Przepraszam, przepraszam, PRZEPRASZAM! Nie mogłam wcześniej wstawić rozdziału ponieważ w domu mam regularny bunt maszyn. Naprawdę. Ale już jest i mam nadzieję, że wam się spodoba.

Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze. Naprawdę pomagają.

kreskanado: twój komentarz byl bardzo pomocny. Wiem jak wyglądają brytyjskie osiedla. A co do plagiatu to mam małą prośbę. Napisz jakie ff plagiatuje albo chociaż które pomysły czy wątki, według ciebie, są plagiatem ponieważ bez tych informacji nie jestem wstanie uniknąć tych przypadkowych plagiatów. a jeśli chodzi o Dumbledore'a to postaram się poprawić. I jeśli masz jeszcze jakieś zastrzeżenia to chętnie je przeczytam by w przyszłości już takich nie było.

Więcej nie przynudzam tylko zapraszam do czytania. I bardzo proszę o komentarze. Niezarejestrowani użytkownicy również mogą zostawić komentarz :)


Acrux poprowadził swojego przyjaciela do prywatnych komnat we wschodnim skrzydle. Usiedli wygodnie w fotelach naprzeciwko siebie i Acrux rozpalił ogień w kominku przy pomocy różdżki. Srebrnowłosy rozsiadł się wygodnie w fotelu i przymknął oczy. Jon siedział sztywno przyglądając się przyjacielowi w cichym skupieniu. Za oknami cieple promienie słońca oświetlały las w pobliżu zamku, zamieniając liście drzew w płynne złoto. W powietrzu unosił się słodki zapach lata oraz delikatna woń ognia.

- Dan będzie tutaj za pół godziny. – Powiedział cicho Jon chcąc przerwać ciszę. Acrux westchnął cicho i otworzył oczy.

- Zakładam, że każda próba przeprosin spełźnie na niczym?

- Możliwe, że nie, jeśli tylko twoje wyjaśnienia będą… zadawalające. – Odpowiedział spokojnie Jon i utkwił swe złote oczy w mężczyźnie.

- Uważam, że powinniśmy zaczekać na twego brata. – Mruknął Acrux odwracając wzrok.

- Dan i tak teraz wszystko słyszy, więc nie ma takiej potrzeby.

- Dobrze. Więc co chcesz wiedzieć? – Zapytał zrezygnowany mężczyzna. Jon odsłonił idealnie białe i równe zęby w uśmiechu.

- Wszystko.

Kiedy Acrux skończył swój monolog Jon zamknął oczy próbując wszystko sobie poukładać. Siedzieli w ciszy przez dłuższą chwilę, gdy drzwi do salonu powoli otworzyły się ukazując w nich przybysza. Nieznajomy wszedł do środka i, zamknąwszy za sobą drzwi, podszedł do dwójki siedzącej przy kominku. Jon nadal nie otwierał oczu a Acrux poruszył się niespokojnie.

- Witaj Dan. Wybacz, że wezwałem cię tak nagle, ale sam rozumiesz… - Zaczął Acrux chcąc przerwać niezręczną ciszę.

- Nie. Nie rozumiem twego lekkomyślnego zachowania. – Przerwał mu mężczyzna nazwany Danem. Usiadł wygodnie na kanapie i spojrzał twardo na Acruxa.

Acrux spojrzał na niego i szybko odwrócił wzrok. Dan był wzrostu Jona i tak samo jak on miał złote oczy z jasnymi plamkami. Ale, w przeciwieństwie do brata, miał długie czerwone włosy związane w luźny kuc. Miał również odmienny styl. Był ubrany w czarną koszulę, w której rozpiął dwa pierwsze guziki, i ciemne dżinsy. Na szyi miał zawieszony niewielki, podłużny niebieski kryształ, w którym wirował błękitny płyn. Był szczupły i przyjemnie umięśniony. Dan, podobnie jak Jon, był bardzo przystojny i, na swój sposób, drapieżny.

- Ja… przepraszam. – Wyszeptał Acrux rzucając ukradkowe spojrzenie w stronę nowoprzybyłego.

