Poprawił pomiętą szatę i wyprostował kołnierzyk. Obejrzał się po raz ostatni za siebie i odszedł w stronę samochodu zaparkowanego ładne kilka godzin temu przed eleganckim domkiem na przedmieściach. Już dawno przestały męczyć go wyrzuty sumienia, musiał przyznać był zepsuty jednak to wszystko już dawno przestało mu przeszkadzać. Ranił innych, trudno liczyły się tylko jego przyjemności. W sumie, gdyby się tak głębiej zastanowić to nienawidził kiedy coś nie szło po jego myśli. Uwielbiał mieć wszystko pod kontrolą, chciał władać każdym i wszystkim. W szczególności chciał władać tymi którzy pomiatali nim za młodzieńczych czasów. Zawsze wszyscy odnosili się do niego jak do idioty, gardzili nim i traktowali jak czarodzieja drugiej kategorii. Z początku nie przeszkadzało mu to, jednak kiedy ci którzy go najbardziej przytłaczali swoją osobą zaczęli odnosić sukcesy poczuł nieprzyjemne ukłucie w sercu. Nigdy nie byli równi, a on był zawsze na szarym końcu. Odpalił silnik i ruszył, nie zwracając uwagi na staruszkę która właśnie wchodziła na przejście dla pieszych. Przyspieszył, zapominając o całym świecie. Przecież on, Ronald Wesley nienawidził mieć ograniczeń. Dociskał pedał gazu. Ponieważ on chciał być królem świata. Przekroczył dozwoloną prędkość, ani myśląc o zatrzymaniu się. Staruszka łudziła się, że zwolni. Nadzieja matką głupich. W ułamku sekundy rozległ się pisk opon i krzyk. Kobieta uśmiechnęła się przez łzy widząc, że kierowca skręcił zaledwie kilkadziesiąt centymetrów od niej.
- Jestem i będę najwspanialszy. – uśmiechnął się z wyższością biorąc kolejny ostry zakręt.

