ODCINEK 10: ZDOBYĆ ODZNAKĘ KWIATU.

Niezbyt wygodnie spało się na ławce w poczekalni, ale po przegranej walce o odznakę nie chciałem wracać do domu. Poza tym Charmander miał być zdrowy do rana, a chciałem go jak najszybciej odebrać.
Obudziło mnie lekkie szturchnięcie w ramię:
- Obudź się, twój Pokemon jest już w pełni sił. Możesz go zabrać.
Rozejrzałem się nieco nieprzytomnym wzrokiem i zobaczyłem pielęgniarkę, a obok Charmandera, który wesoło się mi przyglądał. Uśmiechnąłem się, on też. Podziękowałem za opiekę nad nim i opuściłem Punkt Medyczny. Chciałem pójść do domu coś przekąsić, ale los pokrzyżował te plany, gdyż po drodze natknąłem się na Maxa - syna Pana Florka (lidera Rzeszowskiego stadionu) i zarazem sędziego mego wczorajszego pojedynku.
- Widzę, że twój Pokemon już zdrowy, to dobrze. - powitał mnie radośnie - Chciałbym z tobą porozmawiać, masz może chwilę wolnego czasu?
Czasu miałem aż za dużo i w sumie jakoś przeczuwałem, że powinienem pójść z tym chłopakiem i może mi się to przydać. Charmander też był ciekaw, o co chodzi. Udaliśmy się więc do niewielkiej kawiarenki, znajdującej się obok Punktu Medycznego. Była ona stworzona typowo z myślą o trenerach, gdyż można było się tu najeść za niewielką cenę, a do tego obsługiwano tu zarówno ludzi jak i Pokemony. Było jeszcze dość wcześnie, więc nie było żadnych klientów, tylko jakiś Bulbasaur ze smakiem pałaszował coś z miski. Zamówiłem śniadanie dla siebie i Charmandera, Max kupił coś dla siebie i my usiedliśmy przy stoliku, aby pogadać, zaś mój Pokemon dotrzymał towarzystwa jaszczurce z cebulką na grzbiecie.
- Więc o czym chciałeś porozmawiać? - mimo wszystko byłem ciekaw co takiego ma mi do powiedzenia.
- Cóż Tori, wiem jakie stoi przed tobą zadanie i przyznaję, że nie jest ono łatwe. Zostać największym Trenerem Pokemon... Wielu o tym marzy...
- Tak, tak. Mógłbyś przejść do rzeczy? - obecnie jakoś trudno mi było myśleć o tym, że mogę sprostać zadaniu jakie wyznaczył mi ojciec.
- Dobrze więc... Wczoraj obserwowałem twoją walkę i myślę, że wiem co robisz nie tak, czemu mimo starań nie wygrywasz.
Spojrzałem na niego uważnie. Nie naśmiewał się, ani nie mądrzył, naprawdę coś zauważył.
- Więc co robię nie tak? - zapytałem.
- Najprościej mówiąc nie wierzysz, że możesz wygrać. Walczysz z myślą, aby nie przegrać, ale czy walczyłeś kiedyś będąc zdecydowanym wygrać? - po tym pytaniu Max spojrzał na mnie badawczo, a ja zacząłem się zastanawiać...
"W sumie on ma rację. zarówno w pojedynkach z trenerami jak i podczas turnieju nad Jeziorem Solińskim walczyłem żeby tylko nie przegrać. Nawet pojedynkując się o odznakę myślałem tylko o tym, aby Charmander jak najdłużej utrzymał się na nogach, a jeśli pojawiała się szansa na wygraną to i tak myślałem o niej czysto teoretycznie..."
- Masz rację. Nigdy nie zacząłem pojedynku z myślą, że mogę go wygrać, ale czy myślisz, że to wystarczy, aby pokonywać przeciwników? - w odpowiedzi Max uśmiechnął się tajemniczo.
- Owszem, nie można Caterpim pokonać Onixa jedynie wierząc, że się uda, ale jednak Pokemony w jakiś sposób czują nastawienie swego trenera i podporządkowują się pod nie. Myślę więc, że gdybyś wczorajszy pojedynek rozpoczął z myślą o zwycięstwie i utrzymałbyś ją to pokonałbyś mego ojca. Ale oprócz tego jest jeszcze druga rzecz, której ci brakuje...
"Jeszcze coś" - pomyślałem - "Ile ja w końcu tych błędów popełniam?"