- Nie przepraszaj mnie tylko spróbuj to jakoś odkręcić. W końcu ci na nim zależy, czyż nie? – Warknął Dan.

- Tak. Ale nie wiem jak mam to zrobić.

- Pomyśl. Podobno jesteś inteligentny. – Odpowiedział Dan drażniąc go. Bardzo dobrze wiedział, że nawet najmniejsza wątpliwość w poziom inteligencji Acruxa jest poniekąd jego zapłonem.

- Jestem inteligentny, a ty zaraz będziesz martwy. – Warknął Acrux i poważnie zaczął myśleć nad obecną sytuacją.

- Co z jego wspomnieniami? – zapytał lekko Jon.

- Są szczelnie zamknięte. On sam to zrobił. – Odpowiedział Acrux machając ręką.

- Czy przebłyski wspomnień u chłopca będą odpowiednim powodem do odesłania go?

- Tak. I chyba wiem jak to zrobić. Ale będę potrzebował waszej pomocy. – Odpowiedział z nagłym przypływem entuzjazmu.

- Zgoda. Ale nic nie jest za darmo. – Dan odpowiedział za siebie i za brata.


Minerwa odczepiła od nóżki sówki kawałek pergaminu zwiniętego w rurkę i rozwinęła go. Spojrzała szybko na pergamin nie będąc pewna, czy na pewno chce poznać odpowiedź.

Spotkanie może zostać przełożone na 1 sierpnia pod warunkiem, że będzie Pani sama.
Dalsze informacje dostanie Pani 31 lipca.
A.M.

Minerwa uśmiechnęła się szeroko ale prawie natychmiast zmarkotniała. Jeśli ma przyjść sama, to może nie udać jej się odbić Harry'ego. Jednak na to wciąż miała jeszcze trochę czasu. Teraz musi się spotkać z Severusem i dowiedzieć się czegoś więcej o Acruxie.

Wrzuciła pergamin do ognia i wyszła kierując się do lochów. Gdy w końcu stanęła przed drzwiami do komnat Mistrza Eliksirów minęło dobre piętnaście minut. Zapukała i usłyszawszy ''Wejść!'' pchnęła drzwi i cicho je za sobą zamknęła.

- Witaj Minerwo. Co cię do mnie sprowadza? – Przywitał się Snape wstając z fotela i odkładając kryształową szklankę na stolik obok.

- Chciałabym z tobą porozmawiać o Harry'm Potterze. – Powiedziała Minerwa siadając na jednym z fotelów.

- Szczeniak Potterów.

- Dziecko Lily i Jamesa. – Poprawiło go McGonagall. - Wiesz, że przyjdzie w tym roku do Hogwartu. Chciałabym, byś traktował go jak każdego innego ucznia.

- Mam zapomnieć, że jego ojciec upokarzał mnie na oczach całej szkoły przez siedem lat mojego życia? Prosisz o dużo.

- Wiem. Ale Harry też nie będzie miał łatwo. A jeśli i ty zaczniesz się nad nim znęcać to chłopiec może tego nie wytrzymać. Proszę cię, Severusie. Zastanów się nad tym. – Powiedziała Minerwa po czym wstała i wyszła z komnat kolegi pozostawiając Snape rozmyślającego.


Harry zdążył zjeść śniadanie i od półgodziny powinien ćwiczyć walkę wręcz. Ale wciąż nigdzie nie było widać ani Acruxa ani jego znajomych. Harry postanowił udać się do Sali Ćwiczeń. Gdy tam doszedł wyciągnął jeden manekin na środek i zaczął ćwiczyć wczorajszą sekwencję. Po pięciu seriach zaczął się nudzić a mężczyzn nie było nigdzie na horyzoncie. Postanowił nadal ćwiczyć poznaną sekwencję i doprowadzić ją do perfekcji. Wciąż zwiększał prędkość i poprawiał celność aż w końcu, po pół godzinie, do Sali weszli Acrux, Jon i czerwono włosy mężczyzna. W trójkę podeszli do wciąż ćwiczącego Harry'ego i przypatrywali się jego poczynaniom. W końcu Acrux podszedł do niego, chwycił go za ramię i, obróciwszy w swoją stronę, spoliczkował. Zaskoczony Harry usiadł na ziemi i przyłożył dłoń do bolącego miejsca.

