Nie znosił jak ktoś próbował rządzić jego życiem. Nie znosił, gdy ktoś próbował zajrzeć w jego serce. Pewne sprawy wolał zachować dla siebie, tak samo jak chciał w oczach innych być obojętnym na wszystko człowiekiem. Nie chciał, by stali się częścią jego życia, ale nie umiał zignorować także tych, którzy potrzebowali pomocy. Taką był osobą. Prawdopodobnie to go zgubiło.

Chciał uratować rodzinę przed śmiercią. Jeśli miał odrobinę nadziei, że mała shinigami zdoła to zrobić, to stracił ją w momencie kiedy zobaczył swoją siostrę w łapach hollowa. Shinigami, który ma za zadanie zabijać hollowy był słaby i niezdolny do niczego.

Jednak on chciał uratować swoją rodzinę, nawet jeśli miałoby to oznaczać sprzedanie swojej duszy diabłu.

Został zastępczym shinigami.

Początkowo myślał, że to była jednorazowa robota. Nie pamiętał co się stało po tym jak zabił hollowa, ale widok Rukii uzmysłowił mu, że naprawdę zrobił duży błąd i naprawdę sprzedał swoją duszę. Nie diabłu. Ale jej.

Irytowała go. Nie dlatego, że nagle kazała mu wykonywać swoją pracę. Wreszcie to była też jego wina. Zabrał jej całą moc, a miasto zostało bez opiekuna. Nawet ze swoją niechęcią wiedział, że nie potrafiłby zignorować potrzebujących dusz. To czego u niej nie znosił, to jej arogancji.

Mieszkała u niego w szafie nie pytając się o zgodę. Zachowywała się jakby był jej niewolnikiem. A co on miał powiedzieć? Był normalnym nastolatkiem i jak normalny ludzki nastolatek miał pewne problemy ze wstawaniem.

Mógł jednak to przeżyć. Musiał po prostu dopilnować, by wstawać wcześniej od niej. Nie mógł jednak nic poradzić na to, że potrafiła go przejrzeć. Nie zawsze go rozumiała. Była przecież shinigamim. Miała mało co wspólnego ze zwykłymi ludzkimi emocjami.

Nie chciał jej mówić kim jest dla niego Inoue Orihime. Nie chciał jej mówić, że oboje stracili coś cennego w życiu i dlatego nie potrafił jej zignorować. Cieszył się, że jest przyjaciółką Tatsuki. Miał pewność, że jest bezpieczna, ale mimo to przychodziła do szkoły z nowymi obrażeniami. Trzymała się też na dystans, dzięki czemu łatwiej mu było iść w zaparte. Naprawdę nie chciał ją mieszać w swoje życie, nie w momencie gdy bawił się w shinigamiego.

Rukia nie rozumiała dlaczego był tak wściekły, gdy Kon wparował do jego klasy w jego ciele i pocałował Orihime. Na szczęście tylko w rękę, ale to zrobił. Powiedział wtedy, że nie ma nic bardziej obciachowego niż pocałowanie dziewczyny. To nie była do końca prawda. Chodziło mu raczej o osobę, którą Kon pocałował. Nie chciał wyjść przed nią na dziwaka czy wariata. Zawsze się pilnował. Nawet starał się ignorować wszelkie duchy w jej obecności. A Kon wszystko zniszczył.

Gdy zobaczył ją przed sklepem Urahary, gotową by z nim pójść po Rukię, ucieszył się. Nawet jeśli tego nie pokazał, to czuł ulgę, że nie idzie sam. Nie walczył tylko dla Rukii. Oczywiście chciał ją uratować i zamierzał to zrobić za wszelką cenę. Ale nie zamierzał umierać i widzieć jak płacze. To dla niej postanowił być silnym, by nie musieć widzieć jej cierpienia.

Nie wiedział, kiedy stała się jego siłą. Nie wiedział, kiedy stała się dla niego tak ważna. Wiedział za to, że nie żałuje niczego, żadnej decyzji. Nie pozwoli jej cierpieć. Będzie ją chronił.

.

.

.

