Nasza miłość jest piękna
I wiem gdzie chciałbym być
Wracam tam, gdzie chce się żyć
Wishful Sinful – The Doors
Will budzi się z policzkiem wtulonym w klatkę piersiową Hannibala w promieniach słońca wpadającego przez okno do sypialni. Jest ósma, może dziewiąta rano. Przez okienną szybę, Will słyszy cichy śpiew ptaków, prawdopodobnie siedzących w gniazdach na drzewie w ogrodzie Hannibala. Myśl o tym wywołuje uśmiech na twarzy Willa. Nie miał pojęcia, że Hannibal potrafi chodzić po drzewach.
Chociaż z drugiej strony, prawdopodobnie nie powinien być tym zaskoczony. Hannibal musi być w świetnej kondycji aby móc zostawić swoje ofiary takimi jakimi je zostawia. Will nie może też zapomnieć o tym, że Hannibal walczył z Tobiasem Budge na śmierć i życie. Tobias był od niego dużo młodszy i podobnie jak on był mordercą.
To była serenada dla Hannibala.
To on wysłał mnie do Tobiasa.
Will przesuwa dłonią po ramieniu Hannibala aż do łokcia, zastanawiając się jak wielu ludzi zabił i jak wielu starało się zabić jego. Will przesuwa palcem po nadgarstku a potem kreśli linię w dłoni Hannibala, który porusza palcami przez sen, ale się nie budzi.
Niedługo, bardzo niedługo, Will będzie musiał podjąć decyzję. Będzie musiał dokonać wyboru: zabij albo zgiń. Tylko w ten sposób obaj będą mogli dalej to wszystko ciągnąć. Will musi zdecydować, że oni rzeczywiście są sobie równi: równi siłą, równi umiejętnościami i równi w zdolności zadawania śmierci. Porównają się przy użyciu przelanej przez nich krwi. Will dobrze o tym wie. Wiedział to już od jakiegoś czasu.
Nawet gdyby poprzeczka nie była aż tak wysoko, Will wie, że zabrnął w to wszystko zbyt daleko aby móc się cofnąć. Nie może przerwać tego co między nimi zaszło. Will nie mógłby tego zrobić nawet gdyby chciał, a on stanowczo tego nie chce. Hannibal go kocha, jest w nim zakochany. To nie powinno być najważniejsze, ale jest. Will jest zmęczony tym, że ciągle traci to co jest najpiękniejsze w jego życiu.
Abigail jest morderczynią ale Will zrobi wszystko, żeby ją przy sobie zatrzymać. Hannibal jest mordercą, ale Will go nie opuści.
Jest tak zmęczony byciem nielubianym przez otoczenie, że budowanie więzi z ludźmi takimi jak on wydaje mu się całkiem racjonalne. On także jest mordercą a oni pozwalają mu być ze sobą. Will należy do nich tak jak oni należą do niego. Wszyscy troje są rodziną.
Will leży jeszcze przez chwilę na swoim miejscu na torsie Hannibala. Rozkoszując się ciepłem wydzielanym przez jego ciało zastanawia się, czy to wszystko było z góry zaplanowane. Czy to właśnie on miał być tym w kim Hannibal zakochał się i kogo czcił i wielbił. Will lubi tak myśleć, bez względu na to jakie to obciążające. Chce być tym, którego kocha Hannibal. Chce być tym jedynym.
Hannibal oddycha równo nawet wtedy kiedy Will siada. Will spogląda w dół na twarz Hannibala, spokojną w sposób jakiego nigdy nie udaje mu się osiągnąć kiedy nie śpi, a Will wie, jak bardzo Hannibal się o to stara.
Im dłużej Will pozostaje pod wpływem spokoju Hannibala, tym łatwiej jest mu rozbić go na czynniki pierwsze. To nigdy nie dzieje się rozmyślnie, ale takie działanie uspokaja go do tego stopnia, że Will czasami nawet nie powstrzymuje się nawet kiedy zdaje sobie sprawę z tego co się dzieje. Hannibal nigdy nie każe mu przestać. Przynajmniej nie robi tego słowami.
Will jest zdziwiony tym jak niewiele musieli rozmawiać aby sprawić by ich związek działał. Hannibal rozumie Willa, wie gdzie, i z jaką siłą, może go przycisnąć.
Hannibal wie, że Will rozumie jego oczekiwania. Wie, że nie musi prosić Willa o to by dał mu dowód swej lojalności, obiecać ją w sposób silniejszy od słów.
Ostrożnie przesuwa się po materacu, dopóki jego stopy mogą dotknąć podłogi i wymyka się do łazienki w korytarzu żeby nie obudzić Hannibala dźwiękiem spuszczanej wody. Kiedy wraca do sypialni, zauważa, że Hannibal odwrócił się na brzuch i leżał z odwróconą na bok twarzą i włosami opadającymi mu na oczy.
Will uśmiecha się szeroko a potem znika w łazience aby umyć zęby szczoteczką, którą Hannibal kupił mu kilka tygodni temu a potem używa też płynu do płukania ust i czyta etykietkę na butelce.
Wraca do sypialni niemalże oczekując, że znajdzie tam Hannibala ubranego, eleganckiego i gotowego na rozpoczęcie dnia. Hannibal jedna nadal śpi z twarzą uroczo wtuloną w poduszkę. Will chciałby popatrzeć jeszcze na śpiącego Hannibala ale jakiś wewnętrzny głos mówi mu, że ich związek jest wystarczająco dziwny nie muszą dodawać do niego domowego podglądactwa. Postanawia nie przeszkadzać Hannibalowi, ale jednocześnie nie potrafił opuścić sypialni.
Myśli o tym jak Hannibal zeskoczył do niego z drzewa. Było wtedy zbyt ciemno aby Will zauważył jak Hannibal to zrobił. Zauważył jedynie jego zarys jego ciała wyłaniającego się spomiędzy gałęzi i jego go nogi kiedy Hannibal zeskakiwał na ziemię. Przez chwilę Will zastanawia się czy Hannibal potrafi tańczyć, to znaczy czy potrafi coś więcej niż walca i inne tańce towarzyskie. Will jest pewien, że Hannibal to potrafi, może nawet potrafi tańczyć tango.
Hannibal potrafi wygrać pojedynek, wejść i zejść z drzewa bez pomocy drabiny, nie wspominając o tym, że jest bardziej niż dobry w łóżku. Istnieje wiele rzeczy jakie mógłby zrobić z kimś kogo chciałby zabić.
