Betowała wspaniała, kochana Himitsu.
Star1012, cóż, przynajmniej doskonale rozumiałaś reakcję Toma na to oświadczenie ;). A Harry, no cóż, zawsze starał się być niezależny, za nic sobie mając obsesyjność Toma :). miedziuucha, trzeba trochę pocierpieć, aby dostać to, czego się najbardziej pragnie ;). Ale cieszę się, że ostatecznie się to opłaciło i że miniaturka ci się podobała. elain679, erm... nie wiem, czy dzisiejszą miniaturkę można nazwać "kontynuacją", w każdym razie nic innego nie będzie... Cieszę się, że miniaturka ci się spodobała - też uważam, że chłopaki znacznie ciekawsi są osobno. Ich charakter i relacja jest po prostu wtedy o wiele bardziej intrygująca :). Co do Toma - oczywiście, że z jego strony wszystko musiało być poparte logicznie! W końcu to Tom ;). AyoAdanna, zatem nie musiałaś tak długo czekać, cieszę się ;). Evolution, masz rację, na zbudowanie takiej relacji trzeba zdecydowanie więcej miejsca - zwłaszcza przy tej parze. Toma i Harry'ego, w jakiejkolwiek postaci, bardzo, bardzo trudno połączyć w parę w jednej miniaturce. Przedstawienie tego w taki sposób było jedynym możliwym rozwiązaniem, przy którym dało się wyjaśnić dlaczego ta dwójka, znająca się tak długo i nigdy wcześniej nie robiąca tego malutkiego kroczku, jaki dzielił ich od osiągnięcia takiej relacji, nagle po tylu latach ze sobą skończyła. Można było domyśleć się, ze Tom będzie tym, który zainicjuje ten związek, a zarazem to, że w ogóle kiedykolwiek to zrobi - bądź co bądź, chłopaki mają przed sobą wieczność. I w czasie tej wieczności będą w końcu mieli tylko siebie. Wkrótce umrą wszyscy, których znają, i, no cóż, podejrzewam, że w końcu Harry skończy na wyobcowaniu się od innych ludzi, aby nie przeżywać bólu ich straty. Ale odbiegłam od tematu, wybacz. W każdym razie ani trochę nie brzmisz na zawiedzioną, doskonale rozumiem twoje nastawienie, bo miniaturka z pewnością nie była tym, czym oczekiwałaś, że będzie. Co do mieszkania razem - przyznam szczerze, że ja po prostu nie wyobrażałam sobie, by mogło być inaczej. Co do wyznania sobie uczuć - to mogłoby być ciekawe, ale nie zapominajmy o tym, że Tom jest psychopatą. Poza tym, chłopaki doskonale znają swoje uczucia. Harry doskonale wie, co dzieje się w głowie Toma, a Tom, co w głowie Harry'ego. Poprzez połączenie. Rozmowy. Życie razem. Takie otwarte mówienie o uczuciach nie jest ani potrzebne, ani pasujące do charakteru Toma czy Harry'ego. No i, cóż, cieszę się, że przypadł ci do gustu ich pocałunek, że dało się go czytać (och, Boże, już boję się tłumaczenia DoT-owych scen seksu...). Nic więcej nie powiem, z uwagi na dzisiejszą miniaturkę. Zetsubou Hime, bardzo miło mi słyszeć, że ci się podobało - naprawdę bałam się, że miniaturka nie przypadnie niektórym do gustu... No i, że nie bolała :). Dzisiaj wstawiam kolejną "slashową" część, a później pozostaną już tylko aluzje. W każdym razie to ostatnia całkowicie slashowa miniaturka do "Ulubieńca" (chociaż, nawiasem mówiąc, nie sądzę, by autorka miała cokolwiek przeciwko, gdyby ktoś sam jakąś do niej napisał, to bardzo otwarta osoba i z pewnością da zgodę. O ile, oczywiście, ktokolwiek w ogóle chciał coś takiego zrobić ;)). Caffe Latte, ogólnie mówiąc, jesteś zachwycona. Bardzo się z tego powodu cieszę :). Gościu, osobiście uwielbiam łączenie tej dwójki w parę, dlatego cieszę się, że nawet i tobie spodobała się ta miniaturka, chociaż, jak twierdzisz, ty tego nie lubisz. A zaszokowany Tom, no cóż, nie mogę się nie zgodzić - to zdecydowanie niecodzienny widok ;). Na pocieszenie mogę tylko powiedzieć chyba, że po dzisiejszej miniaturce nie pojawia się już nic, co tak bezpośrednio by ich ze sobą łączyło. Będą oczywiście aluzje, jak w całym "Ulubieńcu", ale w zdecydowanej większości niemające żadnego podłoża slashowego. Co do wyzwań, to jeżeli chcesz, mogę podrzucić te pomysły The Fictionist i może, jeżeli będzie miała czas, uda mi się namówić ją do napisania któregoś z nich ;).
Okej, poniższa miniaturka jest prezentem (wprawdzie troszeczkę spóźnionym, ale jednak) z okazji pojawienia się 200 komentarza pod "Graczem Przeszłości". Jestem tak niezwykle zachwycona i zaszczycona, że już tak wiele komentarzy pojawiło się pod GP, że trudno opisać mi to słowami. Bardzo wam wszystkim dziękuję! I, no cóż, mam nadzieję, że miniaturka się wam spodoba :).
Ostrzeżenia: pod koniec niegraficzny i lekki slash
Słowniczek: wężomowa, wspomnienia/wydarzenia mające miejsce wcześniej niż czas wydarzeń w miniaturce
Wybraniec Przeznaczenia
Wyzwanie 4
(5 sposobów na pozbycie się dziewczyny, by Tom Riddle. Zgodne z „Logicznie wytłumaczalne".)
5 sposobów na pozbycie się dziewczyny
Tom szybko doszedł do wniosku, że nie podoba mu się to, iż Harry zaczął randkować. Początkowo, po tym całym fiasku Voldemort-czas, żaden z nich nie miał z tym problemu, bo byli po prostu zbyt zajęci.
Teraz jednak, to już zupełnie inna sprawa.
