Tygodnie przelatywały szybko, aż nagle nadeszło Halloween, a semestr w połowie już minął. Dla Severusa upływ czasu był błogosławieństwem, odkąd uświadomił sobie, że spędza czas samotnie przez całe dnie pracując w swoich lochach.

Odłożył pióro i zwinął pergamin, na którym kreślił czerwonym atramentem. To była ostatnia z prac trzeciorocznych z połowy semestru i był całkowicie zdegustowany. Sądził, że po dwóch latach jego ostrożnego i dokładnego nauczania ktoś z nich mógł właściwie załapać podstawy warzenia eliksirów, ale wszyscy wydają się tracić instynkt przyrządzania mikstur.

Jego myśli skierowały swoją uwagę na Dracona Malfoya, jednego z jego najzdolniejszych uczniów, razem z Granger, nie mógł go zapomnieć. Niedobrze, że Draco nie był w stanie uwolnić się od wpływu jego ojca. Jednakże, sądząc po tej żałosnej namiastce Veritaserum, którą przyrządził dla Lucjusza, możliwe, że Draco popełnił błąd i stał się nieostrożny.

Wstał przeciągając się, aby ulżyć napiętym plecom. Uczta zaczynała się za kilka minut, a Dumbledore wyraził się jasno, że oczekuje jego obecności. Przeszedł korytarzami do Wielkiej Sali z przyjemnością odejmując Griffindorowi dwadzieścia punktów parze całujących się czwartorocznych.

Wszedł do Sali i zatrzymał się obejmując wzrokiem całe pomieszczenie i kiwając delikatnie głową w stronę stołu Slytherinu. Wyglądało na to, że uczta się już zaczęła, sądząc po stertach półmisków na stołach. Ruszył w stronę stołu prezydialnego i zauważył Granger chichoczącą z nauczycielką Mugoloznawstwa, coś tam Wilde. Jej imię nie warte było zapamiętania.

Wiedział, od czasu gdy Dumbledore go o tym poinformował, że z Granger mogą być kłopoty. Pomimo jego starań, nie próbowała go unikać, ale właściwie szukała go okazjonalnie. Chociażby w zeszłym tygodniu miała odwagę poprosić go o uwarzenie partii Veritaserum dla jej szóstorocznych. Severus w końcu się zgodził wiedząc, że doniosłaby Dumbledore'owi, gdyby tego nie zrobił. Przybyła wcześnie, żeby odebrać eliksir, co doprowadziło do kilku niewygodnych minut, kiedy kończył miksturę. Przeszła cicho przez pracownię, przeglądając jego słoiki i ingrediencje i zerkając na inne trwające projekty. Nie pytała o nie, a on z pewnością nie udzieliłby jej odpowiedzi.

Granger zerknęła na niego w połowie zdania i ich oczy spotkały się na chwilę, aż Severus zmarszczył brwi i spojrzał na Dumbledore'a, który uśmiechał się szeroko do niego. Jak on chwilami nie znosił tego człowieka. Zastanawiał się jak szybko mógłby się wymknąć nie będąc zauważonym.

Severus usiadł na swoim zwyczajowym miejscu skinąwszy krótko głową do Flitwicka, który usiadł po jego lewej.

- Skończyłeś już sprawdzać prace semestralne? – Flitwick zapytał, kiedy Severus napełnił swój talerz.

- Prawie.

- Jakieś talenty wśród pierwszorocznych?

Severus prychnął i nie odpowiedział, a Flitwick porzucił wszelkie starania o uprzejmą konwersację z nim.

Nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek był towarzyską osobą. W młodym wieku odkrył, że woli ciszę własnych myśli niż bezmyślne trajkotanie innych. Raz na kilka lat może pozwolić Albusowi albo Minerwie na rozmowę z nim przy wieczornym drinku, albo na wyjście do Hogsmeade, ale wciąż preferował ciszę i mrok swoich lochów.

Uczta wreszcie się skończyła i Dumbledore poprosił wszystkich o powstanie. Przez jedno machnięcie stoły i ławki przesunęły się pod ściany, zapalone latarnie z dyni przygasły, a ze ścian zaczęła się wydobywać mugolska muzyka. Snape jej nie rozpoznał, ale większość uczniów owszem, sądząc po oklaskach i piskach zachwytu. Krążył po Sali przez kilka piosenek, aż w końcu nie mógł więcej znieść i wymknął się spod bacznego wzroku Dumbledore'a.