Hannibal jest pasjonatem sztuki i finezji, i jeżeli wydaje mu się, że może nadać wartości istocie ludzkiej mordując ją, prawdopodobnie traktuje każdą ofiarę niczym malarz podchodzący do czystego płótna, trzymający w zębach skalpel niczym pędzel kiedy obie jego ręce są zajęte, pilnujący, żeby każdy włos ofiary był na swoim miejscu i gładzący jej głowę ubraną w rękawiczkę dłonią tak jakby głaskał główkę dziecka czy też ukochanej osoby.
Prawdopodobnie Hannibal szanuje ciała ofiar tak jak inni ludzie szanują kawałki złomu w zakresie w jakim jest przydatny do tego aby stworzyć z niego coś zdecydowanie bardziej pięknego niż przedmiot, które tworzyły wcześniej.
Nie, tu nie chodzi o szacunek, raczej o dziwny rodzaj wdzięczności, która nie ma absolutnie nic wspólnego z ofiarą.
Will zastanawia się czy Hannibal kiedykolwiek smakuje krew swoich ofiar kiedy je zabija. Zastanawia się czy Hannibalowi podoba się jej smak i czy zjada wydobyte z ciał organy tylko po uprzednim przygotowaniu ich w swojej kuchni. Jest ciekaw czy którakolwiek z ofiar smakowała mu bardziej od innych.
Ta myśl nie powinna podniecać Willa. Naprawdę nie powinna, ale...
Will taktycznie ucieka z sypialni a potem schodzi cicho po schodach nadal ubrany w bokserki i pożyczoną od Hannibala koszulę. Koszula trochę na nim wisi, ponieważ Hannibal jest od niego wyższy i nieznacznie szerszy w ramionach. Koszula pachniała Hannibalem, a teraz pachnie także Willem. Oni pachną tak samo jeżeli uda im się spędzić cały dzień w łóżku. Will ma nadzieję, że dzisiaj im się to uda. W końcu jest sobota.
Jeżeli Jack go wezwie, Will ma zamiar powiedzieć mu, że nie doszedł jeszcze do siebie po wypadku a jeżeli Jack będzie próbował prosić Hannibala by ten go zastąpił, Will ma zamiar stwierdzić, że Hannibal się nim opiekuje. Hannibal zwykle dostaje tego, czego chce. Will także może tego spróbować.
Will kieruje się do kuchni aby zrobić śniadanie kiedy przechodząc obok biblioteki czuje ukłucie ciekawości. Rzuciwszy ukradkowe spojrzenie w górę schodów Will znika w pomieszczeniu pełnym zastawionych książkami półek, w którym stoi ciemno purpurowa sofa na której Hannibal tak bardzo lubi go pieprzyć. Przesuwa dłonią po podłokietniku i jest zaskoczony przebłyskiem niedawnego wspomnienia tego jak Hannibal trzymał go mocno za kark i wchodził w niego raz za razem. Uśmiecha się, chociaż przechodzą go dreszcze.
To naprawdę piękny mebel. Willowi jest niemal przykro z powodu tego, że używają go do tylu okropnych, a jednocześnie cudownych, rzeczy.
Will okrąża elegancką, pełną wspomnień sofę i staje przed rozłożonymi na podłodze książkami. Hannibal powiedział mu, że próbował użyć ich aby poznać inny punkt widzenia, aby poznać punkt widzenia Willa.
Mrugając, jak gdyby książki były napisane po grecku, Will naprawdę nie rozumie co Hannibal chciał uzyskać z tych właśnie książek. Wyraźnie widać, że to książki różnych gatunków, mające różnych autorów i czas publikacji.
Jeden z najbardziej naukowo wyglądających tomów okazuje się być zbiorem esejów z zakresu fizyki kwantowej napisanych przez Stephena Hawkinga. Czasami Will zastanawia się jak bardzo inteligentny musi być Hannibal aby móc wykonywać swoją pracę.
Piękny i inteligentny. Myśli z uśmiechem Will odkładając tom Hawkinga na jego miejsce obok Raju Utraconego Johna Miltona. Słysząc kroki Hannibala na schodach Will opiera się o sofę i nawet nie stara się ukryć swej ciekawości kiedy w bibliotece pojawia się zaspany, i także wciąż ubrany w piżamę, Hannibal.
Will uśmiecha się do niego na powitanie i przyjmuje miętowy pocałunek, którym Hannibal obdarowuje go siadając obok niego na sofie. Obaj spoglądają w dół na książki.
-Moje próby zrozumienia ciebie okazały się nieudane. - Wyjaśnia wzdychając Hannibal.
-W jaki sposób miało ci to pomóc?
-Często wyciągasz wnioski, których nie potrafisz wyjaśnić.
Will chrząka a potem mówi. - Czyżbyś doszedł do wniosku, którego nie potrafiłeś wyjaśnić?
Hannibal podnosi leżącą najbliżej niego książkę i Willowi udaje się zauważyć tytuł Diabły z Loudon.
-Hej, czytałem to.
Hannibal spogląda na Willa i podaje mu książkę. Will przewraca kartki aż dociera do momentu w którym Urbain Grandier zostaje spalony na stosie. Hannibal patrzy na to jak Will zatrzymuje się pod koniec książki, a potem podnosi z podłogi kolejną książkę podczas kiedy Will odnajduje fragment, w którym lina pęka a Grandier upada w płomienie. Czyta opis jego egzekucji z krzywym uśmieszkiem na twarzy.
Zawsze mu się wydawało, że Grandier zaprzedał duszę diabłu i sprowadził te wszystkie pobożne kobiety na złą drogę. Chce mu się śmiać kiedy myśli o ludziach, którzy tak bardzo bali się go nawet po śmierci.
Kilka lat po tym jak przeczytał tę książkę w czasie studiów odkrył, że egzekucja Grandiera miała motywy polityczne a list, który przy nim znaleziono, podpisany przez Szatana, Lewiatana i ich przyjaciół został prawdopodobnie sfałszowany, lub Grandier został zmuszony do jego napisania.
Grandier nigdy nie przyznał się do bycia czarnoksiężnikiem, nawet wtedy kiedy go torturowano. Huxley przedstawił go jako człowieka gardzącego swoimi pobożnymi braćmi i gotowego umrzeć za przestępstwa jakie mu przypisano.
Willowi zawsze wydawało się to śmieszne.
To, że jeden charyzmatyczny człowiek został publicznie spalony na stosie z powodu kilkunastu rozhisteryzowanych kobiet i przebiegłego Kardynała. Huxley napisał tę książkę jako satyrę, patrząc na nią tym samym krytycznym okiem co Will. To książka oparta na faktach, Urbain Grandier rzeczywiście zginął spalony na stosie z powodu podejrzeń o bycie czarodziejem, a list w którym przyznaje się do paktu z demonami nadal istnieje i leży w jakiejś gablocie ubrudzonej niezliczonymi odciskami palców.
