- Kunzite? Co ty tutaj robisz? – zapytała Księżniczka Wenus nieformalnie, z zaskoczenia rezygnując nawet ze zwykłego oficjalnego tonu.

Kunzite na jej widok stanął jak wryty, chociaż przecież mógł się jej tutaj spodziewać. Królewna Beryl stojąca obok niego poprawiła uścisk na jego ramieniu i popatrzyła na generała ze zmarszczonymi brwiami. To spotkanie komplikowało sprawę.

- Szukam Księcia Endymiona – powiedział Kunzite i poruszył się, jakby nagle poczuł się bardzo niekomfortowo.

Wzrok Wenus podążył na jego zgięte ramię, na którym spoczywała dłoń Beryl. Coś zabolało Minako w środku bardzo mocno, chociaż przecież minęły już dwa miesiące odkąd przestali się do siebie odzywać. Była nawet całkiem przekonana, że jest na niego obrażona. Porządnie nagadała na niego przed innymi Czarodziejkami.

Zwykle wystarczyłoby jej odpowiedzieć na podstawie ogólnego raportu o stanie Pałacu. Jednak akurat zdarzyło się, że Wenus godzinę temu uzyskała informacje z pierwszej ręki.

- Książę jest w swoich komnatach i dokładnie określił, że nie życzy sobie żeby ktokolwiek mu przeszkadzał. Osobiście prosił mnie o wydanie strażnikowi odpowiednich rozkazów – powiedziała chłodno – Generał Zoisite prosił już wcześniej o posłuchanie, ale o ile wiem nie udało mu się nic zdziałać. Wasz dowódca ma dzisiaj wyjątkowo kiepski humor – zakończyła.

Beryl czuła, że ramię Kunzite'a lekko się napręża, tak jakby chciał je wyjąć z jej uścisku. Poprawiła więc trochę dłoń, powoli próbując go uspokoić i pogłaskała jego rękę końcówkami palców. Niech się nie stresuje, nie ma się czym przejmować. Porozmawiają i rozejdą się, to i tak nie wpłynie na to co sobie zaplanowali. Ten facet stanowczo za bardzo emocjonalnie reagował. No ale cóż, był przynajmniej szczery i można było mu ufać.

- Dziękuję za informację – wyszło z ust Kunzite'a, jakby nie swoim głosem – Mimo wszystko spróbuję.

- Bardzo proszę, do widzenia – Minako odwróciła się na tyle szybko, że to, że nie spojrzała mu w oczy nie można było uznać za nietakt ani żadne nieobojętne zachowanie.

- Do widzenia – powiedziała Beryl uśmiechając się uprzejmie w stronę pleców Księżniczki Wenus, która chciała oddalić się jak najszybciej.

Ruszyli przed siebie i już za chwilę rytmiczny stukot obcasów, który generał znał tak dobrze ucichł zupełnie.

Beryl odwróciła się do Kunzite'a.

- Teraz wiedzą, że jesteśmy w Pałacu.

Kunzite odetchnął nerwowo.

- Nie musiałaś tego robić – powiedział.

- Robić czego?

- Trzymać mnie ze ramię w ten sposób.

- Nic się nie stało, nie denerwuj się od razu – kontynuowała Królewna z lekkim zniecierpliwieniem. Nieco zaostrzyła ton zauważając, że nie chce na nią spojrzeć.

- Posłuchaj – powiedziała ale nie zatrzymała się. Nie było czasu – Wiem, że jeszcze się z tym borykasz, ale możesz wszystko wyprostować kiedy skończymy to co robimy teraz. Zdecydowałeś się i pozostawaj przy swoim. Załatwimy sprawę z Endymionem, to przyjdzie czas na wszystko inne.

Kunzite nie odpowiedział, ale odsunął się znacznie w bok.

Puściła jego rękę i poszli w kierunku komnat gościnnych.

- Teraz będziemy musieli zawiadomić Królową Serenity o naszym przybyciu. Ale to tylko formalność, zajmę się tym.

- Zoisite nas wyprzedził – odezwał się Kunzite przerywając tok jej myśli.

- Nie wiadomo. To, że przyjechał tutaj pierwszy nie znaczy, że udało mu się zobaczyć z Endymionem. Jak widać kaprysy twojego Księcia mogą się czasem do czegoś przydać. Jeśli nikogo nie chce do siebie wpuścić to tym lepiej dla nas.

Beryl urwała, widząc że doszli na miejsce. Pod złoconymi rzeźbionymi drzwiami do komnat ziemskiego władcy stał Zoisite i z oburzoną miną tłumaczył coś strażnikowi gwałtownie gestykulując.

Natychmiast jednak zauważył nowo przybyłych i odwrócił się w ich stronę zaskoczony.

- Kunzite! – zawołał i natychmiast skupił wzrok na postaci Beryl – Co ona tutaj robi? Słuchaj, cokolwiek planujecie zrobić…

- Dobry wieczór, panie generale – odezwała się Królewna i uprzejmie dygnęła na powitanie – Musi pan być okropnie zdenerwowany skoro zapomniał nas pan powitać. Proszę się uspokoić, może możemy w czymś pomóc.

Zoisite patrzył na nią z pomieszaniem zaskoczenia i nieufności. Był rozgorączkowany i czerwony na policzkach.

- Usłyszeliśmy przed chwilą od Księżniczki Wenus – kontynuowała Beryl – że Jego Wysokość jest dzisiaj w wyjątkowo złym humorze i dlatego postanowiliśmy zobaczyć, czy nie damy rady jakoś go pocieszyć.

Młoda kobieta cały czas uśmiechała się przyjaźnie, jednak Zoisite nie odwzajemnił jej uprzejmości.

- Macie pecha, że dotarłem tu przed wami. Jeśli chcecie tam wejść, to jedynie po moim trupie.

Młodego generała łatwo ponosiły emocje. Wyglądał na zdeterminowanego i zupełnie nie dbał o zachowanie pozorów zwykłej rozmowy, przez co stojący obok niego strażnik pałacowy patrzył na niego z coraz większym zdziwieniem.

Beryl zmarszczyła lekko brwi. Może powinna od razu zająć się nim, nie zważając na obecność strażnika. Nie zdążyła jednak podjąć decyzji kiedy ze środka komnaty dał się słyszeć wybuch.

