Gdy są kłopoty wiesz, kogo wezwać! TEEN TITANS

Z ich wieży widzą dużo! TEEN TITANS!
Kiedy to zło atakuje, możesz odpocząć i leżeć na plecach! Bo bohaterowie są na patrolu!
TEEN TITANS GO!

Ich super mocą zjednoczeni! TEEN TITANS!

Nigdy nie pokonali zbrodniarza, to kłamstwo! TEEN TITANS!

Już gonią tych zbrodniarzy! Nie zatrzymają się póki robota jest! Bo kiedy ten świat traci kontrolę!

TEEN TITANS GO!
Raz Dwa Trzy Cztery GO!
Teen Titans!

CHAPTER I : "Nightfall"

Tytani przechodzili właśnie swoje treningi. Raven medytowała i starała się sześcienny głaz oszlifować w idealną kulę. Arcanus ćwiczył swoją magię ognia, Robin parowanie ciosów na swojej specjalnej kukle, Starfire ćwiczyła akrobacje powietrzne na specjalnym torze przeszkód; ćwiczyła wraz z Angel. BB ćwiczył zwinność pod różnymi postaciami a Cyborg siłował się z mocą Terry. Jednak wszyscy zdziwili się, kto, lub raczej, co, jest sparing partnerem Phantoma. Phantom wyszedł na dziedziniec treningowy przed wieżą z jakąś zbroją. Zbroja wyglądała tak, jakby zdarł ją prosto z jakiegoś krzyżowca. Odeszli nieco od tytanów i wyjęli miecze. Phantom miał swoją klingę z czarnym ostrzem i fioletowym rdzeniem, zdobiły go świecące runy w jakimś niezrozumiałym dla tytanów języku. Zbroja trzymała w ręku miecz prawie że taki sam, jednak o zielonym rdzeniu pozbawionym runów. Pierwszy zaatakował Phantom. Zbroja sparowała uderzenie i wyprowadziła pchnięcie. Phantom podskoczył i sieknął powietrze, gdyż zbroja się uchyliła. Phantom zrobił nad nią salto i próbował ją uderzyć mieczem w ramię, jednak mu to nie wyszło; atak został odparowany. Zbroja kopnęła Phantoma w klatkę piersiową i posłała do tytanów. Odskoczyli od niego, by nie oberwać ostrzem.

- Ale ci przywalił. Z stertą żelastwa nie wygrasz?

Zadrwił Arcanus. Phantom popatrzył na niego swoimi zielonymi oczyma jakby miał go zamordować, jednak rzucił się biegiem na zbroję. Zbroja przyjęła pozycję obronną, jednak Phantom zatrzymał się tuz przed nią i zamachnął się od dołu mieczem. Zbroja sparowała cios i zakleszczyła ostrza. Phantom i zbroja wydawali się patrzyć sobie w oczy podczas wzajemnego siłowania. Phantom przyłożył jej mocniej czołem w hełm i wykorzystał element zaskoczenia by podciąć ją. Zbroja wylądowała hełmem w ziemi i po chwili została uderzona mieczem w szyję. Grad kółek tworzących kolczugę rozsypał się dookoła niczym krew, a hełm potoczył się bezwładnie po drodze. Ku wielkiemu zdziwieniu tytanów, Zbroja wstała, podeszła do hełmu i wsadziła go z powrotem na miejsce. Po chwili rozwiała się w kłębie białego dymu. Phantom siadł na kamieniu i wbił klingę w ziemię.

- Jeszcze nie wykuto takiej zbroi, która by mnie pokonała, Arcanus.

Robin podszedł do miecza.

- Fajny. Mogę obejrzeć z bliska?

- Tyko nie dotykaj ostrza.

Robin wyjął miecz z ziemi, jednak po chwili rzucił go na ziemię jakby się oparzył.

- Jau! Gorące!

- Cóż. Miecz się nie zgadza. Ktoś jeszcze chce spróbować?

Uśmiechnął się Phantom. Próbowali kolejno: BB, Terra, Angel, Cyborg, Starfire. Tylko Terrze udało się utrzymać go bez poparzenia sobie ręki.

- „Miecz wybiera tylko kilka typów osób, które mogą go dobywać. Jednymi z nich są ci, którzy spotkali się ze śmiercią."

Powiedział Phantom patrząc jej w oczy. Zrobił to telepatycznie.

- A ty? Arcanus?

- Dobra.

Złapał za rękojeść, jednak w tym samym momencie miecz zaczął parzyć go tak niemiłosiernie, że musiał go upuścić.

- Co to za ostrze?

- Runiczne. Wykute przez duchy wiele setek lat temu.

Powiedział tajemniczo i schował miecz pod poły płaszcza. Treningi się skończyły i wszyscy tytani wrócili do wieży.

Phantom siedział w swoim pokoju i malował. Pędzle wisiały w powietrzu i tylko w razie potrzeby wędrowały do jego ręki. Jego płaszcz i zbroja leżały na fotelu, na sobie miał tylko buty i kolczugę. Podleciała do niego paleta z farbami i w jego prawej dłoni zjawił się pędzel. Wsłuchał się w słowa piosenki płynącej z magnetofonu: ...Matko nocy, skryj nasze cienie, bądź naszym stróżem na wygnaniu, kryj nas przed znalezieniem. Nie złapią nas...!

Pociągnął linię wzdłuż namalowanej twarzy Raven i usłyszał dźwięk otwieranych drzwi. Po chwili do tego dźwięku dołączył szczęk metalu. Zbroja inkwizytora wyjęła runiczny miecz i wystawiła go przed twarz Raven. Ta spojrzała na ostrze z pogardą i odsunęła je palcem. Weszła do środka i zamknęła drzwi. Zbroja posłusznie schowała miecz do pochwy i wróciła na swoje miejsce.

- Witaj Raven... Co cię do mnie sprowadza?

- Mam do ciebie sprawę.

- Słucham?

- Na kilka dni przed twoim powrotem, szepczący robili sobie ze mnie żarty. Czy mógłbyś im dać ode mnie popalić? Już od tamtego czasu mnie to złościło a teraz się przełamałam.

- Szepcący? Dziwne... Ta zgraja nie ma w zwyczaju dokuczać ludziom. Co zrobili?

- Napisali mi jakiś kawał o mrocznym lordzie...

Phantoma zamurowało.

- Dobrze. To jednak oni. Typowy kawał... Zrobię im niezły sajgon...

Raven spojrzała mu przez ramię. Phantom nieco się zarumienił.

- Ekhem... Tylko się nie obraź...

- Obrazić? Jakby to było szpetne to bym się obraziła. Tylko mi tego nie zepsuj, bo wtedy się zezłoszczę.

- Jak skończę to ci go oddam.

- Po co?

- Należy ci się. To w końcu twoja podobizna.

- Jak sobie chcesz.

- Jest jeszcze jedna sprawa, którą JA mam do ciebie.

- Jaka?

- Weź do ręki mój miecz.

Raven spojrzała na podany jej przez zbroję miecz. Wzięła w dłoń rękojeść i stwierdziła, że jej nie parzy.

- Dobry znak. A teraz, czy mogłabyś spróbować odczytać napis na klindze?

Raven przyjrzała się świecącemu na złoto napisowi:

Wyglądał jej jakoś dziwnie, podobnie do alfabetu duchów, jednak nieco inny. Napis był zapisany dwa razy, w dwie strony i przy szpicu ostrza miał z obu stron rdzenia wyryte krzyżyki i ryby.

- Co to za język?

- Starożytny dialekt duchów. Tylko niektórzy potrafią go odczytać. Chcę sprawdzić, czy też potrafisz go odczytać.

- Hmm... Mam, „Rozmawiaj ze zmarłymi"?

- Doskonale. To już wszystko.

- Jaki był tego cel?

- Chciałem po prostu sprawdzić, do jakiego stopnia uzyskałaś moją zdolność poznawania języków.

Wyszła z pokoju i zatrzasnęła za sobą drzwi. Phantom odłożył pędzel w powietrze i usiadł na fotelu obrotowym przy biurku.

- Muszę pogadać z szepcącymi, żeby nie próbowali przekazać Raven przepowiedni. Nie ma sensu zawracać jej tym głowy.

Spojrzał na swoje odbicie w broszce. Jego włosy przybrały kolor ciemnoszary przez ostatnie dni.

- Ciągle ciemnieją.

Raven szła korytarzem i dziwnie oddychała. Nie czuła się sobą, i zdawała się nie poddawać się prawu przyciągania. Była nieco przykucnięta i uważała na wszystkie czujki. Wyjęła coś w rodzaju mapy, zrobionej odręcznie i niezbyt wyraźnie. Palcem przesunęła po kartce aż natrafiła na czerwony iks postawiony na jednym z pomieszczeń wieży. Biegła niewyobrażalnie szybko, po czym zatrzymała się przed jakimiś drzwiami. To były drzwi do jej pokoju. Zdziwiła się, gdy przeszła przez nie jak przez mgłę. Podeszła do łóżka, leżała na nim jakaś granatowo włosa dziewczyna i wierciła się niemiłosiernie w śnie. Była spocona i wyglądała jakby śnił się jej koszmar. Raven wyciągnęła do niej długie szpony i przeraziła się.

Raven obudziła się z krzykiem w swoim łóżku i zobaczyła jak przed nią rozmywa się czarny dym. Dyszała ciężko. Zarzuciła swój płaszcz i wyparowała z pokoju. W pokoju wspólnym świeciło się światło. Weszła do środka i zobaczyła Terrę, Beast Boy'a, Robina, Cyborga, Arcanusa, Angel i Starfire siedzących w piżamach i zaspanych przy stole. Na jej wejście wszyscy się odwrócili.

- Ty też miałaś ten wykręcony koszmar?

Spytał Beast Boy.

- To znaczy, że my wszyscy mieliśmy ten sam sen?

- Podobne... – Sprostował Arcanus – we wszystkich chcieliśmy siebie samych pozabijać.

- I wszyscy widzieliśmy czarny dym po obudzeniu.

- Ale jak t...? Zaraz! Kogoś tu brakuje.

Wszyscy spojrzeli na siebie z przerażeniem.

- PHANTOM!

Wszyscy wybiegli z pokoju i otwarli pokój Phantoma. Zastali dziwną scenę. W pokoju leżała porozwalana na wszystkie strony zbroja krzyżowca, a na fotelu spał Phantom. W momencie, gdy otwarli drzwi, mroczna postać miała położyć swe szpony na Phantomie.

- Ty! Łapy przecz!

Wrzasnęła Angel.

Postać spojrzała na nich i zmrużyła czerwone oczy. Wydała z siebie coś jakby szept, jednak głośny jak zwykła mowa.

- Eee... Co to coś powiedziało?

Spytał zdezorientowany BB. Raven spojrzała na nią dziwnie. Coś jej się ułożyło w głowie.

- Mówi, że jego pan przysłał ich tu by nas unieszkodliwili i przygotowali.

- Ty TO rozumiesz?

Wykrzyknął BB. Raven popatrzyła na niego z pogardą.

- Do czego macie nas przygotować?

Krzyknął Robin do postaci. Ta znowu przymrużyła oczy i wydała z siebie szept, który brzmiał trochę jak śmiech.

- Mówi... że do śmierci.

W tym momencie postać rzuciła się na nich z sykiem. Robin przydzwonił jej laską, jednak ta przeniknęła ciało. Wszystkich dziwiło, że przy tym wszystkim Phantom się nie obudził.

- Nagnij Mara!

Krzyknął Arcanus i w Upiora uderzyła skumulowana błyskawica. Stwór wydał z siebie głuchy pomruk i rzucił się na maga, próbując go udusić. Raven wycelowała w niego swoje ręce i wypowiedziała zaklęcie. Potwór oberwał czarną aurą i padł na Terrę. Przeszedł przez nią na wylot nie pozostawiając po sobie żadnych śladów za wyjątkiem omdlenia Terry. BB zamienił się w goryla i rzucił się na przeciwnika, jednak ten znów stał się przenikalny. Tytani próbowali z nim wygrać, jednak na darmo. Raven postanowiła spróbować jeszcze jednego zaklęcia, a nuż się uda. Machnęła rękami przed sobą, kreśląc w powietrzu srebrny krzyż i krzyknęła:

- Sankto Mortuis!