Will nie wie dlaczego tak myśli, ale wydaje mu się, że gdyby postawiono go w sytuacji podobnej go Grandiera, on także uśmiechałby się po drodze na stos. Strach jest wskaźnikiem mierzącym ryzyko sytuacji i prawdopodobieństwo przeżycia. To nie jest przywilej dla tych, którzy idą na śmierć.
Will mruga, wybudzając się z wywołanego przez książkę transu i zauważa, że Hannibal przewraca kartki kolejnej, oprawionej w skórę, książki. W powietrzu unosi się zapach delikatny zapach skóry i środka czyszczącego. Ten zapach dziwnie dodaje mu otuchy.
-Dlaczego akurat te książki? - Pyta Will.
-Wybrałem je losowo.
Will pochyla się ponad ramieniem Hannibala i spogląda na leżącą na jego kolanach książkę. Tekst jest napisany po niemiecku.
-Potrafisz to przeczytać?
Hannibal kiwa głową a jego włosy ocierają się o włosy Willa kiedy mężczyzna odwraca się aby na niego spojrzeć. Will uśmiecha się do niego i mówi pokazując fragment chociaż nawet nie patrzy w tekst.
-Przeczytaj to.
Oczy Hannibala błyszczą. Hannibal całuje Willa w usta a potem odwraca się aby spojrzeć na wskazane przez niego zdanie. Nakrywa dłoń Willa swoją dłonią i odsuwa ją od tekstu, żeby było mu łatwiej czytać. Will jest oczarowany uśmiechem jaki pojawia się na jego twarzy.
-Co jest tam napisane?
-Mam ci przeczytać po niemiecku, Williamie?
-Tak.
Hannibal oblizuje usta i przesuwa wolną dłonią po stronie wpatrując się w wypisane na niej słowa. Drugą ręką nadal trzyma dłoń Willa.
-Aber ich habe sie gehabt, ich habe das Herz gefühlt, die große Seele, in deren Gegenwart ich mir schien mehr zu sein, als ich war, weil ich alles war, was ich sein konnte.
Will mruga słysząc ten język. W szkole uczyl się francuskiego.
-Herz oznacza serce, prawda?
-Tak, Williamie.
-Tylko tyle z tego rozumiem.
-Czy chcesz abym powiedział ci to oznacza?
Will kiwa głową przesuwając dłoń tak, żeby Hannibal mógł spleść ich palce ze sobą. Wtula twarz w ramię Hannibala i oddycha powoli. Hannibal pachnie lekko miętą i herbatą. Prawdopodobnie umył twarz przed zejściem na dół.
-Ale ona była moja. - Hannibal przechyla głowę tak, że opiera się ona o głowę Willa. - Objąłem w posiadanie tamto serce, tamtą szlachetną duszę, w obecności której zdawałem stawać się kimś więcej niż byłem naprawdę, ponieważ sam byłem wszystkim czym mogłem być.
-Tam wcale nie jest to napisane. - Hannibal ignoruje go jednak i czyta dalej.
-Guter Gott! Blieb da eine einzige Kraft meiner Seele ungenutzt? Konnt' ich nicht vor ihr das ganze wunderbare Gefuhl entwickeln, mit dem mein Herz die Natur umfaßt.
Will obejmuje ramieniem plecy Hannibala. Odwraca głowę i przesuwa nosem po jego szyi i czole dotykającym jego głowy.
-Dobry Boże! Czy żadna moc mojego umysłu nie została nienaruszona? Czyż nie mogłem w jej obecności okazać, z całą jasnością tego uczucia które pojawiło się w moim sercu?
-Co dalej? - Pyta Will wsuwając dłoń pod koszulę Hannibala i ukrywając uśmiech w jego szyi.
-War unser Umgang nicht ein ewiges Weben von der feinsten Empfindung, dem schärfsten Witze, dessen Modifikationen, bis zur Unart, alle mit dem Stempel des Genies bezeichnet waren?
Hannibal czyta a Will zamyka oczy i przysłuchuje się temu jak niemieckie słowa brzmią w połączeniu z jego akcentem, co sprawia, że brzmią one jeszcze lepiej. Will wyobraża sobie, Hannibala jako studenta uczącego się niemieckiego oraz innych języków tylko dlatego, że tego chciał.
Oczami wyobraźni widzi Hannibala tak samo wyraźnie jak czuje go, ciepłego i krzepkiego pod poruszającymi się po jego ciele palcami. Jest dużo młodszy, ubrany w lekko dopasowane, chociaż dużo tańsze garnitury. Will widzi go ćwiczącego swoje językowe umiejętności, z wyszukanymi starannie nauczycielami aby nauczyć się ich jak najlepiej.
Hannibal cichnie skończywszy zdanie. Czeka na prośbę Willa a potem kontynuuje kiedy ta prośba nie nadchodzi. Przesuwa ich dłonie do fragmentu tak, żeby Will mógł go zobaczyć kiedy Hannibal tłumaczy napisane tam słowa.
-Czyż nie był nasz stosunek siecią uwitą z najlepszych emocji, bystrego dowcipu, który, nawet w swej ekscentryczności nosił piętno geniuszu?
Z jakiegoś powodu Willowi nagle brakuje tchu. Odkąd zeszłej nocy zobaczył książki rozłożone na podłodze biblioteki zastanawiał się co Hannibal starał się w nich znaleźć. Czego szukał w najbardziej bezsensownych, nieistotnych miejscach, ale oni właśnie to odnaleźli. Doszli do wniosku, którego nie potrafiliby wyjaśnić poza tym, że obaj wiedzieli, jednakowo, co to było i co to znaczyło.
Zrobili właśnie to co zwykle robił sam Will. Teraz zrobili to razem.
Hannibal siedział tu sam myśląc o Willu, starając się myśleć jak Will w sposób, im obu wydawał się nie mieć sensu. To naprawdę nie miało sensu, ale mimo wszystko udało się im. Naprawdę im się udało.
Will wysuwa dłoń spod koszuli Hannibala i ujmuje nią jego żuchwę. Hannibal pozwala mu odwrócić swoją twarz i tak by Will mógł go pocałować.
Will czuje jak jego ręce opuszczają ciało Hannibala i zaczynają przesuwać leżące przed nimi książki aby zrobić miejsce na podłodze. Hannibal szybko łapie o co mu chodzi. Odrzuca niemiecką książkę i Diabły z Loudonu na bok a potem gorączkowo ściąga Willa z kanapy na podłogę a potem kładzie go tam na plecach. Wczołguje się między nogi Willa i zaczyna obsypywać pocałunkami jego usta, szczękę i szyję.
