Rozdział IX
Mecz Quidditcha jak każdy inny (a)
Poranki przed meczami, pomyślała Ginny, są zawsze chłodniejsze.
W powietrzu tkwił mróz, było tak zimno, że Ginny widziała przed sobą skraplający się oddech, gdy biegła na błonia Hogwartu. Pomyślała o jakimś zaklęciu rozgrzewającym, ale profesor Dumbledore by zapewne nie pochwalił tego czynu. Zawsze zachęcał uczniów do tego, by byli samowystarczalni i korzystali z magii jak najmniej. Uważał, że to kształtuje charakter.
Albusowi Dumbledore zależało na wszystkich i każdym z osobna uczniu Hogwartu, co okazywał w drobnostkach. Przybywał więc na każdy mecz Quidditcha, ubrany w ciężką, aksamitną szatę i płaszcz, które miały pomóc mu w walce z niską temperaturą.
Ginny zanurzyła twarz w połach swojego płaszcza i pospieszyła nad jezioro, gdzie miała się spotkać z Draconem. Jego wysokość, jak zaczęła go wykpiwać, zawezwał ją drogą pocztową, przysyłając liścik sową, którą matka kupiła mu na Gwiazdkę w zeszłym roku. Sam liścik był bardzo dziwny, trochę zaszyfrowany, jakby był się, że będzie go czytał ktoś poza nią.
Spotkamy się tam, gdzie cię pocałowałem pierwszy raz. Jedenasta rano, przed meczem. Nie spóźnij się.
D. M.
Tylko Draco, pomyślała, wzdychając, potrafił sprawiać, że traciła oddech, czytając pierwsze zdanie i że chciało jej się wyć przy ostatnim. Oczywiście nie zamierzała się spóźniać, i tak wystarczająco go już wkurzyła w tym tygodniu. Miała jedynie nadzieję, że jej pokuta za zniszczenie swetrów nie będzie zbyt poniżająca.
Miała nadzieję, ale nie spieszyło jej się zbytnio.
Dochodząc do jeziora, należy wspiąć się na małe wzniesienie, ze szczytu którego widać każdego, kto stoi nad wodą. I teraz, choć było oślepiająco zimno, Ginny zobaczyła Dracona, który stał nad brzegiem, tyłem do niej. Zapragnęła poobserwować go, nie uprzedzając o swym przybyciu, przynajmniej przez chwilę.
Opadła na ziemię, położyła głowę na podciągniętych kolanach i pozwoliła sobie na oglądanie Dracona Malfoya z odległości.
Zachowywał się, jakby coś go zdenerwowało, ale jak zwykle okazywał to na swój leniwy sposób. Zajęło jej chwilę, zanim pojęła, dlaczego patrzy na ścieżkę, którą przyszedł, a kiedy już to zrozumiała, zaczęła się zastanawiać, czemu to robił. Był zwrócony twarzą ku szkole, ku drodze, którą zwykle tutaj przychodziła. Dzisiaj jednak chciała życzyć Harry'emu szczęścia przed meczem, tak więc musiała najpierw pójść na boisko, a później, wrócić się, obchodząc jezioro z drugiej strony.
Na twarzy wykwitł mu wyraz wielkiego skoncentrowania, jakby chciał przywołać Ginny wzrokiem. Ręce schował do kieszeni spodni, które nosił pod szatą do Quidditcha (Boże, tak mu dobrze w zielonym, nawet jeśli to zieleń ślizgońska...) i miał opuszczone ramiona, jakby dźwigał na nich jakiś niewyobrażalny ciężar.
On jest zmęczony, pojęła w jednej chwili. Arogancja, która zwykle przylegała do niego jak druga skóra, odeszła, pozostawiając na jego twarzy uczucie zmęczenia. Nie wysypia się? Ginny potrzasnęła głową. To, że zakochała się w Draconie Malfoyu zaczęło jej przestawiać priorytety życiowe. Nieważne jednak, czy Draco Malfoy spał codziennie wymagane osiem godzin, czy szalał po nocach to... Obserwując go miała tylko jedno życzenie, które bardzo chciała od siebie odegnać - by zaprowadzić go do łóżka i masować go, dopóki nie zaśnie.
