13.

Kiedy noc minęła, widzieli się znowu. Niezbyt długo, gdyż Don zaczął już niecierpliwić się porządkami w swojej firmie i innymi formalnymi sprawami. To było jednak całkowicie zrozumiałe.

Poranek był wspaniały i żywy a pogoda piękna. Rodzina wraz z przyjaciółmi zjedli pojednawcze śniadanie takie, jak nigdy wcześniej. Choć Susan chciała pokazać się w roli pani domu - to Jordan nalegał aby zostawić mu przyrządzenie posiłku. Po czasie, w którym go nie było, odpłacanie swojej mamie nieobecności chciał zacząć jak najwcześniej. Tamtego ranka naleśniki smakowały tak dobrze, jak nigdy. Eva nie mogła wyjść z podziwu.

To było dla niej wspaniałe. To doświadczenie czyjegoś ciepła i radości w domowym ognisku wydawało jej się całe życie czymś nieosiągalnym. Co niby gdzieś we wspomnieniach istniało, ale wydawało się być starym, niemal zapomnianym snem. Tutaj było to realne, choć nie mogła schować delikatnego onieśmielenia. Zaaklimatyzowała się szybko, ale to wciąż wydawało się jej w jakiś sposób... dziwne.

Podczas gdy z ojcem żegnała się z gościną, otrzymała tyle, ile jeszcze dotąd nie dane jej było dostać. Otrzymała od Olivki troszkę ubrań, bardzo przyjemnie pachnących i pasujących, ale nie to było najważniejsze. Otrzymała od niej zapewnienie nowej przyjaźni wraz z ciepłym uściskiem. Żadna wcześniej koleżanka nie obejmowała jej w żaden sposób. Eva nie była pewna, czy chciała tego dotyku, ale nie mogła odmówić. Nie mogła przestać się uśmiechać.

Susan ujęła jej dłoń w obie ręce. Trwało to pewien moment. Wspaniałe były jej słowa, zapewniające jak miło było poznać Evcię i to, że zawsze będzie mile widziana w ich domu. Oprócz tego, że wywołało to w Evie niecodzienną cichą radość, to było w tym coś jakby drugie dno. Drugie uczucie, którego nie mogła zdefiniować. Tak bardzo znajome, a jednak nie mogła go sięgnąć. Za zasłoną, mieściło się coś czego pamiętać nie mogła. Spojrzenie Susan, tych głębokich, niedowidzących oczu, było w pewien sposób melancholijne. Tęskne. Ale i pełne miłości. Sięgnęła ręką i delikatnie dotknęła gwiazdkę na policzku dziewczyny.

"Masz w sobie wielki potencjał, Evciu. Nawet jeżeli będziesz się czegoś bała, dasz sobie z tym radę. Nie zmarnuj talentów, które w tobie drzemią. Pomogą ci, kiedy będzie trzeba."

Eva mrugnęła z ledwo uchwytnym osłupieniem, ale starała się zachować normalnie. Kobieta przekazała jej niemą, mentalną wiadomość, jakby umiały się w ten sposób komunikować. Zaraz starsza zaśmiała się serdecznie swoim zaraźliwym dźwiękiem szczęścia. Nie mogła się powstrzymać od przyciągnięcia Evy do siebie.

"Jak to wspaniale, po tylu latach, w końcu poznać córkę dawnego przyjaciela!"

Ciepło matczynego uścisku. Przyjacielskie ręce kobiety, tak bardzo zapomniane a jednak znajome. Wspomnienia. Uczucia pozytywne i pełnia szczęścia. Ciepło. Przytuliła tak ciepło. Po kilku sekundach wypuściła ją z ramion. Wyczuła aurę czegoś przykrego, ale nie zauważyła jasnych punkcików przy jej dolnych powiekach. Eva szybko się pozbyła jakichś niezręcznych łez. Nie na to teraz czas.

