Rozdział 10 - Podziemny Rezerwuar
Stiles pojechał na stację autobusową i okrążył ją, aby namierzyć samochód Dereka. Zatrzymał się w ciemnej alejce. Wyskoczył z auta i pobiegł do kanału burzowego. Cholera, nie miał latarki i szybko zabrakło mu oddechu. Miał nadzieje, że wilkołaki usłyszą jak żałośnie sapie i potyka się, i znajdą go.
W ciemności jarzyła się para czerwonych oczu.
- Scott? Aidan? Ethan? - pytał Stiles ciemności. Nic nie widział. W kanałach było absolutnie ciemno, bez żadnego źródła światła.
- Chodź ze mną. - powiedział Aidan i złapał Stilesa za dłoń. Poprowadził go za sobą.
- Gdzie idziemy? - zapytał Stiles. Brakowało mu tchu. Tunele były wilgotne i duszne, to utrudniało oddychanie. Za zakrętem Stiles zobaczył światło. Och, szczęśliwy dniu! Tunel zamykała krata.
- Hej, mam go! Mam chłopaka! Otwierajcie! - krzyknął Aidan trzymając mocno nadgarstek Stilesa. Ten spojrzał na Alfę wyrzutem.
- Co się dzieje?! - warknął Stiles próbując wydostać się z uścisku Aidana.
- Powiedział, że nie odda Ethana, jeśli nie dostanie Ciebie. - powiedział twardo Alfa. Stiles spojrzał w głąb korytarza. Teraz, gdy oczy przyzwyczaiły się do światła, zobaczył że byli już przy rezerwuarze. Pomieszczenie było oświetlone lampami terenowymi. Rezerwuar nie był największy, ale był wysoki. Pomieszczenie ciągnęło się co najmniej dziesięć metrów w dół. Sieć kolumn podtrzymywała sklepienie.
- Zrzuć go! - krzyknął męski głos z dołu. Aidan wyglądał przez chwilę na zdezorientowanego. Kopnął w kratę i ta otworzyła się z hukiem. Stiles złapał mocno ramiona wilkołaka, gdy ten obrócił go twarzą do siebie. Chłopak balansował na palcach na krawędzi. Aidan oszalał! To z osiem metrów w dół.
- Złap mnie mocno. Spróbuję spuścić cię na dół. - powiedział wilkołak.
- Czemu nie zejdziesz ze mną? - jęknął przerażony Stiles.
- Nie mogę wejść tam. Nie wiem czemu. Po prostu nie mogę. - odpowiedział Aidan.
- Gdzie Derek i Scott? - zapytał niepewnie Stiles.
- Poszli szukać jakiegoś prześwitu, miejsca gdzie bariera będzie cienka. - powiedział wilkołak. - Na razie musimy grać w jego grę.
Stiles pokiwał głową na zgodę. Zrobi to dla Danny'ego.
- Tylko mnie nie upuść. - westchnął Stiles, gdy zawisł nad krawędzią. Oparł stopy na ścianie i zaczął przemieszczać się w dół. Wpoił paznokcie w kurtkę wilkołaka.
- Nie upuszczę Cię. Powoli. - jęknął Aidan łapiąc się jedną ręką kraty. Stiles zawisł na jego dłoni. Próbował nie szarpać się.
- Stiles, musisz nie ruszać się przez chwilę, okej? - powiedział Aidan i zdjął rękę z kraty. Wyciągnął ramię z rękawa kurtki. - Złap mankiet, okej?
Stiles sięgnął dłonią po mankiet i kurtka osunęła się z grzbietu wilkołaka. O kurwa! Stiles krzyknął przerażony, bo upadek z pięciu metrów? Nic przyjemnego. Aidan złapał wnętrze rękawa pewnie i drugą dłonią złapał kurtkę z zewnątrz i zaczął powoli spuszczać na niej Stalińskiego. O, dzięki Bogu za małe cuda!