Przeciągnęła się leniwie, mrucząc przy tym z zadowolenia. Już dawno tak dobrze się jej nie spało, kotary w pokoju były zaciągnięte więc panował przyjemny półmrok. Zdecydowanie nie chciało się jej wstawać, jednak kiedy usłyszała dźwięk obijających się o siebie szklanek mruknęła niezadowolona i powoli wygramoliła się z łóżka. Od kiedy się obudziła nie chciała myśleć ani przez chwilę o wczorajszym wieczorze. Po cichu przeszła przez salon, aby zajrzeć do kuchni w której Severus urzędował. Uśmiechnęła się delikatnie widząc jak przeklina mugolskie urządzenia. Nie spieszyło się jej z wejściem do kuchni, stała oparta o framugę drzwi z lekko uniesioną brwią i skrzyżowanymi na piersi rękoma. Mocował się właśnie z ekspresem do kawy, zbyt zabrudzonym jak na jego oko. Miał już zamiar wyciągnąć różdżkę i rozprawić się z tym ustrojstwem kiedy usłyszał ziewnięcie. Odwrócił się gwałtownie. Stała ziewając przy drzwiach, w skąpej piżamie ledwo zakrywającej tyłek, uśmiechnął się pogardliwie widząc jak leniwie się przeciąga.
- Nie za dobrze ci? – usiadł za stołem i wpił w nią wzrok pełen niezaspokojenia.
- Wręcz przeciwnie, mogło by być jeszcze lepiej. – podeszła do niego. Położyła mu rękę na ramieniu i popatrzyła głęboko w oczy. Doskonale znał ten wzrok u kobiet, wiedział też niestety, że jego pewna wrażliwa część ciała wprost go ubóstwia. Warknął zdenerwowany i pociągnął dziewczynę tak, że po chwili siedziała mu na kolanach. Hermiona uśmiechnęła się złośliwie i przysunęła twarz do mężczyzny. Czuła jego oddech na policzkach, już przymykała oczy kiedy..
- Nie tym razem Granger, już nie potrzebuję rozładować swoich emocji. – szepnął jej zjadliwie do ucha. Poczuła zimny dreszcz przebiegający jej po plecach. Zerwała się na równe nogi.
- Wynoś się Snape. – nałożyła maskę obojętności, a jej głos był pełen determinacji i pogardy dla tego człowieka.
- Cóż, trudno. Widzę, że już nie cenisz nauki ponad wszystko. – zakpił.
- To nie ma nic do rzeczy, ty podły niewyżyty pedofi.. – zabrakło jej oddechu. Poczuła jak ręce które jeszcze kilka godzin temu pieściły jej ciało zaciskały się teraz na jej gardle sprawiając narastający ból.
- Nie waż się. – warknął a jego warga niebezpiecznie zadrżała. – Ja o to nie błagałem, to ty jak ta szmata wepchałaś mi się na kolana i jęczałaś o więcej. – poczuwała coraz mocniejsze drżenie na całym ciele. Pieprzony dupek potrafił ją nastraszyć. – Jestem twoim mistrzem i jak mówię, że coś ma być zrobione to to ma być zrobione. Nawet.. – zaśmiał się. – jeżeli ma to oznaczać badanie umysłu podczas sexu.
Puścił ją równie szybko jak złapał. Zachwiała się, łapczywie wdychając powietrze. W tym czasie podszedł do zlewu aby opłukać twarz i ręce.
- Nienawidzę cię.. – wydyszała, zachrypniętym głosem.
- Masz mnie szanować i słuchać. Możesz mnie nienawidzić.- wytarł twarz i rzucił jej ostatnie lekceważące spojrzenie. – Przez najbliższy czas masz się doskonalić w przesyłaniu uczuć. Za kilka dni, albo tygodni dostaniesz wiadomość o spotkaniu.
Nie potwierdziła, wiedziała że będzie musiała się tam stawić. Kiedy usłyszała dźwięk zamykających się drzwi, pozwoliła sobie na chwilę słabości. Osunęła się po ścianie i zaczęła głośno łkać. Zaczęło do niej wracać uczucie jakim go darzyła dzisiejszej nocy. Pożądanie jakim do niego zapałała napawało ją teraz obrzydzeniem. Czuła jego zapach, ręce i usta na całym ciele. Zerwała się na równe nogi i pobiegła do łazienki. Musiała zmyć z siebie to uczucie. Po drodze zrzuciła z siebie piżamę, wchodząc pod prysznic odkręciła letnią wodę i zaczęła się szorować najszybciej i najporządniej jak się tylko dało. Chociaż ciało udało się jej doprowadzić do porządku, w głowie zaczęły się przewijać obrazy. Uświadomiła sobie dopiero teraz jak bardzo uległa była..

Przyszedł roztrzęsiony, taki jakim nigdy nie miała okazji go widzieć. Wiedziała, że potrzebuje wsparcia i ciepła. Jednak zdecydowania dała mu go za wiele. Kiedy objęła go delikatnie a on trząsł się ze zdenerwowania w jej ramionach postanowiła zaryzykować. Do tej pory nie wie co nią wtedy kierowało. Chyba zbyt długo nie czuła smaku męskich ust. Odsunęła go delikatnie od siebie, i nie patrząc w jego rozbiegane oczy po prostu, delikatnie go pocałowała. Jednak, on o dziwo nie przestał. Pogłębiał pocałunek, a po chwili między nimi można było wyczuć wręcz narastające napięcie. Hermiona nie czekając długo usiadła na nim okrakiem i zaczęła całował z taką pasją z jaką nigdy nikogo nie całowała. I tak.. po pięciu minutach pozbawieni ubrań znaleźli się w jej sypialni. Dawali i brali, byli namiętni, spragnieni pieszczot i zdesperowani. Kochali się długo i intensywnie. Musiała przyznać, wtedy go pragnęła. Chciała aby ją dotykał, całował i pieścił. Oddała mu się w pełni, a teraz tego żałowała..

