Stiles nie był pewien co Laura będzie o nim myśleć po tej nocy. W zasadzie wątpił, aby chciał się jej pokazać na oczy. Usta Dereka wysysały na jego ciele malinki w takich miejscach, że nie miał wątpliwości, że nie będą widoczne, gdy następnego ranka rozpoczną prace nad eksponatami.

Hale rozebrał go tak ekspresowo, że Stiles zapisał sobie w pamięci, aby wrócić do swojego pokoju o w miarę przyzwoitej porze. Wątpił, aby te ciuchy nadawały się do ubrania jutrzejszego dnia. Derek zresztą nie kłopotał się również nawet rzuceniem ich w tę samą stronę. Stiles miał wrażenie, że rano obudzi się i dostrzeże swoją bieliznę zwisającą z nowoczesnej lampy mężczyzny – niczym na tych wszystkich komediach, które Allison tak uwielbiała.

Do tej pory sądził, że raczej tłumił dźwięki wychodzące z jego ust, ale Derek przyszpilił go do materaca, ocierając się swoim penisem o jego pośladki. Stiles wciąż czuł jak rozpychał go jeszcze tego samego ranka, ale wiedział, że to jedynie wspomnienie. Jego mięśnie szybko się regenerowały i wróciły do poprzedniego stanu. Jeśli Derek chciał w niego znowu wejść, musiał go ponownie rozciągnąć i Stiles nie mógł się już tego doczekać.

Szorstki podbródek mężczyzny wbił się w jeden z jego kręgów, sprawiając, że Stiles wygiął się w łuk. Jego biodra otarły się o kołdrę i wiedział, że zaczyna zostawiać mokre ślady na czystej pościeli. Miał ochotę wgryźć się w poduszkę, gdy Derek swoim policzkiem leniwie przemierzał drogę w dół jego pleców, wzdłuż kręgosłupa. Zarost mężczyzny zdawał się drażnić jego nerwy.

Stiles czuł, że jest spocony. A Derek zlizywał słone krople z jego pleców, łaskocząc go delikatnie. I zawsze sądził, że coś podobnego nie jest seksowne. Że śmiech był zaprzeczeniem podniecenia, ale mocno się pomylił albo reagował jak naładowany testosteronem wariat, bo gdziekolwiek Derek go nie musnął – czuł tak, jakby z tego miejsca rozprzestrzeniał się żar.
Jego ciało płonęło zanim mężczyzna dotarł w końcu do jego pośladów. I cholernie cieszył się, że poświęcił na prysznic o wiele więcej czasu, bo Derek rozsunął jego pośladki. Przez chwilę nic się nie działo, zdawało się to trwać wiecznie i Stiles zorientował się, że Derek wpatruje się z jego dziurę. Zacisnął instynktownie mięśnie, kiedy ciepły podmuch powietrza dotarł do jego tyłka.

Wilgotny język początkowo badawczo połaskotał go po mięśniach, a potem mężczyzna wprost pocałował go w to cholernie intymne miejsce. Derek lizał go już wcześniej, ale teraz wydawało się to niespieszną torturą, jakby Hale chciał sprawdzić jak długo może się z nim bawić zanim Stiles dojdzie. A czas zdawał się rozciągać tylko w sobie znany sposób.

Stiles starał się pchać swoim tyłkiem w stronę twarzy mężczyzny, żeby ten cholerny język wszedł głębiej, ale to nie był najwyraźniej plan, ponieważ Derek przytrzymywał go pewnie, zaciskając dłonie na półkulach jego pośladków tak mocno, że na pewno następnego dnia Stiles miał dostrzec tam siniaki. Podniecało go to jeszcze bardziej, bo miały być to kolejne ukryte pod materiałem ślady.

Derek wbił w niego pionowo język i ruszył samą końcówką. Stiles zawył, próbując się ruszyć i nie mogąc. Jego mięśnie były niemożliwie rozluźnione i sam się otwierał. Sięgnął nawet za siebie i teraz to on rozszerzał swoje pośladki tak mocno, że niemal rozdzierał się w pół, ale Derek nie przyspieszył nawet na chwilę.