Upiór popatrzył na nią i zaczął się śmiać, jakby wyglądała śmiesznie.

- Odporny jesteś, co? – Raven zapłonęły oczy. Nikt nie będzie się z niej śmiał – Ale duchem jesteś. Więc giń od swojego!

Złapała za miecz Phantoma i wbiła go upiorowi w klatkę. Ten przestał się śmiać i padł na kolana. Spadła z niego czarna toga i rozpłynęła się w powietrzu. Przed nimi stał czarny szkielet. Nagle szkielet, który wyglądał na pokonanego, wstał i zaczął się śmiać swoim szepczącym głosem. Zamachnął się na Raven i wbił ją do pokoju Phantoma. Uderzyła o chłopaka i zerwała go ze snu.

- Co się dzie...?

Spytał. Upiór syknął jakby umierał, i rozpłynął się w czarnym dymie.

- Czarne upiory o postaci szkieletów? To brzmi raczej jak opis zjawy Wraitha. Ale one nie potrafiły wchodzić w sny, a już na pewno Wraith nie chciałby mojej śmierci... Cierpienia, owszem, ale nie śmierci.

Analizował w pokoju wspólnym Phantom. Wyglądał na bardzo rozeźlonego i lepiej było mu nie podpaść.

- To co zrobimy jak wrócą?

Spytał Robin. Phantom popatrzył na niego spode łba.

- Powalczymy. Raczej już się tu ni zjawią, ale kto wie.

- Da się je jakoś powstrzymać?

Spytała Starfire.

- Nie wiem.

- Na pewno coś wymyślisz. W końcu jesteś w tym najlepiej z nas wszystkich obeznany.

Angel przytuliła jego ramię. Odskoczył od niej jak oparzony.

- Nie dotykaj mnie! I przestań mnie irytować... Tak jak wy wszyscy! Mam już tego dość! Czemu wszyscy oczekują ode mnie tego, że zawsze coś znajdę, jeżeli chodzi o duchy? Co!

Prawie wszyscy byli zdziwieni jego nagłym wybuchem. Angel o mało, co się nie popłakała. Robin jako jedyny nie został zamurowany i dał się ponieść atmosferze.

- Bo tylko ty coś o tym wiesz!

- Poproście StarMena! W końcu to syn bogów!

Wrzasnął jeszcze głośniej i z potężnym sarkazmem Phantom. Był naprawdę poirytowany, a Robin nie miał zamiaru przestać.

- Co cię ugryzło? Nie da się z tobą jak z człowiekiem ostatnio pogadać!

- Może jeszcze powiesz, że nie jestem człowiekiem, co?

Reszta tytanów odsunęła się na skraj pokoju. Arcanus popatrzył na kłócących się kolegów.

- A ja myślałem, że to moje kłótnie z Phantomem dają wam do wiwatu.

- No. Ale ciebie i Phantoma to przynajmniej mogła Raven powstrzymać, a z nimi to nie wiadomo.

- Właśnie! Raven! Spróbuj!

Stwierdził Cyborg.

- A co ja? Ich matka?

- No taki masz wpływ na Phantoma. Zawsze się ciebie słucha.

Powiedziała Terra. Nagle wszyscy zebrani za nią zaczęli ją podpuszczać i irytować.

- Dobra!

Podeszła do kłócących się i podniosła głos.

- Dość już tego! Jest środek nocy! Ludzie chcą iść wreszcie spać! Marsz do pokoi!

Phantom momentalnie się uspokoił, ale Robin był hardy.

- Ale kiedy...

- Żadnych „ale"! Do pokoju! I żeby mi któryś z was nie wyściubił nosa do rana, bo porozkwaszam! Zrozumiano?

Phantom i Robin przytaknęli, po czym znikli w odmętach wieży. Raven odwróciła się do reszty przyjaciół.

- Zadowoleni! A teraz wyjazd mi stąd! Zaczynam tracić przy was cierpliwość.

Raven udzielił się najwyraźniej nastrój kłótni dwóch chłopców. Jeszcze koledzy tak ją zirytowali, że chciała się wyżyć. BB nieopatrznie powiedział jeszcze w drzwiach do Terry:

- Z taką matką to ja bym się do sierocińca zgłosi...

Nie dokończył, bo oberwał w głowę patelnią. Raven czuła ogromną złość i wreszcie ją wyładowała. Terra zachichotała z Beast Boy'a i odprowadziła go do pokoju.

- Matkę im się zachciało ze mnie robić... Konusy obfajdane. Jeszcze raz taki numer wywiną to pożałują.

Nagle zdała sobie sprawę, co zrobiła. Dała się ponieść emocjom. Sama się dziwiła, że wieża jeszcze stoi. Siadła szybko przed oknem i rozpoczęła medytację. W transie widziała ciągle jakieś ciemne cienie o czerwonych oczach. Szeptały, jakby się z niej podśmiewały. Akurat nie mogła zrozumieć ich języka. Pomyślała, że to jacyś szepcący przyszli tu za nią i wypowiedziała ze złością zaklęcie wypędzające. Wróciła do medytacji i ku jej zdziwieniu szepty ustały. Postacie również znikły jej z oczu.

Phantom wszedł do swojego pokoju i zamknął drzwi za sobą. Oparł się o nie i z przerażeniem popatrzył na swoje dłonie.

- Znowu miałem napad... Zdarza się to coraz częściej...

Chwycił broszkę i przyjrzał się swoim włosom. Były srebrnoszare o ciemnym odcieniu.

- Te włosy...

CHAPTER I b: "Rise of the dead"

Tytani siedzieli przed telewizorem i oglądali jakieś programy. Phantom siedział przed partyjką szachów i próbował nie roześmiać się z Angel. Ostatnio była dla niego po prostu śmieszna, co ją często raniło. Nagle usłyszał słowa spikera w telewizji:

- Wczorajszej nocy doszło do tajemniczego rozkopania grobów ofiar wojny hitlerowskiej w Niemczech...

Phantom aż tak bardzo nie przejął się tym zdaniem. Jego ciąg dalszy zerwał go na równe nogi:

- ... dokonanego najprawdopodobniej przez jakiś wandalistyczny kult satanistów. Rozkopane groby należały do byłych SSmanów i ludzi z oddziałów Hitler Jugent i Wehrmachtu. Miejscowa ludność opowiada, że w ostatnich dniach do miasteczka przybyło piętnastu ludzi o oszramionych, bladych twarzach. Czy to możliwe, że kalecy ludzie w ciągu jednej nocy rozkopali ponad tysiąc grobów i nie pozostawiło po sobie żadnych śladów poza tym dziwnym znakiem? – Reporter pokazał jakiś dziwny znak. Wyglądał jak niebieskie N namalowane farbą, lub czymś, co przypominało krew. Phantom zamarł na widok tego znaku. Reporter kontynuował:

- Podobne incydenty miały miejsce na ponad osiemdziesięciu cmentarzach należących do Hitlerowców na terenie całych Niemiec. Najdziwniejsze jest to, że wszystkie satelity obserwacyjne, które miały obserwować ten obszar nagle przestały działać. Pozwala nam to przypuszczać, że ktoś planuje jakiś spisek przeciwko zmarłym...

Nie dosłyszał, co było dalej, bo wyszedł z pokoju i szybkim krokiem zjawił się w swoim pokoju. Siadł za biurkiem i wyjął z szuflady kartkę papieru, kopertę i kałamarz z piórem. Zaczął pisać coś na kopercie:

Wziął do ręki kartkę i zaczął pisać jakieś długie wypracowanie zaczynając od formułek grzecznościowych i nagłówku: Raport Nadzwyczajny. Gdy skończył, zakleił list w kopercie i spalił go w niebieskim płomieniu świecy.

- Wysłany... Mam nadzieję, że instytut się tym zajmie.

- Z ostatniej chwili. Z więzienia Gotham uciekło przed momentem kilku więźniów, wśród nich byli przestępcy znani pod imionami: Gwardzista, Kontroler, Iluminos i Shreik. Nie wiemy ilu jeszcze uciekło gdyż policja nie chce udzielić na ten temat informacji. Będziemy informować państwa na bieżąco...

CHAPTER II: "Rose"

W mieście trwała rozróba. Jakaś postać o wyglądzie kolczastej kukiełki i dwu i pół metrowy robot z odstającymi w tył głowy antenami wychodzili z banku. Robot miał niebieskie pasy na kończynach i klatce piersiowej, a zamiast oczu miał niebieską szybkę. Dwu palczaste stopy miażdżyły asfalt pod ciężkim cielskiem. Kukła wyglądała jak szkielet którego stawy i tył czaszki były zrobione z niebieskich kul. Twarz to była maska teatralna wyrażająca śmiech.. Zamiast goleni i przedramion miał długie szpikulce a te z kolei były połączone z metalowym korpusem za pomocą stawów i płytkami które imitowały ramiona i nogi. Kroczył dość pokracznie wzdłuż ulicy i wydawał z siebie dziwny klekot. Obaj szli powoli przed siebie, aż przed nimi uderzyła niebieska wiązka światła. Odskoczyli i zobaczyli dziewięć osób ubranych dość dziwacznie.

- Stać!

Krzyknął Robin. Dwójka ludzi popatrzyła na nich ze zdziwieniem.

- Techno? – Odezwał się kukło-stwór. Miał głos, który brzmiał jakby wydobywał się z rury od odkurzacza. – Co to za zjeby?

- Nie wiem, Puppet. Ale bardzo chętnie spiorę im tyłki.

- Jak nas nazwałeś?

Oburzyli się tytani. Techno zaśmiał się na to pytanie i zobaczył, że Cyborg wyciąga do niego działo. Wystawił przed siebie lewą rękę, równolegle do klatki piersiowej. Usłyszeli coś jakby komputerową konfigurację danych i z górnej części dłoni robota wyłoniła się niebieska siatka. Cyborg wystrzelił i po chwili opuścił szczękę widząc, że tarcza wszystko zaabsorbowała.

- HA HA HA! Im więcej energii tym jestem silniejszy.

Wrzasnął robot i zaczął szarżę na Tytanów. Uderzył pięścią w klatkę Cyborga i posłał go kilka metrów dalej, a potem uderzył drugą w laskę Robina. Ta złamała się na dwie i dała Robinowi dwie bronie. Zaczął okładać Robota najmocniej jak się da po głowie. Puppet w tym czasie zaczął wirować swoim ciałem od pasa w górę i wskoczył w asfalt jak wielkie wiertło. Techno przewrócił się pod naporem ciosów Robina, jednak już w chwilę później podnosił się, jakby był nie dotknięty.

- Więcej! Uderz mnie mocniej!

Robin popatrzył na niego z dziwieniem w oczach.

- Masochista czy co?

- Maszyny nie odczuwają bólu! To moja KLĄTWA!

Nagle w jego plecy uderzyły trzy zielone pociski. Odwrócił się z głośnym zgrzytem i przygotował tarczę do odparcia następnych ataków. Starfire atakowała coraz mocniej i szybciej.

Phantom, Arcanus, Raven, Terra i Beast Boy patrzyli jak zbliża się do nich wybrzuszenie pod asfaltem.

- No to wlazłeś na mój teren koleś!

Wrzasnęła Terra, a jej oczy zaświeciły się na złoto. Asfalt w miejscu gdzie kończyła się wypukłość podniósł się w górę wraz z sporym kawałkiem ziemi. Z ziemi wyskoczył Puppet i ze szczękiem upadł na ziemię.

- Juhuu! Wszystko się buja!