Spojrzała na zegarek, który w zeszłym roku na Gwiazdkę dostała do Harry'ego i Hermiony i westchnęła. Minuta po jedenastej. Wiedziała, że pójdzie na dzisiejsze spotkanie z nim ze skruchą i że jest zdolna zebrać się do kupy na tyle, by sprawić, żeby jeszcze bardziej się przed nią otworzył. Kiedy był na nią zły, czuła się okropnie i nie miało to nic wspólnego ze strachem, zawsze to jednak lepiej, niż kiedy patrzył na nią, jakby w ogóle nie istniała. Wiedziała też, że nigdy jej nie pokocha, ale może przynajmniej ją znienawidzić - a to będzie oznaczało, że zapała do niej jakimś afektem. A bycie czymkolwiek - nawet czymś złym - było zawsze lepsze od bycia niczym.
Podniosła się i zeszła na dół. Oparł się o ogromne drzewo, rosnące nad wodą i patrzył w ciszy przed siebie, ale jej nie wywiódł w pole. Bez wątpienia słyszał łamanie się każdego źdźbła trawy pod jej stopami, sygnalizujące jej przybycie. Nie chciał po prostu, żeby złapała go na tym, że wyczekuje na nią z czymś więcej niż znudzenie. Ginny z trudem ukryła uśmieszek.
- Spóźniłaś się - zauważył szorstko.
- O, zaskoczyłeś mnie - powiedziała. - Tylko minutę. Czy może tak bardzo chciałeś mnie zobaczyć?
- Jeszcze czego - parsknął. - Jest po prostu strasznie zimno, a ja muszę zaraz być na boisku.
Ten przypadkowy, lekki ton, jakim to powiedział usunął Ginny z myśli wszelkie nadzieje. Była wciąż jednak ciekawa, czy powie cokolwiek o tym, co wydarzyło się pomiędzy nimi w bibliotece. Zastanowiła się, czy ona miałaby na to odwagę. Szczerze wątpiła.
- Dobra, dobra, mów, co masz mi powiedzieć - mruknęła. - Nie tylko ty odmrażasz sobie tutaj tyłek.
- W dodatku jaki śliczny tyłek - wymamrotał, wyglądając na nią od tyłu.
- Przymknij się - powiedziała, opuszczając wzrok i czując jak się rumieni. Miała ochotę ukarać go jakoś za to, że mówił rzeczy, których tak naprawdę nie czuł.- No to na jaka karę zasłużyłam? - Zapytała zimno po chwili. - Tysiąc smagnięć twoją Błyskawicą Deluxe? Odosobnienie w rodzinnych lochach rodziny Malfoyów? Umycie pleców Crabbe'owi i Goyle'owi?
- Nawet ja nie jestem tak okrutny - przyznał, chcąc się bronić. - Poza tym sama chyba widzisz, że chłopaki się ostatnio nie na wiele zdają.
- No tak, zapomniałam.
Jasne, że nie zapomniała. To była jedna z pierwszych rzeczy, jaką zauważyła, odkąd tylko zaczęła przyglądać się jego życiu. Po prawdzie (bo kiedyś trzeba być szczerym nawet z sobą) zadanie wyznaczone jej przez Bractwo wcale nie było takie złe, jak narzekała przez cały czas. Draco Malfoy potrafił być czasami źródłem ogromnego poniżenia i jednocześnie niekończącej się fascynacji.
- Ostatnio zdajesz się zapominać o wielu rzeczach, - powiedział, a jego oczy znów stały się zimne. To do niego pasuje, przyznała otępiała. Zimno wręcz przylegało do jego twarzy, ten brak ludzkich uczuć, zimne, bolesne piękno. Wyraz jej twarzy musiał wyrażać zmieszanie, ponieważ Draco podszedł do niej, patrząc na nią niemalże lodowato.- Albowiem część naszej umowy gwarantowała, że poza wyjątkami będziesz moja.
- Że będę twoją służącą - poprawiła go prędko. Czuła fizyczny ból, powodowany tym, że mówił jej takie rzeczy, a tak naprawdę nie czuł do niej nic więcej niż do zwykłej miotły czy innego przedmiotu będącego w jego posiadaniu.
