Rozdział dziesiąty
Czerwone od płaczu oczy, zły humor i wygląd osoby, która nie zaznała zbyt wiele odpoczynku w nocy zrobiły swoje. Gdy Diego wszedł do gospody, natychmiast zwrócił uwagę na kiepskie samopoczucie swojej przyjaciółki. Drepcząca za nim Isabel nie odzywała się, ale zerkała ciekawie. Na to właśnie liczyła Victoria.
- Co się stało, Victorio? – zapytał młody de la Vega, stając przy barze, gdzie señorita akurat szykowała komuś śniadanie. – Co cię trapi?
- Buenos dias, Diego – mruknęła z roztargnieniem dziewczyna, nie podnosząc wzroku znad talerzy. – Nic... – dodała nieprzekonująco. Tak jak się spodziewała, Diego nie dał się zbyć.
- Victorio, wiesz, że zawsze możesz ze mną porozmawiać – Diego oparł się o blat i przechylił, żeby być bliżej. – Jesteśmy przyjaciółmi.
- To nie jest temat na rozmowę w gospodzie – odparła Victoria i pochyliła się, niby żeby podnieść coś z ziemi, a tak naprawdę skrywając uśmiech. Taaaak, „przyjaciółmi". – Mam za dużo pracy, Diego, nie mogę tracić czasu na...
- Może w takim razie przyjedziesz dzisiaj do hacjendy na obiad? – zaproponował Diego. – Będziemy mogli swobodnie porozmawiać.
- Tak, przyjedź! – włączyła się entuzjastycznie Isabel. – Dawno u nas nie byłaś – nalegała. Victoria wahała się jeszcze chwilę.
- Nie sprawię wam kłopotu? – zapytała.
- Absolutnie – zapewnił ją Diego z uśmiechem. – Wręcz przeciwnie. Przecież wiesz, że jesteś u nas zawsze mile widzianym gościem.
- Dobrze, w takim razie zamknę na sjestę i przyjadę – zdecydowała się w końcu Victoria. – Gracias.
- Do usług – odparł szarmancko Diego, a dziewczyna omal się nie zdradziła. Tak wobec niej częściej zachowywał się Zorro niż Diego. – W takim razie zobaczymy się w hacjendzie. Przyślę po ciebie powóz – zaoferował. Victoria skinęła głową w podziękowaniu. – Chodź, Isabel, musimy uprzedzić Marię.
Diego wyszedł ze swoją córką, a Victoria pospieszyła do kuchni. Dopiero tam, sama, oparła się o ścianę i roześmiała się. Jej przyjaciel jeszcze nie wiedział, w co się wpakował, zapraszając ją na obiad.
- Tato, tato, pomóż mi! – wołanie Isabel oderwało Diego od lektury. Akurat znalazł chwilę i zamierzał dokończyć rozdział, ale jego córka miała najwyraźniej inne plany.
- Co się stało, Isabel? – zapytał młody de la Vega, z westchnieniem odkładając książkę. Wstał i chciał pójść do pokoju córki, ale dziewczynka zdążyła wybiec na korytarz.
- Zaplątałam się – powiedziała żałośnie. Jej ojciec na moment zaniemówił. Nigdy by nie pomyślał, że znajdzie się w sytuacji, kiedy będzie musiał pomóc się ubrać własnej córce. A Isabel stała na środku korytarza w najbardziej eleganckiej sukience, którą kupił jej w Monterey. On sam czuł się co najmniej zagubiony, widząc ilość wiązań i zapięć. Nic dziwnego, że dziewczynka nie mogła sobie z nimi poradzić. I nie pomagał fakt, że Isabel, próbując się wyplątać, wyciągnęła jedną rękę z rękawa, by mieć większą swobodę ruchów i zupełnie nie zwróciła na to uwagi.
- Isabel, ubierz się – jęknął Diego. – Nie chodź tak po domu.