Przyklęknął i wycelował swoje dłonie w Raven i Phantoma. Kolce odłączyły się od ciała z sykiem i wystrzeliły w ich kierunku. Raven otoczyła jeden kolec czarną aurą i posłała go z powrotem do właściciela. Phantom odskoczył od szpikulca i zauważył, że właściciel już do nich szarżuje. Puppet zaatakował jedynym na razie posiadanym kolcem Raven, jednak ta obroniła się wstęgą swojej aury. Phantom rzucił się na niego, jednak ten rozpadł się na części i już razem z drugim szpikulcem połączył się w całość za nim. W tym samym momencie zaatakował Beast Boy pod postacią goryla. Jeden cios wystarczył by Puppet rozbił się o stolik na tarasie restauracyjnym. Do tej pory wszyscy klienci poza jednym opuścili restaurację. Była to siwowłosa dziewczyna, której grzywka opadała delikatnie na lustrzankowe okulary. Wstała z krzesła i położyła dłonie na płycie klatkowej Puppeta, i rzuciła go do Tytanów.

- Niech pani ucieka!

Krzyknęła Terra, jednak dziewczyna nie uciekła. Podeszła bliżej i spojrzała na kukłę. Ta wydała z siebie okropny skrzek i rzuciła się z klekotem na nią. Phantom i Arcanus rzucili się na kukłę i złapali ją za nogi, jednak Puppet odrzucił nogi i leciał dalej. Dziewczyna sparowała oba ciosy kolcami i rzuciła korpusem na ziemię. Kopnęła głowę w taki sposób, by złapała ją Terra.

- Skoro składa się do kupy to go rozłóżcie.

Powiedziała zimnym, matowym głosem. Na chwilę jej twarz zwróciła się na Arcanusa i Phantoma. Ci złapali za ręce kukły i pomogli go rozbierać. Głowa darła się niemiłosiernie, że się zemści za tę zniewagę.

- Dzięki.

Powiedzieli obaj chłopcy do dziewczyny.

Techno obrywał cięgi z piorunów Starfire i z młota Angel. Jednak prawie zawsze przyjmował atak na tarczę, a zawsze gdy obrywał w ciało, śmiał się do rozpuku. Nagle uniknął ciosu Angel i złapał ją za kostkę. Wykręcił z nią cztery młynki i rzucił prosto w Robina i Cyborga, który ledwo co wstał z ziemi. Równie nagle z jego butów buchnęły płomienie i wzniósł się z nieprawdopodobną szybkością w stronę Starfire. Złapał ją za nadgarstek, rzucił w kierunku ziemi i wycelował w nią swoje pięści. Z komór na przegubach wyłoniły się dwie rakietki i odpaliły. Starfire zaliczyła mocne uderzenie i wbiła się w ziemię. Nagle, cała pokonana czwórka zobaczyła, że do robota, który zdążył już wylądować zmierza wolnym krokiem siwowłosa dziewczyna w czarnym płaszczu.

- Proszę się do niego nie zbliżać! Jest niebezpieczny!

Dziewczyna popatrzyła na nich i prychnęła. Ruszyła dalej. Techno patrzył na nią z rozbawieniem.

- I co? Naplujesz mi w styki?

- Nie... Zrobię coś lepszego.

Robot ze zdziwieniem cofnął się o krok i wystrzelił jeszcze dwie rakietki. Te uderzyły o wyprostowaną dłoń dziewczyny i wznieciły tumany kurzu. Dziewczyna, ku zdumieniu wszystkich, szła przed siebie z nawet nie zakurzonym ubraniem. Jej włosy zaczęły płonąć a w dłoniach zaczęły się kumulować kulki skoncentrowanego ognia.

- Kim ty jesteś?

- Nieistotne... A ty? Techno? Lubię znać imię tego, którego załatwię.

- Nie pokonasz mnie, ty zdziro!

- Świetnie. Usłyszałam to słowo i teraz mogę się mścić.

Wystrzeliła kule ognia w jego ręce. Wyrzutnie rakiet stopiły się momentalnie.

- Ty!

Rzucił się na nią biegiem i zamachnął się prawą ręką do ciosu. Gdy dobiegł, była już normalnego wyglądu. Uderzenie przyjęła na otwartą dłoń. Odrzuciło ją o dobre dwa metry i przewróciło, ale po chwili podniosła się.

- CO! Normalny człowiek miałby złamaną rękę i wyrwany staw ramieniowy! Jak to przetrwałaś!

- Egzoszkielet robi swoje i nie jestem normalnym człowiekiem.

Teraz zaczęła ona na niego biec. Spotkali się i uderzyli jednocześnie pięściami.

- Silna jesteś!

- To twoja siła.

- Moja! A! Więc tak jak ja absorbujesz? To zobaczymy jaką masz pojemność, dziecinko!

Zaczął ją bić seriami, które ona parowała. Wreszcie zadał jej kopniaka w klatkę piersiową i odpalił napęd rakietowy. Dziewczyna uderzyła o najbliższą ścianę, ale podniosła się chwiejnie. Nagle upadła z potężnym wrzaskiem na kolana, złapała się za głowę, pokrzyczała i padła na ziemię.

- HA HA HA HA!

Techno podniósł ją z ziemi za jeden bark i śmiał się.

Raven objęła swoją aurą całe ciało Puppeta i rozkazała reszcie pomóc tamtej dziewczynie. Polecieli na niego z zażartością.

- Phantom! Zajmij się tą dziewczyną, my rozwalimy robota.

Krzyknęła Terra, po czym rzuciła potężnym głazem w Techno. Ten przebił się przez niego na wylot, jednak upadł na jedno kolano i pokrył się wyładowaniami elektrycznymi. Zaczął ciężko dyszeć.

- Co jest? Maszyna a dostała zadyszki?

Zapytał drwiąco Arcanus, kumulując zaklęcie kuli ognia.

-Nie jestem maszyną... Jeszcze...Żyję!

Wstał i rzucił się na maga, po czym oberwał od BB, przemienionego w Tyranozaura. Techno złapał go za szczęki i rozwierał je z całej siły. BB miał wyjątkowy problem, gdyż przeciwnik był w stanie przeciwstawić się takiej sile. Z posiłkami przyszła Terra, która uderzyła Techno łapą wystającą z ziemi, i przygwoździła go do ściany. Arcanus zrezygnował z zaklęcia kuli ognia i posłał przed siebie inne:

- Nagnij Mara!

Techno popatrzył ze zdziwieniem na pocisk i po chwili jego szybka przestała się świecić na niebiesko i zgasła.

Phantom podniósł z ziemi dziewczynę i oparł ją o swoje ramię. Była zupełnie nieprzytomna. Jego oczy zaświeciły się pod kapturem na zielono i spojrzał po jej ciele. Widział wszystkie żyły i tętnice, również kości i większe narządy wewnętrzne. Zdziwił go dość dziwny układ krwionośny. Tętno było nierównomierne.

- Co z nią?

- Spytał Arcanus.

- Niedobrze. Bardzo niedobrze. Ma nierówne tętno.

- Co z tym zrobić?

- Muszę podać mój środek uspakajający.

Wyjął spod płaszcza zieloną strzykawkę i odsłonił jej nadgarstek. Wbił delikatnie igłę i wstrzyknął zawartość. Odczekał pół minuty.

- O! Już się unormowało. Ale jest słaba.

- Do szpitala ją trzeba.

- Wystarczy jej krótki odpoczynek.

Phantom wziął ją na ręce i wzleciał nieco. Tytani wrócili z nią do wieży.

Phantom wyszedł z swojego pokoju i zamknął za sobą delikatnie drzwi. Równocześnie zdał sobie sprawę z tego, że wpatruje się w niego osiem par oczu. Jedynie Raven z całej tej grupy nie patrzyła na niego przychylnie. Terra wystąpiła nieco naprzód.

- I co z nią?

- Śpi. Dlatego proszę was o względną ciszę. Teraz potrzeba jej odpoczywać.

- A gdzie ty będziesz spał?

- Przez kilka pierwszych miesięcy spałem w końcu na kanapie w salonie. Chętnie wrócę do tego na pewien czas.

- Na jak długo?

- No cóż... Przewiduje że wróci do pełni sił za jakieś trzy dni. A teraz proszę, nie róbcie takiego zbiegowiska.

Zostali tylko Arcanus i Raven.

- Słucham? Macie jakąś sprawę?

- Tak... Nie powinniśmy wpuszczać do wieży obcej osoby.

Odezwała się ponuro Raven.

- Przecież ona ledwo chodzi, a co dopiero miałaby tu coś nabroić.

- Nie powinieneś jej tu przyprowadzać. Lepiej było oddać ją do szpitala.

- Ja też podzielam to zdanie.

Dopowiedział Arcanus.

- Cóż... Niestety... Ona jest moim gościem i nie wywalę jej na zbity pysk. A po co zawracać głowę lekarzom, jeżeli są poważniejsze przypadki?

- Jak ma tu zostać to miej na nią oko.

Raven odeszła nieco oburzona.

- Jak tam sprawa z tymi upiorami?

Spytał nieśmiało Arcanus.

- Nie zjawiły się.

- A co to były za upiory?

- Poczytałem trochę w źródłach. Według podań, duchy te są zwiastunem nadchodzącej śmierci i pierwsze spotkanie z nimi kończy się nią. Jak widzisz, to się nie zgadza z naszą sytuacją? Wszystkich nawiedziły i wszyscy żyjemy.

- Ty to już raczej nie.

Phantom popatrzył na niego oburzony.

- Co muszę zrobić, byś uwierzył wreszcie, że ja żyje.

- Ta... Jako nieumarły.

- Nazywaj to jak chcesz. Jestem człowiekiem a nie chodzącym trupem.

- Dobra... To powiedz mi chociaż czy coś wysondowałeś z Jej umysłu?

- Z jej umysłu? Nie bardzo. Kiedy śpi, nie potrafię niczego zrobić poza odczytaniem jej snu albo emocji. No, mogę jeszcze wedrzeć się do jej umysłu, ale to niezbyt miłe uczucie i nie chce gwałcić jej prywatności.

- A wiesz, chociaż co jej się śni? Jestem ciekaw, co się śni ludziom z tej planety.

- Nic. Kompletnie nic. Odpoczywa.

- A mogę się dowiedzieć, co się tobie śni?

- Ostatnio... Okropny koszmar. Co noc ten sam.

- Jaki?

- Widzę w ciemnym pokoju płaczącą kobietę. Płacze krwią. Podchodzę do niej i przytulam ją. Ocieram jej łzy i wypijam je, a później zabijam kobietę i wypijam jej krew do cna. I tak przez ostatni miesiąc się śni to w kółko.

- Pijesz krew? Czy ciebie przypadkiem nie ugryzł wampir?

- Jako inkwizytor stałem się odporny na takie rzeczy. I nie ugryzł mnie jak dotąd żaden wampir. Nie miały okazji.

- Więc czemu takie sny cię gnębią.

- Nie wiem. Wcześniej miałem inny dziwny sen.

- Jaki?

- Byłem kimś, nie wiem dotąd kim, i goniło mnie coś. Złapali mnie i wtedy podeszła do mnie czarna postać z pentagramami, i położyła mi na głowie ręce. Poczułem ból i obudziłem się.

- Też dziwne.

- Czy zdarzały ci się kiedyś prorocze sny? Albo Deja Vu?

- Deja Vu?

- Wrażenie, że już coś się stało. Nieraz śniły mi się sceny z udziałem naszych przyjaciół, które później się sprawdzały.

- Nie zdarzało mi się za bardzo.

- Ja się boję, że te moje ostatnie koszmary, też są prorocze.

- Nie martw się nimi zbytnio.

- Dobra. Coś jeszcze?

- Nie... W zasadzie to przyszedłem żeby zobaczyć jak się czuje tamta dziewczyna.

- Myślę, że byłaby wdzięczna za troskę.

Rozeszli się. Phantom został jeszcze chwilę na korytarzu. Popatrzył w drugą stronę a jego oczy zabłysły na zielono. Przez korytarz przebiegła jakaś czarna postać, za którą snuła się żółta smuga. Przebiegła tak szybko, że w zasadzie widać było tylko cień idący za jej ciałem. Na korytarzu pojawiła się jakaś złożona karteczka. Po chwili karteczka wzniosła się w powietrze i powędrowała grzecznie do dłoni Phantoma. Rozłożył karteczkę i przeczytał treść:

- „Pisane na maszynie. Zupełnie jakby ktoś się bał, że rozpoznają go po piśmie."

