No to teraz powiedział. Ja mam odwiedzić jaskinie tego wilka?
-C-co? - zająknęłam się w odpowiedzi.
-Sprawdziła byś co z nim. - z drugiej strony ma trochę racji, martwię się o niego jest chory, mieszka sam i nie ma kto się nim zająć.
-No mogę iść, ale nie znam jego adresu.
-Żaden problem. - Lys napisał adres na małej karteczce i mi go podał. -Dzięki, nie mogę dzisiaj go odwiedzić.
-Spoko. - koniec lekcji niestety dłużył mi się nie miłosiernie. Iris wystrzeliła jak strzała bo ma dziś randkę z Arminem, idą do kina. Razem z Rozalią i Violą zbierałyśmy się do wyjścia ze szkoły.
-Hej, może skoczymy do kawiarni na gorącą czekoladą. - zaproponowała mi i Violi Roza.
-Chętnie pójdę. - uśmiechnęła się Violetta.
-Sorki, nie mogę. Obiecałam Lysandrowi że zobaczę co z Kastielem.
-Szkoda.
-Ale mogę odprowadzić was bo to po drodze na bazar. Nie mogę przecież iść do niego z pustymi rękami. - opuściłyśmy teren szkoły i ruszyłyśmy w miasto.
-Jakaś ty opiekuńcza, ale uważaj bo Kastiel chyba na ciebie leci.
-Ta, dlatego bez przerwy wypomina mi moją drobną budowę i małe piersi.
-On się z tobą tylko droczy. Poza tym, jeśli ci to bez przerwy wypomina to znaczy że cały czas się na ciebie patrzy. - stwierdziła triumfalnie Roza.
-Też tak uważam. - poparła ją Viola. Jeśli się nad tym chwilę zastanowić to wniosek jest prosty. -Nie plećcie głupot... - poczerwieniałam na twarzy, to raczej niemożliwe bym mu się podobała.
-Eriel, czy ty... przypadkiem nie zakochałaś się w Kastielu?
-C-c-co? - zrobiłam się taka czerwona że dla moich koleżanek odpowiedź była oczywista.
-Zabujałaś się w nim.
-N-nie prawda. - zaprzeczyłam.
-Pozwól że się ciebie o coś spytam. - powiedziała Viola. -Lubisz kiedy jest blisko ciebie?
-Tak. Dobrze się razem bawimy.
-Cieszysz się kiedy jest przy tobie?
-Raczej tak, choć jestem trochę zdenerwowana.
-A co czujesz kiedy cie dotyka?
-No jak minie dotknie to robi mi się ciepło, mam takie dziwne uczucie w brzuchu i szybko bije mi serce... - o kurde, stanęłam na środku chodnika jak wryta. One mają racje, ja. JA ZAKOCHAŁAM SIĘ W KASTIELU! -O MÓJ BOŻE! I co ja teraz zrobię?! - podniosłam spanikowana głos. -Jestem szalona że ulokowałam uczucia w takim facecie. - Rozalia i Violette tylko na mnie patrzyły.
-Serce nie sługa. - powiedziała zarumieniona Viola.
-Co racja to racja. - potwierdziła Roza.
-Dlaczego akurat dzisiaj muszę iść do jego domu.
-Jest teraz osłabiony więc możesz go trochę przycisnąć i dowiedzieć się co o tobie myśli.
-Nie możesz tego zrobić, to by było nie uczciwe. - za protestowała Violetta.
-Muszę się zastanowić co mam zrobić. - doszłyśmy do kawiarni. -Do zobaczenia.
-Cześć i powodzenia.
-Pa. - poszłam na bazar i zrobiłam zakupy następnie zaszłam do apteki, właśnie szłam pod adres który podał mi Lysander. Przez całą drogę w mojej głowie była tylko jedna myśl zakochałam się w Kastielu i zanim się zorientowałam już stałam pod właściwym blokiem. Zadzwoniłam domofonem i czekałam aż ktoś odbierze.
-Ekhe Kto? - usłyszałam zachrypiały głos Kasa.