- Masz jakieś dwa metry do ziemi. Puszczam Cię. - powiedział Aidan. Stiles upadł na tyłek i zbił sobie kość ogonową.
- Niech Cię szlag, grawitacjo. - warknął Staliński i wstał. Rozejrzał się w panice po pomieszczeniu. Stąd wyglądało na jeszcze większe. Lampy były umieszczone w rogach pomieszczenia i przy kilku kolumnach dobrze oświetlając wnętrze rezerwuaru.
- Danny? Danny! - krzyknął w panice Stiles widząc kolegę leżącego na ziemi. Razem z Ethanem leżeli na kształt znaku Ying-Yangu. Już miał podbiec do nich, gdy poczuł podskórną potrzebę zatrzymania się. Stanął skołowany. Na kolumnach wokoło Danny'ego namalowane były dziwne symbole przypominające runy.
- Masz dobry instynkt. - pochwalił mężczyzna wychodząc zza kolumny. Patrzył czujnie na Stilesa. Był wysoki jak Isaak, ale nie był tak wiotki. Miał dość muskulatury, aby onieśmielić nastolatka, ale nie dość, aby wyglądać groźnie. Ot wysoki, umięśniony facet z kolanami skierowanymi na zewnątrz. Musiał być blisko czterdziestki, bo już miał nieco siwizny i zmarszczek. W jakiś sposób czyniły go groźniejszym i bardziej ostrym, nie tatuśkowatym.
- Oddaj Danny'ego! Co mu zrobiłeś?! - krzyknął wściekły Stiles okrążając kolumnę, aby być jak najdalej od mężczyzny.
- Nic mu i wilkołakowi nie będzie. Prześpią to. - odpowiedział mężczyzna. Sam też nie podchodził do pary pośrodku.
- Czego od niego chcesz? - zapytał wściekły Stiles. Mężczyzna był za duży, aby po prostu na niego skoczyć.
- Niczego. Zwyczajnie wtrącili się z wilkołakiem. - powiedział spokojnie mężczyzna. Uśmiechnął się prawie miło. - Przyjechałem po Ciebie.
Szczęka Stilesa opadła nisko.
- Mnie? - zapytał zszokowany nastolatek. Mężczyzna spojrzał w ciemny kąt. Staliński zaczął tracić oddech. Zamroczyło go, oczy zaczęły mu łzawić. Mężczyzna przemieścił się tak, aby stać nad chłopakiem.
- Zatrucie tlenkiem węgla to suka, prawda? - zapytał mężczyzna przyglądając się bez emocji Stilesowi.
- Dlaczego Danny?
- Mówiłem już. Nie on. Ty. - powtórzył mężczyzna. Machnął dłonią w stronę Mahealaniego. - On jest bezużyteczny.
- Dlaczego my? - jęknął Stiles krztusząc się każdym słowem.
- Ponieważ jesteście obrońcami ludzi, jak ja. - odpowiedział mężczyzna. Stiles sapnął ciężko. Coraz ciężej było mu utrzymać otwarte powieki.
- Czym? - westchnął ciężko Staliński. Mężczyzna spojrzał na niego z politowaniem.
- Gdy ludzie błagali bogów by zostać wilkołakami, wampirami, dżinami i całym zestawem tego nadnaturalnego szajsu. Jedna grupa przyszła do bogów i błagała, aby pozostać ludźmi. Nie chcieli siły, ani długiego życia. Nie chcieli zmieniać się. - powiedział mężczyzna. Złapał Stilesa za włosy i podniósł jego głowę w górę.
- Bogowie uczynili ich obrońcami ludzi. Uczynili odpornymi na przemianę. Dali im moc zabijania nadnaturalnych gołymi rękoma, gdy inni potrzebowali specjalistycznej broni. - ciągnął mężczyzna. Dlatego Stiles nie zmienił się w wilkołaka, gdy Scott ugryzł go. Dlatego Danny mógł zastrzelić Isaaka ołowianymi kulami.
- Jesteśmy ludźmi. Do bólu ludźmi. - westchnął mężczyzna puszczając Stilesa.