Schował karteczkę i ruszył w stronę kwatery Cyborga. Po chwili jednak zawahał się i postanowił nie mówić mu o wizycie obcego. Ruszył z powrotem do swojego pokoju i wszedł po cichu do środka.

Dziewczyna leżała spokojnie w wygodniej pozycji na jego fotelu. Bardzo się pociła i wydawała z siebie, co chwila ciężkie sapnięcie, jak od gorąca. Phantom stwierdził, że musi jej być za gorąco w tym płaszczu, więc podszedł do niej i zaczął rozpinać guziki. Rozpiął wszystkie i delikatnie go z niej zsunął. Przyjrzał jej się dokładniej. Miała na sobie czarny kombinezon z niebieskimi prążkami wzdłuż boków kończyn i brzucha. Na piersiach miała pancerz koloru oliwkowego, swym kształtem ukazujący jej osobiste kształty. Pancerz wydawał się tylko nieco mniej elastyczny od obcisłego stroju. Na barkach miała przyczepione dwa odstające ornamenty, nie zwracał na razie na nie uwagi. Na klatce piersiowej widniał jakiś romb. Przyjrzał mu się z bliska. Oniemiał, gdy zobaczył, że w rombie znajduje się fioletowa litera K. Spojrzał jeszcze na ornamenty na ramionach, również ta litera. Na pasku z kieszonkami również widniała litera K, umieszczona na złotej klamrze.

- Więc jesteś Powiernikiem? Kto by się spodziewał, że taka ładna dziewczyna może być najemnikiem. To chyba przydatne w twojej pracy.

Powiedział do niej cicho i nie przejmował się już ornamentami. Przyjrzał się jeszcze dokładniej jej strojowi. Widać było, że w wielu miejscach na kończynach i ciele, kombinezon jest twardszy.

- To pewnie ten egzoszkielet, o którym mówiłaś Techno...

Wyszeptał do siebie. Na dłoniach miała jasnobrązowe rękawiczki z trzema paskami odchodzącymi wzdłuż ścięgien. O ile egzoszkielet nie był widoczny na ciele, tak na butach znajdował się na zewnątrz. Nie pokrywał jedynie stóp. Przyjrzał się też jej twarzy. Miała gładką, bladą skórę, niemalże tak bladą jak jego. Grzywka siwych włosów opadała bezwładnie na jej lustrzanki. Poczuł nagle nieodpartą chęć zdjęcia jej tych okularów. Odłożył je delikatnie na biurku i przyjrzał się dokładniej jej twarzy. Grzywka opadała teraz na brwi, a jej oczy mimo, że zamknięte, wydawały mu się ładne. Miała je podmalowane nieco delikatnym makijażem, na fioletowo. Rzęsy miała ładnie ułożone i kruczoczarnego koloru.

- Jesteś ładna, ale nie mogę ci przez to do końca ufać... Muszę cię rozbroić.

Odpiął jej pas i położył go obok okularów. Otworzył jedną z kieszonek, były w niej wytrychy, elektroniczne i manualne, wszystkie zminiaturyzowane. W innych znalazł nożyki, shurikeny, rzutki i różne narzędzia, którymi można było skrzywdzić człowieka.

- Dziwne... Nie wykorzystałaś ich ani razu do zabicia człowieka, na które mogło być zlecenie... Tylko do obrony...1

Popatrzył na nią z podziwem i pochował rzeczy do ich kieszonek. Mimo, że czuł opory, nie mógł oderwać wzroku od jej twarzy. Pomimo jego oddania dla Raven, wydawała mu się piękna. Niemalże równie piękna jak Raven. Usiadł sobie przy biurku i popatrzył w świecę. Czekał piętnaście minut, po czym z płomienia wyłonił się jakiś zwój z pieczęcią trzynastej dywizji Watykańskiej. Phantom zgasił świecę i otworzył zwój, łamiąc pieczęć.

- Dziękujemy za troskę, jednak instytut zauważył incydent, o którym wspomniałeś. Nasi egzorcyści po powrocie z miejsca zdarzenia stwierdzili, że groby zostały rozkopane od wewnątrz, a nie od zewnątrz. Instytut bardzo przejął się tym procederem, i wszczął postępowania w celu wyśledzenia ożywionych ciał. Bądź gotów na to, że odwołamy cię do siedziby w Rzymie. Na razie zostań na miejscu i czuwaj nad swoimi przyjaciółmi. Niech łaska Ducha Świętego będzie z tobą.

Popatrzył na zwój i zgodnie z procedurą spalił go w ogniu ze zwykłej świecy. Posiedział trochę nad jakimiś zwojami i spojrzał na zegarek kieszonkowy.

- Już czas.

Wstał od biurka, rzucił okiem na dziewczynę i wyszedł z pokoju.

Phantom zjawił się na miejscu spotkania nieco wcześniej niż powinien. Było pięć minut przed północą. Odczekał te pięć minut i usłyszał przed sobą jakieś trzaski i dźwięk, jakby ktoś zrzucał ciężki płaszcz. Przed nim z powietrza wyłoniła się postać w czarnofioletowym mundurze z żółtymi pagonami i czerwoną szybką na hełmie. Nad szybką połyskiwała złowieszczo litera K. Usłyszał po chwili głos, zmieniony nie do poznania przez modulator głosu:

- Przeszedłeś sam?

- Tak.

- To dobrze. Nas sobie nie przedstawiono...Mówią na mnie Specter.

- Phantom. W czym rzecz? Przyszedłeś po tamtą dziewczynę?

- Mogłem się spodziewać, że domyślisz się, kim jest po ornamentach na stroju. Nie, nie przyszedłem po nią.

- Więc, po co?

- Pokażę ci najpierw jej dane osobowe.

Rzucił do Phantoma mały dysk, wielkości dużej monety. Phantom złapał ją od spodu i po chwili wyświetliła się przed nim mała, holograficzna projekcja. Na małej tarczy, stała tama dziewczyna, ubrana w swój płaszcz i strój, łącznie z lustrzankami. Po jej prawej wyświetlił się mały prostokąt z narysowaną różą. Nad tymże prostokątem wyświetliło się logo Powierników, jednak z jeszcze jednym napisem odchodzącym, od górnego rogu: Keepers Achilles Project. Po lewej zaś wyświetlił się prostokąt z jej zdjęciem bez okularów. Pod zdjęciem zaczął wyświetlać się ciąg znaków:

ID: CLASSIFIED

CODNAME: ROSE

BORN: 5TH JULY 1995

AGE: 16 BIO-GENIC TIMER

DESIGNATION: STEALTH ASSASIN

STATUS: DESISED

Phantom przyjrzał się uważnie danym i następnie zwrócił się do Spectera:

- Macie błąd w archiwach. Jeżeli urodziła się w dziewięćdziesiątym piątym, to nie może mieć szesnastu lat. W końcu mamy dwa tysiące piąty rok.

- Poniżej miałeś wiek... Został podany w czasie Bio-genicznym. Oznacza to, że jej starzenie się przebiegało szybciej.

- Nie rozumiem cię.

- Musisz się, zatem dowiedzieć, co to jest projekt Achilles.

- Słucham.

- Projekt Achilles miał za zadanie wyhodować niepowstrzymanych zabójców. Zebrano geny najlepszych agentów naszej organizacji i stworzono z nich zmodyfikowanych genetycznie zabójców, którzy...

Nie dokończył. Phantom wymierzył mu celny cios w szczękę.

- Wy heretycy! Nie wolno się brać za takie rzeczy!

- Myślisz, że ja miałem cos do roboty? Co chłopcze? Byłem odpowiedzialny za ten projekt, ale to rada organizacyjna zarządziła, że zamiast modyfikować starszych agentów, należy stworzyć nowych.

Specter podniósł się z ziemi i otrzepał mundur z kurzu.

- Skoro już musiałem stworzyć nowych ludzi, postanowiłem, że wychowam ich na coś więcej niż zabójców. Początkowym zamierzeniem rady było stworzenie perfekcyjnych maszynek do zabijania, ja dałem im wolną wolę i rozum. Uczyłem ich co to życie, co to romantyzm, wojna, śmierć, miłość, uczucia wyższe, rozkazy. Uczyłem jak każde dzieci się uczy. Starzały się dwa razy szybciej, co było w zamierzeniu. W momencie, gdy ich zegar biogeniczny miał osiągnąć wiek dwudziestu dwóch lat, mieliśmy podać odczyn genowy, który powoduje regenerację komórek czterokrotnie szybszą i większą niż u człowieka. To miało zachamować ich szybsze starzenie. Niestety wtedy zaczęły się dziać problemy z Różą. Włamała się do placówki medycznej i zaszczepiła sobie medykamenty o wiele wcześniej. Bała się stracić młodość na treningi. Po wszczepieniu tamtej dawki, uruchomiły się urządzenia obronne i rozstrzelały ją.

- Rozstrzelały?

- Tak. Róża umarła. O dziwo, mimo jej śmierci, ciało zregenerowało się, jednak nie dawało żadnych znaków życia. Działo się zupełnie jak kiedyś z Joe Rombiem, jednak tym razem, ożywione ciało nie pragnęło zemsty, ale wolności. Po prostu ludzie poddani naszemu genomowi mają brzydki zwyczaj „powracania". Ukradła trochę naszego sprzętu i uciekła.

- I teraz pewnie wasza rada chce ją z powrotem?

- Owszem, jednak do niczego jej nie zmuszamy. Ja przynajmniej tego dopilnowałem.

- Więc po co tu jesteś teraz.

- By wyjaśnić ci, jak powinieneś ją traktować.

- To znaczy?

- Ta dziewczyna owszem, ma uczucia wyższe, ale nie potrafi ich do końca okazywać. Gdy pojawia się uczucie, tłamsi je chyba, że jest dla niej wyjątkowo przyjemne. Mimo, że zrobiłem z niej człowieka cywilizowanego, z własną wolą, wiedziała, że stworzono ją do zabijania i wykonywania rozkazów. Tego ją uczono i wpajano.

- Nie można robić takich rzeczy dziecku! To największa zbrodnia!

- Myślisz, że ja tak nie czuję? Wystąpiłem z projektu i został on zarzucony, a jego efekty wprowadzone do czynnej służby, za wyjątkiem róży oczywiście.

- Więc czemu tu za nią przyszedłeś, skoro jest wolna?

- Bo czuję się winny. Wiem, to dziwne usłyszeć to z ust... z modulatora głosu najemnika. Ale tak jest. Poza tym, kocham jej matkę.

- Matkę?

- No... Dawczynię genów. Stworzono ją z zmodyfikowanego DNA Jasmine. Poznałeś ją chyba przy tym incydencie z Rombiem2. Po prostu się zakochałem. A Róża uważa Jasmine za swoją matkę... Wyrodną matkę, rzecz jasna. Ja chcę dobra Róży. A więc tak: Chcę, żebyś zajął się nią w dobry sposób do czasu aż wydobrzeje. Jakbyście dawali jej coś do jedzenia, to bez jagód i jajek; ma uczulenie. Nie lubi tłumów, nie może się wokół niej kręcić więcej niż trzy osoby, bo może się poczuć zagrożona, a często wpada w panikę.

- Jeszcze coś?

- Tak. Jeżeli chcecie by było jej u was przyjemnie, to najlepiej niech przebywa w towarzystwie twoim lub Arcanusa... Albo najlepiej was obu.

- Czemu to?

- Jakby to wam powiedzieć. Studiowała nasze materiały o waszej grupie i ... No powiedzmy to wprost... Jesteśmy w końcu dość dorośli... Zakochała się w was.

- W nas obu?

- To jest jej dylemat. Nie wie, którego z was woli bardziej.

- To ciekawe. Dobrze. Czy to już wszystko?

- Tak. Ja znikam.

Phantom znów usłyszał dźwięk zarzucanego płaszcza i Specter rozpłynął się w powietrzu.

- No cóż... Przynajmniej wiem jak ma na imię. Trzeba się zgadać z Arcanusem.