- To za wczoraj. – Powiedział Acrux i skinął na przyjaciół.

- Wiem. – Odpowiedział Harry i został podniesiony przez Dana.

- Dan. Jestem bratem Jona oraz twoim opiekunem i nauczycielem. – Przedstawił się szybko Dan i postawił chłopca.

- Harry Potter. – Powiedział krótko Harry nie siląc się na zbędne uprzejmości. Dan skinął mu głową po czym odwrócił się do Acruxa.

- Możesz już iść. Sami się nim zajmiemy. – Acrux kiwnął głową i wyszedł.

- Dzisiaj już zbyt dużo nie zdążymy zrobić, ale pokażę ci drugą sekwencję, którą możesz łączyć z pierwszą.

Dan ustawił się i wykonał powoli siedem ciosów. Harry przypatrywał mu się dokładnie po czym powtórzył wszystko. Jon stał przy nim i poprawiał wszelkie błędy. Za czwartym razem Harry wykonał sekwencję bez błędnie ale uznał, że pierwsza była o wiele łatwiejsza.

Dalszy ciąg dnia był już normalny. Harry każdą lekcję, włącznie z okumencją, miał z Danem i Jonem. Wieczorem był już na tyle zmęczony, że nawet nie był w stanie nic poczytać. Ale za to był szczęśliwy. Nauka szła mu bardzo dobrze ale miał dziwne wrażenie, że już to umiał. Że już kiedyś przygotowywał ten eliksir, że już kiedyś rzucał to zaklęcie. Ale im więcej nad tym myślał tym częściej dochodził do wniosku, że po prosu wariuje.

Cały tydzień minął według wyznaczonego planu. Przekonał się na własnej skórze, że spóźnienia nigdy nie są dobre. Ale za to dowiedział się również, że Jon jest wampirem. Gdy zapytał się Dana podczas walki, czy on również jest wampirem, otrzymał taki mocny cios w brzuch, że nie mógł złapać oddechu przez ładną chwilę. Ale nie zraził się tym. Spróbował ponownie z Jonem ale ten tylko nachylił się do ucha chłopca i szepną, że takie małe bezbronne dzieci nie powinny się mieszać w tematy dorosłych. I to całkowicie zniechęciło bruneta do zadawania dalszych pytań.

Harry obudził się w sobotę o 5.00 i poszedł raźnym krokiem do łazienki. W sobotę mógł spać godzinę dłużej a w niedzielę nawet dwie. Ale nie tym był tak szczęśliwy. Dzisiaj miał się nauczyć latać na miotle. Harry czuł, że to będą jego ulubione lekcje. O 5.30 stawił się na dziedzińcu i zaczął biegać. O 7.00 zdyszany dobiegł z powrotem do dziedzińca. Przez tydzień poprawił na tyle swoja sprawność, że biegał spokojnie pięć okrążeń wokół zamku i nie padał na twarz. Po śniadaniu razem z Jonem i Danem ćwiczył walkę wręcz, Zaklęcia i Obronę przed Czarną Magią. Dziwił się, że w sobotę też musi się uczyć ale doszedł do wniosku, że muszą mieć mało czasu. Ale ucieszył się gdy usłyszał, że do obiadu pozostała mu wolna godzina. I że w tym czasie może się wybrać do wioski. Pobiegł do swojego pokoju, ubrał krótkie spodenki i bezrękawnik po czym wybiegł ze swoich komnat. Na dziedzińcu czekał na niego Jon. Harry dobiegł do niego i razem ruszyli do wioski.

Dan patrzył przez okno jak Harry idzie z Jonem ramię w ramię do wioski. Uśmiechnął się pod nosem i skierował do biblioteki. Nie mógł pozwolić na to, by chłopiec spędził tutaj jeszcze dużo czasu.

- On musi wrócić. – mruknął pod nosem przeszukując półki w poszukiwaniu odpowiedniej książki. – Przecież tutaj była.

- Tej szukasz? – Dan usłyszał pytanie za swoimi plecami i szybko się odwrócił.