- Czemu ja? - wysapał Stiles przecierając dłonią spocone czoło. Co z tymi wilkołakami?! Czemu nie wkroczą do akcji?
- Niedawno straciłem szamana. Potrzebuję zastępstwa. Ty jesteś szamanem. - odpowiedział mężczyzna. Chyba nie myślał, że Stiles po prostu pójdzie z nim, bo mają być jakimiś „obrońcami ludzi"? Jak to w ogóle brzmi? Do tego szamanem?!
- To bez sensu- Jesteś bez sensu-! - warknął Stiles biorąc hausty powietrza. Mężczyzna pchnął go na ziemię. Stanął za chłopakiem i nacisnął mocno na jego ramiona, aby nie ruszał się ze swojej klęczącej pozycji na ziemi.
- Ty jesteś chłopakiem bez imienia, prawda? - powiedział mężczyzna wbijając kciuki w ramiona Stilesa. Nie, nie, nie, Stiles miał imię. Po prostu nie używał go.
- Instynktownie znasz odpowiedź na każde pytanie, rozwiązanie każdej zagadki. - ciągnął mężczyzna. Stiles pamięta jak czuł złą wibrację od Matta, jak był pewny do rdzenia że Lidia nie była kanimą, jak wiedział że Alfy nie były odpowiedzialne za rytualne morderstwa; jak nikt go nie słuchał.
- I masz władzę nad nadnaturalnymi, bo jesteś szamanem. - Prawie zaśmiał się mężczyzna. Dlatego Stiles zmienił wilkołaki w wilki nakazując im jedynie słowem pozostać w formie zwierząt; i odwrócił to słowem. No, prawie odwrócił.
- Ja czy on… - powiedział mężczyzna. Musiał mówić o Danny'm. - My jesteśmy wojownikami. Mamy zabijać nadnaturalnych, ale Ty-
Mężczyzna puścił Stilesa i stanął przed nim machając palcem, jakby w geście skarcenia. Uśmiechnął się podle.
- Ty możesz ich rzucić na kolana. Masz ten sposób na wejście w ich głowy i obrócenie ich instynktów na swoją korzyść. - powiedział mężczyzna zadowolony.
- Jak- Jak porządny- soc-jopata- - zacharczał Stiles unosząc się na klęczki. Mężczyzna zaśmiał się.
- Jak może być socjopatią przeciwstawianie się naturze? Ty i ja zostaliśmy stworzeni do ochraniania ludzi przed nadnaturalnymi, którzy im grożą. Nie jesteśmy jakimiś podróbkami, jak szkoleni łowcy. - Stiles oblizał nerwowo usta. Spojrzał na Danny'ego. Dlaczego mężczyzna mówił o Mahealanim jak o straconym dobru?
- Czemu- Czemu nie Danny?
- Pobratał się z wilkołakami. Tego nie da się odwrócić. Wybrał stronę. - powiedział mężczyzna. Było mu dość przykro, że musiał zostawić Mahealaniego w tyle. Patrząc na to w ten sposób Stiles już dawno wybrał stronę. Złapał się za pierś i zaczął połykać powietrze.
- Jesteś szamanem. Weź po prostu moc od wilkołaka. - powiedział mężczyzna machając dłonią w stronę Ethana.
- Jak-? - westchnął Stiles.
- Nie wiem. Szaman instynktownie wie. - odpowiedział płasko mężczyzna. Podszedł do kolumny. Poślinił kciuk i rozmazał jedną z linii runu na ścianie. Złapał Stilesa za kołnierz i rzucił w stronę Ethana. Z Danny'm wyglądali tak spokojnie, gdy byli nieprzytomni.
Czułość i troska pozwala wyleczyć się z najgorszych ran.
Czasami zwykły dotyk wystarczy, aby przynieść ulgę.
Stiles podpełzł do Ethana i dotknął jego ramienia. Pogłaskał ciepłą skórę szorstkim ruchem dłoni. Zobaczył jak na dłoni, którą dotykał wilkołaka pojawiły się bardzo słabe, półprzezroczyste wzory, takie same jak te, które nosił we śnie.