- Ale ja nie umiem – odparła rezolutnie dziewczynka. – Wyplącz mnie z tego – poprosiła. Diego z pewną paniką podszedł bliżej i zgarnąwszy córkę ramieniem wszedł do jej pokoju. Dopiero tam zaczął rozpracowywać tasiemki, które Isabel przypadkowo zasupłała. Wtedy, w Monterey, miał dobre wrażenie, gdy stwierdził, że ta sukienka była zbyt wyszukana jak na tak małe dziecko. Ale cóż, powiedział wtedy jasno krawcowym, żeby kierowały się swoim gustem, więc teraz nie mógł narzekać.
- Dlaczego się tak stroisz? – zapytał podejrzliwie Diego, kiedy w końcu dotarło do niego, co mu się nie zgadzało. – To jest sukienka na przyjęcie.
- No przecież Victoria dzisiaj przychodzi, prawda? – zauważyła dziewczynka. – Nie ściskaj tak, udusisz mnie! – zaprotestowała, kiedy Diego zaciągnął sznurek, żeby poluźnić supeł.
- Tak, ale to będzie normalny obiad – odparł Diego, ignorując uwagę o ściskaniu. – Nawet bez specjalnej okazji, dlatego proszę, żebyś się tak nie stroiła – powtórzył. Z pewną trudnością rozwiązał ostatnie zasupłane tasiemki. – Przebierz się – polecił i wyszedł.
Przedpołudnie zleciało szybko, szybciej, niż Victoria podejrzewała. Może dlatego, że cały czas była zajęta, pomyślała, sprzątając do końca naczynia. Ledwie uwinęła się ze wszystkim przed zamknięciem gospody na sjestę. Przez moment bała się nawet, że nie zdąży i zostawi Pilar więcej roboty na głowie. Na szczęście skończyła, co miała zaplanowane i mogła z czystym sumieniem pojechać do de la Vegów na obiad. Była bardzo ciekawa, czy Isabel wytrzymała i nie zdradziła się niczym przed Diego. Miała nadzieję, że nie, bo chciała przeprowadzić tę rozmowę w określony sposób.
Przed wyjściem Victoria wróciła się jeszcze do swojego pokoju. Po chwili wahania przebrała się szybko w błękitną sukienkę i spięła włosy klamrą. Wprawdzie Diego zaprosił ją bez specjalnej okazji, a w zasadzie tylko po to, żeby poprawić jej humor, ale Victoria uznała, że wypadało pójść z wizytą w czymś innym niż w spódnicy, w której spędziła cały dzień w kuchni. A poza tym... Cóż, ona wiedziała, z jakiej okazji składa de la Vegom wizytę. To tylko Diego jeszcze nie wiedział, że to będzie dla niego bardzo pamiętne popołudnie.
Dziewczyna sięgnęła po pudełko z biżuterią i wyjęła z niego pierścionek, który podarował jej Zorro, kiedy się oświadczał. Przez chwilę obracała go, a potem wsunęła na palec. Jeśli Diego zauważy go przed czasem, najwyżej trochę się podenerwuje, pomyślała wesoło Victoria. Musiała tylko uważać, żeby don Alejandro nie dostrzegł pierścionka, ale nie sądziła, żeby starszy de la Vega zwracał większą uwagę na jej biżuterię.
Victoria wyjrzała przez okno i dostrzegła Felipe zatrzymującego bryczkę przed werandą gospody. Co ciekawsze, w środku siedziała także Isabel. Kiedy tylko powóz przestał się toczyć, dziewczynka zeskoczyła na ziemię i pobiegła do gospody. Słysząc jej intensywne pukanie do drzwi, Victoria uśmiechnęła się do siebie i zeszła na dół. Skoro ona sama była podekscytowana, to domyślała się, że Isabel nie mogła usiedzieć na miejscu.
- Tata się denerwuje -oświadczyła na wstępie Isabel. - Albo martwi.
- Powiedziałaś mu? -spytała Victoria, starając się ukryć swoje rozczarowanie. To przecież tylko dziewczynka...
- Nie, oczywiście, że nie - obruszyła się Isabel. - Przecież obiecałam, że nic nie powiem -przypomniała urażona. - A tata się przejmuje, bo ty byłaś rano smutna -dodała, gdy wsiadały do powozu.
