Le wstawka epistolarna. ;)
Mirowiec, włości jaśnie wielmożnego Leszka Masłowicza
Dunieczko, słońce moje i szczęście!
Mam nadzieję, że czujesz się dobrze, a pogoda w Kovirze Ci nie doskwiera? Zimy są tam niezwykle urokliwe. Kuzyn mój pisał w liście, że Twoje towarzystwo przynosi mu dużo radości – podobno Twoje zdolności magiczne niesamowicie bawią jego dzieci. Nie muszę chyba pisać, jak bardzo mnie z kolei cieszy, że zaaklimatyzowałaś się bez większych problemów, zwłaszcza po tych strasznych przeżyciach, jakimi otoczony był Twój wyjazd.
Nie pora nam jednak o tym pisać, nie pora wspominać trwogę. W Kovirze znajdziesz ochronę nie tylko przed antyczarodziejskim motłochem, ale także przed Czarnymi, przynajmniej na razie. Módl się – i użyj magii, jeśli jest to w jej możności – aby losy ochroniły także mnie i całą Redanię. Proszę. Gra, którą rozpocząłem, za Twoją zgodą, namową i prośbą przecież, o najwyższe stawki się toczy.
Tak, dobrze rozumiesz. Spełniłem Twoją prośbę, nie bez niewygód, irytacji i ciężkich chwil. Twoja kochanka jest bezpieczna, przynajmniej przez najbliższe kilka tygodni. Tylko przez wzgląd na Ciebie, skarbie, tylko przez wzgląd na to, iż wiem, jaką czułym przywiązaniem darzysz tę kobietę – nie wiem za to, czemu, to złośliwa jędza, moim zdaniem – i mam nadzieję, że ten gest ojcowskiej dobroci zostanie w Twojej pamięci, czas wymaże zaś z niej nasze spory i moją, niekiedy zbyt wielką może, surowość.
Śmiejesz się z mojego sentymentalnego tonu, zapewne? Gdybyś siedziała tutaj i słyszała, widziała niemal, potężne armie się zbierające na granicach, Ciebie również duch melancholijny by ogarnął. Nie chce Ci jednak przysparzać zmartwień ani narażać na przeszukania, aresztowania lub inne nieprzyjemności, na jakie wystawia nas wiedza. Nie będę raczej pisał, nie za często. I nie myśl o mnie wcale, duszo moja, jeśli ma cię to smucić.
Twój, kochający, aż do obłędu,
Ojciec
'
'
Drogi Leszku!
Wybaczysz mi tę poufałą formę, tuszę. Twój list nie był przecież oficjalny, przeciwnie, szczera, głęboka troska z niego biła. Przyjaciela i obywatela. Wdzięcznym Ci za nią jestem, upewnia mnie bowiem, że nie jestem sam w swoich obawach tudzież przeczuciach – a równocześnie przeraża mnie ona, gdyż świadczy, że owe obawy, przeczucia, lęki wręcz, to nie tylko urojenia mojego mózgu, w co gorąco chciałem wierzyć, choć złe świadectwo by mi wystawiało, jako temu, którego osobista uraza na manowce zwodzi.
Chciałem wierzyć, że władca naszego państwa, który przecież tyloma doskonałymi decyzjami zasłynął, którego ostatnie posunięcia – jak objęcie opieką Temerii – zdawały się świadczyć o prawdziwej mądrości oraz czułości dla ludu, że ów władca nie da się omamić zagranicznej potworze, wiedźmie z niemoralnym wręcz u kobiety apetytem, monstrum, zrodzonemu z niemal najszkaradniejszego związku, jaki istnieć może. Sądziłem wreszcie, że skoro wojna ujawniła w pełni zdradzieckie zamiary Nilfgaardu, król przyjdzie do przytomności i prześladowania czarodziejów odwoła, sprowadzi sobie jakiego na dwór, by mu doradzał i Północ w potrzebie wspierał. Cóż, skoro najwyraźniej umysł króla nie należy już do niego, a do złowrogiej, uprzedzonej wobec wszelkiej magii kreatury, prawdopodobnie, jak sugerujesz, trzymającej władcę pod klątwą. To tłumaczyłoby, czemu żadnych czarodziejów w pobliże nie dopuszcza.