Opatuliła się szczelnie ręcznikiem. Potrzebowała teraz mocnej kawy która by ją otrzeźwiła. Z mokrymi włosami z których kapała zimna woda skierowała się do kuchni. Wyciągnęła kawę z szafki i już miała zamiar włączyć ekspres kiedy zauważyła, że jest popsuty. Skrzywiła się.

- Pieprzony Snape.. – warknęła rzucając kawą o ścianę.

Pomimo porannej pory ulice Londynu były zatłoczone. Przeciskał się między urzędasami pędzącymi na najbliższy przystanek autobusowy czy metro. Jemu się nie spieszyło, za co był wdzięczny Merlinowi. Zamierzał dopełnić porannego rytuału i napić się kawy. Parującej i aromatycznej Espresso która postawiła by go na nogi i ukoiła nerwy. Nie wiedział dlaczego ta irytująca i nieznośna Granger tak wczoraj na niego podziałała. Fakt, miał chwilę słabości ale to nie powód żeby z nią iść do łóżka! Na Boga, jak on się za to w tym momencie nienawidził. Szczególnie drażniła go ta nadzieja, kiedy obudził się rano a ona jak aniołek spała u jego boku i myślał, że już po problemie. Nie dość, że tak nie było to sam przysporzył sobie problemu kłamiąc ją i odwlekając kolejne spotkanie.
- Stary debil, opóźniasz sobie badania.. – mruczał pod nosem poirytowany dzisiejszym zajściem.
Rezygnując z poszukiwania otwartej kawiarni, zatrzymał się przy automacie do kawy koło stacji kolejowej.

Wychodząc z sali dyskusyjne przetarł zmęczone oczy. Zdecydowanie za dużo od nich wymagali. Odsunął rękaw marynarki i spojrzał na zegarek. „Cholera" – zaklną właśnie odjechał mu ostatni pociąg do Londynu. Wyciągną komórkę z kieszeni i wybrał numer po chwili usłyszał przesłodzony głos swojej żony.
- Witaj mój skarbulku – zaszczebiotała Ginny.
- Cześć kochanie – odparł Harry. – Słuchaj spotkanie się przeciągnęło i uciekł mi ostatni pociąg a jestem zmęczony na aportację. A z resztą nie wiem czy nie będą mnie potrzebowali tutaj jeszcze jutro.. Dawno nie było takiego bałaganu w ministerstwie.. – jęknął zmęczony.
- Moje ty biedactwo.. – powiedziała z udawanym zatroskaniem, kiedy tak na prawdę wielki uśmiech malował się jej na ustach. – Bardzo mi ciebie brakuje tutaj…
- Mi ciebie też kochanie, ale pamiętaj jak będziesz tylko czegoś potrzebowała zadzwoń do Rona on się tobą zajmie.
- Oj z pewnością wiesz jak jestem z nim związana. – o ile to możliwe uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Zadzwonię do ciebie jeszcze jutro, żeby powiedzieć jak z powrotem.
- Dobrze kochanie, uważaj na siebie.
- Kocham Cię, muszę kończyć wołają mnie. – rozłączył się i szybkim krokiem pomaszerował w stronę ministra ochrony który najwyraźniej miał dla niego nieciekawe wieści.

Ginewra aż podskoczyła z radości po telefonie męża. Los nie mógł być w tym momencie dla niej bardziej sprzyjający. Jednym ruchem nadgarstka ogarnęła kuchnie, aby po chwili chwycić za telefon i zadzwonić pod tak często wybierany numer. Nie musiała czekać długo po dwóch sygnałach usłyszała niski i chrapliwi głos. Pisnęła z radości.
- Tak, przyjeżdżaj. Spotkanie mu się przedłużyło… Czekam z niecierpliwością.. – po rozmowie uciekła na górę aby przygotować się na upojną noc.