- Zgadza się. A teraz byłbyś tak uprzejmy i oddał mi ją? – Zapytał powoli zbliżając się do Acruxa, który trzymał książkę nad głową, oparty nonszalancko o ścianę.

- A czemu ta książka tak cię interesuje? – Spytał Acrux otwierając ją i kartkując.

- Ponieważ ma ładną okładkę. A teraz oddaj mi ją. – Odpowiedział ze złością Dan.

- Naprawdę ci się podoba? Ale masz koszmarny gust. – Powiedział mężczyzna i rzucił książkę Danowi. Dan złapał ją zręcznie i, odwróciwszy się na pięcie, ruszył ku stolikom.

- Będę miał cię na oku więc nic nie kombinuj. – Rzucił jeszcze Acrux i ruszył do swoich komnat.

- Uważaj bo oślepniesz. – Warknął Dan i zanurzył się w lekturze.

Czytał dość nudne wywody starego czarodzieja o konsekwencjach podróży w czasie i przestrzeni. Ale nie to go interesowało. Interesowało go tylko jak kogoś odesłać do jego czasoprzestrzeni. W końcu znalazł odpowiedni rozdział i zaczął uważnie czytać jednocześnie sporządzając notatki. Przemieszczenie czarodzieja w czasoprzestrzeni było dość trudne. Trzeba było naprawdę dobrze posługiwać się Czarną Magią. Ale nie to było akurat problemem. Przecież on wraz z bratem byli tworami Czarnej Magii i dobrze się nią posługiwali. Większym problemem był sam rytuał. Dan spisał cała instrukcję i schował ją do kieszeni. Zaraz mieli się pojawić Jon z Harry'm i będzie musiał się nimi zająć. Schował książkę w głębi biblioteki i wyszedł na spotkanie z resztą.

Jon przekroczył bramę zamku z Harry'm na rękach i skierował się do szybko do Sali Szpitalnej. Jednak nie zdążył zrobić nawet dwóch kroków gdy na dziedziniec wpadł Dan z Acruxem. Podbiegli do przybyłych i zatrzymali się na widok chłopca. Harry drżał na całym ciele oblany zimnym potem.

- Co mu się stało? – Zapytał Dan kierując brata do środka.

- Nie wiem. Chodziliśmy cały czas razem i nagle Harry padł na ziemię i zaczął się trząść. Chciałem go uspokoić ale stracił przytomność. Kiedy próbowałem go wziąć na ręce zaczął krzyczeć i się szamotać. Nie wiedziałem co zrobić więc szybko pobiegłem tutaj. – Zrelacjonował szybko Jon biegnąc do Sali Szpitalnej. Po kilku minutach wpadli do Sali i Jon położył nieprzytomnego chłopca na łóżku.

- Dan, ty się nim zajmij. – Polecił Acrux. – A ty, Jon, choć ze mną.

Mężczyźni kiwnęli głowami i Acrux wyprowadził Jona trzymając go za rękę. Dan pochylił się nad chłopcem i ściągnął mu koszulkę. Zbadał uważnie ciało poszukując urazów ale niczego nie znalazł. Położył dłoń na czole bruneto i rzucił kilka zaklęć. Po otrzymaniu wyników zbladł i zaczął wyciągać odpowiednie eliksiry. Chłopiec miał wysoką gorączkę i drgawki. Ale oprócz tego jego serce niebezpiecznie zwolniło. Jednak nie to było najgorsze. Jego mózg powoli przestawał działać.

Dan otworzył usta chłopcu i wlał mu do gardła eliksiry uważając, by ten się nie udławił. Jednak Harry zaczął się znowu miotać i wypluł cały eliksir. Dan przytrzymał chłopca za ramiona i rzucił zaklęcie. Harry znieruchomiał i Dan cofnął zaklęcie. Ponownie przygotował eliksiry ale tym razem podał je dożylnie. Nie miał zamiaru znowu ryzykować. Podpiął wszystkie eliksiry tak, że same podawały się w odpowiednim momencie i w odpowiedniej kolejności. Wyczarował patronusa i wysłał go po Jona i Acruxa. Jemu w końcu też należą się wyjaśnienia.

