UWAGA! Autorką opowiadania jest Wizards-Pupil, ja tylko tłumaczę na Polski. :)
TRZASK
Obudziłam się i piszcząc chwyciłam różdżkę.Zamrugałam zaspanymi oczami i wycelowałam różdżkę w zamazany kształt. Zamrugałam jeszcze raz i wreszcie mogłam wyraźnie zobaczyć intruza.
Był to Fred Weasley.
"Co ty do cholery wyprawiasz? Czemu właśnie się tu aportowałeś? Mogłam cię zabić, Merlinie, mało brakowało!" - Strasznie podniosłam głos, ale byłam zbyt wściekła by się tym przejmować, na serio mogłam go zabić. Byłam przygotowana by użyć najgorszych znanych mi klątw. Fred uśmiechnął się szelmowsko wskazując na pokój.
"Dla twojej informacji, to tak właściwie mój pokój. To raczej ja powinienem się spytać co tu robisz." - Zrobił krótką pauzę, opuścił ramiona i przechylił głowę. - "Co tu robisz? Czy przypadkiem nie powinnaś spać w pokoju Ginny?"
Spiorunowałam go wzrokiem i skrzyżowałam ręce na piersiach. - "Nie mogłam dostać się do pokoju." - Zastanawiałam się czy wspomnieć Harrym, ale zdecydowałam, że lepiej nie. Przecież to nie na Harry'ego byłam wściekła, a prawie na pewno zaszkodziłabym mu wyjawiając prawdę. W tym domu było zbyt wielu starszych braci, by móc im wszystkim uciec. Fred spojrzał na mnie dziwnie i zrozumiałam, że pewnie wciąż zastanawia się co tu robiłam.
"Był zamknięty" - Wyjaśniłam. Uniósł brwi i uśmiechnął się.
"Próbowałaś Alohomory?"
Prychnęłam udając znieważoną. - "Na serio musiałeś mnie o to zapytać? Oczywiście, że jej próbowałam, razem z tuzinem innych zaklęć." - Wypuściłam powietrze i rozłożyłam ręce w geście porażki. - "Nic nie zadziałało."
Usiadł na łóżku George'a i podparł głowę na pięści. Myślał przez chwilę a potem skoczył na równe nogi i pstryknął palcami.
"Już wiem, to Klucze Trzymaj-się-z-daleka!" - Powiedział, jakby to wszystko wyjaśniało.
"Że co?" - Zapytałam. Nigdy nie słyszałam o 'Kluczach Trzymaj-się-z-daleka' w niczym co kiedykolwiek przeczytałam.
"Och, racja, nie wiesz o co chodzi. Przepraszam. Klucze Trzymaj-się-z-daleka, to nasz wynalazek. Wynaleźliśmy je kiedy uciekaliśmy przed Sama-Wiesz-Kim. Po prostu wtyka się je do zamka i nikt nie może wejść. Żadne z zaklęć nie zadziała, tylko ten kto używa kluczy może otworzyć drzwi."
Przez chwilę gapiłam się na niego i zaczynał wyglądać na zdenerwowanego. Uśmiechnęłam się i odżył na nowo. - "To naprawdę błyskotliwe. Harry i ja mogliśmy użyć tego na poszukiwaniach. A znasz może jakieś zaklęcie, które pozwoli nam dostać się do środka?"
Jego uśmiech lekko przygasł i pokręcił głową. - "Nie, nie możemy dostać się do środka." - Podniosłam się z łóżka, przygładzając prześcieradło i przeciągnęłam się. Kompletnie zapomniałam, że nie mam na sobie nic poza t-shirtem.
Opuściłam ramiona i obróciłam się. Fred rozdziawił usta i rozszerzył oczy. Wyglądał na lekko zszokowanego i gapił się na mnie.
"Na brodę Merlina, Hermiono!" - powiedział - "Czemu nie wstałaś wcześniej?" - Poczułam, że czerwienieję na twarzy i szybko chwyciłam prześcieradło z łóżka. Owinęłam się nim i usiłowałam przestać się rumienić.
"Fre-Fred! Wyjdź, muszę się ubrać!" - Trzymałam mocno prześcieradło przyciskając je do piersi. Uśmiechnął się i uniósł brwi podnosząc się z łóżka.
"Jesteś pewna, że nie potrzebujesz pomocy?" - Zapytał, podchodząc krok bliżej mnie i uśmiechając się sugestywnie.
"Nie, wyjdź." - Powiedziałam najspokojniej jak potrafiłam, wskazując na drzwi. Uśmiechnął się i podszedł do drzwi.
"Do zobaczenia później Granger, musimy jeszcze omówić szczegóły naszego 'planu'." - Potem opuścił pokój, zostawiając w nim mnie i moje czerwone policzki. Ubrałam się szybko, zaczarowując sweter tak, żeby zmienił barwę z niebieskiej na zieloną. W ten sposób nie będę wyglądała jakbym miała na sobie to samo ubranie. Uczesałam szybko włosy w warkocz i zeszłam po schodach. Moje myśli biegły jak oszalałe, a moje serce biło zdecydowanie zbyt szybko. Czemu Fred miał na mnie taki wpływ? Musiałam uciąć sobie później pogawędkę z Ginny, potrzebowałam pogadać z jakąś dziewczyną. Weszłam do kuchni.
