ROZDZIAŁ 10 – BRZUCH

Edward…

Unikasz mnie. Doprowadzasz mnie do szału. Sprawiasz, że podejmuję ryzyko, którego nie powinienem.

Muszę cię znaleźć, porozmawiać z tobą, potrzymać cię.

Wreszcie, w wieczór balu, widzę ciebie.

Odbieram Leah. Jest piękna, jej włosy podkręcone i długie, jej oczy tak ciemne i błyszczące. Gdyby tylko była dla mnie wystarczająca. Jakże bym chciał, aby była tą jedyną, dla której bije moje serce.

Za nią stoisz ty, wyglądasz na zmęczoną. Smutną.

Przywdziewasz uśmiech, robiąc nam zdjęcie. Nie przestaję na ciebie patrzeć.

Kiedy się poruszasz, luźna koszulka, którą masz na sobie rozciąga się na twoim brzuchu i dostrzegam to.

Brzuch.

Dziecko, które w tobie rośnie.

To prawda. A przy okazji twoje oczy rzucają spojrzenie w moim kierunku, wiem, że widzisz jak patrzę na ciebie.

Wiesz, że ja wiem.

Zabawa zmienia się w oszołomienie. Tak naprawdę nie ma mnie tutaj, tak naprawdę jestem z tobą sam, gdzieś, gdzie nikt nie będzie mógł nas znaleźć. Chcę tego.

- Moja mama powiedziała, że może mnie nie być przez całą noc – szepcze do mnie Leah, robiąc aluzję do intymności, której pragnie.

Kłamię.

- Wpadłem w tarapaty. Jestem tak jakby uziemiony. Moja mama powiedziała, że mogę tutaj przyjść, ale potem muszę wracać do domu. Podrzucę cię na zabawę, jeśli chcesz.

Mina jej rzednie. Jest smutna i zabija mnie fakt, że jej to robię. Ale potrzeba zobaczenia ciebie jest silniejsza.

Ona jedzie ze swoimi przyjaciółmi, ignorując mnie i flirtując z jakimś facetem o imieniu Sam. Widzę jej rzucające na mnie spojrzenia, sprawdzające, czy jestem zmartwiony.

Nie jestem. Mam nadzieję, że go lubi, że on może uczynić ją szczęśliwą.

Wiem, że ja nie mogę.

Twój mąż jest poza miastem, znowu jakiś rodzaj konwencji.

Wiem, gdzie jest zapasowy klucz i parkuję za rogiem, zakradając się do ciemnego domu.

Jesteś w swoim łóżku, cicha, nieruchoma. Myślę, że śpisz, dopóki się nie poruszasz, i słyszę jak łapiesz powietrze.

Szlochasz. Płaczesz.

Moje serce nigdy tak bardzo nie bolało.

- Bella? – szepczę, idąc do ciebie, wciągając ciebie w moje ramiona.

- Edward? – mówisz, patrząc na mnie, jakbym był szaloną osobą. I chyba jestem. W zasadzie to włamałem się do twojego domu.

- Dlaczego mi nie powiedziałaś? – pytam. Moje palce ocierają twoje łzy.

Potrząsasz głową, twoje oczy są zamknięte, nie patrzysz na mnie.

- Nie ma nic do powiedzenia.

- Jesteś w ciąży. Myślę, że mam prawo wiedzieć – mówię, nagle czując się zły.

- To nie twoje, to jego.

Twoje słowa mnie przecinają, wprost przez moje zranione serce. Wiem, że kłamiesz.

Patrzę w twoje oczy i nie widzę niczego, oprócz bólu… i prawdy.

- To koniec, Edwardzie. Nie możemy być razem, nikt tego nie zrozumie. Zniszczymy moją rodzinę i twoją. Moja córka znienawidzi mnie na zawsze. Nie mogę tego więcej robić.

Potykam się do tyłu, uderzając w ścianę, która trzyma mnie w pozycji pionowej.

- Nie, Bella, nie rób tego.

- Przykro mi. Tak mi przykro.

Twoje słowa są jak noże. Muszę odejść, wyjść. Nie mogę być tutaj, wiedząc, że nosisz jego dziecko, wybierasz jego ponad mnie.

Nie wtedy, gdy wiem, że jeśli byś mnie poprosiła, wsiadłbym do samochodu i jechał na koniec świata, tak abym mógł ukryć się z tobą. Tak, abyśmy mogli być razem.

Tak, abym mógł cię kochać. Swobodnie, otwarcie, tak jak chcę.

Ale to nigdy nie nastąpi.

Niemal spadam ze schodów, smutek mnie przytłacza. Muszę odejść.

Wracam do domu, idę do mojego pokoju, zamykając drzwi. Trzymając wszystkich na zewnątrz.

Mój smoking opada na podłogę i podchodzę do stolika nocnego. Ukryte głęboko w środku, pod papierem wyściełającym spód, jest twoje zdjęcie. Nie wiesz, że je mam.

Jesteś na nim taka piękna. Pochodzi z rocznika szkolnego z twoich czasów licealnych. Leah pokazała mi go kiedyś, gdy byliśmy w szkolnej bibliotece. Następnego dnia je skopiowałem.

Uśmiechasz się tak promiennie, twoje włosy związane są w koński ogon, twoja koszulka cheerleaderki podniesiona jest nieco do góry, ukazując skrawek twojego brzucha.

Mój kciuk przebiega po nim. Chcę ciebie tak bardzo. Dlaczego teraz nie możesz być taka? Dlaczego nie mogłem urodzić się osiemnaście lat wcześniej?

Dlaczego to ja nie mogę być tym, który układa sobie z tobą życie?

Dlaczego nie możesz nosić mojego dziecka?

Dlaczego nie mogę być dla ciebie wystarczający?