Patrząc na biegnącą w jego kierunku dziewczynę, Bryan przystanął, z niepokojem rozglądając się dookoła. Jeżeli Allison była w budynku, oznaczało to, że gdzieś w pobliżu był także Punk.
- Nie martw się, Phila tu nie ma – uprzedziła jego pytanie, podchodząc bliżej i stając tuż przed nim. - Możemy chwilę porozmawiać?
Bez słowa, Bryan otworzył drzwi prowadzące do jego szatni, pozwalając jej wejść do środka. Gdy sam zrobił to samo, zamknął pomieszczenie, nie chcąc przyjmować nieproszonych gości.
- Co tutaj robisz? - zapytał, odwracając się w stronę dziewczyny.
- Bryan, myślę, że powinniśmy porozmawiać o tym, co stało się wczoraj...
Uciszył ją gestem dłoni, po czym skrzyżował ręce na piersi.
- To sprawa między mną a Brooksem. Allison, trzymaj się od tego z daleka – poprosił Bryan.
- Czuję, ze to wszystko dzieje się przeze mnie – wyjaśniła brunetka, podchodząc do niego. - Chciałabym, żebyście przestali. Jesteście przecież przyjaciółmi!
- Jesteś jego dziewczyną?
Słowa blondyna zbiły dziewczynę z tropu. Nie wiedząc, co odpowiedzieć, wpatrywała się w niego przez kilka długich sekund. W tym czasie Bryan uniósł brwi, czekając na jej odpowiedź.
- Dlaczego w ogóle...? Jakie to ma znaczenie? - odparła dziewczyna.
Cofając się, złapał za klamkę i otworzył drzwi. Wciąż patrząc na twarz brunetki, odsunął się z jej drogi.
- Sądzę, że powinnaś już wyjść – powiedział szorstkim tonem.
- Słucham? - zapytała z niedowierzaniem dziewczyna.
- Wyjdź, zanim użyję bardziej nieprzyjemnych słów – zagroził.
Wciąż będąc w szoku, spełniła jego prośbę. Allison wyszła szybko z szatni Bryana, nie oglądając się za siebie. Stojąc już na korytarzu, odwróciła się przodem do młodego mężczyzny, napotykając jego spojrzenie.
- Nie jestem dziewczyną Phila; to po prostu się dobry znajomy – wyrzuciła z siebie, nie dając mu dojść do słowa. - Nie wiem, kto nagadał Ci takich bzdur.
-Allison?
Obydwoje odwrócili głowy w kierunku, z którego dobiegał głos. Z końca korytarza szedł w ich stronę Phil, patrząc z niepokojem na dziewczynę i niewysokiego blondyna.
Nie spodziewał się, że zostawiając Allison samą na kilka minut, odnajdzie ją w towarzystwie Bryana. Przyglądając się jej twarzy zauważył, że wrócił w porę. Myśl o tym, że Danielson mógłby wyrządzić jej jakąkolwiek krzywdę wstrząsnęła nim. Przyspieszając kroku, niemal natychmiast pokonał pozostałe dzielące ich metry.
- Wszystko w porządku? - zapytał, odruchowo stając pomiędzy brunetką a swoim przyjacielem. Rzucając mu pełne złości spojrzenie, odwrócił twarz w stronę Allison. Spuściła głowę, uciekając przed jego wzrokiem.
- Nie martw się. Tylko rozmawialiśmy – odpowiedział za nią Bryan, akcentując ostatnie słowo swojej wypowiedzi. Odwzajemniając mordercze spojrzenie, stanął bliżej Phila. - Nie mam przecież zamiaru ukraść Ci dziewczyny, Brooks – dodał, mierząc go wzrokiem.
- O co Ci do diabła chodzi? - Phillip zwęził oczy, skupiając całą swoją uwagę na twarzy młodszego mężczyzny. - Nie mam pojęcia co i od kogo usłyszałeś, ale jesteś idiotą, jeśli w to uwierzyłeś.
- Byłem idiotą, zwierzając Ci się z rzeczy, w których powinieneś mi pomóc, a Ty, zamiast to zrobić, wolałeś podkopywać pode mną dołki! - rzekł ostro Bryan, podnosząc głos. - Często tak robisz? Często bierzesz dla siebie to, co do Ciebie nie powinno należeć?