Przy stole siedziały tylko dwie osoby, Fred i Ron.
O mój Boże.
Rozważałam szybki powrót na schody, ale Ron już mnie zauważył. Merlinie, ratuj mnie.
Podeszłam do stołu i udawałam, że nie jestem zdenerwowana, nawet jeśli moje policzki były czerwone, a do tego cała się pociłam.
"Dzień dobry 'Miona'." - Powiedział Ron nie podnosząc głowy znad owsianki. Fred siedział po lewej stronie stołu, a Ron po prawej. Fred podniósł głowę i uśmiechnął się.
"Wiesz," - Powiedział z iskierką rozbawienia w oku. - "zielony, to naprawdę twój kolor." - Poczułam, że rumienię się na wspomnienie koszulki. Po chwili zastanowienia zdecydowałam się usiąść po stronie Freda. Opadłam na krzesło i popatrzyłam na miskę, która była już wypełniona owsianką. Uśmiechnęłam się do Rona, próbując dać mu do zrozumienia, że nie jestem na niego zła. On także uśmiechnął się w odpowiedzi. Siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu. W końcu udało mi się odezwać.
"Przepraszam Ron. Nie powinnam była być na ciebie zła." - Spojrzał na mnie zaskoczony.
"Ty mnie przepraszasz? Nie, 'Miona', to ja zachowywałem się jak idiota." - Przełknął łyżkę owsianki i poruszył się niespokojnie. - "Nie wiedziałem co robić. Naprawdę bardzo mi się podobałaś, no cóż, przynajmniej tak myślałem, ale potem się pocałowaliśmy. I nic się nie stało, nie to, że nie było przyjemnie, ale to wszystko." - Zaczął, ale mu przerwałam.
"Kocham cię Ron" - poczułam, że Fred siedzący obok trochę zesztywniał i uświadomiłam sobie, że wciąż tam jest. Zarumieniłam się i mówiłam dalej. - "Zawsze cię kochałam i zawsze będę. Ale jak brata. Czuję to samo co ty, po prostu nie zauważyłam tego wcześniej. Myślę, że po prostu bardzo chciałam kogoś pokochać. Jestem szczerze uradowana, że masz kogoś tak wspaniałego jak Luna. I uważam, że doskonale do siebie pasujecie" - W chwili gdy to mówiłam, czułam jak wszystkie moje uczucia do Rona po prostu znikają. To co mówiłam było szczerą prawdą, nigdy go nie kochałam. Być może mogłabym bardzo łatwo go pokochać, ale wygląda na to, że nigdy się tego nie dowiem.
Zaryzykowałam i spojrzałam na Freda. Gapił się na śniadanie, udając, że nie usłyszał ani słowa. Byłam mu za to wdzięczna, ale z drugiej strony chciałam wiedzieć co czuje. Był szczęśliwy? Smutny? Obojętny?
Szczerze, nie sądziłam, że bardzo trudno byłoby pokochać Freda. To znaczy, jest uroczy, szczery, godny zaufania, zabawny i był prawdziwym Gryfonem. To znaczy, już wtedy w sekrecie byłam zadowolona, że przydzielono mnie do niego; mógł okazać się dla mnie dobrym mężem.
Ron przełknął kolejną łyżkę owsianki, zanim się odezwał, wypędzając mnie z moich rozmyślań. - "Miona, myślisz, że moglibyśmy znów być przyjaciółmi? Na prawdę bardzo cię lubię i nie mogę cię stracić ze względu na to, jakim byłem idiotą."
"Myślę, że mogłoby się udać." - Przez chwilę kusiło mnie by go przytulić, ale zdecydowałam, że lepiej będzie jeśli tego nie zrobię. Nie chciałam zrobić nic zbyt dziwnego. Spojrzałam na Freda i zauważyłam, że on także się na mnie patrzy. Jego wzrok był intensywny i sprawiał, że poczułam motylki w brzuchu. Motylki, które miałam już wcześniej, ale dopiero teraz je zauważyłam. Mogłabym się na niego gapić przez cały ranek, gdybym nie usłyszała, że ktoś schodzi po schodach.
"Cześć, ładna dziś pogoda, czy coś przegapiłem?" - Zapytał Harry opadając na krzesło obok Rona. Oderwałam spojrzenie od twarzy Freda i uśmiechnęłam się kiedy Ginny wyszła zza Harry'ego i usiadła koło mnie.
"Część Hermiona!" - Zatrzymała się i spojrzała na mnie zdziwiona. - "Czy przypadkiem nie miałaś wczoraj tego samego ubrania?"
Spiorunowałam ją wzrokiem.