Hermiona wracała powoli do swoich pokoi przejedzona przepysznymi daniami i pozwoliła swoim myślom się błąkać. Odkąd była w lochach Snape'a po Veritaserum i widziała eliksiry, nad którymi pracował coś ją łaskotało z tyłu jej umysłu, jakaś myśl, która zdawała się jej wymykać, kiedy chciała się na niej skupić.

Ziewając podała Lucindzie z portretu strzegącego jej kwater i poszła prosto do sypialni. Zdjąwszy szaty założyła bawełniany bezrękawnik i szorty, wślizgnęła się pod kołdrę i sięgnęła po książkę o alchemii Woda w Wino i Inne Cudowne Wyczyny, którą czytała.

Nagle coś zaskoczyło w jej umyśle, wyskoczyła z łóżka i pobiegła do salonu, gdzie zostawiła Najsilniejsze Eliksiry. Przerzucając strony znalazła to, czego szukała: Mortalis fallax. Kiedy przejrzała listę składników, uświadomiła sobie, że musiał sam eksperymentować, ponieważ lista nie zawierała tego, co widziała.

Ale dlaczego Mortalis fallax?

Niejasno pamiętała, jak naskoczył na nią za ten eliksir tuż przed jej ukończeniem szkoły, ale nie rozumiała jego motywacji wtedy, kiedy była na siódmym roku i dalej nie rozumiała teraz, pięć lat później. Była zdeterminowana, żeby się dowiedzieć tym razem.

Wzięła swoje nauczycielskie szaty i założyła je wychodząc na korytarz i kierując się w stronę lochów. Zatrzymała się najpierw w jego Sali, która była pusta, po czym zapukała do drzwi gabinetu, ale nie było odpowiedzi. Hermiona przypomniała sobie, że opuścił zabawę Halloweenową wcześniej, wie c mógł się już udać na spoczynek. Stwierdziła, że nic nie zaszkodzi, jeśli rzuci okiem na eliksir, tylko po to, żeby się upewnić czy miała rację.

Otworzyła drzwi do pracowni i wstrzymała oddech, kiedy zobaczyła Snape'a stojącego nad kociołkiem plecami do niej.

- Przepraszam, profesorze…

- Czego chcesz? – warknął odwracając się do niej, jego twarz przez moment wyrażała zaskoczenie, zanim grymas błyskawicznie powrócił. – Tak?

- Warzy pan Mortalis fallax?

- Jakie to przykre, że zajęto pani aż tydzień odkrycie tego.

Zignorowała docinek i zapytała:

- Ale dlaczego pan to robi? Te składniki nie dają żadnego sensu.

- Niech pani mi powie, pani profesor.

Spojrzała mu prosto w oczy zauważając ukryte wyzwanie i nieugaszone pragnienie wykazania się, zwłaszcza jemu, powróciła.

Snape skrzyżował ramiona na piersi i obserwował z niskim zainteresowaniem, jak studiowała składniki rozłożone na jednym stole dochodząc do rozbawienia, kiedy badała Belladonnę i zaczęła mruczeć pod nosem. Podeszła do drugiego stołu i odwróciła się, żeby na niego spojrzeć.

- Próbuje pan pokonać klątwę uśmiercającą, czyż nie?

Kiwnął głową odwracając się do kociołka.

- Jako, że był to temat pani projektu na siódmym roku, powinna pani pamiętać, co Mortalis fallax robi.

- Powoduje, że ciało chwilowo się wyłącza zasadniczo umierając. A kiedy ciało jest martwe w chwili uderzenia Avady kedavry, nic się nie stanie.

- Teoretycznie tak - odpowiedział Snape. – Kontynuuj.

- Ale pan musiał go przystosować, żeby eliksir czekał biernie, aż klątwa go uruchomi.

- Tak.

- A pan musiałby spowodować wzrost mocy eliksiru, aby jedna dawka była efektywna przeciwko kilku atakom powracając do biernego oczekiwania na kolejny atak.

- Tak.

- Więc sądząc po tym, co tu widziałam, używa pan Belladonny i korzenia asfodelusa, żeby spowodować jego bierność, co mogłoby zadziałać i smoczej krwi do wzrostu mocy.