Zoisite momentalnie skoczył w stronę drzwi, odtrącił bez trudu strażnika i otworzył je na oścież. Ze środka wydobyły się kłęby dymu, przez które widać było poniszczone i nadpalone sprzęty.

Zoisite wypuścił przed siebie wyładowanie energii na kształt piorunu, które jednak zostało natychmiast rozładowane. Wśród dymu ukazała się sylwetka Nephrite'a.

- Księcia tutaj nie ma – powiedział.

Demando siedział na tronie jak każdego dnia. Wracał do siebie dopiero wieczorem, kiedy dokończył podpisywanie wszystkich decyzji i przeglądanie raportów z sytuacji w państwie.

Specjalnie zwolnił swojego prywatnego sekretarza. Chciał żeby nawał papierkowej roboty odwrócił jego uwagę od myśli, że jego życie nie ma właściwie sensu.

- Wasza Wysokość – odezwała się Emeraude stojąca przy oknie w milczeniu od pięciu minut – Wyjątkowo ładny dzisiaj dzień, nie sądzisz Książę? Już dawno nie było tak ładnego dnia. Aż chce się wyjść na chwilę z pałacu…

Emeraude była nastawiona na to że będzie kontynuować swój monolog jeszcze przez co najmniej kilka minut, jak to robiła zwykle wobec obojętnego milczenia władcy Czarnego Księżyca. Tym razem jednak przerwała nagle widząc, że Demando podniósł wzrok i popatrzył przez okno. Jakakolwiek reakcja z jego strony była tak nieoczekiwana, że dziewczyna zastygła urywając wpół zdania.

- Rzeczywiście – odezwał się Książę – Masz rację.

Patrzył chwilę, po czym zwrócił wzrok na postać stojącą obok niego.

- Wydaje mi się jakbym po raz pierwszy od bardzo długiego czasu zobaczył słońce. Powiedz mi, Emeraude, czy na Czarnym Księżycu było tak ciemno, czy to tylko moje subiektywne odczucie?

- Nie, Książę. Pogoda rzeczywiście była nie do zniesienia – Emeraude w jednym momencie poczuła, że wraca jej całe zafascynowanie tym mężczyzną. Jeszcze przed chwilą, zrezygnowana, wydawała się sama sobie przekonana że zerwanie tej znajomości jest najlepszym i całkowicie racjonalnym wyjściem. Teraz kiedy Książę wyraził chociaż małą chęć rozmowy, Emeraude od razu nakręciła się z powrotem.

Demando przeciągnął się odsuwając od siebie nieznacznie kartkę papieru, którą przeglądał i zwrócił wzrok na dziewczynę.

- Co u ciebie słychać? Dawno nie mówiłaś nic o sobie.

Emeraude zatrzepotała rzęsami i zaczęła mówić. Najpierw jeszcze ostrożnie, potem kiedy upewniła się, że Książę nie odwrócił się obojętnie, ale nawet lekko uśmiechnął, rozgadała się na całego. Machała przy tym swoim nieodłącznym wachlarzem z puszystych piór i co chwilę poprawiała włosy, lub szczegóły uwodzicielskiej pozy w jakiej stała.

Widząc to Demando uśmiechnął się jeszcze bardziej.

- Jak się dzisiaj czujesz, Książę? – zapytała wreszcie dziewczyna podchodząc blisko tronu. Mówiła zza wachlarza, który zdawał się łaskotać jej idealnie biały pudrowany dekolt oczywiście wcale go nie zasłaniając. Ale Demando zauważył, że w zaaferowaniu Emeraude z każdą chwilą powoli zapominała o kreowaniu swojej uwodzicielskiej postawy.

- Właśnie jakoś zupełnie niespodziewanie poczułem się lepiej. Może przez to, że chmury wreszcie się nieco przerzedziły.

Uśmiechnął się znowu.

Emeraude przysunęła się, cała w napięciu. Byli przecież sami. Nadarzała się okazja żeby ich znajomość posunęła się nieco dalej. Może ten nastrój zbliży ich do siebie?

- Dziękuję ci, że starałaś się mnie pocieszyć – powiedział Książę – Doceniam to, że się mną opiekowałaś. Moje rany już w zasadzie się zagoiły, więc niedługo ustalę datę pojedynku z tym ziemskim Księciem i naprawię naszą nadszarpniętą reputację.

Znów zaczynał układać plan działania. Emeraude słuchała opierając lekko dłoń na oparciu tronu i serce biło jej coraz szybciej. Zaczęła mówić o tym jak wielka będzie klęska i wstyd władcy Ziemi kiedy przegra starcie z Demandem.

- Chciałem cię o coś poprosić – powiedział Książę. Poprawił się na tronie tak, że siedział zwrócony całą swoją osobą w stronę dziewczyny.

- Wasza Wysokość – do Sali Tronowej wszedł niespodziewanie Rubeus.

- Co się stało? – zapytał Demando prostując się na tronie.

- Proszę o wybaczenie – powiedział dowódca wojsk Czarnego Księżyca orientując się, że chyba przyszedł nie w porę – Ale ważny gość prosi o posłuchanie u Waszej Wysokości.

Demando skupił uwagę na energii obecnej w pałacu. Tak dawno nie przyjmował już gości, że niemal zapomniał o tej prostej procedurze. W momencie zrozumiał zdradzającą zaniepokojenie postawę Rubeusa. Wciąż jednak potrzebował potwierdzenia.

- Proś – powiedział już nie patrząc na Emeraude, która zwrócona do niego bezskutecznie czekała, aż wrócą do rozmowy.

Rubeus szczerze jej współczując odsunął się na lewo i wprawnym ruchem otworzył drzwi.

- Jej Wysokość Księżniczka Sophie Serenity, następczyni tronu Srebrnego Księżyca – zaanonsował patrząc w podłogę.

Demando drgnął na tronie i w ostatniej chwili powstrzymał się przed tym żeby wstać.

Ani Demando, ani Rubeus nie patrzyli w stronę Emeraude, pierwszy ze względu na rozbłysły znów szalony entuzjazm wobec Księżniczki, drugi zaś dokładnie dlatego że nie chciał patrzeć na zawód swojej rodaczki. Nie mogli więc widzieć jej reakcji na niespodziewanego i najbardziej niepożądanego w jej oczach gościa.

