Droga, którą prowadził ich posłaniec, dłużyła się w nieskończoność. Chłopak poruszał się wręcz ślamazarnie – jak na standardy shinobi, oczywiście. Owszem, mogliby zasugerować, że dotrą na miejsce samodzielnie, ale byłby to wysoce nieuprzejme. Względy grzecznościowe kazały im więc potulnie podążać za chłopcem, który miał nie więcej niż szesnaście lat. Swoją drogą był niemożliwie zestresowany. Najwyraźniej bardzo się starał wypełnić powierzone mu zadanie. Może niedawno dostał tę pracę? Może to jego pierwsze zlecenie? TenTen próbowała go zagadać, ale na każde jej pytanie odpowiadał półsłówkami. W końcu zrezygnowała, a swoją uwagę skupiła na Nejim.
Długowłosy rozglądał się dookoła dyskretnie, ale uważnie. Szukał… Właściwie sam nie wiedział czego. Ale musiało to być podejrzane. Albo przynajmniej dziwne. Jakiś odchył od normy. Facet chodzący z laską i w kapturze pewnym krokiem? Pewnie pseudo-żebrak. Nic ciekawego się nie działo. Najwyraźniej rabusie nie odważyli się kraść, gdy shinobi byli w okolicy. Mimo to Hyuuga czuł się zaniepokojony. Instynkt shinobi podpowiadał mu, że może wydarzyć się coś niedobrego, że powinni uważać, że muszą być ostrożni. Coś w jego wnętrzu zadrżało. Zerkał kątem oka na idącą obok niego szatynkę i… Doszedł do wniosku, że to musi być to nowe, dziwne poczucie, z którego zdał sobie sprawę w nocy. Poczucie, że stąpa obok niego kobieta idealna. Prawie idealna. I zupełnie nieidealna zarazem. Może to po prostu… stres?
Wysoki, drewniany budynek wyrósł przed nimi trochę niespodziewanie. Wyrwani z zamyślenia zdali sobie sprawę, że miejsce, do którego ich przyprowadzono, położone jest zupełnie na uboczu. Musiał być to dom Ikumo – wcześniej przyjmował ich zapewne w swoim biurze.
Ich zestresowany przewodnik otworzył drzwi i puścił dwójkę shinobi przodem. Zerknęli na chłopaka, który przytrzymywał drzwi, a on spuścił wzrok, jakby wstydząc się spojrzeć im w oczy. TenTen posłała chłopcu delikatny uśmiech.
– Dobrze ci poszło – szepnęła na pocieszenie, puszczając mu oczko.
Weszli do środka i zaczęli rozglądać się po wnętrzu. Stali w korytarzyku, gdzie zostawili sandały i spojrzeli na schody. Prowadziły i w dół i górę. Obejrzeli się na chłopaka, którego chcieli zapytać gdzie powinni iść.
Nie zdążyli. Zasypano im oczy ziemią. W tym samym momencie każde z osobna poczuło silne kopnięcie w klatkę piersiową. Stracili grunt pod stopami i polecieli…
Cóż. Odpowiedź na niezadane pytanie jednak otrzymali.
Schodami w dół. Szkoda tylko, że przewodnikowi zabrakło kurtuazji.
.
.
Krótki moment rozproszenia, ta chwila otumanienia została wykorzystana. Dwójka shinobi została ogłuszona, dwoje mężczyzn w maskach przewiesiło ich sobie przez barki i przeniosło korytarzem w głąb rozległych piwnic. W końcu wrzucono ich do jednego z pokoi, posadzono tyłem do siebie i związano. Na wszelki wypadek podwójnie, żeby na pewno się nie wydostali. Szatynce odpięli kaburę z bronią, zabrali ją ze sobą i wyszli z pokoju.
.
.
Głowa bolała jak na ciężkim kacu. Załzawione oczy piekły. Mięśnie rąk i nóg zupełnie zdrętwiały. Przez chwilę myślała, że po prostu znowu się upiła. Zdążyła już nawet zrugać się z tej okazji, ale po dłuższej chwili uświadomiła sobie, że przecież jest na misji.