- Musisz uwierzyć w swoje Pokemony. Nawet, jeśli przegrywają... Szczególnie wtedy, gdy przegrywają nie możesz tracić nadziei na zwycięstwo. Jeśli trener ufa swojemu Pokemonowi i wierzy w zwycięstwo to naprawdę może pokonać nawet bardzo silnych przeciwników.
Zamyśliłem się. To miało sens. Jeszcze trzy tygodnie temu szczerze nienawidziłem Pokemonów, teraz je tolerowałem, Charmandera nawet lubiłem, ale czy mógłbym z czystym sumieniem powiedzieć, że mu ufam?
- Dobrze, przeprowadzimy próbę generalną. Chodźmy na stadion do sali treningowej stoczyć pojedynek.
- Eeee... Pojedynek Pokemon? - to mnie kompletnie zaskoczyło.
- Jasne, twój Charmander przeciwko mojemu Bulbasaurowi. Wprawdzie mój podopieczny ma typ roślinny, ale myślę, że tak łatwo to go nie pokonasz.
Spojrzałem w stronę Pokemonów, które skończyły już posiłek i teraz się nam przyglądały. Jaszczurka z cebulką na grzbiecie podeszła do Maxa, no tak w sumie oprócz nas nie było tu nikogo, więc to on musiał być jego trenerem. Charmander kiwał łebkiem, czyżby Bulbasaur wyjaśnił mu całą sytuację, a Max miał od początku zaplanowany ten pojedynek. Tego nie wiedziałem, ale wiedziałem, że teraz czeka mnie walka, być może najważniejsza w całym moim życiu.

Sala treningowa wyglądała jak każdy inny plac do treningów. Obszar z wytyczonym miejscem dla trenerów i miejsca startowe dla Pokemonów, nic nadzwyczajnego. Zająłem swoje miejsce, Max zajął swoje.
- Ten pojedynek jest bardziej treningiem, więc nie będzie sędziego, zgoda? - kiwnąłem głową. W sumie racja, miałem wykorzystać to czego się właśnie dowiedziałem w praktyce, jednak łatwe to nie było. "Musze wierzyć w wygraną i w Charmandera" - powtarzałem sobie.
- Zaczynajmy, Bulbasaur Ostre Liście.
- Żar, spal je i szybko atakuj przeciwnika.
Liście poleciały w stronę mojego Pokemona, ale szybko zostały spalone przez ogień. Następnie płomienie zaczęły atakować Bulbasaura.
- Unikaj ognia i użyj Dzikich Pnączy. - trzeba przyznać, że mimo czterech łap i sporej cebulki na grzbiecie Bulbasaur był całkiem zwinny i unikał większości ataków Charmandera, na dodatek w pewnej chwili zaatakował czymś jakby roślinnymi biczami, które nieco zraniły mego Pokemona.
- Dobra, trzeba będzie walczyć bezpośrednio. Zapamiętaj gdzie stoi a teraz... Zasłona Dymna. - jak zwykle w tej sytuacji z pyszczka Pokemona wydobył się gęsty dym ograniczający widoczność.
- Teraz szybko zaatakuj Drapaniem.
- Bulbasaur, gdy tylko cię zaatakuje użyj Ziarna-Pijawki.
Nie wiedziałem, co to za ziarno, ale sama nazwa mi się nie podobała. W pewnej chwili usłyszałem coś jakby pisk Bulbasaura i uderzenia, widocznie Charmander zaatakował. Po chwili usłyszałem znów pisk, ale tym razem zdecydowanie był to mój Pokemon. Dym zaczął się rozwiewać i zobaczyłem coś, w co trudno było uwierzyć. Z boków cebulki Bulbasaura wyrosło coś jakby pnącza, które oplotły ognistą jaszczurkę i wyglądało na to, ze wysysają z niej energię.
"Niedobrze, znowu mogę przegrać" - pomyślałem, a po chwili skrytykowałem sam siebie -"Nie! Muszę wierzyć w zwycięstwo, w końcu to roślinny Pokemon, a ogień takie pokonuję, więc..."
- Żar, spal te pędy, a potem szybko zaatakuj przeciwnika. - ogień zniszczył pnącza, ale mego przeciwnika już nie dosięgnął, gdyż ten zdołał się oddalić.
- Całkiem nieźle Tori, widząc sytuację szybko i poprawnie zareagowałeś. Zobaczymy co zrobisz teraz. Usypiający Proszek!
- Charmander unikaj!
Czułem jednak, że Pokemon nie zdoła umknąć na czas. Z cebulki na grzbiecie roślinnej jaszczurki wyleciał pyłek, który dopadł mego Pokemona. Wystarczył jeden wdech i ognista jaszczurka smacznie zasnęła.