Zapominając o konsekwencjach, Phil podniósł pięść, z zamiarem wymierzenia ciosu prosto w szczękę stojącego przed nim chłopaka. Miał zamiar odpłacić mu tym samym, co wczoraj spotkało jego - solidnym łomotem. Nie dbał o to, że prawdopodobnie skończy się to dla niego niezbyt dobrze; chciał rozwiązać sprawę tu i teraz.
Delikatna dłoń, która oplotła jego przedramię w mgnieniu oka przywróciła mu rozsądek. Zatrzymując pięść w połowie drogi, odwrócił głowę w stronę stojącej tuż za nim drobnej dziewczyny. Jej twarz była kompletnie przerażona; duże, szare oczy były szeroko otwarte, a usta lekko rozchylone. Znów mógł dostrzec, jak bardzo była piękna i po raz kolejny zrobiło to na nim ogromne wrażenie.
- Przestań... - poprosiła, zniżając głos do szeptu. Następnie pociągnęła go lekko w swoim kierunku, przenosząc na moment wzrok na Bryana. Nie stawiając oporu, Phil cofnął się pod wpływem jej szarpnięcia. Stając w bezpiecznej odległości, rzucił wciąż pełne gniewu spojrzenie chłopakowi.
Mierzyli się wzrokiem przez kilka długich chwil, wnikliwie obserwując swoje ruchy. Wciąż przestraszona Allison zacisnęła mocniej rękę wokół przedramienia mężczyzny, przerywając chwilę ciszy, jaka nastała między całą trójką.
- Chodźmy, Phil... - powiedziała, patrząc na jego profil. Rzucając jej ukradkowe spojrzenie, wrestler skinął głową, rozluźniając się trochę. Zostawiając za sobą stojącego w drzwiach szatni Bryana, odwrócił się na pięcie i ruszył w drogę powrotną, prawie ciągnięty przez Allison.
Wchodząc do pomieszczenia, Phil zamknął za sobą drzwi. Wciąż zaaferowany dotykiem dłoni dziewczyny na swojej ręce, spojrzał w jej kierunku, wyraźnie poruszony. Zauważając to, Allison rozluźniła szybko uścisk, odsuwając od niego dłoń i chowając ją do kieszeni. Uciekając wzrokiem przed spojrzeniem mężczyzny, zrobiła kilka kroków w tył.
- Nie powinnam była tu przychodzić – powiedziała cicho, wbijając obydwie ręce do kieszeni. - Lepiej będzie, jeśli już pójdę. Nie chcę stwarzać Ci kolejnych kłopotów.
To był błąd. Po raz kolejny jej obecność skończyła się źle dla Phillipa. Żałowała, że przyjęła jego zaproszenie i zjawiła się tego dnia w jego pracy. Jeśli natychmiast stąd wyjdzie, może uda się uniknąć kolejnych nieszczęść.
Wymijając mężczyznę i podchodząc do drzwi, nacisnęła klamkę. Nie zwracając uwagi na jego protesty, wyszła na korytarz, idąc w kierunku wyjścia z budynku.
- Allison, stój! - krzyknął, wybiegając za nią. - Zaczekaj moment! - dodał, przekrzykując szum rozmów ludzi, którzy kręcili się wokół. Zauważywszy, że jego prośby nie odnoszą skutku, zrezygnował z dalszych prób. Opuściwszy ręce wzdłuż ciała, zgarbiony odwrócił się w stronę szatni, wracając do niej niechętnie.
„227 SW 25th Street, jutro o 12. Zapytaj o Michaela. Zaufaj mi. Phil"
Allison przez kilka minut wpatrywała się w treść wiadomości, jaką przesłał jej Phil poprzedniej nocy. Bezskutecznie próbował dodzwonić się do niej przez cały miniony wieczór, chcąc wyjaśnić z nią wszystko, co poszło nie tak w arenie. Początkowo ignorując ciągle dzwoniący telefon, Allison w końcu wyłączyła aparat, ze złością wrzucając go do szuflady szafki stojącej przy łóżku w jej sypialni.
Z trudem usnęła. Budząc się rano, była potwornie zmęczona. Leżąc przez dłuższą chwilę w swoim łóżku debatowała, czy w ogóle z niego wstawać. Jej rozmyślania przerwało głośne pukanie do drzwi, które skutecznie wyrwało ją z rozkopanej pościeli. Z głośnym westchnieniem wstała, powoli wlekąc się w stronę przedpokoju.