Do Sali Tronowej weszła młoda dziewczyna ubrana w białą suknię z akcentami złota. Tak, to była ona. Demando pamiętał każdy szczegół jej postaci tak dobrze, jakby ostatni raz widział ją zaledwie wczoraj. Spojrzał w jej duże, błękitne oczy szukając oznak urazy za to co stało się na jej urodzinowym balu, jednak nie znalazł ani śladu niechęci, czy wstydu. Uśmiechała się jak najbardziej przyjaźnie. Jak od jej matki, z całej postaci Sophie promieniowała życzliwość i ciepło. Demando pomyślał że bez takiego ciepła życie zupełnie nie ma sensu.

Sophie podeszła blisko tronu. Za Księżniczką szli Hrabia Artemis i Hrabina Luna, którzy często pełnili rolę oficjalnych ambasadorów Srebrnego Księżyca. Demando zauważył przelotnie, że oboje trzymali w rękach jakieś papiery, zapewne związane z powodem wizyty Sophie.

- Witam Cię, Wasza Wysokość – Demando nie wytrzymał wreszcie i nie tylko odezwał się pierwszy, ale również wstawszy z tronu zszedł do gości żeby osobiście się przywitać. Emeraude nie posiadałaby się z oburzenia na takie nieformalne zachowanie gdyby nie jakieś dziwne uczucie które sparaliżowało ją zupełnie. Stała więc tylko, dygocąc co chwila, z uwagą skoncentrowaną całkowicie na tym co robi Książę.

Demando zaś stał obok Księżniczki Sophie uśmiechając się szeroko w całkowitym rozradowaniu.

- Już wiem dlaczego dzisiejszy dzień wydawał mi się taki nadzwyczajny! – zawołał z blaskiem w oczach – Musiałem odczuć energię Waszej Wysokości i to ona tak pozytywnie mnie nastroiła. Pragnę Ci za to, Księżniczko, serdecznie podziękować.

To mówiąc ukłonił się nisko.

- To bardzo miło z Twojej strony, Książę – powiedziała Serenity rumieniąc się lekko. Demando zauważył, że sprawił jej tym ukłonem przyjemność, ucieszyła się z dziecięcą szczerością co było tak strasznie rzadkie u obrośniętych w konwenanse ambasadorów.

- Jak zdrowie Waszej Wysokości? – zapytała Hrabina Luna w połowie rzeczywiście chcąc znać odpowiedź, a w połowie żeby przypomnieć Księciu, że jest to wizyta oficjalna.

- Bardzo dobrze, dziękuję – powiedział Demando zupełnie zapominając o swojej ciągnącej się tygodniami depresji i o tym, że za godzinę ma zmianę opatrunków ponieważ rany jeszcze ciągle dawały o sobie znać, a przynajmniej do dzisiaj rano.

- Nie wyobrażasz sobie Księżniczko jaki to dla nas zaszczyt, że nas odwiedziłaś – powiedział Demando zupełnie ignorując obecność pary hrabiowskiej i zwracając się cały czas jedynie do Serenity – zaraz rozkażę przygotować dla Ciebie kwaterę, mamy wspaniałe pokoje gościnne w lewym skrzydle pałacu. Okna i taras wychodzą na zbocza gór z wodospadami. Mam nadzieję, że widok Ci się spodoba.

- Rubeus! – zawołał Książę ledwo spuszczając wzrok ze swojego ślicznego gościa – Dziś wieczorem organizujemy przyjęcie na cześć Jej Wysokości, wydaj wszystkie stosowne rozkazy. Będziesz za to odpowiedzialny.

- Szkoda, że Wasza Wysokość nie uprzedziła nas o swoim przybyciu. Bal, który obiecałem Ci, Księżniczko nie będzie zapewne aż tak świetny na jaki zasługuje tak wyjątkowy gość, ale daję słowo, że damy z siebie wszystko.

- Naprawdę, Wasza Wysokość, nie potrzeba – powiedziała Sophie widząc wzrok Luny i Artemisa, którym Demando nie pozwalał zupełnie dojść do głosu.

- Ależ oczywiście że trzeba – uparł się Demando nadal we wspaniałym humorze – Muszę dotrzymać danego Ci słowa. Wyprawimy przyjęcie specjalnie na Twoją cześć.

- Naprawdę? W takim razie dziękuję! To bardzo miło z Twojej strony, Książę! – ucieszyła się Księżniczka. Myśl o balu, sukniach, tańcu i przede wszystkim o różnorodnych egzotycznych smakołykach ucieszyła ją tak, że w zaaferowaniu zignorowała zupełnie spojrzenia Luny i Artemisa próbujących przekazać jej, że nie wypada przyjmować tak zobowiązującej oferty.

- Czy mogę spytać czy będą tam smakołyki z tradycyjnej kuchni Czarnego Księżyca? – powiedziała Serenity, która była ogromnie ciekawa spróbowania czegoś czego nie jadła nigdy wcześniej.

- Przepraszam, Wasza Książęca Mość – przerwała Hrabina Luna zanim Demando zdążył przytaknąć i sprowadzić rozmowę jeszcze dalej od tego po co właściwie ich delegacja się tu zjawiła – Jej Wysokość Księżniczka Serenity przyjeżdża jako ambasadorka Srebrnego Księżyca w sprawie negocjacji cen importu naszych surowców na Czarny Księżyc. To jedna z pierwszych misji której przyszło jej przewodniczyć, więc prosimy Cię, Książę o wyrozumiałość dla naszego niezastosowania się do etykiety dotyczącej powitania.

Na tą oczywistą uwagę Luny Sophie zreflektowała się i jakoś dziwnie spoważniała, nawet trochę bardziej niż trzeba było. Demando jednak widocznie tego nie zauważył.

- O nie, nie mogę się z Panią zgodzić, Hrabino – powiedział od razu, zupełnie nie tracąc pogodnego nastawienia – To wszystko moja wina, to ja złamałem wszystkie zasady po kolei, ale co poradzić kiedy tak się bardzo cieszę że raczyliście nas odwiedzić.