- Bardzo dobrze, pani profesor. Belladonna i korzeń asfodelusa w rzeczy samej działają, lepiej niż wszystkie inne kombinację, które wypróbowałem.

Spojrzała na słój z Belladonną i potrząsnęła głową.

- Ale Belladonna może wpłynąć na trwałość eliksiru, jako że tak szybko się rozkłada. Prawdopodobnie będzie potrzebny rozcieńczalnik.

- Tak, miałem ten problem.

- Jak dokładnie testował pan ten eliksir?

- A dlaczego sama go nie przetestujesz? – Snape podszedł do drugich drzwi w dalekim kącie pomieszczenia i otworzył je. Kiedy nie podążyła za nim od razu, dodał. – Chyba, że nie jest pani w stanie użyć klątwy uśmiercającej?

Marszcząc brwi Hermiona odpowiedziała:

- Był pan w pobliżu, gdy ostatnim razem jej użyłam, pamięta pan? Te miłe igraszki w lesie wypełnionym światłem księżyca w pełni i wilkołakami?

Przeszła z determinacją przez otwarte drzwi ignorując jego spojrzenie, kiedy weszła do pomieszczenia. To była kolejna nieużywana sala lekcyjna i była zaskoczona widząc drucianą klatkę z kilkoma szczurami odpoczywającymi na długim stole.

- Ale skąd pan wie, że eliksir będzie efektywny w przypadku człowieka…

- Ponieważ, w przeciwieństwie do mugolskiej medycyny, eliksiry działają dokładnie tak samo na wszystkie stworzenia z powodu magicznych zdolności. Jedyną modyfikacją jest dostosowanie dawki do masy ciała.

Podszedł do stołu i otworzył klatkę wyjmując jednego piszczącego szczura. Wyjął buteleczkę z kieszeni szaty i zręcznie ją otworzył, wlał odrobinę płynu w szczurze gardło i schował buteleczkę do kieszeni. Następnie umieścił szczura w jednej z pustych klatek na dalekim końcu stołu i kiwnął na Hermionę, żeby podeszła.

- Przetestuj to sama.

Kiwnęła głową, zadowolona, że zostawiła różdżkę w szatach, kiedy ją wyjęła. Zbliżyła się niepewnie do samotnego szczura obniżając różdżkę. Wymamrotała słowa i zielony promień wystrzelił z końca jej różdżki uderzając w szczura i odrzucając go na drugi koniec klatki. Pochyliła się, żeby zbadać szczura, który zamrugał na nią wyglądając na zdezorientowanego.

- Niesamowite!

- Spróbuj jeszcze raz.

Zastosowała się do jego słów i ponownie przetestowała szczura. Tym razem leżał wyczerpany w rogu klatki, jego pierś ledwie się poruszała. Hermiona spojrzała na Snape'a układając w głowie pytanie, ale odezwał się zanim zdążyła o cokolwiek spytać.

- Nie przetrwa trzeciego ataku. Udało mi się użyć smoczej krwi, żeby przedłużyć żywotność eliksiru z jednego ataku do dwóch, ale od tego czasu dokonałem mało postępów.

- Więc co się stało ze szczurem?

- Szczur będzie powoli wracał do siebie przez osiem do dziesięciu dni, aż wyzdrowieje całkowicie. Wygląda na to, że chociaż eliksir powstrzymuje śmierć, ciało jest silnie wyczerpane. Każdy dodatkowy atak, oczywiście, zwiększa uszkodzenia.

Przełożył drżącego szczura do drugiej klatki, gdzie była woda i jedzenie i gdzie mógł wyzdrowieć. Snape odwrócił się do Hermiony, która była zagubiona we własnych myślach.

Bardzo dziwny zwrot wydarzeń tego wieczora – powiedział do siebie przyglądając się jej. - Być może Granger może być użyteczna. Być może. Ale jeśli zmieni się znowu w tą cholerną Wiem-To-Wszystko…

Nagle, jej obecność zirytowała go bez powodu i warknął.

- Mam testy do ocenienia. Czy jest coś jeszcze?

Hermiona spojrzała na niego surowo poruszona nagłą wrogością w jego głosie i poruszyła się, aby wyjść, kiedy głos jej zadrżał.