- Idę - krzyknęła, kiedy pukanie nie ustawało. - Idę! - powtórzyła ostrzejszym tonem, podchodząc do drzwi i przekręcając zamek. Kiedy je otworzyła, jej oczom ukazała się sylwetka wysokiej blondynki. - Co się dzieje, Meg? - rzuciła, wpuszczając przyjaciółkę do środka. - Walisz w drzwi, jakby co najmniej ktoś umarł.
- O to samo mogę zapytać Ciebie, Al. Dzwonię do Ciebie od wczoraj, dlaczego nie odbierasz telefonu? - zapytała z wyrzutem Megan. Nie zważając na zły humor brunetki weszła w głąb mieszkania, czując się zupełnie jak u siebie w domu.
- Wyłączyłam telefon. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać – wyjaśniła dziewczyna, idąc za swoją przyjaciółką. - Jeśli chcesz się czegokolwiek napić, obsłuż się. Ja się dziś do tego nie nadaję – wyznała cicho.
Wchodząc do kuchni, Megan niemal od razu przystąpiła do nalewania wody do wysokiej szklanki. Upijając łyk napoju, odwróciła się do tyłu, patrząc na Allison. Widząc jej wyraz twarzy, natychmiast odstawiła szklankę, patrząc na brunetkę.
- Wyglądasz jak kupa nieszczęść, Al – przyznała. - Przyszłam nie w porę? - dodała, rozglądając się po jej mieszkaniu w poszukiwaniu czegoś. - Wiesz, jeśli nie jesteś sama, mogę wpaść później; po prostu mi powiedz...
- Jestem sama, Meg; niby kto miałby tu jeszcze być? - zapytała brunetka, podążając za wzrokiem koleżanki. Chwilę rozglądając się po pomieszczeniu, blondynka odwróciła głowę z powrotem w kierunku Allison, unosząc znacząco brwi w górę.
- No wiesz... Biorąc pod uwagę fakt, że byłaś wczoraj umówiona... - zaczęła, dając możliwość zakończenia jej wypowiedzi przez samą zainteresowaną. Machając dłonią w powietrzu, Allison skrzywiła się, sięgając po kolejną szklankę. Nalewając sobie wody, chwilę myślała nad tym, co powiedzieć.
- Z wczorajszego spotkania nic nie wyszło – oznajmiła, upijając łyk z naczynia.
Wyraz twarzy Megan zmienił się z zaciekawionego na pełen niedowierzania pomieszanego z rozczarowaniem. Zwracając się w kierunku przyjaciółki, oparła dłonie na blacie szafki kuchennej, przy której obydwie stały.
- Jak to? - jęknęła, niemal wychodząc z siebie w oczekiwaniu na odpowiedź.
Allison wzruszyła ramionami, wylewając resztki wody do zlewu i opłukując szklankę.
- Zrezygnowałam z niego – wyjaśniła krótko, nie wgłębiając się w szczegóły.
- Dlaczego? - drążyła Megan, nie odrywając wzroku od stojącej obok dziewczyny.
- Stwierdziłam, że tak będzie lepiej.
Zaciskając mocno usta, odwróciła głowę w stronę Megan i popatrzyła na nią zmęczonym wzrokiem. Dwie godziny snu to stanowczo za mało, by móc normalnie funkcjonować. Dlaczego, kiedy akurat tego potrzebowała, nie mogła zmrużyć oka?
Czekając szersze wyjaśnienia przyjaciółki, Megan uniosła w górę jedną brew. To wszystko? „Stwierdziłam, że tak będzie lepiej"? Tylko dlatego? Otwierając usta z zamiarem zadania następnych pytań podskoczyła w miejscu, słysząc głośny dzwonek dzwoniącego telefonu stacjonarnego. Nie widząc reakcji ze strony brunetki, spojrzała na nią wymownie.
- Nie odbierzesz? - zapytała. Allison pokręciła przecząco głową. - W porządku. Ja to zrobię.
Kierując swoje kroki w stronę telefonu całkowicie zignorowała jej dłoń lądującą na jej ramieniu. Wyrywając się w uścisku przyjaciółki podeszła do aparatu i podniosła słuchawkę z zamiarem odebrania przychodzącego połączenia.