Jego mięśnie zaciskały się wokół niczego i ta pustka zabijała go powoli. Desperacko szukał kontaktu, a pod jego zaciśniętymi powiekami zaczynały pojawiać się łzy. Był tak wrażliwy, że kolejne łkanie uciekło z jego ust, gdy Derek dotknął go tam swoim szorstkim podbródkiem. Kontrast między miękkim językiem, a kłującymi włoskami prawie posłał go na sam koniec, chociaż tak naprawdę nie zdążył się nawet jeszcze ruszyć.

Leżał w mokrej plamie własnego nasienia, które wyciekało z niego kroplami niczym woda z niezakręconego kranu. Równie mokry i niezatkany czuł się z drugiej strony, i dzięki wszelkim bogom Derek w końcu zdecydował się i wepchnął w niego głębiej język. Powitał go westchnieniem ulgi, czego zapewne Hale się nie spodziewał, bo przerwał niemal natychmiast.
Stiles chciał zaprotestować, ale chyba dawno zapomniał jak się formułuje słowa, więc tylko wypchnął swój tyłek do tyłu, chcąc pokazać Derekowi czego naprawdę potrzebuje.

- Potrafiłbyś tak dojść? – spytał mężczyzna zachrypniętym głosem.

Stiles nie był pewien czy potrafiłby tak nie dojść. Może gdyby zaczął się ocierać o kołdrę wcześniej, miałby to już za sobą.

Ten pomysł jednak zdawał się fascynować Dereka i mężczyzna nawet nie czekał na jego odpowiedź, ale bez wahania wbił w niego swój wilgotny język. Stiles czuł go prawie w kręgosłupie, mokry i cholerne gorący, jak przebijał się przez kolejne mięśnie, a potem po prostu poruszał, chcąc zrobić sobie więcej miejsca. Derek wycofał się i powtórzył, a Stiles usłyszał całkiem zwierzęcy głos, który nie mógł po prostu pochodzić od niego.

Jego dłonie drżały i nie potrafił skupić się na tyle, aby przytrzymywać swoje pośladki.

Wgryzł się w poduszkę, kiedy łzy zalały jego twarz i poczuł na skórze igiełki zarostu Dereka. Zacisnął mięśnie, nie wiedząc nawet dlaczego to zrobił i poczuł język Hale'a tylko mocniej. Niczym cienkie miękkie dildo, które chciał chwycić tylko mocniej i nie pozwolić, aby się z niego wysunęło. Może widział wszystkich bogów i modlił się do każdego z nich, gdy Derek pieprzył go coraz mocniej, ale równie dobrze mógł stać się ateistą w momencie, gdy jego ciało wygięło się w łuk i z płaczem doszedł w pościel Dereka.

Mężczyzna nie przestał nawet na chwilę, jakby nie zmartwił go wcale fakt, że Stiles przeżywał orgazm bez niego. Zresztą jego mięśnie rozluźniły się tak bardzo, że Derek wślizgiwał się tylko dalej, drażniąc go już bardziej niż przynosząc przyjemność. Stiles nie mógł powstrzymać myśli, że jeśli nie powie stop, Derek nie przestanie. I jednocześnie to wyzwalało w nim coś dziwnego. Jego ciało było jak z wosku, gotowe do formowania przez sprawne ręce. Jego tyłek był tak mokry od śliny, że jej część spływała stróżką po jego jądrach tylko powodując większe sensacje. Był nadwrażliwy i wiedział, że odpokutuje to później, gdy jego mięśnie będą zaciskać się wokół niczego, gdy będzie siedział na zajęciach.

Nie potrafił jednak powiedzieć stop, bo jeszcze nie dotarli tak daleko. Jego myśli podążały dalej i nie mógł nie zastanawiać się co byłoby, gdyby Derek spełnił swoje niedawne groźby i przykuł go do łóżka. Albo związał. Pozostał na swojej własnej łasce i drażnił się z nim godzinami. Może nie pozwoliłby mu dojść, dopóki sam nie zrobiłby tego kilka razy.