Skupiła się na swoim ciele i zdała sobie sprawę, że tym o co się opiera nie jest ściana, a męskie plecy. Delikatnie obróciła dłoń, lina wiążąca ich ręce w nadgarstkach boleśnie obtarła skórę. Zdołała jednak dzięki temu namacać drugą dłoń – nie należała do niej. Skupiła się na chakrze tej drugiej osoby. Teraz wiedziała już na pewno, że związana była wraz z Nejim. Czuła jak sznur ciasno opina ich ciała. Zdała sobie sprawę, że przez tę linę ledwo może oddychać. Spróbowała się ruszyć, ale odrętwiałe nogi jej na to nie pozwoliły. Chciała poruszyć rękoma, ale to sprawiało, że zgniatała siebie i przy okazji jego.
- Neji – wyszeptała, ale ten jeszcze się nie obudził.
Powoli przypominała sobie co takiego się wydarzyło. Chłopca, sypnięcie ziemią w twarz, upadek ze schodów, ciemność. Wzięli ich podstępem! Uciekli się do czegoś tak niehonorowego.. Musiał szkolić ich nukenin. Zresztą… życie ninja rzadko bywało honorowe.
Nie wyczuła swojej kabury. Zabrali jej broń. Niechętnie przyznała w myślach, że teraz jest niemal bezbronna. Owszem, potrafiła walczyć wręcz. Bez broni jednak czuła się zupełnie jak bez ręki. Albo dwóch.
- Cholera, Neji, wstawaj… - jęknęła, całą siłą woli zmuszając się do poruszenia ich skrępowanymi, połączonymi ciałami.
Potrząsała nimi, wykorzystując do tego całą swoją energię. Szło jej opornie, ale czuła, że Neji się wybudza. Rzeczywiście, już po chwili poczuła jak zaczyna kręcić głową.
- Nie wierć się – poprosiła, gdy próbował wyrywać się z więzów. – Dusisz…
Oddychał powoli i płytko, tak samo jak ona. Dała mu chwilę czasu na zebranie myśli.
- Tak jak się spodziewaliśmy… Sami nas przyprowadzili do swojej kryjówki – usłyszała jego niski głos i nagle poczuła się znacznie pewniej.
- Uwolnij nas… Zabrali mi broń.
- To nie takie proste… Muszę odzyskać panowanie nad chakrą.
Rzeczywiście, jego energia szalała. Pewnie miało to jakiś związek z utratą przytomności – chakra krąży wtedy jak chce, a do wypuszczenia porcji chakry z dowolnego tenketsu na ciele, Neji musiał być mocno skupiony.
- Ktoś idzie – szepnęła jak najciszej potrafiła.
Neji zaklął w myślach. Oparł głowę na jej i spróbował oddychać miarowo. Zrozumiała – powinni udawać, że wciąż są nieprzytomni. Jeśli wróg się na to nabierze, zyskają trochę czasu. Zrobiła to samo co Hyuuga.
Po chwili ktoś uchylił drzwi i wszedł do środka. Nie mogli zobaczyć kto to, ale słyszeli jego kroki. Zbliżył się do nich. Czuli jego baczne spojrzenie na sobie. Nie musieli go widzieć, żeby wiedzieć, że skrywa się za maską. Mężczyzna okrążył ich raz, drugi i zaczął się wycofywać. Ledwo powstrzymali się przed odetchnięciem z ulgą.
Drzwi się za nim zatrzasnęły. Teraz siedzieli już w milczeniu. Nagle TenTen poczuła, że więzy słabną. Sznur opadł na ziemię, a ona oderwała się od pleców Nejiego i… poleciała w dół. Odrętwiałe mięśnie odmawiały posłuszeństwa. Skupiła się na przepływie chakry, starała się jak najciszej rozruszać. Po chwili obydwoje byli już w stanie stanąć na równych nogach.