Felipe skinął Victorii na powitanie i ponaglił konie, gdy tylko jego towarzyszki usadowiły się na siedzeniu. Był wdzięczny, że tym razem Isabel nie upierała się, by siedzieć razem z nim na koźle. Felipe doskonale rozumiał, że to była dla niej spora atrakcja, ale nie chciał, żeby Diego miał kolejny powód do dyskusji ze swoim ojcem. Już i tak don Alejandro patrzył krzywo na niektóre poczynania wnuczki. Felipe początkowo nie zwracał uwagi na to, co dziewczynka jak zwykle zaczęła opowiadać Victorii, ale kiedy nagle zniżyła głos, mimowolnie nadstawił uszu.
- Kiedy mu powiesz? - zapytała cicho Isabel. - Teraz?
- Nie, dopiero po obiedzie -odparła Victoria. - Jak zaczniemy rozmawiać, to pewnie długo nam zejdzie.
Felipe z trudem powstrzymał się, żeby nie obrócić się i nie spytać, o co chodziło. W końcu oficjalnie nie mógł słyszeć ich rozmowy. Niemniej jednak był niezmiernie ciekawy, o czym takim Victoria chciała rozmawiać z Diego.
- Ojej, już nie mogę się doczekać! - powiedziała Isabel i Felipe niemal widział jej podekscytowany uśmiech. Wyglądało na to, że cokolwiek Victoria zamierzała zrobić, Isabel wiedziała o tym. Felipe przyzwyczaił się, że wśród znanych mu osób to Diego był tym, który miewał sekrety. I tak się składało, że Felipe zwykle o wszystkim wiedział, dlatego teraz czuł się dziwnie, będąc mimowolnym świadkiem czyjegoś spiskowania. Chłopak nadstawiał uszu, ale Victoria nie kontynuowała tematu, a Isabel umilkła. Jakoś nie mógł się oprzeć wrażeniu, że Diego raczej nie będzie zachwycony.
- Co cię trapi, Victorio? - zapytał w końcu Diego, gdy talerze po obiedzie zostały już sprzątnięte, a Maria podała herbatę i ciasteczka. W czasie posiłku Victoria była pogodna, ale teraz spuściła głowę i obracała w dłoniach coś, czego nie mógł dostrzec. Diego zerknął w bok, gdzie jego córka nie mogła już usiedzieć na krześle.
- Isabel, jesteś wolna, możesz iść - powiedział, ale dziewczynka uparcie pokręciła głową i nie ruszyła się z miejsca. Diego skrzywił się. Jeśli miał porozmawiać z Victorią i wydobyć z niej, co ją dręczyło, to mała mogła przeszkadzać. Señorita jednak uśmiechnęła się przelotnie, dając mu do zrozumienia, że Isabel może zostać.
- Chodzi o Zorro - powiedziała w końcu Victoria po dłuższej chwili milczenia. Cały czas obracała w palcach pierścionek i doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że Diego tego nie widzi i z pewnością zaczyna być ciekawy. Dziewczyna uniosła głowę i zerknęła na młodego de la Vegę. Musiała przyznać, że niczym się dotąd nie zdradził. Do czasu...
- Co takiego się stało Zorro? - zapytał delikatnie don Alejandro. Sięgnął po filiżankę z herbatą i gestem podziękował Felipe. Chłopak nalał płynu także Victorii i usiadł koło Isabel.
- Jemu? Chyba nic takiego, ma się całkiem dobrze, o ile wiem - odparła Victoria i nie mogła się powstrzymać, żeby w tym momencie nie spojrzeć na Diego. Z satysfakcją zauważyła, że jej przyjaciel zaczynał czuć się niezręcznie. - Diego, wtedy jak miałam skręconą kostkę, pytałeś, dlaczego wyglądam na taką szczęśliwą - powiedziała, zwracając się ponownie do młodego de la Vegi.
- Si, pamiętam - przyznał Diego. Sięgnął po filiżankę, ale rozmyślił się najwyraźniej, bo jego ręka opadła na blat stołu. - Nie chciałaś mi wtedy powiedzieć - przypomniał.