Kilka kroków dalej nie było tylu uczuć. Zwykłe, męskie, poważne uściśnięcie dłoni. Chociaż, może jednak nie brakowało czegoś na znak przyjacielskiego rozeznania. Don podziękował Jordanowi za współpracę oraz obecność, no i za gościnę. Nie było zbędnych dekoracji. Ale wdzięczność i jakaś doza pozytywności.

Tylko jedno pozostało.

Na pożegnanie Molly musiał się sporo wewnętrznie nakłócić. W milisekundach milisekund w których widział jej oczy; zwrócił uwagę na jej usta; widział jej sylwetkę. Podniósł stopę, aby zrobić krok. Robił krok. Uderzenie serca.

I to ciągłe uczucie bycia chyba głównym punktem zawieszenia spojrzeń przynajmniej trzech osób.

Ciekawe, ile sąsiadek patrzyło zza firanek...

Zachowuj się normalnie. Molly... Uśmiech i zwykłe pożegnanie. Moja przyjaciółko... Tak jak zawsze. Moja jedyna... Tylko, że na dłużej. Ja...

- To co, Strzelczyku? W końcu się ode mnie uwalniasz. - zaśmiała się ekspresywnie. Zawtórował jej. I chociaż wymusił ten śmiech to jednak samemu mu zabrzmiał bardzo naturalnie. Tak, właśnie o to chodzi.

- No pewnie! Ile można, słuchaj. - wskazał na młodszą siostrę. - Mam kolejną, o którą muszę zadbać.

Muszę zadbać? Idiota!

Zignorował siostrzane prychnięcie. Chciał już coś dodać, ale Molly mu przerwała krótkim śmiechem.

- Och, chodź tu.

Zainicjowała przyjacielski uścisk. Nie dał jej długo czekać. Niemal automatycznie chwycił ją w ramiona, tak naprawdę czekając na ten moment cały poranek. Jednocześnie czuł, że ta chwila może coś zmienić. Na lepsze... Albo na gorsze - przede wszystkim smutniejsze. Ale nie chciał dawać się ponieść negatywnym myślom. Pozwoliła mu się przytulić. Zamknął ją na krótki moment przy swoim sercu. Kolejny raz bał się, że zrobi jej krzywdę, czując jej zarysy kości pod palcami. Niesforne kosmyki jej włosów połaskotały go po nosie.

Don Wei nie koniecznie mógł zaakceptować taką bliskość jej córki i jej partnera, jednak przyzwolił na pożegnanie. Nie dało się od niego odczuć jakiegoś większego spięcia. Wszystko było w porządku.

Pożegnali się, ale nie na długo. Nie chcieli się tak rozstawać. Molly zapewniła, że kiedy wyreperuje skuterek, będzie ich odwiedzać. Jordan był przez to przyjemnie poruszony. I , podobnie jak jego dobra przyjaciółka oraz czepiająca się siostra, nie potrafił powstrzymać uśmiechu. Kiedy reszta jego rodzinki już się skierowała do domu, a Molly z Donem sadowili się do pozostawionej przed podjazdem automatycznej limuzyny, on ciągle stał i wzrokiem ich odprowadzał, jakby czekając w zawieszeniu pomiędzy swoim domem a tym niedawnym towarzystwem jakie miał do tej pory. Wybór nie byłby taki łatwy, jakby rzeczywiście musiał go podjąć. Nie posmutniał przez tę myśl jednak. Z westchnięciem przyjął to, co się dzieje teraz. Nie miał powodów, aby być smutnym. Odwrócił się na pięcie.