Po kilku minutach do Sali weszli Jon z Acruxem. Usiedli na krzesłach i przez dłuższą chwilę wpatrywali się w chłopca.

- Odzyskuje pamięć. – Powiedział Dan przerywając ciszę.

- Jak? – Zapytał Acrux.

- Nie wiem. Wiem tylko, że stopniowo wraca mu pamięć. Ale nie wiem z jakiego okresu i jaka jej część. – odpowiedział spokojnie Dan. – Ale wiem, że jeszcze kilka takich ataków i chłopak umrze.

Acrux podniósł szybko głowę i skierował swój wzrok na czerwonowłosego mężczyznę. Spojrzał na niego z lękiem ale nie odczytał nic z jego spokojnej twarzy.

- Pieprzyć go. Nie może tutaj zbyt długo zostać. Ile jeszcze wytrzyma? – powiedział nagle Jon po czym zwrócił się do Dana.

- Góra trzy miesiące. Ale nie ryzykowałbym dłużej niż dwa. – Odpowiedział Dan przymykając oczy. Acrux westchnął i wstał z krzesła.

- Masz rację Jon. Pieprzyć go. Ale zanim to zrobimy trzeba go powiadomić o zaistniałej sytuacji. – powiedział Acrux i skierował się w stronę wyjścia.

- My tutaj z nim zostaniemy. A tak przy okazji. Ja nie jestem gejem. Więc nie mam zamiaru go pieprzyć. – Powiedział Dan wpatrując się w nieprzytomnego chłopca. Acrux uśmiechnął się pod nosem i wyszedł z Sali.


Harry dryfował w ciemności. Nie wiedział gdzie jest ani jak się tu znalazł. Ale nie wiedział również kim jest. Zaczął się rozglądać dookoła aż zlokalizował małe światełko. Chciał do niego podejść ale nagle z ciemności wyleciały wspomnienia. Zaatakowały bruneta nie dając mu możliwości jakiejkolwiek obrony. Harry znieruchomiał i pozwolił wspomnieniom spokojnie przewijać się w jego głowie.

Miał dwanaście lat. Stał, przyciśnięty plecami do ściany, z mieczem w ręce, naprzeciw bazyliszka. Wąż opuścił głowę i tym razem dobrze wycelował. Ale Harry w ostatniej chwili uniósł miecz i przebił nim pysk bazyliszka. Poczuł ostry ból w okolicy prawego łokcia i wspomnienie zniknęło. Teraz przez jego głowę zaczęły przemykać inne wspomnienia ale tak szybko, że nie mógł się na nich skupić. Wiedział jednak, czy bardziej czuł, że te wspomnienia zostaną w jego głowie.

Nagle wspomnienia zniknęły. Nic go nie atakowało. Ale czuł, że się unosi. Że ta aksamitna ciemność go opuszcza. Że zbliża się do światła. Otworzył oczy i szybko tego pożałował. Przymknął je i odwrócił głowę. Obok niego coś się poruszyło. W następnej chwili ktoś mocno chwycił go za ramiona i przycisnął do łóżka. Zmusił się do otworzenia oczu i zobaczył cal od swojej twarzy twarz Dana.

- Kurwa Potter. Nic ci nie jest? – Warknął Dan przysuwając się bliżej chłopca tak, że stykali się nosami.

- N-nie. Chyba nie. – Odpowiedział Harry zszokowany zaistniałą sytuacją.

- Dan, odsuń się od niego, bo zaraz się udusi. – Powiedział Jon odciągając brata od bruneta.

- Zaraz ja go uduszę. Czy ty wiesz gówniarzu jakiego strachu nam napędziłeś?!

- Nie krzycz na niego. Podobno to ty jesteś ten zawsze opanowany. – powiedział Jon chwytając się za nasadę nosa.
- Bo jestem. Ja tylko…

- Przepraszam. – Wyszeptał Harry i odwrócił wzrok.

- Nic się nie stało. – Mruknął Dan siadając na powrót w fotelu.

- Czy… czy to co widziałem to była prawda?