Trzymał w rękach zeszyt. Prezent od Orihime. Tak jak jej obiecał, otworzył go dopiero jak dotarł do mieszkania. Nie wiedział co mogła mu dać, szczególnie o takich rozmiarach, spodziewał się prędzej jakiegoś jedzenia, czy breloczka, ale to co dostał było dużo cenniejsze. Z zewnątrz wyglądał jak zwykły szkolny zeszyt, ale gdy otwierał go, poznawał jego prawdziwą wartość. Zdjęcia, dużo zdjęć, nawet były arcydzieła zrobione przez Rukię, wszystko to z najlepszymi życzeniami od wszystkich jego znajomych, nie tylko ze szkoły, ale także z Soul Society. To co go najbardziej zaskoczyło, to życzenia napisane przez Ishidę.

Uśmiechnął się pod nosem wyobrażając sobie ile trudu musiała sobie zadać, by zdobyć te wszystkie zdjęcia i podpisy. Zrobiła to dla niego, nie po to by nękać go przeszłością, która nigdy nie wróci, ale by zachować jej najlepsze aspekty – ludzi, którzy go w jakimś sensie zmienili.

Wiedział, że będzie musiał z nią porozmawiać na tematy, które wcale nie były przyjemne. Sam do końca nie wiedział kim jest. Wszystko mu się mieszało, ale musiał jej powiedzieć osobiście. Nie chciał, by się dowiedziała od kogoś innego. Tylko co zrobi, jeśli go nie zaakceptuje?

Zaakceptowała jego hollowa. Nie odwróciła się od niego. Dlaczego miałaby to zrobić teraz?

Westchnął ciężko, odkładając zeszyt na biurko. Musiał iść na zajęcia, choć najchętniej by jeszcze poleżał w łóżku. Wciąż czuł jej zapach, ciężar ciała napierający na niego, jej skórę pod jego dłońmi. Zaczerwienił się na samo wspomnienie jej widoku w samej bieliźnie.

Nie wiedział jakim cudem udało mu się opanować. Zawsze gdy ją widział w ubraniach, które więcej odsłaniały niż zasłaniały, czuł się niezręcznie. Nie potrafił się skupić. Nawet jeśli pragnął jej w tym sensie, to nie mógł tego popędzać. Nie byli gotowi.

Dotarł na uniwersytet szybciej niż się spodziewał. Nie było nawet przerwy, więc nie mógł liczyć na zajęcie miejsca w sali. Usiadł na ławce, wyjmując z torby bułkę, którą kupił po drodze. Musiał wytrzymać tylko dwa tygodnie i wróci do Karakury na święta. Nigdy nie żył dniami wolnymi, ale teraz nie było dnia, by o nich nie myślał.

Dlaczego czuł się tak nieswojo, gdy nie było obok niego Orihime, gdy zasypiał? Kiedy jej obecność w jego ramionach stała się czymś równie naturalnym jak oddychanie?

-Yo, Kurosaki!- Kolega z roku podszedł do niego, uśmiechając się głupkowato.

-Hej.- Odparł markotnie, robiąc mu miejsce na ławce.

-Słuchaj jest taka sprawa…- Zaczął zmieszany, drapiąc się po głowie. Ichigo myślał, że chodzi o spisanie zadania domowego, albo dołączenie się do projektu, o którym nie miał jeszcze pojęcia. Nie znał wreszcie tak dobrze ludzi z roku, by podejrzewać ich o coś innego.- Razem z kolegami chcemy iść na randkę z dziewczynami, co szkolą się na pielęgniarki, tylko że one chcą ciebie na tym spotkaniu…

-Mnie?- Wychrypiał z trudem, próbując nie udławić się swoim śniadaniem.

-Um… Jesteś ich idolem… Coś w ten deseń..

-Nie mogę.- Odparł twardo, wyciągając z torby butelkę wody i popijając łapczywie.

-Dlaczego? Co ci szkodzi? Zabawisz się z kilkoma naprawdę gorącymi laskami!

-Nie wątpię, że są ładne.-Mruknął poirytowany wstając z miejsca.- Mam dziewczynę, dlatego nie mam zamiaru zabawiać się w wabika na dziewczyny.

