Jej, gdybym miała większą tendencję do arogancji, to Wasze przemiłe komentarze nadmuchałyby moje ego do wielkości tego, które posiada Potter! Naprawdę Wam wszystkim dziękuję za słowa uznania i mam nadzieję, że dalsza część opowiadania Was nie zawiedzie.

Podziękowania dla:

TrustNo1PL, Sophie, Gatissy, Bajki, Vicodinowej, Sienne i GinnyLFC –czyli dla starych czytelników i tych nowych! Naprawdę, Wasze komentarze mnie uskrzydlają.

Dziękuję też już wcześniej wspomnianej mojej Madzi, która mnie wspiera w pisaniu (i molestuje mnie o kolejne dedykacje, tak –niech świat się dowie jak mnie traktujesz! ;p)

Rozdział dedykuję mojej becie, Grim, która dodaje mi motywacji.

A teraz coś dla tych, którzy uważają, że Remus Lupin jest zepchnięty na margines mojego opowiadania i trochę go zaniedbuję ;)

Beta:Grim


Lily stała oparta o ścianę, z trudem łapiąc oddech. Odnosiła wrażenie, że jej głowa zaraz wybuchnie od natłoku myśli. Co się właściwie stało? Czy to wszystko wydarzyło się naprawdę? To przecież niemożliwe…

Czuła się tak, jakby cała krew nabiegła w tej chwili do jej twarzy. Policzki piekły ją okropnie i nie była pewna, czy nie ma gorączki. Wciąż czuła na ustach pocałunek Pottera.

Osunęła się powoli po ścianie i usiadła na zimnej, kamiennej posadzce. Serce łomotało jej w piersi. Żołądek zawirował powodując mdłości. Miała wrażenie, jakby cały świat stanął do góry nogami. James Potter ją pocałował. A ona? Zamiast go spoliczkować, odepchnąć, wyzwać od najgorszych… odwzajemniła pocałunek. I to tak, jakby o niczym innym nie marzyła! Jakby to był pierwszy oddech świeżego powietrza po długim pobycie pod wodą! Praktycznie się na niego rzuciła!

Myśli kłębiły się w jej głowie, powodując narastające uczucie paniki. Mdłości narastały z każdą chwilą.

I po tym wszystkim, Potter tak po prostu zniknął… Czyli jednak się nie myliła co do niego. Z jego strony to nigdy nie było uczucie, tylko kaprys. Stanowiła tylko jedno z tych wyzwań, które James tak uwielbiał i teraz, kiedy już osiągnął cel, stracił nią zainteresowanie. Tylko dlaczego ta świadomość tak boli? To przecież nie było żadne zaskoczenie.

Ukryła twarz w dłoniach, starając się odzyskać kontrolę nad własnym ciałem. Z trudem stanęła na nogi, które nadal trzęsły się jak galaretka i ruszyła w stronę wieży Gryffindoru. Miała nadzieję, że pierwszą osobą, którą zobaczy w Pokoju Wspólnym, nie będzie właśnie Potter.

Podała Grubej Damie hasło i, ignorując wesoły gwar uczniów wymieniających przeżycia z wakacji, wspięła się prosto do dormitorium. Wszystkie cztery jej współlokatorki też już tam były, rozpakowując się i rozmawiając przy akompaniamencie muzyki. Oprócz Dorcas i Margot, Lily dzieliła pokój jeszcze z drobną blondynką, Mary Macdonald i brunetką o miłej, pucułowatej buzi – Alice Holden.

Lily przeszła przez pokój i, bez zdejmowania butów, rzuciła się na łóżko, jednym machnięciem różdżki zasłaniając wokół siebie szczelnie kotary. Mogła się jednak spodziewać tego, że jej przyjaciółki nie odczytają subtelnego przekazu i zignorują wysiłki podjęte w celu zachowania prywatności. Nie minęło nawet pięć minut, gdy Margot wetknęła głowę do środka, patrząc na nią zagadkowo. Nie czekając na zaproszenie, położyła się obok Lily.

- I jak tam u Dumbledore'a? – spytała opierając się na łokciu.

Lily spojrzała na nią, czując taki natłok słów czkających na uwolnienie, że postanowiła, iż najrozsądniej będzie nie otwierać buzi.

- No co? – powtórzyła Margot, unosząc jedną brew.

- Co tu się wyprawia?

Dorcas, z impetem, wskoczyła na łóżko. Wodziła wzrokiem od twarzy jednej przyjaciółki do drugiej.

- Lily ma przed nami jakieś tajemnice – odpowiedziała Margot, krzyżując ręce na piersi.

- Doprawdy?

Dorcas spojrzała na nią z ukosa.