Och, to rzeczywiście pomagało. Stiles nabrał oddech wypełniając powietrzem płuca. Och, to było wyzwalające uczucie!
- On był związany. On jest związany. On będzie związany. - powiedział głos w ciemnym kącie. Powiedziały trzy różne głosy, ale zdania nakładały się na siebie jakby miały być jednym.
- Co? Co mówicie? Nie miał czasu. Nie ma znamienia. - odpowiedział mężczyzna zdenerwowany.
- Cykl nie zakończył się. - powiedziały kobiece głosy jednocześnie. Mężczyzna spojrzał wściekły na Stilesa, jakby ten osobiście uraził go.
- Kto to? - zapytał spanikowany chłopak zdejmując dłoń z Ethana. Wzory szamana wsiąkły pod skórę; nie został po nich najmniejszy ślad.
- Wyrocznia. Ona powiedziała mi o Twoim istnieniu. Suka zapomniała wspomnieć o Twoim wilkołaku. - warknął mężczyzna patrząc ze wściekłością w kąt. Stilesa wilkołaku? Stiles nie miał wilkołaka! W każdym razie nie jak Danny. Mężczyzna wyciągnął broń i wycelował w Stilesa.
- Który to? Mogę Cię torturować. Nie zmuszaj mnie do tego. - ostrzegł mężczyzna.
- 'saak! To Isaak Lahey! - krzyknął Stiles wyciągając przed siebie obronnie ramiona. Isaak był na komisariacie z Argentami. Zanim mężczyzna przedrze się do niego, to kupi im trochę czasu. Facet spojrzał na Wyrocznie, ale te milczały. Wyszedł z kręgu światła.
- Nie mogę Cię tu więzić, ale wierzę, że nie jesteś dość głupi, aby próbować ucieczki. Któryś z Twoich ludzkich, kruchych przyjaciół może umrzeć. - ostrzegł mężczyzna zmierzając w głąb najbliższego tunelu. Stiles przełknął mocno. Gdy tylko przestał słyszeć kroki mężczyzny podskoczył do Danny'ego.
- Danny? Danny-o! - jęknął żałośnie chłopak potrząsając kolegę za ramię. Rozejrzał się spanikowany po pomieszczeniu. Podszedł do jednej z lamp i poświecił w stronę Wyroczni w ciemnym kącie. Zobaczył jedynie trzy szare smugi nim zbiegły one w ciemność.
- Nie, nie, nie! Nie światło! Nie, nie, proszę! - krzyknęły przerażone kobiece głosy.
- Okej! W porządku, żadnego światła. - Skapitulował Stiles. Rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Aidan? Jesteś tam? - krzyknął Stiles podchodząc do włazu.
- Wciąż nie mogę wejść, Stiles. - jęknął wilkołak klękając przy otwartej kracie i patrząc w dół.
- Co to za czubek? - warknął nastolatek. Aidan pokręcił głową.
- Może gada od rzeczy, ale ma rację. Znokautował Ethana gołymi pięściami. Ludzie tego nie mogą zrobić. - odpowiedział Aidan.
- Gdzie Scott z Derekiem? - zapytał Stiles. Aidan wzruszył ramionami. Chłopak rozejrzał się dookoła.
- Nie widzę żadnej jarzębiny.
- To nie jarzębina mnie powstrzymuje. To one. - powiedział Aidan z nienawiścią kiwając głową w stronę Wyroczni.
- One? Wyrocznia? - zapytał Staliński z szokiem.
- Tak, ale nie mogą być zwykłą Wyrocznią, jeśli nie możemy wejść do jednego pomieszczenia z nimi. - warknął wilkołak. - To pewnie jakieś pogańskie boginie czasu. Przez wieki różnie je nazywano: Mojry, Parki, Norny. One są super-wieszczkami, dlatego bo plotom nić czasu.