Stiles zamrugał, gdy ktoś odwrócił go na plecy i szklanka z wodą została przyłożona mu do ust. Derek pachniał miętą, więc musiał po drodze z kuchni zajrzeć do łazienki. Stiles nie był pewien jak długo go nie było, ale mężczyzna nadal był twardy, sądząc po tym, co wciskało się w jego biodro.

Stiles poruszył udami, czując to cudowne rozciągnięcie.

- Wejdź we mnie – powiedział i poczuł jak bardzo boli go gardło.

Nie widział twarzy Dereka, ale niemal czuł na skórze jego wahanie.

Palce mężczyzny zsunęły się w dół między jego nogi, za jądra aż do mokrej nadal dziury. Derek wsunął tylko opuszek palca wskazującego, jakby sprawdzał jak bardzo Stiles reaguje, ale jego penis tylko drgnął, jakby próbował wrócić do gry pomimo tego, że jeszcze niedawno wyrzucił z siebie cały nagromadzony ładunek.

- Jesteś pijany endorfinami – stwierdził Derek.

Stiles nie potrafił się z nim nie zgodzić, ale rozłożył szerzej nogi i wbił w niego wzrok, mając nadzieję, że nie są mu potrzebne słowa.

Derek prychnął, ale Stiles czuł jak członek mężczyzny drgnął przy jego skórze. Dźwięk odkładanej szklanki wydawał się ostry w błogiej ciszy nocy.

Takie noce jak ta mogłyby trwać – pomyślał Stiles i jednocześnie zganił się, ponieważ Faust również wypowiedział życzenie, które nie mogło się spełnić i zniszczył wszystko.

Derek wrócił do niego z czymś w dłoni, co okazało się lubrykantem, bo Stiles poznał znajomą śliskość, gdy palce mężczyzny powróciły do jego dziury. Sądził, że będzie musiał podpierać się na kolanach i łokciach, ale Derek zdawał się ukontentowany ich obecną pozycją, a z tym Stiles nie zamierzał protestować. Szczególnie, gdy Hale uniósł go za pośladki odrobinę, wślizgując się w niego penisem.

Stiles mógł go obserwować z dołu i widział w nikłym świetle padającym z zewnątrz jak skupiony był Derek.

- Zrobisz coś dla mnie, skarbie? – spytał mężczyzna głosem przepełnionym czymś, co Stilesowi kojarzyło się tylko z agonią.

Czuł zresztą, że penis Dereka był niczym rozżarzony pręt.

-Hm – udało mu się wydusić.

Derek ścisnął mocniej jego pośladki.

- Zawiń rękę wokół swojego fiuta – polecił mu mężczyzna.

Stiles wykonał rozkaz bez wahania.

- Połóż złączone nogi na moim ramieniu – odparł Hale i teraz Stiles z trudem wykonał polecenie, a potem nagle było już całkiem inaczej, bo czuł Dereka o wiele bardziej.

Na całej długości.

- A teraz ściśnij – dodał Hale.

I Stiles napiął mięśnie jak najmocniej potrafił, orientując się, że wszystko wokół nagle zgasło. Może jego oczy obróciły się w tył głowy, gdy Derek uderzał w jego prostatę. Wiedział, że jego ręka poruszała się bezwiednie, może trochę zbyt brutalnie, bo orgazm zdawał się z niego wyrwany, ale jednak nie potrafił nie czuć tej ekscytacji, tego wybuchu, tego szczęścia i cholera wie czego jeszcze. Jego zakończenia nerwowe śpiewały, więc poddał się tej melodii rejestrując jedynie jak Derek przeklina nad nim, a potem upada na jego spocone ciało.

ooo

Kiedy obudził się rano na stoliku stała herbata z cytryną, a Derek siedział w fotelu w swoich biznesowych spodniach. Niezapięta koszula zwisała z obu stron jego ciała, gdy miarowo wystukiwał coś na klawiaturze.