Harry był znanym bohaterem, potencjalnym kandydatem dla dziesiątek dziewczyn, które wręcz roiły się, aby się z nim spotykać – nie żeby inaczej było z Tomem, ale on przywykł już do takiej uwagi i właściwie nie zawracał sobie głowy, aby ją odwzajemniać, nie licząc pojedynczych przypadków krótkoterminowych, udawanych uczuć, kiedy były one szczególnie korzystne w jego planach politycznych.
To nie tak, by jakoś bardzo sprzeciwiał się temu, aby Harry miał dziewczynę, jego kłopot brał się z bardzo pogardzanej przez niego konieczności dzielenia.
Byłoby w porządku, gdyby te suki po prostu zaakceptowały, że priorytetem Harry'ego zawsze powinien być Tom, ale większość z nich nie dawała sobie spokoju z opinią, że powinny być najważniejsze dla Chłopca, Który Przeżył. Zawsze nieuchronnie zaczynały wpływać na jego plany i życie, a to było nie do przyjęcia.
Jeżeli o niego chodziło, mogły (w dużej mierze) robić ze swoim czasem, co chciały. Problem polegał na tym, że większość z nich nalegała na wcinanie nosa również w czas Toma.
Z Chang, która była pierwsza, był cierpliwy i wspierający; poza obiecaniem jej, że jeśli złamie Harry'emu serce, wyrwie jej płuca i uczyni z jej życia prawdziwe piekło. Krukonka najwyraźniej nie była tak bystra, za jaką się podawała, bo zakładała, że tylko żartował.
Być może był wtedy naiwny i zorientował się, że to zbytnio niczego nie zmieni… a Harry wydawał się lubić mieć dziewczynę. Och, jak bardzo się mylił!
Od tego czasu mistrzowsko opracował sztukę pozbywania się dziewczyn Harry'ego.
1) Przekonaj cel, że Harry naprawdę jest gejem
Pozytywną stroną tego sposobu było to, że był on najprostszy ze wszystkich i działał również z wyprzedzeniem przeciwko kolejnym celom, jeśli plotka została właściwie rozprowadzona.
Negatywy natomiast były takie, że Harry zazwyczaj dąsał się po tym i bardzo się na niego wściekał, chociaż Tom zawsze upewniał się, by udawać kompletnie i absolutnie niewinnego w tej sprawie.
Przypuszczał, że mógł niemal podziękować Chang za zainspirowanie go do tego, jako że własnowolnie to wszystko poruszyła. Co prawda po zdecydowanie zbyt długim czasie, ale w końcu udało mu się zredukować tę technikę do bezwzględnego poziomu efektywności. Nie żeby wymagało to dużego wysiłku, musiał jedynie bardziej otwarcie okazywać relacje istniejące pomiędzy nim a Harrym, bo większość ludzi i tak była na tyle tępa, by natychmiast uwierzyć w ich romantyczną naturę. Nie wspominając o tym, że był całkowicie świadomy swojej zaborczości, więc zachowywanie się w taki sposób nie było dla niego żadnym problemem.
Najlepszym przykładem wykorzystania tej metody była przypuszczalnie… Laura, tak chyba nazywała się ta dziewczyna, chociaż szczerze mówiąc nie zawracał sobie głowy tym, aby je zapamiętać lub odróżnić.
To było naprawdę proste, ta sztuczka wymagała tylko na przykład wyolbrzymienia jego zwyczaju dotykania Harry'ego. Trzymanie za ręce wydawało się czymś tradycjonalnym w czasie randkowania z kimś, zatem po prostu upewniał się, aby fizycznie przesuwać Harry'ego za każdym razem, kiedy chciał, aby ten znalazł się gdzie indziej.
Zwykle robił to jedynie przez 90% czasu – chociaż źródło winy występowania tego aspektu w ich relacji leżało całkowicie w Harrym, jako że chłopiec nie godził się na przesuwanie gdziekolwiek pod wpływem rozkazu. Użycie siły fizycznej było zatem po prostu łatwiejsze.
Oczywiście, ta władza sprawiała mu radość.
Mógł również zasiać jakieś subtelne plotki, aby pobudzić całą sytuację – oczywiście nic kompromitującego, co mogłoby zostać użyte przeciwko nim, ale wystarczające, aby wzbudzić wątpliwości.
Kumulacja tego wystarczyła, aby odstraszyć te mniej zaangażowane, zwłaszcza w świetle niewielkiego złagodzenia jego zwykłych masek. Wiedział, że robił przerażające wrażenie nawet wtedy, gdy był genialny, a to tylko nasilało się, kiedy niczym się nie przejmował i zamieniał w okrutnie przyjaźnie szydzącego oraz lodowatego.
Te bardziej uporczywe, odważne lub głupie, w zależności od tego, jak na to spojrzeć, kończyły na skonfrontowaniu się z nim.
-.-.-.
- Co jest pomiędzy tobą a Harrym? – zażądała Laura, zbliżając się do niego od tyłu, zakładając ręce na biodra i spoglądając na niego podejrzliwie.
Tom odwrócił się lekko, sprawiając, że była w jego polu widzenia, i uniósł brwi.
- Nie możesz sama wyciągnąć własnych wniosków? – zakwestionował, ani niczego nie potwierdzając, ani nie zaprzeczając. – Wiesz co wiesz, panno Montgomery.
Laura wpatrywała się w niego, a w jej oczach pojawił się nagle zraniony błysk. Wyglądała na zrezygnowaną i niepewną.
- Myślę, że jest w tobie zakochany – stwierdziła lekko drżącym głosem. – A ty w nim. Oczywiście zbytnio mnie z tego powodu nie lubisz. Nie żebyś na niego zasługiwał.
- Rozumiem, że w takim razie z nim zerwiesz – powiedział nagle zimnym tonem. Przygryzła w obawie wargi, robiąc odruchowy krok do tyłu.
- Powinieneś mu powiedzieć, wiesz? – mruknęła, mimo tego, spokojnie. – Inaczej go stracisz. On po prostu myśli, że uważasz posiadanie przez niego życia towarzyskiego za niedogodne i że jesteś draniem.
Z jakiegoś powodu rozdrażnił go ten komentarz, chociaż okazywał on - w połączeniu z jej absolutnym przekonaniem - że po mistrzowsku odegrał swoją rolę.
Wyszła, zanim mógłby odpowiednio zareagować.
Harry spędził tą noc wściekle próbując dowiedzieć się, skąd ludzie wzięli pomysł, że jest gejem.