CHAPTER III: "A mage, a ghost and assasin"

Phantom wytłumaczył Arcanusowi jak się sprawy mają z Różą. Jego reakcja była dość... Nie oczekiwana. Arcanus, bowiem wydawał się zadowolony z faktu, że komuś się podoba. Phantom wyczuł, że to nie taka satysfakcja jak gdyby podobał się Raven, jednak jakaś była. Obaj postanowili, że dopóki zostaje u nich w wieży, będą się starali trzymać wskazówek Spectera. Tytani również dowiedzieli się o szczegółach rozmowy pomiędzy Phantomem i Specterem. Dostał za to mocny ochrzan. W końcu nie powiedział im, że ktoś bezprawnie przebywał na dachu wieży. Po tym zajściu, Phantom przespał jeden dzień w salonie, tak jak kiedyś. Teraz wyczuł, że Róża obudzi się tego dnia. Przygotował jakąś wykwintną kanapkę w kuchni i ułożył na srebrnej tacce razem z szklanką. Wyszedł powoli z pokoju wspólnego i skierował się w stronę swojego pokoju. Wszedł po cichu i przyjrzał się Róży. Wierciła się lekko, sygnalizując, że ma zamiar się obudzić. Phantom położył tacę na biurku i stanął przed nią. Powoli otwarła oczy. Przez ułamek sekundy patrzyli sobie w oczy. Nagle róża sięgnęła do buta i wyjęła z niego sztylet. Przygniotła Phantoma do ściany i przyłożyła ostrze do jego gardła. Usłyszała szczęk metalu, to zbroja wyjmowała miecz z pochwy. Rozejrzała się dookoła i po chwili utkwiła wzrok w Phantomie, który najwyraźniej nie przejął się groźbą. Spojrzeli sobie w oczy. Miała białe tęczówki.

- Śniadanie podano...

Powiedział cicho Phantom. Spojrzała na niego z przerażeniem. Odeszła od niego dwa kroki i schowała sztylet do buta. Popatrzyła teraz na tacę.

- Nie wiedziałem, co lubisz, więc zrobiłem dla ciebie zwykłą kanapkę.

Róża była nieco zakłopotana. Usłyszała jak zbroja chowa miecz do pochwy i wraca na swoje miejsce. Dziewczyna wzięła do rąk kanapkę i spojrzała na niego. Miała w oczach radość, mimo, że usta nie zmieniły kształtu.

- Dziękuję.

Miała łagodny, kobieco brzmiący głos. Phantom stwierdził, że mógłby jej słuchać cały czas. Jej śnieżnobiałe włosy zakołysały się lekko. Usiadła na dmuchanym fotelu i zaczęła jeść. Widać było, że nie jadła kilka dni.

- Spokojnie. Nie zakrztuś się... Jedzenie ci nie ucieknie.

Popatrzyła na niego nieco zmieszanymi oczami, po czym wróciła do jedzenia, naturalnie nieco wolniej. Phantom wyjął spod pół płaszcza butelkę z czerwonym płynem.

- Pijesz wino?

- Tak.

Nalał jej do szklanki i postawił niedaleko.

- Wiem, że wino nie pasuje swą wykwintnością do kanapki, ale jest dość dobre w smaku.

- Racja.

Skończyła kanapkę.

- I jak się czujesz?

- Jestem słaba.

- Powinnaś wydobrzeć w ciągu trzech dni. Możesz tu zostać do tego czasu. Moi przyjaciele nie mają nic przeciwko.

- Zostać... Tutaj? A gdzie ja jestem?

- W wieży Tytanów oczywiście. Zemdlałaś po walce z tamtym robotem... Pamiętasz?

- Teraz już tak.

- Było z tobą krucho. Ale już nie ma problemu.

- Dzięki.

Phantom wyciągnął w jej stronę dłoń.

- Tak przy okazji. Jestem Phantom.

- A ja Róża.

Uścisnęli sobie dłonie.

- Jeżeli będziesz czegoś potrzebować, a mnie nie będzie w pobliżu, powiedz to tej zbroi. Ona mi to przekaże. Ja muszę iść na trening.

- Dobrze.

- Tylko mi nie uciekaj przypadkiem. Twój stan na to nie pozwala.

- Dobrze. Idź już.

Wyszedł powoli z pokoju i zostawił ją samą ze sobą. Róża rozejrzała się po pokoju. Zatrzymała się na chwilę na krzyżu zawieszonym na ścianie. Pomachała przecząco głową i patrzyła dalej. Zauważyła półkę z książkami i magnetofonem. Podeszła chwiejnie do półki i przyjrzała się książkom. Przeczytała sobie na głos tytuły niektórych:

- Quo Vadis, Biblia, Krzyżacy, Fundacja i Ziemia, Tom Clancy – dzieła wybrane, Forest Gump, Pięć lat kacetu, Na marginesie życia, Pan Tadeusz... Masz tu widzę dość dużo dzieł literackich. Jak widzę te książki to przychodzi mi do głowy tylko jedno zdanie... Jesteśmy tacy sami.

Arcanus zapukał po cichu do pokoju Phantoma. Phantom przeszedł obok niego i otworzył mu drzwi, po czym ruszył dalej w swoją stronę. Było już po treningach i Arcanus chciał sprawdzić jak czuje się ta dziewczyna. Wszedł powoli, tym razem zbroja nie zareagowała. Róża siedziała na fotelu i czytała jakąś książkę, na biurku stała szklanka z nalanym do połowy czerwonym płynem. Obok szklanki stała również do połowy opróżniona butelka wina. Arcanus podszedł do niej i wyciągnął rękę.

- Arcanus.

- Róża.

- I jak się czujesz?

- Dobrze... Czemu nie usiądziesz?

Arcanusa zdziwiło to, że mimo wszystkiego co o niej usłyszał, zachowuje się nadzwyczaj normalnie.

- Czemu tak patrzysz jakby ci mowę odjęło? Siądziesz czy masz zasadę, żeby nie siadać.

- Jesteś inna niż się spodziewałem po historiach o tobie.

- Jakich historiach?

- Był tu na dachu jakiś Powiernik, mówił na siebie Specter. Opowiedział nam trochę o tobie. Mówił, że jesteś nieśmiała i w ogóle.

- Heh... On chyba nigdy się nie odczepi. Nie dociera do niego, że potrafię sobie ułożyć życie. Zazwyczaj jestem nieśmiała, ale przy większej ilości osób. No i nie lubię jak jest więcej niż sześć osób w towarzystwie.

- Cóż... Ja też nie przepadałem za dużym towarzystwem, ale przywykłem.

- Ja sobie z tym tak nie radzę... Napijesz się?

Spytała podsuwając mu butelkę. Wyjęła jeszcze jedną szklankę z szuflady Phantoma.

- Rozgościłaś się już, co?

- Nie potrafiłam się oprzeć. To jak? Pijesz?

- Dobrze.

Nalała mu wina i dolała sobie do pełna. Wypili, Róża wolno, Arcanus duszkiem.

- Nie umiesz pić wina co?

- To znaczy? Przecież wypiłem.

- Wino się smakuje, dopiero później pije. Ale cóż... Mogłam się spodziewać, że w Anauroch nie macie wina.

- Skąd wiesz skąd jestem?

- Czytałam trochę w twoich danych... Nasz wywiad miał dość dużo informacji o tobie. A poza tym, jakiś rok temu sama odwiedziłam Anauroch z dwoma agentami z mojej dawnej organizacji. Ledwo uszliśmy z życiem. A byliśmy na wycieczce.

- Niezbyt miłe miejsce sobie wybraliście.

- Masz rację.

- Ale jak się tam dostaliście? Macie magów?

- Coś w tym rodzaju... Nasi inżynierowie i wynalazcy zbudowali portal do podróży miedzy światami.

- Technologia ludzi z tej planety nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Potraficie stworzyć maszynę, która jest w stanie bez problemu zadziałać jak najsilniejsze i najbardziej skomplikowane zaklęcia.

- Tak. Ludzie zawsze to mieli do siebie.

- Wiesz, jesteś bardzo ciekawą osobą.

- Naprawdę? Pochlebia mi to.

- Powiedz, jak to było, że gdy zaatakował cię Techno, ty przybrałaś postać ognia? Czy to znów technologia?

- Nie... To akurat jest moja właściwość i czternastu innych powierników z projektu Achilles. Mieliśmy mieć poza siłą fizyczną i regeneracją komórkową jeszcze jedną moc. Wchłanianie energii i przechowywanie jej bądź przekazywanie. W ten sposób mogę przejąć na ten przykład siłę impetu wystrzelonej w moją stronę kuli, i oddać pięścią całą tę energię. Przy ogniu i elektryczności moje ciało się zmienia, głównie włosy. Pod wpływem ognia lub temperatury moje włosy płoną, a pod wpływem elektryczności stają dęba i pokrywają się wyładowaniami elektrycznymi.

- Czyli potrafisz wchłaniać energię?

- Tak... Ale tylko do pewnego stopnia. Będę wchłaniać energię dopóki się nie uspokoję. Jeżeli się nie uspokoję, będę ją wchłaniać cały czas. Do końca nie wiem, jaką mam pojemność... Wiem, kiedy się kończy, bo wtedy zaczyna boleć głowa.

- Widziałem to... Tamten blaszak nieźle ci przyłożył.

- Aha. Nie spodziewałam się, że też wchłania energię.

Rozmawiali tak jeszcze długo. Nadszedł wieczór i Róża wygoniła Arcanusa z pokoju, chcąc zasnąć spokoju. W tym pokoju czuła się bezpieczna.

- Kto jest twoim panem?

- Ty, mroczny lordzie...

- Będziesz mi posłuszny, czy mam znów cię ukarać?

- Nie panie... Będę posłuszny!

- Nie słyszę przekonania w twoim głosie! To zasługuje na karę!

- Panie! Nie!

Mroczna postać zamachnęła się na skuloną, ubraną w czarny, postrzępiony płaszcz. W momencie uderzenia, Phantom zerwał się na równe nogi, wybity ze snu. Był zlany potem i ciężko łapał powietrze.

- Co...? Co się ze mną dzieje? Co to za sny ja miewam?

Wyszeptał do siebie. Spojrzał w broszkę, włosy były ciemnoszare, a oczy jarzyły się przez dwie sekundy zielonym światłem.

- Dalej czernieją.

Phantom podał śniadanie na tacy, tak jak wczoraj. Róża czuła, że jeżeli dalej tak pójdzie, to nie będzie chciała opuszczać tego luksusu. Była już w miarę wypoczęta i mogła chodzić po pokoju bez większego bólu głowy czy utraty równowagi. Tym razem zamiast wina dostała sok pomarańczowy, a zamiast kanapki dostała płatki zbożowe z mlekiem. Tak sobie zamówiła wczoraj. Phantom wykonywał jej prośby bardzo ochoczo.

- I jak się dzisiaj czujemy?

- O wiele lepiej, dzięki.

- Wszyscy w wieży się o ciebie pytają. Najwyraźniej ci współczują.

- Współczucie... – Popatrzyła zamyślona w tacę. – Nikt mi nigdy go nie okazywał... Oprócz Spectera oczywiście... Bardzo dziwne uczucie, wiedzieć, że komuś jest ciebie żal.

- Przyzwyczaisz się. Świat jest pełen ludzi, których nie obchodzą nic inni, ale więcej jest jednak tych współczujących.

- To tak jak z dobrymi i złymi.

- Niestety... Szkoda, że nie ma tylko tych dobrych... Chociaż... wtedy nie miałbym nic do roboty, no nie?

- Racja... Zło i dobro nie mogą bez siebie istnieć. Jak woda i ogień, jak życie i śmierć...

Na ostatnie słowo zamyśliła się znów nad tacą. Phantom pochylił się nad nią i położył jej dłoń na prawym barku.

- Nie martw się... Powiem ci coś w tajemnicy... Ja też umarłem.

- Mogłam się domyślić... Bo skąd te możliwości?

Powiedziała ze zdziwieniem w głosie.

- To aż takie proste do odgadnięcia?

- Nie... Po prostu ja potrafię wykryć każdą tajemnicę... A tobie idzie całkiem nieźle w byciu tajemniczym.

- Nigdy nie próbowałem być na siłę tajemniczy... Zawsze taki byłem.