- Megan Millers, nawet nie próbuj tergo robić. Ostrzegam Cię! - powiedziała Allison, wskazując dłonią w jej kierunku. Patrząc na dzwoniący telefon, Megan znów przeniosła swój wzrok na przyjaciółkę.
- W porządku – odparła, nie odkładając jednak słuchawki. - Ale w zamian za to czekam na wyjaśnienia.
Zgadzając się na jej warunki, Allison z ulgą patrzyła, jak Megan odkłada słuchawkę telefonu, pozwalając mu dzwonić jeszcze przez kilka sekund. Kiedy natarczywy dźwięk ustał, spojrzały na siebie w milczeniu. Ciszę przerwało krótkie, stanowcze pytanie blondynki.
- Więc?
Opuszczając hotel Joanne zwolniła kroku, dostrzegając siedzącego samotnie Bryana. Zmuszając idącego tuż za nią Matta do zatrzymania się, obejrzała się na niego, rzucając mu pytające spojrzenie.
- Co z Bryanem? - odezwała się, po części domyślając się powodu, dla którego chłopak był tak markotny. Zerkając przez jej ramię, Matthew wzruszył ramionami, przyglądając się przyjacielowi.
- Nie mam pojęcia. Od wczoraj chodzi jak struty. Pytałem Kofiego, ale nie chciał mi nic powiedzieć – odparł, stawiając na podłodze swoje bagaże.
- Może powinniśmy z nim porozmawiać? - zaproponowała Joanne. - Nie wygląda dobrze, może rozmowa mu pomoże?
- Jo, nie wiem, czy to cokolwiek zmieni. Jeśli sam nie szuka rozmowy, po co wchodzić z butami w jego życie? - odparł powątpiewająco Matt. Wzdychając teatralnie, Joanne zignorowała pytanie swojego chłopaka, podejmując już swoją decyzję. - W porządku – usłyszała głos bruneta. - Chodźmy do niego, jeśli chcesz.
Zadowolona ze swojego osiągnięcia, Joanne ruszyła przed siebie raźnym krokiem, słysząc podążającego za sobą Matta. Jeśli nagła depresja Bryana miała związek z informacją, jaką przekazała mu niedawno, musiała przyznać, że sprawy nabierały właściwego obrotu.
- Bryan, chłopie, co z Tobą? Dlaczego nie jesteś jeszcze na lotnisku? - rzekł Matt, próbując przybrać wesoły ton głosu. Wychodząc zza pleców Joanne postawił swój bagaż na ziemi, podchodząc bliżej kumpla.
Podnosząc wzrok na dwójkę ludzi stojących przed nim, Bryan zaklął w duchu. Ostatnią rzeczą, jakiej pragnął w tej chwili, było towarzystwo Matta i jego dziewczyny.
- I gdzie reszta? Kofi? Phil? - dodała Joanne podchodząc bliżej i siadając na krześle obok niego.
Uśmiechnął się pod nosem, nie wydając jednak z siebie żadnego dźwięku. Phil. Dobre sobie. Jego tak zwany przyjaciel, z którym skakali sobie ostatnio do gardeł, wpadł rano po resztę swoich bagaży i bez słowa opuścił pokój, w którym razem się wcześniej zatrzymali. Bryan nie pytał go, gdzie podziewał się w nocy, ani co robił przez całe dnie. Mógł się założyć, że cokolwiek by nie robił, miało to związek z Allison. Po tym, jak widział ich razem w arenie, wszystko było możliwe.
- Kofi wrócił już do domu – odpowiedział za niego Matthew, opierając się o wyciągniętą rączkę walizki. - A Phila nie widziałem już od jakiegoś czasu. Ktoś w ogóle wie, co się z nim dzieje?
- Ma dziewczynę, dlatego olał kumpli – po raz pierwszy odezwał się Bryan, siadając wygodniej na krześle.
- Dziewczynę? - wykrzyknął brunet, otwierając szeroko oczy. - Wiedziałem, że Punk ma kogoś na oku, ale nie miałem pojęcia, że sprawy zaszły tak daleko. Dlaczego nikomu o tym nie powiedział? - zastanawiał się głośno.
- Ponieważ lubi dobierać się do czegoś, do czego nie powinien, dlatego – odparł Danielson z wyraźną złością w głosie.