2) Zaskakująca skuteczność szczerej opinii
Plusy: zwykle niszczyło wszystko bardzo szybko i nieodwracalnie. Choć nie prowadziło do natychmiastowego zerwania, to swoim skupieniem się na natarczywym charakterze celu nieodwołalnie niszczyło trwałość związku, zwłaszcza używane w połączeniu z przekonaniem celu o relacji między nim a Harrym lub ze sposobem trzecim.
Minusy: tylko jednorazowe i ograniczone wyłącznie dla gruboskórnych. Harry niesamowicie wszystko wyolbrzymiał i nie chciał rozmawiać z nim przez trzy tygodnie za bycie takim „całkowitym dupkiem". Oczywiście nie miał pojęcia, kiedy Harry zyskał wrażenie, że w głębi serca nie był naprawdę całkowitym dupkiem, ale to inna sprawa. Niemniej jednak, chociaż był raczej zadowolony z efektów, miał zakaz ponownego udzielania szczerej odpowiedzi na pytanie „co ci się we mnie, do diabła, nie podoba?".
Studium przypadku: Emily Saunders.
Była zadziorną i odważną dziewczyną, był w stanie zrozumieć – w sposób kliniczny – dlaczego Harry się z nią umawiał. Była w jego typie, do tego nawet dość śliczna, w filigranowy, uroczy sposób, który był całkowitym przeciwieństwem jej osobowości.
Nie była jego najmniej ulubioną i nie darzył jej żadną miłością, bo chociaż miała dobre strony, to wady liczebnie znacznie je przewyższały.
-.-.-.
- No proszę, co ci się we mnie, do diabła, nie podoba? – wybuchła, wytrwawszy jakiś miesiąc pod wpływem jego lodowatego spojrzenia, a także innych metod usunięcia jej.
Oczy Harry'ego rozszerzyły się z czymś w rodzaju przerażenia, po czym ostro spojrzał na Toma ostrzegawczo, niemal błagalnie. Wytknął palcem w jego kierunku.
- Nie odpowiadaj na to. Nawet się nie waż! – warknął, ale szybko przerwała mu jego dziewczyna.
- Och nie, proszę bardzo, niech odpowie – stwierdziła chłodno Emily, wpatrując się w niego z wypiekami na twarzy. – Zachowywałeś się jak palant od kiedy cię spotkałam, Riddle, mam dość robienia dobrej miny do twoich… problemów!
- Hej, słuchajcie… - spróbował jeszcze raz Harry, jednak sam Tom nabrał teraz okropnej ochoty na sprzeczkę, chociaż nie okazał tego, jedynie uśmiechając się do niej.
- Nie podoba mi się w tobie to, że nie wiesz, gdzie twoje miejsce. Jesteś bezczelna, grubiańska i nieokrzesana, ani trochę nie pasujesz do lidera kampanii politycznej. Lubisz myśleć, że jesteś bystra, bo posiadasz te swoje opinie na temat świata… najwyraźniej jednak nikt nigdy nie powiedział ci, moja droga, że przeczytanie kilku książek nie robi z ciebie kogoś bystrego. Jesteś nudna i głupia, zwłaszcza w porównaniu do Harry'ego. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, jak jest on w stanie znieść rozmawianie z tobą… Nie jesteś również czystokrwista, nie jesteś nawet półkrwi i, no naprawdę, jeśli tak bardzo kochasz swoich drogocennych mugoli, to może powinnaś opuścić Świat Czarodziejów i pozbawić go swojej obecności. Idź i stań się lepiej mugolem! Bo, rzeczywiście, jedynym powodem, dla którego miałabyś tutaj zostać, jest to, że z powodu swojej obsesji na punkcie postaci i światów fikcyjnych zdecydowanie zbyt mocno idealizujesz świat. I to właśnie sprawia, że zaczynam wierzyć, iż umawiasz się z Harrym bardziej z powodu emocji, jakie to ze sobą niesie, niż z jakichkolwiek bardziej altruistycznych czynników motywujących…
- Tom! – warknął Harry, wstając ze złością od stołu i chwytając go za ramię, gotów odciągnąć go w inne miejsce. Oczy Emily żarzyły się płomieniami, chociaż sama dziewczyna zbladła nieco. Strząsnął z siebie uścisk Harry'ego, mocno przyciskając palec do ust swojego przyjaciela.
- Cicho, Harry, odpowiadam na jej pytanie… Czy to nie ty mówiłeś mi, bym był mniej gburowaty przy twoich różnych, ach, towarzyszkach? – Spojrzał na nią chłodno, kontynuując szybko swoją szczegółową odpowiedź, jak gdyby w ogóle mu nie przerywano: - A to sprawia, że sądzę, iż nie jesteś go warta, a fakt, że twoja moc magiczna jest, najłagodniej mówiąc, średnia, tylko jeszcze bardziej pogłębia mnie w tym przekonaniu… Podsumowując, jesteś gorsza od niego pod każdym możliwym względem, a zatem nie jest on na twoje progi. Podejrzewałbym eliksir miłosny, gdyby Harry nie miał tak wielkiego nawyku litowania się nad bezpańskimi kotami i przynoszenia ich do domu. Oczywiście, to coś całkiem podobnego. Jak już powiedziałem, jesteś nieuprzejma i trochę głupia – chociaż osoby miłe, takie jak Harry, mogłyby błędnie uznać tę głupotę za odwagę. Jesteś właściwie również dziwką, wiem, przejrzałem twoje dokumenty. Callum Johnston, no, no, czy to coś w stylu tego jakże częstego „to skomplikowane", czy może po prostu sobie to teraz odbijasz? Żałośnie boisz się samotności, dlatego tak bardzo trzymasz się Harry'ego i wykorzystujesz jego uczuciowość… Masz jakieś ambicje, ale brakuje ci prawdziwej mobilizacji, która umożliwiłaby ci osiągnięcie tego, czego pragniesz, więc zamiast tego masz okropne mniemanie o sobie… być może udało ci się oszukać niektórych ludzi i sprawić, by zaczęli myśleć, że jesteś zadowolona z życia, ale tajemnicze dostawy środków antydepresyjnych sugerują coś zupełnie innego, poza tym jesteś słaba, skoro musisz przyjmować takie pigułki, aby rozwiązać swoje problemy, a nie potrafisz sama stawić im czoła. Co do spraw fizycznych, no cóż, nie jesteś kimś, kogo nazwałbym pięknym. Jesteś zwykła, nakładasz zbyt wiele makijażu, a twoje zachowanie jest zbyt agresywne. Uważasz, że te ubrania sprawią, iż będziesz wyglądała modnie, ale tak nie jest. Sprawiają, że wyglądasz pretensjonalnie i grubo. To kolejne, co mi się w tobie nie podoba, chyba że będziemy próbować wzbudzić u głosujących współczucie, niezbyt pasujesz bowiem do sesji fotograficznych, w których musimy brać udział.