- Świetnie! Zjedzą mnie, czy coś? Ofiary z dziewic są znowu trendy, jeśli pamiętasz. - warknął Stiles. Wiele wyroczni wymagało ofiar, aby czyściej widzieć czas.
- Nie są taką Wyrocznią. Uspokój się, Staliński. - warknął Aidan. - To boginie. Teraz obudź Ethana!
- Boginie? Cudnie. - westchnął Stiles i przeszedł w stronę ciał na środku pomieszczenia. Mojry zostawały w cieniu i coś marudziły do siebie.
- Skoro jesteście boginiami to jak człowiek was uwięził? - zapytał Stiles. Może z boginiami pójdzie na jakiś obopólnie korzystny układ; jak wyzwoli ich od samozwańczego „obrońcy ludzi", a one w zamian ulotnią się z pomieszczenia i pozwolą wilkołakom wejść i pomóc Stilesowi.
- Mieszkałyśmy… mieszkamy w korzeniach Yggdrasila, ale zostały one odsłonięte. On nas znalazł… znajdzie… - westchnęły smutno Mojry. Stiles spojrzał na nie zdenerwowany.
- Mieszkałyście pod świętym drzewem? Mieszkałyście pod Nemetonem? - westchnął z zaskoczeniem chłopak. Gdy Jennifer/Julia zawaliła ziemię wokoło Nemetonu i odsłoniła jego korzenie, musiała uwolnić Mojry.
- Każda religia ma święte drzewo! Nie bądź głupi, Staliński! - krzyknął z oddali Aidan. Głupi Alfa.
- Syn Fenrira ma rację. Jest wiele Yggdrasili, wiele świętych drzew. - odpowiedziały zgodnie Mojry. Ciekawe czy mogą mieć inne zdanie na ten sam temat.
- Świetnie. Chcecie dać stąd dyla i ruszyć na poszukiwania nowego świętego drzewa? - powiedział z entuzjazmem Stiles zacierając dłonie. Mojry milczały.
- Opuścimy to miejsce-
- Jeśli powiecie o którejkolwiek apokalipsie to na was poświecę. - warknął Stiles. To poddało mu pomysł. Zaczął przemieszczać lampy. To jak budowa torów dla kolejki elektrycznej. Stiles starał się oświetlić smugami światła jak najwięcej pomieszczenia, robiąc drogę od miejsca gdzie były Mojry, do wyjścia tunelu.
Z tego co Stiles pamiętał z mitologii greckiej, Mojry nie zabijały ludzi a ich jedynym zajęciem było plecenie złotej nici czasu. Nie było ryzyka, że jeśli wypuści się je do miasta, to zrobią komukolwiek krzywdę.
- Panie wybaczą, ale synowie Fenrira muszą mi tu pomóc, co znaczy że musicie opuścić lokal. - westchnął przepraszająco Staliński.
- Widziałyśmy to, a więc to stać się musiało. - odpowiedziały uprzejmie kobiety.
- Świetnie, bo nie chciałem was denerwować. - powiedział Stiles. Zanim skierował na kobiety światło lampy zawahał się i zapytał:
- Dacie sobie radę? Niedługo wzejdzie słońce i Nemeton jest ruiną?
- Tak, szamanie. Przeżyłyśmy wiele upadków Yggdrasila. Drzewo życia nie zginęło. Zwyczajnie nie istnieje w tym czasie. - odpowiedziały Mojry. Stiles pokiwał głową na zgodę. Nie miał pojęcia o czym mówiły kobiety. Skierował światło na Mojry a one z krzykiem przerażenia uciekły jedyną ciemną ścieżką w głąb kanałów.
- Jo, Aidan! - krzyknął Stiles. Uśmiechnął się szeroko na odniesienie do „Rocky'ego". To natychmiastowa klasyka. - Wow, że też dopiero na to wpadłem! Nie wierzę, że wcześniej nie pomyślałem o „Rocky'm"! Jak głupi byłem!