Matt popatrzył na swoją dziewczynę, zbierając przez moment myśli. Joanne skrzywiła się, opierając się o tył krzesła.
- Pokłóciliście się? - zapytała, próbując za wszelką cenę ukryć uśmiech, jaki cisnął się jej na wargi. Była zadowolona z tego, jak pomyślnie przebiegała cała jej akcja mająca na celu skłócenie dwójki przyjaciół. - Chcesz pogadać, Bryan? - dodała cicho, nachylając się do siedzącego obok chłopaka.
- Już to załatwiłem po swojemu, Joanne. Dzięki za chęci – odparł, uśmiechając się blado. Joanne mrugnęła kilkakrotnie powiekami, odsuwając się od niego.
- Nie powiesz chyba, że...
- Nie zrobiłeś tego, Bryan – przerwał jej Matt, podnosząc głos.
- A niby dlaczego nie mógłbym tego zrobić? - odpowiedział Bryan, przenosząc na niego wzrok.
- Choćby dlatego, że to świetny sposób na utratę pracy? - podpowiedział mężczyzna, prostując się raptownie.
- Nic takiego się nie stało. Wyrównali rachunki, to wszystko. Phil wie, że mu się należało, dlatego nic nikomu nie powie – Joanne podniosła się z krzesła, stając w obronie Bryana. - Daj spokój, Matt.
Obydwaj mężczyźni popatrzyli na nią zupełnie pozbawieni pomysłu na odpowiedź. Zarówno Bryan, jak i Matthew przełknęli śliny, wpatrując się w twarz rudowłosej dziewczyny, która w tym samym czasie wstała, odchodząc kilka kroków w stronę okna.
- Przepraszam, muszę zadzwonić – wyjaśniła krótko, zostawiając ich samych.
- To rzeczywiście dziwna sytuacja... Co chcesz zrobić z tym dalej? - Megan usiadła wygodniej na kanapie, kładąc na jej oparciu łokieć i opierając na nim brodę. Patrząc na siedzącą naprzeciwko Allison zastanawiała się, jak tak miła dziewczyna może mieć tak wielkiego pecha.
- Nie wiem, Meg – odpowiedziała Allison, wzdychając ciężko. - To wszystko jest takie skomplikowane, że sama się w tym pogubiłam.
- Sądzę, że Phil Cię lubi – zawyrokowała blondynka, uśmiechając się pokrzepiająco do przyjaciółki. - Biorąc pod uwagę Twoje opowieści, powiedziałabym, że nawet bardzo. Może powinnaś dać mu jakąś szansę? - zapytała, obserwując jej reakcję.
- Niby jak? Nawet, jeśli bym chciała, jest już za późno, żeby cokolwiek zrobić. Dziś rano miał wrócić do domu – odparła dziewczyna.
- Zadzwoń do niego! - podsunęła pomysł Megan. - Daj mu jakoś znać, że to nie na niego jesteś zła, a na swojego pecha. A ponad wszystko, idź pod adres, który Ci wskazał. To może być coś naprawdę ważnego – poleciła.
Allison siedziała pogrążona we własnych myślach, analizując argumenty, jakie dała jej przyjaciółka. W głębi duszy wiedziała, że są one słuszne. Kierując się rozumem, powinna zadzwonić do Phillipa, przeprosić go za wczorajsze zachowanie, a następnie sprawdzić, co miał na myśli, podając jej tajemniczy adres.
- Masz rację, Meg – odezwała się w końcu. Zerkając na zegar wiszący na kuchennej ścianie wykonała niezbędne obliczenia, a następnie podniosła się z kanapy. Miała prawie godzinę, by dotrzeć na umówione miejsce. Jeżeli się pospieszy, na pewno zdąży.
- Trzymam kciuki, kochana. Powodzenia – wesoły ton głosu Megan był ostatnim dźwiękiem, jaki usłyszała Allison, zanim rozłączyła się i schowała komórkę do swojej torebki. Stając przed niewielkim budynkiem rozejrzała się wokół. Parking był pusty, a ulicą rzadko przejeżdżały jakiekolwiek samochody. Miejsce wydawało się być opuszczone, co spotęgowało w dziewczynie dziwne uczucie. Może nie powinna tak wcześnie kończyć rozmowy z Megan...
„Zaufaj mi."