Artemis popatrzył na Lunę sceptycznie wiedząc, ze to na pewno nie ze spotkania z nim Książę tak bardzo się uradował. Ale przynajmniej tym razem wziął ich w ogóle pod uwagę. Demando zupełnie nie przejmował się tym co pomyśli sobie dwójka ambasadorów i kontynuował z wesołością patrząc znów na Serenity:

- Przypominam sobie dokładnie czego dotyczy ta sprawa. Bardzo się cieszę, że Królowa Anastazja postanowiła nawiązać z nami współpracę względem tych surowców. Niestety rozmowy na ten temat będziemy zmuszeni przełożyć dopiero na pojutrze, ponieważ mój brat Saphiru wraz z ministrami handlu i spraw zagranicznych są na zagranicznej delegacji. Mieliby mi za złe gdybym podejmował decyzje bez skonsultowania się z nimi. Zdają sobie Państwo sprawę, że każdy musi czuć się doceniony, poza tym ich opinia ma dla mnie wielką wartość.

Demando nie potrafił ukryć, że wcale nie martwi się tym odroczeniem rozmów na pojutrze.

- Obiecuję, że ugościmy Państwa jak najlepiej – powiedział – Jeśli znajdzie się jakakolwiek sprawa, na którą będą mogli Państwo narzekać, proszę natychmiast przyjść z tym do mnie, a łby poukręcam tym co winni!

Uśmiechnął się, ale Sophie była jakoś dziwnie poważna. Patrzyła w podłogę, tylko co jakiś czas zerkając na Księcia nieśmiało, co wreszcie wydawało się satysfakcjonować Lunę i Artemisa. Demando zaprosił gości do udziału w obiedzie, który Katz przyszła zaanonsować, więc wszyscy przeszli do sali jadalnej używanej przez władcę Czarnego Księżyca na co dzień. Książę ze wszystkich sił starał się przelać swój optymizm na Serenity. Ona jednak tylko lekko się uśmiechała i odpowiadała na wszystko grzecznie, ale już nie wróciła jej poprzednia szczera radość.

Wszyscy siedzieli przy długim prostokątnym stole, ze względów praktycznych nakrytym tylko od jednej strony, żeby nie tworzyć zbyt wielkich odległości pomiędzy gośćmi. Stare zasady nakazywały sadzanie obiadujących w równych odstępach na całej długości stołu. Demando jednak, jak również wielu młodych władców wyśmiał ten pomysł stwierdzając, że zważywszy na długość stołu i wysokie ściany pomieszczenia, to co odpowiada osoba siedząca dalej niż najbliższy sąsiad dochodziłoby do kogoś najwyżej dalekim echem. Serenity uśmiechnęła się na to trochę bardziej i jakoś przebrnęli przez cały posiłek. Demando ucichł odrobinę przyzwyczaiwszy się do tego, że Sophie nie zniknie nagle, tylko zostanie u niego na kilka dni. Po obiedzie zaprosił Księżniczkę na spacer po pałacu, dość dużym wysiłkiem odłączając ją od pary hrabiowskiej, której wyraźnie nie pasowało to żeby córka ich Królowej zostawała z nim sam na sam.

Książę jeszcze podczas obiadu myślał o słowie, które dał Królowej Anastazji. Rozumiał obawy Luny i Artemisa, mogli nie wiedzieć, że obiecał nie zaczepiać Sophie, jednak nie podobała mu się ta podejrzliwość. Cóż oni sobie wyobrażali, że rzuci się na Księżniczkę jak jakiś barbarzyńca kiedy tylko spuszczą z niej oko? Z początku Demanda przybiła świadomość, że nie może walczyć o względy Serenity, jednak w ostateczności odrzucił wszelkie pochmurne myśli i postanowił skoncentrować się na szczęściu z samego faktu że przyjechała, znów ją widzi obok siebie i mogą swobodnie porozmawiać. Jak to bywa w zauroczeniu, na dnie, pod burzą entuzjazmu i przemyśliwaniu tych dwóch dni, jakie Sophie spędzi na Czarnym Księżycu, tkwiła nieznośna nadzieja, że może jednak szczęście się odwróci. Całe zajście pomiędzy nią i Endymionem, które Książę widział przecież na własne oczy, zaczynało się mu rozmywać w pamięci i paradoksalnie tracić znaczenie. Chciał przekonać Księżniczkę, że nie ma złych zamiarów i że chce przede wszystkim zachować z nią dobre relacje. Jak na razie starał się nie myśleć o niczym innym.

Książę oprowadził Sophie po pałacu, pokazał jej ogrody, dolinę z wodospadami i część centrum stolicy, która zachowała fragmenty architektury oraz inne pamiątki z czasów panowania jego rodziców. Sophie powoli sie rozweseliła i pod koniec dnia rozmawiali juz zupełnie swobodnie. Żadne z nich nie wspomniało o zajściu na Srebrnym Księżycu, a i Demando nie próbował zaczepiać Serenity.

Książę starał sie myśleć logicznie. Zarówno Emeraude jak i Królowa Anastazja miały racje, trzeba mieć swoje życie. Skoro Księżniczka kochała kogoś innego to nie było sensu wchodzić pomiędzy nich. Jeżeli Demando chciał zachować przyjaźń Sophie i w ogóle sie z nią widywać należało zostawić ja w spokoju, znaleźć sobie własny sposób na życie i przyzwyczaić sie do myśli ze nigdy do niczego miedzy nimi nie dojdzie.

Wiadomo co należało zrobić.

Jednak, jak mozna sie latwo domyslic, Demando od momentu, w ktorym zobaczyl Sophie tego dnia rano nie mogl opedzic sie od mysli, ze moze nie wszystko jeszcze stracone. Tak ladnie sie smiala, skakala, ogladala wszystko, biegnac i machajac rekami ploszyla niebieskie ptaki dziobiace chodnik sugerujac zeby rzucic im cos do jedzenia. Chciala wejsc na stara wieze obserwacyjna, probowala pieczonych na grillu krowek i buleczek z czarnymi zimowymi jagodami – lokalnego przysmaku. Pluskala reka w fontannie, zerkala z mostkow w wode szukajac ryb i na koncu zupelnie zakochala sie w straganie ze wstazkami mieniacymi sie roznymi odcieniami czerni, dostrzegajac ich specyfike pomimo tego, ze nie pochodzila z Czarnego Ksiezyca.

Wobec nieobecnosci swojej swity Sophie zrelaksowana zupelnie powrocila do swojego normalnego, spontanicznego 'ja'. Im dluzej Demando ja obserwowal, tym bardziej uswiadamial sobie ze nie bedzie potrafil przestac o niej myslec, chocby nie wiadomo jak sie staral. Widzial ja i myslal ze to jest wlasnie ta osoba. Podobal mu sie kazdy jej aspekt i zwyczajnie nie potrafil znalezc u niej jakiejs zlej strony, ktora moglby wykorzystac zeby sie do niej zniechecic.