- Zorro mi się wtedy oświadczył - wyjaśniła Victoria. - To dlatego tak się cieszyłam.
- Jesteś zaręczona z Zorro? - trzeba było przyznać Diego, że jeszcze się trzymał, jeszcze grał. Victoria oparła dłonie na stole, ale trzymała pierścionek tak, żeby nie było widać oczka.
- No właśnie w tym problem - odparła dziewczyna. Świadomie nie patrzyła na Isabel, bo wtedy niechybnie roześmiałaby się, widząc jej podekscytowanie. Zdołała utrzymać poważną minę i przestała wpatrywać się w obrus. Diego był już wyraźnie zmieszany, a don Alejandro z zainteresowaniem śledził rozmowę.
- Zorro chciał ostatnio zerwać zaręczyny - ciągnęła Victoria. - Mówił o jakichś zobowiązaniach, które nie pozwalają mu dotrzymać obietnicy.
Nadszedł odpowiedni moment. Victoria odkryła pierścionek, wiedząc, że don Alejandro obserwował ją uważnie. Sądząc po jego westchnieniu, dobrze trafiła. Pozostało tylko przepuścić frontalny atak na Diego.
- Nie skończyliśmy wtedy tej rozmowy - mówiła dalej dziewczyna, obserwując, jak krew w szybkim tempie odpływa z twarzy jej przyjaciela. - Powiesz mi wreszcie, o co chodziło? Czy to Isabel jest tym zobowiązaniem, o którym mówiłeś?
Pytanie zawisło w powietrzu. Ciszę, która nagle zapadła, przerwał jedynie don Alejandro, który zakrztusił się herbatą. Isabel wodziła wzrokiem od Victorii do ojca i z powrotem, nie wiedząc, kogo obserwować. Na twarzy Felipe, po chwili zaskoczenia, odmalowało się zrozumienie. A Diego... Diego najwyraźniej chciał zniknąć. Odsunął się tak daleko, jak tylko pozwalało mu na to oparcie, a że zrobił to zbyt gwałtownie, krzesło zachwiało się. Diego w ostatniej chwili chwycił się stołu, żeby nie znaleźć się na podłodze.
Tego się nie spodziewał. Balansując na krześle, które złośliwie nie chciało stanąć na czterech nogach, a przynajmniej tak mu się wydawało, Diego usiłował zrozumieć, co się stało. Jeśli się nie pomylił, a w tej chwili nie byłby niczego pewny, Victoria właśnie uznała, że on jest Zorro. Nie pomyliła się przecież, ale... Diego ustabilizował w końcu krzesło i oparłszy łokcie na stole ukrył twarz w dłoniach. Wdech, wydech, wdech... Victoria wiedziała. Dios, ona wiedziała! I nie dość, że wiedziała, to jeszcze zdecydowała się podzielić się z nim tą nowiną w obecności ojca i córki. Po prostu cudownie! Diego zorientował się, że naprawdę bał się spojrzeć na Victorię i zobaczyć, jak przyjmowała fakt, że to on był Zorro.
- Diego? – Victoria przechyliła się przez stół. Nie umknęło jej syknięcie, jakie wyrwało się młodemu de la Vedze. – I nie wmawiaj mi, że wszystko w porządku, widziałam, jak do ciebie strzelali – ostrzegła, zanim Diego zdążył się odezwać. Obok niej don Alejandro odstawił herbatę i także patrzył na syna z niepokojem. On jako jedyny był naprawdę zaskoczony, oczywiście nie licząc Diego. Jedno spojrzenie na Felipe utwierdziło Victorię w przekonaniu, że chłopak musiał o wszystkim wiedzieć.
- Jak... jak się dowiedziałaś? – zapytał w końcu Diego, kiedy już odzyskał głos i odważył się na nią zerknąć. Wyraźnie zignorował pytanie Victorii i starał się nie widzieć spojrzenia ojca. Nieoczekiwanie dla niego Victoria i Isabel spojrzały po sobie i obie się roześmiały.