Ciężkimi krokami wszedł po schodkach na werandę i przeszedł przez próg, wzdychając ciężko. Nareszcie dotarł. Nauczona lekcja z dzisiaj: jak chcesz zdążyć na ostatni ( i jedyny) transport do domu, to po treningu nie wdawaj się w dyskusje z kolegami z grupy.
Machnięciem ręki trafił we włącznik i zaświecił w korytarzu. Cień padł półkolami z klosza na ściany. W tym otoczeniu skierował się na sam koniec holu do pokoju mamy. Było tam cicho, ale lampki przy suficie się świeciły, także jeszcze nie spała. Nie mogła. Jak Jordan podejrzewał, Susan siedziała na łóżku i obejmowała siedzącego jej na podołku Toma. Oboje mieli nałożone słuchawki na uszach i trwali w rodzinnym objęciu z uśmiechami na twarzach. Zapewne słuchali razem bajki/opowieści niesamowitej. W końcu czytanie do najlepszych zajęć mamy nie należało.
Żołnierz tylko szturchnął ją delikatnie i gdy zwróciła na niego swoją uwagę, przywitał pocałunkiem w policzek. Otrzymał w odpowiedzi skierowanie do kuchni po smażonego kurczaka w głębokim sosie na kolację. Przyjął te słowa z wielką radością. Wyszedł jednak najpierw na górę odnieść tobołki i się przebrać.
Przez szparę w drzwiach do pokoju Olivki padało na pusty, cichy hol delikatne smagnięcie światła. Jordan zatrzymał się naprzeciw i nasłuchał. Z pokoju dochodziły strategiczne szybkie i pewne kliknięcia i uderzenia palców o klawiaturę oraz niewyraźne, z zewnątrz wręcz irytujące, szumy i trzaski dźwięków strzelaniny w słuchawkach. Starszy brat pokręcił głową; jego młodsza siostrzyczka jednak dalej trwoni swój czas i jakikolwiek inny talent na grach komputerowych. Nieco zazdrości też się przez niego przewinęło, gdyż sam uwielbiał się tak 'spełniać', ale życie musiało go od tego odsunąć. Życie…
Wsunął rękę w szparę jednocześnie nie otwierając bardziej drzwi i sięgnął po włącznik światła. Kliknął dwa razy w górę i w dół, wywołując krótki krzyk zaskoczenia siostry. Błysk światła w napiętej chwili nie był najprzyjemniejszym pomysłem, ale był to ich umówiony znak. Jordan nigdy więcej nie chciałby już wejść do jej pokoju niezapowiedzianie…

Chodź! Wejdź!"

Pchnął dechę i stanął w progu. Nie wchodził do środka. Pokój jego siostry był jej królestwem, którego bez zezwolenia wolał nie nawiedzać. Ale jako takiego dystansu nie potrzebował utrzymywać – ten sam się jakoś między nimi wytworzył. Młodsza zdawała się pokonywać te bariery. Chociaż, jak to bywa, nie zawsze trzeba było scalać się z rodzeństwem.

- Cześć, młoda.

-A cześć, cześć.

Była zawzięcie zajęta formą strategii w pewnej kilkuletniej strzelance i nie odrywała wzroku od ekranu, energicznie poruszała się postacią, sprawnie naciskając klawisze. Jedynie co, to zdjęła słuchawki. W tym geście irytujące trzaski były jeszcze bardziej wyraźne. Jordan patrzył na Olivkę w ciszy chwilę, dość poważnie. Po momencie dopiero odetchnął, jakby zdając sobie sprawę z naturalności tego, co się dzieje.

- Piątek w domu, co? – zagaił.

Warknięcie irytacji wyrwało się dziewczynie. Ale nie z powodu brata. Szybko znaleźć osłonę i skryć się przed wrogiem. Wycelowała i strzeliła. Ponowne osłonięcie. Strzał i osłona. Strzał. Trup. Kolejny punkt. Scena czysta. Trzeba iść dalej.

- Nie. Na siódmą. Idę.

- Jest za dwadzieścia.

Kolejne przechodzone metry i strzelanie do wroga. Pogadanki z członkami drużyny. Odnalezienie pojazdów. Za dwadzieścia musiało przejść między intensywnymi myślami na temat przechodzonej misji i dopiero wtedy jakoś dojść do punktu pojmowania Olivki mózgu, a potem…

- CO?!

