3
Ciemność zdradzieckich zaułków, wąskich uliczek i ciasnych, podziemnych przejść nigdy nie napawa optymizmem. Przeciwnie, przemieszczaniu się w takich miejscach po zmroku zawsze towarzyszy strach i niezidentyfikowane poczucie grozy, które zwykle czai się drażniąco gdzieś w zakamarkach naszej jaźni, choćbyśmy nawet i w ów miejscu byli zupełnie i całkowicie sami. Wyobraźnia jednak nigdy nie próżnuje…
Idziesz szybko, zbyt szybko, by uznać to można za normalny krok. Obcasy, popędzane niepokojem, stukają nerwowo o szorstki bruk, zostawiając po sobie jedynie echo nazbyt mocno stawianych stóp i delikatny zapach lęku unoszący się powietrzu wokół twojej osoby. Nie chcesz tu być. Nie dziś i nie teraz. Najlepiej w ogóle nie szła byś tą zapomnianą przez Boga i ludzi uliczką, ale jest ona najkrótszą drogą do domu, a ty bardzo nie chcesz się spóźnić. Są w końcu urodziny twojej ukochanej siostrzyczki i nie możesz pozwolić sobie na to, by ją zawieść. Nie. Neliel Tu Oderschvank nie zawodzi nigdy i tego właśnie za wszelką cenę chcesz się trzymać w tym przesiąkniętym okrutnym zimnem zaułku. Jeszcze tylko przez chwilę, nim nie wejdziesz z powrotem w bezpieczną jasność głównej alei.
Zimne, duże krople od czasu do czasu spadające z nieba i gęstniejąca bardziej z każdą chwilą mgła tylko dopełniają klimatu grozy. Grozy, której i tak jest już wystarczająco wiele, by napędzić stracha nawet największemu twardzielowi. Której każdy za wszelką cenę stara się nie zauważać…
Niespodziewane ręce chwytają cię mocno i brutalnie, bezlitośnie ciągnąc w jeszcze głębszy mrok. Brudna szmata, którą ktoś zarzuca ci na głowę jest szorstka i śmierdząca i wiesz, wiesz już bardzo dobrze, że będzie ostatnią choć trochę zbliżoną normalności rzeczą, jaką będzie ci dane poczuć w najbliższym czasie. Aż do końca. Skrępowane dłonie i stopy w żaden sposób nie ułatwiają potencjalnej próby ucieczki, a przejmujący chłód mokrych kamieni chodnika i zwykły strach, przerażenie, paraliżują znacznie bardziej niż skutecznie. W lodowatym powiewie targającego niedomkniętymi okiennicami, północnego wiatru, czujesz swoją niemal całkowitą nagość i możesz tylko drżeć – bezsilna i tak krucha jak porcelanowy uśmiech strzaskanej lalki. Bo… Teraz jesteś lalką. Bezbronną, połamaną lalką, ranioną, niszczoną raz za razem w najgorszy ze sposobów.
Gwałtowne uderzenia pozostawiają na twej skórze sieć czerwieniejących szybko śladów i ciepłych strużek kapiącej z rozcięć krwi. Nic nie widzisz – worek na głowie skutecznie ci to uniemożliwia – i dlatego całe twoje jestestwo skupia się tylko na odczuwaniu. To wielki błąd, ale nie jesteś w stanie oszukać własnych zmysłów. Cała jesteś tylko bólem i upokorzeniem, i bezsilną, płonącą niemocą. I czekaniem na ciemność.
Krew spływająca rynsztokiem, krew zmieszana z błotem i niezidentyfikowanym plugastwem wydaje się być wystarczającym powodem, by ktoś – ktokolwiek – zainteresował się sytuacją. Wydaje się, bo tak samo jak rozpaczliwe krzyki i głuche odgłosy uderzeń o ciało, nie jest w stanie sprowadzić żadnej pomocy. Jest w końcu noc. A w nocy harcują wszystkie demony. Bezkarnie.
Kiedy napastnicy, bo z pewnością masz wątpliwy zaszczyt być ofiarą więcej niż tylko jednego zwyrodnialca, z bezdusznym śmiechem zaczynają ostatecznie bezcześcić świątynię twego ciała, nie czujesz już nic poza chłodnym odrętwieniem. Przegryziony dawno język wraz z zdartym do cna gardłem nie są już dłużej w stanie wydawać z siebie żadnych krzyków ni błagań. Nie możesz się ruszać, twoje skrępowane, okaleczone i wykorzystane ciało nie jest do tego zdolne. Nie potrafisz też stwierdzić, kiedy twoi kaci kończą zabawę i odchodzą nieporuszeni, otrzepując spodnie, ani w którym momencie lśniący motyl zaczyna zataczać nad tobą kręgi, niepewny, czy może podlecieć choć trochę bliżej. Nie widzisz Walkirii nazbyt pobladłej na twarzy i zbyt roztrzęsionej, by zrobić cokolwiek pożytecznego. Jesteś… a może już nie jesteś tylko chłodem i gorzką apatią przywiedzionej do kresu niewinnej ofiary.
Dematerializujesz się. Rozpływasz w niebyt boleśnie powoli, otoczona niezachwianą wiarą w głębokie pobudki do prawdziwej walki i jeszcze głębszą pogardą dla bestii, które ich nie posiadają. Dla nich. Mimo to jednak, znikasz urastając w siłę i wolę godną prawdziwego wojownika, któremu nie straszne są boje i krew w imieniu słusznych spraw. Znikasz. Ale to nic, bowiem powrócisz jeszcze w innym świecie i czasie, wystarczająco potężna, by zwyciężać.
Neliel była dość oczywista, prawda? ^^ Co prawda, nie jestem z niej zadowolona tak jakbym chciała, ale jeśli nie teraz, to nigdy ;)
A teraz, robaczki moje drogie, mam dla was OGŁOSZENIE PARAFIALNE!
Szkoła ruszyła, a w związku z tym także i mój rok maturalny. To zaś oznacza znaczne ograniczenie czasu dla Internetów. Chemia niestety nie zda się sama, a dokładając do tego jeszcze szaleństwo nauczycieli otrzymamy kompletny brak czasu na cokolwiek innego. Salazarze, minął dopiero tydzień, a ja już mam dość o.o Nieważne. W każdym razie, chciałam tylko powiedzieć, że nie mam pojęcia, kiedy ukaże się ostatnia, bonusowa Walkiria lub cokolwiek innego. Jak to w ogóle będzie dalej, zobaczy się w praniu. Jakkolwiek mam nadzieję, że jednak znajdę czas na pisanie :) Pewnie dla odmóżdżenia poznęcam się od czasu do czasu nad ZWO...
Aha. Wszystkie Wasze wspaniałe teksty będę nadrabiać w piątki. To tak tylko informacyjnie ;)