Odszedł od niego, nie słuchając już jego argumentów. Był zaskoczony jego propozycją. Do tej pory nigdy mu się nie zdarzyło, by ktokolwiek mu proponował takie wyjście, a pamiętał dobrze, że Keigo brał udział w takich randkach. Wolał nawet nie wyobrażać sobie jakby to wyglądało. Skoro dziewczyny chciały przyjść głównie dla niego, to znaczy, że reszta facetów, nie miałaby co robić. On za to miałby za dużo osób do odganiania.

Mijał kilka dziewczyn, które uśmiechały się do niego promiennie. Prawdopodobnie chciały go poderwać, czy zwrócić na siebie jego uwagę, on zaś nie robił tego, szedł tylko przed siebie, mając już dość tego dnia.

Orihime… Ciekawe czy ona też dostaje takie propozycje?- Rozmyślał z niepokojem, czując jak żołądek ściska się nieprzyjemnie powodując mdłości.

Nie podważał Orihime, ufał jej bezgranicznie, ale nie mógł tego samego powiedzieć o płci męskiej swojego miasta.

.

.

.

Prawdopodobnie powinien ją wieczorem odprowadzić na pociąg i zapewnić, że przyjedzie z początkiem maja, kiedy będzie miał wolne. Jednak ona ciągle spała wtulona w niego. Nie mógł się zmobilizować, by ją obudzić. Dlatego leżał rozkoszując się jej zapachem. Uzależnił się od niej.

-Ichi…- Jęknęła zaspana, rozciągając nieporadnie swoje ciało.

Uśmiechnął się na ten widok, rozluźniając nieznacznie uścisk, by mogła swobodnie się wyprostować. Wiła się jak kot obok niego, słyszał jak strzelają jej kości. Wypuścił ciężko powietrze, przekręcając się na plecy.

-Która godzina?- Spytała się zaspana, siadając.

-Siódma.- Odpowiedział cicho, próbując nie spoglądać na jej piersi.

-Powinnam iść… Nie chcę ci przeszkadzać w nauce.- Powiedziała zmieszana, szukając wzrokiem swoich ubrań.

-Zostań…

-Hm?- Spojrzała na niego zaskoczona, nachylając się ku niemu.

-Zostań ze mną…- Powtórzył tym razem głośniej i pewniej.

Zamrugała zdumiona, jednak po chwili uśmiechnęła się promiennie, przytulając się do niego. Objął ją natychmiast, mając ochotę płakać. Nie chciał jej wypuszczać.

Usłyszeli jak burczy im w brzuchach. Zaśmiali się cicho, czując że powinni wstać, ale żadne z nich nie miało na to najmniejszej ochoty. Leżeli wtuleni w siebie, rozkoszując się swoim zapachem. Gdyby tylko to mogło ich nakarmić, już nigdy by nie byli głodni. Ichigo wreszcie nie chcąc jej zagłodzić na śmierć, otworzył szufladę i podał jej ulotki różnych pizzerii i innych restauracji z jedzeniem na dowóz.

Orihime przeglądała ich ofertę, czując jak się z każdą chwilą rumieni. Wszystkiego było za dużo, że koniec końców nie wiedziała co wybrać. Spojrzała zrozpaczona na niego, powodując u niego wybuch śmiechu. Wiedział, że tak będzie, znał ją za dobrze. Chwycił za ulotki odrzucając połowę na bok, przejrzał resztę i podał jej dwie, z których miała wybrać to, na co miała ochotę.

-Jesteś okrutny…- Jęknęła, czytając kolejne pozycje.

-Najokrutniejszy na świecie. Przy mnie Aizen to anioł.- Odpowiedział wtulając się w nią.

-Chyba anioł zniszczenia…- Powiedziała pod nosem, próbując zignorować jego bliskość.

-Hime, ale nie chcę niczego, co ma w sobie wasabi.- Powiedział jej szeptem do ucha, powodując u niej dreszcze.

-HA?! Okrutny!

-I tak mnie kochasz.- Zaśmiał się cicho, jeszcze mocniej ją obejmując.