Pauza

Jordan zachichotał na widok zrywającej się dziewczyny. W popłochu zakrzątnęła rękoma po zawalonym biurku, szukając zegarka. Stop. Zegarek nie kłamał. Wstała od biurka. Stop. Słuchawki na szyi. Zdjąć słuchawki, podejść do szafy. Po krótkiej chwili, w której wydawała się być bardzo napięta i zestresowana, zaczęła ponownie chichotać sama do siebie i kręcić głową.

- Żeś się zasiedziała, co? – Jordan popatrzył na ekran. Nieco tęsknoty widać było w jego oczach. Przechodził ten poziom już kiedyś…

- Strasznie! Jakie to jest mega wciągające! Ej, Jordy! – ucięła w połowie, trzymając w rękach spodnie, a przez ramie miała przełożoną jakąś koszulkę. – Weź, proszę cię, muszę dojść do punktu kontrolnego, żeby zapisać. On powinien gdzieś tam zaraz być. A muszę być szybciej u dziewczyn. Weź mi dojdź tam, weź proszę, proszę, proszę!

Słodka minka była nie do pokonania, ale napięty kark Jordana już po całym dniu wysiłku miał już dosyć. A poza tym, tego typu gry już nie są dla niego rozrywką. Nie, kiedy już nie raz musiał robić w rzeczywistości to, co tam często było tylko wirtualne…

- Proszę, proszę! – już dziewczyna lamentowała, wciągając na nogi swoje czarne rurki. Widać zależało jej na punktualności, ale też i na grze. Starszy westchnął. Często po prostu nie potrafił z nią polemizować.

- No dobra. – rzucił plecak przy krześle i wyciągnął chrząstki w palcach, sadowiąc się wygodniej. Zanim włączył grę, spojrzał jeszcze na siostrę. Czesała na szybko swoje ciemne długie pióra a stopami próbowała wcisnąć trampki jeden na drugą stopę. – Na długo idziesz?

- Tylko film oglądamy i gadamy o naszych sprawach. Może ze dwie godzinki, czy jakoś.

- Odprowadzić cię?

Wzdrygnęła się, jakby pytanie brata stanowiło dla niej coś niewygodnego. Po chwili tylko wzruszyła ramionami.

- Nie, podsunę się tam do nich. Dzięki! – W biegu chwyciła khaki kurtkę i piorunem wybiegła z pokoju, zostawiając brata w jej małym królestwie. Ten jeszcze patrzył na migającą na ekranie ikonkę dwóch pionowych kresek. Co ona powiedziała..?

Podsunę… To tak oni mówią na poruszanie się na tych deskach.

Wzdychając ciężko, nałożył słuchawki i wpasował się w kontrolery. Nie pasowały mu w rękach. Były za ciepłe i za delikatne. Nie to, do czego przywykł, kiedy celował w żywe cele. To nie były już te chłodne, twarde joysticki wojny.
Szybko przeszedł postacią na planowane miejsce. Nie myślał za dużo. Bardzo dobrze. Po wszystkim zapisał stan gry i zahibernował komputer siostry. Starał się wszystko zostawić jak najbardziej naturalnie. Wziął plecak i już naprawdę zmęczony poczłapał do swojego pokoju. Na miejscu ciągle w ubraniach padł na łóżko, patrząc w sufit. Coś mu ciągle nie pasowało. Coś było nie w porządku. Jakby odległe uczucie czegoś, co powinno nastąpić, ale było inaczej… Olivka? Molly? Coś nie tak z mamą? Czuł w środku jakąś pustkę… Jakieś niewytłumaczone wrażenie tęsknoty…

Mama…

Zaraz sobie przypomniał.

Zerwał się na równe nogi.

- Jedzenie!


Długa przerwa, wybaczcie. Pewnie Wy też zaglądaliście co jakiś czas, jak ja na Wasze blogi, z myślą, kiedy to pojawi się coś nowego. Większość była już napisana, tylko chęci do kontynuowania jakoś uleciały. No i czas. No i inne zajęcia, wiadomo. Może dam sobie z tym radę po roku, ponownie, w wakacje.
Bądźmy dobrej myśli!

Miłych dni życzę!