miłość, o której tak często przekonywała Lokiego.
- Panie mój - wyszeptała drżącym głosem - rozważ proszę swój wyrok. Twój syn - spojrzała Wszechojcu w twarz - Loki mnie potrzebuje. Inaczej... Cały mój trud, który włożyłam do tej pory w wyrwanie go z tego obłędu i nienawiści... To wszystko przepadnie... Czy tak zachowuje się ojciec, o którego miłości go przekonywałam?
- Powiedziałem ostatnie słowo w tej sprawie, Sygin Aesirdottir! - rzucił Odyn, wyraźnie poruszony słowami Azyny - Możesz odejść.
Kobieta odwróciła się na pięcie i, nie tyle wyszła, co wybiegła z sali tronowej. Z oczu ciekły jej łzy bezsilności i gniewu. Nie czuła jeszcze smutku, ale wiedziała, że on nadejdzie.
Gdzie biegnie Sygin? Czy Odyn zmieni zdanie?
Dowiecie się z następnego rozdziału.