- To była Adrian. - warknął Aidan zeskakując do rezerwuaru i lądując bezdźwięcznie na kamiennej posadzce. Wyraźnie uważał, że odniesienia do klasyki filmów sportowych są nie na miejscu.
- Z dykcją Sylwestra Stallone? To cud, że było to cokolwiek. - zakpił Stiles. Wilkołak przewrócił oczami i podbiegł do brata.
- Ethan? Ethan?! - jęknął zatroskany Alfa i wziął brata w ramiona. Ciekawe jak straszne było dla niego patrzenie na swoją twarz w stanie tak głębokiego snu, prawie jakby był martwy. Aidan położył się na ziemi obok brata i przytulił go mocno. Stiles podszedł do nich.
Ethan z Danny'm zaczęli powoli poruszać się, jakby budzili się z głębokiego snu.
- Och, dzięki Bogu. - westchnął Stiles i ukląkł na ziemi.
- O Boże, Stiles! - krzyknął Scott wbiegając do rezerwuaru. - W tych kanałach żyją jakieś straszne, starsze kobiety! Chyba miałem zawał!
- Spokojnie, Scotty. To Mojry. Musiałem je wygonić do kanałów, bo ich bliskość nie pozwala Ethanowi i Danny'emu obudzić się. - powiedział Stiles. Zabawnie jak naturalnie to wyszło.
- Mojry? To miasto robi się mocno szalone. - westchnął McCall podchodząc bliżej. Za nim wszedł nieco otępiały Derek i zatoczył się na ścianę. Scott podskoczył do starszego wilkołaka i podtrzymał go w pionie.
- Co mu? - zapytał zaniepokojony Stiles. McCall pomachał dłonią.
- Nic mi nie jest. - odpowiedział Hale starając się brzmieć jakby każdy oddech nie bolał go.
- Widzę co innego. - warknął Stiles. Nie miał zamiaru wdawać się w dyskusję z wilkołakiem.
- Aidan, weźmiesz Ethana. Ja wezmę Danny'ego, a Scott może ponieść naszego bohatera. - powiedział Staliński złośliwie, bo przecież to zawsze na niego narzekano, że jako człowiek wymaga pomocy. Derek warknął pod oddechem, ale zaraz zakaszlał.
- Wyglądasz na poważnie chorego. Ta Mojra drapnęła Cię? - zapytał Scott z troską. Stiles poklepał Danny'ego po policzku.
- Hej, Danny. Jak czujesz się, kolego? - zapytał cicho Stiles, nie chcąc straszyć Mahealaniego głośnymi dźwiękami. Ten usiadł pospiesznie.
- Stiles, musisz zwiewać-!
- Ciii, spokojnie. - powiedział Staliński pocierając szorstko ramiona Danny'ego. - Wiem o wszystkim. Gość poszedł zapolować na Isaaka, bo myśli, że wiążę się z nim, czy coś. Powodzenia, Lahey siedzi na komisariacie z Argentami.
- On jest chory. Chciał żebym zjadł Ethana. - Stiles spojrzał z przerażeniem na Danny'ego.
- Jest tak szalony, że może właściwie zaatakować posterunek! - zgodził się Ethan. Stiles podniósł z przerażeniem spojrzenie na Scotta.
- Isaak nie będzie na posterunku. Będzie w szpitalu! - krzyknął z przejęciem Scott. - Teoretycznie jest ofiarą wypadku. Jeśli istnieje prawdopodobieństwo, że poraził go prąd to policja zabierze go na pogotowie.
- Okej, jedziemy na pogotowie. - zgodził się Aidan i podniósł brata do pionu. Stiles pewnie chwycił Danny'ego i podniósł na nogi. Przerzucił ramię kolegi przez swoje barki i objął go w pasie, aby utrzymać w pionie. Danny był dużo lżejszy niż Derek.
- Scott, prowadź. - nakazał Stiles a McCall z Halem na ramieniu ruszył przodem. Starszy wilkołak był tak blady, że jego skóra wydawała się przezroczysta.