Nie odpowiedziała nic na ten temat. Odrzuciła tylko jedną ulotkę, decydując się na pizzę z dodatkiem ananasa. Nie mogła sobie podarować jedzenia czegoś, co nie jest nietypowe. Lubiła łączyć ze sobą smaki, nawet, jeśli dla większości mięso nie powinno się łączyć z owocami, to dla niej jak najbardziej. Ichigo spojrzał na jej wybór ze znużeniem. Spodziewał się, że wybierze coś bardziej ekstremalnego.

-Czyli jedną pizzę hawajską?- Powiedział sięgając po telefon.

-Tak. – Odpowiedziała radośnie, wstając z łóżka.

Śledził ją wzrokiem, do momentu aż zniknęła mu w drzwiach łazienki. Zamówił pizzę i jakiś napój do niej. Chwycił za spodnie, próbując zmobilizować się, by je ubrać. Musiał jakoś otworzyć drzwi i odebrać zamówienie, a nie może tego zrobić w samych bokserkach.

Cholera, nie dobrze, bardzo nie dobrze. Nie sądziłem, że jej obecność tutaj aż tak na mnie wpłynie.- Pomyślał załamany, wzdychając ciężko.

-Ichigo, będę mogła pożyczyć jakieś ubranie? Nie wzięłam niczego na zmianę, a skoro chcesz, żebym została, to muszę wyprać rzeczy, w których przyjechałam.- Wyszła z łazienki, otrzepując dłonie z resztek wody.

Ichigo czuł, że się rumieni. Orihime miała nosić jego ubranie. Przytaknął tylko wskazując na komodę, w której były jego normalne ubrania. Uśmiechnęła się promiennie podchodząc do niej, on zaś poszedł do łazienki, czując jak każdy krok sprawia mu ból.

.

.

.

Wyszedł z budynku zastanawiając się, co powinien ze sobą zrobić. Nie miał tutaj żadnych bliskich znajomych, za to sporo wolnego czasu. Dziewczyny mijały go ze swoimi tajemniczymi uśmiechami, on jednak nawet na to nie patrzył. Gdy wróci do mieszkania, powita go pustka, nie będzie dzikich powitań ojca, czy dogryzek ze strony Karin. Nie. To nie za tym tęsknił. To nie to powodowało, że miał ochotę zaszyć się gdzieś i zapomnieć, że jest tutaj sam.

To świadomość, że jej tam nie ma, budziła w nim to uczucie. Nienawidził siebie za to, jak szybko przywykł do jej obecności, jak szybko to mieszkanie straciło ciepło, gdy pożegnał ją na peronie. Puścił jej rękę, nie chciał tego zrobić, wsiadł z nią do pociągu przytulając po raz ostatni i gdyby nie sygnał, nie światło, że drzwi zaraz się zamkną, to definitywnie by ją pocałował. Musiał jednak wysiąść. Z ciężkim sercem zrobił to i przez dłuższy czas spoglądał za nią.

Czuł się jak zboczeniec. Nie wyprał jeszcze ubrań, które nosiła przez te dwa dni będąc u niego. Chciała to zrobić przed wyjazdem, ale powiedział, że sam to zrobi. Teraz zaś, gdy tylko wraca do domu, to kładzie torbę na ziemi i przykłada sobie do nosa koszulkę, którą nosiła, która wciąż nią pachniała.

Muszę się opanować. Zachowuję się gorzej niż Keigo.- Pomyślał załamany, otwierając drzwi do mieszkania.

Usiadł na łóżku wpatrując się przez jakiś czas w przeciwległą ścianę. Cisza zaczynała go drażnić. Włączył laptopa, by puścić jakąś muzykę. Jego telefon zawibrował w kieszeni, odciągając go od biurka. Spojrzał na wyświetlacz i z uśmiechem na twarzy wcisnął zieloną słuchawkę.

-Ichigo?- Kobiecy głos odezwał się w słuchawce, odganiając wszystkie niepewności w jego sercu.

Usiadł ponownie na łóżku, rozkoszując się brzmieniem jej głosu, tak bardzo chciał ją mieć przy sobie.