Skoro tak biegły w sprawach dworu tudzież magii, rozsądny człowiek – Ty – sądzi to samo, to muszę niestety porzucić nadzieję. Zło opętało naszego dobrego króla i naszą piękną Redanię. Wiesz, że byłem pierwszym do pobłażania Radowidowi w jego miłostkach, wiesz też, żem nigdy go za takie drobiazgi nie ganił; gdy jednak chmury najczarniejsze z czarnych wiszą nad krajem, obowiązek każe porzucić wyrozumienie. Od nas wszystkich sytuacjach wymaga poświęceń – król tymczasem gotów jest spełniać każdą zachciankę swojej żony. Pięknym bym to widział w czas pokoju, mamy jednak wojnę.
Tym gorzej przecież. Patrioci, jak my, ręce mają związane, choć błędy jasno widzą. Najmniejszy wstrząs wewnętrzny nas wszystko kosztować może – gra tu o niepodległość idzie.
Skoro jednak piszesz, że widzisz wyjście, wyjście honorowe i odpowiednie dla patrioty, lojalnego królowi obywatela, oddanego syna ojczyzny, skoro takie wyjście istnieje, to wiedz, że chętnie z tobą o nim porozmawiam. Z tobą oraz resztą szlacheckiej braci. Jak najchętniej i jak najszybciej, czas nagli bowiem.
Muszę nadmienić wszakże, z obowiązku przyjaciela, iż źle widziany teraz jestem na dworze. Znajomość ze mną nie przysporzy ci miłości króla. Wiem, że zaoferowałeś mi swoją pomoc, mieszkanie w Twym dworze i służbę Twą na me rozkazy, zdajesz sobie więc sprawę z mojej sytuacji; jak data listu pozwala sądzić, naweteś ją przewidział, z typową dla Ciebie przenikliwością, pragnę jednak raz jeszcze podkreślić, iż w mojej osobie bierzesz na siebie nielekki obowiązek. Jeśli się wolisz z niego wycofać, teraz, póki możesz bez szkody – wiedz, że nie będę miał żalu.
Czekam Twej odpowiedzi, szykując się do drogi – jeśli zechcesz mnie widzieć, za trzy tygodnie mniej więcej będę w Twoich włościach. Się spodziewam, że w Mirowcu, koło wschodniej granicy przebywasz, jak zwykłeś zimą?
Twój, nieustannie oddany i nieustannie bliski, a teraz także nieskończenie wdzięczny,
Radomir Firlej
'
'
Najdroższa córeczko!
Wiem, że ten list z pewnością również wrzucisz do ognia, ale nie mogę powstrzymać się przed napisaniem tych kilku słów. Contra spem spero, co z pewnością rozumiesz, bo markiz La Fayatte, chociaż przystał do tych łotrów, nie jest przecież takim draniem, by zaniedbać Twej edukacji. Jeśli nawet, co wielce prawdopodobne, tych paru zdań nie odczytasz, to i tak czuję, że muszą być one wypowiedziane.
Kocham Cię, kocham Cię, kocham Cię, kocham Cię, kocham Cię, kocham Cię, jak nic na świecie. Kocham Cię i umieram z niepokoju i tęsknoty, i bólu. Kocham Cię, nade wszystko.
Twoja,
Mama
'
'
Anais, kochanie moje!
Wiem, że poprzednie listy wrzucałaś w ogień bez otwierania, więc ten kazałam ambasadorowi przeczytać. Jestem pewna, że musisz go wysłuchiwać chociaż raz w tygodniu. W ramach obowiązków dyplomatycznych, czy jak to markiz La Fayatte nazywa.
Skarbie, posłuchaj więc ambasadora – mnie – chociaż przez chwilę: jesteś dzieckiem. Genialnym, niewątpliwie, zdolnym i mądrym, ale dzieckiem. Obarczać dziecko obowiązkami i odpowiedzialnością królów, to kłaść brzemię zdecydowanie zbyt ciężkie na jego – Twoje – wątłe ramiona. Wiem, że myślisz, iż członkowie tego spisku mają na myśli Twoje dobro i pamięć Jego Wysokości, naszego ojca, wiem, że Ci to nieustannie powtarzają. Zastanów się jednak, a wiem, że możesz sama, bez cudzych podpowiedzi, bo jesteś, pamiętam, bardzo mądrą przepióreczką, zastanów się, czy któreś z ich działań sprawiły, że możesz żyć spokojnie, szczęśliwie, beztrosko, jak jeszcze w Twoim wieku dziecko powinno, za jedyny obowiązek mając naukę i posłuszeństwo starszym?
