A/N: Czyżby ktoś wołał o więcej? Jeśli tak, to bardzo proszę!

Enjoy! :)


10.

- Muszę stwierdzić, panno Thomas, że obie wyglądacie dziś niezwykle uroczo.- powiedział z uśmiechem Jack, gdy cała czwórka zjeżdżała windą na parter.

Brunet nadal trzymał na rękach Umę, która rozglądała się z ciekawością wokół siebie, a w międzyczasie obrzucał miękkim spojrzeniem jej dorosłą kopię (a może to Uma była kopią Sue?).

- Bardzo dziękujemy, panie Hudson.- z podobną galanterią odparła dziewczyna.- Uma pomyślała, że na swoją pierwszą randkę powinna ubrać się staranniej niż zwykle!- dodała z humorem.

- Doceniam jej poświęcenie…- mrugnął rozbawiony stwierdzeniem agent, po czym dodał:- Jej i jej pięknej opiekunki również…

Sue się zaróżowiła. Sparky nieczęsto prawił jej komplementy, ale gdy już to robił, zawsze miały na nią szczególny efekt. Tak jak teraz…

- Naprawdę, Sue, wyglądasz cudownie!- powtórzył z naciskiem.- Rzadko widuję cię w sukienkach i jest to zawsze miła odmiana, chociaż nie twierdzę, że w spodniach prezentujesz się mniej atrakcyjnie. Cokolwiek byś nie włożyła, zawsze doskonale do ciebie pasuje.- zapewnił gorąco.

- Nawet worek na kartofle?- rzuciła żartem blondynka.

- Nawet on.- roześmiał się Hudson.- Zapewne na tobie wyglądałby i tak jak suknia z drogiego butiku!- dorzucił.

- Jesteś bardzo zabawny, Jack!- powiedziała, przewracając oczami.

- Ależ, ja nie żartowałem!- stwierdził poważnie i szkarłat na buzi panny Thomas się nasilił.

Jako że na ten czas nie wymyśliła nic lepszego, odparła tylko:

- Dziękuję, Jack. Miło, że tak uważasz.

Jego odpowiedzią był nieśmiały, ciepły uśmiech, który zmiękczył jej kolana.

Kiedy grupka opuszczała budynek Hoovera, odprowadzana morzem ciekawskich spojrzeń, biurowa winnica plotkarska ruszyła pełna parą. Oczywiste podobieństwa fizjonomiczne pomiędzy dorosłymi, a tajemniczym dzieckiem, nasuwały plotkarzom wiele różnych teorii, spośród których najpopularniejszą był sekretny romans tych dwojga, jakiego wynikiem była właśnie objawiona światu dziewczynka. Istniały też nieco mniej radykalne pomysły, ale o nich mówić nie warto. Tak czy inaczej, nikt z owych ciekawskich nie zadał sobie trudu, żeby zweryfikować prawdziwość przekazywanych sobie w ekspresowym tempie informacji, a więc miłosna historia Sue i Jacka (chyba najpopularniejszy temat w tym budynku, choć nikt nie przyznawał tego głośno), nabrała całkiem nowych i sensacyjnych kształtów…

Restauracyjka, do której się wybrali na lunch, była prawie pusta, może z racji tego, że nie należała do najtańszych, czym zniechęcała wielu przeciętnych, słabo zarabiających klientów. Najczęściej jadała tu kadra kierownicza lub co zamożniejsi przedstawiciele klasy średniej, tacy, jak ta para agentów. Jack i Sue byli samotni, więc nie wydawali dużo. Stać ich było na podobne przyjemności, o ile nie szaleli w ten sposób za często. Poza tym, dziś robili to dla Umy, bo dla małej była to pewnie jej pierwsza wizyta w takim miejscu…

Już u celu, wybrali stolik przy oknie, aby dziewczynka mogła obserwować, co dzieje się za szybą, jeśli znudzi ją wnętrze lokalu, co zapewne stanie się szybko, zważywszy na to, z jakim entuzjazmem pochłaniała coraz to nowe widoki.

Brunet posadził ją na przyniesionym przez obsługę wysokim krzesełku, by swobodnie mogła korzystać ze stołu, po czym szarmancko odsunął krzesło dla ukochanej, która, siadając, obdarzyła go promiennym uśmiechem.

- Dziękuję, Sparky. Prawdziwy z ciebie dżentelmen.- powiedziała.