- Masz bystrą córkę, Diego – odpowiedziała wesoło señorita. – I jeśli to ona jest twoim zobowiązaniem, to mogę ci od razu powiedzieć, że mi nie przeszkadza – zapewniła go. Diego wciąż był oszołomiony i wyglądał, jakby nie wiedział, czego może się spodziewać. Widząc jego minę, Victoria nie mogła się powstrzymać, żeby się nie uśmiechać. Co takiego Zorro musiał sobie wyobrażać, jak myślał o tej chwili... Co takiego, że nigdy nie odważył się powiedzieć jej prawdy? Teraz chyba też Diego podświadomie czekał, aż ona zacznie na niego krzyczeć i był szczerze zdumiony, że nic takiego się nie stało.
- O Dios... – Diego ponownie ukrył twarz w dłoniach. Victorii natychmiast przypomniał się dzień, kiedy przywiozła Isabel do hacjendy. Wtedy Diego zareagował bardzo podobnie. – Dios mio, chcesz mi powiedzieć, że zdemaskowała mnie dziewięciolatka? – zapytał w szczerym zdumieniu. – Przez pięć lat z okładem mi się udawało, a teraz mi mówisz, że moja Isabel odkryła to w... niespełna dwa miesiące?
Isabel nagle posłała Victorii niepewne spojrzenie, ale señorita uśmiechnęła się w zapewnieniu, że nie zdradzi ich sekretów. Zresztą Diego chyba też to zauważył.
- Nie, nie chcę wiedzieć – stwierdził młody de la Vega i usiadł nieco swobodniej. – Chyba muszę bardziej uważać.
- Chyba tak – przyznała wesoło Victoria. Uznała, że lepiej będzie nie dobijać Diego i nie mówić mu, że tak naprawdę Isabel odkryła jego sekret dużo szybciej. – Jak twoje ramię?
- Już lepiej – odparł odruchowo młody de la Vega. Oparł się wygodniej i skrzyżował ręce na piersi. – Naprawdę nie masz nic przeciwko, temu, że...
- Nie, i nie powtórzę tego więcej – przerwała mu stanowczo Victoria. – Myślałam, że to oczywiste, ale jak widać nie. I mam nadzieję, że nie będziesz próbował więcej zrywać zaręczyn – dodała ostrzegawczo. Diego nieoczekiwanie uśmiechnął się wesoło.
- Nie będę – odparł. – Ale chyba będziesz musiała mi zwrócić pierścionek, żebym mógł ci się oświadczyć jak należy – stwierdził. – O ile oczywiście będziesz chciała.
- Tato, Victoria będzie chciała – wtrąciła się nagle Isabel. – Przecież już ci powiedziała – wytknęła z dziecięcą stanowczością. Diego tylko roześmiał się bezradnie na znak całkowitej kapitulacji.
Don Alejandro patrzył na syna i powoli przyswajał sobie wszystkie te rewelacje. Jego Diego już i tak się zmienił, odkąd okazało się, że jest ojcem, ale to, czego właśnie się dowiedział, biło wszystko inne. Jego syn, jego Diego, skrywał o wiele więcej niż tylko miłosne incydenty z czasów studenckich. Starszy de la Vega nie był w stanie stwierdzić, co szokowało go bardziej – fakt, że od kilku lat mieszkał z Zorro pod jednym dachem i nic o tym nie wiedział, świadomość, jak bardzo był ślepy, czy też może to, że jego syn, tyle razy nagabywany o żonę, w rzeczywistości miał już narzeczoną. Don Alejandro spojrzał na Diego, a potem na Victorię. Oboje patrzyli na siebie, Diego z nadzieją wyzierającą już spod zaskoczenia, Victoria z radością. Señorita Escalante przed chwilą dosyć wyraźnie powiedziała, że nie przyjmuje odmowy i nie zgadza się na zerwanie zaręczyn. Diego był z tego tytułu wyraźnie szczęśliwy, choć chyba jeszcze nie mógł w to uwierzyć. Starszy de la Vega chciał zadać synowi kilka zasadniczych pytań, nie mówiąc już o tych mniej ważnych, ale nie wiedział, od czego zacząć.
- Chyba guwernantka nie będzie już potrzebna – mruknął tylko, ale Diego chyba go nie usłyszał.