Wpędzili Cię w wojnę, skazali najpierw na miesiące poniewierki, w zimnie, głodzie i prostych warunkach, na czas odcięcia od wszelkiej koniecznej panienkom edukacji. Skazali Cię na unoszenie ciężaru zemsty i całego kraju – dziecko ledwie ośmioletnie! Obarczyli odpowiedzialność i decyzjami, przed którymi wzdragają się serca wielu dorosłych mężów. Cokolwiek teraz dzieje się w Temerii: rabunki, napady, walki, oddzialiki powstańcze, dręczące i tak zubożały lud, armie Nilfgaardu, panoszące się po złotych polach naszej ojczyzny, ojcowizny, to wszystko jest skutkiem działań zbuntowanej, butnej szlachty, wyżej swoje przywileje niż dobro ludu ceniącej – skutkiem, który przerzucają jednak na Ciebie, czyniąc zło owe z Twoim imieniem na ustach.
Przejawem tej samej inklinacji ku warcholstwu i nierządności są tak bunt La Valettów, jak spisek, w który wciągnięto Ciebie i Arjana (jego piękne zwycięstwa nad Czarnymi cieszą także nas, wszystkich w Redanii, żałujemy jedynie, iż baron tak uparcie odmawia nam współpracy – znacznie skuteczniej bronilibyśmy Północy społem, zjednoczeni). Cokolwiek myślę o baronowej, niech pozostanie przemilczane, rozumiem bowiem, iż to Twoja matka – aczkolwiek donoszą mi, iż listy od niej palisz. Bardzo dobrze, oto patriotyzm i oddanie Północy, jakiego nam teraz wszystkim potrzeba. Radziśmy by byli widzieć tak wiernych ludzi, jak Ty i Twój brat, na redańskim dworze, radziśmy by byli razem z Tobą ramię w ramię walczyć z najeźdźcą.
Nie wątpię, że mówione jest Ci, iż Jego Wysokość Radowid zabiłby Ciebie i zniszczył Temerię, że zajął naszą ojczyznę, by wyzuć Cię z praw. Są to, zapewniam, a znam serce mojego męża, wierutne bzdury. Nie chciał krzywdy Temerii, tylko wzmocnienia Północy, gdybyś dorosła – kiedy obowiązki byłyby dla Ciebie realną władzą, nie Twoim ciężarem, a tarczą dla cudzych decyzji – oboje chętnie oddalibyśmy Ci należne ziemie. Teraz jednak trzeba było nam myśleć, jak obronić je przed Henseltem oraz, jak rychło się okazało, Nilfgaardem. Z którym zresztą, jak z pewnością Ci doniesiono, Kaedwen paktowało i sądzę, że nadal, mimo tak trudnej sytuacji, paktuje.
Być może wypominam to Henseltowi z przesadną surowością. Ty z pewnością rzecz ocenisz łaskawszym, bardziej wyrozumiałym okiem. W końcu elfy, u których zostawili Cię spiskowcy, zawsze były wiernymi sojusznikami Cesarstwa.
Wiem, że powiedzą Ci, że jestem czarownicą i potworem, przywykłam do tych obmów (myślę, że skoro mieszkasz z nieludźmi, którzy także nawykli do obelg rzucanych przez zawistników, to rozumiesz), nie raz już je słyszałam i to z ust istot godniejszych niż synowie nierządnic lub rzeźnicy szkół. Gdybym wszakże sądziła, że jesteś zbyt bezwolna lub – napiszę szczerze, jak siostra siostrze – głupia, by samodzielnie choć przemyśleć sprawę, z pewnością nie słałabym tego listu.
Pomnij na czasy, które spędziliśmy, razem jeszcze z naszym bratem, w Wyzimie. Pamiętasz, jak uczyłam Cię makijażu, dla zabawy, a Twoja matka wpadła, wściekła, że Cię demoralizuję? Ojciec nas wtedy wybronił, a na końcu tyle było śmiechu... Czy nie byliśmy wówczas szczęśliwi? Ja byłam z pewnością – tuszę, że Ty też. Tuszę, że obecne nasze tarapaty przeminą i kiedyś jeszcze, oby rychło, śmiać się z nich społem będziemy.
Pomijając więc już wszystkie kwestie polityczne, który dzieci takich, jak Ty, męczyć nie powinny: tęsknię za Tobą, bardzo. Ty masz Arjana i matkę, ale dla mnie jesteś jedyną rodziną, jaka mi pozostała. Melancholia mnie napełnia więc, gdy drzesz moje listy, zwłaszcza, że ni jednego zdrożnego słowa, ni cienia zdrady w nich nie ma (nieważne, co Ci mówią buntownicy – pamiętaj, matce Twojej i Arjanowi też różne rzeczy różnorakie persony podszeptywały, z nadzieją na zysk własny, o Temerii ani myśląc).
Tęsknię za Tobą, po prostu,
Adda
