Epilog

Biegła ulicami Londynu potykając się coraz o krawężniki lub sznurówki z butów. Skręciła w Warriner Gardens i podbiegła do drzwi jednego z domów. Zadzwoniła kilka razy do mieszkania o numerze 11. Drzwi otworzyła jej Diana w niebieskim szlafroku i roztrzepanych włosach.

- Obudziłam Cię? – Blondynka spojrzała na nią zdziwiona i nie mówiąc nic szarpnęła Alex za ramię i wprowadziła do mieszkania.

- Gdzieś ty była? Od dwóch dni nie dajesz znaku życia…

- Dwóch dni? Nie było mnie dwa dni?

- Czy to takie dziwne? Gdzieś ty znowu zabalowała? A co miało znaczyć to wczoraj? Pijana byłaś czy jak?

- Wczoraj… To znaczy, że dziś jest 26 listopada, a nie 25. Czyli jednak się zawiesił! – Powiedziała brunetka siadając przy stole w kuchni.

- Alex! – Zielonooka westchnęła.

- No dobra. Już mówię. Gdy wyszłam przedwczoraj z antykwariatu nie poszłam do domu tylko nad Tamizę…

- Wiedziałam! Znów się włóczyłaś…

- Diana! Daj mi skończyć. Napadła mnie wataha psów i gdy biegłam nie zauważyłam stoku przed sobą i spadłam uderzając się przy tym w głowę. Obudziłam się w 1887 roku, spotkałam Sherlocka Holmesa i doktora Watsona. Pomagałam w sprawie Kuby Rozpruwacza, zostałam porwana i chciano mnie złożyć w ofierze, i nie było mnie dwa dni tylko miesiąc. – Blondynka zakrztusiła się pitą kawą.

- Naprawdę porządnie musiałaś się walnąć w tą głowę. Miałaś omamy.

- Nieprawda. Mam dowód! – Alex rzuciła się do swojej torby i wyciągnęła z niej gazetę. – Proszę. Oto Times z 1 grudnia 1887. I co? To tu na zdjęciu to ja. – Diana przyjrzała się gazecie i fotografii.

- Powiedziałabym, że to podróbka…

- Tak? A co powiesz na to? – Zdjęła z siebie koszulę oraz kurtkę i podwinęła t-shirt pokazując długą, jeszcze nie zagojoną ranę na żebrach.

- Skąd to masz? Trzeba to opatrzyć?

- Nie, zajął się mną Watson, to ten który mnie niesie na rękach. Mówię Ci, że zostałam porwana!

- Ok. Niech Ci będzie… Wierzę Ci. Chcesz kawy?

- Tak poproszę. – Dobrze wrócić do domu… Pomyślała, ale zaraz potem zmarkotniała.

- Co jest? – Zapytała Di stawiając przed Alex kubek z parującym napojem i przypatrując się posępnej minie przyjaciółki. – Przecież powiedziałam, że Ci wierzę.

- Nie o to chodzi. Po prostu zapomniałam się pożegnać…

~FIN~