Oczy dziewczyny zaczęły wyglądać na trochę mokre, jej dłonie i szczęki zacisnęły się ze wściekłością.
Znów kontynuował, zatrzymując się wcześniej tylko po to, aby zaczerpnąć oddech:
- Masz psa, a ja nie lubię psów, zatem nie podoba mi się twój przerażający gust jeśli chodzi o zwierzęta. No cóż, to taki mój ogólny pogląd na twój temat, chcesz może, abym wgłębił się w szczegóły tego, co mi się nie podoba również w…
- Tom, na litość boską! Przestań! Jesteś okrutny… - warknął Harry.
- Pytała, kochanie – syknął w odpowiedzi. – …w twojej relacji z Harym, czy może wystarczająco jasno wyraziłem swoją pogardę względem twojej całkowitej i absolutnej bezwartościowości?
Emily wciąż się na niego gapiła, blada jak ściana, sprawiając wrażenie absolutnie wstrząśniętej. A następnie w ciągu sekundy okrążyła stół, uderzyła go mocno w twarz, podczas gdy łzy spływały jej po policzkach, a następnie wypadła z pokoju, kuląc obronnie ramiona.
- Dobra robota, Tom – fuknął Harry. – No naprawdę, dzięki. Tak na przyszłość: następnym razem, gdy moja dziewczyna zapyta cię o coś takiego, lepiej nie udzielaj jej szczerej odpowiedzi. – Potter pognał za nią.
- Miałem na uwadze twoje dobro, mój drogi – zawołał za nim Tom.
3) Pasywno-agresywny sabotaż randek
Biorąc pod uwagę, że prowadzili kampanię polityczną i rzeczywiście mieli w swoim życiu niezliczoną ilość problemów, jego zachowanie naprawdę było uzasadnione.
Miewali kryzysy i ważne było, by Harry nie znikał zbyt często. To nie jego wina, że takie kryzysy tak często pojawiały się właśnie wtedy, gdy Harry był na randce. Szczerze mówiąc, przez połowę czasu zawsze było coś, z czym musieliby sobie radzić, to wydawało się być nieodłączną częścią ich życia. Przez drugą połowę czasu - mógł wyolbrzymiać problem.
Niestety, Harry wydawał się dość szybko go na tym przyłapać i raczej nieźle się wtedy na niego denerwował. Nie przeszkadzało mu to jednak. Osobiście uważał za zabawne chwile, kiedy Harry się o coś denerwował – nie wściekał, ale irytował w łagodniejszy, zrzędliwy sposób, dzięki któremu stawał się jeszcze bardziej drażliwy niż normalnie i skłonny do wybuchu. To było zabawne.
Chociaż sposób ten nie był najbardziej bezapelacyjnym uderzeniem, to miał tendencję do zachwiania i zmniejszenia długości wszystkich związków, zwłaszcza gdy stosowało się go w połączeniu z innymi sposobami.
Przykład: Lucy Coleman.
-.-.-.
Tom wszedł do ekskluzywnej restauracji, rozglądając się przez chwilę, po czym pewnym krokiem skierował się do białego stolika w rogu pomieszczenia.
- Cześć. Lucy, prawda? Muszę pożyczyć twojego chłopaka, stan narodu jest w ryzykowanej sytuacji i takie tam… - powiedział uprzejmie, delikatnie wyciągając Harry'emu z rąk nóż i widelec, umieszczając je na stole, przesuwając już również krzesło Harry'ego. – Chodź, skarbie, idziemy…
- Hej… Tom. – Harry chwycił jego ręce, na całe szczęście najwyraźniej nie zauważając kwaśnego wyrazu, jaki przybrała przy tym twarz jego dziewczyny. – Co, do cholery? Jestem trochę, errr, zajęty, jakbyś nie zauważył.
- Harry, potrzebujemy twojej pomocy. Kampania jest w sytuacji kryzysowej!
- I nie możesz rozwiązać tego problemu beze mnie? – zakwestionował sceptycznie Harry.
- To twoja część kampanii. Wiesz, że nie lubię paprać się z tymi twoimi magicznymi stworzeniami. Poza tym, to do ciebie są przyzwyczajeni, no chyba, że chcesz, by centaury pomyślały, iż ich dobro w tym kraju jest mniej ważne niż twoja chęć pieprzenia się?
Zarówno Harry, jak i Lucy zarumienili się na te słowa i z trudem powstrzymał uśmieszek.
- Co się dzieje z centaurami? – zapytał Harry, wyglądając tak, jak gdyby zaczynał mieć ból głowy.
- Ja... nie mów mi, że naprawdę to rozważasz! – szepnęła ostro Lucy. – To nasza rocznica! – Spojrzała na niego, widocznie starając się być cierpliwa i rozsądna. – Nie możesz przez jedną noc poradzić sobie ze wszystkim bez niego, Tom? Albo przynajmniej kilka kolejnych godzin?
- Obawiam się, że nie. – Westchnął. – Nie byłoby mnie tutaj, gdyby to nie było pilne.
Harry, słysząc to, spojrzał na niego ostro, chociaż wyraz twarzy Toma pozostał całkowicie niewinny.
Poszedł tym razem. A także następnym.
Przy trzecim uległ w końcu prawdziwym zamiarom Toma i jego związek rozpadł się.
Wszystko poszło dobrze.
Fakt, że raz fizycznie przeciągnął Harry'ego za krawat, prawdopodobnie również mu w tym pomógł.
4) Miód i muchy
Ten sposób lubił chyba najmniej i właściwie wyszedł on przez zupełny przypadek. Był to rezultat wzrastającej podejrzliwości Harry'ego co do jego innych metod, w wyniku czego Potter podejmował pewien wysiłek, aby udaremnić mu powtarzanie ich „okrutnego" użycia. Istniała też duża szansa, że nie będą skutkowały tak, jak powinny.