- Obudź się! - krzyknąłem, ale odpowiedziało mi tylko chrapanie.
- Dobrze Bulbasaur, teraz użyj jeszcze raz Ziarna-Pijawki i kończymy pojedynek. - pędy znów wyleciały z boków cebulki Pokemona i oplotły Charmandera, aby po chwili zacząć wysysać z niego energię. Dopiero teraz zauważyłem, że energia ta jest wchłaniana przez roślinną jaszczurkę.
"Co teraz" - myślałem intensywnie i co jakiś czas nawoływałem mego Pokemona, aby się obudził, jednak nic to nie dawało.
I nagle zrozumiałem. Krzyknąłem najgłośniej jak tylko mogłem:
- CHARMANDER WSTAWAJ. MUSISZ GO POKONAĆ. WIERZE W CIEBIE!
I nagle oczy jaszczurki się otworzyły. Chyba stało się to, o czym mówił Max. Pokemon wyczuł, że jego trener wierzy w niego, a teraz stał na nogach. Wprawdzie stracił dużo energii, ale był gotów do walki. Nie czekając na polecenie spalił pędy, które go oplatały.
- Świetnie. Teraz go pokonamy. Zaatakuj żarem najmocniej jak potrafisz! - i Charmander zrobił to. Zaczął jakby strzelać strumieniami ognia, tak szybko, że Bulbasaur nie nadążał z unikaniem. Ogniste pociski trafiały w niego, a im więcej trafiło tym zwinność przeciwnika malała. W końcu mój Pokemon zmienił atak ze strzelania na strumień ognia, który uderzył w roślinną jaszczurkę z wielką siłą. Cebulka na grzbiecie zaczęła płonąć, wreszcie Max musiał zawrócić swego Pokemona, gdyż w przeciwnym razie mógłby się nawet spalić.
- Udało ci się Tori. Moje gratulacje.
Charmander usiadł zmęczony, a ja dopiero teraz w pełni zrozumiałem, co się właśnie stało. Zaufałem mojemu Pokemonowi, całkowicie. A on to wyczuł i zwyciężył. Max przyglądał mi się z uśmiechem. W końcu powiedział:
- To był kawał dobrej roboty, a teraz chodźmy, nasze Pokemony potrzebują odpoczynku.
I wróciliśmy do Punktu Medycznego. Gdy pielęgniarka znów mnie zobaczyła była lekko zdziwiona, że ledwo w godzinę po odebraniu mój Pokemon znów potrzebuje leczenia. Na szczęście była to tylko utracona energia, więc wystarczyło kilka godzin odpoczynku, ale Bulbasaur Maxa był na tyle poważnie poparzony, że musiał zostać przynajmniej do jutra.
- Przepraszam, chyba trochę przesadziłem... - było mi przykro, że tak urządziłem Pokemona Maxa.
- Nie przejmuj się. Wiedzieliśmy, czym ryzykujemy. Teraz masz ważniejszą rzecz na głowie, musisz pokonać mego ojca. - Max uśmiechnął się. Szczerze polubiłem tego chłopaka. Kiwnąłem głową i też się uśmiechnąłem.
- Tak. Dziś wieczorem zdobędę moją pierwszą odznakę. - powiedziałem.

Słońce zachodziło nad miastem, gdy wkroczyłem na arenę. Tym razem nie było żadnych Pokemonów, a Pan Florek już na mnie czekał.
- Cóż Tori, podobno chcesz znów zawalczyć o odznakę? - spytał.
- Tak. Chcę znów odbyć pojedynek o Odznakę Kwiatu. - odparłem pewnie. Stojący obok mnie Charmander zdecydowanie pokiwał łebkiem.
- Dobrze więc, ale zdajesz sobie sprawę z tego, że tym razem nie będzie żadnych ulg? Skoro ma się odbyć pojedynek jeden na jeden to do walki użyję jednego z najsilniejszych moich Pokemonów.
- Wiem o tym i szczerze mówiąc liczę na to. - byłem zdecydowany. Max pomógł mi dokonać czegoś, do czego bezskutecznie dążyłem przez ostatnie trzy tygodnie. Teraz naprawdę byłem gotów, byłem Trenerem Pokemon.
- Dobrze więc. W takim razie zaczynajmy.
- Drugi pojedynek o Odznakę Kwiatu. Wyzywający - Tori, Lider - Pan Florek. Walka jeden na jeden. Zaczynajcie! - Max znowu sędziował i znowu wyglądał jak profesjonalista. Zastanawiałem się, z kim będę walczył.