- Nieważne - sprowadził ją na ziemię. - To, że jesteś moją służącą oznacza, że twój osobisty czas nie należy do ciebie - należy do mnie. Wszystko, czym jesteś, należy do mnie...
- Przez kolejny tydzień! - wykrzyknęła.
- Chyba dziesięć dni - przypomniał jej, uśmiechając się dziecinnie.
Przewróciła oczyma.
- Pięknie. Dziesięć dni. A kiedy to się skończy, to...
- To nie moja sprawa, co zamierzasz zrobić po tym, jak nasza umowa wygaśnie - przerwał jej zimno. - Interesują mnie jedynie własne sprawy.
- Do czego zmierzasz? - zapytała, myśląc, że nie może mu chodzić tylko o swetry.
- Do tego, że przesiadujesz z szóstoklasistą z Hufflepuffu, kiedy powinnaś ze mną odrabiać swoje eliksiry - rzucił podenerwowany.
Uniosła brwi, skonsternowana.
- Przecież to miała być przykrywka. Nie ma chyba znaczenia, z kim się uczę, poza tym Kyle potrzebował pomocy w...
- Co ty, do cholery, w ogóle widzisz w tym ciapie Kyle'u McGraw, co? - zastanowił się. - Łazi za tobą jak wytresowany piesek, mając nadzieję, że poklepiesz go po główce i nie będziesz krzyczała.
- Mylisz się - odparła. - Jesteśmy przyjaciółmi.
- No, ja nie nawykłem do obściskiwania się z przyjaciółmi w bibliotece - powiedział.
- Nie, jedynie ze służącymi! - palnęła, zanim zdołała się powstrzymać. Żadne cztery słowa nie przyniosły jej jeszcze takiej wolności i takiego poniżenia w tym samym momencie. Część niej pragnęła cofnąć czas, a część, by powiedziała więcej, zanim dojdzie do głosu zdrowy rozsądek.
Podszedł do niej bliżej, tak blisko, że ich szaty się zetknęły. Ginny musiała zwinąć ręce w pięści, żeby go czasami nie dotknąć.
- Nie rozumiem - wyszeptał głębokim głosem. - Jak śmiesz mi odpowiadać takim tonem, jak możesz tak płonąć, by później włóczyć się z tym idiotą McGraw, jakby potrafił cię zadowolić.
- Cóż - wymamrotała, mając problemy ze złapaniem powietrza, po czym wypaliła: - jest jeszcze palcówka.
Zmrużył nieprzyjemnie oczy i do Ginny szybko dotarło, co takiego powiedziała. A gdy już to zrozumiała, otworzyła zszokowana usta.
- Znaczy... Znaczy, ja tyko słyszałam, że jemu... Dobrze idzie! - w pewnych miejscach i, eee...
- Zapewne wiesz jeszcze więcej takich ciekawostek o swoim przyjacielu - zauważył Draco, prychając zniesmaczony. - Ja o swoich nie wiem nawet połowy.
- To pewnie dlatego, że żadnego nie masz! - Mruknęła, odsuwając się od niego. Poczuła w sobie gorące poniżenie desperatki, gdy wymawiała najnieprzyjemniejsze słowa, na jaki było ją teraz stać. - Wiem, że trudno ci to sobie wyobrazić, Malfoy, ale nie każdy potrafi non stop włączać i wyłączać swój system nerwowy. My nie potrafimy ukrywać, że nie czujemy nic do drugiej osoby, bo to jest, po prostu, nieodpowiednie. - Poczuła w oczach łzy. Znów to, że była w pobliżu niego, zaczynało ją boleć. To dlatego zaprzeczanie było jej tak drogim przyjacielem - przeczenie oznaczało, że mogła wypełnić swoje warunki bez ranienia samej siebie.
- Zakazuje ci widywać się z nim... I jakimkolwiek innym chłopakiem...
- Dobra. Do następnego tygodnia nie będę się z nim widywać. Ale z chwilą, kiedy nasza umowa dobiegnie końca przyrzekam ci, że pobiegnę do Kyle'a Mcgraw w mgnieniu oka i...