Nie dotykali tematu potyczki Demanda z Endymionem. Sophie bala sie ze poruszy watek drazliwy dla dumy swojego rozmowcy, Ksiaze zas nie chcial zeby przypadkiem rozmowa zeszla na jego planowany rewanz na ziemskim krolewiczu. Rozmawiali zatem o wszystkim innym, o miescie, o Srebrnym Ksiezycu, o Krolowej Anastazji, o Saphiru, o jutrzejszym przyjeciu, o wodospadach, o jedzeniu. Rozmawialo im sie bardzo dobrze.

Wreszcie drugie z lokalnych slonc zaczelo zachodzic, co wskazywalo ze jest juz dosc pozno. Pierwsze, jasniejsze slonce zaszlo duzo wczesniej a to, jako ze bylo bardzo oddalone, dawalo swiatla tylko na tyle zeby na kilka godzin panowal polmrok w roodzaju ziemskiego wieczoru. Demando zastanawial sie czy Ksiezniczka wie o jego rozmowie z Krolowa Anastazja. To tlumaczyloby jej beztroske, to ze nie zadawala zadnych pytan i okazywala zaufanie wobec niego. Zasugerowal ze musza powoli wracac na oficjalna kolacje w palacu.

Demando zaproponowal ze do palacu wroca bryczka. Serenity byla wniebowzieta na widok malego odkrytego powozika zaprzegnietego w dwa dlugowlose konie. Byly to silne, dobrze zbudowane klacze z rasy popularnej w calym Ksiestwie. Ich siersc, oczywiscie czarna, byla bardzo dluga i wygladala na miekka. Cala bryczka, nawet wlaczajac kola, byla pomalowna w bialo-niebiesko-czarne ludowe wzory. Demando wiedzial gdzie znalezc najlepszy srodek transportu.
Serenity zapiszczala z radosci. Od razu wskoczyla do srodka i usadowila sie wygodnie zanim Demando zdazyl nawet wytlumaczyc woznicy dokad maja jechac, a co dopiero wsiasc. Ksiaze byl strasznie dumny z siebie ze znalazl cos co tak bardzo podobalo sie Sophie.
Kiedy ruszyli Ksiezniczka byla tak uszczesliwiona ze z rozmachem go uscisnela.

- Wcale nie jestes taki zly jak mowia! - powiedziala usmiechajac sie.
W tej samej chwili zorientowala sie ze to chyba nie byla najwlasciwsza rzecz jaka mozna bylo powiedziec.

Demando popatrzył na nią uważnie i zapadła chwilowa cisza.

- Tak o mnie mówią? – zapytał Książę.

- Właściwie to nie, tylko niektórzy – Serenity próbowała się wytłumaczyć. Zarumieniła się na świadomość, że jej słowa mogły urazić władcę Czarnego Księżyca. Sophie zaśmiała się odrobinę nerwowo i spróbowała jakoś to odkręcić – Na przykład moja mama ma o Tobie jak najlepsze mniemanie. Mówiła mi jeszcze zanim wyjechałam, że jesteś nadzwyczaj kulturalny i niezastapiony jeśli chodzi o jakakolwiek pomoc w potrzebie. W ogóle wiele osób podziwia to że tak dobrze sobie poradziliście z Księciem Saphiru kiedy samodzielnie musieliście zarządzać krajem od tak młodego wieku. Moja opiekunka Luna mówiła mi nawet ze jej zdaniem ja nigdy nie byłabym zdolna nawet do połowy tego co wy osiągnęliście. Wtedy oczywiście byłam na nią ogromnie zła, jak sobie możesz, Książę, wyobrazić, jednak to stara przyjaciółka i na pewno miała dobre intencje…

Serenity mówiła duzo, jak zawsze kiedy nie wiedziała jak coś naprawić. Miała nadzieje, że Demando się na nią nie obraził. Nie wyglądało na to, ponieważ Książę przez resztę drogi uśmiechał się tak jak zawsze i słuchał uważnie co Sophie ma do powiedzenia. Cieszyła się, że okazał się na tyle miły żeby puścić ten nietakt mimo uszu. Jeszcze wiele musiała się nauczyć o dyplomacji, a szczerze mówiąc nie była to jej ulubiona cześć rządzenia.

Kolację zjedli razem z Luną i Artemisem. Ze świty Demanda obecne były Petz, Katz i Beruche. Po zakończeniu posiłku goście udali się do przygotowanych już dawno komnat.

Demando zaś nie mogąc wymyślić pretekstu żeby asystować w odprowadzeniu Księżniczki czuł się nadal dziwnie niespokojny. Sophie miała już zapewne dość jego towarzystwa na dzisiejszy dzień, należało dać jej wytchnąć trochę, a nie bez przerwy zawracać głowę. Jednak Demando nie mógł usiedzieć w miejscu. Zaczął nieco bezcelową przechadzkę po swoim pałacu, wybierając jak najmniej uczęszczane schody i korytarze żeby ktoś ciągle mu się nie kłaniał albo nie mówił że „Książę powinien przecież odpoczywać!".

Dzień skończył się miło, Demando był uszczęśliwiony tym że znów widzi Serenity i że nie jest na niego obrażona.

- Przepraszam Wasza Wysokość – odezwał się głos tuż koło niego.

A jednak ktoś go zaczepił. Książę zirytował się. Jak to się dzieje, że w swoim własnym pałacu nie można mieć świętego spokoju i chodzić sobie gdzie ci się żywnie podoba? Zawsze znajdzie się ktoś kto powie „Książę, a to", „Książę, a tamto", co za przekleństwo! Każdy chce coś wiedzieć, o czymś powiadomić, na kogoś zaskarżyć, o czymś donieść, coś podać, o coś poprosić, w czymś pomóc, coś dostać, słowem: wszyscy się czepiają!

Demando odwrócił się i popatrzył na przybysza z wyrazem irytacji. Natychmiast jednak się zreflektował.

- Pani hrabina? – Demando popatrzył pytająco. Stała przed nim ładna,wysoka kobieta o okrągłej twarzy i bardzo długich kręconych włosach podpiętych przy głowie na modłę Srebrnego Księżyca. Gdyby nie brak charakterystycznego połysku włosów, możnaby wziąć ją za członkinię któregoś z królewskich rodów.

