Część 10

Booth szybko przeanalizował sytuacje. Wyglądało na to, że całe miasteczko jest w to zamieszane. Co prawda miał broń, ale tylko 2 naboje. Na niewiele się to zda. Musiał wezwać pomoc. Sam mógł polec, a wtedy już z pewnością nikt nie pomoże Bones. Jak nie zdążą to nie wybaczy sobie tego do końca swojego życia. Pobiegł w kierunku szosy, lecz jak na złość nikt nie jechał. Poczuł bezsilność. Nagle jego uwagę zwrócił rower.

-Lepsze to niż nic- powiedział do siebie i ruszył w jego kierunku.

Po około 45 minutach jazdy na rowerze ze strzelbą w lewej dłoni zauważył zbliżający się z przeciwka samochód. Zatrzymał się i stanął na środku jezdni mierząc strzelbą do kierowcy. Ten, gdy tylko zauważył Seeley'a zatrzymał się. Wysiadł z uniesionymi rękami.

-Bierz co chcesz!! Tylko mnie nie zabijaj!

-Zabije cię jak mi w tej chwili nie dasz swojej komórki!

-Nie mam!! Przysięgam!

-No to biorę samochód! Jestem z FBI odzyska go pan! Albo niech pan jedzie ze mną!

Wsiedli do samochodu. Booth kazał mężczyźnie prowadzić.

-Jest pan z FBI taa? A mogę zobaczyć odznakę?!- Mężczyzna tracił cenny czas… jej czas.

-Jedź do najbliższego miasta gdzie jest telefon palancie!

Mężczyzna zrobił to, co agent mu kazał. Po kolejnych 30 minutach szaleńczej jazdy znaleźli się w jakimś miasteczku.

-Jest tu jakąś policja?!

-Biuro szeryfa jest tam.

-To zawieś mnie tam! – Kierowca znów go wysłuchał. Już miał wybiec ze strzelbą, lecz poczuł, ze ktoś go ciągnie za rękaw.

-Co?!

-Jak wbiegniesz tam ze strzelbą to się na ciebie rzucą. – o tym agent nie pomyslał. Zostawił strzelbę i przez ramię rzucił" Dzięki".

Potem wszystko trwało bardzo szybko. Zadzwonił do Cullena, ten natychmiast wysłał posiłki i wyjaśni wszystko szeryfowi potwierdzając tożsamość Booth'a. Szeryf ruszył wraz z Booth'em i innymi ludźmi z odsieczą nie czekając na posiłki. Podświadomie modlił się, aby Bones żyła. Wmawiał sobie, że wszystko będzie dobrze, lecz czuł, że może się rozczarować. Emocje targały nim. Nadal nie wiedział czy dobrze postąpił nie próbując ratować jej na własną rękę. W końcu dotarli do miasteczka sekty.

Wszyscy zabezpieczeni kamizelkami i wyposażeni w broń ruszyli. Nie mieli pojęcia gdzie szukać porwanej. To było jak szukanie igły w stogu siana. W dodatku nikt oprócz Booth'a tak naprawdę nie wiedział jak Bones wygląda. Dostali rozkaz zatrzymywać każdego i wyciągać informacje. Po zatrzymaniu paru osób w końcu Booth dotarł do McMillan. Chowała się w domu jak później się okazało należącego do niej.

-Gadaj gdzie jest Temprence!- krzyknął Seeley popychając ją na ścianę i przystawiając jej pistolet do skroni. W jego oczach widziała, że jest zdolny w tej chwili do wszystkiego.

-I tak już za późno!- krzyknęła mu w twarz w szyderczym uśmiechu. Był pewien, ze w tym momencie pociągnie za spust.

-Agencie Booth!!! Chyba znaleźliśmy ją!- w tym również momencie usłyszał syreny posiłków. Puścił kobietę inni się ją zajęli. Pobiegł w stronę mężczyzny, który oznajmił wiadomość.

-Gdzie ona jest?!- krzyknął

-Dostałem informacje przez radio- zaczął tłumaczyć się młody zastępca szeryfa.- W jakimś pomieszczeniu 3 domy dalej.- skończył widząc wściekłość agenta.

Seeley wybiegł. Zobaczył, że dopiero, co przybyli agenci też ruszyli w tym kierunku. Wszystko zdawało się być w zwolnionym tempie. Przez myśl mu przeszło „Ona musi żyć". Wbiegł do budynku. Skierował się za agentami do jakieś piwnicy. Zauważył blask świec dobiegający z śnieżnobiałego pomieszczenia oraz poświaty latarek agentów. Nagle ktoś wyniósł za fraki jakiś dwóch mężczyzn. Zauważył krew. Zrobiło mu się słabo. Ten drugi facet to przecież Dex! Co tu sie dzieje?! Przeceż on nam pomagał!! On jest agentem!! Bał się tego, co może tam zastać. Już miał wpaść do pomieszczenia, gdy nagle jakiś agent go zatrzymał.

-Booth! Nie wchodź tam!

-Tam jest moja partnerka!!! Wpuść mnie- zaczął się szarpać z agentem. W końcu wpadli tam i wszystko zobaczył. To, co zastał sprawiło, że zamarł. Agent, z którym się szarpał wytargał go poza śnieżnobiały pokój.

-Booth!! Booth! Słuchaj mnie!! Jest puls ona żyje!- lecz on już nie słuchał. Wyrwał się z jego uścisku. Postanowił zatłuc sukinsyna, który jej to zrobił.

c.d.n.