Poczuła, jak jego dłonie zakleszczają się na jej ramionach niczym stalowe obręcze. Potrząsnął nią raz, mocno.
- Nie powinnaś obiecywać rzeczy, których nie potrafisz dokonać, głupia - wysyczał, znów nią potrząsając
- A skąd ty możesz wiedzieć, co ja mogę?! - krzyknęła.
- Bo gryziesz więcej, niż możesz przełknąć, tyle już sam wiem. Używasz swojego wyglądu, korzystasz jak z broni z tego, że tak bardzo mnie pociągasz jak... O, już rozumiem, od początku tak robiłaś.
- O czym ty mówisz? - zapytała, delikatnie zmieszana.
Wypuścił ją tak szybko, że niemal uderzyła o ziemię. Na jego skroni zaczęła pulsować żyłka, a on się odwrócił do niej tyłem.
- Powinnaś okazywać sobie więcej szacunku - mruknął, a Ginny wyczuła, że nie powiedział tego do niej, raczej gadał do siebie, niczym wariat. - Więcej szacunku względem swojego ciała i, dopóki nasz kontrakt ciągle jest ważny, względem mnie.
- Boże, on mnie tylko pocałował! To był tylko krótki, niewinny pocałunek! Nic dla mnie nie znaczył! - Nie była pewna, czemu jej tak zależało na tym, by uwierzył, ale zależało jej.
- Jasssne - zaśmiał się bez humoru. - Dlatego tez cały czas spędzasz z McGrawem, łazisz z nim przed lekcjami i po nich, snujecie się po korytarzach jak para wombatów w rui.
- Wombatów? - zapytała niespodziewanie Ginny.
- Wiem, że ten tydzień był dla ciebie bardzo trudny - ciągnął Draco. - Wiem, że jest koniec roku. Próbowałem być dla ciebie miły i nie dawać ci więcej roboty nad twoje zwykłe obowiązki.
- Jej, jakie to miłe z twej strony, że nie chcesz, żeby niewolnica się przepracowała - zauważyła sarkastycznie Ginny.
- A ty jak mi dziękujesz? - Zakończył Draco, ignorując ją. - Spędzasz każdą wolną chwilę, która ci dałem, nie na nauce, jak zamierzałem, tylko wisząc na Kyle'u McurwaGraw!
- Mamy razem prawie wszystkie zajęcia! - wypaliła Ginny. - A poza tym jest miły i...
- Nawet nie chce o tym słyszeć - odparł, ucinając temat.
- Ożesz ty durniu... - wymamrotała. - Niech tylko...
- Powiedziałem, że nie chce o nim słyszeć! - wrzasnął Draco.
- Nawet nie pozwolisz mi nic wytłumaczyć - stwierdziła, nie wierząc w to, co mówił.
- Nie obchodzą mnie twoje tłumaczenia - odparł zimno. - Nie obchodzi mnie czemu zrobiłaś to, co zrobiłaś. Za to dużo dla mnie znaczy to, że w ogóle to uczyniłaś.
Po czym podszedł do dużego drzewa rosnącego nad wodą i wyciągnął zza niego duży worek na ziemniaki.
- Oto twoja kara.
Ginny zmrużyła oczy.
- Moją karą jest worek na pyry? Co ja, mam do niego wejść i przeskoczyć całe błonia?
Przewrócił oczami, co ją rozbawiło - Draco Malfoy nie przewracał na ogół oczyma. Mógł jednie prychać, to jedyna oznaka znużenia czy obrzydzenia, którą demonstrował. Jeśli chłopak, który zazwyczaj jest zimny jak ogórek przewraca oczami, to była to naprawdę zabawna rzecz,
- Nie, idiotko - odparł powoli. - Założysz to, co jest w środku niego.
Nie wiedziała jeszcze, co w tym miało być takiego złego.
- Na dzisiejszy mecz.
Ach... ale ciągle mogło być gorz-...
- I musisz wymyślić coś, żeby mnie, hmm, dopingować, kiedy w tym będziesz występowała.
- Nienawidzę cię.
- Niesamowite, ale jakoś sobie z tym poradzę.
