Hatsu wyszła przed pałac Hokage. O dziwo, Kakashiego nigdzie nie było. „A tak chciałam z nim porozmawiać. Trudno, trzeba go poszukać" pomyślała.
Najpierw poszła do jego domu. Pochodziła trochę dookoła, wreszcie zdecydowała się wejść do środka. Podeszła do drzwi i zapukała. Raz, potem drugi i trzeci. Nic z tego. Nikt nie otwierał. „Albo go nie ma, albo nie chce mnie wpuścić." Postanowiła potraktować drzwi wytrychem. Już miały się otworzyć, gdy nagle na dziewczynę spadł deszcz shurikenów. „W porządku, nie jestem tu mile widziana. Bez klucza nie otwierać. Zmyślne…" Wpadła na pomysł, aby poszukać go na polu treningowym.
Dotarła tam po jakichś dziesięciu minutach, ale nigdzie nie mogła znaleźć Hatake. Na polanie były tylko dwie osoby: Naruto i ciemnowłosy mężczyzna z ochraniaczem na twarzy. Mężczyzna wyglądał na młodszego o kilka lat od Hatsu. Obaj walczyli.
Już chciała podejść i zapytać, czy nie widzieli gdzieś Kakashiego, gdy nagle ciemnowłosy uformował pieczęcie, tworząc drewnianą barierę, by zasłonić się przed ciosem chłopaka. Siła tego ciosu była na tyle duża, by rozbić tarczę w drzazgi. Pęd popchnął Naruto w stronę mężczyzny, ten jednak zrobił unik i zręcznie podciął nogi chłopakowi. Walka była skończona.
- Yamato-taichou (kapitanie Yamato), jesteś niesamowity! – to powiedziała Sakura, siedząca nieopodal pod drzewem. Tamten jednak nie zwrócił na nią uwagi. Odwrócił się, wyrzucając w stronę Hatsu kunai. „Zauważył mnie." Złapała ostrze jakieś dziesięć centymetrów od swojej piersi. Widząc to, mężczyzna nazwany Yamato ruszył w jej kierunku, ale Naruto, widząc, co się święci, krzyknął:
- Zatrzymaj się, Yamato-taichou, ona jest przyjacielem!
Uznała, że będzie traktować go jak powietrze, dopóki nie podejdzie i nie przeprosi za ten bezpodstawny atak.
- Naruto-kun, wszystko w porządku?
- Nic mi nie będzie - odparł Uzumaki. – To tylko lekkie zadrapania.
- Nie wiecie może, gdzie znajdę Kakashiego?
- A czego od niego chcesz? – Zapytał Yamato.
„Jego tu nie ma" powiedziała sobie w myślach.
- A więc nie wiecie? Bardzo mi zależy, żeby się z nim spotkać…
- Niestety… - odparła Sakura. – Ostatni raz widzieliśmy go wczoraj…
- Trudno. To muszę go poszukać gdzie indziej…
W tym momencie poczuła zimny metal na szyi.
- Nie lubię, kiedy ktoś mnie ignoruje – powiedział ostrym tonem czarnowłosy wojownik. – Odpowiesz mi czy nie?
- Lepiej zabierz ten kunai z mojej szyi. Albo inaczej…
- Inaczej co?
Hatsu nie zadała sobie trudu, by odpowiedzieć. Po prostu złapała mężczyznę za ramię i przerzuciła go przez plecy. Potem wykręciła mu rękę.
- Ze mną naprawdę nie warto zaczynać, młody… - Powiedziała, uśmiechając się złowieszczo.
- Co się tu dzieje? – usłyszała znajomy głos. „Wreszcie… Ja cię szukam, a ty sam się znajdujesz…" Poczuła lekkie szarpnięcie i zobaczyła, jak Kakashi pomaga wstać Yamato. Hatsu pomyślała:
„Jeśli go przeprosisz za moje zachowanie, trzasnę cię. Ten młody musi nauczyć się szacunku dla kobiet."
Kakashi jednak nic nie powiedział. „Muszę coś zrobić, bo znowu mi zwiejesz. Nie mam ochoty latać za tobą po całej wiosce."
- Muszę z tobą porozmawiać – powiedzieli jednocześnie.
„Jak rodzeństwo…" pomyślała Sakura.
- Więc, o czym chcesz rozmawiać? – zapytał Kakashi.
- Nie moglibyśmy pomówić na osobności? – spytała Hatsu.
Kakashi zrozumiał, że chodzi jej o Yamato.
- Mam do niego pełne zaufanie. Możemy rozmawiać tutaj.
„Ale ja nie mam…"
- W takim razie, nie ma co z tego robić tajemnicy. Naruto, Sakura, chciałabym was powiadomić, że jestem siostrą Kakashiego, zamieszkam w tej wiosce na stałe i zostałam dołączona do waszej drużyny.