-Hej, Hime.- Powiedział cicho, chcąc ją upewnić, że słucha.

-Już myślałam, że rozmawiam z powietrzem! Skończyłeś zajęcia?

-Przecież wiesz, że skończyłem…

-Myślałam, że może zapisałeś się na jakieś dodatkowe. W każdym razie pomyślałam sobie, że w ostatni weekend kwietnia mogłabym do ciebie przyjechać i na święta wybralibyśmy się do Kioto? Rozmawiałam już z twoim ojcem i stwierdził, że nie ma problemu. A i tak w Kioto nie będziemy długo, więc twoje siostry zdołałyby się tobą nacieszyć.

-Nie pomyślałem o żadnych dodatkowych zajęciach, choć to pewnie dobry pomysł. Co do Kioto, to skoro chcesz tam pojechać, to nie widzę problemu. Wreszcie pozwiedzamy trochę tą Japonię, bo przez te akcje związane z Soul Society nie mogliśmy uczestniczyć w żadnych wycieczkach szkolnych.

-Mi to nie przeszkadzało… Ale skoro się zgadzasz, to super! Wezmę sobie wolne w pracy. Już nie mogę się doczekać!

-Ja tym bardziej.

Milczeli przez chwilę wsłuchując się w swoje oddechy. Nie wiedząc kiedy, Ichigo poczuł łzy lecące po policzkach. Starł je szybko, śmiejąc się pod nosem.

-Ichi?- Spytała się zaniepokojona.

-To nic, naprawdę nic takiego, po prostu…- Nabrał powietrza, kładąc się na łóżku.- Tęsknię za tobą i trochę mnie to przeraża.

-Tęsknisz za mną?

-Um… Bardzo.

-Ichi…

-Nic nie mów. Wiem, że to żałosne, bo to wreszcie nie rozstanie na zawsze i w sumie zobaczymy się za dwa tygodnie, ale nigdy nie byliśmy od siebie tak daleko…

Zaśmiała się cicho, powodując rumieniec na jego twarzy. Nadal miał problemy z wyrażaniem swoich uczuć. Wiedział to, ale nie sądził, że zostanie przez nią wyśmiany.

-Ichi, byliśmy od siebie jeszcze dalej.

-Nie. Nie na tak długo. Nieważne, że byłaś w Hueco Mundo, a ja w Karakurze. Nieważne, że byłaś tam, a ja w Soul Society. Nigdy nie była to tak długa rozłąka. Kiedyś przynajmniej wyczuwałem reiatsu, czułem twoją obecność, a teraz nawet gdybym to nadal potrafił, to nie wyczułbym ciebie.

-Ichi…

-Zastanawiam się czy studiowanie w Tokio nie było błędem.

-Nie mów tak! To nie był błąd! Zostaniesz lekarzem, przejmiesz klinikę po ojcu. Nie będziesz już postrachem hollowów, będziesz cichym bohaterem miasta, leczącym ludzi. Zawsze będziesz moim bohaterem. Wiem, że rozłąka jest ciężka, sama sobie z tym ledwo radzę, bo chciałabym mieć cię przy sobie. Boję się, gdy się budzę i nie czuję ciebie obok, kiedy wiem, że nie ma cię w twoim domu, ale musisz to wytrzymać. Obiecuję, że będę się lepiej uczyć na kursach i za rok dołączę do ciebie w Tokio!

Słyszał jak płacze, czuł jak sam płacze niezdolny do powiedzenia choćby słowa. Gdyby tylko ją miał przy sobie, mógłby ją przytulić, mógłby w ten sposób dodać jej otuchy.

-Ichi...- Łkała spazmatycznie, próbując coś powiedzieć.

-Rozumiem, Hime. Musimy ten rok przeżyć na takich warunkach. – Odparł cicho, opanowując oddech.

-Przepraszam… To nie miało się tak skończyć.

-Głupia, nie masz za co przepraszać. – Uśmiechnął się pod nosem, przymykając oczy.

I'm an angel with a shotgun,
Fighting til' the wars won