Hannibal zdejmuje z Willa swoją koszulę i przesuwa językiem po jego mięśniach piersiowych tam, gdzie jego serce biło najmocniej. Will patrzy jak Hannibal pociera to miejsce policzkiem a potem ciągnie za ramiona jego koszuli tak dopóki Hannibal również się jej pozbywa. Hannibal przyciska swoją klatkę piersiową do klatki piersiowej Willa ponieważ doskonale wie jak bardzo Will uwielbia uczucie ich dotykających się nawzajem ciał.
Will chwyta obiema rękami spodnie Hannibala i zsuwa je z jego ud.
Obaj mocują się z resztkami garderoby a potem odsuwają je na bok aby wyciągnąć ręce w kierunku odsłoniętej skóry drugiego. Hannibal odsuwa się i wstaje aby wydobyć lubrykant, który Will schował w kufrze stojącym pod jednym z regałów.
Will leży płasko na podłodze i przygląda się poruszającemu się po pokoju Hannibalowi. Jego pełne wdzięku ruchy sprawiają, iż Will utwierdza się w przekonaniu, że Hannibal jest tancerzem. Któregoś dnia o to zapyta, a wtedy być może Hannibal mu pokaże.
Teraz patrzy na idącego ku niemu Hannibala, nagiego i eleganckiego chociaż poruszającego się wolno o tak wczesnej porze. Hannibal klęka między nogami Willa, który chwyta go obiema rękoma zainspirowany, wygłodniały i odważny. Will przełyka ślinę i powstrzymuje Hannibala przed odkręceniem buteleczki z lubrykantem. Uśmiecha się widząc wyraz irytacji pojawiający się na twarzy Hannibala za każdym razem kiedy Will przerywa mu w momencie kiedy mają uprawiać seks.
-Czy mógłbym...- Will przełyka raz jeszcze przygryzając dolną wargę. - Pozwoliłbyś mi?
Will nie wie jak nazwać uczucie, które błyszczy w oczach Hannibala. Przez chwilę patrzą na siebie a potem zaskoczony Will odbiera buteleczkę, którą Hannibal wsuwa w jego dłoń. Hannibal całuje go delikatnie w kącik ust a potem przesuwa swoje ciało nad nogami Willa i układa swoje kolano obok biodra Willa.
Ich czoła dotykają się aż do momentu w którym Hannibal skręca swoje ciało i kładzie się obok Willa na podłodze. Na widok oddającego się mu Hannibala, Willowi nagle zasycha w ustach.
Oblizuje usta i przesuwa się między uda Hannibala rozsuwając je szerzej i drżac lekko z podekscytowania. Hannibal spogląda na niego spod wpół przymkniętych powiek. Will wylewa odrobinę śliskiego lubrykantu na dłoń i pociera dłonie razem aby nabrał temperatury jego ciała. Siada na kolanach i okrąża czubkiem palca wejście Hannibala. Wsuwa palec do środka bacznie obserwując przy tym jego twarz.
Hannibal wzdycha i kładzie głowę na podłodze i odwzajemnia spojrzenie Willa. Ten wsuwa palec dalej i wysuwa go z powrotem kiedy cały znika w uległym ciele Hannibala. Wsuwa palec z powrotem, bardziej stanowczo niż przedtem i pochyla głowę aby ucałować wewnętrzną stronę uda Hannibala.
To wszystko powtarza się do momentu, w którym Will czuje drżenie bioder Hannibala, które starają się same nasunąć się na palec Willa. Wtedy Will dodaje drugi palec a wtedy Hannibal jęczy a jego szyja i plecy wyginają się w łuk, przez co Will nie ma innego wyjścia jak zacząć poruszać palcami mocniej i szybciej. Hannibal porusza biodrami w tym samym rytmie i wydaje z siebie wysoki dźwięk, który prawdopodobnie wywołałby u Willa omdlenie gdyby nie fakt, że Will już dawno przekroczył próg wytrzymałości. Zamiast tego Will gryzie Hannibala w biodro, wysuwa z niego palce i pokrywa swój członek większą ilością lubrykantu.
-Zaraz, czy ja nie potrzebuję prezerwatywy? - Pyta przez zaciśnięte zęby Will mając nadzieję, chociaż to wydaje mu się nie możliwe, że Hannibal nie każe mu przestać.
-Nie, Williamie.
Hannibal chwyta ramiona Willa i ciągnie go tak, że po chwili leży on na Hannibalu. Will sięga w dół aby nakierować swój członek między pośladki Hannibala. Na początku czuje opór ale udaje mu się go przełamać i wchodzi w Hannibala jednym mocnym pchnięciem bioder. Jego szczęka opada w niemym jęku a oczy się zamykają, jest do połowy zanurzony w ciele Hannibala.
Will bierze dwa głębokie oddechy a potem otwiera oczy i spogląda na Hannibala. Hannibal wpatruje się w Willa dysząc lekko przez rozchylone, jędrne, zaczerwienione usta.
Will pochyla się i całuje te cudowne usta. Wsuwa w nie język i z jękiem wsuwa się głębiej w ciało Hannibala, aż ich ciała łączą się a oni stają się sobie bliżsi niż kiedykolwiek przedtem. Will pochyla głowę i delikatnie przygryza skórę na szyi Hannibala rozkoszując się przy tym jego urywanym tempem, które czuje pod językiem.
Hannibal porusza się pod nim odsuwając biodra Willa swoimi. Will unosi głowę i zauważa, że Hannibal zamknął oczy. Całuje go w policzek i zaczyna się poruszać.
Wsłuchuje się w urywany oddech Hannibala z niemal religijnym oddaniem. Hannibal odrzuca głowę do tyłu uderzając nią o podłogę. Zanim Will może jednak jakoś zareagować dłonie Hannibala znajdują się w jego włosach i Hannibal całuje go, przygryzając jego wargi i jęcząc w jego usta. Will trzyma się jedną ręką biodra Hannibala a drugie opiera o podłogę obok jego głowy. Zaczyna mocniej poruszać biodrami a jego usta przesuwają się z ust Hannibala na jego policzek a potem na linię włosów.
Hannibal mruczy coś w szyję Willa. On jednak nie przestaje się poruszać.
-Mówiłeś coś, skarbie?
-Tu nepaprasta. - Mamrocze Hannibal. Jego dłonie zaciskają się w pięści we włosach Willa a paznokcie drapią skórę jego głowy.
-Że co?