- Wybacz Książę, że przeszkadzam w rozmyślaniach – odezwała się Luna - jednak chciałabym zamienić z Tobą kilka słów. Jeśli można oczywiście. – dodała bardzo grzecznie, ale stanowczo.

- Oczywiście, w czym mogę pomóc? – zapytał Demando– Czy znajdujecie Państwo swoje pokoje zadowalającymi?

- Jak najbardziej, bardzo dziękujemy, są wspaniałe. Na Srebrnym Księżycu długo będzie się chwalić Twoją gościnność, Książę. Królowa Anastazja będzie Ci bardzo wdzięczna, że tak ciepło przyjąłeś jej córkę.

To powiedziawszy Luna zamilkła na chwilę czekając na reakcję. Demando nie powiedział nic. Zapewne hrabina domyśliła się dlaczego przyjęcie ich przez Księcia było aż tak gorące.

Luna odezwała się znowu:

- Zapewne wiesz, Książę, że byłam opiekunką Księżniczki Sophie od kiedy się urodziła. Królowa Anastazja ma do mnie zaufanie w pewnych sprawach, czasami nawet tych prywatnych. Otóż, Jej Wysokość poinformowała mnie o wyjątkowym przywiązaniu, jakim darzysz, Książę, Księżniczkę Sophie – Demando popatrzył na Lunę uważnie. Zdecydowanie nie spodobało mu się, że ktoś postronny miesza się w jego prywatne sprawy. Luna, mając wspaniały instynkt wyczucia sytuacji zauważyła tę reakcję, jednak kontynuowała niewzruszenie – Jej Wysokość przysłała do Ciebie Księżniczkę Sophie w zaufaniu, że dotrzymasz danego Królowej słowa.

Demando popatrzył na nią uważnie, ale o dziwo nie wytrzymał spojrzenia miedzianobrązowych oczu i spuścił wzrok.

- Bardzo chciałabym przypomnieć Ci, Wasza Wysokość o tym zaufaniu jakie moja władczyni ma do Ciebie. Widzę, że rzeczywiście czujesz do Księżniczki szczerą sympatię. Z tego co widzę chcesz być jej przyjacielem. Bardzo mnie to cieszy gdyż dobrze wróży to przyszłości naszych wspołnych stosunków politycznych, jednak – tu Luna mocniej zaakcentowała swoje słowa, czekając aż Demando znów na nią spojrzy – jednak bardzo proszę Waszą Wysokość, zważ na zaufanie mojej Królowej i pozostań tylko przyjacielem.

Demando drgnął oburzony i otworzył usta żeby się odezwać, jednak Luna nie pozwoliła sobie przerwać.

- Wiem, że w każdym innym przypadku moje słowa byłyby impertynenckie, jednak mówię z polecenia mojej Królowej. Mam nadzieję, że nie będziesz mi miał tego za złe, Książę. Po twojej dalekiej od obojętności reakcji na przybycie Księżniczki Sophie wnioskuję, że twoje uczucie do niej nie osłabło ani trochę. Mam obowiązek zatem przypomnieć ci o danym słowie, jak również poinformować Królową jeżeli go nie dotrzymasz.

We wnętrzu księcia zawrzała złość, jednak zdawał sobie sprawę, że nie może nic zrobić.

- Oczywiście wiąże mnie przysięga zupełnej dyskrecji – zakończyła hrabina – Moja rola w tej sprawie jest tylko uzupełnieniem wobec uzgadniania sprawy handlu surowcami pomiędzy naszym państwem a Czarnym Księżycem. W żadnym razie nie nawiążę do tej rozmowy publicznie, jednak proszę cię Wasza Wysokość o szacunek dla Księżniczki Sophie jak i dla woli mojej Królowej.

Po rozmowie z hrabiną Luną Demando, zupełnie przybity, patrzył na schody po których zeszła.

Trzeba było myśleć odpowiedzialnie. Królowa Serenity posłała swoją córkę na Czarny Księżyc, ufa więc, że Demando dotrzyma danego słowa.

Wreszcie, kiedy zmęczył się nieco tym krążeniem dookoła pałacu, Demando poszedł do siebie, gdzie wreszcie dopadł go zestresowany lekarz książęcy, który cały dzień martwił się że za zaniedbanie ran władcy Czarnego Księżyca jego brat Saphiru każe żywcem obdzierać go ze skóry a potem powoli przypiekać na rożnie. Demando nie bronił się już przed zmianą opatrunku, przeciwnie, pogrążył się w zupełnym znieruchomieniu, jak w transie. Nie chciał żeby dochodziły do niego jakiekolwiek bodźce.

Lekarz nauczony doświadczeniem z ostatniego okresu depresji swojego Księcia nie próbował nawet inicjować rozmowy. Zdecydowanymi ruchami zawiązywał bandaże dookoła ramion i klatki piersiowej Demanda. Wszystko goiło się dość dobrze, choć długo. Dookoła ran wciąż widać było zaczerwienienia skóry, to dobra energia ziemska dodatkowo podrażniała ciało powodując swędzenie i spowalniając proces leczenia.

W końcu lekarz skończył i pomógł Księciu założyć koszulę. Demando wciąż patrzył w jeden niewidoczny punkt w przestrzeni. Najwyraźniej miał coś poważnego do przemyślenia. A może depresyjne myśli znów zaczeły go ogarniać?

- Czy Wasza Wysokość życzy sobie czegoś jeszcze? – zapytał lekarz przed odejściem.

- Nie, możesz iść. – Powiedział Demando jakby przytomniejąc. Wstał i nalał sobie wody z karafki stojącej na zarzuconym różnymi papierami stole – Idę teraz spać, powiedz żeby nikt mi nie przeszkadzał.

- Tak jest, Wasza Wysokość – lekarz ukłonił się i opuścił pokój.

Demando przebrał się w spodnie do spania, jako że koszulę miał już na sobie. Zastanawiał się co zrobi teraz, kiedy widocznie nie jest mu przeznaczone zdobyć miłość Sophie. Te kilka dni, na myśl o których tak się do tej pory cieszył mogły okazać się koszmarem. Demando czuł, że w obecności Księżniczki bez przerwy będzie go dręczyć żal że nie może nawet starać się o jej względy. Może powinien jak najszybciej się ożenić. W ten sposób przynajmniej zamknąłby sobie możliwości związania się z Serenity i może zmusiłby samego siebie do zaakceptowania sytuacji. Emeraude na przykład nie miałaby zapewne nic przeciwko temu, żeby się jej oświadczył, chociaż wiedziałaby z pewnością, że propozycja nie padła z miłości. Ale kto w tych czasach może żenić się według uczuć? W rodach panujących i szlacheckich było to rzadkością. Dobrze kiedy przynajmniej jedna ze stron byłaby szczęśliwa.