- Do twarzy ci z tajemniczością, jeżeli wiesz, o co mi chodzi.

- Dzięki. Miło to słyszeć.

Róża wzięła do ręki łyżeczkę i zaczęła jeść.

- Już dawno nie jadłam tak dobrego posiłku.

- To znaczy?

- Staram się przestrzegać prawa, a bez pieniędzy trochę trudno coś zjeść. Kradnę jak już jestem u kresu sił.

- To okropne... Nie możesz żyć całe życie bez kapitału.

- Przynajmniej jest to życie uczciwe.

- Nie do końca... Jeżeli tak stoisz z finansami to mam dla ciebie prezent.

- Co takiego?

- Chwileczkę.

Phantom wyjął jakąś kartkę i pstryknięciem przyzwał pióro z kałamarzem. Pióro zaczęło coś skrobać. Po chwili skończyło i kartka wleciała do ręki Phantoma. Ten podał kartkę róży.

- To zestaw współrzędnych. Masz tam cztery skrytki z pieniędzmi. Jedna ma średnio dwadzieścia tysięcy, chociaż mogę się mylić... Może być więcej. Oddaje ci je.

- Tyle pieniędzy, i ty chcesz oddać je mnie?

- Spokojnie... Mi pieniądze nie potrzebne.

- Ale dlaczego? To trochę za dużo jak na zwykłe współczucie.

- Polubiłem cię i jest mi ciebie żal. Czy to nie starczy?

- No nie... Starczy... Dzięki.

- A teraz już jedz. Bo zziębnie ci całe to jedzenie.

- Racja.

Zabrała się do jedzenia.

Róża rozmawiała z Phantomem na temat kilku książek, gdy usłyszeli pukanie do drzwi.

-Wejść.

Powiedział Phantom. Do pokoju wszedł nieco niepewnie Robin.

- Eee... Cześć...

Powiedział nieco nie pewnie.

- Cześć.

Odpowiedziała mu nieco oschle Róża.

- O co chodzi?

Dopytał Phantom.

- Chciałem was zaprosić na obiad.

- I co ty na to? Jesteś gotowa poznać rodzinkę?

- Wolałabym nie, ale skoro nalegasz...

Powiedziała już do Robina. Robin uśmiechnął się na to i wyprowadził ich z pokoju.

Pokój wspólny rozbrzmiewał gwarem tytanów. Jednak cały zgiełk ucichł, gdy do pokoju weszła trójka przyjaciół. Phantom i Róża zeszli za Robinem i siedli przy stole. Wszyscy interesowali się nowym gościem, wszyscy poza Raven. Arcanus rozładował atmosferę witając Różę przy stole, i od tego momentu tytani rozmawiali z Różą już jak ze starą znajomą. Czasami odpowiadała na pytania, wdawała się w rozmowy, jednak starała się zachowywać cicho jak się tylko da. Męczyło ją aż tak duże towarzystwo i ledwo, co nie wpadła w panikę. Za każdym razem, gdy miała ją ogarnąć panika, Phantom lub Arcanus pocieszali ją uśmiechem. Tylko te uśmiechy trzymały ją przy zmysłach. Po dłuższej chwili zaczęło ją nawet większe towarzystwo bawić. Była zazdrosna o sytuacje uczuciowe Robina ze Starfire i BB z Terrą, jednak nie okazywała tego zbytnio. Tylko Phantom mógł wiedzieć, że targa nią ta odrobina zazdrości. Po godzinie pokój był już opróżniony ze wszystkich prócz Arcanusa, Phantoma i Róży. Chłopcy siedzieli naprzeciwko niej i zdawali się być nią zainteresowani.

- Co?

- I jak było? Da się znieść?

Spytał Phantom.

- No jakoś to zniosłam...

- Czyli nie było tak źle...

Stwierdził Arcanus.

- No nie było... Ale to nie zmienia faktu, że dalej nie cierpię zbiegowisk.

- Rozumiem to, i szanuję to. Próbowaliśmy cię po prostu przyzwyczaić do większego towarzystwa.

- Czyli eksperymentowaliście na mnie?

- Ja to bym raczej nazwał drobną pomocą.

Rzekł Arcanus. Róża wydawała się być rozbawiona ich słowami, i faktem, że na niej eksperymentowali. Porozmawiali jeszcze chwilę na temat ich pracy i przyszłości Róży. W sposób materialny była już ustawiona, pozostawało jej jeszcze obrać kierunek w życiu. Porozmawiali również o ich dalszych przyjaciołach, czyli Fali i reszcie tytanów. Po dwóch godzinach odprowadzili ją do pokoju Phantoma i rozeszli się do swoich spraw. Phantom z dziwnymi przeczuciami położył się spać w salonie.

CHAPTER IV: "Dreams"

Po dwóch dniach Róża opuściła dom tytanów. W między czasie Phantom dostał natychmiastowe wezwanie od arcybiskupa instytutu Iscariote. Miało go nie być kilka dni. Przez ten czas, tytanom zaczynało brakować Phantoma. Dzień później w podróż po świecie wyruszyła Angel. Miała już dość przesiadywania w zamkniętej wieży.

Było koło północy. Widziała ludzi przy ognisku. Wszyscy byli ubrani w czarne mundury i hełmy, przez ramiona mieli przewieszone karabiny. Drzemali nad ogniskiem, dalej spali inni żołnierze. Na hełmach niektórzy mieli czaszki z dwoma piszczelami, w okolicach czoła, niektórzy mieli z boku na tarczach wypisane dwie litery S. Na lewym ramieniu każdego była przewieszona czerwona opaska z białym kółkiem, w którym widniała swastyka. Każdy miał na ustach i nosie jakaś dziwną maskę, najwidoczniej zaimprowizowaną z szalików. Mieli ziemistą cerę i oczy, które wydawały się martwe. Ich kolor u każdego był taki sam - czerwony. Mówili w języku niemieckim, jednak ich rozumiała:

- Jak idzie Hans?

- Jakby nie patrzeć to jestem w zasadzie martwy, a co?

- Wiedziałem, że mnie nie zawiedziesz. A co z panem Nigourathem?

- Spokojnie! Nie ucieknie. My też musimy czasem odpoczywać, a chodzimy już trochę. Sześć dni marszu bez wytchnienia, i jeszcze unikamy miast za rozkazem pana Nigouratha.

- Cisza! Tam ktoś jest!

Rozległ się jakiś łaciński głos, wydawał jej się wyjątkowo znajomy:

- W Boże imię, przemienionym w nieumarłych bez ich woli ofiarujemy wieczną noc.

Za głosem doszedł chór innych:

- Amen!

Nagle, jak znikąd wyłoniło się szesnaście noży, które przeszyły ciało hitlerowca.

- Agh! Ba... Bagnety! To nie... niemożliwe! Moje ciało się rozpadaaaaaaaa...

Wrzasnął hitlerowiec i rozpłynął się w miejscu zostawiając po sobie tylko ubranie.

- Achtung! Jesteśmy atakowani!

Wrzasnął drugi i również został zaatakowany bagnetami. Jego ciało się rozpłynęło. Wszyscy inni hitlerowcy poderwali się z ziemi i sięgnęli po swoją broń maszynową. Jeden z nich chciał wystrzelić w ciemność, jednak jego głowa została przeszyta strzałem z jakiegoś karabinu.

- Nie! To niemożliwe!

Krzyczeli inni. W ciemnościach zalśniły na srebrno krzyże. Kilku z hitlerowców zostało związanych słomianymi sznurami i wciągniętych w ciemność. Po chwili z tego samego miejsca wypadły ich głowy pozbawione ciał. Jeden ze srebrnych krzyży zaczął się zbliżać do nich. W ciemności zabłysły złote litery w języku duchów umieszczone na klindze miecza.

- Atak!

Z ciemności wyłoniło się osiemdziesięciu inkwizytorów w szpiczastych kapturach i w zbrojach. Wszyscy dzierżyli w rękach długie karabiny z nożami przyczepionymi do luf. Wbiegli na hitlerowców i zaczęli siec ich bronią, jeżeli jakiś nie poddawał się na bagnecie, inkwizytor pociągał za spust i strzał rozrywał ciało napastnika. Chciała się obudzić na widok tej rzeźni, jednak nie mogła. Postać z mieczem dobiła ostatniego hitlerowca przekręcając miecz w jego klatce piersiowej. Podszedł do niego inny inkwizytor, z kwadratowym hełmem zamiast kaptura.

- Na razie skończone... Możesz wracać do przyjaciół, powiemy ci, kiedy znajdziemy następną grupę.

Inkwizytor z mieczem zdjął kaptur i ukazał jej twarz Phantoma. Miał ciemnoszare włosy i jarzące się na zielono oczy. Gdy inkwizytor w hełmie odwrócił się od niego, ten schował miecz do pochwy i zniknął w ciemnościach. Raven obudziła się zlana potem.

Popatrzyła na zegarek. Była piąta rano. Podeszła do półki z książkami i wyjęła taką, w czarnej oprawie. Widniał na niej napis: Wielka Księga Legend Detheroca. Usiadła na łóżku i zaczęła czytać. Doszła do legend i podań o mrocznych lordach.

-„ Mroczni Lordowie to istoty, które mimo śmierci potrafią materializować swoje ciało, nie zmieniając faktu, że ciało to jest martwe i tylko wygląda jak by było solidne. W rzeczywistości ich ciało jest tylko zbiorem tkanek i narządów, które ma wyglądać na prawdziwe. Siłą Mrocznych Lordów jest magia umysłu zmieszana z magią śmierci. Bez niej są słabi. Jednak istnieje niewiele osób zdolnych pokonać Mrocznego Lorda. Zwykle, mroczny lord szuka dla siebie pomocników i uczniów, którym pragnie przekazywać swoją wiedzę. Służą mu oni za oficerów. Mroczni Lordowie mają też w niektórych przypadkach właściwość przyzywania upadłych aniołów zwanych diabłami. Mroczny Lord musi się jednak wystrzegać demonów, gdyż te uważają ich za idealne źródło energii. Złapany przez demona Mroczny Lord może mu posłużyć za generator energii, przez co najmniej kilkaset lat."

Przestała czytać, gdyż usłyszała jakiś ruch za drzwiami. Po głębszym wsłuchaniu się zorientowała się, że to Beast Boy idzie do toalety. Zaczęła czytać dalej.

- „Mroczny lord do cichych ataków używa często bluźnierczych Upiorów Snów lub Upiorów Wspomnień. Czym się różnią od siebie te dwa typy upiorów? Upiór Wspomnień kradnie wspomnienia aż zostawia z człowieka emocjonalny i psychiczny wrak, a Upiór Snów zabija człowieka poprzez zamordowanie go we śnie. Upiory snów w przeciwieństwie do Upiorów Wspomnień są tworzone na miejscu, z przyszłych ofiar. Każdy człowiek w swoim życiu gromadzi ładunek energii wystarczający na powołanie tylko jednego Upiora Snów, a jeżeli ten zawiedzie, czytaj: Ofiara w porę się obudzi, zostanie unicestwiony na zawsze."

Znów jakieś szmery przeszkodziły jej w czytaniu. Tym razem to Starfire musiała wracać z łazienki. Raven zamknęła książkę i wyszła do kuchni. Po drodze zarzuciła jeszcze na siebie płaszcz.

Kuchnia była opustoszała, tak jak i pokój wspólny. Zaglądnęła do lodówki... Nic oprócz czerwonego jabłuszka nie było zdatne do jedzenia. Przyciągnęła je do siebie telekinetycznie i zamknęła lodówkę. Siadła za stołem i zjadała po cichutku i bez większego przekonania. Do pokoju wszedł Arcanus.

- O! Cześć Raven.

- Dzień dobry.

Arcanus zajrzał do lodówki, ale po niebieskiej pleśni na jedzeniu wywnioskował, że nie powinien nic jeść. Zajrzał jeszcze na półkę z mlekiem. Na kartonie była jeszcze ważna data zdatności tak, więc wyjął je i zajrzał do szafki na płatki. Ostatnio zaczęło mu smakować to lekkie jedzenie, jakie kosztowali prawie codziennie tytani. Za oknem powoli wschodziło słońce.