- A co widziałeś? – Zapytał Dan ukrywając ciekawość.

- Stałem z mieczem w ręce naprzeciw bazyliszka. Byłem w drugiej klasie. Wąż był już ślepy. Zaatakował mnie. Przebiłem jego pysk mieczem ale jeden z kłów wbił mi się w ramię. Tylko tyle pamiętam.

Dan wymienił z Jonem znaczące spojrzenie i skierował swoją uwagę z powrotem na chłopca.

- Czy jeszcze coś widziałeś? – Spytał Dan przeczuwając już odpowiedź.

- Tak. Ale to były tylko chwilowe przebłyski.

- Na przykład? – Drążył Jon.

- Cho, Hermiona, Ron.

- Kto to jest?

- Nie wiem. Ale wiem, że są moimi przyjaciółmi. I że powinienem być teraz z nimi.

- Już nie długo Harry. Obiecuje. – Odezwał się Acrux który właśnie wszedł do Sali i usłyszał ostatnie zdanie.

Harry następnego dnia wyszedł z Sali Szpitalnej i od razu udał się na zajęcia. Udało mu się opuścić bieganie ale walki wręcz Dan już mu nie podarował. Trenowali ciężko aż do momentu gdy Harry padł na maty wyczerpany.

- Dan?

- Hm?

- Czy zamiast latać na miotle możemy jeszcze trochę potrenować?

- A to dlaczego?

- W tych wspomnieniach byłem ja latający na miotle podczas meczu więc chyba potrafię latać.

- Dobrze. Ale pod jednym warunkiem.

- Jakim?

- Za tydzień pojedziesz ze mną na weekend.

- Super! To znaczy chętnie. – poprawił się szybko Harry widząc sceptyczną minę Dana na wybuch radości. – A gdzie pojedziemy?

- Zobaczysz.

Odpoczęli jeszcze dziesięć minut i ponownie zabrali się za trening. W pewnym momencie Harry stracił równowagę i wpadł na Dana przewracając go. Leżał na nim przyciskając swój policzek do jego ust. Poderwał się szybko bojąc się reakcji mężczyzny ale ten tylko przyciągnął go do siebie i przytulił.

- Nic ci się nie stało? – wyszeptał do ucha brunetowi.

- Nie. – odpowiedział również cicho Harry. Bardzo lubił Dana. Nie wiedział dlaczego tak bardzo go lubi ale nie przejmował się tym. Dla nich liczyło się tylko tu i teraz.


Harry spędził spokojnie niedzielę i następny tydzień. Aż do saboty. W sobotę wstał o czwartej by się przygotować do podróży. Powłóczył się do łazienki i wziął zimny prysznic. Gdy woda przegoniła resztki snu, Harry zmienił wodę na cieplejszą i wziął przyjemniejszą kąpiel. Kiedy wyszedł z łazienki z ręcznikiem na biodrach, znalazł przy łóżku mały plecak i wysokie, wygodne skurzane buty. Wziął plecak i spakował rzeczy na przebranie oraz kilka innych niezbędnych rzeczy. Dzień wcześniej dostał od Dana pokrowiec na różdżkę, który mocowało się do uda. Położył go na łóżku i przygotował rzeczy do ubrania. Bardzo nie lubił tego zestawu. Acrux nagminnie kupował mu rzeczy w ciemnych odcieniach które, co prawda, dobrze do niego pasowały i podkreślały jego oczy, ale były strasznie monotonne. Ale tym razem będą idealne. Nawet jeśli bardzo się ubrudzi nie będzie tego tak bardzo widać. Ubrał więc czarne długie spodnie i czarny T-shirt. Do tego miał jeszcze czarną kurtkę zaczarowaną tak, że nie przemakała i nie pozwalała na spadek temperatury ciała poniżej optymalnej. Ubrał buty i usiadł na łóżku. Trochę się niepokoił. Nie wiedział gdzie idą ani w jakim celu. A po za tym ciągle budził się w nocy przez sny. Albo raczej wspomnienia. Nie ważne jakie. Czy były radosne czy wręcz przeciwnie i tak zawsze budził się z krzykiem i zlany zimnym potem.