Neji byakuganem sprawdzał teren i zdawał jej szeptem relację. Za drzwiami stała trójka ludzi, wszyscy w maskach, z długimi kijami bou jako bronią. Wystarczyło jedno spojrzenie, żeby przekazać sobie, że tym razem nie będą nikogo oszczędzać. Potem TenTen zamierzała odzyskać swoją broń. Musieli znaleźć ich przywódcę (co do którego podejrzewali, że należał niegdyś do jednej z krain ninja… być może nawet do Konohy).
Nie było czasu na dopracowywanie planu, bo jeden ze strażników uchylił drzwi do sali. Na shinobi padł snop światła latarki i stało się jasnym, że pora na walkę. Mężczyzna zdążył zawołać kolegów, nim Neji powalił go mocnym uderzeniem w żołądek. Strażnik wypadł przez drzwi, uderzył w przeciwległą ścianę korytarza. Krew poleciała mu z ust i upadł na ziemię. Był martwy.
Na pomoc przybiegła mu pozostała trójka. Jednego powalił Neji, drugi oberwał w splot słoneczny od TenTen. Odebrała im broń i uśmiechnęła się pod nosem. Bou – drewniany kij długości około stu osiemdziesięciu centymetrów. Kunoichi uśmiechnęła się pod nosem. Niektórzy mogli uważać, że umie posługiwać się tylko bronią miotaną, ale ona była mistrzynią broni. Broni wszelakiej. Sztuka walczenia bou nie była dla niej tajemnicą.
Ruszyli korytarzem. Bose stopy marzły im nieprzyjemnie i pożałowali zwyczaju zostawiania butów przed progiem domostwa. Dookoła było ciemno. Rozstawione daleko od siebie lampy dawały słabe światło. Neji nie wyłączał byakugana, zaś TenTen nasłuchiwała kroków. Szli ramię w ramię, gotowi do podjęcia walki w każdej chwili.
Nagle ktoś wyszedł z drzwi przy końcu korytarza. Przylgnęli do ściany, skrywając się w mroku. Ten ktoś szedł w ich stronę. TenTen doskonale wyczuła moment, w którym mogli go zaatakować. Był na tyle blisko, żeby nie zdążyć krzyknąć, a równocześnie na tyle daleko, żeby ich nie widzieć. Dała sygnał Nejiemu i wspólnie zaatakowali. Po chwili mężczyzna leżał na ziemi, nieprzytomny.
Ruszyli pędem do końca korytarza i weszli w drzwi, z których wyszedł tamten. Weszli do pomieszczenia, które mogło być rodzajem pomieszczenia buforowego. Za następnymi drzwiami kryła się grupka ludzi. Popatrzyli po sobie. To prawdopodobnie mieli być ich prawdziwi przeciwnicy.
- Trzymaj się z tyłu – wyszeptał Neji wprost do ucha szatynki.
- Skąd ten pomysł? – odszepnęła.
- Nie masz broni… - Chciał jeszcze dodać, że ich jest zbyt wielu, on sobie poradzi, a ona jest niemal bezbronna, ale powstrzymał się. Nie spodobałoby jej się to.
- Mam bou – mruknęła, opierając długi kij na jego ramieniu. – Wystarczy. Ilu ich jest?
- Dziesięciu… Nie, dwunastu. Tam jest wejście, chyba prowadzi na zewnątrz. Dwóch właśnie weszło. Trzech wstało i idzie w naszą stronę, przygotuj się.
- Jasne…
…
Drzwi uchyliły się i dwójka mężczyzn weszła do pomieszczenia. Rozejrzeli się dookoła przezornie i… To było ich ostatnie wspomnienie. Padli na ziemię. Jeden z nich oberwał długim kijem w mózgoczaszkę, a potem otrzymał mocne kopnięcie w splot społeczny. Dwóch pozostałych trafiła silna fala chakry, wypuszczona przez Hyuugę.
Trójka powalonych przez niewidzialną siłę rabusiów zwabiła pozostałych. Zanim się obejrzeli, do pomieszczenia wbiegła pozostała dziewiątka. Zeskoczyli z sufitu. TenTen i Neji oparli się o swoje plecy. Ona osłaniała Nejiego przed uderzeniami bou atakujących, a on likwidował przeciwników jednego po drugim. Szybko, precyzyjnie, bez uchybień, niekoniecznie bezboleśnie. Kiedy skończyli, cała dwunastka leżała już na ziemi, mocno pokiereszowana.