Starając się zepchnąć na bok wszystkie złe przeczucia, przeszła na drugą stronę ulicy i podeszła do wejścia. Biorąc głęboki wdech popchnęła drzwi, które natychmiast ustąpiły z cichym jękiem. Wchodząc do środka, musiała chwilę poczekać, nim jej oczy przyzwyczają się do półmroku, jaki panował wewnątrz budynku.
- Halo? - zawołała, rozglądając się po pomieszczeniu. Cisza, jaka jej odpowiedziała sprawiła, że ciarki przeszły po jej plecach. - Jest tu ktoś? - odezwała się ponownie, idąc w głąb sali.
Absolutna cisza, jaka panowała wewnątrz przerażała ją. Stąpając cicho przed siebie, rozglądała się na boki. Jedyna droga, jaką miała przed sobą, prowadziła do schodów, które prawdopodobnie kierowały w dół. Zaczynając oddychać coraz głośniej, zrobiła jeszcze kilka kroków naprzód.
- Szukasz kogoś?
Głos, po którym nastąpiło parę głośnych kroków i pstryknięcie przełącznika, przestraszył dziewczynę na tyle, że podskoczyła delikatnie. Odwracając się w stronę mężczyzny, który pojawił się jakby znikąd, uśmiechnęła się ostrożnie.
- Szukam Michaela – odpowiedziała, stając w bezpiecznej odległości od niego. Mężczyzna przekrzywił głowę, patrząc na nią wyczekująco. - Jestem znajomą Phila.
Na dźwięk imienia twarz nieznajomego rozjaśniła się, przybierając o wiele łagodniejszy wyraz. Uśmiechnął się, podchodząc energicznie do Allison.
- Ty jesteś Allison, prawda? - zapytał. Otrzymawszy potwierdzenie od dziewczyny, skinął głową. - Phil uprzedzał, że się zjawisz. Chodź – rzekł, wskazując schody prowadzące do piwnicy, idąc na przedzie.
Wahając się, brunetka ruszyła tuż za nim. Schodząc po schodach, słuchała jego przytłumionego głosu.
- Punk mówił, że nie masz gdzie ćwiczyć i zapytał, czy nie mógłbym jakoś pomóc. Korzystając z okazji, że w dzień sala jest mało używana pomyślałem, że mogłabyś ćwiczyć tutaj, cokolwiek miałoby to być... - zaczął, zapalając światło w pomieszczeniu.
Rozglądając się dookoła, Allison zastygła w bezruchu. Ogromna sala ze stojącym pośrodku ringiem miałaby służyć za miejsce jej ćwiczeń? Oglądając się za siebie, mężczyzna również się zatrzymał. Obserwując wyraz twarzy dziewczyny zauważył, że była kompletnie zagubiona.
- Coś nie tak? - zapytał ostrożnie uważając, by nie wprawić jej w jeszcze gorszy stan. Otrząsając się z zamyślenia, spojrzała na niego, czując narastające w niej zakłopotanie.
- Przyznam, że jestem trochę zaskoczona... - wybąkała, schodząc w dół i stając na podłodze.
- Rozmawiałaś z Philem na ten temat? - zapytał, zaczynając mieć wątpliwości, czy stojąca przed nim brunetka wie, o co w ogóle chodzi. Jej odpowiedź potwierdziła jego przypuszczenia.
- Dzwoniłam dziś do niego, ale obawiam się, że trafiłam akurat na moment, kiedy był w drodze powrotnej do swojego domu – rzekła Allison, przepraszającym tonem. - Dostałam jedynie wiadomość, że mam się tutaj stawić i odszukać Michaela. To wszystko, co wiem – wyjaśniła.
Michael podniósł rękę, drapiąc się w głowę. Nie spodziewał się, że Phil postawi go w tak dziwnej sytuacji. Zupełnie nie wiedział, co ma teraz zrobić.
W tym samym momencie obydwoje usłyszeli dudniące kroki na schodach oraz towarzyszący im krótki, wesoły krzyk.
- Michael? Chłopie, jesteś tu?
Na dźwięk swojego imienia mężczyzna spojrzał w górę, po czym uśmiechnął się z ulgą. Patrząc z powrotem na dziewczynę, mrugnął do niej porozumiewawczo. Tymczasem ona sama zrobiła kilka korków naprzód, a następnie zastygła w bezruchu, wpatrując się w pojawiającą się na schodach sylwetkę Phillipa Brooksa.