Demando wypił wodę ze szklanki i postawił ją na stoliku obok bukietu kwiatów przyniesionego rano przez Emeraude. Nagle rozległo się pukanie do drzwi.

Demando denerwował się kiedy ktoś nie słuchał jego rozkazów. Polecił przecież żeby zostawiono go w spokoju, co to za zachowanie?! Pukanie dało się słyszeć znów. Demando przystanął na ten cichy dźwięk. Za każdym razem kiedy ktoś do niego pukał, musiał albo być zapowiedziany wcześniej, albo przy pukaniu powiedzieć wyraźnie kto puka i o co chodzi. Tym razem pukanie było bardzo ciche jakby ktoś nie był pewien czy znalazł właściwe drzwi. Na pewno nie był to strażnik. To w takim razie gdzie był strażnik?

Książę podszedł do dużych drzwi i otworzył jedno ich skrzydło. W momencie zastygł zaskoczony. Za drzwiami nie było straży, nie widać jej było też w słabo oświetlonym korytarzu. Światło padające z pokoju Księcia padło na drobną postać stojącą u drzwi.

- Wasza Wysokość? – oddech, który Demando wziął przed chwilą zastygł mu we wnętrzu. Książę zamilkł.

Przed nim stała Księżniczka Sophie w długiej, białej koszuli nocnej. Uśmiechała się do niego, ale jej twarz była trochę blada.

- Bardzo przepraszam, Książę, że Ci przeszkadzam przychodząc tak późno – powiedziała – Ale chciałam zamienić z Tobą kilka słów.

Miała rozpuszczone włosy. Demando mógł sobie wcześniej tylko wyobrażać jakby wyglądała, jeśli pozwoliłaby swoim złocistym lokom swobodnie opadać wzdłuż ciała, bez ograniczenia oficjalną fryzurą. W tym półmroku wyglądała jak zjawa, jak anioł, jak królowa. Długa koszula nocna lekko zarysowywała jej drobne kształty, a oczy połyskiwały tak samo jak morze pięknych, jasnozłotych włosów.

Demando patrzył zauroczony, ale wreszcie oprzytomniał. Nie wypadało tak się gapić bez pamięci, jeszcze zrobi na niej wrażenie szaleńca. To smutne, właściwie w pewnym sensie nim się czuł.

- Proszę bardzo, Księżniczko. W żadnym razie mi nie przeszkadzasz. Proszę, wejdź, wejdź – powiedział zapraszając ją do środka.

Serenity podziękowała. Demando zamknął drzwi i poprosił żeby usiadła na kanapie przeznaczonej dla gości. Sophie zrobiła to, a Książę usadowił się naprzeciwko niej na fotelu przy tym samym niskim stoliku. Zaoferował jej coś do picia, jednak Serenity nie skorzystała. Wyglądała na zdenerwowaną, ale mogło się to Księciu tylko wydawać, ponieważ zaraz obdarzyła go prześlicznym uśmiechem.

- Chciałabym żebyś wiedział, Książę, jak bardzo jestem Ci wdzięczna, że tak miło mnie przyjąłeś na Czarnym Księżycu – powiedziała – Nigdzie nie czułam się bardziej jak w domu. Nikt inny także nie zaoferował się wydać przyjęcia na moją cześć mając tak mało czasu na przygotowania. Nie uprzedziłam Cię przecież o tym że przyjadę.

- Proszę, nie przejmuj się tym w ogóle, Wasza Wysokość – powiedział Demando – To dla mnie sama przyjemność Cię u mnie gościć.

- Być może, ale nikt nie organizował dla mnie przyjęcia kiedy przyjeżdżałam jako ambasadorka. Co prawda jest to jedna z moich pierwszych misji, jednak nie słyszałam, żeby ambasadorom robiono takie grzeczności.

Uśmiechnęła się znowu, a serce Księcia przyspieszyło rytm.

- Przecież obiecałem Ci,Księżniczko, że kiedy mnie odwiedzisz urządzę wielkie przyjęcie na Twoją cześć. Zawsze dotrzymuję słowa.

Zapadła chwilowa cisza, po czym Serenity zaczęła mówić, bardzo jednak cicho.

- Tak, przypominam sobie tamten wieczór, kiedy złożyłeś mi, Książę tą obietnicę.

Zamilkła znów na moment.

- Bardzo mi przykro z powodu tego, co Cię wtedy spotkało. Nie chciałam żeby się to stało, nie przewidziałam, że tak będzie. To wszystko jest okropne…

Mówiła jeszcze chwilę, krótkimi zdaniami, jakby przerywanie i czasami Demando nie mógł w pełni uchwycić co chciała powiedzieć. Jej ramiona lekko się zatrzęsły. Wydawało się, że zaraz zacznie płakać.

- Wasza Wysokość – Demando uklęknął obok miejsca gdzie siedziała i lekko dotknął jej ramienia nie wiedząc co ma robić – Nie martw się, nic mi nie jest, wszystko już w porządku. To nie była w żadnym razie Twoja wina, to ja posunąłem się za daleko. Nie wziąłem pod uwagę uczuć, jakie łączą Cię z tym ziemskim królewiczem. To było bardzo egoistyczne z mojej strony i dostałem za to nauczkę.

Serenity powoli rozluźniła się i zamilkła.

- To ja powinienem Cię przeprosić, Księżniczko. Zachowałem się nagannie, nie pytając Cię o zgodę i po prostu…

Tu Demando urwał, po pierwsze dlatego że nie chciał mówić wprost, po drugie też dlatego, że nie wiedział co ma powiedzieć. Nagle jednak spojrzał na Sophie. Patrzyła na niego uważnie. Zorientował się, że dziewczyna jest bardzo blisko niego. Nie płakała, patrzyła lekko przymrużając oczy tak, że nie mógł oderwać od niej wzroku.

Jej twarz była bardzo blisko, zbyt blisko.