-Tu nepaprasta. - Bełkocze Hannibal. Z jego gardła wydobywa się urywany jęk. - Tu tobulite.
Te słowa brzmią prawie jak portugalskie, ale Will wie, że muszą być litewske. Hannibal zaciska mięśnie wokół Willa i jęczy w swoim ojczystym języku. Will gryzie go w szczękę, a potem szyję i zaczyna poruszać się jeszcze szybciej.
W krótkim momencie oświecenia dłonie Hannibala odnajdują biodra Willa i popychają aż przylegają one ściślej do bioder Hannibala i kiedy Will wchodzi w niego kolejnym pchnięciem Hannibal krzyczy z całych sił.
Uderza głową o podłogę i mruczy coś pod nosem w języku, którego Will nie rozumie.
Will zaciska dłonie na biodrach Hannibala i przypominając sobie kąt jaki wskazał mu Hannibal zaczyna za każdym razem uderzać w jego prostatę. Hannibal na ślepo odszukuje jego plecy przesuwając dłońmi do jego pośladków i nakłaniając go do głębszych, bardziej stanowczych pchnięć.
-Mano numylėtinite. - Jęczy Hannibal wyginając plecy w łuk.
Ponieważ Will nie wie co mówi do niego Hannibal, ale nie chce zmusić go do powrotu do angielskiego, po prostu trzyma się mocno oddając się gorączce panującej w ciałach ich obu.
-Mano mylėtojite. - Szepcze oddychający ciężko Hannibal. Jego kolana owijają się wokół bioder Willa i ściskają. - Mano tik mylėtojite.
-Nie wiem.- Mruczy Will, kiedy niewiedza na temat tego co Hannibal stara się mu przekazać robi się nieznośna. - Nie rozumiem cię, Hannibalu. - Dodaje kąsając obojczyk Hannibala.
-Mój jedyny kochanek. - Jęczy Hannibal. - Mój najdroższy, mój jedyny kochanek.
Will z jękiem opada w dół wsuwając jedną dłoń między ich ciała i owijając ją wokół boleśnie nabrzmiałego członka Hannibala.
-Mój idealny Will.
Will zaciska zęby aż do bólu i wstrzymuje oddech zmuszając się do tego aby raz za razem szturchnąć prostatę Hannibala chociaż jego ciało jest u granic wytrzymałości. Hannibal poddaje się w końcu, kiedy Will czuje, że zaraz straci przytomność. Szczytuje drżąc w dłoni Willa, który wydaje z siebie pełen ulgi, zmęczony jęk i dochodzi we wnętrzu Hannibala.
Leżą na podłodze powoli odklejając się od siebie. Will wysuwa się z ciała Hannibala i zawisa nad nim dopóki jego delikatne i lekko drżące palce nie sprowadzają go z powrotem na dół.
-Aš tavo, Will
Will tłumi swój zdyszany śmiech w ramieniu Hannibala.
-Jestem twój.- Mówi Hannibal zanim Will ma szansę zapytać.
Will mruga, i przez to zbyt późno przychyla się do pocałunku jaki Hannibal zostawia na jego policzku. Patrzą jeden na drugiego, oddychają i powoli dochodzą do siebie. Will chowa twarz w szyi Hannibala czekając aż zniknie z niej jego uśmiech. Palce Hannibala przeczesują jego włosy.
Wreszcie Will odsuwa głowę na tyle by móc spojrzeć na Hannibala.
-Chcesz wziąć prysznic? Ja w tym czasie zrobię śniadanie. - Pyta Will uśmiechając się lekko na widok zaskoczenia na twarzy Hannibala. - Pamiętasz, że uczę się gotować, prawda?
Hannibal uśmiecha się i zostawia na dolnej wardze Willa pocałunek, który szybko przeradza się w kolejny i jeszcze jeden. Will otwiera usta i wzdycha kiedy jego język plącze się z językiem Hannibala. Przerywają pocałunek opierając się o siebie czołami. Will ma zamknięte oczy ale nadal czuje, że Hannibal się uśmiecha.
-Jesteś pewien, że nie chciałbyś do mnie dołączyć, Williamie?
Will wybucha śmiechem i odpycha się od ciała Hannibala by móc usiąść na piętach. Hannibal zostaje tam, gdzie leżał, jak piękna masa spoconych włosów i zarumienionych policzków. Will przesuwa dłoń po jego goleni trzymając drugą rękę na jego łydce.
Hannibal zamyka oczy a jego klatka piersiowa unosi się i opada dwa razy zanim znowu spogląda na Willa.
-Jak się czujesz? - Pyta cicho Will przesuwając uspokajająco dłońmi po udach Hannibala. Przesuwa dłonie na jego biodra. Tam, gdzie skóra jest zaróżowiona, ale jeszcze nie widać siniaków. Hannibal zatrzymuje jego ręce na swoim brzuchu.
-Czuję się kompletny.
Palce Willa wysuwają się spod palców Hannibala na jego boki i ściskają znajdujące się tam żebra. Will pochyla się i całuje pępek Hannibala. Odrobina zasychającego tam nasienia Hannibala brudzi jego dolną wargę, więc Will szybko je zlizuje. Kiedy unosi wzrok widzi jak Hannibal przygryza usta.
O mój Boże.
Oddech Willa staje się urywany kiedy kąsa skórę Hannibala tuż nad jego ciemnymi włosami łonowymi.
-Czyż nie istnieje jakiś biologiczny odruch, który powinien zapobiec temu żebyśmy od razu byli gotowi na następny raz? - Mruczy w skórę Hannibala. Palce drugiego mężczyzny wplątują się we włosy Willa i już tam zostają.
-Okres refrakcji. - Mówi Hannibal.
-Naprawdę musimy to przerwać? - Pyta Will, całując Hannibala.
-Jestem od ciebie o kilka lat starszy Williamie.
Hannibal unosi się do siadu i Will bierze z niego przykład siadając na piętach.
-Tylko kilka? - Pyta z uśmiechem Will.
Will wybucha śmiechem kiedy Hannibal mrozi go wzrokiem i wstaje z lekkim trudem. Obaj stoją w bibliotece nadzy i brudni, Hannibal krzywi się lekko widząc tor jaki obrało jego nasienie. Will pochyla się aby podnieść swoją koszulę i wyciera nią plamę na swoim brzuchu.
-Nigdy przedtem nie byłeś na dole? - Will uśmiecha się, składając koszulę i rzucając ją na stos innych ubrań.
-Nigdy przedtem nie osiągnąłem takich rezultatów. - Wyjaśnia niechętnie Hannibal.