Sprawnie przemieścili się na zewnątrz. Mojry nie zaczepiały ich, choć Stiles miał przeczucie, że Wyrocznia obserwują ich. Scott sięgnął do kieszeni dżinsów Dereka i wyciągnął kluczyki do auta. Stiles kluczyki do auta Lidii wcisnął do szortów. Ona nigdy nie może dowiedzieć się o tym. Oparł Danny'ego o bok auta, gdy sięgnął do bielizny po kluczyki. Mahealani uniósł brew na niego, ale nic nie powiedział.
- Wilkołaki jadą razem. - mruknął Stiles widząc jak Ethan i Aidan wsiadali do samochodu Dereka.
- Nie wiem czy to mądre żeby jechali do szpitala. - powiedział Danny wsiadając na miejsce pasażera w aucie. Stiles przekręcił kluczyk w stacyjce.
- On jest tylko człowiekiem. - powiedział Stiles. Pojechał w stronę szpitala za samochodem Dereka.
- Tak, łatwo go zabić, ale równie łatwo on może zabić wilkołaki. Jego ciosy są nie tylko odczuwalne i bolesne dla wilkołaków, ale nie mogą uleczyć się oni z ran zadanych przez niego. - poinstruował Mahealani z przejęciem. - Jeśli wbije skalpel w odpowiednie miejsce to wilkołak po prostu wykrwawi się.
Stiles westchnął ciężko.
- Wybacz że Cię poparzyłem. - powiedział Danny zmęczonym głosem. Staliński spojrzał na niego.
- Absolutnie nie masz za co przepraszać, Danny. - odpowiedział Stiles. - Czemu ten maniak porwał Cię?
- Chyba do ostatniej chwili nie wiedział, który z nas, czy ty, czy ja, jesteśmy tym szamanem, o którym bredził. - powiedział Danny. - Znalazł mnie pierwszego. Musiałem zrobić wszystko żebyście mnie znaleźli.
- To czemu zostawiłeś zaszyfrowaną wiadomość? - zapytał Stiles ze złością. Danny zaoszczędziłby im sporo czasu gdyby napisał coś konkretnego.
- Bo pobiegłbyś za mną jak ciele. Gdyby obrońca złapał Cię to zniknęlibyście z powierzchni ziemi i nie mówię, że zaciągnąłby Cię do rezerwuaru. - odpowiedział ze złością Mahealani. - Potrzebowałem ratunku, ale nie od Ciebie.
Nastała między nastolatkami cisza przerywana sapaniem złości obu.
- Nie wiem nawet jak znalazłem się na Twoim progu. - odpowiedział Stiles ze złością.
- Może to jak z Lidią? Czujesz nadnaturalną moc swoich pobratymców i ciągnie Cię do niej. Przytomnego lub nie. - westchnął Mahealani. Mógł mieć rację. Czasami najprostsza odpowiedź była właściwa.
- Obrońcy ludzi, Danny? - zapytał z kpiną, Stiles ponieważ wciąż nie mógł uwierzyć, że to była prawda, że był szamanem.
- Myślę, że nie „obrońcy", a po prostu ludzie. - powiedział Danny z cieniem uśmiechu na ustach. - Może to coś w naszych genach, jak u osób które są odporne na choroby bez wyraźnego powodu środowiskowego. Zamiast odporności na raka, mamy odporność przed zmianą rasy.
Stiles zatrzymał się na światłach i spojrzał na Danny'go prawdziwie wzruszony.
- Kocham Cię za takie komentarze. Nie mówisz: to nadnaturalne. Pogódź się z tym. - powiedział Stiles pociągając nosem. - Jesteś wspaniały.
- Mogę mówić tylko o odporności. Cała sprawa z bronią, i przez ciebie przemienianie wilkołaków w wilki… to nadnaturalne. Nie ważne jak na to spojrzysz. Pogódź się z tym. - powiedział Mahealani z kpiną. Szturchnął Stalińskiego pokazując mu, że światło zmieniło na zielone.