- Naprzód Charmander, tym razem uda nam się!
- Ruszaj Sceptile! - z wyrzuconego PokeBalla wyszedł Pokemon podobny do dużej jaszczurki stojącej na tylnych nogach. Właściwie nic nie wiedziałem o tym Pokemonie, no może poza tym, że na pewno był roślinny, a że ostatnio walczyłem tylko z roślinnymi Pokami, więc chyba nie powinno mnie już nic zaskoczyć.
- Dobrze Charmander, przeciwnik jest silny, więc musimy szybko skończyć, atakuj Żarem!
- Sceptile - Szybki Atak!
Zielona jaszczurka, mimo że była duża, była tez niezwykle szybka. Nim mój Pokemon zdołał wykonać atak przeciwnik był już przy nim i zadał mocny cios.
- Skorzystaj z tego, że jest blisko! Przypal go Żarem! - Charmander mimo ataków wystrzelił płomień, który trafił w Sceptila raniąc go trochę. Dobrze, że miałem przewagę typów, ale i tak różnica poziomów była nazbyt widoczna.
- Wściekłe Ostrza! - Pan Florek zmienił sposób ataku, ten był jeszcze gorszy. Pazury Pokemona zaczęły wściekle atakować i ranić ognistą jaszczurkę.
- Tak nie damy rady. Uciekaj! - Charmander odskoczył od przeciwnika i zaczął uciekać. Trzeba było szybko wymyślić jakiś dobry sposób na kontratak, a skoro potrzebowałem zyskać na czasie, to...
- Zasłona Dymna! - to zawsze działało, dym wypuszczany z pyszczka Charmandera ograniczał widoczność obu walczącym Pokemonom, jednak tym razem...
- To na nic. Sceptile, atak Gwiazdami! - nie widziałem dokładnie co się stało, ale usłyszałem pisk mojego Pokemona. Atak musiał trafić.
- Gwiazdy to specjalny atak, który zawsze trafia w przeciwnika, nawet gdy widoczność jest ograniczona. - wyjaśnił Pan Florek.
"Świetnie, to co ja mam teraz zrobić?" - pomyślałem. Właściwie pozostała tylko jedna możliwość.
- W takim razie Charmander, użyj Wściekłości!
I mój Pokemon zaatakował. Wprawdzie dym ograniczał jeszcze trochę widoczność, ale przeciwnik nie ruszał się z miejsca, więc z trafieniem go nie było problemu.
- Czekaj aż się zbliży, a potem Wściekłe Ostrza! - Pan Florek zamierzał zaatakować bezpośrednio, zakładał, że mój Pokemon ma mniej energii niż jego. Cóż, niestety słusznie zakładał. Gdy doszło do ataku obaj przeciwnicy zaczęli się wściekle okładać pazurami, jednak widać było, że Charmander szybciej traci siły. Co robić?
- Charmander, dasz rade! Wytrzymaj! - dopingowałem go, jednak niewiele to dawało. Wprawdzie dzięki Wściekłości ataki były coraz silniejsze, ale widać było, że mała ognista jaszczurka długo już nie wytrzyma. Nagle mocniejszy atak Sceptila odrzucił mojego Pokemona niemal pod samą ścianę areny. Podniósł się z trudem. Na szczęście po przeciwniku też było widać oznaki zmęczenia długą przepychaną.
- Dobrze jest, Sceptile jest już zmęczony. Jeszcze trochę i go pokonamy. Dasz radę! - dodawałem sił memu Pokemonowi, ale widać było, że następnego ataku już nie wytrzyma. Trzeba było coś zrobić i nagle, niemal instynktownie krzyknąłem:
- Charmander wierzę w ciebie. Wierzę, że możesz go pokonać! - i to podziałało. Na te słowa oczy ognistej jaszczurki zabłysły, a płomień na ogonie na chwilę się powiększył. Wiedziałem już co to znaczy - mój Pokemon nauczył się nowego ataku. Nie wiedziałem, co to za atak, ale czułem, że pozwoli nam wygrać.
- Charmander, użyj nowego ataku! Daj pełną moc!
- Przykro mi Tori, ale nie pozwolę na to. Sceptile Szybki Atak, wykończ przeciwnika!
Pan Florek nie zamierzał łatwo oddać odznaki, jednak ja nie zamierzałem zrezygnować. Roślinna jaszczurka ruszyła do ataku, w tej samej chwili z pyszczka ognistej jaszczurki wyleciał mocny ogień, który z całą siłą uderzył w atakującego. Sceptile nie rezygnował, pomimo ognia był coraz bliżej mego Pokemona, jednak był też coraz wolniejszy i wreszcie gdy już miał uderzać zatrzymał się i padł. Natomiast Charmander przestał zionąc ogniem i stał. Z wielkim trudem, ale stał.