Uśmiechnęli się do siebie i wbiegli do tamtego pomieszczenia. Pierwszym co rzuciło się TenTen w oczy, były jej zwoje, rozłożone na stoliku, jeden był potargany. Przeklęła ich pod nosem. Pewnie próbowali wyciągnąć z tego jej broń. Tamci nie byli nawet shinobi – nie poradziliby sobie z żadną pieczęcią. Co innego ich przywódca… Którego jak na złość wśród nich nie było.
Nie było także jej kabury. Szybko jednak znalazł ją Neji – miał ją przy sobie jeden z powalonych przeciwników.
- Co dalej? – spytała, gdy już zapięła kaburę i wsunęła do niej zwoje. – Wciąż nie wiemy czy to wszyscy… Ani gdzie jest ich szef.
- Poczekamy tutaj – orzekł Neji. – Za tamtymi drzwiami jest wyjście. Znowu błądzilibyśmy po omacku. Tutaj sam wpadnie w nasze ręce…
.
.
Mijały godziny, a w środku było cicho. Wręcz upiornie cicho. Cierpliwie czekali w towarzystwie jakichś dwudziestu trupów. Ich przywódca w końcu musiał się zjawić.
TenTen z nudów zaczęła bawić się kunai, Neji siedział przy stole i w skupieniu obserwował wszystko dookoła byakuganem. Nie odzywali się do siebie.
Neji odwrócił się tyłem do swojej towarzyszki, wciąż jednak obserwował ją byakuganem. Kręciła kunai na palcu, skupiona jednak była na czymś innym.
Patrzyła na Nejiego.
Hyuuga lekko się uśmiechnął. Oparła łokcie na stole i podparła głowę na rękach. Wpatrywała się przed siebie, ale… Jej spojrzenie błądziło gdzieś daleko. Myślała o czymś? Za czymś tęskniła? Niemal się wzdrygnął. To było tak oczywiste. Kou był teraz w Konoha, ona tutaj. W Nejim narastało wzburzenie. Świadomość, że kiedyś byli tylko dla siebie… Teraz ona tęskniła za kimś innym. Prychnął w myślach. I na co była ta cała rozmowa? O zmianach w ich przyjaźni i tym wszy…
Przyjaźni. Westchnął cicho. Przecież sam nie chciał niczego więcej jak tylko przyjaźni. Owszem. Przywykł do tego, że ona jest w jakiś sposób tylko jego… Nie mógł się jednak spodziewać, że tak będzie zawsze. Wciąż jednak o tym zapominał. Ona była wolnym człowiekiem, on już niedługo miał przestać nim być. W tej kwestii nic się nie zmieniło.
Zmarszczył brwi. Kiedy wrócą do wioski, nic już nie będzie takie samo. On się ożeni, ona prędzej czy później pewnie wyjdzie za Kou… Albo za jakiegoś innego mężczyznę. Albo poświęci się treningowi. Tak czy siak prawdopodobnie to była ostatnia taka misja. Po raz ostatni panował znany im od lat ład. Po powrocie do Konoha wszystko miało się zmienić.
…
Ona nie myślała wcale o Kou. Wciąż wpatrywała się w Nejiego. Tego, który był tuż obok, tego, który zawsze był tuż obok, tego teraźniejszego i tego sprzed lat. Po raz kolejny w czasie tej misji pragnęła, żeby chwila trwała. Żeby ten przeklęty nukenin nigdy nie wrócił do tej kryjówki, żeby mogli tutaj na niego czekać latami, będąc ciągle razem, schowani w jakiejś dziurze pod ziemią, w zapomnianej przez wszystkich wiosce. Wiedziała, że jest to niemożliwe, ale bała się chwili, w której ukończą misję, wrócą do wioski… On przywdzieje czarne kimono, ona – zdobną yukatę, weźmie Kou pod rękę i pójdą do świątyni patrzeć jak kończy się jej świat. Jak Neji będzie ubierał innej kobiecie złotą obrączkę na rękę.