- Zapowiada się ładny dzień.

- Ładny jak, dla kogo.

- Coś nie tak?

- Nie... Ostatnio źle sypiam.

- Hmm... Rozumiem. Do niedawna też miałem z tym problem.

- Ja nie mam problemu... Po prostu... no dobra... masz mnie... To jest problem... Ale zrobię coś z tym sama. Pierwsze, co zrobię to będę więcej medytować... To powinno mi pomóc.

- Niezły pomysł. Mi też przyda się medytacja.

Nagle usłyszeli stukot podkutych butów. Do pokoju wszedł Phantom. Miał pod ręką czarny hełm z czaszką i piszczelami na czole. Był w swoim normalnym stroju.

- O! Dzień Dobry. Myślałem, że wstaniecie później.

Raven popatrzyła krytycznie na hełm.

- Co to? Pamiątka z rzezi piątkowej nocy?

Arcanus nie załapał.

- Miałem dziś w nocy sprawę do załatwienia w instytucie Iscariote. Znaleźliśmy nieumarłych hitlerowców. Ale skąd ty wiesz, co się działo Raven?

- Przyśniło mi się... I teraz jeszcze przyniosłeś ten hełm.

- No tak.

Arcanus popatrzył dziwnie na Phantoma.

- Z dnia na dzień coraz bardziej czernieją ci włosy.

- Wiem... I nie wiem dlaczego.

- Jest w tobie coś dziwnego... Ostatnio jesteś jakiś inny...

Stwierdziła beznamiętnie Raven.

- Cóż... Zdarza się...

Nagle zawyła syrena alarmowa.

- Tytani! Wio!

Wrzasnął Robin stając w drzwiach.

W centrum miasta grasowała jakaś czarna kula wielkości człowieka. Miała na sobie białe pręgi, umieszczone bez ładu i składu. Tytani wyskoczyli z samochodu i podbiegli do niej. Kula lewitowała spokojnie nad ziemią.

- Eee... Czemu zgłosili, że jest niebezpieczeństwo? Przecież to, to sobie tylko lata.

Zauważył BB. Kula uderzyła w lampę.

- I do tego kiepsko.

- Nie wiem dlaczego, ale w końcu nie wzywają nas na darmo. Ta kula jest zagrożeniem, i ja mam zamiar to zagrożenie powstrzymać.

Cyborg rozłożył swoje działko i wycelował w kulę. Wystrzelił i o dziwo, kula rozpłynęła się w powietrzu.

- Co je..?

Zapytał. Nagle Terra wskazała miejsce gdzie lewitowała kula.

- Patrzcie! Cień nie znikł.

Cień rzeczywiście nie znikł. Zamiast zniknąć, powiększał się i wpełzł pod Cyborga. Wszyscy inni tytani zdążyli odskoczyć. Starfire podniosła Robina za ręce, Raven i Arcanus unosili się spokojnie w powietrzu, a Phantom odskoczył na lampę nieopodal. BB zamienił się w Pterodaktyla i uniósł Terrę w górę. Cyborg popatrzył pod siebie ze zdziwieniem i stwierdził, że jego nogi zaczynają się zapadać.

- Cyborg! Uciekaj!

Krzyknął Robin.

- Nie mogę! To mnie trzyma! A masz tu draniu!

Zaczął strzelać sobie pod nogi, jednak wiązki ginęły w odmętach cienia. Nad nimi znów pojawiła się biała kula. Starfire odłożyła Robina na samochód i zaczęła strzelać piorunami w cień. Raven i Arcanus próbowali swoich sił łącząc ich zaklęcia, a Phantom odskoczył od lampy, która również zaczynała być wciągana w cień. Robin ładował w cień swoimi bumerangami a Terra próbowała wrzucać w niego głazy. Wszystkie jednak pociski ginęły w jego odmętach. Phantom spojrzał z przerażeniem na to, co się działo z Cyborgiem. Był już do połowy w cieniu i krzyczał o pomoc, wyciągając dłonie w górę. Raven otoczyła jego rękę swoją mocą, jednak coś ją zneutralizowało. Starfire podleciała razem z BB i złapali Cyborga za obie dłonie.

- Trzymaj się Cyborg!

Wrzasnęła Starfire. Mimo wysiłków jej i BB, Cyborg został wciągnięty, a oni razem z nim. Robin wyciągnął w stronę cienia rękę i krzyknął imię swojej ukochanej, a Terra wykrzyknęła imię Beast Boya.. Kula jakby zadrżała i odwróciła się w stronę Robina. Cień szybko wpłynął pod samochód i pochłonął go. Robin odskoczył z samochodu, jednak cień był już pod jego nogami. Robin zapadł się w czarny materiał. Wszyscy wykrzyknęli jego imię i próbowali dalej atakować, tylko Phantom nie potrafił atakować pociskami, więc atakował rzucając telekinetycznie, co się da. Nagle kula znów się odwróciła i zadrżała. Budynek, na którym stała Terra zaczął się zapadać w cień kuli.

- Terra!

Phantom uniósł, Terrę na swoich rękach, lecz z czarnej materii wyłoniło się coś na wzór macek i oplotło jej nogę. Wyrwało ją z rąk Phantoma i z pluskiem wciągnęło w siebie.

- Celować w kulę! To jedyny sposób!

Wrzasnął Arcanus i zaczął ciskać ognistymi kulami w unoszącą się kulę. Ta znikła i pojawiła się nieco dalej. Cień uregulował się znów pod odpowiednią wielkością i zabulgotał. Tytani postanowili na chwilę przerwać walkę, by opracować strategię. Zasiedli na oddalonym dachu i zaczynali rozprawiać na temat tego jak ją zaatakować.

- Ta kula jest bardzo szybka... Trzeba ją wziąć z zaskoczenia.

- To nie podziała. Ona nie ma oczu tak, więc widzi wszystko dookoła.

Odparł z niesmakiem Phantom.

- To wymyśl coś lepszego, durniu!

- Znowu zaczynacie się kłócić? W takim momencie?

Zapytała Raven.

- Niestety nie mam pomysłu... A ty Raven?

- Może wyczytasz coś z myśli tego czegoś? Sprawia wrażenie rozumnej.

- Niezły pomysł...

Cała trójka podleciała na bezpieczną odległość i spojrzała w kulę. Następnie Raven i Arcanus przyjrzeli się Phantomowi. Ten wyciągnął rękę w stronę stwora a jego oczy zaświeciły się na zielono. Nagle wrzasnął i złapał się za głowę.

- Co się stało?

- To jest potworne... Jego myśli są tak chaotyczne... O cholera! Zauważyło mn...!

Nie dokończył. Cień znów się rozrósł i z jego czeluści wyłoniła się macka, która złapała Phantoma za nadgarstek prawej ręki i zaczęła wciągać w siebie. Arcanus i Raven złapali go za ręce i starali się przeciągnąć go do siebie. Niestety z cienia wyłoniła się jeszcze jedna macka i złapała go za lewy bark. Phantom był przerażony.

- Ja nie chcę tam iść! To coś jest potworne!

- Weź się w garść!

Wycedził przez zęby Arcanus, próbując dalej go wciągać. Z cienia wyłoniły się jeszcze dwie macki, które zaczepiły się o obydwie nogi. Phantom wyrwał się z rąk Raven i Arcanusa i spadł na czarny cień. Był już zapadnięty w niego do połowy.

- Ja nie chce! Raven! Arcanus! Nie chcę! Arcanus! Raven! Ja nie chc...

Phantom został wciągnięty w czeluść na ich oczach.

- To nie możliwe... On dalej żyje. On musi żyć!

Krzyknął Arcanus. Raven nie mogła uwierzyć własnym oczom. Obydwoje uznali, że jak znikać to razem, i polecieli w stronę cienia... Ten jednak o dziwo cofnął się przed nimi. Stanęli na ziemi i zobaczyli, że cień znika, a kula wielkości czterech kiosków informacyjnych zaczęła się trząść i wić. Usłyszeli okropny pisk i pręgi z kuli znikły.

- Co się z nią dzieje?

Wyszeptała Raven. Nagle, na powierzchni kuli znajdującej się przed nimi pojawiła się czerwona kropka. Z kropki zaczęła wydobywać się rozproszonym pod ciśnieniem strumieniem krew. Było jej bardzo wiele. Krew, która zatrzymała się na krawędzi szczeliny zaczęła spływać wzdłuż kuli i kapać na ziemie. Z szczeliny zaczęła wyłaniać się ręka pokryta krwią. Po chwili wyłoniła się również głowa i tułów do połowy. To był Phantom. Położył dłonie na szczelinie i rozwarł ją na dwie strony. Kula pękła i wyrzuciła z siebie hektolitry krwi, w tym również wszystko, co pochłonął jej cień. Tytani wstali i o mało, co nie zwymiotowali na widok, jaki był ich udziałem. Byli cali w karmazynowej krwi i śmierdzieli nią. Dookoła znajdowało się dużo mieszkańców, ci już potrafili wymiotować. Phantom podniósł się z ziemi, jednak po chwili upadł na kolano.

- Ja... Ja się przestraszyłem...

Wykrztusił gdy podeszli do niego Arcanus i Raven. Stał się przenikalny i zrzucił z siebie krew. Jego włosy były niemalże koloru czarnego. Pomógł się zbierać reszcie tytanów. Okazało się, że tytani byli wewnątrz potwora cały czas nieprzytomni i nie pamiętali, co tam było. Wrócili do wieży by się wymyć.

Postać w czarnym, postrzępionym płaszczu kogoś jej przypominała, ale nie wiedziała, kogo. Klęczała skulona przed jakąś czarną postacią o zielonych, płomienistych oczach.

- Znowu byłeś nie posłuszny.

- Nie panie! Twoje słowo jest święte!

- Nie używaj w mojej obecności tego słowa! Zasłużyłeś na karę!

- Nie panie! Nie! Nie karz mnie już!

- Niestety... Niesubordynację kara się surowo.

Postać wyciągnęła dłoń i pstryknęła palcami. Z ciemności wyłoniło się pięć zakapturzonych postaci. Pochwyciły one poszkodowanego i zaniosły w jakiś ciemny kąt. Katorżnik krzyczał jeszcze:

- Co wy robicie! Dlaczego! Jak możecie!

Wtedy Raven się obudziła. Poczuła, że ten sen nie był ułudą.

CHAPTER V: "Dark Lord Shuub Nigourath"

Phantom siedział w swoim pokoju i malował portret Raven. Po piętnastu minutach stracił jednak wenę. Wyruszył do pokoju wspólnego. Tytani zajmowali się swoimi sprawami. Raven i Arcanus medytowali przed oknem razem z Starfire, Robin i Cyborg grali na konsoli, ze słuchawkami na uszach by nie przeszkadzać kolegom w medytacji. Terra i Beast Boy flirtowali na kanapie. Siadł i zaczął czytać wyjętą z płaszcza książkę. Sołżenicyn działał na niego dziś wyjątkowo uspakajająco. Zwłaszcza po nieprzespanej nocy z powodu koszmarów. Terra i BB przysiedli się do niego po cichu.

- Czego chcecie?

- A nic... Chcieliśmy z tobą posiedzieć.

Uśmiechnęła się Terra.

- A co? Zabronisz nam?

Dopytał BB.

- Nie mogę wam nic zabronić, ale mam już na dzisiaj dość. Co ostatnio wszystkich wzięło na przesiadywanie ze mną? Tylko Arcanus i Raven nie chcą ze mną siedzieć, a tak to wszyscy... Mam dość!

- Nie złość się tak, bo włosy ci czernieją!

Phantom spojrzał z przerażeniem, na Terrę, i odpiął broszkę z płaszcza. Niestety tym razem nie chciała odbić jego twarzy, więc ruszył do łazienki.

Przyłożył ręce do głowy i przyglądał się włosom. Rzeczywiście, sczerniały, a niedawno były jaśniejsze. Przyjrzał się jeszcze swoim oczom. Ich barwa również się wyostrzyła. Nagle zapikał jego komunikator a dom wypełnił się brzmieniem alarmu.