-Cześć, tu Eriel. Przyszłam zobaczyć co z tobą... - po chwili ciszy zabrzęczały drzwi i weszłam na klatkę schodową. W mieszkaniu Kastiel na pierwsze co trafiłam to Demon który właśnie radośnie do mnie biegł. -Aa Demon! Spokojnie. - Demon to imię psa Kastiela, jest to owczarek francuski. Bardzo go lubię, zachowuje się przy mnie jak szczeniaczek co nie podoba się Kastielowi. Pierwszy raz spotkałam go w parku, początkowo wydawał się mi straszny, ale po chwili już go głaskałam. Potem często bawiłam się z nim w parku jak przypadkiem spotykałam Kastiela i Demona na spacerze. Zaczęłam głaskać psa. -Jesteś jedynym facetem który szczerze i z całego serca cieszy się na mój widok. - powiedziałam do Demona a on szczeknął dwa razy na potwierdzenie.
-Pff... - pojawił się przede mną blady i uśmiechnięty Kastiel. Poczułam jak podskoczyło moje serce i przeleciały mi motylki w brzuchu. -Ale to nie prawda że jest jedynym. - szepnął. -Co... ekhe, ekhe... dokładnie chciałaś zobaczyć? - ciągnął dalej.
-Jak się czujesz, zrobiłam małe zakupy to przygotuje ci coś pożywnego do zjedzenia. Mam też lekarstwa. - pokazałam trzymaną w ręku torbę i weszłam w głąb jego mieszkania. Mieszkanie było ładne, w salonie w oczy najbardziej rzucała się czarna kanapa. Kuchnia, łazienka były zwyczajne. Na koniec trzy pokoje, w tym sypialnia Kasa. W kuchni na blacie położyłam zakupy i zaczęłam szukać potrzebnych naczyń do przygotowania posiłku.
-Idź się połóż, ja zrobię ci coś do jedzenia. - chłopak bez protestów się posłuchał i wykonał polecenie. Ja zaczęłam gotować rosół z dużą ilością mięsa, rosół jest doskonały na chorobę ale musi mieć dużo mięsa bo przecież samą wodą z makaronem i marchewką to facet się nie naje. Kiedy wszystko się gotowało a ja miałam chwilę zaczęłam robić małe porządki. Skradałam się po mieszkaniu zbierając ubrania, wstawiłam pranie. Bez przerwy chodził za mną Demon, to po prostu wspaniałe stworzenie i takie towarzyskie. Przez co bez przerwy go głaskałam i chciałam się z nim trochę pobawić. Na szczęście szybko się opanowałam, bo jeszcze chwila i mogła bym zapomnieć że nie jestem tu dla zabawy z psem tylko po to by zadbać o Kasa. Zrobiłam jeszcze parę przekąsek które mógłby zjeść później. Skończyłam gotowanie, nałożyłam trochę rosołu do miseczki i zaniosłam do pokoju Kastiela, był on duży. Miał poprzyklejane plakaty zespołów muzycznych, pełno płyt i magazynów. Biurko z komputerem i stertą jakiś zeszytów itp, sporej wielkości drewnianą szafę na której poustawiany były jakieś kartony. Obok szafy stał wzmacniacz i na stojaku czerwona gitara elektryczna. Kastiel leżał w łóżku pod zasłoniętym zasłonami oknem.
-Przyniosłam ci rosół i lekarstwa.
-Nakarmisz mnie? - zapytał się z zawadiackim uśmiechem. Serce biło mi jak szalone, bałam się że je usłyszy.
-S-sam możesz zjeść.
-No ale skoro przyszłaś do chorego to powinnaś mu pomóc.
-D-dobrze niech ci będzie, tylko przyniosę stołek.
-Nie, siadaj na łóżku. - rozkazał mi Kas, a ja to polecenie wykonałam. Byłam tak zdenerwowana że na pewno byłam cała czerwona. I tak karmiłam czerwonowłosego.
-Gorące, weź podmuchaj.
-... Nie przeginaj z wykorzystywaniem mojej dobroci.
-Ech prawie się udało. - powiedział rozczarowany Kas.
-Teraz zażyj te lekarstwa. - podałam mu szklankę wody i tabletki, popił je. -A teraz lepiej się trochę prześpij to leki zaczną szybciej działać i poczujesz się lepiej. - Kastiel w ciszy na mnie patrzył właśnie wstałam by iść pozmywać kiedy złapał mnie za rękaw swetra. Popatrzyłam w czekoladowe oczy chłopaka, miał takie ciepłe spojrzenie. Poczułam jak robi mi się ciepło a w brzuchu przelatuje setki motylki.
-C-coś nie tak? - zapytałam zdenerwowana.
-... - Kastiel jednak milczał.
-Kastiel? - chłopak zrobił się coraz bardziej rumiany na twarzy.
-Wiesz Eriel, chciałbym byś... została przy mnie... n-na zawsze.