A gdyby mu powiedziała? Niby jak? „Neji, w sumie to nie musisz się żenić. Masz mnie. Mogę ci urodzić dziecko. Pewnie i tak nie robi ci to większej różnicy." Prychnęła w myślach. Neji tak okropnie wypowiadał się o swojej przyszłej żonie, że… Nie była wcale pewna czy chciałaby nią kiedykolwiek zostać. Znała Hyuugę. Wiedziała do czego jest zdolny. Wiedziała także czego oczekuje się od małżonki geniusza klanu i… obawiała się, że nigdy w życiu nie podołałaby tym wymaganiom.
Serce rwało się w jego stronę, ale rozum ostrzegawczo bił w gong na alarm. Nie powinna. Świat shinobi nie opiera się na miłości. Umiejętność wycieszenia własnych uczuć to absolutna postawa. Wciąż pozostawali przyjaciółmi. Najlepszymi kompanami. Aplikowali do ANBU. Ta misja pokazała, że doskonale współpracują. Wciąż rozumieją się bez słów. Żadna kobieta mu jej nie zastąpi! Nie potrzebowali tego obwieszczać całemu światu.
Zresztą… Pewnie i tak by jej nie zechciał. W jaki sposób zwykła kunoichi, która nawet nie miała rodziny, mogła konkurować z wnuczką lorda feudalnego? Od tego faceta zależało życie ich wszystkich. A ona… Kim właściwie była mistrzyni broni?
Zawiasy skrzypnęły i do środka ktoś wszedł. Ostatnim co zobaczyli, były cztery kunaie posłane w ich stronę. Wskoczyli pod stół – noże wbiły się w drewniany blat.
Neji… Jak mogłeś nie zauważyć? Hyuuga był widocznie zbyt zajęty własnymi myślami…
Wyskoczyli spod stołu i zaatakowali nukenina, ten jednak skoczył na sufit i przyczepił się do niego. Rozeznał się już w sytuacji – zobaczył swoich popleczników leżących na ziemi. Martwych.
To musiało wyzwolić w nim nowe pokłady energii. Bez słowa rzucił się na dwójkę shinobi. TenTen odskoczyła, Neji zaś zatrzymał się i wystawił przed siebie dłonie. W momencie, gdy mężczyzna go dotknął, wycelował w jego wątrobę i żołądek. Złapał go za rękę i pociągnął, TenTen przytrzymała go dwoma kijami bou.
- Hakke Rokujuuyonshoe!
Sześćdziesiąt cztery. Dokładnie tyle tenketsu na ciele nukenina zostało przerwanych. Padł na ziemię. Wciąż jednak oddychał i miał otwarte oczy, teraz nie mógł wykonywać już żadnych technik. Oddychał ciężko.
- Kim ty właściwie jesteś? – wydyszał, patrząc na Hyuugę.
A więc wiedział co się z nim stało – stracił kontrolę nad chakrą.
- Moglibyśmy zapytać cię o to samo – prychnęła TenTen, pochylając się nad nim.
Pokonany wbił w nią żałosne spojrzenie, a ona uśmiechała się triumfująco. Ich misja była zakończona.
Popatrzyła na Nejiego i… Zdała sobie sprawę, że ich ostatnia taka misja dobiegła końca. Potem będą w ANBU. Staną się zupełnie innymi ludźmi. Naprawdę dorosłymi ludźmi. Nie będą już młodzieniaszkami. Skończy się dobra zabawa. Skończy się ich młodość.
Spojrzała na nukenina i… w tamtej chwili naprawdę miała ochotę go wypuścić.
.
.
Wspólnie postanowili, że przed opuszczeniem wioski, powinni spisać raport. Żadne z nich się do tego nie przyznawało, ale nie mieli ochoty wracać do Konoha. Tak więc siedzieli teraz w barze. Na stole stały dwie butelki piwa i okonomiyaki. Powoli zjadali kolację, Neji pędzelkiem pisał sprawozdanie dla Hokage.