Demando drgnął zaskoczony kiedy przysunęła się lekko i pocałowała go. Księciu zaszumiało w głowie i ledwo zdołał oderwać swoje usta od niej.

- Wasza Wysokość… - powiedział tylko, kiedy w jego umyśle pojawiło się ostrzeżenie. Nie wolno mu złamać obietnicy danej Królowej Anastazji! Co się dzieje? Co ona robi? I co stanie się jeżeli Srebrny Księżyc dowie się o wszystkim?

Było jednak za późno. Sophie przybliżyła się lekko całując go jeszcze raz, tym razem objęła Księcia ramionami za szyję uniemożliwiając mu tym zupełnie dalszy opór.

Co się dzieje? Głupie pytanie, widać dobrze co. Wiadomo było że ściągnie na siebie gniew królowej Srebrnego Księżyca jeżeli natychmiast nie przywoła siebie, a właściwie ich obojga, do porządku. Ale nie potrafił, nie smiał zakłucić czegoś, czego tak naprawdę chciał bardziej niż księstwa, władzy czy czegokolwiek innego we wszechświecie.

Demando odpowiedział na pocałunek i objął dziewczynę w pasie. Na najlżejszy dotyk jego ręki jednak Sophie dziwnie drgnęła, jakby w strachu. Książę cofnął się i zauważył, że jest bardzo blada. Przysunęła się jednak znów i pocałowała go raz jeszcze. Demanda zaalarmowało dziwne uczucie. Coś było nie w porządku. Nieświadomie wczuł się w energię Sophie i nie mógł odpędzić myśli, że Księżniczka nie czuje tego co on. W jej aurze czuć było strach i niepewność, strach inny od zwykłego zdenerwowania, taki, który odczuwa się przed wrogiem.

Serenity była bardzo blisko, Demando czuł ciepło jej ciała i delikatny zapach jaśminu. Zobaczył jak drobną dłonią rozpina małe, białe guziki swojej koszuli. Jej ręka drżała, drżała ze strachu.

- Wasza Wysokość – Demando odsunął się i oderwał jedną z jej dłoni od siebie, a drugą odciągnął od guzików. Wziął obie jej drobne ręce w swoje i usiadł obok Księżniczki na kanapie, utrzymując jednak pewną odległość.

– Wasza Wysokość – powtórzył próbując się uspokoić i odzyskać panowanie nad sobą – Wydaje mi się, że wiesz, jak bardzo mi na Tobie zależy. Nie będę tego ukrywał.

Sophie patrzyła na niego wzrokiem zwierzątka złapanego w pułapkę. Książę westchnął i smutek znów osiadł mu na piersi kamieniem. Czuł coraz bardziej, że jego obawy są słuszne. Kontynuował:

- Odkąd zobaczyłem Cię pierwszy raz na Twoim urodzinowym przyjęciu myślę o Tobie bez przerwy. Twoja matka, twoja opiekunka Luna, mój brat Saphiru, wszyscy rozmawiali ze mną, próbowali przemówić mi do rozsądku, jednak bezskutecznie. Naprawdę, czuję, że oszalałem, nic ponad Twoją obecność nie daje mi już szczęścia. Ciężko mi było przyzwyczaić się do myśli, że kochasz kogoś innego i że jesteś mu przeznaczona. Nawet wizje przyszłości to potwierdzają! Serenity, byłem zupełnie przekonany, że nigdy nie będę mógł liczyć na Twoją miłość. Nagle pojawiłaś się tu u mnie i oferujesz mi coś o czym nigdy nie mógłbym marzyć. Nie będąc w swojej skórze w tej chwili a stojąc obok, tutaj, jako drugi ja, powiedziałbym że dajesz mi wszystko, być może na nowo nadasz mojemu życiu sens. To wspaniała chwila i byłbym Ci za nią wdzięczny do śmierci, nawet jeśli następnego dnia opuściłabyś mnie żeby na zawsze zamieszkać na Ziemi. Jednak jest coś, Sophie, widzę, że coś jest nie tak.

Księżniczka spuściła wzrok i łzy momentalnie pojawiły się na jej twarzy. Zaczęła płakać tak szybko, jakby cały czas tylko ledwo się powstrzymywała.

Sophie płakała nic nie mówiąc, bez wyjaśnienia. Demando dopiero teraz poczuł, że to co dziewczyna robi odzwierciedla stan jej energii. Aura migała słabo, zapalała się i gasła na przemian, pełna bólu, strachu i niezdecydowania. Demando zdziwił się. Prawie sam odczuwał ból, tak silnie odpowiadał na emocje Sophie. Była zastraszona, albo dczuwała potężny wewnętrzny konflikt, w każdym razie musiał działać natychmiast.

- Czy jest coś, co mogę dla Ciebie zrobić? – zapytał odsuwając się zupełnie. Czuł, że bała się jego dotyku. W tej sytuacji jego bliskość mogła być dla niej nawet odpychająca. Było jasne jak na dłoni, że nie przyszła do niego bez powodu, i że powodem tym nie był romans. Kiedy nie ma nic innego kobieta często oferuje siebie, w zamian.

- Posłuchaj, Księżniczko – powiedział Demando patrząc jej w oczy – Kocham Cię. Będę Cię kochał nawet jeśli nie odwzajemnisz mojego uczucia. Proszę, zrozum, że nawet w…takiej sytuacji… przede wszystkim chcę Twojego szczęścia. Wiem, że …to jest….nietypowa sytuacja…i może nie wyglądać na to, że mówię szczerze, ale chciałbym żebyś mi zaufała…Czuję, że jesteś przestraszona, niepewna i zagubiona. Zrobię co tylko mogę żeby Ci pomóc.

- Patrzę na Ciebie i widzę, że jesteś w potrzebie, szukasz czegoś, a może masz do mnie prośbę. Chcę żebyś wiedziała, że spełnię cokolwiek żądasz ode mnie i dam Ci o cokolwiek poprosisz, co tylko jest w mojej mocy. I nie potrzebuję nic w zamian. Nic.

Zaakcentował lekko ostatnie słowo. Demando cały czas patrzył w oczy dziewczyny żeby przekonać ją o swojej szczerości i wzbudzić w niej zaufanie.

Serenity patrzyła na niego słuchając uważnie i bez słowa.

- Powiedz mi, o co chodzi? – zapytał łagodnie.

Serenity zamiast odpowiedzieć, zapłakała.