Draco rozwiązał wór i wyjął z niego jej nowy kostium. Ginny miała teraz jedynie marzenie, by ziemia się pod nią rozstąpiła i pochłonęła ją.
- Ja... O nie, znaczy, nie mogę... A w życiu... Przecież zamarznę!
- Nie, nie zmarzniesz - odpowiedział spokojnie Draco. - Rzuciłem na niego zaklęcie ocieplające. Gdy go włożysz, po twoim ciele rozejdzie się delikatne ciepełko. Przemarznięty niewolnik to bezużyteczny niewolnik.
Przez moment zastawiała się, czy się z nim nie pokłócić. Może gdyby zaczęła go błagać, wymyśliłby jej inną karę. Ale jedno spojrzenie w te hipnotyzujące oczy wystarczyło, by się uciszyła. Żadnego błagania, żadnego płaszczenia się - nie miał ochoty na dalsze rozmowy z nią, a Ginny czuła, że już dziś dostatecznie wypróbowała jego cierpliwość.
Pomyślała, że gdyby tylko ją kochał, mogłaby eksperymentować do woli z jego cierpliwością.
Trzęsąc się nieznacznie, Ginny sięgnęła po worek i zniknęła z nim za drzewem, żeby się przebrać. Kilka chwil później wychynęła zza niego, próbując powstrzymać się przed zasłanianiem ramionami w celu okrycia.
Gdyby była tancerką w klubie go-go, na pewno by jej się ten kostium spodobał. Był ślizgońsko srebro-zielony, szyty niemalże na miarę. Gorset miał nieco więcej materiału niż góra od kostiumu kąpielowego i składał się ze srebrnych i czarnych pasków, zakończonych zieloną koronką, która zakrywała - lecz niedostatecznie - jej piersi, resztę zostawiając odkrytą. Gorsza jedynie była spódniczka, opinająca jej pośladki i nogi, uszyta z zielonego jedwabiu, w której wyglądała niemal jak jakaś lafirynda. Gdy Ginny chodziła, spódniczka unosiła się do góry, ujawniając niemal nieistniejące majtki (w worku Draco pozostawił liścik, w którym zaznaczył, że jeśli nie założy wszystkiego, poniesie kolejną karę). Na nogach miała płaskie, srebrne kapcie.
Nie wiedząc, co ma z sobą zrobić, Ginny pomyślała, że kostium doskonale nadawałby się na maskaradę, oczywiście gdyby tylko chciała się przebrać za dziwkę.
- Nie założę tego publicznie - zakrztusiła się, czując łzy w oczach.
- Założysz, założysz - upewnił ją Draco, a jego głos był zimniejszy niźli stal. Podszedł do niej i położył jej ręce na ramionach, gładząc jej obojczyk. - Jeśli to założysz, będziesz miała dość korzystania z własnego ciała do końca życia. I nauczysz się nie zdradzać mnie, ponieważ będziesz mnie dopingowała do zwycięstwa.
- Ale ja nie...
- I zapamiętaj sobie - przerwał jej. - Jeśli przegramy ten mecz, Ginny, trzeba mnie będzie pocieszyć. Radze ci się starać.
Otworzyła szeroko oczy, dokładnie wiedząc, co miał na myśli.
- Ale... Ale nasze warunki...
- Warunki? Wierzę, iż chyba ci powiedziałem, że mnie nie satysfakcjonują. Poza tym - jestem przecież tylko rozpuszczonym, bogatym szczeniakiem, który nie potrafi dotrzymywać obietnicy.
- Nienawidzę cię - wyszeptała, czując, jak łzy staczają się po jej policzkach. Och, jak bardzo chciała go nienawidzić, jak chciała, żeby to... Poniżenie, bolało mniej. - Nie możesz... Powiedziałam ci już, że nie możesz mnie prosić, żebym...
- Ginny - wymamrotał delikatnie ścierając kciukiem jej łzy. - Ty śliczna wariatko - pochylił się i pocałował ją w czoło, kładąc ręce na jej nagich plecach. Odetchnęła cicho, skupiona na tym, by nie drżeć, więc ledwo dosłyszała, jak wyszeptał jej do ucha:
- Ja nie proszę.