Co pisał? Sprawa wbrew pozorom nie była aż tak skomplikowana. Jakiś czas temu z Konoha ulotnił się ninja. Może zginął na misji, a może uciekł. Nie wiedzieli czy znajdował się w księdze bingo. Z daleka od osady shinobi zaczął tworzyć pod sobą małą, złodziejską szajkę. Uczył wiejskich chłopców taijutsu, a konkretnie tego jak je wykorzystywać do kradzieży. Neji i TenTen zabili dzieciaki, które nie były ninja. Gdy się nad tym głębiej zastanowić, źle postąpili. Nie powinni byli tego zrobić. Ale co się stało, to się nie odstanie, nawet najlepsi popełniają błędy. Faktem jednak jest, że w ich wypadku błędu można było uniknąć. Wystarczyło… no właśnie. Nie być rozkojarzonym. To chyba podstawa przygotowania każdego ninja do pełnienia powierzonej mu misji. Każde z nich popełniło karygodne błędy. Ani jednemu, ani drugiemu do głowy nie przyszło uwzględnienie ich w raporcie.
.
.
Zmierzali do wioski. Z każdym kolejnym krokiem odczuwali coraz silniejszy niepokój. Denerwowali się, choć nie do końca zdawali sobie sprawę czym. Ich serca biły i drżały w tym samym tempie. Nogi uginały się pod nimi, co zrzucili na karby zmęczenia, postanawiając ostatni odcinek trasy do wioski pokonać już powoli, niemalże spacerem, sztucznie odsuwając w czasie chwilę zakończenia misji. Ich ostatniej wspólnej misji.
Szli powoli, nie odzywając się do siebie. Ukradkowo tylko zerkali jedno na drugie. Wiedzieli, że to już koniec. Za niecały tydzień Neji będzie żonaty. Spłodzi potomka. Obydwoje wstąpią do ANBU, otrzymają odrębne przydziały i, jak dobrze pójdzie, szybko zginą. Taka jest właśnie kolej życia shinobi.
Brama wioski zamajaczyła im w oddali. TenTen przystanęła, a Neji wraz z nią. Odwrócił się w jej stronę i spostrzegł, że wbija w niego niepewne spojrzenie. To trwało pewnie ułamek sekundy. Objęła go mocno ramionami i wtuliła twarz w jego tors. Odetchnął, objął ją w talii i wtulił twarz w zagłębienie jej szyi. Trwali tak w bezruchu i ciszy, oddychając ciężko. Drżeli delikatnie, wzajemnie delektując się dotykiem i zapachem swoich ciał. Ostatnim tak niewinnym dotykiem.
Od autorki:
Nie ręczę za ten tekst. Pisałam go jakiś rok temu, tylko końcówka powstała stosunkowo niedawno (jakieś 10 minut temu). Nie czytałam go teraz (choć wcześniej – pewnie z 10 razy). Nie ręczę za jakość, za styl, za treść. Ostatni rozdział ukazał się półtora roku temu lekko licząc. Ale wiecie co? Obiecałam kiedyś gdzieś komuś, że nie pozostawię tego opowiadania niedokończonego. I co? I nie pozostawiam, wracam do niego. Zainspirował mnie fakt, że mam maturę za miesiąc, ale skoro i tak spędzam trochę czasu przed komputerem, to w sumie czemu by się nie zająć tym? (Tak, bardzo nie chce mi się uczyć – korzystajcie).
Przepraszam, wiem, że pewnie posypią się na mnie gromy, bo wracam po roku z czymś takim. Ale nie bójcie się, wierzę, że teraz będzie tylko lepiej, choć nie ukrywam, że kolejny rozdział to pewnie już po maturze. Także miłej nauki wszystkim zdającym maturę w tym roku, trzymajmy się ciepło, damy radę, a jak ktoś już zdawał albo dopiero będzie zdawał – cieszcie się, że was to teraz nie dotyczy ;)