Wraith siał spustoszenie na ulicach centrum, wysyłając swoje zjawy do ataku. Jego oczy świeciły się na zielono pod kapturem. Nagle w jedną zjawę uderzył niebieski promień, i wylądowała pod jego nogami. Phantom i Tytani stanęli przed Wraithem w dziarskiej pozie.

- Nudzi ci się? Po co rozwalasz miasto?

Spytał Robin.

- Nie mam wyboru.

Odpowiedział smutno Wraith.

- Co to ma znaczyć?

Spytał Robin ponownie. Wraith wycelował palec w grupę i wysłał swoje zjawy do ataku. Miał smutny wyraz oczu, gdy to robił. Zjawy rzuciły się na tytanów i zostawiły tylko Phantoma i Arcanusa. Ten drugi został potem uderzony przez zjawę, która się zduplikowała.

- Czemu nie masz wyboru?

Spytał Phantom.

- Ty też nie masz... Naszym przeznaczeniem jest zjednoczyć się.

- Nigdy!

- Więc musimy walczyć...

Odburknął jeszcze smutniej Wraith i rzucił się z furią na Phantoma. Odbili się od ściany i trafili na wieżowiec. Tam zaczęli się bić jakby od tego zależało ich życie. Wraith uderzył Phantoma w bark i spowodował jego upadek. Podniósł go za włosy i popchnął ku krawędzi budynku. Wskazał mu pole bitwy.

- TO wszystko zaaranżował mój nowy pan...

- Jaki pan?

- Shuub Nigourath...

Phantom poczuł nagłą furie na dźwięk tego imienia i wyrwał się Wraithowi. Uderzył go w szczękę tak mocno, że przy upadku Wraithowi spadł kaptur z głowy. Phantom spojrzał na jego twarz. Była obita i cała w sińcach.

- Więc to ty mi się śniłeś przez te noce. To ty byłeś tym bitym człowiekiem.

- Szukałem u ciebie pomocy... Ale zawiodłeś... Shuub mnie bije, poniża, a jednak musze mu służyć, bo mnie opętał.

- Ty zawsze byłeś opętany... Ale, na co ty mu jesteś potrzebny?

- Opętuję się duszę... A my mamy JEDNĄ...!

- CO!

- Przeze mnie, on opętywał cię po troszku każdego dnia. Im ja byłem słabszy, tym on bardziej cię opętywał.

- Nigdy mu się nie poddam.

- Twoi przyjaciele już przegrywają.

- Co?

- Nigourath opanował również innych... Moje zjawy, dwóch powierników. Właśnie przybywają na pole bitwy.

- Nie!

Phantom sfrunął z wieżowca na dół w porę, by zobaczyć jak dwóch powierników z świecącymi na czołach runicznymi N podchodzi do walczących i kolejno strzela do każdego tytana zieloną siecią.

- Na chwałę Nigouratha!

Wykrzyknęli jednocześnie, gdy udało im się schwytać ostatniego tytana. Phantom spadł na ziemię przed nimi i w wściekłości porozrzucał dookoła Zjawy i zaczął popychać telekinetycznie Thanathosa i Iluminatosa. Zgniótł im broń i rzucił ich o ścianę. W tym samym momencie z sieci oswobodził się za pomocą swojego działka Cyborg, i zaczął wyswobadzać resztę tytanów. Niestety ich sieci już zdążyły stwardnieć Musiał dłużej palić swoim działkiem ich nici. Nagle przed Phantomem wylądował Wraith. Przykucnął i wyciągnął przed siebie dłoń. Phantom został wyrzucony na dach jednego z budynków. Podniósł się niezgrabnie, po czym zauważył, że stoi przed nim sam Nigourath.

- To twoja sprawka!

- Tak. Moja.

- Uwolnij Wraitha i zjawy!

- Tak się troszczysz o wroga? Czy może to ty chcesz nimi władać?

- Nie! Po prostu nawet oni nie zasługują na niewolę!

- Naprawdę? Jednak ci nie wierzę. Dzięki Wraithowi zdobyłem z tobą więź. Więź, która pozwala mi odczytywać twoje intencje... I narzucać ci moje.

- Co?

- Te wszystkie podszepty, wszystkie sytuacje, w których nie byłeś sobą... To była MOJA wola. Jesteś moim sługą!

- Nie! Ja jestem wolny!

- Tak wolny, jak mysz w klatce... Spójrz na siebie. Te włosy i oczy... To dzięki mnie. I sam tego chciałeś! Bo gdybyś nie chciał, wspomniałbyś o tym chociażby tej Raven. Ale nie... Ty ukryłeś swoje obawy przed ludźmi... To również był mój rozkaz, który ty podświadomie wypełniłeś. To ja dałem ci tę wolność! Twoja wolność jest moją niewolą... Wszystko zostało spisane w przepowiedni.

Shuub wyjął spod pół płaszcza plik kartek ze zdjęciami, które ukradł z rezydencji Phantoma.

- Więc to ty je ukradłeś!

- Wziąłem je z czystej ciekawości... Okazało się, że przepowiednia mówi o mrocznym lordzie, który w ten sposób się o niej dowie... Jakby tego było mało, jesteś jej kluczem... Ty i ten mag... Wkrótce obaj dołączycie do mnie.

- Nigdy!

W rękach Phantoma pojawił się miecz z inskrypcjami duchów. Biegł w stronę mrocznego lorda, jednak ten uchylił się przed ciosem i złapał go mocno za nadgarstek prawą ręką. Lewą dłoń położył mu na czole i ścisnął mocno. Phantom wydał z siebie krzyk, po czym jego oczy zaświeciły się na zielono. Włosy stały się kruczoczarne i matowe. Phantom podniósł się i rozejrzał. Shuuba już nie było. Podszedł zdziwiony do krawędzi i spojrzał na dół. Zeskoczył i wylądował obok Wraitha.

- To ty?

Spytał Wraith.

- Tak. Ja.

Obaj spojrzeli na pobojowisko.

- Łapać maga i czarodziejkę.

Wraith wskazał palcem na związanych jeszcze tytanów. Zjawy poleciały za rozkazem w stronę tytanów. Phantom poleciał razem z nimi. Cyborg wystrzelił w jedną ze zjaw i skruszył w pięści siatkę otaczającą Raven. Ta wyszła i potraktowała jedną ze zjaw swoim zaklęciem. W tym samym momencie uderzył o nią Phantom i przygwoździł ją do kupy gruzów.

- Phantom! Co ty robisz!

Spojrzała mu w oczy, których zielony kolor świecił w cieniu rzucanym przez kaptur. Phantom chwycił ją lewą dłonią w nadgarstkach i wyciągnął do jej twarzy prawą. Raven zamknęła oczy i odwróciła twarz. W tym samym momencie w Phantoma uderzyła niebieska wiązka i wbiła go w wystawę sklepową. Cyborg uwolnił resztę i trafił Phantoma w bok.

- O co ci idzie człowieku? Pomyliłeś strony?

- W nim jest coś dziwnego.

Stwierdziła Raven. Phantom zaczął się podnosić z szkła porozrzucanego po wystawie. Wszystkie sznyty na twarzy zaczęły się szybko zarastać. W tym samym momencie obok Cyborga i Raven przelecieli szamoczący się Arcanus i Wraith.

- Puszczaj! Ty imitacjo upiora!

- Taki mam rozkaz!

Cyborg i Robin załadowali w niego dźwiękowym gromem i posłali go w Phantoma. Obaj zaczęli wstawać powoli. Ich zielone oczy patrzyły na nich ze złością. Wraith pomógł wstać Phantomowi.

- Co jest? Czy oni przypadkiem się nie nienawidzą?

Spytał BB.

- Nie wiem, ale działają razem. Trzeba ich powstrzymać.

Krzyknął Robin. Rzucił w ich kierunku granat elektryczny, jednak ten został przyjęty na klatkę piersiową jednej ze zjaw. Reszta zjaw rzuciła się na Arcanusa i Raven. Całą reszta tytanów zaczęła im pomagać. Wreszcie Arcanusowi udało się wyswobodzić z objęć Zjaw, by w chwilę później zostać uderzonym Phantomem.

- Co ci odbiło?

- Rozkaz to rozkaz!

- Jaki rozkaz!

- Jestem sługą Mrocznego Lorda Nigouratha!

- Kogo?

- Kazano mi cię schwytać i doprowadzić do niego.

W tym samym czasie z Raven szamotał się Wraith.

- DOSYĆ!

Wrzasnęła Raven. Wraith pokrył się czarną aurą i znieruchomiał na kilka sekund. Był nieruchomy wystarczająco długo by oberwać serią od Starfire. Upadł obok Phantoma. Ten spojrzał głupio na Raven i nie zauważył ciosu wymierzonego w szczękę. Cyborg, Robin i Starfire starali się powstrzymywać zjawy i bijących się z nimi na pięści Powierników i udawało im się to całkiem nieźle. BB i Terra atakowali teraz Wraitha a Arcanus i Raven stanęli przed Phantomem.

- Co ci jest?

Spytał Arcanus. Phantom spojrzał na niego z nienawiścią i już miał się rzucić do ataku, gdy usłyszał w głowie mroczny glos swojego pana:

- Macie wracać. Złapiecie ich innym razem. To jest rozkaz!

- Innym razem, magiku. Do zobaczenia.

Powiedział mrocznym, zachrypniętym głosem, po czym wzniósł się w powietrze wraz z Wraithem i zjawami. Powiernicy stali się niewidzialni i tyle było widać ludzi.

Cała siódemka tytanów siedziała w pokoju wspólnym i obradowała nad zaistniałą sytuacją. Za oknem padał deszcz i grzmiały pioruny.

- Co z tym zrobimy?

Spytała Terra.

- Phantom przeszedł na stronę tych złych. To jasne... Ale co dalej.

Raven popatrzyła na Robina ze zdziwieniem.

- To raczej nie jest kontrola umysłu, wyczułabym to... Musimy przyjąć, że on od początku pracował dla tych złych.

Ledwo jej to przeszło przez gardło.

- Ale to nie możliwe! Przecież on tyle dla nas zrobił! Gdyby zależało mu na naszej krzywdzie zrobiłby coś w wielu innych sytuacjach.

Zarzekała się Starfire.

- Niestety to możliwe... Zwłaszcza, że podobnie było ze mną...

Powiedziała smutno Terra. BB otoczył ją opiekuńczym ramieniem.

- Ja też nie wierzę, że on od początku był zły.

Stwierdził BB.

- I ja.

Powiedział cicho Arcanus, popierając BB.

- Był czy nie, teraz jest tym złym. I nic nie zmieni tego faktu.

Stwierdził Cyborg.

- Teraz pytanie, czy uda nam się powstrzymać jego szefa zanim coś wykombinuje.

Wtrącił się Robin.

- Myślę, że sprawa zamknięta.

Zakończył rozmowę Arcanus. Wyszli razem z Raven. Po chwili znaleźli się na dachu.

Raven podeszła do krawędzi budynku i spojrzała w księżyc. Był czerwony. Westchnęła cicho.

- Martwisz się?

- Nie... W takie noce po prostu działo się coś ciekawego. Wraith stawał się wtedy dobry. Teraz to już nie wiem, czemu Phantom z nami trzymał. Nie zrobił mi nic, kiedy uczył mnie telepatii... Miał wiele okazji by nas zdradzić... Czemu wybrał akurat tę porę?

- Nie wiem. Ale wiem, że on nie zdradził nas. Po prostu tak mu kazano. Ten cały Nigourath, to mroczny Lord. Oni rzekomo mogą opanowywać dusze. Myślę, że to właśnie go spotkało.

- Możesz mieć rację... Czyli może uda się to odwrócić!

- Jeżeli jest na to sposób, znajdziemy go i pomożemy mu.

- Tak... Trzeba mu pomóc..

Powiedziała nieco bez przekonania. Dla niej był skończony.

1 Phantom użył tutaj zdolności Psychometrii, która polega na odgadywaniu pochodzenia i wcześniejszego użycia narzędzi poprzez samo ich dotknięcie.

2 Patrz: Phantom część druga.