Zalety były takie, że, przynajmniej raz, Harry w najmniejszym stopniu o nic go nie obwiniał i że, jeżeli działał poprawnie, dziewczyna zostawiała Harry'ego.
Wadami było, iż Harry był w wyniku tego sposobu nadmiernie zraniony i jego pewność siebie tylko jeszcze bardziej się przy tym obniżała.
Zmuszony czasami, tylko czasami, do zastosowania swoich uroczych i przyjacielskich masek, sprawiał, że dziewczyny rozwijały względem niego jakieś uczucia – albo raczej umawiały się z Harrym, aby zwrócić na siebie jego uwagę i zbliżyć się do niego. Tom najbardziej nienawidził właśnie ich.
-.-.-.
Tom uniósł wzrok, kiedy Harry wpadł do biura, wyglądając na całkowicie zestresowanego, usuwając się na krzesło przy swoim biurku, pocierając z roztargnieniem coś, co wydawało się wzrastającym bólem głowy.
Skrzywił się lekko, chociaż Harry nie powiedział nic, co byłoby nienormalne (nie żeby spodziewał się, by było inaczej). Jego ramiona były jednak skulone defensywnie, przy czym jego postawa nieco zbyt swobodna, a wyraz twarzy zbyt spokojny.
Nie nawiązał żadnej zwyczajowej rozmowy z ich pracownikami lub nawet z samym Tomem, trzymając to w sobie, kierując spojrzenie wyłącznie na to, czym musiał się zająć.
Tom porzucił na chwilę swoje dokumenty, otwarcie się mu przyglądając.
Harry podniósł wzrok, najwyraźniej wyczuwając jego spojrzenie, i jego przyjaciel ostentacyjnie uniósł brwi, po czym znów wrócił do pracy.
Nie wykonał żadnego wysiłku, by bardziej na niego naciskać, a przynajmniej nie wtedy. Czekał, aż dzień dobiegnie końca i będą musieli wrócić do domu.
Tyle że Harry wydawał się być absolutnie zdeterminowany, aby pracować dzisiaj przez jakąś śmieszną ilość nadgodzin. Była dwudziesta druga, żaden z nich nie jadł nic od lunchu, a wszyscy już dawno udali się do domu.
Przeszedł przez pomieszczenie, opierając się o biurko Harry'ego, krzyżując ręce.
- Plan traktatu pokojowego wciąż tu jutro będzie, skarbie. Chodźmy – polecił mu.
- Idź śmiało – mruknął Harry, nie spoglądając w górę. – Zobaczymy się później.
- Nie. Pójdziesz teraz.
Harry zignorował go i zniecierpliwiony Tom pochylił się nad dokumentami, które po raz kolejny czytał jego przyjaciel, porywając je.
- Tom – burknął Harry. – Teraz to jesteś już po prostu irytujący.
- A ja myślałem, że jestem dobrym przyjacielem – odparł z uśmieszkiem. – Twoja dziewczyna zabiłaby mnie, gdybym pozwolił ci się przepracować.
Harry zesztywniał, jakby powstrzymując się od wzdrygnięcia. Uśmieszek Toma zniknął i uważniej przyjrzał się Harry'emu.
Megan. To miało coś wspólnego z Megan… a przynajmniej tak myślał, że miała na imię…
- Problemy z dziewczyną? – zapytał, trochę niezręcznie. – Mieliście sprzeczkę?
- Zerwaliśmy – stwierdził sucho Harry, tonem, który ucinał wszelkie dalsze pytania.
Tom zmrużył oczy. Tym razem, przynajmniej raz, właściwie nie zrobił nic, aby sabotażować ten związek, zatem nie za bardzo wiedział, na czym polegał problem… Chociaż nie potrafił stłumić radości.
- Dlaczego? – zapytał.
- Po prostu odpuść, okej? – powiedział z irytacją Harry. – Nie chcę o tym mówić. Planujesz oddać mi ten traktat pokojowy?
- Nie, dopóki mi nie odpowiesz – odparł. Harry skrzywił się, po czym po prostu wstał i skierował się w stronę drzwi.
Cóż, to już przynajmniej było coś. Podążył za nim, z łatwością dorównując mu kroku, chociaż wciąż z uwagą mu się przyglądał.
- Nie pasowaliśmy do siebie – oświadczył w końcu Harry. – Zadowolony?
- Dlaczego? Znaczy, według ciebie – dodał. – Osobiście uważam, że od samego początku była nudna i żałosna, ale zakładam, że początkowo musiałeś widzieć ją w bardziej korzystnym świetle, skoro w ogóle zgodziłeś się z nią umawiać…
- Powiedzmy, że podoba jej się ktoś inny – mruknął Harry.
Brwi Toma zmarszczyły się nieznacznie.
- Podczas gdy się z tobą umawiała? – zapytał. – Kto?
Czuł, że zaczyna gotować się w nim niebezpieczny przypływ wściekłości.
- To bez znaczenia – stwierdził lekceważąco Harry, obracając się, by się aportować. Tom złapał przy tym jego ramię, zmuszając go do zabrania go ze sobą, aby Harry nie mógł tak po prostu przed nim zniknąć. Niemniej jednak, pojawili się tylko w ich domu i Harry rzucił mu spojrzenie – prawdopodobnie wiedząc dokładnie, o czym sobie pomyślał.
Odwzajemnił to, absolutnie bez żadnych wyrzutów sumienia.
- Ma znaczenie dla mnie – odparł, jak gdyby ich rozmowa nie została przerwana. Harry skierował się do kuchni, podwijając rękawy.
- Pasuje ci makaron na kolację czy zamówisz sobie coś na wynos? – zapytał zamiast tego były Gryfon.
Harry gotował – był zestresowany. Jego przyjaciel lubił gotować, uważał to za relaksujące, a fakt, że robił to teraz, o dziesiątej w nocy, po całym wyczerpującym dniu kampanii, tylko upewnił go w przekonaniu, że coś było nie tak.
- Makaron jak najbardziej mi pasuje – odpowiedział. Szczerze mówiąc, właściwie raczej lubił, kiedy Harry coś przyrządzał (nie żeby kiedykolwiek mu o tym powiedział). Patrzył na to, jak chłopiec zaczyna gotować wodę, zastanawiając się, jak najlepiej podejść do tematu zerwania.