- Cała przyjemność po mojej stronie, Sue.- zapewnił.- To, co zjemy?- spytał, gdy kelner dostarczył menu.

- Myślę, że Uma zje miseczkę zupy brokułowej i może do tego kanapkę z grillowanym serem. Na razie powinna jeść lekkie dania.- zaczęła panna Thomas.- Gdy już poczuje się lepiej, wtedy może przedstawimy jej pizzę!- mrugnęła psotnie i Hudson się wyszczerzył.

- Koniecznie!- przytaknął.- A co dla ciebie?

- Chyba sałatka cesarska.- po chwili zastanowienia odpowiedziała analityczka.

- Nie żartuj, Sue!- sprzeciwił się.- Opiekując się małym dzieckiem, potrzebujesz posiłku, który da ci siły na dłużej…- zasugerował.- Spaghetti?- spytał łagodnie.

- Może to i dobry pomysł, Jack.- zgodziła się dziewczyna.- Tym sposobem, jeśli Uma zechce spróbować czegoś innego, będę się mogła z nią podzielić.

- A więc, postanowione. Dla Umy zupa i kanapka, dla ciebie makaron z klopsikami i sosem, a ja zjem sobie stek z frytkami.- podsumował.- W razie czego, też się z nią podzielę!- dodał psotnie.

- Nic z tego, Hudson! Na razie żadnego śmieciowego jedzenia!- zaprotestowała blondynka.- Znając ciebie, jak raz zaczniesz ją karmić frytkami, szybko zniechęcisz ją do próbowania zdrowszych potraw. Nie ma mowy!

Jack jęknął i zrobił minę zbitego psa, a po chwili zwrócił się do obiektu ich dyskusji…

- Sue nie umie się bawić, prawda, Uma?- spytał z wesołym błyskiem w oku.

Jako że z całego tego stwierdzenia dziewczynka zrozumiała tylko dwa wyrazy, których niedawno się nauczyła, czyli „Sue" oraz „bawić", więc klasnęła w dłonie i zawołała:

- Sue bawi się z Umą?

Panna Thomas uśmiechnęła się ciepło, ale ku rozczarowaniu małej, zaprzeczyła.

- Nie teraz. Po jedzeniu, Uma.- powiedziała i zamigała jednocześnie.

- POTEM?- na migi i z nadzieją spytała kruszynka.

- POTEM.- potwierdziła jej opiekunka.

- OK.- westchnęła wreszcie dziewczynka.

Resztę rozmowy zakończyło przybycie kelnera i zamówienie złożone w ich imieniu przez bruneta, a już dwadzieścia minut potem grupa zabrała się do jedzenia.

Umie jak zwykle smakowało, choć nie ograniczyła się tylko do swojego talerza i wybłagała od towarzyszy po trochu ich posiłków. Nie dostała tylko steku, bo Jack jadł krwisty, zdecydowanie dla niej niewskazany, ale się tym nie przejęła. W końcu, ostatnio i tak jadła więcej, niż kiedykolwiek przedtem!

Już w domu Sue nauczyła podopieczną, jak posługiwać się sztućcami i chociaż szło jej jeszcze opornie, to ostatecznie i tak wyszła z restauracji prawie całkowicie czysta.

To był niewątpliwy sukces.

Kiedy grupa wracała do biura, by odprowadzić Jacka i zabrać samochód, zatrzymała się przy ulubionej kawiarni, by kupić napoje i pączki dla ekipy w ramach rewanżu za remont i umeblowanie pokoiku Umy. Widząc agentów, ich znajoma kelnerka zawołała ze zdumieniem:

- Nie wiedziałam, że państwo mają córeczkę! Śliczna! I taka podobna do was. Oczy po tacie, a włoski po mamie. Normalnie aniołek!- zachwycała się.

Mimo, że ich policzki ogarnęły płomienie, żadne z nich jakoś nie zaprzeczyło, choć sami nie wiedzieli, dlaczego (nie wiedzieli, a może po prostu nie chcieli o tym myśleć). Faktem było, że po raz kolejny wzięto ich za prawdziwą rodzinę i prawdę powiedziawszy, bardzo im się to podobało. Szkoda tylko, że ta słodka idea miała pozostać w świecie marzeń nie do spełnienia. Póki istniał zakaz fraternizacji, póty nie mogli być razem tak jak tego skrycie pragnęli.

No, chyba gdyby zdarzył się cud…

TBC