- Nie, przepraszam, nie sądziłam, że ma pan jeszcze testy.

- Oczywiście, że nie. Bez wątpienia twoje zostały sprawdzone tego samego dnia – uśmiechnął się szyderczo i poczuł złośliwą satysfakcję, kiedy jej policzki się zaczerwieniły.

Hermiona zignorowała fakt, że jej oczy zaczynały łzawić i wymusiła na swoim głosie, aby był silniejszy, kiedy napotkała jego spojrzenie.

- Dziękuję za pokazanie mi pańskiego eliksiru, profesorze Snape. Jeśli pan wybaczy.

Odwróciła się i opuściła pomieszczenie nie oglądając się za siebie. Starała się nie biec wmawiając sobie, że to byłoby niestosowne, żeby nauczycielka OPCM została zauważona przy uciekaniu z lochów. Postanowiła też nie płakać. Nie poszła prosto do swoich pokoi, ale za to zdecydowała się na spacer po zamku zastanawiając się, próbując odnaleźć sens dla tego, co się wydarzyło.

Wszystko szło tak dobrze, albo tak się Hermionie wydawało. Snape był niezwykle uprzejmy, dyskutowali o eliksirze i wymieniali się poglądami do czasu, aż Snape warknął na nią bez widocznego powodu. Doszła do wniosku, że traktował ją tak samo, jak wtedy, kiedy była jego uczennicą, kiedy to dniami, a nawet tygodniami ją ignorował w klasie, ale spokój zawsze się kończył i w końcu znęcał się nad nią w każdej możliwej chwili. Czasami z powodu błędów Neville'a, czasami za bycie Wiem-To-Wszystko, ale generalnie za bycie przyjaciółką Harry'ego Pottera.

Pogrążona w myślach szła bez konkretnego celu, zanim uświadomiła sobie, że doszła do Grubej Damy. Serce jej podskoczyło i źle się poczuła zatęskniwszy nagle za Harrym i Ronem. Pobiegła z powrotem do swoich kwater, łzy spływały jej po policzkach, ale na szczęście wszyscy uczniowie byli w łóżkach.

Severus usiadł za biurkiem patrząc gniewnie na resztę egzaminów z siódmego roku. Ziewnął i postanowił dokończyć je rano chowając je do szuflady biurka. Stwierdził, że nadszedł czas na trochę snu, czyli czego co zwykle stanowiło dla niego luksus. Przestał sypiać regularnie jakieś cztery lata temu i czuł się prawie, że zaszczycony, kiedy spał dłużej niż trzy godziny. Albus zdecydowanie protestował przeciwko takim nawykom, ale nie mógł zmusić Severusa, żeby wziął eliksir nasenny.

Poszedł do swoich kwater przez kolejne zwykle ukryte drzwi w swoim biurze i zdjął szaty wieszając je koło drzwi. Salon był duży i ciemny, pełen wysokich mahoniowych regałów wypełnionych książkami na każdy temat, jaki można sobie wyobrazić. Ciemna, skórzana kanapa i dwa fotele stały naprzeciwko siebie, na szczycie zdobionego dywanu, przed kominkiem. Na pstryknięcie palcami zapłonął ogień i delikatne światło napłynęło do pokoju.

Zatrzymał się przy jednym regale z książkami studiując je uważnie i wziął trzy różne woluminy. Przyniósł je do stołu i usiadł w fotelu. Przekartkował pierwszą księgę, po czym szybko zajął się kolejną. Kiedy ogień ogrzał pokój, poczuł się senny, a jego myśli popłynęły ku Granger.

Severus już wcześniej był pod wrażeniem jej wiedzy, więc nie był to pierwszy raz kiedy to zrobiła. Ale był to pierwszy raz, kiedy wykazała się na równi z nim, kiedy to odkryła to, co jemu zajęło pięć lat prób i błędów. Kombinacja tych dwóch rzeczy spowodowała, że bezceremonialnie wyrzucił ją z pracowni.

Widział łzy formujące się w jej oczach, słyszał to prawie niesłyszalne drżenie w jej głosie, kiedy szczerze mu podziękowała i wiedział, że była zraniona. Że on ją zranił. I ten jeden raz Severusowi zrobiło się trochę przykro, że sprawił Hermionie ból.