Nagle obok niego zmaterializował się skrzat z cichym puf i ukłonił się nisko.

- Sir Dan wzywa Panicza Pottera na śniadanie i prosi o zabranie bagaży. –Powiedział skrzat po czym ukłonił się nisko i pstryknął palcami znikając. Harry jeszcze przez chwilę patrzył w miejsce, gdzie zniknął skrzat po czym wstał, założył plecak na jedno ramię, przypiął pokrowiec z różdżką do nogi i wyszedł ze swoich komnat.

Kiedy wszedł do jadalni wszyscy już na niego czekali. Usiadł na swoim standardowym miejscu między Danem i Jonem a naprzeciwko Acruxa. Powiedział smacznego i nałożył sobie na talerz lekkie śniadanie. Wypił do tego kubek herbaty i buteleczkę eliksiru. Gdy się zapytał, na co jest ten eliksir dostał odpowiedź, że ma mu pomóc uporządkować umysł. Jego srebrnowłosy opiekun sadził, że po mieszkaniu z mugolami wciąż nie doszedł do siebie. Harry nie kwestionował tego stwierdzenia ale też nie zgadzał się z nim do końca.

- Harry, wypij jeszcze to. – powiedział Dan podsuwając mu flakonik obok talerza.

- Po co?

- Jeśli nie wypijesz, zostajesz w domu. – Odpowiedział Acrux. Dan wysłał mu ukradkiem wściekłe spojrzenie. Harry uważnie oglądał eliksir i w końcu otworzył go chcąc go wypić.

- Poczekaj. Zanim to zrobisz idź do toalety opróżnić swój żołądek. I nie wracaj dopóki się nie upewnisz, że nie masz już w sobie żadnych pozostałości po śniadaniu. – Powiedział Dan chwytając go za rękę.

- Ale…

- Wyjaśnię jak wrócisz. Spotkamy się na dziedzińcu.

Harry pokiwał głową i wyszedł z jadalni do łazienki. Rzucił na siebie jedno proste zaklęcie które miało pomóc mu opróżnić żołądek. Wyczytał je ostatnio w jednej z książek ze swojej podręcznej biblioteki. Gdy po dziesięciu minutach był absolutnie pewny, że nie ma w sobie już ani grama jedzenia wyszedł z łazienki i wyszedł na dziedziniec.

Dan właśnie kłócił się o coś z Acruxem i Jonem ale na widok Harry'ego szybko zamilkł. Acrux wcisnął mu w dłoń małą paczuszkę, która zniknęła w plecaku Dana. Harry podszedł do nich i spojrzał z wyczekiwaniem na Dana.

- Wypij to. – Powiedział Jon podsuwając mu pod nos ten sam flakonik. Harry przyjął go i jednym haustem wypił wszystko.

- Połknąłeś? – zapytał Acrux.

- Tak.

- To teraz nie uważnie posłuchaj. Będziesz się czuł po tym eliksirze dość dziwnie. Po pierwsze, będzie ci strasznie ciepło na całym ciele i będziesz cały czas czuł potrzebę pójścia do łazienki. Zignoruj ją. Dan ci powie, kiedy będziesz mógł się załatwić. Po drugie, będziesz lekko otępiały i będziesz się czuł, jakbyś miał umysł pogrążony we mgle. Dlatego staraj się skupiać na najważniejszych rzeczach a inne ignorować. Po trzecie, co godzinę będziesz dostawał kolejne porcje eliksiru. Jeśli jakiejkolwiek nie przyjmiesz nie dostaniesz kolacji więc nie wybrzydzaj. I wreszcie po czwarte. Słuchaj się Dana we wszystkim co ci powie. Nawet jeśli każe ci biegać nago po Londynie masz to zrobić, zrozumiałeś?

- Tak. Chyba. Kiedy to minie? – Spytał Harry patrząc z lekka nieprzytomnym wzrokiem na Acruxa.

- W końcu się przyzwyczaisz. – Odpowiedział zamiast tego Jon a Harry kiwnął głową.

- To ruszamy. – Powiedział Dan chwytając chłopca w pasie przyciągając go bliżej, po czym aportowali się.