- Oj, to nic takiego… - mruknęła Lily z irytacją. – Ja tylko… Kłóciliśmy się z Potterem, kiedy wracaliśmy do naszej wieży i on… pocałował mnie… A ja pocałowałam jego… Ale to nic nie znaczyło… chyba – zakończyła niezdarnie, nie potrafiąc oddać wszystkiego słowami.

Może lepiej byłoby, gdyby jednak milczała.

Obie przyjaciółki patrzyły na nią z rozdziawionymi ustami. Na twarzy Dorcas pojawił się głupkowaty uśmiech.

- Całowałaś się… z Potterem?

- To był przypadek! Tak jakoś wyszło – wycedziła Lily, marząc teraz już tylko o tym, żeby zakończyć rozmowę jak najszybciej.

- Przypadek? – zachichotała Margot. – Nie sądzę. Ja byłam pewna, że to się tak skończy.

- Jak skończy?

Blondynka spojrzała na Lily z politowaniem.

- Że będziecie razem, głuptasie! Przecież wy do siebie pasujecie.

Lily naburmuszyła się.

- Bzdury! Ten pocałunek nic nie znaczył. Zresztą, Potter ostatnio mnie ignoruje… A po wszystkim uciekł i jestem pewna, że teraz się ze mnie nabija!

- Przecież on za tobą biega od… Kurcze, Lily! Nawet nie potrafię powiedzieć od kiedy! – Dorcas pokręciła głową. – Poza tym… nie byłaś dla niego zbytnio miła, a chyba i tak za delikatnie to ujęłam! – Uśmiechnęła się i dodała: – Byłaś straszna jędzą dla Jamesa Pottera od kiedy tylko pamiętam! Nie mówię, że ten dureń na to nie zasłużył! Znasz moje zdanie o nim. Widocznie nie ma jednak anielskiej cierpliwości.

Wzruszyła ramionami, podpierając głowę na łokciach.

- Co ja mam teraz zrobić? – jęknęła Lily, przykładając zimną rękę do czoła. W porównaniu z nią, zdawało się niemalże parzyć.

Margot objęła ją i pocałowała w policzek.

- Czekać, słońce. Teraz jego ruch.

Czekanie na ruch Jamesa Pottera okazało się jednak zadaniem dla cierpliwych, do których Lily się niestety nie zaliczała. Postronny obserwator mógłby uznać to za zabawny paradoks, że im bardziej Lily pragnęła konfrontacji z Jamesem, tym trudniej było go znaleźć.

Chłopak zdawał się rozpływać w powietrzu mimo, że Lily dobrze znała zamek i jego zakamarki. Jeżeli już zdarzyło się, że był obecny na jadalni, czy w Pokoju Wspólnym, otaczał go zazwyczaj tłum ludzi, włączając w to oczywiście jego przyjaciół. Syriusz Black nadal patrzył na nią jak na gumę do żucia, przyklejoną do podeszwy buta. A to raczej nie dodawało dziewczynie odwagi. Plan rozmowy z Remusem, który Lily od jakiegoś czasu układała w głowie, także okazał się bardzo trudny do zrealizowania. Lupin, jako przyjaciel Pottera, znikał teraz niemal tak często jak on.

Wszystko to miało też duży wpływ na zachowanie Lily, która zrobiła się markotna i drażliwa. Oczywiście, Dorcas nie omieszkała jej tego wypomnieć. Najgorsze jednak było chyba to, że Lily miała teraz także spore trudności w skupieniu się na nauce.

- Panno Evans, niestety to nie jest pani najlepszy wynik. Mam nadzieję, że to tylko chwilowy spadek formy – zmartwił się profesor Slughorn, pochylając się nad jej kociołkiem.

Eliksir, który według instrukcji powinien być gęsty i ciemnożółty, w jej wykonaniu był rozwodniony i pomarańczowy.

- Tak, pan Snape jest jak zwykle niezawodny – ucieszył się nauczyciel, klepiąc po plecach znajdującego się po drugiej stronie klasy Severusa.

Chłopak zerknął w stronę Lily, z prawie przepraszającym wyrazem w oczach. Nie rozmawiali ze sobą jeszcze od czasu zdarzenia w pociągu mimo, że on usilnie starał się z nią skontaktować. Oczywiście wówczas, gdy nie było w pobliżu jego okropnych przyjaciół.

Słysząc kończący zajęcia dzwonek, Lily pospiesznie zgarnęła swoje rzeczy od wysuszonego kociołka i zaczęła się przepychać w stronę wyjścia. Nie miała teraz ochoty na rozmowę.

- Lily!

Usłyszała kroki biegnącego za nią Severusa. Skręciła szybko w korytarz na lewo, nie bardzo zastanawiając się nawet nad tym gdzie idzie. Byle dalej od niego. Od kogokolwiek!

