Zaczynam się wyręczać innymi w pisaniu... a to źle! D: Nawet bardzo źle. Ale, cóż, dzisiejszy odcinek sponsoruje nam... hm. Jak mam Cię nazwać, co? Zostanę przy Cifie! Więc, jeszcze raz, dzisiejszy odcinek jest autorstwa Cifa. Jest to jej pierwsza próba z tą parą, więc za slashowo nie ma, ale hej! Ważne, że jest. :D
Harry w wieku dwudziestu lat miał już uroczy domek w Dolinie Godryka, całkiem niezłą posadę w Biurze Aurorów i (jak to mówili jego starsi stażem koledzy) „wspaniałe perspektywy na przyszłość". W tych słowach nie było ani grama obłudy czy próby podlizania się: Potter po prostu spisywał się doskonale w życiu zawodowym. Rozruchy resztki ostałych śmierciożerców? Nie ma problemu. Atak zbuntowanych dementorów? Raz–dwa i po sprawie. Randka z dziewczyną?
No właśnie. Bowiem w życiu każdego mężczyzny zdarzają się takie sytuacje, które go po prostu przerastają. Harry, tuż po tym, jak zostawiła go Ginny (kończąc związek niezbyt miłymi słowami) odkrył, że jego piętą Achillesa są dziewczyny. Nie potrafił z nimi rozmawiać. Ich zainteresowanie wzbudzał tylko słynną blizną na czole — a przecież nie będzie wyrywał panienek na tekst: „cześć, jestem ten sławny Harry Potter, masz czas w piątek?". Nie to, żeby próbował, czy coś… po prostu, Ron miałby mu to za złe.
Stary, dobry Ron, który po każdym zawodzie miłosnym Harry'ego przychodził do niego ze zgrzewką piwa i jakąś głupią historią, z nadzieją, że poprawi mu tym humor. Stary, dobry Ron, który zawsze podsuwał mu kontakt do mądrych i rozgarniętych koleżanek z pracy. Stary, dobry Ron, który wiedział o nim wszystko. Nawet to, czego sam Harry nie wiedział.
Była dziesiąta rano. Harry leżał na kanapie, trzymając w dłoni puszkę piwa i rozmyślając o tym, jak bardzo nie chce mu się iść i doprowadzić się do ładu. Zatem podjął męską decyzję i postanowił leżeć tak dalej, kontemplując swój zarost — i kolokwialnie rzecz ujmując, śmierdząc.
Dopóki nie zjawił się Ron. Weasley nigdy nie pukał: mieli taką zasadę z Harrym. Wchodzą do siebie kiedy tylko chcą.
Grunt, że kiedy tylko rudzielec przekroczył próg salonu, w którym właśnie rozkładał się Potter, najpierw cofnął się zaskoczony, a potem westchnął z rezygnacją. Ale, o dziwo, uśmiechnął się lekko.
— Jak randka, w skali od jednego do dziesięciu? — zapytał, kompletnie niezrażony ponurym spojrzeniem Pottera.
— Zgadnij — wychrypiał tylko Harry.
Ron bez słowa usiadł na skraju kanapy. Chwilę milczał, a potem spojrzał na przyjaciela z ukosa.
— To niemożliwe — odezwał się w końcu — żeby siódma randka z rzędu ci nie wyszła.
— Może po prostu tak ma być — stwierdził leniwie Harry. — Żadnych kobiet.
— Aha. — Ron pokiwał głową ze zrozumieniem. — O to chodzi.
Potter dźwignął się, opierając ciężar ciała na łokciach, po czym wykręcił głowę, by móc spojrzeć na rudzielca. Zmarszczył lekko brwi.
— A o co chodzi?
— Nie zależy ci. Za knuta ci nie zależy.
Harry milczał, patrząc wyczekująco na Rona, jakby spodziewał się, że ten zaraz wymyśli magiczną receptę na jego problem.
— Myślałem sobie: „co to za świat, w którym porządny facet nie może poderwać fajnej dziewczyny", ale wszystko już jest jasne. Wielki Harry Potter takiej nie potrzebuje, co? — ciągnął dalej Weasley.
Serce Harry'ego z niewiadomych powodów zabiło nieco szybciej i przez krótki moment jego rozum nawiedziła jedna straszna i kompletnie niezrozumiana myśl.
— Nie potrzebuje? — powtórzył Potter bez przekonania. I spodziewał się kilku słów, sprowadzających się do podejrzenia, z którym Wybraniec zmagał się już od dłuższego czasu. A teraz tylko czekał na potwierdzenie ze strony Wyroczni Ostatecznej, kumpla, który zna go lepiej niż on sam.
— Wielki Harry Potter marzy o życiu wiecznego singla — dokończył Ron z szerokim uśmiechem.
Harry westchnął ciężko i opadł bezwładnie na kanapę, nawet nie słuchając dalszych wynurzeń przyjaciela. Była godzina dziesiąta rano i Weasley po raz pierwszy spierdolił.