Stiles nie zdążył się nawet poruszyć, gdy mężczyzna spojrzał na niego znad swoich okularów. Krzywy uśmieszek pojawił się na twarzy Dereka w jakiś ułamek sekundy później i Stiles zdał sobie sprawę z tego jaki widok prezentuje.

Leżał na brzuchu z tyłkiem wystawionym na pokaz. A kiedy spojrzał w dół, znalazł na swoich biodrach charakterystyczne odciski palców.

Podniósł głowę i skrzyżował z Derekiem wzrok. Mężczyzny nie bawiło jego ciało, jego braki i niedostatki. Derek był usatysfakcjonowany znakami, które na nim zostawił. Obrócił się więc przeciągając się lekko i nawet nie próbował się okryć.

- Dzień dobry – powiedział w końcu Hale. – Nie chciałem cię budzić. Niedługo powinien zadzwonić twój budzik – dodał, jakby wiedział, że Stiles wybierał się na wczesne zajęcia.

I może tak było. W końcu plan jego studiów wisiał w internecie. Sprawdzenie czegoś takiego nie było trudne.

- Cześć – odparł Stiles i miał ochotę przekląć, gdy poczuł jak wielkie są jego migdałki.

Dorobił się zapalenia gardła jednej nocy. Nie uwierzyłby, gdyby sam nie doświadczył.
Usiadł na łóżku, wsuwając chłodne stopy pod zmiętą pościel. Jego pośladki bolały jak diabli, a jego wejście zdawało się nadal o wiele za bardzo rozciągnięte. Może faktycznie powinni byli sobie wczoraj odpuścić, ale jakoś nie potrafił tego żałować. Dzisiaj czułby się rozciągnięty i pusty, a tymczasem był rozluźniony i wypieprzony. I to była jego ulubiona kombinacja od tej pory.

Derek obserwował go otwarcie, oparty o swój fotel.

- Wszystko dobrze? – spytał Hale jak zawsze.

Zdawało się to być pierwsze co mówił, gdy budzili się razem. Seks analny bywał problematyczny, ale Stiles czuł, że już teraz jest w tym świetny. Żadnych naderwań – nadciągnięć ani nic podobnego. Może lekki dyskomfort, ale nie można było mieć wszystkiego.

- W najlepszym porządku – odparł Stiles, przeciągając się po raz kolejny.

Jego kręgosłup zdawał się odmawiać posłuszeństwa. Najpewniej spał w niewygodnej pozycji. Nie pamiętał jak zasnął, ale podejrzewał, że obaj padli bez sił, bo nawet teraz widział, że ruchy Dereka były ostrożniejsze. Jakby mięśnie mężczyzny też jeszcze do końca do siebie nie doszły.

- Muszę ci podziękować – zaczął Hale, kompletnie go zaskakując. – Moja siostra nareszcie zdecydowała się kupić sobie własne mieszkanie – dodał i Stiles przez chwilę zastanawiał się nad związkiem.

Gdy to w niego uderzyło, spojrzał przerażony w stronę Dereka, który uśmiechał się rozbrajająco szeroko.

- Rany boskie – powiedział Stiles, nie wiedząc jak inaczej powinien to skomentować.

Jakoś w czasie wczorajszej nocy Laura wyleciała mu z głowy. Może nawet podświadomość starała się reagować, gdy gryzł poduszkę, ale to zdawało się za mało. Spojrzał mimowolnie w stronę ewidentnych śladów zębów, które zostały wybite w materiale.

- Otwórz pierwszą szufladę – polecił mu Derek.

Stiles zerknął niepewnie na niego to na niewielką szafeczkę, która stała przy łóżku. Ciekawość jednak zwyciężyła i wysunął szufladę lekko, a potem zajrzał do środka.
Wyciągnął zwitek skórzanych rzemieni wraz z niewielką czerwoną piłeczką na samym środku, nie bardzo wiedząc do czego to służyło. Derek wstał i podszedł do niego, zabierając mu znalezisko, a potem pogładził jego policzek.

- Tę piłeczkę będziesz mógł gryźć do woli – obiecał mu miękko Hale, zanim pocałował go mocno i zaborczo.