- Lily! – powtórzył, lekko dysząc, gdy wreszcie udało mu się ją dogonić. –Poczekaj… - Zagrodził jej drogę. – Jak długo jeszcze będziesz mnie unikać?

Lily spojrzała na swoje stopy. Snape pochylił się, zaglądając jej w twarz.

- Nie rozmawiamy już prawie od tygodnia! Dalej jesteś zła za ten mały incydent z tym kretynem, Blackiem?

- Mały? – prychnęła Lily podnosząc głowę, zaskoczona. – Zaatakowałeś go bez żadnego powodu i przypuszczam, że to nie był pierwszy raz! Od dawna słyszę pogłoski o tym, że ty i twoi koledzy nagabujecie ludzi na korytarzach…

- Chyba w to nie wierzysz?

- Wtedy, z Mary Macdonald, to była prawda.

Severus otworzył i zaraz zamknął usta, jak ryba wyjęta z wody.

- A nasza przyjaźń? – wymamrotał wreszcie.

Lily spojrzała na niego w milczeniu.

- Nie jest bezwarunkowa, już ci to kiedyś mówiłam. Obiecałeś wtedy, że się zmienisz. Nawet nie mam czasu ci teraz wymieniać, ile razy mnie o tym zapewniałeś. – Westchnęła ciężko, poprawiając torbę ześlizgującą się jej z ramienia. – Gdzie się podział ten Severus, który wybiera słońce?

Snape opuścił głowę.

- Stoi tu, przed tobą – szepnął.

- To dziwne, bo jakoś go nie poznaję. Wiesz, że jeśli się nie zmienisz, to nie możemy być dalej przyjaciółmi…

W jego oczach pojawiła się złość i ból.

- Nie mów tak! – wycedził przez zaciśnięte zęby, łapiąc ją za ramiona i nie pozwalając odejść.

Jego dłonie były jak kleszcze, zaciskając się boleśnie na jej skórze.

- Jakiś problem, Lily? Cześć, Severusie.

Remus Lupin pojawił się obok nich bezszelestnie jak duch. Ton jego głosu był chłodny, ale zarazem uprzejmy. Patrzył na Snape'a z uniesionymi brwiami.

- To nie twoja sprawa. Nie wtrącaj się – warknął na niego Severus, odsuwając się jednak od Lily.

- O, proszę. To trochę dziwne słyszeć te słowa akurat z twoich ust – odpowiedział Remus, kiwając głową z przesadnym niedowierzaniem. – Pytanie było jednak skierowane do Lily, o ile pamiętam.

- Tak, wszystko okej – zapewniła go szybko widząc, że Severus już otwierał buzię, żeby coś powiedzieć. – Sev i ja właśnie się żegnamy.

Spojrzała na czarnowłosego chłopaka znacząco i odwróciła się na pięcie, odchodząc u boku Lupina.

- Dawno cię nie widziałam – zwróciła się do niego, z trudem kryjąc wyrzut w głosie.

- Widujemy się na zajęciach – odrzekł Remus, uśmiechając się do niej pobłażliwie.

- Och, wiesz dobrze, że nie o tym mówię! – zezłościła się Lily, marszcząc czoło.

Stoicki spokój Remusa Lupina potrafił czasem wyprowadzić ją z równowagi.

- No wiem, wiem. Ostatnio sporo czasu spędzam w bibliotece. No wiesz, owutemy… - powiedział, drapiąc się po głowie.

- Tak, jak też powinnam się zacząć uczyć, ale jakoś nie mam teraz do tego głowy…

Lupin patrzył przed siebie, nic nie mówiąc. Najwidoczniej nie zamierzał jej ułatwiać podjęcia tematu, do którego zmierzała. Lily westchnęła ciężko, zbierając się na odwagę.

- Czy… – zawahała się, – Czy słyszałeś o tym, co powiedziałam na Pokątnej?

Spuściła wzrok.

- Obiło mi się o uszy – mruknął Remus zdawkowo, po chwili dłuższego milczenia.

- Black… Syriusz nadal się na mnie gniewa? Mówił coś?

Chłopak przystanął i spojrzał na nią tak, jakby podejmował ciężką decyzję. Gestem wskazał na pustą klasę, do której weszli i usiedli na parapecie strzelistego okna. Słońce oświetlało lekko zamglone szkolne błonia.

- Nie był zachwycony, gdy mi o tym opowiadał, ale to było świeżo po zdarzeniu. – Oparł się o mur za sobą. – Musisz wiedzieć, że poruszyłaś bardzo dla niego drażliwy temat. Syriusza wiele kosztowało odcięcie się od rodziny.

Lily poczuła, że do oczu napływają jej łzy wstydu. Całe napięcie, w którym ostatnio żyła i skumulowane emocje zdawały się nalegać na danie im ujścia. Wolałaby chyba, żeby Remus na nią teraz nakrzyczał.

