Rozdział 10 – Przebudzenie
- Witaj, Severusie. Cóż za piękny poranek, prawda? – uśmiechnął się czule starzec i poklepał już-nie-byłego Mistrza Eliksirów po plecach. Ten wzdrygnął się nieznacznie i zmarszczył brwi.
- Czy jest coś, o czym nie powinienem wiedzieć? – zapytał zaintrygowany, jednocześnie lekko wystraszony. Nie zniesie kolejnych niespodzianek szalonego czarodzieja.
- Ależ oczywiście, że nie. O wszystkim powinieneś wiedzieć i zaraz się dowiesz!
Zasiadłszy przy stole, Severus rozejrzał się szukając czegoś... Sam nie wiedział czego. Wiedział, że Dumbledore coś ukrywa. ZAWSZE coś ukrywał. Szczególnie, gdy był aż nazbyt miły.
- Harry Potter jest w Hogwarcie! - wypalił Albus, podczas kiedy widelec pełen jedzenia zatrzymał się w bezruchu przed ustami Severusa Snape'a. Część jajecznicy spadła z powrotem na talerz. Były śmierciożerca zwęził gniewnie oczy w stylu co-ja-takiego-zrobiłem-by-na-to-zasłużyć i sztywno obrócił głowę w prawo napotykając roześmiane spojrzenie starca. W tej samej chwili drzwi do Wielkiej Sali uchyliły się i wszedł przez nie świeżo wykąpany, młody mężczyzna. Jego twarz nie ukazywała żadnych emocji. Snape nie widział go od momentu śmierci tego biednego chłopaka. Przyznaje, że nie raz zastanawiał się, co stało się z nim stało, kiedy opuścił szpital.
- Dzień dobry, Harry. Jak się spało? – przywitał się uprzejmie dyrektor wskazując miejsce obok... Severusa.
Gryfon skrzywił się nieznacznie, poczym usiadł przy stole, nie spuszczając wzroku ze złotego talerza.
- Dzień dobry – mruknął cicho. Czuł się niesamowicie zawstydzony zaistniałą sytuacją i wydarzeniami z poprzedniej nocy. Bał się, że zobaczy dzisiaj swoje pijane oblicze na głównej stronie Proroka Codziennego. Spojrzał w lewo i ujrzał obiekt swoich myśli przy dłoni profesora, na szczęście na okładce była tylko twarz nieznanego mu człowieka.
- Coś ciekawego? – zapytał, nie spotykając czarnych oczu Severusa.
- Jak zwykle bzdury – odparł beznamiętnie Mistrz Eliksirów. – A co? Spragniony sławy jak zwykle?
Potter zadrżał i odłożył widelec wstając powoli i szepcząc:
- Tylko tego można było się po tobie spodziewać.
Zanim Snape zdołał wymyślić coś ciętego, Harry wyszedł z pomieszczenia.
„Większość z nas kocha z potrzeby kochania, a nie dlatego, że znaleźliśmy kogoś godnego miłości." N. Giovanni
Albus Dumbledore poprosił go o zajęcie stanowiska profesora Obrony Przed Czarną Magią, jednak Harry nie był pewien, czy podoła temu zadaniu. Dawno już nie miał kontaktu z dziećmi, jeśli nie liczyć zmarłego Toma. Jednakże nie był w stanie odmówić dyrektorowi. Bądź co bądź starzec uratował go. Dlatego też Gryfon siedział teraz na swojej sofie w nowym pokoju z twarzą w dłoniach i próbował wziąć się w garść. Praca u boku profesora Snape'a również nie bardzo go motywowała. Stary zrzęda doprowadzał go do szału. Każdego dnia od czasu, kiedy się tutaj wprowadził, słyszał z jego ust same obelgi. Jakby to, co wydarzyło się między nimi poza Hogwartem było tylko dziwnym snem. Ale Harry wiedział, że nie było, dlatego słowa Mistrza Eliksirów raniły go w jakiś pokręcony sposób. Przerażała go myśl, że momentami twarz Severusa w jego głowie przeobrażała się w Jerry'ego. Głos podnosił się o kilka tonów, w oczach huczała nienawiść i pogarda. To było jak powrót do koszmaru.
Pukanie do drzwi wybudziło go z mrocznego letargu.
- Otwarte – powiedział głośno, zawstydzony, że jego głos był lekko zachrypnięty.
- Sądziłem, że bardziej cenisz sobie prywatność, Potter – usłyszał zjadliwy ton i od razu westchnął przegrany.
- Jeśli przyszedłeś tu po to, aby mnie zdenerwować to naprawdę nie mam czasu ani ochoty, Snape.
Starszy czarodziej pokręcił jedynie głową i usiadł na sofie obok przyszłego „kolegi z pracy".
- Nie chcę, aby..ah... nasze stare kłótnie były przyczyną kolejnych... niepotrzebnych dyskusji. Jako przyszły nauczyciel powinieneś mieć start z czystym kontem.
- Albus kazał ci tu przyjść.
- Tak. I za cholerę stąd nie wyjde jeśli, jak powiedział: „nie wyjaśnimy sobie wszystkiego".
- Daruj sobie, Snape. Powiem Albusowi, że zapanował sojusz. Nie musisz się tu męczyć.
- Jak miło z twojej strony. – Wstał i już miał zamiar otworzyć drzwi, kiedy coś na twarzy Pottera przykuło jego uwagę.
- Jak... Jak się czujesz? – spytał, choć najwyraźniej słowa bardzo trudno przeszły mu przez gardło.
- czy ty właśnie spytałeś się o moje samopoczucie?– powiedział zaskoczony Gryfon, kącik jego ust zadrżał z rozbawienia. – Gdzie jest Snape i co z nim zrobiłeś?
- Bardzo śmieszne, Potter – warknął Mistrz Eliksirów i wyszedł z pomieszczenia, choć na jego twarzy czaił się uśmiech.
Lekcje obojga nauczycieli kończyły się w miarę wcześnie, dlatego do kolacji zdążyli już posprawdzać kartkówki i prace domowe. Szczęśliwie usiedli obok siebie.
- Jak tam pierwsze tygodnie nauczania? – zapytał Snape, próbując nie brzmieć zbyt ciekawsko.
- A co, tak się o mnie troszczysz, profesorze?
- Nie, boję się o tych biednych uczniów.
- Severus Snape boi się o uczniów, a to ci nowość!
Dumbledore, słysząc przekomarzania dwojga profesorów, uśmiechnął się pod nosem. Zapowiadał się ciekawy rok.
- Może szklaneczka whiskey u mnie po kolacji? – zapytał niespodziewanie Harry. Po chwili pomyślał: co ja, do cholery, robię?
Snape wyglądał jakby głęboko zastanawiał się nad tą propozycją. Utkwił swoje przeszywające spojrzenie w Potterze i kiwnął powoli głową.
- Niech będzie ósma, w moich kwaterach.