-Więc po raz pierwszy zapomniałeś angielskiego?- Will uśmiecha się szeroko, chociaż jego uśmiech lekko przygasa kiedy zauważa płonące czerwienią uszy Hannibala.
Hannibal ignoruje jego pytanie zbierając z podłogi porozrzucane ubrania i podając je Willowi.
-Naprawdę jednak...- Will milknie a jego radość zastępuje uczucie zadziwienia. Łapie ramię Hannibala zanim ten może wyjść z pokoju - To było...Ty byłeś...naprawdę...
-Naprawdę jaki, Williamie.
-Cudowny. - Mówi ze śmiechem Will ściskając jego ramię. Hannibal wbija w niego wzrok i obaj wpatrują się w siebie nawzajem powoli niszcząc mury które każdy z nich zbudował w swoim wnętrzu.
Hannibal potrząsa głową, chociaż kąciki jego oczu marszczą się.
-Czy teraz już zawsze będziesz mówił do mnie skarbie, Williamie?
Will wydaje z siebie dźwięk podobny do pisku i Hannibal całuje go tuż pod kością policzkową. Wtedy Will orientuje się, że się zaczerwienił i klnie pod nosem patrząc jak Hannibal odwraca się w kierunku drzwi. Kiedy wychodzą razem z biblioteki Hannibal pyta go co ma zamiar zrobić na śniadanie.
-Nie wiem. Zobaczę co masz w lodówce.
Hannibal wymija go po drodze do pralni i nie zauważa jego lekceważącego wzruszenia ramionami. Kiedy nadzy przechodzą przez kuchnię, Will jest spokojny, że nie zauważy go żaden z sąsiadów. Hannibal otwiera wieko pralki i nastawia pranie. Will podaje mu ubrania, zostawiając sobie swoje bokserki, które natychmiast zakłada. Hannibal wrzuca do pralki ubrania, które podał mu Will i dorzuca do nich kilka innych rzeczy w podobnym kolorze.
Potem wracają do kuchni. Tam Hannibal zatrzymuje się i patrzy jak Will wyjmuje fartuch z jednej z szuflad i przewiesza go sobie na szyi.
-Jeżeli myślisz, że ugotuję cokolwiek bez żadnych ochronnych ubrań to jesteś w błędzie.
Hannibal uśmiecha się do niego krzywo i wychodzi z kuchni, żeby pójść na górę i wziąć prysznic. Will wodzi za nim oczami i z dumą zauważa, że Hannibal faworyzuje jedną nogę bardziej od drugiej starając się otwarcie nie kuleć.
Jest zdziwiony tym jak bardzo dobrze Hannibal czuje się w swojej skórze. Will też czuje się dobrze w swojej, co nigdy w zasadzie nie było problemem, ale ciągle zdumiewa go to jak często chodzą po tym domu kompletnie nadzy i unurzani w najróżniejszych płynach ustrojowych.
Will drapie się w głowę i rozgląda po przydzielonym mu pomieszczeniu, przypominając sobie dlaczego został na dole zamiast pójść z Hannibalem na górę. Zawiązuje na sobie fartuch a potem ostrożnie podchodzi do lodówki.
-Bez strachu, bez strachu.- Mruczy pod nosem Will. Zagląda do szuflady z warzywami i znajduje w niej szpinak.
A więc przyrządzę frittatę.
Wyjmuje warzywo z lodówki i ogląda je. Szpinak zdaje się być całkiem świeży. Jeżeli Hannibal chciał przygotować go na dzisiejszą kolację mogą kupić więcej w sklepie, który tak bardzo lubi i kupić więcej. Odkłada szpinak na bok i wraca do lodówki by wyjąć z niej jajka, mleko i pomidory. Znajduje niewielki pojemnik koziego sera i sprawdza datę przydatności do spożycia. Decyduje się użyć sera w myślach skreślając z listy rzeczy, których nadal potrzebuje.
Włącza piekarnik, myje szpinak i zabiera się do siekania. Używa bambusowej deski Hannibala pamiętając o tym by później ją wypolerować. Nalewa wody do garnka i obgotowuje w niej szpinak aż warzywo wyraźnie zmięknie. Odcedza go i zabiera się za ubijanie jajek.
Dodaje do nich mleko i przypomina sobie, że powinien pokroić pomidory. Sieka je i dodaje wraz z tartym parmezanem do miski z jajkami. Przeszukuje kuchenne szafki by znaleźć w nich sól i pieprz.
Przystając na chwilę, aby przypomnieć sobie następny krok, Will przypomina sobie, że powinien posiekać także trochę cebuli. Tak naprawdę nie jest potrzebna ale Will wie, że doda potrawie smaku więc rusza do lodówki. Znajduje cebulę w szufladzie z warzywami, sieka połowę, zbiera ją z deski przy pomocy noża a potem wrzuca na patelnię z metalową rączką. Po chwili namysłu dolewa na patelnię łyżkę oliwy z oliwek i zapala gaz pod patelnią.
Szybko odszukuje w lodówce czosnek, sieka kilka ząbków i dorzuca je na patelnię, zanim cebula zacznie się przypalać. Wykłada na patelnię ugotowany szpinak i miesza wszystko razem. Kiedy wylewa na patelnię masę z jajek i pomidorów słyszy na schodach kroki Hannibala.
Hannibal opiera brodę na ramieniu Willa i zagląda na patelnię, by zobaczyć co przygotował Will.
-Frittata. - Mówi, całując Willa w policzek i obejmując go.
-Znalazłem w lodówce szpinak i postanowiłem go wykorzystać.
Will odstawia miskę na bok i przesuwa szpinak z cebulą na patelni tak, żeby masa jajeczna mogła pokryć całą patelnię. Odrobina wylewa się z patelni na kuchenkę i Will obiecuje, że to posprząta, chociaż Hannibal nic nie mówi.
-Kozi ser. - Mruczy pod nosem Will rozglądając się po kuchni. Hannibal cofa się i podaje mu stojące na kuchennej wyspie opakowanie.- Dziękuję.
Sięgając po czysty widelec Will czuje jak jego nagie plecy ocierają się o ubrany w koszulę tors Hannibala. Stara się zignorować rumieniec wspinający się od jego szyi aż na jego twarz. Hannibal tego nie ignoruje, ponieważ Hannibal nigdy nie potrafił tego zignorować i Will niemal upuszcza otwarte opakowanie. Udaje mu się równomiernie rozłożyć biały grudkowaty ser na powierzchni frittaty a potem odsunąć Hannibala ramieniem na tyle aby móc wstawić potrawę do rozgrzanego piekarnika.