- Ja… to mi się wyrwało – załkała.

Nienawidziła się w tej chwili za to, że tak się przed nim rozkleja.

- Wiem – powiedział łagodnie Remus, kładąc dłoń na jej ramieniu. - Myślę, że Syriusz też zdaje sobie z tego sprawę. Większy problem jest z Jamesem…

Lily szybko otarła oczy rękawem. Zarumieniła się, gdy dotarło do niej, że wstrzymuje oddech w oczekiwaniu na to, co zaraz usłyszy.

- Chyba wiesz, co on do ciebie czuje.

- Czuł – poprawiła go ponuro Lily.

- Nie byłbym tego taki pewien – odrzekł Remus, odgarniając jasne włosy ze swojego przedwcześnie pomarszczonego czoła. – On zawsze cię idealizował, Lily. Nieważne co robiłaś. Ale Syriusz jest dla niego jak rodzony brat.

Lily ukryła twarz w dłoniach. Przez chwilę miała ochotę zapytać, czy Potter wspominał coś na temat ich pocałunku, ale nie przeszło jej to przez gardło.

- Myślisz, że mogę jakoś Syriusza przeprosić? – wyjąkała po chwili.

- Oczywiście. Wystarczy, że będziesz z nim szczera. – Chłopak uśmiechnął się, starając się dodać jej otuchy. – Ciężko go złapać samego, ale myślę, że dziś wieczorem będziesz mieć ku temu okazje, bo nie będzie Jamesa…

Lily przytaknęła, po czym zamrugała szybko.

- Nie mów mi, że Potter też się już zaczął uczyć?

- Nie do końca – mruknął Remus, spuszczając wzrok na swoje kolana.

Coś tu nie pasowało. Poza tym, Lily bardzo nie podobał się ton Remusa. Spojrzała na niego wyczekująco.

- Bo widzisz, James… no… Nie wiem, czemu to ja zawszę muszę przekazywać takie informacje!

Nachmurzył się.

- Bo jesteś moim przyjacielem i jesteś z nich najrozsądniejszy, i najdojrzalszy. Mów!

Remus spojrzał na nią z niechęcią.

- James ma dzisiaj randkę.

Lily wytrzeszczyła oczy, czując, jak coś przewraca się jej w żołądku.

- Randkę ? – wydukała. – Z kim?

- To jego powinnaś spytać… Och, no już dobrze! Z Mary Macdonald. Od tygodnia przychodziła go obserwować na boisku i w końcu się umówili…

- Mary… Macdonald. – Otępiały mózg Lily zdawał się buntować przed takim nadmiarem szokujących informacji. – To… świetnie. Dobrze. Wreszcie da mi spokój…

Remus patrzył na nią z mieszaniną niepokoju i współczucia. Jak przystało na prawdziwego gentlemana, nie skomentował na głos tego, co myśli na temat reakcji Lily.

- Mary to świetna dziewczyna. Będą się świetnie bawić. Pewnie pójdą w jakieś świetne miejsce i będą coś świetnego… - przełknęła głośno ślinkę, -…robić.

Spróbowała się uśmiechnąć, ale zesztywniałe policzki zdawały się jej kompletnie nie słuchać.

- Lily, wszystko okej? – spytał Remus, marszcząc czoło.

- No pewnie – zapiszczała. – Świetnie.

- O co chodzi z tobą i Snapem? – zmienił szybko temat, najwidoczniej lekko przerażony jej zachowaniem.

- Jak to? – Głos Lily powrócił do normalności, czego nie można było niestety powiedzieć o jej żołądku.

- No, myślałem, że po tym jak nazwał cię… - zrobił znaczącą minę. -… już się nie przyjaźnicie.

- Bo tak było – powiedziała Lily. Splotła palce, starają się uspokoić drżenie rąk. – Ale Severus potrzebował pomocy przez wakacje. Sama nie wiem jak to z nami jest…

Remus pokiwał głową ze zrozumieniem.

- To o której Potter ma tą swoją wielką randkę? – spytała beznamiętnie, spoglądając na zegarek. – Chcę tylko wiedzieć, kiedy mogę zastać Blacka samego – dodała na widok wahania na twarzy Remusa Lupina.


No, a teraz drogi czytelniku jak już przeczytałeś i czujesz, że sobie na to zapracowałam, to śmiało! Klik i zostaw mi swoją opinię, żebym wiedziała co myślisz na temat tego rozdziału/opowiadania. Niestety, nie jestem dobra w leglimencji i nie czytam w myślach :( (ach ten Snape, nie potrafię się go doprosić o to, żeby mnie w tym wreszcie podszkolił!)