A/N Zaczęłam wreszcie wątek, który miałam w głowie od kiedy zaczęłam tego fica.

Draco nie umiał się odnaleźć w tej nowej rzeczywistości. Jego rodzice nie żyli, całe ich bogactwo jest teraz jego. Pozwolił Aurorom przejrzeć dwór zanim oficjalnie go przejął w posiadanie, jednak podobno nie znaleźli wiele. Młody Malfoy miał więc dwór i miliony galeonów tylko dla siebie i wcale go to nie cieszyło.

Kiedy podczas Bitwy musiał stawać naprzeciwko swoich dawnych przyjaciół, nie było mu z tym dobrze. Mimo wszystko kiedy Pansy, Theo, czy Zabini nie mieli problemu z rzucaniem w jego stronę Avady, wiedział, że nie może ich oszczędzić tylko przez ich dawną przyjaźń. Bolało go to, ale nie mógł sobie pozwolić na bycie miękkim. Dopiero po wszystkim zamknął się w pokoju i nie wychodził z niego przez 3 dni.

Z jego depresji powoli zaczynał go wyciągać Neville. Zaprzyjaźnili się po tym, kiedy Draco dołączył do Zakonu i po Bitwie chłopak dzień w dzień przychodził do niego. Najpierw rozmawiali przez drzwi. Potem blondyn w końcu wpuścił chłopaka do środka. Longbottom przyniósł mu kilka tostów i kawę. Mimo, że nadal nie miał apetytu, nie mógł ich nie zjeść, kiedy jego przyjaciel patrzył się na niego widocznie zmartwiony.

Teraz, kiedy rozpoczął się nowy rok szkolny, młodzi mężczyźni trzymali się razem. Draco pomagał Neville'owi z nauką a Neville dbał o to, żeby Draco się znowu nie zamknął w sobie. Blondyn zastanawiał się, dlaczego w towarzystwie Gryfona czuł się tak dobrze. Tak... bezpiecznie. Starał się nad tym nie zastanawiać zbyt długo, ale czasem, kiedy był sam dziwiło go, że brakuje mu jego towarzystwa.

- Halo, ziemia do Draco!

Neville machał mu dłonią przed oczami i wyglądał na zaniepokojonego.

- Wybacz, Neville, zamyśliłem się. Coś mówiłeś?

- Nic się nie stało. Pytałem, czy nie chcesz iść w ten weekend ze mną do Hogsmeade. Podobno odbudowali Zonko i Trzy Miotły. Pomyślałem, że dobrze ci zrobi, jeśli się wyrwiesz z zamku.

- Och. Tak, pewnie, jasne. Dzięki.

- Poza tym zastanawiałem się, czy nie powinniśmy odwiedzić Hermiony. Nie mogę patrzyć na to, jak cierpi w samotności. Stara się tego nie pokazywać, ale czasem nawet podczas lekcji widać łzy w jej oczach.

- To świetny pomysł, Neville. Możemy pójść nawet teraz, jak chcesz.

I ruszyli przez korytarze w kierunku komnat ich profesorki slash przyjaciółki. Zatrzymali się przed drzwiami i już mieli pukać, kiedy usłyszeli ze środka krzyki. Zamarzli w miejscu.

- Mówiłem ci tępa idiotko, że masz jeść śniadania, tak? Dlaczego więc na jaja Merlina go nie zjadłaś? Podoba ci się siedzenie po parę godzin w lochach, kiedy masz załamania albo mdlejesz przez to, że jesteś zbyt uparta, żeby jeść? Odpowiedz mi a nie rycz!

- To tylko jedno śnia.. śniadanie. Naprawdę-ęee. - Słyszeli wyraźnie, że dziewczyna płacze. - Prze-eee-epraszam. To się nie pow.. nie powtórzy.

Przez chwilę była cisza.

- Ale jeśli mam być szczera - jej głos był już spokojniejszy - to lubię siedzieć z tobą w lochach. To są jedyne momenty, kiedy nie czuję się gorsza od ciebie a jakbyśmy byli równi.

- Nie jesteśmy równi i nigdy nie będziemy.

Drzwi się otworzyły i stanął przed nimi profesor Snape.

- A wy co tu robicie?

- Chcieliśmy odwiedzić Hermionę, profesorze. Martwiliśmy się o nią i jak widać potrzebnie.

- Musisz być takim dupkiem, ojcze chrzestny?

- 5 punktów od Slytherinu za słownictwo. I jeśli musisz wiedzieć, to tak, muszę. Inaczej nie przemówię do jej zakutego łba.

Draco przewrócił oczami i przesunął się, żeby starszy mężczyzna mógł przejść. Neville pierwszy podszedł i zajrzał przez otwarte drzwi do komnat profesor Granger. Chwilę później już wbiegł do środka. Blondyn wszedł za nim. Hermiona siedziała na ziemi i płakała. Gryfon właśnie pochylał się nad nią, żeby ją przytulić.

- Nie przejmuj się tym starym nietoperzem, Miona. Już, spokojnie, już. Wstań i usiądź na łóżku, nie możesz tak siedzieć na podłodze.

Obaj pomogli się jej podnieść i praktycznie musieli ją dociągnąć do jej łóżka w komnacie obok. Posadzili się po obu jej stronach. Neville ją przytulał a Draco lekko gładził jej włosy i kark w uspokajającym geście. Nie wiedzieli ile tam siedzieli aż dziewczyna się nie uspokoiła i nie zasnęła z wymęczenia. Zdjęli jej buty, położyli, przykryli kołdrą i wyszli.