To było coś nowego, innego niż zazwyczaj; oczywiście, Harry nigdy nie reagował tak na zerwanie. Zwykle po prostu prędzej czy później eksplodował, krzycząc jakąś tyradę w stylu „dlaczego, do cholery, myślała, że jestem gejem?" lub takie tam, by wyrzucić z siebie to wszystko, po czym w jakiś tydzień powracał do normalności.
- Zerwała z tobą – stwierdził, uważnie przyglądając się Harry'emu, szukając potwierdzenia, zanim uniósł brwi. – Och… To ty z nią zerwałeś. To ciekawe. Dlaczego?
- Po prostu zamknij się, dobra? – polecił ostro Harry. – To moje życie, a nie jakaś układanka, która zapewnia ci rozrywkę podczas oczekiwania na jedzenie. Zrób coś użytecznego i przygotuj stół lub po prostu przestań mnie męczyć.
Tom szukał w swojej głowie możliwych powodów, dla których Harry mógłby zerwać coś, co wydawało się być właściwie udanym związkiem. Powiedział, że podobał jej się ktoś inny.
- Zdradziła cię? – zapytał, przenosząc się, aby móc lepiej przyglądać się twarzy Harry'ego. Jeżeli tak… W ciszy wymyślał plan zemsty.
- Nie, po prostu wolała kogoś innego, jestem pewien, że wkrótce się o tym dowiesz – odpowiedział krótko Harry, odsączając makaron z wody i dodając do niego sos. – A tak w ogóle, skoro ja gotuję, ty zmywasz.
Tom zamrugał na to stwierdzenie, chociaż nie zaprotestował, bardziej skoncentrowany na swoich obecnych szlakach myślowych.
Wkrótce się dowiesz… przez gazety lub dlatego, że zakochała się w kimś, kogo znał, zatem zbliży się do nich, dzięki czemu sam dowie się o tym… Och.
Wspomnienie momentów, w których przebywał wraz z Harrym i… Megan (prawda?) mignęło mu przed oczami.
- Och… O nie – mruknął. Harry spiął się jeszcze bardziej.
- Taak – mruknął. – Jak powiedziałem, po prostu odpuść… dobra?
Harry zaczął zanosić makaron na stół, zaciskając mocno szczęki.
- We mnie? – upewniał się Tom. – Ona… ona zakochała się we mnie?
Odrażające. Niemal skrzywił się na samą myśl.
- Wolę o tym nie rozmawiać – oświadczył sztywno Harry, siadając, nakładając sobie jedzenie. Tom również zajął miejsce, tam, gdzie zwykle.
Przez chwilę jedli w milczeniu. To było dobre jedzenie, zresztą niczego gorszego nie oczekiwał.
Znów się przez chwilę zastanawiał, po czym wstał, udając się do kuchni po kieliszki i wino. Podał jeden Harry'emu, unosząc brwi.
Harry wziął go, rzucając na niego liczne zaklęcia, które sprawdzały czy nie dodał do niego czegoś „nienaturalnego".
- Ranisz me serce, kochanie – powiedział sucho. – Tyle czasu minęło, a ty wciąż mi nie ufasz…
- Tyle czasu mięło, a ja tylko coraz lepiej cię poznaję… Dlaczego, do diabła, oczekujesz, że miałbym ci zaufać? – zripostował żartobliwie Harry, chociaż w jego głosie brakowało zwykłej dźwięczności i iskry.
Tom uśmiechnął się złośliwie, ale nie zaprotestował. Bez słowa stuknęli się swoimi kieliszkami i kiedy Harry praktycznie natychmiast wychylił swój, jeden jedyny raz tego nie skomentował.
Bez względu na to, jak zadowolony był, że Harry rozstał się z Megan Kissinger, nie był usatysfakcjonowany.
- Ja… przepraszam – oświadczył, czując się nieswojo mówiąc takie rzeczy. Harry przewrócił oczami.
- To raczej nie twoja wina, przypuszczam, że nie zachęcałeś jej do tego?
- Jakbym mógł – rzucił lekceważąco Tom, zjadliwie, po czym spoważniał. – Ja… nie zrobiłbym tego. Nie tobie.
Harry wpatrywał się w niego przez chwilę, po czym jeszcze raz skinął głową, ostro.
Tym razem cisza była trochę mniej niezręczna, chociaż uwaga Harry'ego wciąż była raczej dosadnie skierowana gdziekolwiek indziej niż na niego. I pił może trochę zbyt dużo i zbyt szybko.
- Zatem, ona jest świrnięta, czy co? – zapytał.
Harry roześmiał się.
I później, znacznie później, Tom wymknął się w nocy, aby złożyć tej dziewczynie wizytę.
W końcu, jej status dziewczyny Harry'ego był jedyną rzeczą, która sprawiała, że zachowywał się względem niej uprzejmie…
5) Groź celowi
Plusy: była to prawdopodobnie najbardziej satysfakcjonująca metoda.
Minusy: to sposób, w którym trudno odnieść sukces, o wysokim wskaźniku ryzyka i jak na jego gust nieco zbyt bezpośredni, zatem stosowany tylko w sytuacjach krytycznych.
Było tak wiele rzeczy, które mogły pójść źle przy tej metodzie, zatem musiał być bardzo ostrożny, kiedy wprowadzał go w życie.
Przypadek: Pansy Parkinson.
Poza dość zauważalnym incydentem z „małżeństwem", który miał ostatnio miejsce, już wcześniej miał kilka starć z tą konkretną dziewczyną. Jak na Ślizgonkę, a nawet więcej, jedną z jego Śmierciożerców, trzy szczęśliwe razy zajęło jej zrozumienie, że powinna się wycofać.
Pierwszy raz był na ich piątym roku, kiedy jako pierwsza, w celu zapewnienia sobie bezpiecznej pozycji w hierarchii ich Domu, zaczęła okazywać zainteresowanie Harrym.
Jego przyjaciel, niestety, oszczędził tę głupią dziewczynę przed zaznaniem czegoś więcej niż tylko krótkiego i chwilowego upokorzenia i usłyszenia kilku ostrych słów. Osobiście wolałby użyć ostrego noża, ale raz na jakiś czas musiał się z wielkim bólem przed tym powstrzymać, aby uspokoić poczucie moralności Harry'ego.