- Pojedynek zakończony. Sceptile jest niezdolny do walki, zwycięża Tori i tym samym otrzymuje Odznakę Kwiatu. - ogłosił uroczyście Max. Pan Florek zawrócił swego Pokemona, a ja podbiegłem do Charmandera, który gdy tylko usłyszał, że wygraliśmy osunął się na ziemię. Jego stan wyglądał na poważny, wiec natychmiast zabraliśmy go do Punktu Medycznego. Na mój widok pielęgniarka pokręciła tylko głową. Chyba chciała mi nagadać, że zamęczam Pokemony na treningu, ale gdy Pan Florek oddał też swego Sceptila na leczenie zrozumiała, co się stało. Dowiedziałem się, że Charmander będzie zdrów dopiero pojutrze rano. Mogłem więc cały jutrzejszy dzień spędzić w moim rodzinnym mieście. Pan Florek powiedział, że odznakę wręczy mi dopiero gdy mój Pokemon będzie zdrów, zgodziłem się z tym. W końcu to Charmander tak naprawdę wygrał tę odznakę.

Ranek był ciepły i pogodny, cały wczorajszy dzień spędziłem na opowiadaniu Heńkowi i Pani Ninie o tym jak udało mi się zdobyć swoją pierwszą odznakę, a dziś wszyscy zgromadzili się na stadionie, gdzie Pan Florek oficjalnie wręczył mi Odznakę Kwiatu.
- Spójrz Charmander, udało nam się. - powiedziałem i pokazałem Pokemonowi mały metalowy znaczek wyglądający jak kwiatek i mający oficjalny znak Ligii Pokemon.
- Tori... Czy mógłbym cię o coś zapytać? - to był Max. Wyglądał na nieco zdenerwowanego, o co mu mogło chodzić?
- Pytaj, jeśli mogę to chętnie ci pomogę.
- Bo widzisz... - Max był dalej lekko zdenerwowany - Za kilka lat będę musiał przejąć obowiązki mego ojca i zostać liderem tego stadionu, ale ja mam małe doświadczenie, jeśli chodzi o walkę i roślinne Pokemony...
- Ty i małe doświadczenie? - zdziwiłem się i nagle przyszła mi do głowy myśl czego Max chce ode mnie.
- No tak. Bo widzisz, to, że wiem jak postępować z Pokemonami to jedynie początek. Jeśli chcę być Liderem, muszę wygrać wiele pojedynków i mieć dużo naprawdę silnych Pokemonów, a obecnie mam tylko Bulbasaura i dlatego chciałem się spytać... Tori, mogę pójść z tobą? - uśmiechnąłem się. Tak myślałem, że do tego zmierza i szczerze się ucieszyłem z tego pomysłu. Naprawdę przyda mi się towarzystwo, oraz ktoś, kto mimo wszystko wie o Pokemonach o wiele więcej niż ja. Kiwnąłem głową:
- Oczywiście, że możesz ze mną iść. Jednak wiesz chyba, że ja musze zdobyć wszystkie odznaki Ligi Pokemon, a to nie zajmie mi kilku dni, tylko trochę dłużej.
- Wiem o tym - Max wreszcie się uśmiechnął i ożywił - I szczerze mówiąc liczę na to, że będzie to naprawdę dłuuuuga podróż.
Roześmieliśmy się. Charmander też się ucieszył, że będziemy mieć towarzystwo. Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i opuściliśmy miasto. Na polnej drodze Max zapytał:
- Dokąd teraz wyruszamy Tori?
- Dokąd? - dużo nad tym myślałem wczorajszego dnia, teraz już wiedziałem - Wyruszamy na północ, na Mazury. Muszę się dowiedzieć, czym naprawdę jest Dark Gyarados. No a po drodze zamierzam zdobyć przynajmniej trzy odznaki. - odpowiedziałem z uśmiechem. Max spojrzał na mnie dziwnie, zapewne zdziwił się, gdy wspomniałem o Dark Gyaradosie. W końcu jednak też się uśmiechnął i kiwnął głową.
- Tak, więc teraz udajemy się do Lublina?
- Dokładnie - odpowiedziałem.
I wyruszyliśmy. Zdobyłem swoją pierwszą odznakę i teraz już wiedziałem, że następne też zdobędę. Uda mi się. Spełnię ostatnią wolę mego ojca.