Hannibal niemalże rzuca się na niego kiedy tylko Will zamyka drzwiczki pieca. Will odwraca się do niego zrzucając i przewracając kilka rzeczy kiedy Hannibal sadza go na kuchennym blacie.
-Czy ty naprawdę nie masz żadnych luźnych ubrań? - Pyta przesuwając palcami po czarnej kamizelce i stukając w guzik spodni Hannibala. - Czy włożyłeś to dlatego, że wiesz jak bardzo lubię cię wystrojonego?
Hannibal uśmiecha się do niego oczami sięgając za jego plecy by rozwiązać fartuch. Ich klatki piersiowe dotykają się wilgotne włosy Hannibala ocierają się o ciepłe czoło Willa. Hannibal zdejmuje z Willa fartuch i rzuca go na podłogę. Will przygryza dolną wargę i czeka słysząc w uszach dudnienie własnej krwi.
-Wydaje mi się, że powód leży gdzieś pośrodku. - Mruczy Hannibal zsuwając dłonie na biodra Willa i zaciska pięść chwytając cienki materiał bokserek Wila. Will sapie i chwyta Hannibala za ramiona chowając twarz w jego szyi. - Mamy dziesięć minut zanim frittata będzie gotowa, prawda Williamie?
Will przygryza dolną wargę i potwierdza kiwnięciem głowy.
-A potem jeszcze chwilę żeby ostygła. - Dodaje.
Hannibal dotyka nosem włosów Willa i wdycha jego zapach zsuwając jedyny skrawek tkaniny jaki w tej chwili ma na sobie Will. Will unosi się na jednej ręce aby ułatwić mu zdanie zsunięcia bokserek ze swoich ud. Potem siada na chłodnym blacie.
Zanim jednak udaje mu się wygodniej umościć Hannibal ciągnie go na dół i odwraca, przyciskając dolną połowę jego ciała do krawędzi blatu. Spoglądając za siebie Will widzi jak Hannibal wyjmuje z kieszeni buteleczkę z lubrykantem i jęczy układając się płasko na blacie. Blat jest na tyle szeroki by zmieściła się na nim jedynie klatka piersiowa Willa, więc Will odpycha Hannibala biodrem aby zrobić sobie więcej miejsca.
Palce Hannibala są ciepłe i szybkie. Will ledwie ma szansę przyzwyczaić się do nich kiedy słyszy dźwięk rozpinanego rozporka. I chociaż był na to przygotowany krzyczy kiedy Hannibal zagłębia się w jego ciało.
-Kurwa mać, Hannibalu...- Jęczy w swoje ramię Will, odpychając się od blatu najmocniej jak może. Hannibal porusza się niemal zbyt szybko aby Will mógł długo wytrzymać w pozycji w jakiej się teraz znajduje. Jedna dłoń Hannibala trzyma Willa za ramię przyciskając go do blatu podczas kiedy Hannibal wchodzi w niego raz za razem. Will wyciąga przed siebie ramiona szukając jakiegokolwiek oparcia i zrzucając jeden z garnków na podłogę. Jak przez mgłę słyszy odgłos kuchennego budzika i czuje, że Hannibal wysuwa się z niego.
Nie zdolny do tego aby się odezwać, czy nawet stanąć prosto, Will zawisa na blacie nadal lekko trzymając się jego krawędzi. Słyszy to jak Hannibal wyjmuje z piekarnika szpinakową frittatę i odstawia ją na wyspę by ostygła. Danie pachnie ciepło i kremowo. Will myśli, że poczułby głód, gdyby był zdolny do czucia czegokolwiek poza gwałtownym pożądaniem w dole żołądka.
Palce Hannibala przesuwają się po jego szyi i Will spogląda w dół dając mu większe pole manewru. Hannibal przesuwa palce po kręgosłupie w pewnym momencie zsuwając je w prawo na kilka z jego ostatnich żeber. Wtula twarz w kark Willa i przyciąga go do siebie.
Spoglądając w dół, Will zauważa, że spodnie Hannibala są zsunięte z jego ud. Hannibal unosi go lekko za biodra i znowu się pieprzą, tym razem jednak dużo wolniej.
Will chce pocałować Hannibala, który jest poza jego zasięgiem i kąsa skórę między jego łopatkami. Unosi głowę aby posmakować potu znaczącego linię włosów Willa i szepcze po litewsku coś, co Will rozumie w sposób wykraczający poza jego umiejętności poznawcze, a może jest w nich tak głęboko zakorzenione, że Will nie potrafi trafić do jego źródła.
-Aš tave myliu.-Mówi Hannibal.
-Kocham cię. - Wzdycha Will, wijąc i nabijając się na ciało Hannibala. - Kocham cię. Kocham cię.
Hannibal przyciąga go do siebie po raz ostatni i Will dochodzi jęcząc głucho. Jego ciało szarpie się dwa razy w uścisku Hannibala a potem Will czuje, że Hannibal również doszedł wewnątrz niego.
Ich ciała zastygają razem w niewygodnym bezruchu dopóki orgazm Hannibala mija na tyle, że wraca mu władza nad kończynami. Wzdychjają a Will chichocze by zdusić to dziwne drżące uczucie mogące w każdej chwili go opanować. Unosi się przy pomocy rąk Hannibala i zsuwa po jego ciele opadając bezładnie na podłogę.
Patrzy na to jak Hannibal poprawia spodnie a potem szuka wzrokiem swoich bokserek. Leżą prawie półtora metra dalej obok lodówki. Prawdopodobnie Hannibal specjalnie je tam rzucił.
-Pieprzyć okres refrakcji. - Mruczy pod nosem Will.
-Wydaje mi się, że właśnie tak zrobiliśmy.
Hannibal całuje Willa w policzek i Will czuje jego lekki uśmiech. Zarzymuje się na chwilę i czeka. Will Zmusza się by na niego spojrzeć.
-Skąd wiedziałeś, Williamie?
Will wzdycha a potem mamrocze.
-Nie wiedziałem. - Zamyśla się na chwilę na temat brody Hannibala i całuje ją zbierając się na odpowiedź. - To znaczy...wiedziałem, ale nie byłem pewien. - Mruczy w usta Hannibala.
Odsuwa się lekko i obaj patrzą na siebie nawzajem nie mówiąc nic i nawet nie mrugając. Hannibal wyciąga rękę by odsunąć Willowi włosy z czoła a potem wsuwa ją w nie zaczynając masować skórę jego głowy. Mruga raz potem drugi i spuszcza wzrok. Chce wysunąć dłoń z włosów Willa ale on zatrzymuje ją tam, odwracając twarz by pocałować wewnętrzną stronę jego nadgarstka.