Pierwszy raz był chyba jego najbardziej subtelnym ostrzeżeniem, ale, no naprawdę, miał nadzieję, że uda jej się je zrozumieć. Najwyraźniej jednak tak nie było; jej umiejętność do trwania przy złudzeniach wydawała się niemal na tym samym poziomie, co Lestrange'a.
Za drugim razem był bardziej dosadny – dziewczyna przypadkowo upadła ze schodów, po spędzeniu całego czasu na kokietowaniu Chłopca, Który Przeżył.
Problem z przekonywującym upozorowaniem tego jako wypadku i ograniczeniu osobistego zaangażowania z powodu umowy, jaką zawarł z Harrym, był taki, że jego rola była tak całkowicie przekonywująca, że dziewczyna nie połączyła kropek i nie zorientowała się, za co została ukarana.
Niemniej jednak, połamane kończyny trzymały ją w ryzach, nawet całkiem dosłownie – w ryzach szpitala. Niestety, Harry również tam ją odwiedził, czując jakieś absurdalne poczucie winy lub coś takiego. Szybko jednak rozproszony został przez huragan życia.
Uderzenie trzecie, przy jej najbardziej zuchwałym narzucaniu się, w końcu wbiło jej do głowy to, co chciał jej od początku przekazać i już w żaden sposób nie wysilał się, aby ukryć za jakimś miłym uśmieszkiem co by się naprawdę stało, gdyby znów śmiała podejść do Harry'ego w taki sposób. Ale naprawdę, jej reakcja była przecudowna, nawet jeśli wybuch temperamentu Harry'ego był początkowo potencjalnie problematyczny.
Ogólnie rzecz biorąc jednak, działało to bardzo dobrze… i, być może, pośrednio był to najefektywniejszy ze wszystkich sposobów.
+ 1 – Zajęty!*
Byli na corocznym Ministerialnym Balu Letnim i nawet po kilku latach uczęszczania na niego, Harry wciąż czuł do niego równie wielki wstręt, co na początku.
Tom zawsze domagał się, by wszyscy ich współpracownicy i ludzie, z którymi się zadawali, wystroili się w najlepsze ubrania, i choć jedwab z akromantuli z całą pewnością nie był trudny do noszenia, to Harry i tak zawsze czuł się w nim niezręcznie, jak bawiące się w przebieranki dziecko.
Oczekiwano od niego, że będzie pamiętać o swoim stroju, chociaż Tomowi i tak zawsze, ilekroć temat choćby odrobinę zbliżał się do zasad dobrego wychowania, udawało się wymyślić jakiś cięty komentarz na ten temat.
Tym razem na balu nic się nie zmieniło, za wyjątkiem tego małego faktu, że on i Tom rzeczywiście przyszli, no cóż, razem. Czuł się z tym nieco dziwnie, gdyby miał być całkowicie szczery sam ze sobą, chociaż nie jakoś źle.
Głównie jednak każda zmiana w stylu ich życia, związana z modyfikacją ich relacji, nastąpiła dość płynnie, zatem nie pojawiły jakieś szczególne, istotne zmiany, za wyjątkiem może malutkiej różnicy w sposobie, w jaki siebie traktowali. A nawet i to nie do końca.
Tom nie był zbyt uczuciowy lub coś w tym stylu i właściwie w ogóle nie zmienił swojego zachowania, poza tą całą sprawą z okazjonalnym pocałowaniem go. Tak czy inaczej, nie było żadnej presji.
Na balu obaj zachowywali się tak samo jak zwykle i mieli te same obowiązki wmieszania się w tłum – zresztą i tak zawsze w dużej mierze byli zestawiani w parę.
Chociaż niektórym ludziom, homofobom, nie podobał się pomysł, że mogliby być ze sobą powiązani w taki sposób, niepokojąca ich ilość w ogóle nie zauważyła żadnej zmiany. Po prostu zakładali, że przestali „udawać".
Przypuszczał, że „wyjście na jaw" czy coś w tym stylu było proste, skoro wszyscy i tak już przez jakieś ostatnich pięć lat wciąż mówili, że byli w sobie zakochani albo że łączy ich jakiś skrywany przed wszystkimi związek…
Nie żeby kiedykolwiek to właściwie ogłosili lub okazywali to publicznie, oficjalnie. Ludzie widzieli, co widzieli i zakładali to, czego nie widzieli.
Zrobił sobie chwilową przerwę od tańca, martwienia się o to, by przypadkiem nie powiedzieć komuś czegoś, czego nie wypada, bycia perfekcyjnym i cały czas politycznie poprawnym. Usiadł na chwilę przy barze i rozkazał podanie sobie Ognistej Whisky.
- Stawiam to – powiedział za nim głos, przesuwając po blacie kilka galeonów, zanim mógłby sam za siebie zapłacić. Odwrócił się.
- Nie trzeba, naprawdę… – zaczął.
- Bzdura – oświadczyła dziewczyna - Felicja, aurorka, jak podpowiadał mu głosik w głowie - machając beztrosko ręką, uśmiechając się. – Pozwól mi na to.
Harry odpuścił po chwili, jedynie podnosząc kieliszek w toaście, już nieco przyzwyczajony do takich sytuacji, nawet jeśli pewne pozostałości po czasach, które spędził w przeszłości sprawiały, że czuł się dziwnie, iż to kobieta jest osobą, która kupuje mu drinka.
- Na zdrowie – odpowiedział zamiast tego z uśmiechem. – Jestem ci winien kieliszek.
- Jakoś to przeżyję. – Mrugnęła do niego i Harry roześmiał się, chociaż czuł się absolutnie niezręcznie.
Gawędzili przez chwilę i było to dość przyjemne. Była inteligentnym rozmówcą i wszystko wskazywało na to, że ten bal wywołuje u niej taką samą odrazę, co u niego.
Zrobiło się jednak nieco niezręcznie, kiedy wraz z każdym kolejnym drinkiem subtelnie zaczęła pochylać się coraz bliżej w jego stronę.
Podejrzewał, że nie było to coś, co robiłaby normalnie – oczywistym było dla niego, że była to sprawka drinka, połączonego ze stresującą pracą i dyskomfortem spowodowanym uczestnictwem w balu ministerialnym. Była też młoda i wystarczająco niezaznajomiona z tym wszystkim, by nie zdawać sobie jeszcze sprawy, że serwowany tutaj alkohol był silniejszy niż normalny.