Wyglądali, jakby w nich piorun trzasnął. Korzystając z tego, że jego studentów zatkało, Hatake zapytał:
- Więc czego chciałaś się dowiedzieć?
- Po prostu chciałam się upewnić, czy z tobą wszystko w porządku. Ach, i jeszcze chciałam zapytać, o której zaczynamy jutro zajęcia – dodała z uśmiechem. – A czego ty chciałeś ode mnie?
- Chciałem przeprosić za moje wcześniejsze zachowanie. Poniosło mnie.
- Wybaczam. Dla mnie ta wiadomość to też był wstrząs. Dalej nie potrafię w to uwierzyć. Nie chodzi o to, czy uważam cię za wroga, czy też nie. Po prostu całe życie żyłam w przeświadczeniu, że mogę liczyć tylko na siebie, bo poza mną nikogo nie mam.
Pierwszym, który odzyskał mowę był Yamato.
- A więc to prawda… Na początku nie potrafiłem w to uwierzyć… W każdym razie – zwrócił się do Hatsu – powinienem cię przeprosić. Myślałem, że jesteś kryminalistką…
- Na przyszłość – nie myśl tyle – odparła dziewczyna. – Tak w ogóle, to z kim mam przyjemność?
- Nazywam się Yamato. Miło mi cię poznać, Tamagawa Hatsu. A może powinienem mówić Hatake Hatsu?
- Może zostawmy na razie nazwiska. Wystarczy po prostu Hatsu.
Naruto nadal wyglądał na wstrząśniętego, natomiast Sakura powiedziała:
- Zostajesz w wiosce? To wspaniale! Już się bałam, że odejdziesz, a wtedy coś mogłoby ci się stać.
- Jeszcze się nie ciesz, Sakura. Jeszcze zdążycie mieć mnie dość. A co do tego odejścia, rzeczywiście planowałam odejść natychmiast, jak skończą się przesłuchania. Właśnie, dzięki za poręczenie o mojej niewinności, Kakashi.
- Ledwie zrobiłabyś krok poza bramy wioski, ANBU by cię mieli. – stwierdził Yamato.
- Nie tak prosto, przyjacielu. Wtedy mnie złapali, bo dałam się im znaleźć. – Prawie użyła słowa „złapaliście". Nie chciała mieć kłopotów tak od razu. Yamato też to zauważył. Odkaszlnął i powiedział:
- Na dzisiaj koniec treningów, Naruto. Wybaczcie, ale muszę coś załatwić. – I już go nie było.
Sakura zaproponowała:
- Naruto, idziemy na ramen?
- Jasne! – wykrzyknął tamten. – Z tobą zawsze, Sakura-chan!
Kiedy się oddalili, Kakashi stwierdził:
- No i zostaliśmy sami.
- To co, my również wracamy?
- Żartujesz? Powinnaś rozpocząć naukę jak najwcześniej.
- To od czego zaczniemy?
- Od sprawdzenia, co już wiesz i czego nauczył cię Sakana…
Zaatakował bez ostrzeżenia. Za każdym razem, gdy próbował walki wręcz, ciosy były blokowane lub unikane, podobnie, gdy atakował bronią. Ale gdy użył ninjutsu, Hatsu padła jak długa na ziemię.
„A więc tu jest pies pogrzebany… Walka wręcz idzie ci świetnie, tak samo techniki walki bronią. Ale nie posiadasz choćby minimalnej wiedzy na temat chakry i jej zastosowania… Trzeba to będzie nadrobić…" pomyślał.
- Dowiedziałem się, czego chciałem się dowiedzieć. Możemy wracać.
Odwrócił się, sądząc, że siostra pójdzie za nim. Zdziwił się, gdy za plecami usłyszał głos:
- Kage bunshin no jutsu!
Zaatakowały go dwie Hatsu. Zrobił unik przed jednym nożem, a drugi zablokował. Zamachnął się nożem na tą drugą postać. Myślał, że zniknie, bo trafił w klona, więc lekko się zdziwił, gdy dziewczyna zamieniła się w drewnianą kłodę. „Kawarimi no jutsu?" pomyślał. Nie miał czasu na zastanawianie się, gdyż pierwsza postać unieruchomiła go wykręcając mu rękę.
- Henge! – usłyszał gdzieś za swoimi plecami. Zaatakował go duży, szary wilk. Nie mając czasu na dyskusje, mocno kopnął wilka, który poleciał parę metrów i zamienił się w dziewczynę. Klon za jego plecami zniknął. Wolnym krokiem podszedł do leżącej.
- Nie spodziewałem się, że jednak znasz ninjutsu. Kto cię tego nauczył?
- Sama się nauczyłam… To wszystko, co potrafię.
- Rozumiem. W każdym razie, na dzisiaj to koniec. Zbierajmy się do domu, bo jutro musisz wcześnie wstać.
- Tak jest, sensei…