-Nie uciekaj przede mną. - Mruczy w jego skórę. - Nie teraz Hannibalu.
Will pozwala dłoni Hannibala osunąć się i ująć jego twarz. Znowu patrzą sobie w oczy.
-Kocham cię, Williamie.
Will przełyka starając się uspokoić ekstatyczną wesołość która odbija się od jego klatki piersiowej i próbując zmiażdżyć jego organy. Nie chce przerazić Hannibala na tyle by znowu zamknął się w swojej skorupie. Nie chce też aby Hannibal zorientował się, że podświadomie próbuje się wycofać i był z tego powodu na siebie zły.
Zamiast zareagować w jakiś bardziej donioślejszy sposób niż pocałunek Will mówi.
-Śniadanie kompletnie nam wystygło.
-Tym razem go nie wyrzucę. - Mówi Hannibal wstając i podnosząc za sobą Willa.
Will patrzy przez chwilę na twarz Hannibala a potem odwraca wzrok. Doskonale wie, jak trudno jest w tej chwili Hannibalowi, silić się na jakiekolwiek żarty. Will krzywi się patrząc na swoje bokserki i niesie je do pralni. Kiedy wraca zauważa jak Hannibal wstawia patelnię z powrotem do piekarnika żeby jej zawartość się podgrzała.
-Idź wziąć prysznic Williamie. Możemy zjeść jak wrócisz.
Hannibal, pognieciony i zaskoczony numerem jaki wywinęło mu jego własne serce, przyjmuje pocałunek jaki Will składa na jego policzku. Will wbiega po schodach na górę, wskakuje pod prysznic, ślizga się dwa razy i ubiera się kiedy jego ciało jest nadal śliskie od wody i pary.
Schodzi na dół bosy i ubrany w jedne z wygodnych spodni od piżamy Hannibala i kolejnej pożyczonej od niego koszuli. Znajduje Hannibala siedzącego na jednym ze stołków przy kuchennej wyspie, z nosem utkwionym w książce. Wnioskując ze zdziwienia na jego twarzy, doprowadzenie się do porządku nie zajęło Willowi więcej niż pięć minut.
-Och, frittata. - Wyrzuca z siebie Will zeskakując ze stołka by wyjąć patelnię z piekarnika przy pomocy rękawicy kuchennej owiniętej wokół rączki.
Nakładając danie na talerze Will zauważa tytuł czytanej przez Hannibala. To kolejna niemiecka pozycja.
- Die Leiden des jungen Werther... Cierpienia młodego Wertera. - Wyjaśnia Hannibal łapiąc spojrzenie Willa.
-Co jest w niej cierpiętniczego?
Will zabiera się do jedzenia zostawiając łopatkę na patelni. Hannibal wkłada do ust kęs frittaty, przeżuwa i przełyka. W tym samym czasie zdaje się myśleć nad odpowiedzią.
-Werter oszalał.
-Dlaczego?
-Zakochał się ale jego miłość nie została odwzajemniona.
Hannibal przełyka kolejny kęs frittaty. Wstaje, zanim Will wie co mógłby teraz powiedzieć i wyjmuje z lodówki sok pomarańczowy. Nalewa jedną szklankę dla Willa i jedną dla siebie.
-Och, dzięki. - Mruczy nieśmiało Will. Przełyka odświeżający łyk. Sok jest ciekawym kontrastem dla szpinaku i ciągnącego się sera. Will zastanawia się czy Hannibal wiedział, że to połączenie zadziała czy po prostu złapał pierwszą lepszą rzecz z lodówki. - Jeszcze nie do końca opanowałem to całe gotowanie.
-Ćwiczenie czyni mistrza, Williamie.
Hannibal uśmiecha się do niego ponad szklanką i upija z niej łyk. Will przeżuwa kęs frittaty przesuwając palcami po grubym, skórzanym grzbiecie książki.
-Dlaczego jego miłość była nieodwzajemniona?
-Jego wybranka była zaręczona. - Hannibal ostrożnie dobiera słowa. - Można powiedzieć, że była lojalna wobec kogoś innego.
Will obraca szklanką soku i obserwuje drobinki miąższu osiadające na jej ściankach. Pije powoli a potem oblizuje nieco miąższu z górnej wargi. Jest pewien, że Hannibal własnoręcznie przygotował ten sok.
-Kiedy zabijesz po raz kolejny? - Pyta znacząco, odwracając się aby zobaczyć reakcję Hannibala.
Widelec zastyga mu w połowie drogi do ust. Hannibal uśmiecha się, przełyka kęs i ociera kącik ust serwetką.
-Jeszcze niczego nie zaplanowałem.- Mówi.
Will oddycha głęboko, czując się jakby ktoś uderzył go w przeponę. Kiwa głową jak gdyby chciał samego siebie zmusić do zaakceptowania tego, że Hannibal planuje niedługo znowu kogoś zabić, a jemu jest wszystko jedno. Przełyka haust powietrza a potem kolejny kęs frittaty. Wyciera usta palcami, które wyciera o spodnie. Splata dłonie na kolanach, żeby nie musieć myśleć o tym jak bardzo drżą.
-Chcę przy tym być. - Mówi Will, tracąc głos przy trzecim słowie. Odkasłuje a potem próbuje raz jeszcze. - Następnym razem, chcę tam być.
Hannibal kładzie swoją dłoń na dłoni Willa spoczywającej na jego kolanach. Will unosi wzrok i zauważa, że Hannibal patrzy na niego rozpromieniony.
-Frittata jest przepyszna, Williamie.
Hannibal mówi mu, że jedzenie jest pyszne ale tak naprawdę mówi mu tysiąc innych rzeczy. Will słyszy każdą delikatną refleksję, każdą palącą nadzieję i każdą mrożącą mu krew w żyłach obawę.
Hannibal się boi ale tego nie okazuje, zamiast tego wygląda odważnie i królewsko. Hannibal nigdy nie okazuje przerażenia, więc Will mówi sobie, że także nie może tego okazać. Całuje Hannibala w policzek i odwraca swoją dłoń tak, że ich palce splatają się ze sobą. Jego dłoń leży spokojnie w dłoni Hannibala, jej drżenie ustało.
Nie może się cofnąć. Nie chce tego. Nikt nie jest zdolny go do tego zmusić.
Chcesz być na mnie gotowy. Potrzebujesz mnie.
Wlll przełyka kolejny kęs. Frittata rzeczywiście jest przepyszna. Postanawia podziękować swojemu nauczycielowi gotowania przed poniedziałkowymi zajęciami. Jak widać odnoszą one oczekiwany skutek.