Spróbował łagodnie odebrać jej drinka, zanim zrobiłoby się kłopotliwie, bo to naprawdę nie była jej wina.
Z roztargnieniem uniknęła tego, po czym nagle obdarzyła jego usta pocałunkiem i oświadczyła, że chce z nim zatańczyć.
Był właśnie ciągnięty w stronę parkietu, kiedy Tom pojawił się u jego boku, uśmiechając do nich.
- Ach, tu jesteś, Harry – przywitał się dziedzic Slytherina z niemal przerażającą uprzejmością. Zanim mógłby zrozumieć, co się dzieje, ręka Felicji opuściła jego własną i na jej miejscu pojawiła się ręka Toma. Młody Czarny Pan cały czas się uśmiechał, ale jego uścisk był mocny i po chwili Harry został przyciągnięty bliżej Riddle'a.
Wyraz twarzy Felicji uległ jakiejś zmianie.
- Ja… och – mruknęła. – Czy wy dwaj…? – Zarumieniła się, wyglądając na niewiarygodnie zakłopotaną. Harry'emu mimowolnie zrobiło się jej żal – partia jego i Toma była najprawdopodobniej jedną z najmłodszych na całej imprezie.
- Tak – oświadczył stanowczo Tom. – Jesteśmy.
Jego ciemne spojrzenie wbijało się w aurorkę, która nagle wyglądała tak, jak gdyby wolała już znajdować się na polu pościgu morderców.
- Nie wiedziałam – szepnęła, spoglądając na nich. – Przepraszam.
- Cóż, teraz wiesz – odparł Tom z nutką chłodu. W następnej sekundzie Harry zorientował się, że znów porusza się po parkiecie, tyle że tym razem z Tomem jako partnerem.
Uniósł brwi.
- Jesteśmy trochę zaborczy, co? – drażnił się cicho. – Nie wiedziała, zresztą prawdopodobnie niemal na śmierć przeraziłeś tę biedną dziewczynę, atakując ją w taki sposób… I kto w ogóle, do cholery, powiedział, że to ty będziesz prowadził? – dodał, komentując ich taniec, krzywiąc się przy tym.
- To ja prowadzę, bo jestem wyższy i tańczę lepiej od ciebie – odparł Tom, a jego oczy błyszczały, ukazując, że uśmiechał się w duchu, chociaż i tak wciąż bardzo obecna była w nich wielka ilość zaborczości. Harry mimowolnie zaczął zastanawiać się, czy stanie się to jakimś problemem, ale Tom już kontynuował: - I tak, jestem bardzo zaborczy. Powinieneś już o tym wiedzieć.
- Wiem, ale w naszej pracy tak jakby zmuszony jestem do tańczenia z innymi ludźmi… - zauważył Harry, mając nadzieję, że Tom nie widział wszystkiego, co stało się przy barze.
- I pozwalania im, aby cię całowali?
Cholera.
- To nie była moja wina! – zaprotestował. – Cholera jasna, to nie tak, że się tego spodziewałem.
- Powinieneś spoliczkować ją za taką zuchwałość – odpowiedział niebezpiecznie Tom, wzmacniając swój uścisk, lekko wbijając paznokcie w jego garnitur.
- Była pijana. Nie wiedziała. I to się nie powtórzy. Zostawmy to – wymamrotał Harry, czując się niezręcznie.
- Nie wiedziała… ale ty powinieneś wiedzieć lepiej – mruknął niebezpiecznie Tom. Harry skrzywił się.
- Wiesz… – powiedział po chwili, drażniąc się z chłopcem, bo, szczerze mówiąc, bez względu na to, jaki był status ich związku, tak właśnie się zawsze zachowywali - …nie masz prawa być taki wkurzony, bo nigdy właściwie w żaden sposób nie ogłosiliśmy na siebie żadnej wyłączności… cholera, nic nigdy nie ogłosiliśmy.
- Nie? – Tom znów miał teraz na twarzy ten niepokojący uśmiech. – Mój błąd.
W następnej sekundzie Tom przeciskał się ku podium, ciągnąc go za sobą za rękę, ignorując jego pełne wysiłku próby zatrzymania go.
- Przepraszam bardzo – zawołał młody Czarny Pan, uciszając nieco pomieszczenie.
Harry zbladł.
- Och nie… Tom, nie waż się… - zaczął.
Tom zignorował go, wysyłając kolejny rozbrajający uśmiech.
- Chciałem tylko uniknąć dalszych nieporozumień: Harry jest ze mną. Co znaczy, że się ze mną umawia. Co znaczy, że jest mój i poza waszym zasięgiem. Bardzo dziękuję wszystkim za przybycie i mam nadzieję, że spędzą państwo tutaj miły wieczór.
Nastąpiła niezręczna cisza.
Harry oparł się pokusie schowania twarzy w dłoniach lub pozwolenia, by ziemia pochłonęła go w całości, rumieniąc się wściekle.
- Nie mogę uwierzyć, że właśnie to zrobiłeś – powiedział stanowczo, kiedy po chwili pokój znów wypełnił się taką samą ilością dźwięku co wcześniej, a ludzie w nim byli w głównej mierze rozbawieni całą sytuacją. – Jesteś niemożliwy.
Tom pocałował go w usta, miażdżąc je, po czym znów wyszarpał go z podium.
- Stwierdziłem, że będziesz wolał to od koszuli z napisem „własność Toma Riddle'a" z przodu, a z tyłu: „jeśli zagubiony, proszę zwrócić pod ten adres" – wycedził młody Czarny Pan.
Harry zamrugał.
- Mam szczerą nadzieję, że był to żart, bo wywołalibyśmy niezły skandal, gdybym cię teraz uderzył.
Tom jedynie uśmiechnął się do niego.
- Oczywiście, że to żart, kochanie – zapewnił go.
Błysk w jego oczach mówił zupełnie coś innego.
- Idź lepiej zatańczyć z Hermioną, zanim cię uderzę.
* jeżeli ktoś wiąże to wyzwanie z alternatywą „Logicznie wytłumaczalne", to „+1" ma miejsce po opisywanych w niej wydarzeniach.
